Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą floslek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą floslek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 maja 2016

Denko - kwiecień

Kwietniowe denko wyszło mi dość skromne. Za sprawą jednego weekendowego wyjazdu nie udało mi się wykończyć dwóch kosmetyków, innych nie zdenkowałam z premedytacją. Nie będę jednak łączyć dwóch miesięcy w jeden wpis (bo zwykle sama nie czytam takich zbiorowych denek) i niniejszym zapraszam Was na mini recenzje kwietniowych zużyć.

1. BeBeauty, żel pod prysznic Bali - uwielbiam ten zapach ♥ Mimo, że na etykiecie widnieje napis Awokado a w środku znajdują się peelingujące nasiona moreli, ja czuję i widzę (bo jest soczyście żółty) gruszki! Cieszę się, że ta wersja wróciła do sprzedaży i chyba muszę zrobić zapas, w razie gdyby znowu postanowili ją wycofać. Wrócę!
Teraz: ziołowy peeling Avon

2. Boots Extracts, żel pod prysznic Juicy Mango - maleństwo z sh. Lubię zapach mango w kosmetykach, jednak tu był on bardzo słabo wyczuwalny - musiałam niemal przystawiać nos do ciała podczas mycia, aby cokolwiek poczuć. Opakowanie wystarczyło mi na jakieś 3-4 użycia, więc jest w sam raz na wyjazdy. Konsystencja gęsta, przyjemna, produkt nie wysusza skóry. Chętnie wrócę.
Teraz: kokosowy żel Original Source

3. Avon, żel pod prysznic Oriental Sanctuary - drugi z trzech nowości, na które skusiłam się jakiś czas temu. Ten nie był kremowy a zapach, choć orientalny (czego bardzo się bałam) był niezwykle przyjemny. Myślę, że wrócę (o ile będę miała jak, bo już pojawiły się nowe zapachy, które mam, ale jeszcze nie zdążyłam się z nimi zapoznać).
Teraz: ostatni z trójki, Indian Rituals

4. Avon, balsam do ciała Cherish - taki średni nawilżacz w sam raz na co dzień. Plus za bardzo przyjemny zapach i szybkie wchłanianie.
Teraz: jakiś pogromca cellulitu od Lirene

5. Tołpa, nawilżające mleczko-nektar Amarantus - mini wersja w sam raz na weekendowe wyjazdy. Bardzo fajny produkt o lekkiej konsystencji, ale porządnym działaniu i ciekawym zapachu. Może kupię pełnowymiarowy produkt.
Teraz: balsam Pat&Rub

6. Avon, krem do rąk z olejkiem arganowym Planet Spa - moje ostatnie odkrycie! Kupiłam ten produkt w zestawie nowości i okazał się świetnym rozwiązaniem zarówno do torebki jak i na porządnie przesuszone dłonie. Świetnie nawilża i bardzo ładnie pachnie, nie lepi się. Wrócę.
Teraz: krem AA Oil Essence (z Joyboxa)

7. Himalaya, pianka do mycia twarzy - kolejne opakowanie lubianego przeze mnie produktu, który jeszcze nie doczekał się recenzji. Mam nadzieję, że wkrótce to nadrobię a póki co polecam serdecznie.
Taraz: pianka Pharmaceris

8. Eveline, płyn dwufazowy do demakijażu oczu i ust - nie przepadam za płynami dwufazowymi. Ten od początku nie przypadł mi do gustu, bo po demakijażu miałam wrażenie zamglonego spojrzenia. Makijaż faktycznie był dobrze i bezboleśnie usunięty a powieki ukojone i nawilżone, ale odczucie zamglenia było denerwujące. Niemniej jednak, płyn pomógł mi zadbać o powieki, kiedy je sobie spaliłam płynem Tołpa, więc odpuszczam mu. I być może będę go zawsze trzymać gdzieś na czarną godzinę.
Teraz: specjalistyczny płyn Bielenda

9. Skin79, krem do twarzy Golden Snail - niby małe opakowanie a wystarczyło mi na ponad miesiąc. Dostałam go w ChillBoxie w zestawie z tonikiem i emulsją, ale krem poszedł na pierwszy ogień (choć planowałam ich używać razem). Jestem bardzo zadowolona, zauważyłam pozytywne zmiany na twarzy po jego stosowaniu razem z kremami BB (napiszę o tym niedługo) i chętnie poużywałabym dłużej, tylko ta cena...
Teraz: krem Clarina Himalaya

10. Floslek, żel pod oczy ze świetlikiem i rumiankiem - lubię ten żel i wróciłam do niego ponownie. Początkowo leżał w kosmetyczce, jednak po akcji z płynem Tołpa zaczęłam go używać regularnie i wróciłam do tego rytuału, co okazało się być dobrym postanowieniem.
Teraz: krem Oeparol (z Joyboxa)

11. Mark Inbane, próbka czarnego peelingu do twarzy - WOW! Jestem bardzo zaskoczona i zadowolona! Peeling po wyciśnięciu wydaje się być ciemnozielony, jednak w mazi widać czarne, duże drobiny, które w kontakcie z wodą i skórą rozpadają się i barwią wszystko na czarno. Peeling polecany jest do każdego typu skóry, jednak ja odczułam dość silne rozgrzewanie i podczas masowania twarzy i (zwłaszcza!) podczas zmywania, więc nie wiem. Skóra skrzypi to widocznie faktycznie skutecznie oczyszcza a dodatkowo buźka jest gładziutka. Cena niestety raczej mnie nie przekona...

12. Avon, mgiełka do ciała Tomorrow - bardzo ładny zapach w nieco lżejszym wydaniu. Trwałość nie jest oczywiście taka jak w przypadku wody perfumowanej, ale też zapach nie jest tak duszący, więc wolę mgiełkę. Myślę, że wrócę.
Teraz: czerwona woda Incandessence Avon

13. Adidas, antyperspirant Climacool - pisałam o nim tutaj. Zapach fajny, ale działanie słabe, więc nie wrócę.
Teraz: kulka Avon

14. Pantene, szampon i odżywka - zabieram sobie taki duecik na weekend, żeby nie dźwigać. Nie mam zastrzeżeń, ale mimo to raczej nie skuszę się na pełnowymiarowe wersje.

