Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tołpa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tołpa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 września 2016

Denko - sierpień

Jak to ciężko się zabrać do tego posta... Zdjęcia są i wiem, że jak zacznę to skończę, ale zanim zacznę to jeszcze tylko przejrzę milion stron w necie i może się uda ;)

1. Pharmaceris, pianka głęboko oczyszczająca T - świetny produkt, który bardzo dobrze radził sobie z usuwaniem mojego lekkiego makijażu i innych zanieczyszczeń. Nie wysuszał skóry i był wydajny. Z wielką chęcią wrócę.
Teraz: pianka oczyszczająca Sebio, Tołpa
2. Tołpa, płyn micelarny Physio - rozpisywałam się o nim tutaj. Zużyłam do oczyszczania twarzy po piance Pharmaceris i spisywał się bardzo dobrze, dlatego nie skreślam go ostatecznie, ale okolice oczu będę już omijać.
Teraz: płyn micelarny-tonik Eveline
3. Tołpa, żel do mycia twarzy i oczu Physio - bardzo lubię zapach tego żelu i jego niepieniącą się formułę, ale do wieczornego doczyszczania twarzy używałam innych specyfików. Ten bardzo dobrze spisywał się rano, przy zmywaniu resztek po nocy. Wrócę.
Teraz: żel do mycia twarzy La Roche Posay
4. Skin 79, Golden Snail emulsja do twarzy - mega wydajne maleństwo! Z trójpaku najmniej mi się podobała, ale nie mogę odmówić jej ślicznego zapachu i nawilżania na bardzo dobrym poziomie. Wróciłabym, gdyby było mnie stać ;)
Teraz: matujący krem Soraya

5. Dove, żel pod prysznic - mimo dość przyjemnego zapachu zużyłam z ulgą, bo jak często podkreślam, nie lubię aż tak gęstych produktów do oczyszczania ciała. Na plus z pewnością to, że skóra naprawdę wydawała się być nawilżona. Jak będzie w pudełku to przyjmę, ale sama raczej się nie skuszę na zakup.
Teraz: pianka oczyszczająca Planet Spa, Avon
6. Avon, żel pod prysznic Tropics - lekko kremowy żel o zapachu idealnym na lato. Zużyłam z przyjemnością, ale zapach Orchard stał się moim tegorocznym hitem.
Teraz: żel Energizing
7. Avon, czarne mydło z Tureckiej Łaźni Termalnej - oj, długo ono u mnie poleżało w łazience... Po pierwszych użyciach odstawiłam a teraz wróciłam i stosowałam jak zwykły produkt pod prysznic. Bardzo brudziło wannę i okolicę, ale zapach był rzeczywiście niezwykle przyjemny. Nie ma go już w sprzedaży.
Teraz: biała glinka myjąca Bania Agafii
8. Avon, olejek do kapieli z ekstraktem z lilii wodnej - również przedpotopowy kosmetyk... Teraz zużyłam tak jak mydło, po prostu pod prysznic i było to fajne - olejek a delikatnie pienił się kontakcie z wodą i pozostawiał miło gładkie i pachnące ciało. Mam jeszcze 2 olejki a ten również już nie jest w sprzedaży.
Teraz: podobny olejek, fioletowy
9. The Body Shop, żel pod prysznic Fuji Green Tea - moje urocze wyjazdowe maleństwa z sh! ♥ Mega przyjemny zapach, w porządku działanie. Z chęcią bym wróciła.
Teraz: żel Mango TBS
10. The Body Shop, balsam do ciała - dobrze działał w duecie z żelem i wystarczył mi na ciut dłużej. Jak trafię to wrócę.
Teraz: balsam Mango TBS
11. Soap&Glory, masło do ciała Sugar Crush - intensywnie pachnące masło o przyzwoitym nawilżaniu ciała. Również z sh i jak trafię to wrócę.
Teraz: jw

12. Avon, dezodorant w kulce Summer White Sunset - bardzo podobał mi się zapach wody, więc skusiłam się i na kulkę. Nie jest to jakaś 100%owa ochrona, ale zadowalająca.
Teraz: dezodorant Activelle, Oriflame
13. Mariza, mgiełka do ciała White flowers - wg mnie to najgorszy zapach z tej trójki czy czwórki. Serio! Momentami aż mi było wstyd jak wybiegałam z domu a na klatce ktoś mnie mijał i wiedziałam, że to poczuje... Sama formuła bardzo dobra na lato, ale do tego zapachu z pewnością nie wrócę.
Teraz: mgiełka Mariza Green Tea ♥

14. AA, krem do rąk - krem w sam raz na codzień! Nie lepił się na dłoniach a przyjemnie nawilżał i ładnie pachniał. NIe wiem czy wrócę.
Teraz: czekoladowy krem do rąk Oriflame
15. Avon, upiększająca maska do włosów BB - zapach tej linii był inny niż wszystkich produktów z serii AT, dlatego tak je polubiłam. Działanie doraźne przyzwoite, choć moim włosom nadal daleko do normalności. Chyba nie wrócę, bo teraz coś zmieniają opakowania.
Teraz: każda maska z zapasów po trochu
16. Rimmel, tusz do rzęs Scandaleyes - nie mam wielkich wymagań, więc byłam zadowolona, ale teraz jak mam porównanie z tuszem L'oreal to widzę różnicę. Najwięcej zastrzeżeń miałabym do dziwnej szczoteczki, która parę razy dziabnęła mnie w oko, bo sam efekt był w porządku. Nie wrócę.
Teraz: tusz L'oreal Fatale
17. Oeparol, krem pod oczy -hmm... Wklepywałam, bo miałam, ale nie zauważyłam niczego pozytywnego (no jedynie to, że okolice oczu nie były przesuszone po cowieczornym demakijażu). Szukam czegoś dobrego.
Teraz: nic...
18. Sylveco, pomadka peelingująca - kocham ♥ Jeszcze nie kupiłam kolejnej, ale może to dobrze - zużyję w końcu coś z błyszczykowych zapasów.
Teraz: błyszczyk powiększający usta
Próbki - peelingi z Tso Moriri są bardzo w porządku i być może skuszę się na wersję kawową, o ile znów nie zawróci mi w głowie Amore. Z saszetek największą ochotę mam na BB Cleanser Skin79 i czuję, że dużo dłużej nie będę już w stanie się opierać. Esencja do kąpieli Kneipp bardzo męcząca w  zapachu, choć sama kąpiel była przyjemna. Krem nagietkowy Sylveco ok.
19. Carea, płatki kosmetyczne - to ta słabsza wersja, więc z ulgą skończyłam (mam jeszcze ostatnie opakowanie). Te lepsze już zniknęły ze sklepu, więc trzeba zerknąć na różowe i niebieskie.
Teraz: to samo
Wyrzutek - serum do rzęs Biogena. Nie złożyło się, żebym użyła a termin się skończył...


Jakoś dobrnęłam do końca! Mam nadzieję, że lektura będzie dla Was przyjemniejsza niż dla mnie tworzenie ;) Co znacie?

niedziela, 1 maja 2016

Denko - kwiecień

Kwietniowe denko wyszło mi dość skromne. Za sprawą jednego weekendowego wyjazdu nie udało mi się wykończyć dwóch kosmetyków, innych nie zdenkowałam z premedytacją. Nie będę jednak łączyć dwóch miesięcy w jeden wpis (bo zwykle sama nie czytam takich zbiorowych denek) i niniejszym zapraszam Was na mini recenzje kwietniowych zużyć.

