Łączna liczba wyświetleń

sobota, 1 czerwca 2013

Słów kilka o sobotnim spotkaniu lubelskich blogerek + prezenty

Jak już pewnie czytałyście, tydzień temu w sobotę w Lublinie odbyło się kolejne spotkanie blogerek kosmetycznych. Tym razem za organizację zabrała się Ewelina z Agnieszką i postanowiły przeprowadzić wszelkie przygotowania w aurze tajemniczości - poinformowały nas tylko gdzie i o której się widzimy oraz, że mamy wygładzić swoje nogi i przybyć z kreską na powiece, żadna z nas nie wiedziała kogo jeszcze spotkamy na miejscu (co sprytniejsze kombinowały na facebooku i parę osób się ujawniło).

Spotkałyśmy się o 12:00 w lubelskim Orient Expressie, który znałam do tej pory z Kuchennych rewolucji Magdy G. (wielką fanką nie jestem, ale odcinki z regionu oglądam zawsze) w takim oto składzie:


Po przekąszeniu pyszności nastąpiła prezentacja oferty firmy L'biotica w wykonaniu przemiłej Marzeny


a potem o swojej "twórczości" ;) opowiedziała nam równie sympatyczna Kamila z Handmade Cosmetics 


Obie prezentacje były bardzo ciekawe, nie przypominały takiego typowego wykładu, w trakcie którego najchętniej przysypiamy, ale były ciekawą i kształcącą dyskusją. 


Wkleję jeszcze moje ulubione zdjęcie ze spotkania,

kochane organizatorki :*
z pozdrowieniami dla Cupcake :* (to moje ulubione zdjęcie z albumu :))
wącham ;)
podziękowanie dla Venus

A na deser link do filmiku, który nakręciła Paulina




Lista uczestniczek:
20. i ja :D


EDIT: Zapraszam jeszcze do obejrzenia prezentów ze spotkania

wszystko razem

Venus
Eveline, B&BW...
  
Joanna
Handmade Cosmetics
L'biotica
Floslek

Pat&Rub
Sanoflore

Pilomax 
Hean
  

Biały Jeleń
Alkemika

Flormar

House of Mima

Testy trwają w najlepsze zarówno u mnie jak i u obdarowanych przeze mnie :)
(dla Was też coś zorganizuję niebawem :))

niedziela, 12 maja 2013

Serum wyrównujące koloryt skóry, Avon

Parę dni temu skończyłam kurację tym preparatem, więc od razu na świeżo podzielę się z Wami moją opinią o nim. Uwaga! Post zawiera szokujące zdjęcia! Jeśli jesteś przed obiadem to wstrzymaj się z czytaniem... ;)

Serum, razem z kremem, pojawiło się w katalogu parę tygodni temu i od razu je sobie zamówiłam licząc, że poradzi sobie z moimi plamami po syfach. Zdecydowałam się na serum, spodziewając się lepszych efektów, ale jakiś czas temu zakupiłam też krem i jego testy rozpoczynam dziś wieczorem.


Info od producenta:
 Opracowane klinicznie serum wyrównujące koloryt skóry z unikalna technologią DSX-7 zdecydowanie zmniejsza widoczność 7 rodzajów przebarwień skory. nadaje skórze zdrowy, promienny wygląd. Przełomowa, lekka formuła rozjaśnia nawet najciemniejsze przebarwienia, aby wydobyć idealnie jednolitą, młodziej wyglądającą skórę.

 Serum ma za zadanie zwalczyć aż 7 rodzajów przebarwień:
- plamy pigmentacyjne
- plamy brunatne
- ślady po trądziku
- zaczerwienienia 
- piegi 
- poszarzały koloryt
- nierównomierny koloryt


U mnie występują tylko te dwa pogrubione rodzaje przebarwień, ale z zaczerwienienia próbowałam już kiedyś rozjaśnić produktem od dermatologa i nie było efektów, więc chyba muszę nauczyć się z nimi żyć. Podkład radzi sobie z nimi i nie jest tak źle. Gorzej ze śladami po trądziku... Tu nawet korektor sobie nie radzi do końca a nie chcę zaczynać z mocno kryjącymi podkładami. Może wystarczy poszukać lepszego korektora.



Opakowanie, jak przystało na serię Anew Clinical, jest dziwaczne, ale wygodne w używaniu. Od razu przystąpiłam do dogłębnych oględzin, aby stwierdzić czy uda mi się go zużyć do ostatniej kropli i za to ma u mnie plusa - wystarczy parę ruchów i długi pędzelek. Nie trzeba kombinować jak przy serum naprawczym Reversalist ;)



Produkt w kolorze mlecznobiałym wydostaje się tym małym otworem - początkowo używałam 3 pompki na twarz, potem ograniczyłam się do dwóch. Pompka ani razu mi się nie zacięła.


Konsystencja, jak przystało na serum, jest rzadka i dzięki temu bardzo dobrze rozprowadza się na twarzy i błyskawicznie wchłania. Od razu uzyskujemy efekt zmatowienia i nie musimy czekać z nakładaniem podkładu. Dzięki temu doskonale sprawdza się jako baza pod makijaż. Mimo lekkiej formuły, serum nie przesusza skóry twarzy, widać i czuć nawilżenie mimo braku dodatkowych wspomagaczy.
Dopiero teraz, pisząc tę recenzję, zauważyłam, że w katalogu jest informacja, żeby stosować rano i wieczorem pod krem pielęgnacyjny - na opakowaniu i na ulotce nie ma o tym słowa. Z reguły wszelkie sera do twarzy powinny być stosowane pod krem, ale ja ograniczyłam się tylko do tej jednej warstwy, być może popełniłam błąd.