15. Tso Moriri, mydło organiczne - zapach taki zwykły, mydlany. Następnym razem wybiorę raczej coś innego.
Teraz: mydło Dove

16. Mariza, gąbka do mycia twarzy - kiedyś używałam regularnie, teraz wykończyłam ją do zmywania czekoladowej maseczki (stad ma taki dziwny kolor). Mam jeszcze jedną, ale póki co nie używam żadnych wspomagaczy przy oczyszczaniu twarzy.



Ooo, przynajmniej uwinęłam się szybciej niż zwykle ;).
Znacie coś? Podzielacie moją opinię?

czwartek, 4 czerwca 2015

Denko - maj

Post denkowy zazwyczaj pisze się sam, byle zacząć. No właśnie... Obrobione zdjęcia czekają, czas jest, tylko weny brak od paru dni! Zatem tym krótkim wstępem, zanim czas się skończy, zapraszam Was na przegląd pustych opakowań z maja.


Włosy:
1. Clear Woman, szampon przeciwłupieżowy Shine&Sleek - nie mam problemu z łupieżem, ale jakiś czas temu (chyba) po olejowaniu zaczęła mnie swędzieć głowa a szampon trafił się w Biedrze za 3 zł, więc nie musiałam się długo zastanawiać. Bardzo przyjemnie pachniał, zachęcał do siebie różowym kolorem, nie plątał włosów, swędzenie ustało (olejowanie też) i tym samym chyba się sprawdził. Może jeszcze kiedyś wrócę.
2. Bania Agafii, maska drożdżowa - składnik marcowego (?) ShinyBoxa. Przyjemny, mleczny zapach, wygodna konsystencja, działanie ok, choć ciężko się wypowiedzieć czy faktycznie wpłynął na pobudzenie wzrostu. Coś tam wyrasta, włosy mniej wypadają, ale stosuję sporo kosmetyków o takim działaniu i nie umiem powiedzieć, który z nich faktycznie pomaga. Maska spodobała mi się na tyle, że skusiłam się już na kolejne opakowanie. Być może przy okazji kolejnego pojawi się recenzja.
3. Bania Agafii, maska momentalna Blask i Elastyczność - dobra, błyskawiczna maseczka, która niestety nie zapobiega łamliwości i rozdwajaniu. Do tej już  nie wrócę, ale inne saszetkowe zobaczycie u mnie jeszcze nie raz.

Twarz:
4. Lirene, płyn micelarny z tańczącymi drobinkami - wygrana w rozdaniu. Z chęcią przetestowałam ten płyn, bo pamiętam jak wszedł na rynek i często pojawiał się na blogach. Pechowo zaczęłam przygodę z nim w momencie kiedy nie miałam niczego innego pod ręką i nie polubiliśmy się od pierwszego użycia. Nie jest przeznaczony do zmywania oczu, ale i tak go sprawdziłam i faktycznie była tragedia! Tusz jedynie rozmazany, kredka nienaruszona... Radził sobie z resztkami makijażu, ale do zmycia całego również się nie nadawał. Nie wiem po co te pielęgnujące drobinki w płynie micelarnym, który ma służyć do oczyszczania, zmywania makijażu? W toniku ok, ale w płynie??? Chyba tylko, aby cieszyć oko, bo faktycznie ładnie tańczą po wstrząśnięciu. Nie kupię, nie polecam.
5. Avon, pianka oczyszczająca Solutions - mój ulubieniec do demakijażu! Już niestety nie pojawi się w takiej odsłonie, teraz można ją kupić pod nazwą Nutra Effects. Nowa pachnie bardziej kwiatowo jak dla mnie, ale jest równie skuteczna. Na szczęście!
6. Ziaja, żel z peelingiem Liście Manuka - recenzja tutaj. Z chęcią wrócę.
7. Mariza, aksamitny fluid matująco-kryjący - kolejny ulubieniec twarzowy! Pięknie pachnie, dobrze matuje, nie ściera się z twarzy, nie tworzy efektu maski. Do właściwości kryjących można mieć pewne zastrzeżenia, ale wątpię czy w tej półce cenowej można znaleźć coś dobrego. Oczywiście wrócę.

Ciało:
8. Farmona, peeling myjący Mojito - przyjemny malec o zapachu drugiego z moich ulubionych drinków (w sumie to nie wyobrażam sobie peelingu o zapachu ginu z tonikiem ;)). Nie za wiele miał w sobie tych drobinek, ale na co dzień był w sam raz. Może wrócę a może skuszę się na inny zapach.
9. Avon, żel Naturals Lilia i gardenia - mam tyle tych żeli nakupionych w promocji typu 3 w cenie jednego, że w końcu muszę się ich pozbyć! Zapach nawet przyjemny, ale konsystencja tak rzadka, że żel uciekał z dłoni. Teraz używam innego i jest dużo lepszy, więc to pewnie tylko kwestia zapachu - jak masz dobrego nosa to trafisz na gęsty, jak w ruletce. Nie wrócę.
10. Mariza, żel Mango i Liczi - element zestawu. Świetny zapach, idealny na lato! Konsystencja ok, dobrze oczyszczał, nie wysuszał skóry. Czy pobudza? Nie wiem, ale przyjemnie było go używać. Teraz w kolejce ustawił się melonowy, potem może jaśminowy - jak się uda to i do tego wrócę, ale muszę trafić na wyprzedaż, bo w cenie katalogowej nie kupuję tych żeli. Uważam, że są za drogie.
11. Avon, żel Senses Energising - jeśli lubicie zapach zielska to ten żel jest w sam raz dla Was. Ja go polubiłam i może kiedyś jeszcze wrócę.

12. Green Pharmacy, pianka do higieny intymnej Biała akacja i zielona herbata - miałam już szałwiową, ale zapach tej o wiele bardziej przypadł mi do gustu. Bardzo polubiłam formę pianki do higieny intymnej, więc z pewnością wrócę, właśnie do tego wariantu zapachowego i wtedy pojawi się recenzja.
13. Floslek, balsam delikatnie brązujący - nie spodziewałam się, że ten balsam aż tak mi się spodoba! Zapach mega przyjemny, taki delikatnie waniliowy a działanie dokładnie takie jak zapewnia producent - nie sposób zrobić sobie nim krzywdy. Z dnia na dzień skóra nabiera lekkiego koloru, nogi (bo tylko tu go używałam) prezentują się bardzo ładnie, są nawilżone, gładkie, po prostu zadbane. Używałam go już od wczesnej wiosny, żeby nie szokować jak tylko odsłonię nogi - nie korzystam z solarium a przypadkowo złapana zeszłoroczna opalenizna już się zmyła ;). Być może wrócę, ale teraz używam innego o podobnym działaniu.
14. Mariza, serum arganowe do rąk - serum, więc faktycznie lekka konsystencja, ale działanie bardzo zadowalające. Krem świetnie nawilżał i pielęgnował dłonie, dodatkowo szybko się wchłaniał. Jedynym minusem jest opakowanie - forma pompki jest świetna, ale rurka jest prosta, więc tuż nad napisem "regenerujące" przestał nabierać produkt i trzeba było sobie radzić inaczej. A wystarczyłoby wstawić tylko trochę dłuższa rurkę (tak podejrzewam). Wrócę, jak trafię na równie dobrą promocję.