1. BeBeauty, żel pod prysznic Bali - uwielbiam ten zapach ♥ Mimo, że na etykiecie widnieje napis Awokado a w środku znajdują się peelingujące nasiona moreli, ja czuję i widzę (bo jest soczyście żółty) gruszki! Cieszę się, że ta wersja wróciła do sprzedaży i chyba muszę zrobić zapas, w razie gdyby znowu postanowili ją wycofać. Wrócę!
Teraz: ziołowy peeling Avon

2. Boots Extracts, żel pod prysznic Juicy Mango - maleństwo z sh. Lubię zapach mango w kosmetykach, jednak tu był on bardzo słabo wyczuwalny - musiałam niemal przystawiać nos do ciała podczas mycia, aby cokolwiek poczuć. Opakowanie wystarczyło mi na jakieś 3-4 użycia, więc jest w sam raz na wyjazdy. Konsystencja gęsta, przyjemna, produkt nie wysusza skóry. Chętnie wrócę.
Teraz: kokosowy żel Original Source

3. Avon, żel pod prysznic Oriental Sanctuary - drugi z trzech nowości, na które skusiłam się jakiś czas temu. Ten nie był kremowy a zapach, choć orientalny (czego bardzo się bałam) był niezwykle przyjemny. Myślę, że wrócę (o ile będę miała jak, bo już pojawiły się nowe zapachy, które mam, ale jeszcze nie zdążyłam się z nimi zapoznać).
Teraz: ostatni z trójki, Indian Rituals

4. Avon, balsam do ciała Cherish - taki średni nawilżacz w sam raz na co dzień. Plus za bardzo przyjemny zapach i szybkie wchłanianie.
Teraz: jakiś pogromca cellulitu od Lirene

5. Tołpa, nawilżające mleczko-nektar Amarantus - mini wersja w sam raz na weekendowe wyjazdy. Bardzo fajny produkt o lekkiej konsystencji, ale porządnym działaniu i ciekawym zapachu. Może kupię pełnowymiarowy produkt.
Teraz: balsam Pat&Rub

6. Avon, krem do rąk z olejkiem arganowym Planet Spa - moje ostatnie odkrycie! Kupiłam ten produkt w zestawie nowości i okazał się świetnym rozwiązaniem zarówno do torebki jak i na porządnie przesuszone dłonie. Świetnie nawilża i bardzo ładnie pachnie, nie lepi się. Wrócę.
Teraz: krem AA Oil Essence (z Joyboxa)

7. Himalaya, pianka do mycia twarzy - kolejne opakowanie lubianego przeze mnie produktu, który jeszcze nie doczekał się recenzji. Mam nadzieję, że wkrótce to nadrobię a póki co polecam serdecznie.
Taraz: pianka Pharmaceris

8. Eveline, płyn dwufazowy do demakijażu oczu i ust - nie przepadam za płynami dwufazowymi. Ten od początku nie przypadł mi do gustu, bo po demakijażu miałam wrażenie zamglonego spojrzenia. Makijaż faktycznie był dobrze i bezboleśnie usunięty a powieki ukojone i nawilżone, ale odczucie zamglenia było denerwujące. Niemniej jednak, płyn pomógł mi zadbać o powieki, kiedy je sobie spaliłam płynem Tołpa, więc odpuszczam mu. I być może będę go zawsze trzymać gdzieś na czarną godzinę.
Teraz: specjalistyczny płyn Bielenda

9. Skin79, krem do twarzy Golden Snail - niby małe opakowanie a wystarczyło mi na ponad miesiąc. Dostałam go w ChillBoxie w zestawie z tonikiem i emulsją, ale krem poszedł na pierwszy ogień (choć planowałam ich używać razem). Jestem bardzo zadowolona, zauważyłam pozytywne zmiany na twarzy po jego stosowaniu razem z kremami BB (napiszę o tym niedługo) i chętnie poużywałabym dłużej, tylko ta cena...
Teraz: krem Clarina Himalaya

10. Floslek, żel pod oczy ze świetlikiem i rumiankiem - lubię ten żel i wróciłam do niego ponownie. Początkowo leżał w kosmetyczce, jednak po akcji z płynem Tołpa zaczęłam go używać regularnie i wróciłam do tego rytuału, co okazało się być dobrym postanowieniem.
Teraz: krem Oeparol (z Joyboxa)

11. Mark Inbane, próbka czarnego peelingu do twarzy - WOW! Jestem bardzo zaskoczona i zadowolona! Peeling po wyciśnięciu wydaje się być ciemnozielony, jednak w mazi widać czarne, duże drobiny, które w kontakcie z wodą i skórą rozpadają się i barwią wszystko na czarno. Peeling polecany jest do każdego typu skóry, jednak ja odczułam dość silne rozgrzewanie i podczas masowania twarzy i (zwłaszcza!) podczas zmywania, więc nie wiem. Skóra skrzypi to widocznie faktycznie skutecznie oczyszcza a dodatkowo buźka jest gładziutka. Cena niestety raczej mnie nie przekona...

12. Avon, mgiełka do ciała Tomorrow - bardzo ładny zapach w nieco lżejszym wydaniu. Trwałość nie jest oczywiście taka jak w przypadku wody perfumowanej, ale też zapach nie jest tak duszący, więc wolę mgiełkę. Myślę, że wrócę.
Teraz: czerwona woda Incandessence Avon

13. Adidas, antyperspirant Climacool - pisałam o nim tutaj. Zapach fajny, ale działanie słabe, więc nie wrócę.
Teraz: kulka Avon

14. Pantene, szampon i odżywka - zabieram sobie taki duecik na weekend, żeby nie dźwigać. Nie mam zastrzeżeń, ale mimo to raczej nie skuszę się na pełnowymiarowe wersje.

15. Tso Moriri, mydło organiczne - zapach taki zwykły, mydlany. Następnym razem wybiorę raczej coś innego.
Teraz: mydło Dove

16. Mariza, gąbka do mycia twarzy - kiedyś używałam regularnie, teraz wykończyłam ją do zmywania czekoladowej maseczki (stad ma taki dziwny kolor). Mam jeszcze jedną, ale póki co nie używam żadnych wspomagaczy przy oczyszczaniu twarzy.



Ooo, przynajmniej uwinęłam się szybciej niż zwykle ;).
Znacie coś? Podzielacie moją opinię?

poniedziałek, 21 marca 2016

Tołpa: Dermo Face PHYSIO - płyn micelarny do mycia twarzy i oczu

Ale fajnie! Jeszcze tylko 2 dni do pracy i wolne :D Ale ja nie o tym.
Do firmy Tołpa przekonałam się niemal od razu jak tylko zaczęłam używać ich kosmetyków. Najpierw poznałam serię Physio, potem była Strefa T i Sebio - z każdej byłam zadowolona. Dziś napiszę o płynie micelarnym Physio, bo zauważyłam coś niepokojącego, ale po kolei...


Ostatni raz używałam tego płynu dokładnie rok temu, wcześniej zdenkowałam parę butelek, więc opinię o nim miałam wyrobioną i bez obaw kliknęłam dużą butlę niedawno w zamówieniu. Przez miniony rok najczęściej używanymi firmami w kategorii płynów micelarnych były Garnier i Sylveco, więc może zdążyłam już nieco odzwyczaić twarz od Tołpy. Bo tym razem problemy zaczęły się już od samego początku. 
Pierwsze co zauważyłam to sama długość zmywania oczu (bo tylko do tego używałam płynu). Może w rok zapomniałam ile to trwało poprzednio, ale teraz nie dość, że dłużej trzymałam wacik na powiekach to jeszcze musiałam nim pocierać, bo tusz i kredka nie były dokładnie usunięte.
Męczyło mnie również samo zmywanie, ponieważ czułam lekkie ciepło na powiekach. Nie było to pieczenie, ale do dawnego uczucia chłodzenia i orzeźwienia było bardzo daleko. 
Nie przejmowałam się tym jednak i początkowo nie połączyłam tego uczucia dyskomfortu z pogłębiającym się wysuszeniem powiek. Ciągle nie mogę wyrobić w sobie nawyku regularnego używania kremu pod oczy i na powieki, więc myślałam, że to przez zaniedbanie w tej kwestii baza pod cienie na powiekach wygląda brzydko i nieestetycznie. Odstawiłam więc bazę wracając do kredek, które nie odbijają się na powiece bez wspomagaczy i postanawiając sobie zadbać o nawilżenie tych okolic. 
Najgorszym co mnie spotkało parę dni temu była reakcja alergiczna, silne zaczerwienienie i pieczenie policzków, które połączyłam z żelem rumiankowym Sylveco - stosuje go tylko rano, jedną pompkę, ale widocznie to zbyt często. Gdy już ogarnęłam twarz i chciałam przejść do makijażu, okazało się, że na prawej powiece mam coś w rodzaju różowej skorupy, jak po oparzeniu. Zbliżenie na oczy i okazało się, że powieki wyglądają okropnie, są niemal spalone! Od kilku dni silnie nawilżam okolice oczu żelem Floslek i sytuacja się powoli poprawia, ale nadal czuję te przesuszone fragmenty skóry.

