Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą she foot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą she foot. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 sierpnia 2016

Denko - lipiec

Połowa wakacji już niestety za nami. Przez pierwsze tygodnie miałam przyjemność byczyć się niemiłosiernie, leżeć i czytać całymi dniami, robiąc jedynie krótkie przerwy na wrzucenie czegokolwiek na ruszt. Druga połowa minęła mi już nieco bardziej pracowicie, ponieważ byłam opiekunką grupy na półkoloniach - 10 dni poza domem aktualnym, spędzone tymczasem w domu rodzinnym nie sprzyjało zużywaniu kosmetyków (a napakowałam ich sobie na ten okres całą torbę i musiałam potem tłuc się z tym wszystkim busem).

W zasadzie ten czas nie sprzyjał żadnej aktywności z mojej strony, poza tą oczywistą, polegającą na pracy z dziećmi (no i zrobiłam kilka słoików ogórków kiszonych, codziennie poganiana przez mamę i brata-złośliwca :P). Czekałam na te dni od początku lipca mając ambitny plan wykorzystania ławeczki do brzuszków, która znajduje się w pokoju siostry - chciałam robić 100 brzuszków każdego dnia, ale niestety, będąc już na miejscu, przypomniałam sobie o tym dopiero po tygodniu... Nie wiem jak ja to wyparłam?! A czas z darmową ławeczką w zasięgu brzucha minął w mgnieniu oka... No trudno.

Ale przejdźmy już może do sedna

1. Bio IQ, szampon do włosów i ciała - produkt z JoyBoxa. Świetnie spisywał się i do mycia ciała (nie musiałam już stosować nawilżaczy) i do mycia włosów, choć zapach mnie nie przekonał. Wolę ładniej pachnące produkty.
Teraz: żel Dove
2. Avon, żel pod prysznic Orchard malina, jabłko, porzeczka - jest to chyba mój ulubiony zapach z tych nowych edycji. Idealnie współpracował również ze mną w formie mydła w piance.
Teraz: żel Revitalising
3. Avon, ziołowy scrub do ciała - byłam zachwycona jego zapachem! Działanie również mnie satysfakcjoowało, więc chętnie do niego wrócę.
Teraz: kawowy żel peelingujący Perfecta

4. Green Pharmacy, pianka do higieny intymnej Biała akacja i zielona herbata - ulubiona forma w ulubionej wersji zapachowej. Wrócę.
Teraz: żel do higieny intymnej Venus
5. Avon, pieniący żel do golenia - kupiłam mężowi, ale dopiero pod koniec opakowania zaczął jej używać i był tak samo zadowolony jak ja.

6. SheFoot, krem do stóp z komórkami macierzystymi - bardzo podobał mi się cynamonowy zapach i działanie a także opakowanie. Na zdjęciu widać, że coś tam jeszcze zostało, ale nie rozcinałam opakowania, bo po raz pierwszy spotkałam się z taką formą kremu do stóp i mam zamiar to wykorzystać do przelewania innych kremów.
Teraz: lawendowy krem Mariza
7. Soraya, balsam do ciała Wyszczuplanie i ujędrnianie - miałam już serum, teraz pora na balsam. Pod poprzednim opakowaniem w komentarzach miałam pytanie czy działa - chłodzi, wygładza i ujędrnia, ale w obwodzie nic mi się nie zmniejszyło (używałam obu bez ćwiczeń). Natychmiastowy efekt sprężystości i wygładzenia skóry najlepiej było widać na brzuchu, bo głównie stosowałam go na uda, które jakoś chyba zdążyły się do niego przyzwyczaić. Brzuch nie miał szans ;)
Teraz: balsam orzeźwiająco-energetyzujący Vianek

