Jak to ciężko się zabrać do tego posta... Zdjęcia są i wiem, że jak zacznę to skończę, ale zanim zacznę to jeszcze tylko przejrzę milion stron w necie i może się uda ;)
1. Pharmaceris, pianka głęboko oczyszczająca T - świetny produkt, który bardzo dobrze radził sobie z usuwaniem mojego lekkiego makijażu i innych zanieczyszczeń. Nie wysuszał skóry i był wydajny. Z wielką chęcią wrócę.
Teraz: pianka oczyszczająca Sebio, Tołpa
2. Tołpa, płyn micelarny Physio - rozpisywałam się o nim tutaj. Zużyłam do oczyszczania twarzy po piance Pharmaceris i spisywał się bardzo dobrze, dlatego nie skreślam go ostatecznie, ale okolice oczu będę już omijać.
Teraz: płyn micelarny-tonik Eveline
3. Tołpa, żel do mycia twarzy i oczu Physio - bardzo lubię zapach tego żelu i jego niepieniącą się formułę, ale do wieczornego doczyszczania twarzy używałam innych specyfików. Ten bardzo dobrze spisywał się rano, przy zmywaniu resztek po nocy. Wrócę.
Teraz: żel do mycia twarzy La Roche Posay
4. Skin 79, Golden Snail emulsja do twarzy - mega wydajne maleństwo! Z trójpaku najmniej mi się podobała, ale nie mogę odmówić jej ślicznego zapachu i nawilżania na bardzo dobrym poziomie. Wróciłabym, gdyby było mnie stać ;)
Teraz: matujący krem Soraya
5. Dove, żel pod prysznic - mimo dość przyjemnego zapachu zużyłam z ulgą, bo jak często podkreślam, nie lubię aż tak gęstych produktów do oczyszczania ciała. Na plus z pewnością to, że skóra naprawdę wydawała się być nawilżona. Jak będzie w pudełku to przyjmę, ale sama raczej się nie skuszę na zakup.
Teraz: pianka oczyszczająca Planet Spa, Avon
6. Avon, żel pod prysznic Tropics - lekko kremowy żel o zapachu idealnym na lato. Zużyłam z przyjemnością, ale zapach Orchard stał się moim tegorocznym hitem.
Teraz: żel Energizing
7. Avon, czarne mydło z Tureckiej Łaźni Termalnej - oj, długo ono u mnie poleżało w łazience... Po pierwszych użyciach odstawiłam a teraz wróciłam i stosowałam jak zwykły produkt pod prysznic. Bardzo brudziło wannę i okolicę, ale zapach był rzeczywiście niezwykle przyjemny. Nie ma go już w sprzedaży.
Teraz: biała glinka myjąca Bania Agafii
8. Avon, olejek do kapieli z ekstraktem z lilii wodnej - również przedpotopowy kosmetyk... Teraz zużyłam tak jak mydło, po prostu pod prysznic i było to fajne - olejek a delikatnie pienił się kontakcie z wodą i pozostawiał miło gładkie i pachnące ciało. Mam jeszcze 2 olejki a ten również już nie jest w sprzedaży.
Teraz: podobny olejek, fioletowy
9. The Body Shop, żel pod prysznic Fuji Green Tea - moje urocze wyjazdowe maleństwa z sh! ♥ Mega przyjemny zapach, w porządku działanie. Z chęcią bym wróciła.
Teraz: żel Mango TBS
10. The Body Shop, balsam do ciała - dobrze działał w duecie z żelem i wystarczył mi na ciut dłużej. Jak trafię to wrócę.
Teraz: balsam Mango TBS
11. Soap&Glory, masło do ciała Sugar Crush - intensywnie pachnące masło o przyzwoitym nawilżaniu ciała. Również z sh i jak trafię to wrócę.
Teraz: jw
12. Avon, dezodorant w kulce Summer White Sunset - bardzo podobał mi się zapach wody, więc skusiłam się i na kulkę. Nie jest to jakaś 100%owa ochrona, ale zadowalająca.
Teraz: dezodorant Activelle, Oriflame
13. Mariza, mgiełka do ciała White flowers - wg mnie to najgorszy zapach z tej trójki czy czwórki. Serio! Momentami aż mi było wstyd jak wybiegałam z domu a na klatce ktoś mnie mijał i wiedziałam, że to poczuje... Sama formuła bardzo dobra na lato, ale do tego zapachu z pewnością nie wrócę.
Teraz: mgiełka Mariza Green Tea ♥
14. AA, krem do rąk - krem w sam raz na codzień! Nie lepił się na dłoniach a przyjemnie nawilżał i ładnie pachniał. NIe wiem czy wrócę.
Teraz: czekoladowy krem do rąk Oriflame
15. Avon, upiększająca maska do włosów BB - zapach tej linii był inny niż wszystkich produktów z serii AT, dlatego tak je polubiłam. Działanie doraźne przyzwoite, choć moim włosom nadal daleko do normalności. Chyba nie wrócę, bo teraz coś zmieniają opakowania.
Teraz: każda maska z zapasów po trochu
16. Rimmel, tusz do rzęs Scandaleyes - nie mam wielkich wymagań, więc byłam zadowolona, ale teraz jak mam porównanie z tuszem L'oreal to widzę różnicę. Najwięcej zastrzeżeń miałabym do dziwnej szczoteczki, która parę razy dziabnęła mnie w oko, bo sam efekt był w porządku. Nie wrócę.
Teraz: tusz L'oreal Fatale
17. Oeparol, krem pod oczy -hmm... Wklepywałam, bo miałam, ale nie zauważyłam niczego pozytywnego (no jedynie to, że okolice oczu nie były przesuszone po cowieczornym demakijażu). Szukam czegoś dobrego.
Teraz: nic...
18. Sylveco, pomadka peelingująca - kocham ♥ Jeszcze nie kupiłam kolejnej, ale może to dobrze - zużyję w końcu coś z błyszczykowych zapasów.
Teraz: błyszczyk powiększający usta
Próbki - peelingi z Tso Moriri są bardzo w porządku i być może skuszę się na wersję kawową, o ile znów nie zawróci mi w głowie Amore. Z saszetek największą ochotę mam na BB Cleanser Skin79 i czuję, że dużo dłużej nie będę już w stanie się opierać. Esencja do kąpieli Kneipp bardzo męcząca w zapachu, choć sama kąpiel była przyjemna. Krem nagietkowy Sylveco ok.
19. Carea, płatki kosmetyczne - to ta słabsza wersja, więc z ulgą skończyłam (mam jeszcze ostatnie opakowanie). Te lepsze już zniknęły ze sklepu, więc trzeba zerknąć na różowe i niebieskie.
Teraz: to samo
Wyrzutek - serum do rzęs Biogena. Nie złożyło się, żebym użyła a termin się skończył...
Jakoś dobrnęłam do końca! Mam nadzieję, że lektura będzie dla Was przyjemniejsza niż dla mnie tworzenie ;) Co znacie?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the body shop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the body shop. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 6 września 2016
sobota, 11 czerwca 2016
Denko - maj
Po dość skromnym kwietniowym denku przyszła pora na coś większego (EDIT: teraz porównałam i wychodzi na to, że jednak są do siebie podobne ilościowo, ale nie objętościowo). Niby miesiąc tylko o jeden dzień dłuższy, ale to wystarczyło. O dziwo, wyjątkowo dużo działo się w ubiegłym miesiącu na włosach. Zapraszam
1. Bielenda, specjalistyczny płyn do demakijażu oczu - nie mam aż takich potrzeb, ale skusiła mnie bardzo atrakcyjna cena w Naturze, więc postanowiłam wypróbować. Bardzo fajny płyn, świetnie zmywał oczy, nie podrażniał. Wrócę jak trafię na kolejną super promocję.
Teraz: płyn micelarny Eveline
2. Biolaven, płyn micelarny olej z pestek winogron i olejek lawendowy - płyn o cudownym zapachu i bardzo dobrym działaniu a używałam go i do zmywania oczu i do doczyszczania twarzy. Niestety, na co dzień jest dla mnie za drogi, ale z pewnością wrócę i będę używać oszczędnie.
Teraz: próbuję dać drugą szansę Tołpie
3. KTC, woda różana - zwykle używam wody Dabur, ale tym razem padło na KTC. Jakoś nie widzę różnicy między nimi, dobrze spisuje się do maseczek i do tonizowania twarzy. Być może wrócę, bo jest tańsza.
Teraz: woda Dabur
4. Tso Moriri, tonik oczarowy - długo za mną chodził i w końcu jest! A w zasadzie był. I takie toniki to ja lubię - używasz i jesteś spokojna o pH a twarz nie błyszczy się, nie lepi, wygląda jak gdyby nigdy nic. Początkowo ciężko było przyzwyczaić się mi do zapachu, bo jest bardzo oryginalny, ale nie męczył po przetarciu twarzy. Chętnie wrócę.
Teraz: tonik ogórkowy Ziaja
5. Skin79, tonik Golden Snail (wersja mini) - to chyba najbardziej gęsty tonik z jakim miałam do tej pory do czynienia! Miał dość intensywny zapach, jakby perfumowany, ale nie przeszkadzało to w użytkowaniu. Na twarzy spisywał się jak ideał czyli był niewyczuwalny, ale zachował jednocześnie właściwości pielęgnacyjne. Chętnie przyjęłabym pełnowymiarowe opakowanie w prezencie ;) (na mój portfel jest za drogi)
Teraz: jw
6. Serical, maska mleczna - gigant, ale w końcu się udało. Bardzo podobał mi się zapach, na włosach spisywała się ok, nie obciążała. W sam raz do stosowania na co dzień.
Teraz: odżywka L'Occitane z sh a w kolejce Kallos Keratin
7. Marion, fluid na rozdwojone końcówki z olejkiem arganowym - w zasadzie to jestem rozczarowana. Spodziewałam się jakiegokolowiek efektu a w sumie nic nie zauważyłam. Do tego już koło połowy pompka przestała działać, więc musiałam nią dłubać, aby zużyć do końca. Przynajmniej zapach był bardzo przyjemny. Nie wrócę.
Teraz: coś a Avonu na końcówki, ale nie olejek (kuracja z keratyną)
8. Hesh Herbal, olejek do włosów Shikakai - mój pierwszy taki prawdziwy olejek i byłam nim zachwycona! Największą różnicę było widać po pierwszym użyciu, później albo się przyzwyczaiłam, albo efekt już nie był tak spektakularny. Przeważnie używałam na noc, rano zmywałam i wtedy włosy były jak marzenie: nawilżone (aż miałam wrażenie zimna na skalpie), odżywione, nie puszyły się tak bardzo, nawet kolor był jakby pogłębiony. Zapach bardzo ziołowy, intensywny i długo wyczuwalny na włosach, ale nie dla wszystkich (czyt. TŻ) przyjemny. Z ogromną chęcią wrócę.
Teraz: nie mam nic :(
9. Avon, upiększający balsam do włosów BB - używałam go do wygładzenia puszących się włosów i czasem się udawało a czasem wystarczyło dać odrobinę więcej i już włosy były brzydko pozlepiane. Spodobała mi się ta seria, bo w końcu zapach jest inny niż wszystkich produktów AT, ale nie wiem czy do niego wrócę.
Teraz: patrz pkt.7
10. Avon, kuracja ochronno-wzmacniająca - też chciałam, aby co nieco wygładziła mi kudły, ale średnio sobie radziła a przy stosowaniu tylu produktów do włosów nie jestem w stanie stwierdzić czy faktycznie zadziałała coś w kwestii wzmocnienia. Nie wrócę.
Teraz: patrz pkt. 7 i 9
11. Avon, żel pod prysznic Indian Rituals - zapach najgorszy z trzech ostatnio testowanych przeze mnie, męczyłam się. Żel jak żel, ale nie wrócę.