Być może to nie tylko wina płynu Tołpa, może i żel Sylveco coś od siebie dołożył (choć omijałam okolice oczu), ale tym razem czuję się bardzo zawiedziona produktem, który lubiłam i któremu po raz kolejny zaufałam. Momentami to nawet ciężko mi w to uwierzyć, bo płyn łagodzi podrażnienia, jest przyjazny dla wrażliwej skóry oczu itd., byłam z niego bardzo zadowolona a tu taka nieprzyjemność. Nie wiem czy zmieniło się coś w składzie produktu, czy faktycznie przyzwyczaiłam się do Garniera i lipowego Sylveco, ale nie mam pojęcia jak skończę tą dużą butelkę. To, co kiedyś było dla mnie zaletą, nagle okazało się problemem...


Wiecie może o zmianie składu tego płynu? Spotkało Was coś podobnego z produktem, który lubiłyście i nagle Was zawiódł?

niedziela, 7 lutego 2016

Denko - styczeń

Blogowy czas odliczam od jakiegoś czasu pojawiającymi się denkami i tak oto przeminął pierwszy miesiąc 2016 roku. Puste opakowania jak zwykle nie mieściły mi się w koszyczku, dużo tam plastiku, ale też sporo tzw. drobnicy. Koszyk musiałam już opróżnić, bo pierwsze wykończenia lutego za mną, więc przełożyłam wszystko do siatki, która teraz wala się po domu, więc nie ma co dłużej zwlekać.

1. Oriflame, żel Discover Mexico - długo czekał na swoją kolej. Całkiem w porządku, ładnie pachniał i dobrze spełniał swoją rolę.
Teraz: żel Dove i Yves Rocher
2. Avon, żel Naturals Figa - to mój przedostatni żel Naturals z zapasów, uff! Zapach miał podobne nuty do wody Ultra Sexy, więc używałam go z wielką przyjemnością i chętnie powrócę.
Teraz: patrz wyżej
3. BeBeaty, żel Ciasteczkowy - przepiękny zapach! Z płynem do kąpieli to była jakaś wpadka, bo żel pachniał normalnie, tak jak mydło. Szkoda, że to limitowana edycja, bo z chęcią bym wróciła.
Teraz: patrz pkt. 1

4. Avon, peeling do ciała Dazzling Moments - może nie należał do najlepszych zdzieraków, które miałam, ale zapach był obłędny! Dość ciężko wyciskał się z opakowania, ale poza tym było ok.
Teraz: peeling ziołowy Planet Spa
5. Perfecta, peeling do ciała Lady Berry - gratis z gazety. Wybrałam owoce leśne, bo spodziewałam się przyjemnego zapachu, ale okazało się inaczej - widocznie jagody i tego typu owoce nie nadają się do celów kosmetycznych (jagodowy scrub Banii Agafii również pachniał ohydnie). Poza zapachem było ok, choć to zdzierak raczej niskich, bardzo niskich lotów.
Teraz: patrz wyżej
6. Tso Moriri, peeling cukrowy Wiśnie w czekoladzie - peeling cukrowy tak, ale nie o takim zapachu. Nie jestem fanką takiego smaku, więc i zapach mnie męczył. Duże kawałki wiśni zanurzone w cukrowej masie były jedynie ozdobą a nie jak w przypadku malin - dodatkowym zdzierakiem. Nie wrócę, choć skóra po zmyciu była niezwykle gładka i nawilżona. To jedynie kwestia zapachu, bo produkt sam w sobie bez zastrzeżeń.
Teraz: minipeelingi TM i peeling malinowy Amore ♥
7. Bingo Spa, solanka z minerałami z Morza Martwego - moja ulubiona sól do kąpieli (w sensie, że solanka, bo te pachną bardzo ładnie). Raz na jakiś czas urozmaicam sobie w ten sposób pielęgnację, ale nie liczę na ujędrnianie czy inne tego typu obietnice.
Teraz: próbuję wykończyć dziwolągi Bingo Spa - kawior do kąpieli, mleczną kąpiel i peeling solny

8. Avon, żel do mycia twarzy Anew - pisałam o nim tutaj. Nie wiem czy wrócę, bo jest jeszcze mnóstwo produktów w tej kategorii, które chciałabym poznać.
Teraz: żel do mycia twarzy Biolaven
9. Avon, peeling enzymatyczny z chińskim żeń-szeniem - skusiłam się na obie wersje, ale bardzo ciężko idzie mi ich używanie a to przecież dość małe opakowania. Wolę tradycyjne zdzieraki. Podczas używania czasami czułam lekkie rozgrzanie, pieczenie, ale nie podrażniał.
Teraz: drugi peeling gommage z oferty Avon

10. i 11. Tołpa, regenerujący krem korygujący Na dzień i Na noc - pod koniec 2014 roku zrobiłam sobie taki zapas kremów Tołpa, że jeszcze został mi jeden do wykończenia! Tym razem równocześnie używałam kremu na dzień i na noc z tej samej linii. Bardzo lubię ich ziołowy zapach oraz to jak szybko się wchłaniają, nie błyszczą na twarzy. Krem na dzień znam już bardzo dobrze, bo zużyłam parę opakowań i zawsze byłam zadowolona z efektu, jaki uzyskiwałam na twarzy po jego regularnym stosowaniu. Tym razem byłam trochę uprzedzona do kremu na noc, bo czytałam niepochlebne opinie o nim i okazało się, że faktycznie twarz nie oczyściła się tak jakbym tego sobie życzyła. Sam krem na dzień również nie wyprowadzał jej wcześniej całkowicie na prostą, ale zmiany były ograniczone, skóra uspokojona. Póki co, chcę zrobić sobie przerwę od kremów Tołpa, bo dopiero teraz zauważyłam, że krem matujący (ten ostatni, który mi został z zapasów) na drugim miejscu w składzie ma glicerynę a postanowiłam jej unikać. Nie pamiętam składu tych kremów a kartoniki już dawno wyrzuciłam.
Teraz: krem matujący Soraya

12. Catrice, kamuflaż w kremie Ivory - moje odkrycie 2015 roku ♥ Fantastyczny produkt, który bardzo dobrze kryje a do tego nie zapycha. Nanosiłam go palcami i nie rolował się, odcień również był dla mnie idealny. Ostatnio poluję na kamuflaż w płynie, ale nigdzie go nie widać.
Teraz: kamuflaż Avon
13. Mariza, mineralny podkład pudrowy Naturalny - odcień okazał się być ok na tę porę roku i spodobał mi się na tyle, że otworzyłam kolejne opakowanie. Dozuję odpowiednią ilość i cera ma delikatny kolor, jest zmatowiona. Pod wieczór widać, że się ściera z twarzy w ciągu dnia, ale w dość dobrym stanie wytrzymuje tyle, ile mi trzeba. Nie mam pomysłu co zrobić z odcieniem Jasny beż, bo co dam mu szansę to psioczę na siebie potem, że przecież jest za jasny! Chyba rozmieszam go jakoś z Ciemnym beżem.
Teraz: to samo a czasami też podkład Rhea
14. Avon, korektor Luxe - udany korektor, choć wielkiego porównania nie mam, bo to chyba dopiero mój drugi korektor pod oczy. Bardzo ładnie rozjaśniał cienie pod oczami, rozświetlał delikatnie, nie zbierał się w zmarszczkach i nie rolował. Z chęcią kiedyś do niego wrócę.
Taraz: korektor rozświetlający Magix
15. Maybelline, pudrowy podkład mineralny Ivory - tester, ale zauroczył mnie efekt na twarzy. Czytałam, że przy dłuższym stosowaniu może zapychać, więc chyba się nie zdecyduję na zakup, ale przez te kilka dni bardzo ładnie maskował wszelkie niedoskonałości na mojej twarzy.
Teraz: patrz pkt. 13