8. Jadwiga, papka do cery trądzikowej - świetny produkt, którego jedynym minusem okazało się zbyt szybkie zastygnięcie.
Dwa razy ją reanimowałam dolewając do środka wody różanej, ale (odpukać!) syfy nie wyskakują mi już tak często, więc nie było szans na zużycie do końca. Zastygniętą resztę przesypałam do opakowania po kremie pod oczy i w razie niespodzianki maczam palec w wodzie, potem w tym proszku i jeszcze działa.
Trochę zwykle mi się wysypuje przy odkręcaniu i wtedy pyli i brudzi, ale jakoś sobie z tym radzę. Chętnie wrócę, ale mam nadzieję, że już nie będę musiała.
Teraz: plasterki Beauty Formulas
9. Himalaya, krem przeciwtrądzikowy Clarina - nie wyrobiłam się z recenzją przed końcem. Krem do stosowania miejscowego, ale często smarowałam nim całą twarz (z naciskiem na miejsca problematyczne) i byłam zachwycona natychmiastowym efektem wygładzenie i ujednolicenia kolorytu a także pięknym, ziołowym zapachem. Przeważnie stosowałam na noc a kilka razy też na dzień i twarz wtedy przyprószałam już tylko pudrem e-naturalne do cery naczynkowej (zdenkowanym w czerwcu) i było mi tak dobrze. Wrócę, aby mieć go w nagłych wypadkach, bo faktycznie łagodzi wszelkie zmiany i przyspiesza ich gojenie.
Teraz: krem z kwasem 10% Pharmaceris
10. Pharmaceris, krem nawilżająco-kojący do twarzy - mini wersja, którą otrzymałam przy zakupie kremu z kwasem. Mam wrażenie, że moja twarz w końcu wychodzi na prostą! Nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, który produkt najbardziej się do tego przyczynił (mam zamiar napisać nieco o tym), ale i ten mi nie zaszkodził a bardzo ładnie nawilżał i chronił przed promieniowaniem - efekt jest taki, że twarz mam białą jak w zimie a dekolt opalony i mam teraz inny problem :)
Teraz: BB Gold Skin79 (nie stosuję nic więcej na dzień)
11. Avon, konturówka do oczu Storm - pisałam już o niej dwukrotnie tu i tu, niepochlebnie i w końcu ostatecznie się złamała, więc z ulga wyrzucam. Choć efekt na powiece bardzo mi się podobał to już nie wrócę.
Teraz: ponadczasowa, żelowa kredka Savage (która już mi się kończy i nie mam więcej w zapasie :/) na zmianę z wiecznie odbijającą się na powiece granatową Eveline...

12. Avon, woda perfumowana Attraction - bardzo ładny i trwały zapach, który nie wiem czemu tak szybko mi się skończył! Szkoda, że jak coś mi się nie podoba to tak szybko nie ubywa...
Teraz: woda perfumowana Little Lace Dress Avon
13. Mariza, mgiełka do ciała Fresh Citrus - dość ładny zapach, ale nie zdetronizował mojej ulubionej zielonej herbaty. Dobrze służy jako odświeżacz przy upałach, bo chłodzi a nie męczy zbyt intensywnym aromatem.
Teraz: wersja White Flowers

14. Natura Accessories, pumeks do stóp - słabo sobie radził z piętami a dodatkowo brudził je na czarno. Nie wiem skąd pomysł z takim kolorem pumeksu...
15. Yasumi, gąbka konjac Pure - służyła mi długo (po opiniach na KWC widzę, że nawet bardzo długo) i bardzo przyjemnie i używałabym jej jeszcze, ale coś ją zaatakowało z wilgoci... To moja wina, bo choć była zwykle dobrze wyciskana to suszyłam ją w łazience a tam wiadomo - wilgoć. Kupię ponownie i bardziej o nią zadbam, bo polubiłam wieczorne oczyszczanie z jej udziałem.
16. No name, sprężynka do włosów - chińska wersja za grosze, ale z tych wszystkich, które kupiłam podobała mi się najbardziej właśnie przez swoją grubość. Pękła jak bawiłam się nią w dłoniach :/
17. Carea, płatki kosmetyczne (i zielone na zdjęciu poniżej) - must have 4ever!

denko z 10-dniowego wyjazdu
18. Lush, mydło - zakup z SH. Pierwszy raz miałam do czynienia z marką i jestem totalnie zauroczona! Mydło jak plastelina o przecudownym zapachu i wspaniałym działaniu - oczyszczałam nim ciało a po wszystkim nie musiałam używać już żadnych nawilżaczy. Genialny produkt, choć za szybko się skończył ;)
19. Teatox, herbatka Egzotyczne odchudzanie - wypiłam razem z mamą i jej smakowała a ja nie lubię takich mieszanek.
20. Eveline, zabieg z algami do stóp 2 w 1 - peeling jak peeling, ale bardzo spodobało mi się działanie maski, które jeszcze spotęgowałam nakładając na noc skarpetki. Stopy rano były gładziutkie i mięciutkie, ale ze skarpetkami na noc mam tak niemal z każdym dobrym kremem do stóp, więc raczej nie wrócę.