15. Avon, Planet Spa wygładzająco-oczyszczający scrub z jagodami Acai - produkt o nieziemskim zapachu i przepięknym kolorze, takim soczyście fioletowym. Gdyby tylko o to chodziło w tego typu produktach to mogłabym go polecić, ale gdy mowa o właściwościach wygładzających to zaczyna się problem... Drobinek jest mało, bardzo słabo ścierają, właściwie to tylko tak łaskoczą po ciele a kolor farbuje skórę w miejscach gdzie skóra jest mniej nawilżona. Mimo wszystko, myślę, że wrócę do niego jak trafi się świetna okazja.
16. Ekoa, cytrusowa sól do kąpieli - dostałam gratis do zakupów, podzieliłam się z koleżanką, więc ta ilość wystarczyła mi na dwie słabe kąpiele. Nie przekonałam się do tego produktu: zapach w opakowaniu bardzo ładny, ale w wodzie znika. Właściwości pielęgnujących również nie zauważyłam.

16. Avon, woda perfumowana Herve Leger Intrigue - po zachwycie wersją Femme, nabrałam ochoty i na ten. Zapach bardzo ładny, taki bardziej wieczorowy, ale trwałość słabsza. Chętnie poznałabym jeszcze wersję Ete.
17. Garnier, antyperspirant - zapach i działanie ok, ale chyba nie wrócę, bo aż tak nie przekonał mnie do siebie. Ciągle szukam ideału.

Drobnica:
Płatki Carea - pozycja obowiązkowa; próbki masełek Farmona Cosmo i Pinacolada - żurawinowe chętnie ujrzałabym w swojej kosmtyczce; krem na dzień Biolaven - nie dla mnie; plastry na krosty Beauty Formulas - pozycja obowiązkowa; krem pod oczy Avon Anew Vitale - nie polecam, bo po chwili oczy piekły i łzawiły; mydełko Tso Moriri - kolejna pozycja obowiązkowa; musująca pastylka do kąpieli She's A Rebel - mam jeszcze 3 inne kolory, ale nic specjalnego; wosk YC Warm Vanilla - przyjemniaczek. 


A jak u Was poszło w maju? Więcej ubyło czy przybyło?

niedziela, 5 stycznia 2014

Denko - grudzień

Wracam do Was w worku pokutnym... Zaniedbałam bloga, zaniedbałam wszystko... Jak za chwilę się przekonacie, grudzień nie tylko nie sprzyjał mojej bytności w tym miejscu, ale też jakoś ciężko szło zużywanie. Ciężki miesiąc pod każdym względem. Jak to dobrze, że już nowy miesiąc!
Do rzeczy:


1. Dabur, woda różana - świetny produkt, którego używam rano do tonizacji oraz do rozrabiania sypkich maseczek. Planuję recenzję, więc jeśli jesteście ciekawe to bądzcie czujne ;) Kolejną flaszkę już mam i używam.

2. Soraya, żel pod prysznic Lemon Twist - bardzo przyjemny żel, mam zamiar zrecenzować niebawem wszystkie żele Soraya, jakie miałam przyjemność używać, więc również zapraszam.

3. Oriflame, tonik normalizujący - cieszę się ogromnie, że w końcu dno, bo długo z nim walczyłam. Produkt w wygodnym opakowaniu z psikaczem, ale przez to meeeega wydajny. Jeśli się komuś podoba to nawet lepiej, mnie jednak nie zachwycił, więc psikałam na wacik, żeby szybciej wykończyć. Nie zalepiał twarzy jak najgorsze używane przeze mnie toniki, ale to i tak nie to, czego oczekuję od toniku. Opakowanie zostawiam.

4. Avon, szampon z odżywką Morela i masło shea - szampon w sam raz do codziennej pielęgnacji. Ładnie pachniał, nie plątał włosów, ale też nie odżywiał ich jakoś szczególnie, więc i tak stosowałam maski czy odżywki. Może kupię, bo lubię szampony z tej serii.

5. Floslek, dwufazowy płyn do demakijażu oczu - moja recenzja tutaj. Mimo tego, że świetnie radził sobie nawet z najmocniejszym makijażem to przez dyskomfort jaki odczuwałam na powiekach po użyciu nie kupię go.



6. Green Pharmacy, masło do ciała Róża piżmowa i zielona herbata - moje pierwsze masełko tej firmy a w zapasie mam jeszcze jeden zapach, więc być może pokuszę się o recenzję obu razem. Całkiem fajny produkt, choć dla mnie jego konsystencja była bardziej musowa niż maślana.

7. Mariza, oczyszczająca maseczka do twarzy - miałą być recenzja, ale się nie wyrobiłam. Maseczka z glinką zieloną, ale jej kolor zaskoczył mnie już od pierwszego użycia, bo jest wyjątkowo ciemny i taki szlamowo-błotny. Zapach, wbrew pozorom, bardzo przyjemny, konsystencja dość rzadka i łatwiej mi się ją rozprowadzało na suchej twarzy niż na zwilżonej, tak jak zalecał producent. Mimo regularnego stosowania, nie zauważyłam poprawy stanu mojego zasyfionego fejsa, choć po zmyciu był on fajnie zmatowiony, miękki i gładki. Ale z syfami nie działo się nic - nie było ich ani więcej ani mniej... Szkoda, bo na to liczyłam najbardziej. Nie kupię jej ponownie, bo mam spory zapas maseczek w tubkach a ostatnio zaczynam się też przerzucać na takie sypkie do rozrabiania w domu.

8. Joanna, maseczka do włosów z olejkiem arganowym - powiedziałabym, że to raczej maska niż maseczka. Bardzo gęsta i bogata, więc łatwo było przesadzić z ilością. Tak jak było z szamponem i odżywką z tej linii, produkt raz mi się podobał raz nie. Nie wrócę.