16. CD, dezodorant w kulce Owoc granatu - pisałam o nim tutaj. Zdecydowanie jeden z najsłabszych antyperspirantów jakie znam. Ładny zapach go nie ratuje, nie polecam.
17. Oriflame, krem do rak Silk Beauty - w sam raz na co dzień. Lubię zapach tej linii i chętnie powrócę o ile pojawia się jeszcze w ofercie.
18. The Body Shop, masło do ciała - mini wersja w sam raz na wyjazdy, ale teraz mało wyjeżdżam a zaczęła mnie już męczyć ta wszędzie walająca się drobnica. Bardzo dobry produkt, idealnie nawilżał, przyjemnie pachniał. Mam jeszcze peeling z tej linii zapachowej, ale już widzę, że się nie polubimy. Oba produkty zakupiłam w SH.
Teraz: próbki Tso Moriri
19. Soap&Glory, peeling do ciała Sugar Crush - jako zdzierak taki se... Drobinki rozpuszczały się w kontakcie z wodą, ale efekt nie był zadowalający. Plus za przyjemny zapach.
Teraz: próbki TM

20. Skarpetki złuszczające do stóp - niebawem pojawi się recenzja.

21. Cleanic, zmywacz do paznokci w chusteczce - to mój pierwszy zmywacz w tej formie. Dobrze poradził sobie z jasnym lakierem, więc spełnił swoje zadanie, ale na co dzień wolałabym jednak zmywacz w płatkach (jeżeli już nie może to być tradycyjny zmywacz w płynie i wacik). Niemniej jednak, uważam, że zawsze warto mieć w torebce czy portfelu taką jedną saszetkę na wypadek sytuacji awaryjnej.
22. Carea, płatki kosmetyczne - zawsze kupuję je w trójpaku i są ok, ale ostatnio nacięłam się na gorszą ich wersję i od teraz sprawdzam nawet skład płatków kosmetycznych. Jakby co to pamiętajcie, że dobre są te, które na pojedynczym opakowaniu mają skład: 70% bawełna, 30% kompozycja włókien poliestrowych.
Teraz: to samo
23. Manhattan, odżywka wybielająca - lubię odżywki, które zostawiają po sobie mleczne paznokcie. Stosowałam ją samodzielnie i pod kolorowe lakiery i dopiero ostatnio zauważyłam, że mam problem z brzydkim kolorem płytki. Jestem w trakcie sprawdzania, co jest tego przyczyną.
Teraz: odżywka Eveline (jeden z podejrzanych)
24. Pastylka musująca do kąpieli - musuje w wodzie, ale większych przyjemności nie zauważyłam. Ani zapachu, ani nawilżenia, tylko delikatny kolor w wodzie. Biorąc pod uwagę, że zapłaciłam za nie grosze to nie żałuję, bo jakby nie było to dodatkowy umilacz w kąpieli.
Teraz: mam jeszcze jedną pastylkę
25. Tso Moriri, mydło walentynkowe - bardzo słaby zapach jak na edycję walentynkową. Z wyglądu urocze, z zapachu najzwyklejsze mydło.
Teraz: mydło malinowe TSSS



Próbki
Tylko jedno masło to nie produkt Tso Moriri, nierafinowane masło shea (dostałam je kiedyś gratis) - dość tępe w użyciu, prędzej spadło mi z ciała niż dało się rozsmarować, do tego zapach starej popielniczki czy jakichś skórzanych starych spodni nie zachęcał do używania, ale efekt na skórze warty poświęceń! Bardzo dobrze i długotrwale nawilżało i pielęgnowało ciało.
Z produktów Tso Moriri najbardziej spodobało mi się masło imbir i czerwona herbata oraz kawior i granat. Złoty olej do ciała również był ok, ale starałam się go tak wylewać, aby wszystkie złote drobinki zostały w środku. Mus do ciała Wiśnie w  czekoladzie nie przypadł mi do gustu przez zapach, bo działanie było ok. Z kolei mus marchewkowy miał cudowny zapach, ale nogi były zbyt mokre/tłuste po nim a to mnie irytowało.
Z próbek do twarzy spodobał mi się krem India i Vichy Liftactiv - bardzo ładnie zachowywały się na twarzy a Vichy to zauroczył mnie także zapachem, chyba się nad nim zastanowię. Krem pod oczy i lekki krem rokitnikowy Sylveco wymęczyły mnie zapachem, maska z witaminą C Tso Moriri okazała się być naprawdę dobrym produktem i to na tyle, że mm ochotę na więcej. Maska błotna Planet Spa to mój ulubieniec od dawna.
Perełki do kąpieli no name tylko zabarwiły wodę na różowo, ale peeling do stóp Tso Moriri zaskoczył mnie zapachem.


A jak u Was? Znacie coś z mojego denka?

piątek, 15 stycznia 2016

Wyprzedaż Shinybox Inspired by Ewa Chodakowska + promocje Tołpy

Osobisty kontakt z Shinyboxami miałam ostatnio ponad pół roku temu. W międzyczasie pojawiły się w ofercie boxy Inspired By... tworzone przez znane osoby, jednak ich cena nigdy nie zachęcała mnie do pokuszenia się o zakup. No może tylko raz - jak była wyprzedaż boxa od Charlize Mystery. Zbyt długo jednak zastanawiałam się nad zakupem (zupełnie niepotrzebnie) i ostatecznie musiałam obejść się smakiem... :/

Tym razem miałam szczęście, bo akurat siedziałam na fb, gdy po odświeżeniu pojawiła się informacja o kolejnej wyprzedaży - 4 czy 5 pudełek w cenie 39 zł (+ wysyłka)/każde. Szybko sprawdziłam ich zawartość i, w ramach postanowienia noworocznego i zaplanowanej pracy nad sobą, kliknęłam pudełko od Ewy Chodakowskiej, które dość szybko się wyprzedało do zera.


Pierwsze co mnie zaskoczyło to jego wielkość! WOW! A samo pudło zapakowane po brzegi.

A oto zawartość

Najbardziej cieszą mnie kosmetyki - lakier miał już swoje kilka dni na paznokciach i prezentował się przepięknie ♥. Kosmetyczkę miałam zamiar komuś sprezentować, ale jak zobaczyłam, że jest biała to zmieniłam zdanie - bardzo mi się spodobała. Dość krótko jednak trwała moja radość, bo okazało się, że jest brudna... Mam nadzieję, że uda mi się to jakoś domyć, bo szczerze, to jeszcze się za to nie zabrałam... Na resztę też jeszcze przyjdzie czas. Mam nadzieję, że będę miała okazję przynajmniej otworzyć te sportowe gadżety ;)

*

Póki co, zewsząd pojawiają się kolejne kuszące boxowe i nie-boxowe wyprzedaże: Paese Box, styczniowy Shinybox bez kosztów dostawy (co prawda wolałabym, wyprzedanego już, grudniowego boxa w jakiejś fajnej promocji) czy zapowiedź lutowego JoyBoxa. Wspominam tu tylko te, które w jakiś sposób mnie interesują i nie wiem co z tego wyjdzie, bo przed chwilą (kolejny raz) zgubiłam swój rozsądek... - Tołpa w końcu namówiła mnie na zakupy:


krótka oferta, więc spieszcie się
NIEAKTUALNE !

Oprócz tego darmowa dostawa od 80 zł i rabat -30 zł przy zapisie do newslettera. Żal nie skorzystać :) Ja wybrałam sobie żel do mycia twarzy i płyn micelarny z serii Physio oraz żel głęboko oczyszczający z serii męskiej, ale co tam! Poza tym drobnicę czyli maskę do twarzy, do ciała i sól borowinową z bestsellerów.