Próbki.
Marion, kokosowy olejek do kąpieli - zapienił się i ładnie pachniał, ale szczególnych właściwości pielęgnacyjnych nie zauważyłam.

Duet Pantene to już moje ostatnie saszetki, ok jak na wyjazd. Krem Perfecta zużyłam z obojętnością na noc i jedyne co zapamietałam to bardzo przyjemny zapach, taki męski. Maska keratynowa Perfect.Me była ok, choć nie powiem, żeby jakoś spektakularnie wygładziła. Mimo to, może jeszcze kiedyś dam jej szansę. Plasterki BF lubię od dawna i zawsze mam w zapasie.


Wyrzucam
 po terminie a kredka już ładnie nie maluje, bo długo leżała w zapomnieniu...

pudło odżywek i lakierów, nieużywanych przeze mnie od ponad 3 lat...
Przy przeprowadzce zapakowałam je do pudełka po pościeli i tak przeleżało do dziś. Wszystko idzie do wyrzucenia (chyba, że komuś na coś by się przydały), ale za to znalazłam tam fajne naklejki i dziś już przyozdobiłam swoje mani :)




Już! Zostawiam Was z lekturą a sama lecę do kosmetyczki na wygrany zabieg :) Sa sa sa :D

niedziela, 6 marca 2016

Denko - luty

Bez zbędnych tłumaczeń przechodzę do lutowego denka. Wyniki rozdania pojawią się lada moment, jak tylko wszystko podliczę.


1. Garnier, płyn micelarny 3 w 1 - kolejna butelka. Bardzo lubię ten płyn i często go kupuję jak tylko jest w dobrej promocji. Doskonale rodzi sobie z demakijażem i jest bardzo wydajny.
Teraz: płyn Physio, Tołpa
2. Pharmaceris, pianka głęboko oczyszczająca - długo była na mojej liście i w końcu ją kupiłam. Byłam z niej bardzo zadowolona i z pewnością jeszcze nie raz pojawi się w mojej łazience. Polecam.
Teraz: pianka Himalaya
3. Biolaven, żel myjący do twarzy - recenzja tutaj. Bardzo przyjemny żel oczyszczający, pewnie jeszcze wrócę.
Teraz: żel rumiankowy Sylveco

4. Dove, żel pod prysznic - mój pierwszy żel Dove, chyba z Shinyboxa, i raczej ostatni. Nie polubiłam tej bardzo gęstej, kremowej konsystencji, bo przeważnie biorę szybki prysznic a zmywanie tego żelu trwało bardzo długo, właśnie przez jego gęstość. Skóra była faktycznie odżywiona i jakby nawilżona.
Teraz: kremowy żel Avon
5. Yves Rocher, żel pod prysznic Karambola - takie żele lubię! Przyjemnie pachnący i gęsty, ale nie za bardzo. Dobrze się pienił, łatwo i szybko zmywał z ciała - całkowite przeciwieństwo żelu Dove. Z chęcią wrócę do niego lub poznam inne wersje zapachowe.
Teraz: żel melonowy Mariza

Bingo Spa:
6. mleczna kąpieli - sypki proszek, który sprawiał, że woda zyskiwała mleczną barwę, więc można było się poczuć jak Kleopatra ;). Zapach był delikatny, skóra po kąpieli miękka i nawilżona.
7. sól do kąpieli - ładnie pachniała, barwiła wodę na pomarańczowo. Przyjemna sól.
8. kawior do kąpieli - najsłabszy produkt z tych trzech. Te drobne kulki jedynie barwiły wodę (i wannę!), zapach był ledwo wyczuwalny a właściwości pielęgnacyjnych nie zauważyłam.
Teraz: różne sole Bingo Spa

9. Avon, płyn do higieny intymnej Active - drugie opakowanie, więc jak widać polubiłam ten żel. Wrócę, ale teraz robię sobie przerwę.
Teraz: żel Soraya
10. Bania Agafii, biała glinka myjąca do kąpieli - recenzja tutaj. Mam kolejne opakowanie i raczej nie ostatnie, bo spodobała mi się taka forma produktu oczyszczającego.
Teraz: to samo
11. Avon, dwufazowy balsam do ciała Owoce leśne i masło shea - zapach przecudowny, pięknie widać te dwie kolorowe fazy, łatwo się wchłania i dostatecznie nawilża, tak w sam raz na co dzień, ale ma jedną poważną wadę: zawiera w sobie błyszczące drobinki... Zapach jest bardzo zimowy jak dla mnie, więc nie umiałam się przekonać do używania tego balsamu latem a zimą niestety nie nadawał się pod ubranie, bo zwyczajnie je brudzi. Wielka szkoda, bo jestem zauroczona zapachem.
Teraz: drugi balsam z tej serii, Rozgrzewające przyprawy i wanilia