Teraz: 3 kolejne nowe propozycje żelowe od Avon na zmianę
12. Original Source, żel pod prysznic Coconut - podobnie jak wyżej. Lubię żele OS, ale ta wersja zapachowa wyjątkowo mi nie pasowała. Dziwny był ten kokos, w opakowaniu niby ok, ale na ciele wydawał się jakby stary, zepsuty. Nie wrócę.
Teraz: jw
13. Soraya, płyn do higieny intymnej Lactissima - bardzo wydajny produkt, który spisywał się w porządku. Jeśli miałabym wrócić to wybrałabym teraz inną wersję zapachową na spróbowanie.
Teraz: pianka Green Pharmacy
14. Soraya, serum do ciała Antycellulit i wyszczuplanie Body Diet24 - stosowałam głównie w cieplejsze dni, bo efekt chłodzenie kilka razy dał mi solidnie w kość. Co tu mówić, serum ma lekką konsystencję, dzięki której dobrze i szybko się wchłania. Na skórze się nie lepi, nie błyszczy. Pachnie przyjemnie, ma w sobie jakiś mentol czy coś, bo podczas używania konkretnie udrażniał drogi oddechowe. Mam jeszcze balsam z serii.
Teraz: balsam Body Diet24
15. The Body Shop, żel pod prysznic White Musk Libertine - mini wersja, idealna na weekendowy wypad. Sam żel wspaniały, nie wysusza skóry, cudownie pachnie. Chętnie wróciłabym do niego, nawet w wersji pełnowymiarowej.
Teraz: mini żel Sanex
16. Avon, woda perfumowana Incandessence Flame - wyjątkowo mnie wymęczyła, więc bardzo cieszę się, że to już koniec. Nie wrócę
Teraz: Attraction
17. Delia, tusz do rzęs Big&Black - to w zasadzie wyrzutek, bo tusz jakoś wysechł mi w opakowaniu. Wydaje mi się, że nie otwierałam go wcześniej, więc bardzo zdziwiłam się jak chciałam go użyć pierwszy raz. Sam efekt bardzo mi się podobał, nawet o wiele bardziej niż to, co uzyskuję dzięki Rimmelowi, ale aby go uzyskać, musiałam się nieźle namachać i trwało to zbyt długo jak na moje poranne możliwości. Nie wykluczam, że kiedyś jeszcze wrócę.
Teraz: tusz Rimmel
1. Bielenda, specjalistyczny płyn do demakijażu oczu - nie mam aż takich potrzeb, ale skusiła mnie bardzo atrakcyjna cena w Naturze, więc postanowiłam wypróbować. Bardzo fajny płyn, świetnie zmywał oczy, nie podrażniał. Wrócę jak trafię na kolejną super promocję.
Teraz: płyn micelarny Eveline
2. Biolaven, płyn micelarny olej z pestek winogron i olejek lawendowy - płyn o cudownym zapachu i bardzo dobrym działaniu a używałam go i do zmywania oczu i do doczyszczania twarzy. Niestety, na co dzień jest dla mnie za drogi, ale z pewnością wrócę i będę używać oszczędnie.
Teraz: próbuję dać drugą szansę Tołpie
3. KTC, woda różana - zwykle używam wody Dabur, ale tym razem padło na KTC. Jakoś nie widzę różnicy między nimi, dobrze spisuje się do maseczek i do tonizowania twarzy. Być może wrócę, bo jest tańsza.
Teraz: woda Dabur
4. Tso Moriri, tonik oczarowy - długo za mną chodził i w końcu jest! A w zasadzie był. I takie toniki to ja lubię - używasz i jesteś spokojna o pH a twarz nie błyszczy się, nie lepi, wygląda jak gdyby nigdy nic. Początkowo ciężko było przyzwyczaić się mi do zapachu, bo jest bardzo oryginalny, ale nie męczył po przetarciu twarzy. Chętnie wrócę.
Teraz: tonik ogórkowy Ziaja
5. Skin79, tonik Golden Snail (wersja mini) - to chyba najbardziej gęsty tonik z jakim miałam do tej pory do czynienia! Miał dość intensywny zapach, jakby perfumowany, ale nie przeszkadzało to w użytkowaniu. Na twarzy spisywał się jak ideał czyli był niewyczuwalny, ale zachował jednocześnie właściwości pielęgnacyjne. Chętnie przyjęłabym pełnowymiarowe opakowanie w prezencie ;) (na mój portfel jest za drogi)
Teraz: jw
6. Serical, maska mleczna - gigant, ale w końcu się udało. Bardzo podobał mi się zapach, na włosach spisywała się ok, nie obciążała. W sam raz do stosowania na co dzień.
Teraz: odżywka L'Occitane z sh a w kolejce Kallos Keratin
7. Marion, fluid na rozdwojone końcówki z olejkiem arganowym - w zasadzie to jestem rozczarowana. Spodziewałam się jakiegokolowiek efektu a w sumie nic nie zauważyłam. Do tego już koło połowy pompka przestała działać, więc musiałam nią dłubać, aby zużyć do końca. Przynajmniej zapach był bardzo przyjemny. Nie wrócę.
Teraz: coś a Avonu na końcówki, ale nie olejek (kuracja z keratyną)
8. Hesh Herbal, olejek do włosów Shikakai - mój pierwszy taki prawdziwy olejek i byłam nim zachwycona! Największą różnicę było widać po pierwszym użyciu, później albo się przyzwyczaiłam, albo efekt już nie był tak spektakularny. Przeważnie używałam na noc, rano zmywałam i wtedy włosy były jak marzenie: nawilżone (aż miałam wrażenie zimna na skalpie), odżywione, nie puszyły się tak bardzo, nawet kolor był jakby pogłębiony. Zapach bardzo ziołowy, intensywny i długo wyczuwalny na włosach, ale nie dla wszystkich (czyt. TŻ) przyjemny. Z ogromną chęcią wrócę.
Teraz: nie mam nic :(
9. Avon, upiększający balsam do włosów BB - używałam go do wygładzenia puszących się włosów i czasem się udawało a czasem wystarczyło dać odrobinę więcej i już włosy były brzydko pozlepiane. Spodobała mi się ta seria, bo w końcu zapach jest inny niż wszystkich produktów AT, ale nie wiem czy do niego wrócę.
Teraz: patrz pkt.7
10. Avon, kuracja ochronno-wzmacniająca - też chciałam, aby co nieco wygładziła mi kudły, ale średnio sobie radziła a przy stosowaniu tylu produktów do włosów nie jestem w stanie stwierdzić czy faktycznie zadziałała coś w kwestii wzmocnienia. Nie wrócę.
Teraz: patrz pkt. 7 i 9
Teraz: 3 kolejne nowe propozycje żelowe od Avon na zmianę
12. Original Source, żel pod prysznic Coconut - podobnie jak wyżej. Lubię żele OS, ale ta wersja zapachowa wyjątkowo mi nie pasowała. Dziwny był ten kokos, w opakowaniu niby ok, ale na ciele wydawał się jakby stary, zepsuty. Nie wrócę.
Teraz: jw
13. Soraya, płyn do higieny intymnej Lactissima - bardzo wydajny produkt, który spisywał się w porządku. Jeśli miałabym wrócić to wybrałabym teraz inną wersję zapachową na spróbowanie.
Teraz: pianka Green Pharmacy
14. Soraya, serum do ciała Antycellulit i wyszczuplanie Body Diet24 - stosowałam głównie w cieplejsze dni, bo efekt chłodzenie kilka razy dał mi solidnie w kość. Co tu mówić, serum ma lekką konsystencję, dzięki której dobrze i szybko się wchłania. Na skórze się nie lepi, nie błyszczy. Pachnie przyjemnie, ma w sobie jakiś mentol czy coś, bo podczas używania konkretnie udrażniał drogi oddechowe. Mam jeszcze balsam z serii.
Teraz: balsam Body Diet24
15. The Body Shop, żel pod prysznic White Musk Libertine - mini wersja, idealna na weekendowy wypad. Sam żel wspaniały, nie wysusza skóry, cudownie pachnie. Chętnie wróciłabym do niego, nawet w wersji pełnowymiarowej.
Teraz: mini żel Sanex
16. Avon, woda perfumowana Incandessence Flame - wyjątkowo mnie wymęczyła, więc bardzo cieszę się, że to już koniec. Nie wrócę
Teraz: Attraction
17. Delia, tusz do rzęs Big&Black - to w zasadzie wyrzutek, bo tusz jakoś wysechł mi w opakowaniu. Wydaje mi się, że nie otwierałam go wcześniej, więc bardzo zdziwiłam się jak chciałam go użyć pierwszy raz. Sam efekt bardzo mi się podobał, nawet o wiele bardziej niż to, co uzyskuję dzięki Rimmelowi, ale aby go uzyskać, musiałam się nieźle namachać i trwało to zbyt długo jak na moje poranne możliwości. Nie wykluczam, że kiedyś jeszcze wrócę.
Teraz: tusz Rimmel
18. Carea, płatki kosmetyczne - jedne fioletowe to ta gorsza wersja, na którą nacięłam się w 3-paku. Używam głownie do zmywania paznokci i nie wiem jak ja je wykończę...
Teraz: to samo, ale w tym lepszym wydaniu
19. Linda, mydło w płynie Poziomka i winogrono - przyjemny zapach, ale wolę Drzewo sandałowe.
Teraz: mydła w kostce
Próbki
To również pamiątka po niezwykle udanym weekendowym wyjeździe na kajaki i paintball. Nie lubię brać pełnowymiarowych opakowań, bo tylko zajmują cenne miejsce, więc zwykle moja kosmetyczka to same próbki. Tu znani i lubiani przeze mnie.
No i już. A jak u Was ostatnio? Pod każdym względem - i denkowym i ogólnym :)
Etykiety:
avon,
bielenda,
biolaven,
carea,
delia,
hesh herbal,
ktc,
linda,
marion,
original source,
serical,
skin79,
soraya,
the body shop,
tso moriri
niedziela, 8 maja 2016
6 kitów czyli o tym, co ostatnio się u mnie nie sprawdziło
Wiadomo, że w tej masie kosmetyków, które mnie otaczają musi co jakiś czas trafić się jakiś bubel. U mnie to chyba nawet rzadziej niż u innych, bo w zakupach staram się kierować rozsądkiem, ale przy okazji boxa czy spotkania może trafić się jakaś wpadka. Może nie jestem bardzo surowa i zwykle jak coś się nie sprawdza to szukam innego rozwiązania czy zastosowania, czasem używam zagryzając zęby a czasem po prostu wyrzucam. Ale to dopiero grubo po terminie jak już opakowanie zdąży się solidnie zakurzyć... Dziś pokaże Wam właśnie taki misz-masz produktów, których nie polecam, ale też nie wszystkie wyrzucę z wyżej wymienionych powodów. Jeśli ciekawi Was co niebawem trafi do kosza a co, z trudnościami, ale zużyję, to zapraszam
Oto zbiorowa fotka moich bubli
Oto zbiorowa fotka moich bubli
*tusz do rzęs Deep Carbon Black, Long and Curl, Virtual;
* konturówka Storm, Avon;
* krem modelujący do włosów, Goldwell;
* cukrowy peeling do ciała, The Body Shop;
* woda perfumowana Incandessence Flame, Avon;
* bloker, Ziaja.
Zacznę po kolei i wyjaśnię Wam, co nie pasuje mi w tych produktach.
Tusz do rzęs już po nazwie brzmi bardzo obiecująco. Opory miałam jedynie przed samą firmą, bo prawdę mówiąc nie trafiłam jeszcze na ich dobry kosmetyk. I tak było tym razem. Tusz faktycznie ładnie podkreśla rzęsy, jest mokry, nie osypuje ani nie rozmazuje się w ciągu dnia, szczoteczka wygodna w użyciu, więc brzmi jak ideał. Problem zaczyna się jednak z tym Deep Carbon Black... Faktycznie ta czerń jest bardzo głęboka, ale tak głęboka, że ciężko ją zmyć. Musiałam zużyć do tego kilku wacików a i tak potem przez parę godzin wyciągałam jeszcze czarne farfocle z kącików oczu. Grr!!! Dla mnie to gra nie warta świeczki, więc więcej nie nałożę go na moje rzęsy!