9. Avon, Magix zaawansowany podkład matująco-wygładzający - recenzja niebawem. Dla mnie to chyba najlepszy podkład z Avonu i wielka szkoda, że lada moment będzie wycofywany z regularnej sprzedaży. Muszę zrobić zapas.


1. Ziaja, kuracja nawilżająca.

2. Sanoflore, miodowy krem do skóry wrażliwej.

3. Avon, serum naprawcze.

4. Tso Moriri, tonik Róża - próbka, która niestety nie zachęciła mnie do zakupu pełnowymiarowego opakowania. Ten pojemniczek starczył mi na ok. 10 użyć i na początku było ok, ale tak za połową opakowania wystąpiła jakaś reakcja alergiczna, bo wszędzie tam gdzie przetarłam twarz wacikiem wystąpiło zaczerwienienie. Mam jeszcze czarną porzeczkę.

5. Carea, płatki kosmetyczne.


6. Avon, żelowa kredka Super Shock - uwielbiam te kredki!!! Niedawno przybyły mi 2 nowe odcienie, którymi jestem zachwycona na maksa, więc mam zamiar pokazać je Wam w całej okazałości. Polecam, polecam, polecam!!!


Wasze denka już mniej więcej widziałam, więc nie będę pytać jak Wam poszło, ale czy znacie coś ode mnie? Jak te produkty spisały się u Was?

piątek, 1 listopada 2013

Denko - październik

Tradycyjnie na początku miesiąca zamieszczam posta dotyczącego zużytych kosmetyków w miesiącu poprzednim. Tym razem wypadło na święto, ale z tej okazji, że siedzę w domu i raczej nigdzie się nie wybieram, postanowiłam ogarnąć to już dziś. Flaczki z kaczki bulgoczą przyjemnie w garnku a tymczasem w moim koszyczku...

Poszło mi raczej słabo... Plan był inny i jeszcze co najmniej 4 puste pudełka powinny się znaleźć na zdjęciu, ale z różnych powodów nie udało mi się ich opróźnić. Nie udało, bądź nie chciałam, ale o tym rozpiszę się za miesiąc (o ile nie zapomnę wspomnieć).



Ciało - oczyszczanie:
(w końcu jakieś puste pudełka po żelach, bo już się bałam, że zaczniecie myśleć, że się nie myję... Myję, myję, ale w kwestii otwierania żeli w ogóle się nie ograniczam i cała wanna jest zapełniona używanymi żelami i płynami - zapach wybieram w zależności od nastroju i ochoty, dlatego dość wolno mi to schodzi)


1. Avon, żel pod prysznic City Rush - kupiłam w zestawie z wodą i balsamem. Woda skończyła się w tamtym miesiącu a teraz przyszła pora na żel i balsam. Bardzo przyjemny zapach, kto lubi wodę City Rush polubi i ten żel. Jako środek myjący spisywał się bardzo dobrze, był dość gęsty, więc nie spływał z dłoni a zapach nawet długo utrzymywał się na ciele.

2. Avon, żel Seventh Heaven - zmyliło mnie różowe opakowanie, bo miałam kupić zapach Garden of Eden... Żel jak wszystkie żele Senses, ale zapach nie do końca mój. Muszę szybko naprawić swój błąd, bo mi jeszcze wycofają GoE!!!

3. Mariza, grejpfrutowy żel pod prysznic - mój pierwszy żel z tej firmy. Cieszę się, że miałam okazję kupić go taniej w zestawie z peelingiem do ciała o tym samym zapachu, bo uważam, że cena (9,9 zł/250 ml) jest ciut za wysoka (w porównaniu np. do żeli Senses z Avonu, które uwielbiam). Zapach świetny, trudno stwierdzić czy faktycznie pobudzający, ale bardzo przyjemnie mi się go używało. Konsystencja trochę za rzadka i czasem spływał mi z dłoni, więc uważam to za spory minus. Butelka wygodna w używaniu, a dzięki prostemu zamykaniu pod koniec możemy postawić ją do góry nogami i zużyć do końca. Z wielką chęcią wrócę do niego oraz wypróbuję inne zapachy, ale tylko wtedy gdy będzie na nie promocja (co niestety zdarza się dość rzadko, ale w najnowszym, świątecznym katalogu w końcu się doczekałam i czuję się, że porobię spore zapasy ;))


Ciało - nawilżanie:


4. Venus, balsam po goleniu i depilacji - szerzej o nim rozpisywałam się tutaj. Z chęcią wrócę do tego balsamu w przyszłości.

5. Avon, balsam do ciała City Rush - razem z żelem używałam go głównie dla podbicia i przedłużenia zapachu wody CR. Według mnie zapach balsamu różnił się troszkę od zapachu wody i żelu, ale była to subtelna różnica, która w niczym mi nie przeszkadzała a czuć ją było jedynie przy rozsmarowywaniu. Fajna, lekka konsystencja łatwo się rozprowadzała po ciele i szybko wchłaniała. Bardzo przyjemny duet, a raczej trio jeśli brać pod uwagę i wodę.


Kolorówka:


6. Mariza, puder matująco-kryjący - bardzo dobry produkt! Świetnie matowił a efekt był długotrwały. Puder przyjemnie pachniał i miał w sobie takie malutkie, błyszczące drobinki, ale nie widać było tego błyszczenia na twarzy. Całkiem wydajny i z wielką chęcią zakupię kolejną sztukę, ale tym razem w jaśniejszym, zimowym odcieniu. Kolorówka z Marizy spisuje się u mnie bardzo dobrze a to kolejny dowód. Szczerze polecam!

7. Avon, tusz do rzęs Super Drama - dla mnie Super Dramat... Dostałam go w prezencie, ale z tą zachcianką chodziło mi głównie o kosmetyczkę, z którą był dostępny w zestawie świątecznym w tamtym roku. Koszmarna szczoteczka, która brzydko sklejała mi rzęsy i za każdym razem musiałam je jeszcze rozczesywać inną szczoteczką. Wiem, że to prezent i darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, ale w przypadku blogerek (maniaczek kosmetycznych ;)) to przysłowie nie istnieje. Z radością go wykończyłam!

8. Avon, kredka do powiek Steel Grey (czy jakoś tak) - moja pierwsza w życiu kredka do kresek! Używałam jej dość długo aż w końcu nie byłam w stanie strugać. A w ogóle to już od lipca próbowałam ją zdenkować i patrzcie jak długo się trzymała, bestia! Bardzo podobał mi się ten kolorek na powiekach - szary, ale czasem wpadał w delikatny błękit. Z drugiej strony, w drugiej skuwce mieściły się cienie w szarym kolorze. Ja nie używam cieni, ale czasem wieczorami lubię sobie pożartować i coś tam zmalować i mimo tego, że jest tam ich bardzo mało to nie umiem ich wykończyć.