12. Manhattan, puder - dobry puder, który kontrolował makijaż a przy tym nie zapychał. Do tego był dość tani, więc może wrócę kiedyś.
Teraz: puder średniokryjący e-naturalne
13. Eveline, tusz do rzęs Wonder Show Volume - generalnie nie trzeba mi dużo od tuszu, abym była zadowolona, ale ten spisywał się nad wyraz dobrze! Bardzo wygodna szczoteczka, tusz nie był zbyt mokry, więc łatwo malowało nim się nawet w pośpiechu. Nie osypywał się, bardzo ładnie podkreślał rzęsy i łatwo zmywał. Chętnie wrócę.
Teraz: mini tusz Isadora
14. Isadora, tusz do rzęs - taki mini tusz, w sam raz do noszenia w torebce w razie W. Mało go używałam, bo Eveline wygrywał a ten po czasie zrobił się gęsty i mało przyjemny w użytkowaniu.
Teraz: jw
15. Avon, baza pod makijaż - recenzja tutaj. Świetny produkt i używam już kolejnego opakowania.
Teraz: to samo


16. Vichy, krem do twarzy Idealia - postanowiłam pozbywać się próbek i innych drobiazgów w kosmetyczce, bo robią mi bałagan na półce. Krem nie był zły, ładnie nawilżał, dobrze sprawował się jako baza pod makijaż, nie zapchał. Nie zachwycił mnie jednak na tyle, abym miała się skusić na pełnowymiarowe opakowanie.
Teraz: krem matujący Soraya
17. Avon, woda perfumowana Ultra Sexy - od jakiegoś czasu to mój ulubiony zapach z Avonu ♥ Zmysłowy, słodki, elegancki! Wrócę, jak tylko opróżnię kilka innych flaszeczek.
Teraz: woda Si i inne (w zależności od nastroju)
18. She Foot, serum ultra nawilżające - dla mnie to był normalny krem nawilżający. Bardzo dobry swoją drogą, ale denerwował mnie ten aplikator, który niby miał ułatwiać używanie. Ja krem i tak wcieram dłonią, więc takie opakowanie było dla mnie wyjątkowo zbędnym udziwnieniem.
Teraz: krem nawilżający z komórkami macierzystymi She Foot


Próbki
Tso Moriri - peelingi Kwiat wiśni i Kawior i granat pogłębiły tylko moją miłość do peelingów tej firmy. Ubóstwiam je i uważam, że są idealne i takie, jakie powinny być tego typu produkty. W tych dwóch nie było drobinek owoców a zapachy jak zwykle bardzo przyjemne. Z kolei masło Bambus i pomelo i mus Kwiat wiśni to nie do końca moja bajka. Nie lubię tej tłustości oraz tego, że trzeba bardzo uważać, aby nie przesadzić, ale skuteczności w długotrwałym nawilżaniu nie można im odmówić. Gdybym miała wybrać to skusiłabym się ponownie na mus.

Tu zapodziała się pełnowymiarowa oczyszczająca maska-scrub do twarzy Fitocosmetic. Rozprowadzałam ją z wodą różaną i bardzo ładnie oczyszczała twarz, nie potęgując podrażnień, mimo, że podczas zmywania dość mocno czuć było łupinki orzeszków cedrowych (wiem, że to one z etykiety ;)). Mam jeszcze sporo glinek w zapasach, ale nie wykluczam, że jeszcze do niej wrócę.

Bardzo pozytywne wrażenie zrobiły na mnie próbki kremów do rąk SPN Nails (nieziemskie zapachy i bardzo dobre działanie) i kremu na noc Anew Reversalist (konsystencja i efekt na twarzy bardzo podobny do lubianego przeze mnie serum z tej linii). Odżywczy krem do stóp She Foot był ok, podobnie jak matujący krem Tołpa, a nagietkowy krem Sylveco znów mnie zaskoczył, tym razem konsystencją serwatki... Termin ok, więc nie wiem co się zadziało. Kremy Ava Laboratorium i ten beżowy Anew przeszły bez echa.