O konturówce pisałam już tutaj. W katalogu opisana jest jako "kwadratowa", co oznacza, że można nią uzyskać grubą lub cienką kreskę, w zależności od stopnia nachylenia względem powieki (w praktyce wiadomo, że i tak wyjdzie jak wyjdzie). Problem leży w jej twardości. Otóż jest tak twarda, że 2 razy ją złamałam a za każdym razem podczas robienia kresek aż się boję, że poranię sobie powieki. Na dłoni sunie bardzo ładnie, ale na powiekach mam wrażenie jakbym próbowała narysować sobie kreskę niezastruganą kredką! Masakra! Bardzo podoba mi się jej kolor oraz to, że jest trwała i nie odbija mi się na powiece nawet bez użycia bazy pod cienie, dlatego zużyję ją (na szczęście już się zbliżam!), ale nie kupię więcej i zdecydowanie odradzam.
Krem modelujący trafił do mnie chyba w Shiny Boxie. Początkowo przeleżał na półce, ale mam problem z puszącymi się włosami, więc ciągle szukam czegoś do ich wygładzenia. Poza tym, fajnie je czasem ujarzmić, żeby nie wyłaziły z koczka i nie sterczały przez cały dzień jak aureola. Padło na ten krem i, o ile rzeczywiście wygładza i ujarzmia pojedyncze włosy czy całe pasma, to strasznie lepi się na dłoniach już podczas nakładania na włosy. Czuję jakbym nakładała na głowę jakiś klej, który w dodatku cały czas czuć na włosach (nawet po kilku godzinach!). Zauważyłam też, że ma tendencję do zbierania drobin kurzu z powietrza, więc po pracy wyglądam jakbym przed chwilą zeszła ze strychu... Na szczęście to tylko 20 ml, ale pełnowymiarowy produkt (75 ml) w cenie ok. 40 zł? No Way!
Peeling do ciała kupiłam w sh, za symboliczną kwotę i cieszę się, ze miałam okazję go poznać, bo dzięki temu wiem, że w balsamy tej firmy mogę inwestować, ale od peelingów lepiej trzymać się z daleka. Przeznaczony jest co prawda do bardzo suchej skóry i może dla takich osób będzie ok, ja mam normalną i jedyne czego nie toleruję w peelingach cukrowych czy solnych to zalepiania skóry paskudną mazią! W tym wypadku to shea, które ma odpowiadać za nawilżenie, ale dla mnie nie różni się niczym od tych tanich i kiepskich parafinowych zalepiaczy! Zużyję jakoś na nogi, ale zwykle takie paskudy zużywam do peelingowania dłoni zimą, dopóki się nie przeterminują (aktualnie mam 2 takie buble: cukrowy Ekoa i solny Mariza). Niniejszym dalej twierdzę, że najlepszym na świecie cukrowym peelingiem jest ten malinowy od Tso Moriri ♥ ♥ ♥
Woda to wariacja na temat klasycznej wersji Incandessence. W katalogu zapach bardzo mi się podobał, jednak na żywo jest o wiele gorzej. Inaczej wyobrażam sobie czerwone zapachy, ten jest duszący, męczący, totalnie inny od tego, co czułam na kartce. Zużywam z zamkniętym nosem i powoli kończę! :)
Bloker użyłam dwa razy. Za każdym razem towarzyszyło mi przeokropne swędzenie pach (czytałam, że tak może być), myślałam, że je sobie rozdrapie do krwi, bo niestety nie mogłam się powstrzymać. Aluminium na drugim miejscu w składzie, więc nie mam zamiaru tak cierpieć. Niebawem wyląduje w koszu.
A może u Was coś z wymienionych przeze mnie produktów spisało się lepiej i macie odmienne wrażenia? Jestem bardzo ciekawa :)
niedziela, 7 lutego 2016
Denko - styczeń
Blogowy czas odliczam od jakiegoś czasu pojawiającymi się denkami i tak oto przeminął pierwszy miesiąc 2016 roku. Puste opakowania jak zwykle nie mieściły mi się w koszyczku, dużo tam plastiku, ale też sporo tzw. drobnicy. Koszyk musiałam już opróżnić, bo pierwsze wykończenia lutego za mną, więc przełożyłam wszystko do siatki, która teraz wala się po domu, więc nie ma co dłużej zwlekać.
1. Oriflame, żel Discover Mexico - długo czekał na swoją kolej. Całkiem w porządku, ładnie pachniał i dobrze spełniał swoją rolę.
Teraz: żel Dove i Yves Rocher
2. Avon, żel Naturals Figa - to mój przedostatni żel Naturals z zapasów, uff! Zapach miał podobne nuty do wody Ultra Sexy, więc używałam go z wielką przyjemnością i chętnie powrócę.
Teraz: patrz wyżej
3. BeBeaty, żel Ciasteczkowy - przepiękny zapach! Z płynem do kąpieli to była jakaś wpadka, bo żel pachniał normalnie, tak jak mydło. Szkoda, że to limitowana edycja, bo z chęcią bym wróciła.
Teraz: patrz pkt. 1
4. Avon, peeling do ciała Dazzling Moments - może nie należał do najlepszych zdzieraków, które miałam, ale zapach był obłędny! Dość ciężko wyciskał się z opakowania, ale poza tym było ok.
Teraz: peeling ziołowy Planet Spa
5. Perfecta, peeling do ciała Lady Berry - gratis z gazety. Wybrałam owoce leśne, bo spodziewałam się przyjemnego zapachu, ale okazało się inaczej - widocznie jagody i tego typu owoce nie nadają się do celów kosmetycznych (jagodowy scrub Banii Agafii również pachniał ohydnie). Poza zapachem było ok, choć to zdzierak raczej niskich, bardzo niskich lotów.
Teraz: patrz wyżej
6. Tso Moriri, peeling cukrowy Wiśnie w czekoladzie - peeling cukrowy tak, ale nie o takim zapachu. Nie jestem fanką takiego smaku, więc i zapach mnie męczył. Duże kawałki wiśni zanurzone w cukrowej masie były jedynie ozdobą a nie jak w przypadku malin - dodatkowym zdzierakiem. Nie wrócę, choć skóra po zmyciu była niezwykle gładka i nawilżona. To jedynie kwestia zapachu, bo produkt sam w sobie bez zastrzeżeń.
Teraz: minipeelingi TM i peeling malinowy Amore ♥
7. Bingo Spa, solanka z minerałami z Morza Martwego - moja ulubiona sól do kąpieli (w sensie, że solanka, bo te pachną bardzo ładnie). Raz na jakiś czas urozmaicam sobie w ten sposób pielęgnację, ale nie liczę na ujędrnianie czy inne tego typu obietnice.
Teraz: próbuję wykończyć dziwolągi Bingo Spa - kawior do kąpieli, mleczną kąpiel i peeling solny
8. Avon, żel do mycia twarzy Anew - pisałam o nim tutaj. Nie wiem czy wrócę, bo jest jeszcze mnóstwo produktów w tej kategorii, które chciałabym poznać.
Teraz: żel do mycia twarzy Biolaven
9. Avon, peeling enzymatyczny z chińskim żeń-szeniem - skusiłam się na obie wersje, ale bardzo ciężko idzie mi ich używanie a to przecież dość małe opakowania. Wolę tradycyjne zdzieraki. Podczas używania czasami czułam lekkie rozgrzanie, pieczenie, ale nie podrażniał.
Teraz: drugi peeling gommage z oferty Avon
10. i 11. Tołpa, regenerujący krem korygujący Na dzień i Na noc - pod koniec 2014 roku zrobiłam sobie taki zapas kremów Tołpa, że jeszcze został mi jeden do wykończenia! Tym razem równocześnie używałam kremu na dzień i na noc z tej samej linii. Bardzo lubię ich ziołowy zapach oraz to jak szybko się wchłaniają, nie błyszczą na twarzy. Krem na dzień znam już bardzo dobrze, bo zużyłam parę opakowań i zawsze byłam zadowolona z efektu, jaki uzyskiwałam na twarzy po jego regularnym stosowaniu. Tym razem byłam trochę uprzedzona do kremu na noc, bo czytałam niepochlebne opinie o nim i okazało się, że faktycznie twarz nie oczyściła się tak jakbym tego sobie życzyła. Sam krem na dzień również nie wyprowadzał jej wcześniej całkowicie na prostą, ale zmiany były ograniczone, skóra uspokojona. Póki co, chcę zrobić sobie przerwę od kremów Tołpa, bo dopiero teraz zauważyłam, że krem matujący (ten ostatni, który mi został z zapasów) na drugim miejscu w składzie ma glicerynę a postanowiłam jej unikać. Nie pamiętam składu tych kremów a kartoniki już dawno wyrzuciłam.
Teraz: krem matujący Soraya
12. Catrice, kamuflaż w kremie Ivory - moje odkrycie 2015 roku ♥ Fantastyczny produkt, który bardzo dobrze kryje a do tego nie zapycha. Nanosiłam go palcami i nie rolował się, odcień również był dla mnie idealny. Ostatnio poluję na kamuflaż w płynie, ale nigdzie go nie widać.
Teraz: kamuflaż Avon
13. Mariza, mineralny podkład pudrowy Naturalny - odcień okazał się być ok na tę porę roku i spodobał mi się na tyle, że otworzyłam kolejne opakowanie. Dozuję odpowiednią ilość i cera ma delikatny kolor, jest zmatowiona. Pod wieczór widać, że się ściera z twarzy w ciągu dnia, ale w dość dobrym stanie wytrzymuje tyle, ile mi trzeba. Nie mam pomysłu co zrobić z odcieniem Jasny beż, bo co dam mu szansę to psioczę na siebie potem, że przecież jest za jasny! Chyba rozmieszam go jakoś z Ciemnym beżem.
Teraz: to samo a czasami też podkład Rhea
14. Avon, korektor Luxe - udany korektor, choć wielkiego porównania nie mam, bo to chyba dopiero mój drugi korektor pod oczy. Bardzo ładnie rozjaśniał cienie pod oczami, rozświetlał delikatnie, nie zbierał się w zmarszczkach i nie rolował. Z chęcią kiedyś do niego wrócę.
Taraz: korektor rozświetlający Magix
15. Maybelline, pudrowy podkład mineralny Ivory - tester, ale zauroczył mnie efekt na twarzy. Czytałam, że przy dłuższym stosowaniu może zapychać, więc chyba się nie zdecyduję na zakup, ale przez te kilka dni bardzo ładnie maskował wszelkie niedoskonałości na mojej twarzy.
Teraz: patrz pkt. 13
16. CD, dezodorant w kulce Owoc granatu - pisałam o nim tutaj. Zdecydowanie jeden z najsłabszych antyperspirantów jakie znam. Ładny zapach go nie ratuje, nie polecam.
17. Oriflame, krem do rak Silk Beauty - w sam raz na co dzień. Lubię zapach tej linii i chętnie powrócę o ile pojawia się jeszcze w ofercie.
18. The Body Shop, masło do ciała - mini wersja w sam raz na wyjazdy, ale teraz mało wyjeżdżam a zaczęła mnie już męczyć ta wszędzie walająca się drobnica. Bardzo dobry produkt, idealnie nawilżał, przyjemnie pachniał. Mam jeszcze peeling z tej linii zapachowej, ale już widzę, że się nie polubimy. Oba produkty zakupiłam w SH.
Teraz: próbki Tso Moriri
19. Soap&Glory, peeling do ciała Sugar Crush - jako zdzierak taki se... Drobinki rozpuszczały się w kontakcie z wodą, ale efekt nie był zadowalający. Plus za przyjemny zapach.