Co myślicie o ofertach, które mnie skusiły?

sobota, 2 stycznia 2016

Denko - grudzień

Aby dobrze rozpocząć rok, od razu biorę się do blogowej roboty a w kolejce jako pierwsze czeka denko. Walka z opróżnianiem opakowań trwała niemal do ostatnich godzin 2015 roku i dzięki temu udało mi się zrobić sporo wolnego miejsca na półce z zapasami (być może rozliczę się z nich niebawem, żeby łatwiej było mi ich się pozbyć). Zrobiłam też małe porządki i kolejne przeterminowane kosmetyki wylądują za chwilę w koszu.
Zatem zapraszam

1. The Body Shop, żel pod prysznic Drzewo herbaciane - łup z SH o mega przyjemnym zapachu. Lubię takie aromaty w kosmetyce, TŻ też polubił i odnajdywał go za każdym razem, gdy schowałam ;). Jako żel spisywał się rewelacyjnie - oczyszczał, dobrze się pienił, nie wysuszał. Wróciłabym.
Teraz: żel Dove
2. CD, żel pod prysznic Cytryna - żel w porządku, ale zapach raczej nie mój, męczył mnie, choć lubię cytrusy. Dobrze oczyszczał i nie sprawiał problemów w tej materii.
Teraz: żel Avon
3. BeBeauty, płyn do kąpieli Cookies - linia o bardzo ładnym zapachu, choć ten produkt nie pachniał w ogóle! Nie wiem o co chodzi. Mydło było ok, żel pod prysznic również ładnie pachnie a ten lałam do wody i nic, tylko pianę robił. Szkoda.
Teraz: olejek do kąpieli Avon
4. Oriflame, krem pod prysznic Silk Beauty - lubię zapach tej serii, to już moje drugie opakowanie (mam jeszcze krem do rąk). Gęsty krem o przyjemnym zapachu, spisywał się bardzo dobrze. Chętnie wrócę jeszcze kiedyś.
Teraz: żel BeBeauty Cookies

5. Mariza, krem do stóp na pękające pięty - stosowałam raczej profilaktycznie i jako nawilżacz na co dzień spisywał się ok. Nie wiem jak poradziłby sobie z popękanymi pietami. Ładnie pachnie, nie jest tłusty, szybko się wchłania.
Teraz: kończę krem SheFoot i otwieram lawendowy z Marizy
6. Eveline, ujędrniający olejek antycellulitowy - w grudniu postawiłam na olejki do nawilżania ciała. Małe opakowanie, więc wątpię czy stosując zgodnie z zaleceniami (10 minut masażu dziennie) dałoby się zaobserwować jakieś zmiany w kwestii cellulitu, ale tak czy inaczej podobał mi się ten olejek. Dobrze nawilżał i szybko się wchłaniał, nie zostawiając tłustej i błyszczącej skóry a tak do tej pory wyobrażałam sobie używanie olejków.
Teraz: próbki olejków Tso Moriri
7. Kropla Zdrowia, krem do rąk - recenzja tutaj. Liczyłam, że w zimie krem zadba o moje dłonie, ale okazało się, że nie do końca sobie z tym radził, mimo, że do tej pory zima była dość łagodna. (Przypomnę mój problem - jak temperatura zaczyna spadać to na prawej dłoni skóra mi pęka, robi się szorstka, brzydka.)
Teraz: krem do rąk Oriflame
8. Tso Moriri, olejki do ciała - próbki, które wystarczały mi na 3-4 użycia. Szczególnie przypadł mi do gustu dwufazowy olejek Kwiat wiśni (czerwony) i pięknie pachnący Letnia noc (ten miał takie trochę męskie nuty). Kawior (niebieski) też był dwufazowy, Świeżość poranka i Zmysłowy urok również ładnie pachniały, ale w pierwszej kolejności chciałabym wypróbować tylko dwa podane wyżej. Wszystkie dobrze nawilżały, nie wylewały się z ręki, nie tłuściły skóry, bo szybko się wchłaniały. Wrócę, jak najszybciej.
Teraz: ostatnie próbki TM

9. BeBeauty, płyn micelarny - kolejna flacha lubianego przez tłumy płynu micelarnego, ale tym razem nie byłam już tak zadowolona. Zauważyłam, że pod koniec butli, twarz po przetarciu wacikiem robiła się zaczerwieniona, podrażniona. Poza tym, ma tę samą pojemność co Garnier a kończy się szybciej, więc póki co pozwolę sobie od niego odpocząć.
Teraz: Garnier na oczy, Sylveco na twarz
10. Jadwiga, maska z glinki czerwonej - taka mała, wystarczyła na 3 czy 4 użycia a nie mogłam jej wykończyć (bo ciągle zapominałam). Ciężko mi coś o niej powiedzieć, bo stosowałam od przypadku do przypadku, bez regularności, więc zachowywała się jak każda inna glinka - podsuszała zmiany, ściągała, ale nie wysuszała skórę, wygładzała ją i zmiękczała.
Teraz: inne kolory glinek
11. Ziaja, myjący żel normalizujący Liście manuka - recenzja tutaj. Wrócę raczej do tego z drobinkami peelingującymi.
Teraz: żel Avon
12. Zrób Sobie Krem, glinka żółta - patrz pkt. 10. Stosowana doraźnie, łagodziła zmiany na skórze, nie podrażniała ich, usuwała sebum, wygładzała skórę na twarzy. Teraz w kolejce czeka różowa, brązowa i jakieś ciemne.
Teraz: inne glinki
13. Dabur, woda różana - kolejna flacha uwielbianej przeze mnie wody. Tym razem używałam jej głównie do rozrabiania maseczek, ale pod koniec także jako toniku. Kocham niezmiennie.
Teraz: woda różana KTC
14. Farmona, Jantar szampon z wyciągiem z bursztynu - bardzo mile mnie zaskoczył. Szampon o zapachu odżywki Jantar do włosów, więc dla mnie przyjemny. Odpowiednio się pieni, nie plącze włosów, dobrze oczyszcza, jest bardzo wydajny. Z chęcią kiedyś wrócę.
Teraz: szampon Sylveco
15. Avon, płyn do higieny intymnej Active - tak mi się spodobał, że używam już drugiego opakowania. Zwykle zapachy avonowych płynów szybko mnie męczą a zbyt rzadka konsystencja nie zachęca do powrotu, ale ten jest jakiś inny. Przezroczysty, dobrze się pieni, przyjemnie pachnie - dla mnie wystarczy.
Teraz: to samo
16. Bath&Body Works, mydło w piance Twilight Woods - recenzja tutaj. Cudowne mydło o przepięknym zapachu, jeśli tylko będę miała możliwość to wrócę.
Teraz: walentynkowe mydło w kostce TM i malinowe TSSS
17. Tołpa, mydło borowinowe - jakoś mnie specjalnie nie zachwyciło ani zapachem, ani działaniem. Mydło jak mydło.
Teraz: jw.

18. Mariza, mineralny podkład pudrowy Ciemny beż - używałam go latem, razem z odcieniem Naturalnym. Gdy otworzyłam podkład Rhea i okazał się za jasny to tym delikatnie uzyskiwałam kolor, który mi pasował. Jako podkład jest mi za ciemny, ale jego wygląd na twarzy podoba mi się najbardziej z trójki (mam jeszcze Jasny beż).
Teraz: podkład mineralny Maybelline Ivory
19. Rhea, podkład mineralny Sable Light - wybrałam dwa odcienie tego podkładu, ten jest ciut ciemniejszy, choć ostatecznie i tak okazał się być za jasny. Składowo bardzo mi odpowiada, krycie również jest zadowalające. Zmiany na twarzy powoli znikają, ale jak zrobię skok w bok na rzecz drogeryjnych podkładów (np. resztek Revlona, którego nie mogę wykończyć) to wszystko się odnawia.
Teraz: chwilowo jeszcze Maybelline, ale zaraz się skończy i otworzę ten jaśniejszy odcień, Natural Light.
20. Avon, żelowa kredka SuperShock Raw Plum - moje ulubione kredki do kresek, choć ten kolor szybko mi się znudził (wolę Savage ♥). Wrócę, ale do tej turkusowej, bo mam je jeszcze w zapasach (nawet odłożyłam je dla Was na rozdanie :))
Teraz: kredka Felicea

21. Beauty Formulas, maska do dłoni - zimą moje dłonie potrzebują dodatkowego, bardzo mocnego nawilżenia, więc w końcu przypomniałam sobie o tej masce. Trzymałam ja na dłoniach dłużej niż trzeba (zwyczajnie zasnęłam w tych rękawiczkach) i efekt był bardzo zadowalający, choć niestety krótkotrwały. Dodatkowy plus za przyjemny zapach. Z chęcią kiedyś wrócę.
Taraz: bawełniane rękawiczki i kremy mocno nawilżające
22. Avon, woda toaletowa Mesmerize - zapach mnie zauroczył, ale jak to ostatnio bywa, później bardzo męczył. Trwałość nie jest niestety jego mocną stroną, nie widać też ile jeszcze płynu zostało w środku. Raczej nie wrócę, bo już kusi mnie kolejna wersja tego zapachu, taka granatowa.
Teraz: woda Ultra Sexy ♥
23. Batiste, suchy szampon do ciemnych włosów - kolejne opakowanie szamponu tej firmy, ale wcześniej miałam inną wersję. Swoje zadanie spełniał w 100%, brudził szczotkę i dłonie na brązowo, ale przedłużał czas miedzy myciami, więc w awaryjnych sytuacjach spisywał się doskonale.
Teraz: suchy szampon z Avonu (Batiste też już mam jakby co)

Próbki.maskę Eveline znalazłam przez przypadek - zużyłam ją już jakiś czas temu, ale jakoś wypadła poza mój koszyczek i dopiero teraz ją odnalazłam. Była ok. Duet Pantene wykorzystałam na wyjeździe świątecznym, bez rewelacji, ale źle też nie było. Próbki produktów Tołpy znalazłam w opakowaniu kremu do twarzy, akurat te chyba najbardziej lubię, więc cieszę się. Maska Avon Palnet Spa już chyba trochę po terminie, więc dość szybko ją zmyłam, ale na szczęście nic złego mi nie zrobiła.