Przeterminowane



UFF! Jak zwykle trwało to dłużej niż myślałam...
Jak u Was z denkiem w ubiegłym miesiącu?

sobota, 6 grudnia 2014

Denko - listopad

Zimno wszędzie, mroźnie wszędzie... Powiem Wam, że do zimy (o ile nie jest zbyt mroźna) nic nie mam, ale zauważyłam, że jestem na nią uczulona - właściwie to moja prawa ręka. Od kilku lat jak robi się zimno obserwuję, że skóra w różnych miejscach na dłoni boleśnie mi pęka. Do tej pory było to przeważnie w tym miejscu gdzie paznokieć zaczyna odstawać od skóry, w tym roku mam już 2 dodatkowe pęknięcia na palcach w miejscach nietypowych jak dotąd. Dodatkowo skóra między placami jest bardzo sucha i potrzebuje ciągłego, mega mocnego natłuszczania. Kiedyś jak zagłębiałam się w temat to spotkałam się z opiniami, że być może jest to uczulenie na mleko i produkty pochodne, ale jednak nie, bo mleko piję cały rok a problem dotyka mnie tylko zimą. Nie jest to bardzo uciążliwe i da się z tym żyć, ale może macie jakiś pomysł co to takiego?

Dziś Mikołajki, więc na blogach masa postów, które uwielbiam czytać - chwalicie się prezentami, sporo z nich z różnych akcji Blogerskie Mikołajki. Sama chciałam się zgłosić, ale bałam się, że nie dam rady czasowo to wszystko ogarnąć. Posty te przydatne są mi dziś tym bardziej, że to dla mnie sporo inspiracji, bo z koleżanką również niebawem wymienimy się paczuszkami, które już kompletujemy :).

Przechodząc jednak do tematu posta, z wielką radością zaprezentuję Wam dziś moje MEGA denko. W październiku poszło mi słabo, ale teraz udało mi się pokończyć to, co od jakiegoś czasu czekało na recenzję - skoro do tej pory się nie złożyło to teraz już tym bardziej nic z tego nie będzie. Może przy kolejnym opakowaniu.
W grudniu planuję też zrobić gruntowny przegląd i wyrzucić wszystkie przeterminowane lub od dawna nieużywane przeze mnie produkty. Miało to być połączone z denkiem, ale wyszedłby tasiemiec, więc wyrzutki ogarnę przy okazji.

Fotka grupowa



Twarz - oczyszczanie

1. Pianka Himalaya - świetna, gęsta, dogłębnie oczyszczająca i mega wydajna pianka o przyjemnym zapachu. Wrócę do niej z pewnością.
2. Be Beauty, płyn micelarny - mój ulubieniec i stały bywalec.
3. Green Pharmacy, żel do twarzy z szałwią - nie polubiłam zapachu, więc skończył jako czyściciel pędzli i szczotek do włosów.
4. Mydło Aleppo - produkt zachwalany w wielu miejscach i u mnie spisywał się bardzo dobrze. Teraz przyszła pora na savon noir, ale i do Aleppo jeszcze wrócę.

Twarz - nawilżanie

5. Ziaja, krem mikrozłuszczający na noc i 6. nawilżający na dzień - recenzja tutaj. Nie wrócę. Ładnie pachniały, ale działanie niezauważalne.
7. Barwa, krem Siarkowa Moc - próbki z kończącym się terminem. Po użyciu jednej miałam tak ściągniętą twarz, że aż się bałam uśmiechać - szkoda, bo krem jest świetny jako baza pod makijaż. Miałam wersję pełnowymiarową, ale aż tak nie ściągała. Pozostałe dwie próbki lecą do kosza.

Twarz - inne

8. Perfecta, antybakteryjna maseczka na twarz - z glinką termalną, ale jakoś jej nie zauważyłam, maseczka po prostu wchłonęła się w twarz, resztki zmyłam. Może kiedyś jeszcze kupię to wtedy przyjrzę się bliżej działaniu i obietnicom.
9. Purederm, oczyszczający płatek na nos - coś tam wyciągnął, ale źle go przykleiłam i nie przylegał całym sobą do skóry.
10. Miss Sporty, puder antybakteryjny - puder kupiony w promocji za grosze a spisywał się bardzo dobrze (ostatnio pisałam Wam, że lepiej niż matujący Sensique). Bałam się zapychania, bo spotkałam się z takimi opiniami, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Kiedyś wrócę.
11. Avon, bibułki matujące - gadżet przydatny w torebce na wyjścia, bo tak na co dzień do tego celu używam ręczników papierowych lub nawet papieru toaletowego. Działanie podobne, ale powierzchnia dużo większa ;)