Teraz: próbki TM
20. Skarpetki złuszczające do stóp - niebawem pojawi się recenzja.
21. Cleanic, zmywacz do paznokci w chusteczce - to mój pierwszy zmywacz w tej formie. Dobrze poradził sobie z jasnym lakierem, więc spełnił swoje zadanie, ale na co dzień wolałabym jednak zmywacz w płatkach (jeżeli już nie może to być tradycyjny zmywacz w płynie i wacik). Niemniej jednak, uważam, że zawsze warto mieć w torebce czy portfelu taką jedną saszetkę na wypadek sytuacji awaryjnej.
22. Carea, płatki kosmetyczne - zawsze kupuję je w trójpaku i są ok, ale ostatnio nacięłam się na gorszą ich wersję i od teraz sprawdzam nawet skład płatków kosmetycznych. Jakby co to pamiętajcie, że dobre są te, które na pojedynczym opakowaniu mają skład: 70% bawełna, 30% kompozycja włókien poliestrowych.
Teraz: to samo
23. Manhattan, odżywka wybielająca - lubię odżywki, które zostawiają po sobie mleczne paznokcie. Stosowałam ją samodzielnie i pod kolorowe lakiery i dopiero ostatnio zauważyłam, że mam problem z brzydkim kolorem płytki. Jestem w trakcie sprawdzania, co jest tego przyczyną.
Teraz: odżywka Eveline (jeden z podejrzanych)
24. Pastylka musująca do kąpieli - musuje w wodzie, ale większych przyjemności nie zauważyłam. Ani zapachu, ani nawilżenia, tylko delikatny kolor w wodzie. Biorąc pod uwagę, że zapłaciłam za nie grosze to nie żałuję, bo jakby nie było to dodatkowy umilacz w kąpieli.
Teraz: mam jeszcze jedną pastylkę
25. Tso Moriri, mydło walentynkowe - bardzo słaby zapach jak na edycję walentynkową. Z wyglądu urocze, z zapachu najzwyklejsze mydło.
Teraz: mydło malinowe TSSS
Próbki
Tylko jedno masło to nie produkt Tso Moriri, nierafinowane masło shea (dostałam je kiedyś gratis) - dość tępe w użyciu, prędzej spadło mi z ciała niż dało się rozsmarować, do tego zapach starej popielniczki czy jakichś skórzanych starych spodni nie zachęcał do używania, ale efekt na skórze warty poświęceń! Bardzo dobrze i długotrwale nawilżało i pielęgnowało ciało.
Z produktów Tso Moriri najbardziej spodobało mi się masło imbir i czerwona herbata oraz kawior i granat. Złoty olej do ciała również był ok, ale starałam się go tak wylewać, aby wszystkie złote drobinki zostały w środku. Mus do ciała Wiśnie w czekoladzie nie przypadł mi do gustu przez zapach, bo działanie było ok. Z kolei mus marchewkowy miał cudowny zapach, ale nogi były zbyt mokre/tłuste po nim a to mnie irytowało.
Z próbek do twarzy spodobał mi się krem India i Vichy Liftactiv - bardzo ładnie zachowywały się na twarzy a Vichy to zauroczył mnie także zapachem, chyba się nad nim zastanowię. Krem pod oczy i lekki krem rokitnikowy Sylveco wymęczyły mnie zapachem, maska z witaminą C Tso Moriri okazała się być naprawdę dobrym produktem i to na tyle, że mm ochotę na więcej. Maska błotna Planet Spa to mój ulubieniec od dawna.
Perełki do kąpieli no name tylko zabarwiły wodę na różowo, ale peeling do stóp Tso Moriri zaskoczył mnie zapachem.
A jak u Was? Znacie coś z mojego denka?
1. Oriflame, żel Discover Mexico - długo czekał na swoją kolej. Całkiem w porządku, ładnie pachniał i dobrze spełniał swoją rolę.
Teraz: żel Dove i Yves Rocher
2. Avon, żel Naturals Figa - to mój przedostatni żel Naturals z zapasów, uff! Zapach miał podobne nuty do wody Ultra Sexy, więc używałam go z wielką przyjemnością i chętnie powrócę.
Teraz: patrz wyżej
3. BeBeaty, żel Ciasteczkowy - przepiękny zapach! Z płynem do kąpieli to była jakaś wpadka, bo żel pachniał normalnie, tak jak mydło. Szkoda, że to limitowana edycja, bo z chęcią bym wróciła.
Teraz: patrz pkt. 1
4. Avon, peeling do ciała Dazzling Moments - może nie należał do najlepszych zdzieraków, które miałam, ale zapach był obłędny! Dość ciężko wyciskał się z opakowania, ale poza tym było ok.
Teraz: peeling ziołowy Planet Spa
5. Perfecta, peeling do ciała Lady Berry - gratis z gazety. Wybrałam owoce leśne, bo spodziewałam się przyjemnego zapachu, ale okazało się inaczej - widocznie jagody i tego typu owoce nie nadają się do celów kosmetycznych (jagodowy scrub Banii Agafii również pachniał ohydnie). Poza zapachem było ok, choć to zdzierak raczej niskich, bardzo niskich lotów.
Teraz: patrz wyżej
6. Tso Moriri, peeling cukrowy Wiśnie w czekoladzie - peeling cukrowy tak, ale nie o takim zapachu. Nie jestem fanką takiego smaku, więc i zapach mnie męczył. Duże kawałki wiśni zanurzone w cukrowej masie były jedynie ozdobą a nie jak w przypadku malin - dodatkowym zdzierakiem. Nie wrócę, choć skóra po zmyciu była niezwykle gładka i nawilżona. To jedynie kwestia zapachu, bo produkt sam w sobie bez zastrzeżeń.
Teraz: minipeelingi TM i peeling malinowy Amore ♥
7. Bingo Spa, solanka z minerałami z Morza Martwego - moja ulubiona sól do kąpieli (w sensie, że solanka, bo te pachną bardzo ładnie). Raz na jakiś czas urozmaicam sobie w ten sposób pielęgnację, ale nie liczę na ujędrnianie czy inne tego typu obietnice.
Teraz: próbuję wykończyć dziwolągi Bingo Spa - kawior do kąpieli, mleczną kąpiel i peeling solny
8. Avon, żel do mycia twarzy Anew - pisałam o nim tutaj. Nie wiem czy wrócę, bo jest jeszcze mnóstwo produktów w tej kategorii, które chciałabym poznać.
Teraz: żel do mycia twarzy Biolaven
9. Avon, peeling enzymatyczny z chińskim żeń-szeniem - skusiłam się na obie wersje, ale bardzo ciężko idzie mi ich używanie a to przecież dość małe opakowania. Wolę tradycyjne zdzieraki. Podczas używania czasami czułam lekkie rozgrzanie, pieczenie, ale nie podrażniał.
Teraz: drugi peeling gommage z oferty Avon
10. i 11. Tołpa, regenerujący krem korygujący Na dzień i Na noc - pod koniec 2014 roku zrobiłam sobie taki zapas kremów Tołpa, że jeszcze został mi jeden do wykończenia! Tym razem równocześnie używałam kremu na dzień i na noc z tej samej linii. Bardzo lubię ich ziołowy zapach oraz to jak szybko się wchłaniają, nie błyszczą na twarzy. Krem na dzień znam już bardzo dobrze, bo zużyłam parę opakowań i zawsze byłam zadowolona z efektu, jaki uzyskiwałam na twarzy po jego regularnym stosowaniu. Tym razem byłam trochę uprzedzona do kremu na noc, bo czytałam niepochlebne opinie o nim i okazało się, że faktycznie twarz nie oczyściła się tak jakbym tego sobie życzyła. Sam krem na dzień również nie wyprowadzał jej wcześniej całkowicie na prostą, ale zmiany były ograniczone, skóra uspokojona. Póki co, chcę zrobić sobie przerwę od kremów Tołpa, bo dopiero teraz zauważyłam, że krem matujący (ten ostatni, który mi został z zapasów) na drugim miejscu w składzie ma glicerynę a postanowiłam jej unikać. Nie pamiętam składu tych kremów a kartoniki już dawno wyrzuciłam.
Teraz: krem matujący Soraya
12. Catrice, kamuflaż w kremie Ivory - moje odkrycie 2015 roku ♥ Fantastyczny produkt, który bardzo dobrze kryje a do tego nie zapycha. Nanosiłam go palcami i nie rolował się, odcień również był dla mnie idealny. Ostatnio poluję na kamuflaż w płynie, ale nigdzie go nie widać.
Teraz: kamuflaż Avon
13. Mariza, mineralny podkład pudrowy Naturalny - odcień okazał się być ok na tę porę roku i spodobał mi się na tyle, że otworzyłam kolejne opakowanie. Dozuję odpowiednią ilość i cera ma delikatny kolor, jest zmatowiona. Pod wieczór widać, że się ściera z twarzy w ciągu dnia, ale w dość dobrym stanie wytrzymuje tyle, ile mi trzeba. Nie mam pomysłu co zrobić z odcieniem Jasny beż, bo co dam mu szansę to psioczę na siebie potem, że przecież jest za jasny! Chyba rozmieszam go jakoś z Ciemnym beżem.
Teraz: to samo a czasami też podkład Rhea
14. Avon, korektor Luxe - udany korektor, choć wielkiego porównania nie mam, bo to chyba dopiero mój drugi korektor pod oczy. Bardzo ładnie rozjaśniał cienie pod oczami, rozświetlał delikatnie, nie zbierał się w zmarszczkach i nie rolował. Z chęcią kiedyś do niego wrócę.
Taraz: korektor rozświetlający Magix
15. Maybelline, pudrowy podkład mineralny Ivory - tester, ale zauroczył mnie efekt na twarzy. Czytałam, że przy dłuższym stosowaniu może zapychać, więc chyba się nie zdecyduję na zakup, ale przez te kilka dni bardzo ładnie maskował wszelkie niedoskonałości na mojej twarzy.
Teraz: patrz pkt. 13
16. CD, dezodorant w kulce Owoc granatu - pisałam o nim tutaj. Zdecydowanie jeden z najsłabszych antyperspirantów jakie znam. Ładny zapach go nie ratuje, nie polecam.
17. Oriflame, krem do rak Silk Beauty - w sam raz na co dzień. Lubię zapach tej linii i chętnie powrócę o ile pojawia się jeszcze w ofercie.
18. The Body Shop, masło do ciała - mini wersja w sam raz na wyjazdy, ale teraz mało wyjeżdżam a zaczęła mnie już męczyć ta wszędzie walająca się drobnica. Bardzo dobry produkt, idealnie nawilżał, przyjemnie pachniał. Mam jeszcze peeling z tej linii zapachowej, ale już widzę, że się nie polubimy. Oba produkty zakupiłam w SH.
Teraz: próbki Tso Moriri
19. Soap&Glory, peeling do ciała Sugar Crush - jako zdzierak taki se... Drobinki rozpuszczały się w kontakcie z wodą, ale efekt nie był zadowalający. Plus za przyjemny zapach.
Teraz: próbki TM
20. Skarpetki złuszczające do stóp - niebawem pojawi się recenzja.
21. Cleanic, zmywacz do paznokci w chusteczce - to mój pierwszy zmywacz w tej formie. Dobrze poradził sobie z jasnym lakierem, więc spełnił swoje zadanie, ale na co dzień wolałabym jednak zmywacz w płatkach (jeżeli już nie może to być tradycyjny zmywacz w płynie i wacik). Niemniej jednak, uważam, że zawsze warto mieć w torebce czy portfelu taką jedną saszetkę na wypadek sytuacji awaryjnej.
22. Carea, płatki kosmetyczne - zawsze kupuję je w trójpaku i są ok, ale ostatnio nacięłam się na gorszą ich wersję i od teraz sprawdzam nawet skład płatków kosmetycznych. Jakby co to pamiętajcie, że dobre są te, które na pojedynczym opakowaniu mają skład: 70% bawełna, 30% kompozycja włókien poliestrowych.