Przeterminowane wyrzutki. Najbardziej szkoda mi oleju z kocanki z Biochemii Urody (nie wiedziałam jak się do niego zabrać i tak oto skończył się termin) i avonowej bazy pod makijaż (dawno już zrezygnowałam z tego typu produktów, ale mogłam ją oddać komuś kto znalazłby dla niej zastosowanie).

No i tyle! Jak Wam poszło z denkiem w ostatnim miesiącu? Znacie coś ode mnie?

wtorek, 3 listopada 2015

Denko - październik

Jak zwykle na początku miesiąca zapraszam Was na denko - jeden z ulubionych, choć równocześnie najbardziej czasochłonny post.

1. Avon, żel pod prysznic Kwiat wiśni - bardzo przeciętny żel. Podobał mi się najmniej ze wszystkich (zaraz obok jabłka i lilii) zarówno pod względem działania jak i zapachu. Nie kupię więcej.
Teraz: żele z zapasów
2. Avon, Planet Spa cukrowy peeling do ciała - bardzo przyjemny produkt. Zapach ciepły, bardzo słodki, drobiny peelingujące w zadowalającej ilości, więc i zdzieranie na dobrym poziomie. (Mam jeszcze 2 w zapasie).
Teraz: peeling Perfecta
3. Tołpa, ujędrniający żel pod prysznic Dąb paragwajski - WOW! Dorwałam go za 1 gr przy jakimś zamówieniu i nie spodziewałam się, że tak bardzo mi się spodoba! Zapach niezwykle świeży i orzeźwiający, choć bardzo charakterystyczny dla firmy, taki tołpowy. Zaskoczeniem były dla mnie drobiny peelingujące w żelu, bo nigdzie na opakowaniu o tym nie doczytałam a tak doznałam bardzo miłej niespodzianki. Nie jest to jakieś mega zdzieranie, ale zawsze lekki masaż jest bardziej przyjemny niż zwykły prysznic. Z chęcią wróciłabym do niego, jeśli trafi się dobra promocja, bo zwykle nie wydaję więcej niż dychę na żel pod prysznic a ten kosztuje ok. 13 zł
Teraz: patrz pkt. 1
4. Avon, płyn do kąpieli Czarna orchidea i malina - bardzo przyjemny i otulający zapach, przypominał mi wodę Ultra Sexy. Piana co prawda dość szybko znika, ale ja nie jestem miłośniczką wylegiwania się w wannie, więc wyrabiałam się w czasie. Być może wrócę, ale nie wiem czy jest jeszcze w ofercie.
Teraz: ciasteczkowy płyn z Biedronki

5. i 6. Bania Agafii, balsam i szampon Aktywator wzrostu - mam jeszcze parę tych saszetek i postanowiłam używać ich w duecie. Spełniają swoją podstawową funkcję, ale nie umiem stwierdzić czy faktycznie pomagają, bo równocześnie używam też np. Jantara. W każdym razie nowe włosy rosną, choć stare jeszcze wypadają.
Teraz: szampon Jantar i mleczny Kallos
7. Joanna, szampon Miód i cytryna - zapach totalnie nie w moim klimacie, ale jakoś wymęczyłam. Mył, nie plątał włosów, więcej nie pamiętam.
Teraz: szampon Jantar
8. Jantar, odżywka do włosów - przelewam ją sobie do psikadełka i jak pamiętam to używam dzień przed myciem. Lubię zapach tej odżywki, jej lekką formułę oraz działanie, bo 'baby hair' aż mi sterczą na wszystkie strony i ciężko je wygładzić ;)
Teraz: kolejna flaszka odżywki

9. Dermedic, Hydrain Tonik, mleczko 2 w 1 - wzięłam z ciekawości na wymianie podczas spotkania blogerskiego, ale jakoś mnie nie przekonało do siebie. Przede wszystkim produkt przeznaczony jest do skóry suchej, więc nie mojej, ale to nie o to chodzi. Odzwyczaiłam się od mleczek itp. i ciężko mi je znowu polubić.
Teraz: żele z zapasów
10. Pianka oczyszczająca Drzewo herbaciane - recenzja tutaj. Nie skuszę się ponownie.
Teraz: pianka Clean&Clear
11. Allverne, woda micelarna - wersja podróżna z JoyBoxa. Od razu poszła w ruch i już pierwszego dnia zniszczyłam opakowanie, bo mi upadła, więc o podróżowaniu z nią mogłam zapomnieć. Dość ciekawy produkt o bardzo wyraźnym zapachu, który nie każdemu może się spodobać. Mi nie przeszkadzał, ale chyba pierwszy raz spotkałam się z tym, żeby płyn micelarny pachniał aż tak bardzo. Twarz oczyszczał bardzo dobrze, jednak podczas zmywania oczu piekły mnie powieki. Nie wiem czy chciałabym pełnowymiarowe opakowanie.
Teraz: płyn Garnier Czysta skóra
12. Avon, płatki do demakijażu oczu - stosując płyny micelarne przyzwyczaiłam się do mokrego wacika. Te płatki były dość wilgotne, jednak jak parę dni ich nie używałam to wysychały i trzeba było odwracać opakowanie do góry nogami. Nie dość dobrze radziły sobie z demakijażem oczu i czasami zwilżałam też je dodatkowo płynem micelarnym. Nie podrażniały, powieki nie piekły, ale nie wrócę.
Teraz: tradycyjnie płyn micelarny i wacik

13. Avon, maska-krem na noc Hydra Recovery - miała pojawić się recenzja, ale zabrakło mi czasu. Świetny produkt, który faktycznie bardzo dobrze nawilża oraz pielęgnuje skórę. Najczęściej stosowałam na noc po maseczkowaniu, bo wtedy najlepiej można było zaobserwować to ukojenie. Skuszę się ponownie.
Teraz: krem z kwasem Clearskin
14. Avon, serum wyrównujące koloryt skóry - kolejne opakowanie, recenzja tutaj. Raz na jakiś czas lubię doń wrócić i stale jestem zadowolona, choć teraz już tak bardzo nie zwracam uwagi na to jak radzi sobie z przebarwieniami.
Teraz: krem intensywnie nawilżający Bandi
15. Initiale, maska peel-off Papaja - recenzja tutaj. Chętnie spróbuję innych wersji.
Teraz: różne sypkie i gotowe

16. Ziaja, balsam do ciała Mango - ot, taki zwyklaczek, ale dziad bardzo wydajny i myślałam, że nigdy go nie skończę :/. Zapach delikatny, błyskawiczne wchłanianie, nawilżanie takie w sam raz na co dzień i nawet pompka działała niemal do samego końca! Mimo tego raczej nie wrócę.
Teraz: zapasy...
17. Tso Moriri, próbki maseł do ciała: złote i mango&kawior - bardzo tłuste masła, takie prawdziwie maślane. Skóra po zastosowaniu bardzo się błyszczy, trochę lepi, ale dla efektu nawilżenia warto czasem się pomęczyć.