Ciało - oczyszczanie

12. Mariza, płyn brzoskwiniowy - piękny zapach, dużo piany, dobra wydajność. Wrócę kiedyś. (zbieram tak te plastikowe antałki, ale nie mam pomysłu na wykorzystanie...)
13. Original Source, miętowy peeling - jako peeling raczej słaby i galaretowata konsystencja była męcząca, ale zapach i uczucie chłodzenia i odświeżenia po użyciu latem genialne! Dla mnie jesienią było już za chłodno, ale TŻ też polubił i znalazł go za każdym moim schowaniem ;) Wrócę z wielką chęcią.
14. Avon, czekoladowy peeling - taki sobie zdzieraczek, ale zapach przyjemny i cena znośna. Póki co mam wersję truskawkową, ale i do tego jeszcze wrócę.
15. Mariza, szarlotkowy żel pod prysznic - zapach przyjemny i forma bombki miła dla oka, ale pomysł z pompką wg mnie nieudany. Jedno psiknięcie daje tak mało żelu, że trzeba dusić i dusić a tego nie polubiłam. Do zapachu być może wrócę, ale nigdy więcej żeli pod prysznic z pompką! Opakowanie posłuży mi jako dozownik na mydło.
16. Bingo Spa, solanka - piękny zapach, wrócę.
17. Joanna, żel z grejpfrutem i pomarańczą - wersja mini o cudownie cytrusowym zapachu. Służyła mi podczas wyjazdów, ale dość już mam tego poniewierania się na wannie - mimo wszystko opakowanie zostawiam, jeszcze posłuży mam nadzieję.

Włosy

18. Joanna, odżywka z pokrzywą i zieloną herbatą - bez spłukiwania, więc dla mnie ideał! Myłam, nakładałam i do łóżka - właśnie czegoś takiego potrzebuję. Teraz włosy cierpią na brak zainteresowania z moje strony i widać to po nich, dlatego muszę się za nie wziąć.
19. Radical, szampon wzmacniający - strasznie tępił mi włosy, o braku maski czy odżywki po umyciu nie było mowy. Nie ograniczył wypadania, ale szampon niestety nie działa na stres - no chyba, że trafiłyście na taki ;) Nie wiem czy wrócę.

Higiena intymna

20. Joanna, żel z babką lancetowatą - zapach nietrafiony, ale działanie ok. Popróbuję inne wersje.
21. Green Pharmacy, pianka szałwia i lawenda - sama pianka ok: gęsta, wydajna, dobrze działająca, ale zapach znowu nie mój. Muszę sprawdzić drugą wersję zapachową.

Stopy, dłonie i paznokcie

22. Constance Carroll, zmywacz - dobrze radził sobie z każdym lakierem, ale wysuszał mi płytkę, więc nie wrócę.
23. Laura Conti, krem do rąk słodkie migdały - taki zwyklaczek na lato, który ze słodkimi migdałami nie ma nic wspólnego (bo wyobrażałam sobie, że właśnie tak ma pachnieć). Nie zachęcił mnie do siebie.
24. She Foot, peeling naturalny do stóp - recenzja tutaj. Nie wrócę.

Zapach

25. Avon, woda toaletowa Ultra Sexy - zapach przecudny! ♥ Mam już drugi flakon.


A jak u Was? Denko zadowalające? Mikołaj już był?

niedziela, 7 września 2014

Denko - sierpień

Mój tradycyjny rozkład postów we wrześniu uległ zmianie przez wyniki rozdania, bo zwykle zaczynam miesiąc od denka, potem zakupy i reszta. W niczym to chyba nie przeszkadza tylko ja odczuwam jakieś zabałaganienie ;)

Koszyczek i tym razem nie podołał... Musze albo mniej zużywać albo znaleźć inny sposób przechowywania pustych opakowań.



Ciało - oczyszczanie


1. Ziaja, żel pod prysznic Gruszka i awokado - mój pierwszy ziajowy żel, ale wiem, że nie ostatni. Ślicznie pachniał a to dla mnie najważniejsze. Teraz mam grejpfruitowy, ale do tego wrócę na bank.