Teraz: to samo
23. Manhattan, odżywka wybielająca - lubię odżywki, które zostawiają po sobie mleczne paznokcie. Stosowałam ją samodzielnie i pod kolorowe lakiery i dopiero ostatnio zauważyłam, że mam problem z brzydkim kolorem płytki. Jestem w trakcie sprawdzania, co jest tego przyczyną.
Teraz: odżywka Eveline (jeden z podejrzanych)
24. Pastylka musująca do kąpieli - musuje w wodzie, ale większych przyjemności nie zauważyłam. Ani zapachu, ani nawilżenia, tylko delikatny kolor w wodzie. Biorąc pod uwagę, że zapłaciłam za nie grosze to nie żałuję, bo jakby nie było to dodatkowy umilacz w kąpieli.
Teraz: mam jeszcze jedną pastylkę
25. Tso Moriri, mydło walentynkowe - bardzo słaby zapach jak na edycję walentynkową. Z wyglądu urocze, z zapachu najzwyklejsze mydło.
Teraz: mydło malinowe TSSS
Próbki
Tylko jedno masło to nie produkt Tso Moriri, nierafinowane masło shea (dostałam je kiedyś gratis) - dość tępe w użyciu, prędzej spadło mi z ciała niż dało się rozsmarować, do tego zapach starej popielniczki czy jakichś skórzanych starych spodni nie zachęcał do używania, ale efekt na skórze warty poświęceń! Bardzo dobrze i długotrwale nawilżało i pielęgnowało ciało.
Z produktów Tso Moriri najbardziej spodobało mi się masło imbir i czerwona herbata oraz kawior i granat. Złoty olej do ciała również był ok, ale starałam się go tak wylewać, aby wszystkie złote drobinki zostały w środku. Mus do ciała Wiśnie w czekoladzie nie przypadł mi do gustu przez zapach, bo działanie było ok. Z kolei mus marchewkowy miał cudowny zapach, ale nogi były zbyt mokre/tłuste po nim a to mnie irytowało.
Z próbek do twarzy spodobał mi się krem India i Vichy Liftactiv - bardzo ładnie zachowywały się na twarzy a Vichy to zauroczył mnie także zapachem, chyba się nad nim zastanowię. Krem pod oczy i lekki krem rokitnikowy Sylveco wymęczyły mnie zapachem, maska z witaminą C Tso Moriri okazała się być naprawdę dobrym produktem i to na tyle, że mm ochotę na więcej. Maska błotna Planet Spa to mój ulubieniec od dawna.
Perełki do kąpieli no name tylko zabarwiły wodę na różowo, ale peeling do stóp Tso Moriri zaskoczył mnie zapachem.
A jak u Was? Znacie coś z mojego denka?
Etykiety:
avon,
be beauty,
bingo spa,
carea,
catrice,
cd,
cleanic,
manhattan,
mariza,
maybelline,
oriflame,
perfecta,
soap glory,
the body shop,
tołpa,
tso moriri
sobota, 2 stycznia 2016
Denko - grudzień
Aby dobrze rozpocząć rok, od razu biorę się do blogowej roboty a w kolejce jako pierwsze czeka denko. Walka z opróżnianiem opakowań trwała niemal do ostatnich godzin 2015 roku i dzięki temu udało mi się zrobić sporo wolnego miejsca na półce z zapasami (być może rozliczę się z nich niebawem, żeby łatwiej było mi ich się pozbyć). Zrobiłam też małe porządki i kolejne przeterminowane kosmetyki wylądują za chwilę w koszu.
Zatem zapraszam
1. The Body Shop, żel pod prysznic Drzewo herbaciane - łup z SH o mega przyjemnym zapachu. Lubię takie aromaty w kosmetyce, TŻ też polubił i odnajdywał go za każdym razem, gdy schowałam ;). Jako żel spisywał się rewelacyjnie - oczyszczał, dobrze się pienił, nie wysuszał. Wróciłabym.
Teraz: żel Dove
2. CD, żel pod prysznic Cytryna - żel w porządku, ale zapach raczej nie mój, męczył mnie, choć lubię cytrusy. Dobrze oczyszczał i nie sprawiał problemów w tej materii.
Teraz: żel Avon
3. BeBeauty, płyn do kąpieli Cookies - linia o bardzo ładnym zapachu, choć ten produkt nie pachniał w ogóle! Nie wiem o co chodzi. Mydło było ok, żel pod prysznic również ładnie pachnie a ten lałam do wody i nic, tylko pianę robił. Szkoda.
Teraz: olejek do kąpieli Avon
4. Oriflame, krem pod prysznic Silk Beauty - lubię zapach tej serii, to już moje drugie opakowanie (mam jeszcze krem do rąk). Gęsty krem o przyjemnym zapachu, spisywał się bardzo dobrze. Chętnie wrócę jeszcze kiedyś.
Teraz: żel BeBeauty Cookies
5. Mariza, krem do stóp na pękające pięty - stosowałam raczej profilaktycznie i jako nawilżacz na co dzień spisywał się ok. Nie wiem jak poradziłby sobie z popękanymi pietami. Ładnie pachnie, nie jest tłusty, szybko się wchłania.
Teraz: kończę krem SheFoot i otwieram lawendowy z Marizy
6. Eveline, ujędrniający olejek antycellulitowy - w grudniu postawiłam na olejki do nawilżania ciała. Małe opakowanie, więc wątpię czy stosując zgodnie z zaleceniami (10 minut masażu dziennie) dałoby się zaobserwować jakieś zmiany w kwestii cellulitu, ale tak czy inaczej podobał mi się ten olejek. Dobrze nawilżał i szybko się wchłaniał, nie zostawiając tłustej i błyszczącej skóry a tak do tej pory wyobrażałam sobie używanie olejków.
Teraz: próbki olejków Tso Moriri
7. Kropla Zdrowia, krem do rąk - recenzja tutaj. Liczyłam, że w zimie krem zadba o moje dłonie, ale okazało się, że nie do końca sobie z tym radził, mimo, że do tej pory zima była dość łagodna. (Przypomnę mój problem - jak temperatura zaczyna spadać to na prawej dłoni skóra mi pęka, robi się szorstka, brzydka.)
Teraz: krem do rąk Oriflame
8. Tso Moriri, olejki do ciała - próbki, które wystarczały mi na 3-4 użycia. Szczególnie przypadł mi do gustu dwufazowy olejek Kwiat wiśni (czerwony) i pięknie pachnący Letnia noc (ten miał takie trochę męskie nuty). Kawior (niebieski) też był dwufazowy, Świeżość poranka i Zmysłowy urok również ładnie pachniały, ale w pierwszej kolejności chciałabym wypróbować tylko dwa podane wyżej. Wszystkie dobrze nawilżały, nie wylewały się z ręki, nie tłuściły skóry, bo szybko się wchłaniały. Wrócę, jak najszybciej.
Teraz: ostatnie próbki TM
9. BeBeauty, płyn micelarny - kolejna flacha lubianego przez tłumy płynu micelarnego, ale tym razem nie byłam już tak zadowolona. Zauważyłam, że pod koniec butli, twarz po przetarciu wacikiem robiła się zaczerwieniona, podrażniona. Poza tym, ma tę samą pojemność co Garnier a kończy się szybciej, więc póki co pozwolę sobie od niego odpocząć.
Teraz: Garnier na oczy, Sylveco na twarz
10. Jadwiga, maska z glinki czerwonej - taka mała, wystarczyła na 3 czy 4 użycia a nie mogłam jej wykończyć (bo ciągle zapominałam). Ciężko mi coś o niej powiedzieć, bo stosowałam od przypadku do przypadku, bez regularności, więc zachowywała się jak każda inna glinka - podsuszała zmiany, ściągała, ale nie wysuszała skórę, wygładzała ją i zmiękczała.
Teraz: inne kolory glinek
11. Ziaja, myjący żel normalizujący Liście manuka - recenzja tutaj. Wrócę raczej do tego z drobinkami peelingującymi.
Teraz: żel Avon
12. Zrób Sobie Krem, glinka żółta - patrz pkt. 10. Stosowana doraźnie, łagodziła zmiany na skórze, nie podrażniała ich, usuwała sebum, wygładzała skórę na twarzy. Teraz w kolejce czeka różowa, brązowa i jakieś ciemne.
Teraz: inne glinki
13. Dabur, woda różana - kolejna flacha uwielbianej przeze mnie wody. Tym razem używałam jej głównie do rozrabiania maseczek, ale pod koniec także jako toniku. Kocham niezmiennie.
Teraz: woda różana KTC
18. Mariza, mineralny podkład pudrowy Ciemny beż - używałam go latem, razem z odcieniem Naturalnym. Gdy otworzyłam podkład Rhea i okazał się za jasny to tym delikatnie uzyskiwałam kolor, który mi pasował. Jako podkład jest mi za ciemny, ale jego wygląd na twarzy podoba mi się najbardziej z trójki (mam jeszcze Jasny beż).
Teraz: podkład mineralny Maybelline Ivory
19. Rhea, podkład mineralny Sable Light - wybrałam dwa odcienie tego podkładu, ten jest ciut ciemniejszy, choć ostatecznie i tak okazał się być za jasny. Składowo bardzo mi odpowiada, krycie również jest zadowalające. Zmiany na twarzy powoli znikają, ale jak zrobię skok w bok na rzecz drogeryjnych podkładów (np. resztek Revlona, którego nie mogę wykończyć) to wszystko się odnawia.
Teraz: chwilowo jeszcze Maybelline, ale zaraz się skończy i otworzę ten jaśniejszy odcień, Natural Light.
20. Avon, żelowa kredka SuperShock Raw Plum - moje ulubione kredki do kresek, choć ten kolor szybko mi się znudził (wolę Savage ♥). Wrócę, ale do tej turkusowej, bo mam je jeszcze w zapasach (nawet odłożyłam je dla Was na rozdanie :))
Teraz: kredka Felicea
21. Beauty Formulas, maska do dłoni - zimą moje dłonie potrzebują dodatkowego, bardzo mocnego nawilżenia, więc w końcu przypomniałam sobie o tej masce. Trzymałam ja na dłoniach dłużej niż trzeba (zwyczajnie zasnęłam w tych rękawiczkach) i efekt był bardzo zadowalający, choć niestety krótkotrwały. Dodatkowy plus za przyjemny zapach. Z chęcią kiedyś wrócę.
Taraz: bawełniane rękawiczki i kremy mocno nawilżające
22. Avon, woda toaletowa Mesmerize - zapach mnie zauroczył, ale jak to ostatnio bywa, później bardzo męczył. Trwałość nie jest niestety jego mocną stroną, nie widać też ile jeszcze płynu zostało w środku. Raczej nie wrócę, bo już kusi mnie kolejna wersja tego zapachu, taka granatowa.
Teraz: woda Ultra Sexy ♥
23. Batiste, suchy szampon do ciemnych włosów - kolejne opakowanie szamponu tej firmy, ale wcześniej miałam inną wersję. Swoje zadanie spełniał w 100%, brudził szczotkę i dłonie na brązowo, ale przedłużał czas miedzy myciami, więc w awaryjnych sytuacjach spisywał się doskonale.
Teraz: suchy szampon z Avonu (Batiste też już mam jakby co)
Próbki. Tę maskę Eveline znalazłam przez przypadek - zużyłam ją już jakiś czas temu, ale jakoś wypadła poza mój koszyczek i dopiero teraz ją odnalazłam. Była ok. Duet Pantene wykorzystałam na wyjeździe świątecznym, bez rewelacji, ale źle też nie było. Próbki produktów Tołpy znalazłam w opakowaniu kremu do twarzy, akurat te chyba najbardziej lubię, więc cieszę się. Maska Avon Palnet Spa już chyba trochę po terminie, więc dość szybko ją zmyłam, ale na szczęście nic złego mi nie zrobiła.