18. Woda Nicole nr 107 - recenzja tutaj.
Teraz: zapasy
19. Lirene, fluid City Matt - kolejna bardzo miła niespodzianka! Początkowo odcień był dla mnie za ciemny, ale dzięki letniej opaleniźnie mogłam go zużyć. Bardzo fajna konsystencja, podkład nie robi efektu maski, wyrównuje koloryt a jednocześnie zakrywa drobne niedoskonałości (korektor też musiał być). W ciągu dnia nie ciemnieje na twarzy, efekt matowienia nie jest też zbyt długotrwały, ale wystarczą bibułki i wszystko jest ok. Z chęcią do niego wrócę.
Teraz: na zmianę Avon i Mariza
20. Laura Conti, pomadka ochronna - była tak wydajna, że aż mnie wkurzała. Nie lubię pomadek ochronnych (mam jeden wyjątek), wolę balsamy do smarowania palcami jak już. Nie była bublem, spisywała się w porządku, ale nie lubię i już!
Teraz: pomadka Sylveco
21. Avon, żelowa kredka SuperShock - moja kochana kredeczka ♥ Uwielbiam ten odcień i nie pamiętam już kiedy ostatnio na powiekach miałam czarne kreski! Od kiedy spróbowałam tej to ciągle tylko ona lub fiolety czy szarości.
Teraz: denkuję taką tylko Raw Plum i nie mogę się doczekać otworzenia kolejnej Savage z zapasów

Próbki: tylko serum naprawcze Reversalist Avon zużyłam z wielka przyjemnością a reszta to walka z kończąca się datą ważności. Pastylka do kąpieli raczej marnej jakości: musowała delikatnie, ale nie czułam żadnego zapachu i choćby najmniejszego nawilżenia.


A jak Wam poszło? Trafiły Wam się jakieś miłe zaskoczenia?

czwartek, 3 września 2015

Denko - sierpień

Wakacje przyszły i poszły - pora już wrócić do rzeczywistości. Wrzesień u mnie jednak będzie też miesiącem podsumowań, pojawi się wakacyjna kosmetyczka i ulubieńcy a dziś pora na rozprawienie się ze zużytymi kosmetykami. Sierpień był gorący, więc sprzyjał zużywaniu wszelkich produktów oczyszczających, nawilżaczy (oprócz tych do twarzy) mało. I tym razem nowość - pod każdym opisem będę podawać zastępcę (o ile jest konkretny), gdzieś mi się to obiło o oczy i podłapuję, bo podoba mi się taki pomysł.
Zapraszam


1. Avon, pianka oczyszczająca - pozycja obowiązkowa w codziennym demakijażu. Skuteczna, wydajna, niepodrażniająca.
Teraz - pianka Clean&Clear
2. BeBeauty, żel-peeling oczyszczający - miał zastąpić żel peelingujący Ziaji w codziennym oczyszczaniu, ale nie polubiłam go tak jak poprzednika. Spisywał się poprawnie, jest wydajny i tani. Teraz - peeling morelowy Soraya
3. Tołpa, krem-miód regenerujący - bardzo pachnący krem, który faktycznie dogłębnie odżywiał i pielęgnował, ale czasami, zwykle po maseczkach, odczuwałam pieczenie na twarzy.
Teraz - kuracja z kwasem salicylowym Avon
4. Dottore, krem intensywnie nawilżający z 5% kwasem migdałowym - miniwersja (15 ml) z JoyBoxa. Bardzo przyjemny krem o fajnej formule i ciekawym zapachu. Był niezwykle wydajny, bo opakowanie starczyło mi na cały miesiąc używania. Bałam się działania kwasów latem, ale na szczęście nie zauważyłam niczego złego. Nie matowił, ale też nie świecił się i dobrze sobie radził pod makijażem. Czy zredukował niedoskonałości? Raczej powyciągał mi trochę syfów...
Teraz - serum wyrównujące koloryt skóry

5. FM, żel waniliowy - nie spodziewałam się tej firmy w ShinyBoxie, więc od początku byłam na nie. Zapach nie taki czysto waniliowy, raczej jakiś perfumowany. Kompletnie niepraktyczna butelka - kto wpadł na pomysł zakrętki do żelu pod prysznic? Do produktów kąpielowych ok, ale do żelu? Dobrze oczyszczał, nie wysuszał, zapach nie utrzymywał się długo na ciele.
Teraz - różności z zapasów...
6. Yves Rocher, żel kawowy - mój pierwszy żel YR i czuję, że nie ostatni. Ciekawy zapach, działanie w porządku, dobra konsystencja i praktyczne opakowanie.
Teraz - jw.
7. The Body Shop, żel truskawkowy - apetyczny żel o zapachu kompotu truskawkowego ♥ Pychota! Jak jeszcze znajdę w sh to z pewnością się skuszę.
Teraz - jw.
8. Avon, peeling truskawkowy - peeling to dużo powiedziane, ale lubię go głównie za zapach truskawkowej mamby. Działanie zadowalające jeśli chodzi o przygotowanie nóg do depilacji, na resztę ciała wybieram inne zdzieraki.
Teraz - peeling cukrowy Avon

9. Venus, żel do golenia - bardzo lubię ten żel za zapach i ogromną, gęstą pianę, w którą się zmienia. Pisałam już o nim tutaj.
Teraz - żel do golenia Avon Men ;)
10. Bath&Body Works, balsam Paris Amour - świetny nawilżacz i niezwykły dawca pozytywnych doznań węchowych (choć i tak wolę Pink Chiffon ♥).
Teraz - różności z zapasów...
11. Soap&Glory, krem do rąk - całkiem dobre nawilżanie, praktyczne opakowanie idealne do torebki, ładny zapach.
Teraz - kilka różnych równocześnie

12. Bania Agafii, balsam Aktywator wzrostu - używam regularnie, ale włosy nadal wypadają. mam jeszcze kilka saszetek.
Teraz - to samo
13. Avon, odżywka do włosów BB - nowa linia produktów z serii AT, która uwiodła mnie już samym zapachem ♥. Odżywka do spłukiwania, taka minutówka, bardzo ładnie zmiękczała włosy i sprawiała, że długo ładnie pachniały. Zawsze przed nią używałam szamponu z serii a po niej - balsamu, więc ciężko ocenić jej samodzielne działanie, ale jestem skłonna powrócić
Teraz - różne inne

14. Avon, woda Luck - śliczny zapach w uroczym opakowaniu ♥ Kokardka trochę mnie jednak denerwowała, bo na szybko trudno było trafić w nią tym małym zamykaniem.
Teraz - wszystko po trochu
15. Pollena, mydło Biały Jeleń - na początku myłam nim twarz, ale tego typu produkty szybko mnie nudzą, więc przeniosłam je na dłonie. Twarz przesuszało, dłonie jako tako.
Teraz - malinowe mydło The Body Shop
16. Sensique, tusz do rzęs - tusze w większości mnie zadowalają, bo nie mam wielkich wymagań i z tym było podobnie. Nie zlepiał rzęs, ładnie je podkreślał, nie osypywał się, dobrze się zmywał. Plus za szczoteczkę z włosia, jednak wolę takie.
Teraz - tusz IsaDora


Próbki
Ostatnie dni sierpnia (tuż przed spotkaniem blogerek) sprawiły, że wykończyłam niemal 2 opakowania plasterków na syfy Beauty Formulas (w kolejnym zostały mi już tylko 2 sztuki...)! Najgorszej nocy miałam ich 5 na twarzy... Świetnie sobie radzą z syfem już dobrze wyciśniętym - przez noc konkretnie go przesuszają i spłaszczają, gorzej z takim co się dopiero rozwija/klaruje, ale ratowałam się czymkolwiek. Dalej próbka podkładu AA Cover (z JoyBoxa, mam pełnowymiarowy Lumi) spisała się bardzo zachęcająco - odcień w rzeczywistości nie jest tak ciemny jak mogło się wydawać, bardzo ładnie wyglądał na twarzy i faktycznie ukrywał drobne niedoskonałości (wątpię czy cokolwiek byłoby w stanie poradzić sobie z tym, co miałam na twarzy bez korektora...). Żel peelingujący Tołpa przekonał mnie do siebie już dawno, kolejne próbki tylko to potwierdzają a krem odżywczy SheFoot jest taki sobie. Hipoalergiczne masło Pat&Rub wystarczyło akurat na dwie nogi, ale jest mało maślane wg mnie i przez to może nie nawilża tak jak np. żurawinowe, choć zapach ma bardzo ładny, taki delikatny, nietypowy jak na P&R.