2. White Flower's, sól do kąpieli - zapach delikatny a działanie niezauważalne. Nie wiem czy kupię.

3. Luksja, żel pod prysznic - kremowa konsystencja, ale zapach taki średni, mało przyjemny. Nie kupię.

4. Tso Moriri, mydło glicerynowe Polskie maki - bardzo je lubię, ale przez dużą różnorodność zapachowo-wzorkową nie wracam 2 razy do tego samego ;). Kupię, ale inne.

5. Sulphur Zdrój, buskie spa siarczkowe - po nazwie spodziewałam się strasznego zapachu, ale było cytrusowo ;). Zużyłam na 2 razy, więc mało mogę powiedzieć - płyn bardzo wodnisty, ale dobrze się pienił choć piana szybko znikała. Nie kupię, bo wolę sole.

6. Avon, mydło peelingujące do stóp - całkiem ostre mydełko! Oczywiście to nie to samo co porządna tarka, ale spodziewałam się lekkiego łaskotania a tu czasem, przy dużym zbiorowisku tych drobinek, było niezłe tarcie. Może kiedyś kupię.


Twarz


7. Queen Helene, maseczka miętowa - recenzja tutaj. Ostatnio używałam jej głównie jako wysuszacz na krosty i świetnie sobie z tym radziła, więc jak tylko gdzieś ją znajdę to kupię.

8. Joanna, peeling do twarzy z gruszką - początkowo lubiłam, głównie za zapach, ale potem stwierdziłam, że wolę kremowe peelingi a nie takie żelowe. Słaby drapak i raczej nie kupię.

9. Bandi, kojący krem SPF 25 - recenzja tutaj. Nie kupię.

10. Tołpa, krem matujący - miałam, lubię i kupię.

11. Yves Rocher, krem do twarzy Hydra Vegetal - mocno pachnący żel, który zbyt długo się wchłania. Nie zdecyduję się na pełnowymiarową wersję.

12. Mariza, puder półtransparentny - to tester i kosztował grosze. Nie był tak mocno sprasowany, więc trochę pylił, ale to chyba cecha rozpoznawcza pudrów z Marizy. Odcień dla mnie idealny na lato, dobrze matowił, nie zapychał, ładnie pachniał. Kupię.


Ciało - pielęgnacja


13. Avon, wielozadaniowy balsam pielęgnacyjny - kocham go za zapach ♥ (owies + rumianek). Ogromna butla, ale dzięki pompce fajnie go się używało. Szybko się wchłaniał i dobrze nawilżał, ale tak na co dzień, nie długotrwale. Bardzo ładnie podkreślał moją opaleniznę, jakby wyrównywał koloryt skóry. Kupię.

14. Avon, mgiełka do ciała Fiołek - bardzo przyjemny spryskiwacz na lato o ładnym zapachu (miał pojawić się w Ulubieńcach minionych wakacji, ale ostatecznie zdecydowałam się na Tigera, bo jest głębszy, "wielonutowy" i przez to jeszcze ładniejszy). Kupię w przyszłym roku, ale może inny zapach na spróbowanie.

15. Avon, glicerynowy krem do rąk - edycja świąteczna. Kiedyś bardzo lubiłam te kremy, ale teraz wydaje mi się, że są gorsze niż dawniej. Albo to ja podniosłam poprzeczkę. Kupię jak opakowanie mi się spodoba.

16. She Foot, krem do stóp z masłem shea - całkiem przyjemny krem, dobrze nawilża. Mam jeszcze kilka próbek w zapasie i może kupię wersję pełnowymiarową.

17. Beauty Formulas, maska na stopy -  recenzja tutaj. Kupię.


Inne


18. Carea, płatki kosmetyczne - stale ich używam, ale teraz bardziej podobają mi się te zielone. Kupię.

19. Pilomax, maska do włosów zniszczonych - to już drugie opakowanie. Świetnie się u mnie spisuje i zapewnia błyskawiczny i zadowalający efekt. Używałam, gdy nie miałam czasu na długie maseczkowanie. Kupię.

20. Gentle Day, podpaski - wielki debiut na moim blogu, bo jeszcze nigdy nie pisałam o podpaskach. Długie prawie jak wkłady poporodowe ;), ale o wiele cieńsze i przyjemniejsze w używaniu. Nie kupię.