Przeterminowane wyrzutki. Najbardziej szkoda mi oleju z kocanki z Biochemii Urody (nie wiedziałam jak się do niego zabrać i tak oto skończył się termin) i avonowej bazy pod makijaż (dawno już zrezygnowałam z tego typu produktów, ale mogłam ją oddać komuś kto znalazłby dla niej zastosowanie).
No i tyle! Jak Wam poszło z denkiem w ostatnim miesiącu? Znacie coś ode mnie?
Zatem zapraszam
1. The Body Shop, żel pod prysznic Drzewo herbaciane - łup z SH o mega przyjemnym zapachu. Lubię takie aromaty w kosmetyce, TŻ też polubił i odnajdywał go za każdym razem, gdy schowałam ;). Jako żel spisywał się rewelacyjnie - oczyszczał, dobrze się pienił, nie wysuszał. Wróciłabym.
Teraz: żel Dove
2. CD, żel pod prysznic Cytryna - żel w porządku, ale zapach raczej nie mój, męczył mnie, choć lubię cytrusy. Dobrze oczyszczał i nie sprawiał problemów w tej materii.
Teraz: żel Avon
3. BeBeauty, płyn do kąpieli Cookies - linia o bardzo ładnym zapachu, choć ten produkt nie pachniał w ogóle! Nie wiem o co chodzi. Mydło było ok, żel pod prysznic również ładnie pachnie a ten lałam do wody i nic, tylko pianę robił. Szkoda.
Teraz: olejek do kąpieli Avon
4. Oriflame, krem pod prysznic Silk Beauty - lubię zapach tej serii, to już moje drugie opakowanie (mam jeszcze krem do rąk). Gęsty krem o przyjemnym zapachu, spisywał się bardzo dobrze. Chętnie wrócę jeszcze kiedyś.
Teraz: żel BeBeauty Cookies
5. Mariza, krem do stóp na pękające pięty - stosowałam raczej profilaktycznie i jako nawilżacz na co dzień spisywał się ok. Nie wiem jak poradziłby sobie z popękanymi pietami. Ładnie pachnie, nie jest tłusty, szybko się wchłania.
Teraz: kończę krem SheFoot i otwieram lawendowy z Marizy
6. Eveline, ujędrniający olejek antycellulitowy - w grudniu postawiłam na olejki do nawilżania ciała. Małe opakowanie, więc wątpię czy stosując zgodnie z zaleceniami (10 minut masażu dziennie) dałoby się zaobserwować jakieś zmiany w kwestii cellulitu, ale tak czy inaczej podobał mi się ten olejek. Dobrze nawilżał i szybko się wchłaniał, nie zostawiając tłustej i błyszczącej skóry a tak do tej pory wyobrażałam sobie używanie olejków.
Teraz: próbki olejków Tso Moriri
7. Kropla Zdrowia, krem do rąk - recenzja tutaj. Liczyłam, że w zimie krem zadba o moje dłonie, ale okazało się, że nie do końca sobie z tym radził, mimo, że do tej pory zima była dość łagodna. (Przypomnę mój problem - jak temperatura zaczyna spadać to na prawej dłoni skóra mi pęka, robi się szorstka, brzydka.)
Teraz: krem do rąk Oriflame
8. Tso Moriri, olejki do ciała - próbki, które wystarczały mi na 3-4 użycia. Szczególnie przypadł mi do gustu dwufazowy olejek Kwiat wiśni (czerwony) i pięknie pachnący Letnia noc (ten miał takie trochę męskie nuty). Kawior (niebieski) też był dwufazowy, Świeżość poranka i Zmysłowy urok również ładnie pachniały, ale w pierwszej kolejności chciałabym wypróbować tylko dwa podane wyżej. Wszystkie dobrze nawilżały, nie wylewały się z ręki, nie tłuściły skóry, bo szybko się wchłaniały. Wrócę, jak najszybciej.
Teraz: ostatnie próbki TM
9. BeBeauty, płyn micelarny - kolejna flacha lubianego przez tłumy płynu micelarnego, ale tym razem nie byłam już tak zadowolona. Zauważyłam, że pod koniec butli, twarz po przetarciu wacikiem robiła się zaczerwieniona, podrażniona. Poza tym, ma tę samą pojemność co Garnier a kończy się szybciej, więc póki co pozwolę sobie od niego odpocząć.
Teraz: Garnier na oczy, Sylveco na twarz
10. Jadwiga, maska z glinki czerwonej - taka mała, wystarczyła na 3 czy 4 użycia a nie mogłam jej wykończyć (bo ciągle zapominałam). Ciężko mi coś o niej powiedzieć, bo stosowałam od przypadku do przypadku, bez regularności, więc zachowywała się jak każda inna glinka - podsuszała zmiany, ściągała, ale nie wysuszała skórę, wygładzała ją i zmiękczała.
Teraz: inne kolory glinek
11. Ziaja, myjący żel normalizujący Liście manuka - recenzja tutaj. Wrócę raczej do tego z drobinkami peelingującymi.
Teraz: żel Avon
12. Zrób Sobie Krem, glinka żółta - patrz pkt. 10. Stosowana doraźnie, łagodziła zmiany na skórze, nie podrażniała ich, usuwała sebum, wygładzała skórę na twarzy. Teraz w kolejce czeka różowa, brązowa i jakieś ciemne.
Teraz: inne glinki
13. Dabur, woda różana - kolejna flacha uwielbianej przeze mnie wody. Tym razem używałam jej głównie do rozrabiania maseczek, ale pod koniec także jako toniku. Kocham niezmiennie.
Teraz: woda różana KTC
14. Farmona, Jantar szampon z wyciągiem z bursztynu - bardzo mile mnie zaskoczył. Szampon o zapachu odżywki Jantar do włosów, więc dla mnie przyjemny. Odpowiednio się pieni, nie plącze włosów, dobrze oczyszcza, jest bardzo wydajny. Z chęcią kiedyś wrócę.
Teraz: szampon Sylveco
15. Avon, płyn do higieny intymnej Active - tak mi się spodobał, że używam już drugiego opakowania. Zwykle zapachy avonowych płynów szybko mnie męczą a zbyt rzadka konsystencja nie zachęca do powrotu, ale ten jest jakiś inny. Przezroczysty, dobrze się pieni, przyjemnie pachnie - dla mnie wystarczy.
Teraz: to samo
16. Bath&Body Works, mydło w piance Twilight Woods - recenzja tutaj. Cudowne mydło o przepięknym zapachu, jeśli tylko będę miała możliwość to wrócę.
Teraz: walentynkowe mydło w kostce TM i malinowe TSSS
17. Tołpa, mydło borowinowe - jakoś mnie specjalnie nie zachwyciło ani zapachem, ani działaniem. Mydło jak mydło.
Teraz: jw.
Teraz: podkład mineralny Maybelline Ivory
19. Rhea, podkład mineralny Sable Light - wybrałam dwa odcienie tego podkładu, ten jest ciut ciemniejszy, choć ostatecznie i tak okazał się być za jasny. Składowo bardzo mi odpowiada, krycie również jest zadowalające. Zmiany na twarzy powoli znikają, ale jak zrobię skok w bok na rzecz drogeryjnych podkładów (np. resztek Revlona, którego nie mogę wykończyć) to wszystko się odnawia.
Teraz: chwilowo jeszcze Maybelline, ale zaraz się skończy i otworzę ten jaśniejszy odcień, Natural Light.
20. Avon, żelowa kredka SuperShock Raw Plum - moje ulubione kredki do kresek, choć ten kolor szybko mi się znudził (wolę Savage ♥). Wrócę, ale do tej turkusowej, bo mam je jeszcze w zapasach (nawet odłożyłam je dla Was na rozdanie :))
Teraz: kredka Felicea
21. Beauty Formulas, maska do dłoni - zimą moje dłonie potrzebują dodatkowego, bardzo mocnego nawilżenia, więc w końcu przypomniałam sobie o tej masce. Trzymałam ja na dłoniach dłużej niż trzeba (zwyczajnie zasnęłam w tych rękawiczkach) i efekt był bardzo zadowalający, choć niestety krótkotrwały. Dodatkowy plus za przyjemny zapach. Z chęcią kiedyś wrócę.
Taraz: bawełniane rękawiczki i kremy mocno nawilżające
22. Avon, woda toaletowa Mesmerize - zapach mnie zauroczył, ale jak to ostatnio bywa, później bardzo męczył. Trwałość nie jest niestety jego mocną stroną, nie widać też ile jeszcze płynu zostało w środku. Raczej nie wrócę, bo już kusi mnie kolejna wersja tego zapachu, taka granatowa.
Teraz: woda Ultra Sexy ♥
23. Batiste, suchy szampon do ciemnych włosów - kolejne opakowanie szamponu tej firmy, ale wcześniej miałam inną wersję. Swoje zadanie spełniał w 100%, brudził szczotkę i dłonie na brązowo, ale przedłużał czas miedzy myciami, więc w awaryjnych sytuacjach spisywał się doskonale.
Teraz: suchy szampon z Avonu (Batiste też już mam jakby co)
Próbki. Tę maskę Eveline znalazłam przez przypadek - zużyłam ją już jakiś czas temu, ale jakoś wypadła poza mój koszyczek i dopiero teraz ją odnalazłam. Była ok. Duet Pantene wykorzystałam na wyjeździe świątecznym, bez rewelacji, ale źle też nie było. Próbki produktów Tołpy znalazłam w opakowaniu kremu do twarzy, akurat te chyba najbardziej lubię, więc cieszę się. Maska Avon Palnet Spa już chyba trochę po terminie, więc dość szybko ją zmyłam, ale na szczęście nic złego mi nie zrobiła.
Przeterminowane wyrzutki. Najbardziej szkoda mi oleju z kocanki z Biochemii Urody (nie wiedziałam jak się do niego zabrać i tak oto skończył się termin) i avonowej bazy pod makijaż (dawno już zrezygnowałam z tego typu produktów, ale mogłam ją oddać komuś kto znalazłby dla niej zastosowanie).
No i tyle! Jak Wam poszło z denkiem w ostatnim miesiącu? Znacie coś ode mnie?
Etykiety:
avon,
bath&body works,
batiste,
be beauty,
beauty formulas,
cd,
dabur,
eveline,
farmona,
jadwiga,
kropla zdrowia,
mariza,
oriflame,
rhea,
the body shop,
tołpa,
tso moriri,
ziaja,
zsk
czwartek, 3 września 2015
Denko - sierpień
Wakacje przyszły i poszły - pora już wrócić do rzeczywistości. Wrzesień u mnie jednak będzie też miesiącem podsumowań, pojawi się wakacyjna kosmetyczka i ulubieńcy a dziś pora na rozprawienie się ze zużytymi kosmetykami. Sierpień był gorący, więc sprzyjał zużywaniu wszelkich produktów oczyszczających, nawilżaczy (oprócz tych do twarzy) mało. I tym razem nowość - pod każdym opisem będę podawać zastępcę (o ile jest konkretny), gdzieś mi się to obiło o oczy i podłapuję, bo podoba mi się taki pomysł.
Zapraszam
1. Avon, pianka oczyszczająca - pozycja obowiązkowa w codziennym demakijażu. Skuteczna, wydajna, niepodrażniająca.
Teraz - pianka Clean&Clear
2. BeBeauty, żel-peeling oczyszczający - miał zastąpić żel peelingujący Ziaji w codziennym oczyszczaniu, ale nie polubiłam go tak jak poprzednika. Spisywał się poprawnie, jest wydajny i tani. Teraz - peeling morelowy Soraya
3. Tołpa, krem-miód regenerujący - bardzo pachnący krem, który faktycznie dogłębnie odżywiał i pielęgnował, ale czasami, zwykle po maseczkach, odczuwałam pieczenie na twarzy.