Inne:


9. Carea, płatki kosmetyczne - stały bywalec.

10. Ziaja, maska z zieloną glinką, Nuno - jakoś nie umiałam się do niej przekonać. Niby jest przeznaczona do cery zanieczyszczonej ze skłonnością do wyprysków, więc mojej, ale nie zauważyłam poprawy w tej kwestii. Faktycznie redukowała świecenie się skóry, ale był to efekt krótkotrwały i jedyny w zasadzie... Poszukam czegoś lepszego.


11. Avon, kulka Only Imagine - to moja przedostatnia kulka z Avonu. Dawniej byłam z nich bardzo zadowolona, ale teraz albo coś się pozmieniało, albo zwyczajnie zaczęłam potrzebować czegoś bardziej skutecznego. Dlatego jeśli znacie coś godnego polecenia to proszę o cynk w komentarzu (UWAGA! nie może brudzić ubrań!)


Próbki, próbeczki:


1. Ziaja, krem na dzień i na noc do skóry suchej, zmęczonej z bio olejkiem z awokado - dość tłusty i bardzo odżywczy krem. Próbka mega wydajna. Używałam jej głównie po maseczkach ściągających i tylko na noc, bo krem wolno się wchłania i zostawia błyszcząca, lepką warstwę na twarzy, ale za to rano buźka wygląda jak nowa! Mimo tego, krem nie dla mnie.

2. Ziaja, krem na dzień do skóry wrażliwej, mało elastycznej z bio olejkiem z pestek winogron - ten krem spodobał mi się bardziej już ze względu na bardzo przyjemny zapach. Konsystencja i wchłanianie też na plus, więc jestem skłonna go kupić, bo choć używałam go na noc to wydaje mi się, że będzie się dobrze spisywał pod makijażem. Dobrze nawilżał i łagodził wszelkie podrażnienia, dlatego poważnie myślę o zakupie pełnowymiarowego produktu.

3. Ziaja, krem redukujący trądzik - mała pojemność, więc nie jestem w stanie powiedzieć o nim tyle co o poprzednikach. Redukcja trądziku to coś na czym mi zależy i być może skuszę się na niego "w ciemno". Dobrze się wchłaniał i nie powodował błyszczenia.

4. Bandi, serum korygujące x2 i eliksir młodości - zacznę od tego, że nie lubię próbek Bandi, bo są ciężkie w używaniu - wąziutkie i bardzo ciężko grzebać w nich palcami! Używałam ich na noc, ale po szybkości wchłaniania i efekcie natychmiastowego matowienia mogę stwierdzić, że z powodzeniem nadadzą się pod makijaż. Nie zauważyłam spektakularnej poprawy na twarzy po tych trzech próbkach (używanych noc po nocy), ale i tak byłam zadowolona z efektu. Gdyby nie cena produktów pełnowymiarowych to skusiłabym się na serum.

5. Avon, serum naprawcze - pojawia się u mnie przy okazji każdego denka, więc to musi świadczyć o jego mocy! Uwielbiam i mam ich jeszcze sporo w zapasie.

6. Avon, maseczka Planet Spa tajski kwiat lotosu - już niemal zapomniałam jak fajna była ta maseczka! Miałam pełnowymiarową wersję, ale już nie jest dostępna w katalogu i wielka szkoda... To zaraz po błotnej moja ulubiona maseczka - pięknie pachnie, dobrze oczyszcza, nie ściąga i nie przesusza.

7. Floslek, maseczka intensywnie nawilżająca - bardzo ciekawy i godny wypróbowania produkt. Ratowałam się nią w pierwszych dniach używania mydła Aleppo, ale już się wszystko unormowało i jest ok. Warto ją mieć w zapasie, bo faktycznie bardzo dobrze nawilża i łagodzi podrażnienia.



Uff!!! Myślałam, że szybciej się z tym uporam, bo niby skromne denko, ale jak zwykle trochę mi zeszło z opisaniem wszystkiego. Mam nadzieję, że dotrwałyście do końca ;)

Znacie coś? Podzielacie moją opinię?

wtorek, 1 października 2013

Denko - wrzesień

I wrzesień za nami! Nie wiem jak u Was, ale mi teraz czas dosłownie ucieka w oczach - dzień za dniem, tydzień za tygodniem... Pewnego dnia nawet jak się zdrzemnęłam to po przebudzeniu nie wiedziałam czy to weekend czy środek tygodnia :/ O so chozi...?

Wczoraj planowałam wrzucić jeszcze fotki moich zakupów z sh, ponieważ chciałam regularnie zamieszczać taki cykl postów, ale bardzo słabo mi poszło we wrześniu i doszłam do wniosku, że nie ma czym się chwalić. Dużo czasu spędziłam wczoraj na bieganiu po sklepach w poszukiwaniu marmurkowych Lemaxów, ale nigdzie ich u mnie nie ma!!! Tragedia... Tym bardziej, że z każdym kolejnym sklepem napalałam się na nie coraz bardziej. Są inne Lemaxy, ale o tych nawet nikt nie słyszał - jedna pani to myślała, że chodzi mi o piaski, no tak... Dziś szybko wróciłam do domu uporać się z denkiem, bo potrzebuję opakowań, więc zapraszam serdecznie do zapoznania się z moimi mini-recenzjami.


Denko ciut większe, bo znowu nie zmieściłam się w moim cudownym koszyczku



a) twarz:


1. Mariza, antybakteryjny żel do mycia twarzy - recenzja. Kupię ponownie w promocji.
2. Choisee, żel do mycia twarzy - recenzja tutaj. Końcówkę zużyłam do mycia pędzla do makijażu, bo zapach zaczął mnie męczyć. Nie kupię.
3. Rimmel, płyn do demakijażu oczu - świetny płyn! Bardzo dobrze sobie radził z tuszem i kredką, nie podrażniał, nie wysuszał - czego chcieć więcej. Otrzymałam go w duecie z tuszem i nie wiem czy jest gdzieś dostępny samodzielnie, ale chętnie bym do niego wróciła. Tylko podejrzewam, że cena byłaby mało atrakcyjna. Opakowanie przyda mi się na wodę różaną.
4. Mariza, antybakteryjny tonik do twarzy - recenzja. Także kupię, ale w promocji.