Zapach jest bardzo delikatny i wyczuwalny tylko jeśli przyłożymy palec z preparatem pod nos, przy używaniu w ogóle go nie czułam. Tak samo i później na twarzy.

Co o nim myślę?
Serum stosowałam od początku kwietnia, dwa razy dziennie i te 30 ml starczyło mi mniej więcej do 10 maja - tak jak pisałam wcześniej, na początku używałam aż trzech pompek, bo wydawało mi się, że tyle potrzeba mi na całą twarz. Potem pomyślałam, że w tym tempie to zużyję ten produkt w mniej niż miesiąc, więc ograniczyłam się do dwóch pompek, które również dokładnie rozsmarowały się na całej twarzy. Efektów wyglądałam w lustrze każdego dnia a im było bliżej denka tym bardziej rosła moja frustracja...

Tu jeszcze muszę dodać parę słów od producenta:
Po 2 tygodniach
wyraźnie zmniejsza się widoczność przebarwień, skóra odzyskuje zdrowy kolory
Po 4 tygodniach
zmniejsza się widoczność nawet zaawansowanych przebarwień
Po 8 tygodniach
koloryt jest wyrównany bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, skóra wygląda nieskazitelnie.

Wiem, że to wszystko piękne słówka - 30 ml nie wystarczyło mi, aby przekonać się co do efektu obiecywanego po 8 tygodniach i zaraz zobaczycie czy cokolwiek się zmieniło po stosowaniu go przez prawie 6 tygodni - ja przyznam się szczerze, że dopiero zestawiając te zdjęcia ze sobą zobaczyłam, że coś się poprawiło, bo wcześniej, myśląc nad tą recenzją byłam przekonana, że nie będzie zbyt pochlebna.

Po lewej zdjęcia sprzed kuracji, po prawej dzisiejsze (proszę, nie zwracajcie uwagi na nowe niespodzianki, spróbujcie się skupić na starych plamach):

Tu z efektu jestem bardzo zadowolona

Na czole stare plamy też zniknęły, ale pojawiły się nowe syfy

Tutaj również widać lekkie rozjaśnienie, ale ciężko nie pomylić starych plam z nowymi śladami


Tu efekt wręcz zdumiewający! Plamy po syfku nad pieprzykiem prawie nie widać a to mega plamisko pod ustami, mimo tego, że w międzyczasie się rozrosło, to również jest rozjaśnione. Na brodzie tak samo.


I co o tym myślicie? Też widzicie poprawę?
Ja jestem zadowolona, bo przez cały czas zastanawiałam się czy czasem nie zwrócić tego serum - głupia, spodziewałam się MEGA poprawy od razu. Jednak jak widać, dobrze, że zaryzykowałam i wytrzymałam do końca. Teraz rozpoczynam testy kremu z tej samej serii, ale będę go używać tylko na noc, więc za jakieś 2 miesiące możecie się spodziewać kolejnej relacji.

Cena:
65 zł (w promocji!!!)/30 ml

Dostępność:
konsultantki Avon

Skład:



I rozbrojone ustrojstwo:

 Początkowo resztki preparatu wyciągałam tą rurką, potem wykorzystałam w tym celu pędzelek do ust.


Podsumowując, nie będę Was zachęcać do zakupu, bo mało nie kosztuje a nie chcę mieć nikogo na sumieniu jeśli się nie sprawdzi tak jak u mnie. Szkoda, że jeszcze nie ma dostępnych próbek tego serum, bo sama przerzuciłabym się na taką formę - fantazyjne opakowanie tylko podnosi cenę a równie dobrze i dużo taniej można korzystać z saszetek. Tak jak w przypadku słynnego serum naprawczego Reversalist.

A może znacie coś, co lepiej radzi sobie ze śladami po trądziku?

sobota, 11 maja 2013

Kusząca truskawka czyli lakier Seduce me Strawberry, Avon

Moje paznokcie już prawie wróciły do siebie (tfu! tfu!), więc mogę zaczynać je pokazywać publicznie. Dziś padło na bardzo letni kolorek a mianowicie nowość z Avonu

Seduce me Strawberry



Lakier mam już od paru tygodni, ale czekałam na wenę i akurat wczoraj kupiłam sobie w ciuchlandzie sukienkę z różowymi kwiatkami, więc nie mogłam już dłużej czekać. Wczoraj też lakier gościł na blogu u Turkusoowej a dziś u mnie (ale to nie ta sama buteleczka, tylko odcień ;))

Jak zobaczyłam ten odcień pierwszy raz na blogu to od razu skojarzyłam go sobie z ubiegłorocznym hitem również z Avonu - Coral Reef. Okazało się, że różnią się nieco odcieniem (Seduce me Strawberry jest trochę bardziej soczysty, ciemniejszy, ale i tak daleko mu do truskawek, które ja znam) no i wykończeniem (Coral Reef jest bezbrokatowy). Oto porównanie:

 
 



Lakier, mimo tego, że brokatowy (takimi maluje mi się łatwiej), smuży, więc potrzebne są minimum dwie warstwy - poniżej paznokcie z jedną warstwą, która dość szybko ściera się na końcówkach




a teraz dwie warstwy i fragmenty sukienki ;)









Uwiodła Was ta truskawka? Mnie tak i coś czuję, że często będzie gościć tego lata u mnie na paznokciach :)





Na koniec jeszcze mój smutny łów z Biedronki czyli


skromny zapas płynu micelarnego i nowość - żel do higieny intymnej z korą dębu Intimea. Była jeszcze emulsja z inną etykietą, ale opis nie różnił się raczej niczym od pomarańczowej wersji, więc nie wiem czy to też nowość. Lubię żel niebieski, zobaczymy jak ten się spisze.