Teraz - kuracja z kwasem salicylowym Avon
4. Dottore, krem intensywnie nawilżający z 5% kwasem migdałowym - miniwersja (15 ml) z JoyBoxa. Bardzo przyjemny krem o fajnej formule i ciekawym zapachu. Był niezwykle wydajny, bo opakowanie starczyło mi na cały miesiąc używania. Bałam się działania kwasów latem, ale na szczęście nie zauważyłam niczego złego. Nie matowił, ale też nie świecił się i dobrze sobie radził pod makijażem. Czy zredukował niedoskonałości? Raczej powyciągał mi trochę syfów...
Teraz - serum wyrównujące koloryt skóry
5. FM, żel waniliowy - nie spodziewałam się tej firmy w ShinyBoxie, więc od początku byłam na nie. Zapach nie taki czysto waniliowy, raczej jakiś perfumowany. Kompletnie niepraktyczna butelka - kto wpadł na pomysł zakrętki do żelu pod prysznic? Do produktów kąpielowych ok, ale do żelu? Dobrze oczyszczał, nie wysuszał, zapach nie utrzymywał się długo na ciele.
Teraz - różności z zapasów...
6. Yves Rocher, żel kawowy - mój pierwszy żel YR i czuję, że nie ostatni. Ciekawy zapach, działanie w porządku, dobra konsystencja i praktyczne opakowanie.
Teraz - jw.
7. The Body Shop, żel truskawkowy - apetyczny żel o zapachu kompotu truskawkowego ♥ Pychota! Jak jeszcze znajdę w sh to z pewnością się skuszę.
Teraz - jw.
8. Avon, peeling truskawkowy - peeling to dużo powiedziane, ale lubię go głównie za zapach truskawkowej mamby. Działanie zadowalające jeśli chodzi o przygotowanie nóg do depilacji, na resztę ciała wybieram inne zdzieraki.
Teraz - peeling cukrowy Avon
9. Venus, żel do golenia - bardzo lubię ten żel za zapach i ogromną, gęstą pianę, w którą się zmienia. Pisałam już o nim tutaj.
Teraz - żel do golenia Avon Men ;)
10. Bath&Body Works, balsam Paris Amour - świetny nawilżacz i niezwykły dawca pozytywnych doznań węchowych (choć i tak wolę Pink Chiffon ♥).
Teraz - różności z zapasów...
11. Soap&Glory, krem do rąk - całkiem dobre nawilżanie, praktyczne opakowanie idealne do torebki, ładny zapach.
Teraz - kilka różnych równocześnie
12. Bania Agafii, balsam Aktywator wzrostu - używam regularnie, ale włosy nadal wypadają. mam jeszcze kilka saszetek.
Teraz - to samo
13. Avon, odżywka do włosów BB - nowa linia produktów z serii AT, która uwiodła mnie już samym zapachem ♥. Odżywka do spłukiwania, taka minutówka, bardzo ładnie zmiękczała włosy i sprawiała, że długo ładnie pachniały. Zawsze przed nią używałam szamponu z serii a po niej - balsamu, więc ciężko ocenić jej samodzielne działanie, ale jestem skłonna powrócić
Teraz - różne inne
14. Avon, woda Luck - śliczny zapach w uroczym opakowaniu ♥ Kokardka trochę mnie jednak denerwowała, bo na szybko trudno było trafić w nią tym małym zamykaniem.
Teraz - wszystko po trochu
15. Pollena, mydło Biały Jeleń - na początku myłam nim twarz, ale tego typu produkty szybko mnie nudzą, więc przeniosłam je na dłonie. Twarz przesuszało, dłonie jako tako.
Teraz - malinowe mydło The Body Shop
16. Sensique, tusz do rzęs - tusze w większości mnie zadowalają, bo nie mam wielkich wymagań i z tym było podobnie. Nie zlepiał rzęs, ładnie je podkreślał, nie osypywał się, dobrze się zmywał. Plus za szczoteczkę z włosia, jednak wolę takie.
Teraz - tusz IsaDora
Próbki
Ostatnie dni sierpnia (tuż przed spotkaniem blogerek) sprawiły, że wykończyłam niemal 2 opakowania plasterków na syfy Beauty Formulas (w kolejnym zostały mi już tylko 2 sztuki...)! Najgorszej nocy miałam ich 5 na twarzy... Świetnie sobie radzą z syfem już dobrze wyciśniętym - przez noc konkretnie go przesuszają i spłaszczają, gorzej z takim co się dopiero rozwija/klaruje, ale ratowałam się czymkolwiek. Dalej próbka podkładu AA Cover (z JoyBoxa, mam pełnowymiarowy Lumi) spisała się bardzo zachęcająco - odcień w rzeczywistości nie jest tak ciemny jak mogło się wydawać, bardzo ładnie wyglądał na twarzy i faktycznie ukrywał drobne niedoskonałości (wątpię czy cokolwiek byłoby w stanie poradzić sobie z tym, co miałam na twarzy bez korektora...). Żel peelingujący Tołpa przekonał mnie do siebie już dawno, kolejne próbki tylko to potwierdzają a krem odżywczy SheFoot jest taki sobie. Hipoalergiczne masło Pat&Rub wystarczyło akurat na dwie nogi, ale jest mało maślane wg mnie i przez to może nie nawilża tak jak np. żurawinowe, choć zapach ma bardzo ładny, taki delikatny, nietypowy jak na P&R.
Wyrzucam Eye Liner Lovely, bo jest już suchy. Sam wysechł, bo mało go używałam - głównie przed zmywaniem oczu jak ćwiczyłam kreskę ;)
Uff! Udało się skończyć przed powrotem TŻa ;)
Znacie coś? Podzielacie opinię?
Zapraszam
1. Avon, pianka oczyszczająca - pozycja obowiązkowa w codziennym demakijażu. Skuteczna, wydajna, niepodrażniająca.
Teraz - pianka Clean&Clear
2. BeBeauty, żel-peeling oczyszczający - miał zastąpić żel peelingujący Ziaji w codziennym oczyszczaniu, ale nie polubiłam go tak jak poprzednika. Spisywał się poprawnie, jest wydajny i tani. Teraz - peeling morelowy Soraya
3. Tołpa, krem-miód regenerujący - bardzo pachnący krem, który faktycznie dogłębnie odżywiał i pielęgnował, ale czasami, zwykle po maseczkach, odczuwałam pieczenie na twarzy.
Teraz - kuracja z kwasem salicylowym Avon
4. Dottore, krem intensywnie nawilżający z 5% kwasem migdałowym - miniwersja (15 ml) z JoyBoxa. Bardzo przyjemny krem o fajnej formule i ciekawym zapachu. Był niezwykle wydajny, bo opakowanie starczyło mi na cały miesiąc używania. Bałam się działania kwasów latem, ale na szczęście nie zauważyłam niczego złego. Nie matowił, ale też nie świecił się i dobrze sobie radził pod makijażem. Czy zredukował niedoskonałości? Raczej powyciągał mi trochę syfów...
Teraz - serum wyrównujące koloryt skóry
5. FM, żel waniliowy - nie spodziewałam się tej firmy w ShinyBoxie, więc od początku byłam na nie. Zapach nie taki czysto waniliowy, raczej jakiś perfumowany. Kompletnie niepraktyczna butelka - kto wpadł na pomysł zakrętki do żelu pod prysznic? Do produktów kąpielowych ok, ale do żelu? Dobrze oczyszczał, nie wysuszał, zapach nie utrzymywał się długo na ciele.
Teraz - różności z zapasów...
6. Yves Rocher, żel kawowy - mój pierwszy żel YR i czuję, że nie ostatni. Ciekawy zapach, działanie w porządku, dobra konsystencja i praktyczne opakowanie.
Teraz - jw.
7. The Body Shop, żel truskawkowy - apetyczny żel o zapachu kompotu truskawkowego ♥ Pychota! Jak jeszcze znajdę w sh to z pewnością się skuszę.
Teraz - jw.
8. Avon, peeling truskawkowy - peeling to dużo powiedziane, ale lubię go głównie za zapach truskawkowej mamby. Działanie zadowalające jeśli chodzi o przygotowanie nóg do depilacji, na resztę ciała wybieram inne zdzieraki.
Teraz - peeling cukrowy Avon
9. Venus, żel do golenia - bardzo lubię ten żel za zapach i ogromną, gęstą pianę, w którą się zmienia. Pisałam już o nim tutaj.
Teraz - żel do golenia Avon Men ;)
10. Bath&Body Works, balsam Paris Amour - świetny nawilżacz i niezwykły dawca pozytywnych doznań węchowych (choć i tak wolę Pink Chiffon ♥).
Teraz - różności z zapasów...
11. Soap&Glory, krem do rąk - całkiem dobre nawilżanie, praktyczne opakowanie idealne do torebki, ładny zapach.
Teraz - kilka różnych równocześnie
12. Bania Agafii, balsam Aktywator wzrostu - używam regularnie, ale włosy nadal wypadają. mam jeszcze kilka saszetek.
Teraz - to samo
13. Avon, odżywka do włosów BB - nowa linia produktów z serii AT, która uwiodła mnie już samym zapachem ♥. Odżywka do spłukiwania, taka minutówka, bardzo ładnie zmiękczała włosy i sprawiała, że długo ładnie pachniały. Zawsze przed nią używałam szamponu z serii a po niej - balsamu, więc ciężko ocenić jej samodzielne działanie, ale jestem skłonna powrócić
Teraz - różne inne
14. Avon, woda Luck - śliczny zapach w uroczym opakowaniu ♥ Kokardka trochę mnie jednak denerwowała, bo na szybko trudno było trafić w nią tym małym zamykaniem.
Teraz - wszystko po trochu
15. Pollena, mydło Biały Jeleń - na początku myłam nim twarz, ale tego typu produkty szybko mnie nudzą, więc przeniosłam je na dłonie. Twarz przesuszało, dłonie jako tako.
Teraz - malinowe mydło The Body Shop
16. Sensique, tusz do rzęs - tusze w większości mnie zadowalają, bo nie mam wielkich wymagań i z tym było podobnie. Nie zlepiał rzęs, ładnie je podkreślał, nie osypywał się, dobrze się zmywał. Plus za szczoteczkę z włosia, jednak wolę takie.
Teraz - tusz IsaDora
Próbki
Ostatnie dni sierpnia (tuż przed spotkaniem blogerek) sprawiły, że wykończyłam niemal 2 opakowania plasterków na syfy Beauty Formulas (w kolejnym zostały mi już tylko 2 sztuki...)! Najgorszej nocy miałam ich 5 na twarzy... Świetnie sobie radzą z syfem już dobrze wyciśniętym - przez noc konkretnie go przesuszają i spłaszczają, gorzej z takim co się dopiero rozwija/klaruje, ale ratowałam się czymkolwiek. Dalej próbka podkładu AA Cover (z JoyBoxa, mam pełnowymiarowy Lumi) spisała się bardzo zachęcająco - odcień w rzeczywistości nie jest tak ciemny jak mogło się wydawać, bardzo ładnie wyglądał na twarzy i faktycznie ukrywał drobne niedoskonałości (wątpię czy cokolwiek byłoby w stanie poradzić sobie z tym, co miałam na twarzy bez korektora...). Żel peelingujący Tołpa przekonał mnie do siebie już dawno, kolejne próbki tylko to potwierdzają a krem odżywczy SheFoot jest taki sobie. Hipoalergiczne masło Pat&Rub wystarczyło akurat na dwie nogi, ale jest mało maślane wg mnie i przez to może nie nawilża tak jak np. żurawinowe, choć zapach ma bardzo ładny, taki delikatny, nietypowy jak na P&R.
Wyrzucam Eye Liner Lovely, bo jest już suchy. Sam wysechł, bo mało go używałam - głównie przed zmywaniem oczu jak ćwiczyłam kreskę ;)
Uff! Udało się skończyć przed powrotem TŻa ;)
Znacie coś? Podzielacie opinię?