5. Avon, maseczka błotna do twarzy z minerałami z Morza Martwego  - mój ulubieniec maseczkowy. Nie wiem ile opakowań już zużyłam, ale z pewnością to nie jest ostatnie. Gorąco i szczerze polecam. 
6. Avon, odżywcza maseczka do twarzy z masłem shea - kupiłam ze względu na zapach linii. Maseczka z tych wchłaniających się, całkiem fajna, ale tak jakby ważyła się na twarzy i dużo było miziana się z usuwaniem tych glutów. Nie kupię, bo nawet nie wiem czy jeszcze można ją dorwać i nie zachwyciła mnie na tyle, żeby wracać do niej. Nie mówiąc już o zapasie maseczek jaki posiadam...



b) włosy:


7. Avon, szampon nabłyszczający Dziki fiołek i pestki winogron - też kupiony dla zapachu. Taki zwyklaczek na co dzień. Może wrócę, może nie.
8. Biosilk, silk filler Rozczesywanie bez łez - nie czeszę włosów po myciu, więc nie wiem czy faktycznie ułatwia tę czynność. Stosowałam ją na wilgotne włosy przed suszeniem i ciężko mi coś o niej powiedzieć... Nie plątała, włosy po wysuszeniu były miękkie, nie puszyły się i ślicznie pachniały - tyle. A! I brawo za świetny pomysł ze spryskiwaczem. Raczej nie kupię, bo to, co zauważyłam mam po większości maseczek i odżywek, ale opakowanie zostawiam na wodę brzozową.



c) zapachy:


9. Oriflame, dezodorant Jealousy - nie wiem kiedy ostatnio używałam dezodorantów! Ten dostałam dawno temu w prezencie i ostatnio używałam jako odświeżacza powietrza. Nie ma już w ofercie, ale i tak bym nie kupiła.
10. Avon, roletka Pur Blanca - fajny gadżet do noszenia w torebce. Mam jeszcze taką o zapachu Little White Dress. Szkoda, że każdy zapach nie ma swojego odpowiednika w roletce.
11. Avon, woda perfumowana City Rush - śliczny, świeży zapach ♥ Idealny na lato, trwały,



d) ciało:


12. Biały Jeleń, emulsja do higieny intymnej z szałwią i ogórkiem - lubię i chętnie wracam.
13. Avon, ochronny olejek nawilżający w spray'u SPF 6 - niedobitek z poprzedniego sezonu. Psikałam się żeby nie było, że się nie chronię przed promieniami ;).
14. Oriflame, krem pod prysznic Wonderful - rewelacyjne opakowanie! Bardzo podoba mi się ta panterka :), ale za to otwieranie złamałam już pierwszego dnia. Krem całkiem fajny, mało kremowy a bardziej żelowy, więc nie wiem skąd ta nazwa. Zapach ładny, lekko wytworny, kojarzył mi się z zapachem More, ale dla mnie był dużo bardziej przyjemny. To była edycja limitowana, mam jeszcze krem do ciała (czy tam masło czy balsam) o tym zapachu.
15. Evree, regenerujące serum do stóp - mały a wariat! Dobrze nawilżało i pielęgnowało stopy po rytuale ścierającym. Dość rzadkie, ale treściwe i szybko się wchłaniało. Nie kupię, bo wolę moje lawendowe KWC z Marizy.
16. Floslek, masło do ciała Mango i marakuja - rewelacja! Pokochałam to masło od pierwszego powąchania a potem użycia! Niezwykle delikatny i subtelny zapach, który mimo tego bardzo długo utrzymywał się na ciele. Przyjemna konsystencja, która szybko się wchłaniała i na długo nawilżała. Latem wolę lżejsze preparaty, ale na chłodniejsze dni tylko masło :). Z pewnością kupię kolejne opakowanie tylko nie wiem czy inne zapachy też są tak delikatne i stonowane czy raczej intensywne? Używałyście? Jaki zapach polecacie?



e) inne:


17. Carea, płatki kosmetyczne - lubię i zawsze mam w zapasie.
18. Go Pure, chusteczki odświeżające - małe chusteczki idealne do torebki i na nieprzewidziane zabrudzenia.



f) próbki:


1. Farmona, Radical szampon wzmacniający - za mało, żeby wyrobić sobie jakąś opinię, ale chętnie kupię pełnowymiarowe opakowanie, bo po opisie widzę, że to szampon idealny dla mnie. Kupimy to zobaczymy.
2. L'biotica, ultranawilżający krem do twarzy do cery suchej i odwodnionej - ze względu na rodzaj cery, bardziej podobał mi się zielony, który jest dla mnie odpowiedni. Ten był ok, ale to nie to.
3. Bandi, krem/maska kuracja łagodząca i krem redukujący zaczerwienienia - pierwszy pachnie obłędnie i szybko się wchłania do matu, drugi taki sobie, bo się świeciłam po nim a tego bardzo nie lubię.
4. Avon, serum naprawcze - mój ulubieniec. Mam sporo próbek w zapasie i często się nim ratuję.
5. Corine de Farme, krem przeciwzmarszczkowy 2 w 1 - wole rozświetlający, ale i te próbki muszę jakoś zużyć. Krzywdy mi nie robi, ale szału też.



g) przeteminowane wyrzutki:


Bandi, Nantes, Madame L'ambre - tyle mam tych próbek, że nie ogarnęłam terminów. Boję się używać, bo i bez tego dużo się dzieje na twarzy


Niezaprzeczalnym faworytem tego denka jest masło Flos-Lek ♥ 


A Wam jak poszło w tym miesiącu? Znacie coś z mojego denka?

sobota, 14 września 2013

Smerfowy demakijaż oczu z dwufazowym płynem Floslek

Firmę Floslek poznałam w teorii już dawno, w praktyce z pół roku temu dzięki żelowi pod oczy ze świetlikiem oraz maśle z mango i marakują, z których byłam bardzo zadowolona. Kolejnym dość dobrym produktem była emulsja chłodząca po opalaniu a teraz przyszła kolej na płyn... Hmmm... Zapraszam do recenzji, bo jednym słowem nie umiem się określić.