A jak Wam poszło w sierpniu? Więcej ubyło czy przybyło?
Znacie coś ode mnie?

wtorek, 29 lipca 2014

SheFoot, peeling naturalny do stóp

Jak już pewnie wiecie, uwielbiam wszelkie peelingi do twarzy i ciała. Bywają lepsze i gorsze zdzieraki, jednak stale je kupuję i zawsze mam spory zapas tego typu kosmetyków. Peelingom do stóp za bardzo nie wierzę, ale nie przeszkadza mi to w ich używaniu, choć rzadko daję się skusić obietnicom i je kupować. Chcąc nie chcąc, stopy są naszą wizytówką latem, więc dziś podzielę się z Wami opinią o takim jednym produkcie.


Peeling naturalny
do stóp

 * zmiękczanie,
* ścieranie,
* pielęgnacja.

Firma SheFoot była mi obca aż do spotkania blogerek w Chełmie kiedy to otrzymałyśmy ichnie produkty w prezencie. I od tego momentu zaczęłam ją zauważać w sklepach (w sumie to póki co tylko w Naturze i w gazetce Hebe) i na Waszych blogach. 

źródło
Na stronie internetowej firmy możecie sobie poczytać o całej gamie produktów SheFoot oraz o sposobach dbania o stopy, jeśli jeszcze ich nie znacie ;).


Tuba mieszcząca 100 ml peelingu jest dodatkowo zapakowana w kartonik, na którym znajdują się informacje o produkcie, także w języku angielskim. Oba opakowania utrzymane są w przyjemnej dla oka kolorystyce - połączenie fuksji, bieli i czerni bardzo mi się podoba.


Otwieranie typu klik wg mnie zawsze zdaje egzamin jeśli chodzi o peelingi. Tutaj jednak wkurzam się czasem, bo ciężko jest go otworzyć czy zamknąć - trzeba bardzo mocno naciskać. Ale w sumie lepsze to niż odkręcanie-zakręcanie. Otwór jest spory, więc nie ma problemu z wyciskaniem. Plastik nieprzezroczysty, ale pod światło można kontrolować ubytek.

Sam peeling jest brązowym żelem, w którym znajdują się pestki oliwek, łupiny orzecha włoskiego i orzechów macadamia. Są one różnej wielkości, więc w zależności od tego czego i ile nam się wyciśnie, możemy uzyskać efekt od średniego do mocnego ścierania. Jeśli chodzi o zapach to zaskoczenie - po kolorze i drobinach (w większości orzechowych) można się spodziewać właśnie takiego zapachu, ja jednak czuję cytrusy.

Peeling nie jest bardzo gęsty, więc zdarzyło się, że wylądował w wannie zamiast na stopach, ale jak już się o tym przekonałam to wyciskam go mniej i tym sposobem wydajność jest lepsza. W kontakcie z wodą lekko się pieni i w delikatny sposób radzi sobie z martwym naskórkiem. Po użyciu stopy są wyraźnie gładsze i bardziej miękkie oraz bardzo dobrze przygotowane do dalszych zabiegów nawilżających. Do stosowania na co dzień wystarcza w zupełności, ale z większymi stwardnieniami czy zrogowaceniami podejrzewam, że by sobie nie poradził. Obietnice zawarte na opakowaniu mogę niniejszym uznać za spełnione.

Skład:
Cena:
19,99 zł/100 ml

Dostępność:
Drogerie Natura, Hebe, InterMarche, SuperPharm


Tak jak pisałam na początku, nie wierzę w to, że peelingi do stóp są w stanie poradzić sobie z martwym naskórkiem, zwłaszcza w okresie wakacyjnym kiedy często chodzimy w klapkach (lub boso po plaży) i stopy bywają przesuszone a naskórek stwardniały. Ja ufam tylko tarce, która usuwa ten problem w 100%. Jednak w przypadku regularnego stosowania tego produktu zauważyłam, że rzadziej muszę korzystać z tarki (a może to przez to, że jeszcze nie miałam okazji tak porządnie przesuszyć stóp, bo nad wodą/na plaży jeszcze nie byłam w tym roku :/).

Sporym minusem jak dla mnie jest cena produktu - być może 20 zł to nie dużo jak na naturalne składniki ścieralne, brak barwników, parabenów, PEG i syntetycznych składników ścieralnych oraz przeznaczenie do skóry wrażliwej (czy na stopach skóra może być wrażliwa?), ale moja tarka za 5 zł też tego nie ma a daje natychmiastowy efekt. Decyzja należy do kupującego.
Ja cieszę się, że miałam okazję poznać ten peeling, ale wiem, że na zakup się nie zdecyduję. Te 2 dyszki wolę zainwestować w dobry krem nawilżający do stóp


Znacie firmę SheFoot? Co polecacie?