Wyrzucam Eye Liner Lovely, bo jest już suchy. Sam wysechł, bo mało go używałam - głównie przed zmywaniem oczu jak ćwiczyłam kreskę ;)

Uff! Udało się skończyć przed powrotem TŻa ;)
Znacie coś? Podzielacie opinię?

niedziela, 2 sierpnia 2015

Denko - lipiec

Już od kilku denek nie mogę zrobić pierwszego zdjęcia gdzieś poza szafą, w której to zbieram, bo puste pudełka wysypują mi się z koszyczka. Nie to, żeby znowu denko było takie ogromne! Po prostu butelki po żelach pod prysznic zajmują sporo miejsca a koszyczek jest mały, ale tak już się do niego przyzwyczaiłam, że nie mogę zmienić.

Dziś denko wyjątkowo na nowym tle. Robimy z TŻem karmnik dla naszych balkonowych gołębi i moją rolą było polakierowanie deseczek. Tak mi się to spodobało, że przez kilka ostatnich dni, spokojnie i wielką precyzją malowałam warstwę po warstwie. A jak zobaczyłam efekt to pomyślałam o tle do zdjęć.

Ciało - oczyszczanie
1. Avon, żel pod prysznic Garden of eden - mój ulubiony niekremowy zapach (z kremowych Divine Time) stąd często do niego wracam.
2. Avon, żel śliwka i wanilia - ciąg dalszy zużywania zapasów (zostały mi 3 ostatnie!). Bardzo ładny zapach, taki wytworny, elegancki, jak dla perfum, konsystencja gęsta, przyjemna. Chyba się polubimy.
3. TBS, kremowy żel pod prysznic shea - kremowa, bardzo gęsta konsystencja cudownie pokrywała całe ciało, lekko się pieniąc przy kontakcie z wodą. Zapach przyjemny a po spłukaniu skóra wyraźnie nawilżona - jak po balsami pod prysznic.
4. M&S, kremowy płyn do kąpieli Downton Abbey - również gesty, choć nie tak kremowy płyn o niezwykłym zapachu. Dobrze się pienił, nie wysuszał, przyjemnie było go używać.
5. Soap&Glory, żel pod prysznic Sugar Crush - mini buteleczka idealna na wyjazdy. Zapach, w porównaniu do klasycznej wersji, jest bardziej orzeźwiający i cytrusowy, ale równie przyjemny. Sam żel natomiast odpowiednio gęsty i dobrze spełniający swoje zadanie.

Makijaż
6. Avon, BB matujący Solutions - bardzo mile zaskoczył mnie ten krem. Zwykle ciężko mi w Avonie dobrać odpowiedni odcień i zadowalający efekt (matujący) a tu wszystko ładnie się złączyło. Miałam odcień Light i był w sam raz - idealnie pasował do mnie, choć pod koniec opakowania, jak złapałam trochę słońca, było gorzej (mam teraz wielki problem z dobraniem podkładu...). Matowienie, choć nie całodniowe, wystarczyło podrasować pudrem, po kilku godzinach chusteczką i było ok. Krem delikatnie tuszuje niedoskonałości, nie ściera się z twarzy i nie zbiera w zmarszczkach. Jest o wiele lepszy niż BB Anew Vitale i z chęcią wrócę do niego jak tylko pokończę trochę zapasów.
7. Pharmaceris, fluid matujący zwężający pory - recenzja tutaj. Nie wrócę.

Twarz
8. Luxury Paris, dwufazowy płyn do demakijażu - nie lubię płynów dwufazowych, ale na ten skusiła mnie cena. Używałam tylko do zmywania oczu i spisywał się świetnie, choć jak odrobina dostała się pod powieki to powodowała zamglenia ;). Nie wrócę.
9. Tołpa, matujący płyn micelarny-tonik 2 w 1 - jeden z moich ulubionych, więc będę wracać.
10. Soraya, orzechowo-morelowy peeling So Pretty - bardzo dobry zdzierak. W gęstej, brązowej paście były zatopione różnej wielkości orzechowe łupinki, które dobrze radziły sobie z martwym naskórkiem. Do tego miał przyjemny morelowy zapach. Wróciłabym, ale coś go ostatnio nie widziałam na półce?
11. Oriflame, oczyszczająco-tonizujący żel z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynu - mega wydajny produkt! Już niewielka ilość wystarcza na dokładne oczyszczenie twarzy, choć stosowałam go po demakijażu a głównie rano, więc nie miał trudno. Bardzo lubię zapach tej serii, taki zielski a mniej opakowanie, bo zakrętka nie pasuje według mnie do tego typu produktów. Chyba, mimo wszystko, wrócę jeszcze kiedyś do niego.
12. Thalion, krem nawilżający - mini wersja z Shinyboxa. Całkiem fajny krem o przyjemnym, świeżym zapachu i lekkiej konsystencji, która niestety wchłaniała się za długo jak na moje lipcowe wymagania, więc używałam głównie na noc. Dobrze nawilżał, ale nie wiem czy mnie nie zapychał (zobaczyłam mega długi skład, więc on jako pierwszy był na celowniku). Nie skusi mnie droga wersja pełnowymiarowa.

Zapachy
13. Avon, dezodorant w kulce Cherish - ładnie pachniał, działanie zadowalające. Może wrócę.
14. Avon, chłodzący spray do stóp - chłodzący, bo już samo psiknięcie mokrym chłodzi... Spodobał mi się arbuzowy zapach jednak działanie żadne, więc i wody mogę w tym celu używać. Albo tańszej mgiełki do ciała jak już musi pachnieć.
15. Tiger, woda toaletowa Emotion - świetny zapach! Idealny na lato, słodkawo-kwiatowy, trwałość raczej taka jak mgiełek, ale i tak z chęcią poznałabym inne wersje zapachowe tylko nigdzie nie widziałam tych wód.
16. Mariza, mgiełka do ciała Green Tea - ulubieniec lipca! Niezwykle odświeżający, przyjemny zapach, do tego efekt chłodzenia mokrym strumieniem ♥ idealny na upały. Mam jeszcze dwa inne zapachy.

Różne
17. Mariza, odświeżający żel do higieny intymnej - przyjemny żel o delikatnym zapachu i równie delikatnej formule. Piana jest niewielka, ale płyn doskonale radził sobie z oczyszczaniem i pielęgnowaniem okolic intymnych, nie podrażniał.
18. Cleanic, chusteczki nawilżane do peelingu - mega ostre chusteczki, więc zwykle używałam ich...odwrotnie czyli tą gładką stroną i nie do peelingu a do usunięcia makijażu jak nie chciało mi się zmywać... Wolę tradycyjna formę zdzierania, choć jak ktoś lubi ostro to musi spróbować.
19. Soap&Glory, masło do ciała Sugar Crush - również wersja wyjazdowa. Nie jest to ciężkie masło, choć skóra i tak się błyszczała, więc wolałam używać na noc. Nawilżenie zadowalające, zapach przyjemny.
20. Carea, płatki kosmetyczne - używam ich równocześnie, dlatego zawsze razem się kończą :) Prążkowany do demakijażu oczu, gładki do twarzy, do zmywania paznokci różnie.

Próbki
Wszystko oprócz masek White Flower's (recenzja niedługo) i porzeczkowego mydła z loofą Tso Moriri towarzyszyło mi podczas weekendowych wyjazdów. Krem do stóp She Foot dobrze nawilżał, na żel mikrozłuszczający Tołpa poluję na promocjach, bo jest świetny a o szamponie Bioxine nie umiem więcej powiedzieć po jednym razie - był brązowy, ładnie pachniał a próbka wystarczyła na raz, oczyściła i nie splątała włosów. Z kremów do twarzy na pewno nie skusi mnie oliwkowa Ziaja i lekki krem rokitnikowy Sylveco. Choć z tych trzech gdybym miała wybierać kierując się zapachem to nie zdecydowałabym się na żaden... W działaniu spodobał mi się nagietkowy i brzozowy - choć początkowo nieładnie błyszczały się na twarzy to z każdym kolejnym użyciem było lepiej. Dawały radę i pod makijaż i na noc, skóra rano wyglądała bardzo ładnie. Pomyślę nad nimi.


Znacie może coś z mojego denka i podzielacie opinię?