Działanie:
płyn szybko i skutecznie zmywa wodoodporny makijaż oczu. 
Pielęgnacyjna formuła zawiera kojący i łagodzący wyciąg ze świetlika lekarskiego

wstrząśnięty i zmieszany

Płyn znajduje się w plastikowej butelce o pojemności 135 ml (nie spotkałam się jeszcze z taką miarą). Przed użyciem należy mocno wstrząsnąć butelką, aby wymieszać obie fazy a potem przekręcić zakrętkę i wówczas, jak w filmach z Bondem, ukazuje nam się taki oto tajemniczy dozownik:

 
Tego typu rozwiązanie to także dla mnie pierwszyzna, ale jest wygodne i bardzo je polubiłam. 
Mam jedynie problem innej natury a mianowicie po wstrząśnięciu i wylaniu płynu na wacik, zanim skończę pierwsze oko, płyn znowu robi się dwufazowy, więc muszę zakręcać, wstrząsać i jeszcze raz odkręcać - niby nic wielkiego, ale trochę irytujące.


 A tak radzi sobie płyn z moimi kredkami:

 


 
1. płyn na waciku - kolor bardzo zachęcający,
2. kredki: zwykła szara, żelowa foletowa, żelowy hardcore Black Flash i eyeliner w płynie,
3. po jednym przetarciu,
4. po dwóch przetarciach.


Jak widzicie, płyn radzi sobie bardzo dobrze, nawet z ciężko zmywalną kredką Black Flash. Mój sposób na demakijaż nie polega jednak na przecieraniu tylko nasączony wacik kładę na powiekę, trzymam tak przez chwilę a dopiero resztki delikatnie wycieram. I dzięki temu skuteczność większości stosowanych przeze mnie płynów czy mleczek do demakijażu jest bardzo zadowalająca, wręcz idealna. 
Podczas testów na dłoni, po zmyciu czułam tłustą warstwę, ale na powiekach albo nie zwracam na to uwagi, albo nie jest to męczące. I powiem nawet, że jak używam tego płynu to nie mam już potrzeby wklepywania kremu, więc uczucie nawilżenia i łagodzenia jest faktycznie odczuwalne.
Nie wypowiem się na temat usuwania tuszu wodoodpornego, bo ja takich nie używam (ale siostra mówi, że radzi sobie nawet z jej najtrudniejszym tuszem wodoodpornym z YR).

Jednak okazuje się, że dobre zmywanie makijażu to nie wszystko, bo niezwykle drażniące jest dla mnie uczucie wielkiego grzania na powiekach po demakijażu, które odczuwam przez ok. 1 minutę - nie jest to pieczenie jak przy podrażnieniu. Efekt ten to dla mnie ciężka zagadka, bo nie wiem co jest nie tak, czy może nie powinnam tak długo trzymać wacika na powiece czy może w ten sposób objawia się uczulenie na jakiś składnik (w to raczej wątpię, bo poza uczuciem rozgrzania, nie zauważyłam zaczerwienienia ani innych niepokojących objawów). Czytałam, że niektóre z Was zaobserwowały coś podobnego, więc wiem, że coś faktycznie jest nie tak. Co ciekawe, mama z siostrą nie odczuwały niczego podobnego, więc z przyjemnością podarowałam im po buteleczce i są zadowolone ze zmywania. 

Kolejnym niepokojącym faktem jest obecność w składzie CI 42090 czyli błękitu brylantowego, o którego istnieniu dowiedziałam się na blogu 45 stopni. Nie popadam w przesadyzm, bo z pewnością w wielu innych stosowanych przeze mnie kosmetykach są inne (może nawet gorsze) cuda i dziwy, ale nie znam się na tym, więc nie panikuję. Uprzedzam Was tylko gdybyście planowały zakup i testy a pilnujecie składów.


Skład:


Cena:
16 zł/ 135 ml

Dostępność:
nie wiem... nie widziałam go w drogeriach


Reasumując, mam mieszane uczucia co do tego płynu. Gdyby nie to grzanie na powiekach to byłby płynem idealnym, bo świetnie radzi sobie z demakijażem, ale ten jeden, niby drobny aspekt, bardzo mi przeszkadza. Zużyję tę buteleczkę, ale na więcej z pewnością się nie skuszę - wolę czasem potrzymać wacik ciut dłużej, ale przynajmniej nie mieć rozgrzanych powiek.



Znacie? Jak spisuje się u Was?

czwartek, 1 sierpnia 2013

Denko - lipiec

Tradycyjnie nowy miesiąc zaczynam od wpisu denkowego. Trochę się rozleniwiłam ostatnio, ale pora już brać się ostro do roboty!


Fotka zbiorowa
(wcześniej koszyczek służył mi do przechowywania nowości, ale już się w nim nie mieszczę, więc od jakiegoś czasu zbieram tu puste opakowania)



Ciało - oczyszczanie


1. Pollena, Biały Jeleń żel pod prysznic babka lancetowata i dzika jabłoń - cudny zapach, miłe używanie zwłaszcza latem. Chętnie wrócę do niego

2. Avon, różany płyn do kapieli - zapach trochę zimowy i nawet opakowanie z choinką ;) W środku był czerwony, bardzo rzadki płyn, który barwił wodę na czerwono i słabo się pienił. Miło się go używało w okresie świątecznym, każdego roku decyduję się na taki zakup i mimo wszelkich minusów, skuszę się jeszcze.

3. Oriflame, krem pod prysznic More - powstal jako dodatek do wody od Demi Moore. Zapach bardzo wytworny, elegancki, ale dla mnie trochę zbyt kwaśny. Krem spisywał się dobrze i często wykorzystuję takie okazje na zakup tanich zestawów (kupiłam go z lakierem do włosów i masłem do ciała, lakier sprzedałam a masło gdzieś się jeszcze poniewiera nieużywane).

4. Original Source, żel pod prysznic czekolada i pomarańcz - delicjowy zapach :) Bardzo fajny, ale w upały trochę za ciężki, wolę cytrusy. Tak czy inaczej, polubilam się z tym żelem i to z pewnością nie jest pierwszy i ostatni raz.

Oczywiście tych czterech żeli nie zużyłam w miesiąc, teraz tylko wypadło ich definitywne wykończenie :)


Ciało - nawilżanie


5. Perfecta, wyszczuplający mus do ciała czarna porzeczka i grapefruit - raczej nie wyszczuplił, ale zapach idealny na lato! Czułam głównie grapefruit i było to bardzo przyjemne doznanie. Mus dobrze się wchłaniał a skóra po nim była aksamitna, nie ściągnięta. Mam ochotę na inne wersje zapachowe.

6. Barwa, balsam do ciała żurawina i imbir - wcześniej te balsamy oddawałam siostrze, ale po powąchaniu ten musiał zostać u mnie, pachnie obłędnie! Kwaśna żurawina, jak sok - mniam mniam! Balsam miał mleczkową konsystencję i doskonale się rozprowadzał na ciele i wchłaniał. Czy ujędrnił? Nie wiem, ale dla samego zapachu skuszę się jeszcze!

7. Mariza, krem do stóp nawilżająco-wygładzający - mój ulubieniec od jakiegoś czasu, recenzja tutaj. Kolejne opakowanie już czeka na półce.


Oczyszczanie - twarz


8. Avon, żel 3 w 1 - kolejny ulubieniec zapachowy! Słabo sobie radzi z usuwaniem makijażu, dlatego używam go tylko rano i tu jest ok. Mam też wersję zieloną, ale ona już tak nie pachnie i jeszcze jej nie próbowałam.

9. Mariza, peeling drobnoziarnisty do twarzy - bardzo fajny i godny polecenia zdzierak. Recenzja tutaj a kolejne opakowanie już zamówione.

10. Avon, maseczka do twarzy z błotem termalnym - był ogień! Początkowo trochę bałam się jej używać, bo przy mojej wrażliwej cerze takie rozgrzewanie nie było dobrym pomysłem, ale używałam jej rzadko, więc nie narobiła mi szkody. Ostatnimi czasy stosowałam ją jako peeling, bo opakowanie dawno wyrzucone a zapomniałam jak długo może być na twarzy. Nie jest już dostępna w sprzedaży.

11. BeBeauty, płyn micelarny - to już chyba moje trzecie opakowanie, co świadczy samo za siebie. Zużywam swoje zapasy, bo Biedronka nas chyba oszukała i nie ma zamiaru wycofać kury przynoszącej złote jajka ;). Płyn jest genialny, uwielbiam zmywać nim oczy, ale podczas wyjazdów służy mi do demakijażu i tonizacji całej twarzy. Kupię, kupię, kupię!!!


Kolorówka


12. Avon, nawilżająca pomadka Lilac Shimmer - odcień idealny dla mnie! Chociaż wolę błyszczyki, to ta pomadka również podbiła moje serce - piękny kolor i długotrwałe nawilżanie w zupełności mi wystarcza. Gdyby nie to, że mam z 5 innych nieotwieranych pomadek to kupiłabym ją jeszcze raz.

13. Avon, ekstremalnie wydłużający tusz do rzęs - spodobał mi się dopiero po czasie, bo na początku musiałam nauczyć się malować tą szczoteczką, która kilka razy dziabnęła mnie w oko. Tusz ma takie króciutkie włókna (widać je na waciku po demakijażu), które przyczepiają się do rzęs i w ten sposób je wydłużają. Nie zlepiał rzęs i chętnie wrócę do niego.

14. Oriflame, dotleniający podkład Oxygen Boost - tym razem w odcieniu Natural Ivory. Lubię go i wracam chętnie (to chyba już moje trzecie opakowanie) mimo tego, że nie kryje tak jakbym chciała. Teraz robię sobie przerwę, bo w kolejce mam 2 kremy BB (trzeci lada moment do mnie dotrze...) i jeden podkład.

15. Avon, żelowa kredka Super SHOCK - czarna z mieniącymi się drobinkami. Nie umiem robić kreski eyelinerami a kredką wychodzą mi takie jakie chcę :) Mam jeszcze 4 w zapasie: mocno czarną i fioletową do zużycia, bo kobaltowej i srebrnej chętnie bym się pozbyła - źle się czuję w takich kolorach.


Inne


16. Carea, płatki kosmetyczne - stały bywalec.

17. Avon, serum na suche i zniszczone końcówki - końcowki i tak się rozdwajają, ale lubię wiedzieć, że przynajmniej coś robię w celu ich zabezpieczenia. Kupię.

18. Oriflame, mydełko z drzewem herbacianym i rozmarynem - baardzo wydajna kostka! Używałam jej prawie rok, ale nieregularnie i tylko do przemywania twarzy rano. Kupiłam, bo myślałam, że będzie to tańszy odpowiednik żelu tonizującego z tej serii, który spisywał się u mnie bardzo dobrze, ale okazało się, że jednak nie. Co żel to żel! ;)


Pielęgnacja okolic oczu


19. Floslek, żel ze świetlikiem lekarskim i rumiankiem - świetny produkt! Uratował moje powieki po strasznym przesuszeniu kremem na dzień Anew Vitale. Miałam wrażenie, że im bliżej końca tym żel stawał się bardziej gęsty, ale nie wpływało to na wchłanianie. Nie podrażniał a bardzo dobrze nawilżał. Chętnie wrócę do niego.

20. Avon, luksusowy żel wygładzająco-rewitalizujący - cieszę się, że zapłacilam za niego ok. 5 zł chociaż nie jest wart nawet tego! Słaby luksus jak dla mnie, długo się wchłaniał i przez to lepił powieki. Nie zauważyłam pozytywnego działania na drobne zmarszczki czy cienie pod oczami a nawilżenie też było takie sobie. Nie kupię.


Próbki


1. Bandi, antycellulitowy balsam wyszczuplający - ciężko cokolwiek powiedzieć po próbce, która starczyła na jedno użycie, ale wiem, że nie kupię pełnowymiarowego opakowania, bo mimo tego, że bardzo rozgrzewa (przez co można mieć wrażenie, że działa) to słabo się wchłania i nogi po prostu się świecą. Nie dla mnie.

2. Mariza, krem matujący Biała herbata - przepięknie pachnie! Miałam już tak, że kupowałam krem matujący tylko ze względu na zapach, ale w końcu doszłam do wnisoku, że nie warto. Ten spisywał się dość dobrze, ale nie odpowiada mi konsystencja i wrażenie rozprowadzania na twarzy czegoś mega tłustego. To po chwili mija, ale u mnie nie przejdzie. Próbka starczyła mi na tydzień, ale używałam go tylko na noc i nie wiem czy nada się pod makijaż. Muszę kupić próbkę jeszcze raz i sprawdzić ;)

3. i 4. Ziaja, kremowy płyn do higieny intymnej - ok, ale znam lepsze.



Uff! W końcu!
A jak u Was w lipcu? Wakacje sprzyjają denkowaniu czy nie bardzo?




P.S. Jeśli chcecie to mam do oddania pompkę z serum na końcówki - podobno pasuje do podkładu Revlon.