Etykiety:
avon,
bania agafii,
bath&body works,
be beauty,
dottore,
fm,
pollena,
sensique,
soap glory,
the body shop,
tołpa,
venus,
yves rocher
niedziela, 2 sierpnia 2015
Denko - lipiec
Już od kilku denek nie mogę zrobić pierwszego zdjęcia gdzieś poza szafą, w której to zbieram, bo puste pudełka wysypują mi się z koszyczka. Nie to, żeby znowu denko było takie ogromne! Po prostu butelki po żelach pod prysznic zajmują sporo miejsca a koszyczek jest mały, ale tak już się do niego przyzwyczaiłam, że nie mogę zmienić.
Dziś denko wyjątkowo na nowym tle. Robimy z TŻem karmnik dla naszych balkonowych gołębi i moją rolą było polakierowanie deseczek. Tak mi się to spodobało, że przez kilka ostatnich dni, spokojnie i wielką precyzją malowałam warstwę po warstwie. A jak zobaczyłam efekt to pomyślałam o tle do zdjęć.
Ciało - oczyszczanie
1. Avon, żel pod prysznic Garden of eden - mój ulubiony niekremowy zapach (z kremowych Divine Time) stąd często do niego wracam.
2. Avon, żel śliwka i wanilia - ciąg dalszy zużywania zapasów (zostały mi 3 ostatnie!). Bardzo ładny zapach, taki wytworny, elegancki, jak dla perfum, konsystencja gęsta, przyjemna. Chyba się polubimy.
3. TBS, kremowy żel pod prysznic shea - kremowa, bardzo gęsta konsystencja cudownie pokrywała całe ciało, lekko się pieniąc przy kontakcie z wodą. Zapach przyjemny a po spłukaniu skóra wyraźnie nawilżona - jak po balsami pod prysznic.
4. M&S, kremowy płyn do kąpieli Downton Abbey - również gesty, choć nie tak kremowy płyn o niezwykłym zapachu. Dobrze się pienił, nie wysuszał, przyjemnie było go używać.
5. Soap&Glory, żel pod prysznic Sugar Crush - mini buteleczka idealna na wyjazdy. Zapach, w porównaniu do klasycznej wersji, jest bardziej orzeźwiający i cytrusowy, ale równie przyjemny. Sam żel natomiast odpowiednio gęsty i dobrze spełniający swoje zadanie.
Makijaż
6. Avon, BB matujący Solutions - bardzo mile zaskoczył mnie ten krem. Zwykle ciężko mi w Avonie dobrać odpowiedni odcień i zadowalający efekt (matujący) a tu wszystko ładnie się złączyło. Miałam odcień Light i był w sam raz - idealnie pasował do mnie, choć pod koniec opakowania, jak złapałam trochę słońca, było gorzej (mam teraz wielki problem z dobraniem podkładu...). Matowienie, choć nie całodniowe, wystarczyło podrasować pudrem, po kilku godzinach chusteczką i było ok. Krem delikatnie tuszuje niedoskonałości, nie ściera się z twarzy i nie zbiera w zmarszczkach. Jest o wiele lepszy niż BB Anew Vitale i z chęcią wrócę do niego jak tylko pokończę trochę zapasów.
7. Pharmaceris, fluid matujący zwężający pory - recenzja tutaj. Nie wrócę.
Twarz
8. Luxury Paris, dwufazowy płyn do demakijażu - nie lubię płynów dwufazowych, ale na ten skusiła mnie cena. Używałam tylko do zmywania oczu i spisywał się świetnie, choć jak odrobina dostała się pod powieki to powodowała zamglenia ;). Nie wrócę.
9. Tołpa, matujący płyn micelarny-tonik 2 w 1 - jeden z moich ulubionych, więc będę wracać.
10. Soraya, orzechowo-morelowy peeling So Pretty - bardzo dobry zdzierak. W gęstej, brązowej paście były zatopione różnej wielkości orzechowe łupinki, które dobrze radziły sobie z martwym naskórkiem. Do tego miał przyjemny morelowy zapach. Wróciłabym, ale coś go ostatnio nie widziałam na półce?
11. Oriflame, oczyszczająco-tonizujący żel z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynu - mega wydajny produkt! Już niewielka ilość wystarcza na dokładne oczyszczenie twarzy, choć stosowałam go po demakijażu a głównie rano, więc nie miał trudno. Bardzo lubię zapach tej serii, taki zielski a mniej opakowanie, bo zakrętka nie pasuje według mnie do tego typu produktów. Chyba, mimo wszystko, wrócę jeszcze kiedyś do niego.
12. Thalion, krem nawilżający - mini wersja z Shinyboxa. Całkiem fajny krem o przyjemnym, świeżym zapachu i lekkiej konsystencji, która niestety wchłaniała się za długo jak na moje lipcowe wymagania, więc używałam głównie na noc. Dobrze nawilżał, ale nie wiem czy mnie nie zapychał (zobaczyłam mega długi skład, więc on jako pierwszy był na celowniku). Nie skusi mnie droga wersja pełnowymiarowa.
Zapachy
13. Avon, dezodorant w kulce Cherish - ładnie pachniał, działanie zadowalające. Może wrócę.
14. Avon, chłodzący spray do stóp - chłodzący, bo już samo psiknięcie mokrym chłodzi... Spodobał mi się arbuzowy zapach jednak działanie żadne, więc i wody mogę w tym celu używać. Albo tańszej mgiełki do ciała jak już musi pachnieć.
15. Tiger, woda toaletowa Emotion - świetny zapach! Idealny na lato, słodkawo-kwiatowy, trwałość raczej taka jak mgiełek, ale i tak z chęcią poznałabym inne wersje zapachowe tylko nigdzie nie widziałam tych wód.
16. Mariza, mgiełka do ciała Green Tea - ulubieniec lipca! Niezwykle odświeżający, przyjemny zapach, do tego efekt chłodzenia mokrym strumieniem ♥ idealny na upały. Mam jeszcze dwa inne zapachy.
Różne
17. Mariza, odświeżający żel do higieny intymnej - przyjemny żel o delikatnym zapachu i równie delikatnej formule. Piana jest niewielka, ale płyn doskonale radził sobie z oczyszczaniem i pielęgnowaniem okolic intymnych, nie podrażniał.
18. Cleanic, chusteczki nawilżane do peelingu - mega ostre chusteczki, więc zwykle używałam ich...odwrotnie czyli tą gładką stroną i nie do peelingu a do usunięcia makijażu jak nie chciało mi się zmywać... Wolę tradycyjna formę zdzierania, choć jak ktoś lubi ostro to musi spróbować.
19. Soap&Glory, masło do ciała Sugar Crush - również wersja wyjazdowa. Nie jest to ciężkie masło, choć skóra i tak się błyszczała, więc wolałam używać na noc. Nawilżenie zadowalające, zapach przyjemny.
20. Carea, płatki kosmetyczne - używam ich równocześnie, dlatego zawsze razem się kończą :) Prążkowany do demakijażu oczu, gładki do twarzy, do zmywania paznokci różnie.
Próbki
1. Avon, żel pod prysznic Garden of eden - mój ulubiony niekremowy zapach (z kremowych Divine Time) stąd często do niego wracam.
2. Avon, żel śliwka i wanilia - ciąg dalszy zużywania zapasów (zostały mi 3 ostatnie!). Bardzo ładny zapach, taki wytworny, elegancki, jak dla perfum, konsystencja gęsta, przyjemna. Chyba się polubimy.
3. TBS, kremowy żel pod prysznic shea - kremowa, bardzo gęsta konsystencja cudownie pokrywała całe ciało, lekko się pieniąc przy kontakcie z wodą. Zapach przyjemny a po spłukaniu skóra wyraźnie nawilżona - jak po balsami pod prysznic.
4. M&S, kremowy płyn do kąpieli Downton Abbey - również gesty, choć nie tak kremowy płyn o niezwykłym zapachu. Dobrze się pienił, nie wysuszał, przyjemnie było go używać.
5. Soap&Glory, żel pod prysznic Sugar Crush - mini buteleczka idealna na wyjazdy. Zapach, w porównaniu do klasycznej wersji, jest bardziej orzeźwiający i cytrusowy, ale równie przyjemny. Sam żel natomiast odpowiednio gęsty i dobrze spełniający swoje zadanie.
Makijaż
6. Avon, BB matujący Solutions - bardzo mile zaskoczył mnie ten krem. Zwykle ciężko mi w Avonie dobrać odpowiedni odcień i zadowalający efekt (matujący) a tu wszystko ładnie się złączyło. Miałam odcień Light i był w sam raz - idealnie pasował do mnie, choć pod koniec opakowania, jak złapałam trochę słońca, było gorzej (mam teraz wielki problem z dobraniem podkładu...). Matowienie, choć nie całodniowe, wystarczyło podrasować pudrem, po kilku godzinach chusteczką i było ok. Krem delikatnie tuszuje niedoskonałości, nie ściera się z twarzy i nie zbiera w zmarszczkach. Jest o wiele lepszy niż BB Anew Vitale i z chęcią wrócę do niego jak tylko pokończę trochę zapasów.
7. Pharmaceris, fluid matujący zwężający pory - recenzja tutaj. Nie wrócę.
Twarz
8. Luxury Paris, dwufazowy płyn do demakijażu - nie lubię płynów dwufazowych, ale na ten skusiła mnie cena. Używałam tylko do zmywania oczu i spisywał się świetnie, choć jak odrobina dostała się pod powieki to powodowała zamglenia ;). Nie wrócę.
9. Tołpa, matujący płyn micelarny-tonik 2 w 1 - jeden z moich ulubionych, więc będę wracać.
10. Soraya, orzechowo-morelowy peeling So Pretty - bardzo dobry zdzierak. W gęstej, brązowej paście były zatopione różnej wielkości orzechowe łupinki, które dobrze radziły sobie z martwym naskórkiem. Do tego miał przyjemny morelowy zapach. Wróciłabym, ale coś go ostatnio nie widziałam na półce?
11. Oriflame, oczyszczająco-tonizujący żel z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynu - mega wydajny produkt! Już niewielka ilość wystarcza na dokładne oczyszczenie twarzy, choć stosowałam go po demakijażu a głównie rano, więc nie miał trudno. Bardzo lubię zapach tej serii, taki zielski a mniej opakowanie, bo zakrętka nie pasuje według mnie do tego typu produktów. Chyba, mimo wszystko, wrócę jeszcze kiedyś do niego.
12. Thalion, krem nawilżający - mini wersja z Shinyboxa. Całkiem fajny krem o przyjemnym, świeżym zapachu i lekkiej konsystencji, która niestety wchłaniała się za długo jak na moje lipcowe wymagania, więc używałam głównie na noc. Dobrze nawilżał, ale nie wiem czy mnie nie zapychał (zobaczyłam mega długi skład, więc on jako pierwszy był na celowniku). Nie skusi mnie droga wersja pełnowymiarowa.
Zapachy
13. Avon, dezodorant w kulce Cherish - ładnie pachniał, działanie zadowalające. Może wrócę.
14. Avon, chłodzący spray do stóp - chłodzący, bo już samo psiknięcie mokrym chłodzi... Spodobał mi się arbuzowy zapach jednak działanie żadne, więc i wody mogę w tym celu używać. Albo tańszej mgiełki do ciała jak już musi pachnieć.
15. Tiger, woda toaletowa Emotion - świetny zapach! Idealny na lato, słodkawo-kwiatowy, trwałość raczej taka jak mgiełek, ale i tak z chęcią poznałabym inne wersje zapachowe tylko nigdzie nie widziałam tych wód.
16. Mariza, mgiełka do ciała Green Tea - ulubieniec lipca! Niezwykle odświeżający, przyjemny zapach, do tego efekt chłodzenia mokrym strumieniem ♥ idealny na upały. Mam jeszcze dwa inne zapachy.
Różne
17. Mariza, odświeżający żel do higieny intymnej - przyjemny żel o delikatnym zapachu i równie delikatnej formule. Piana jest niewielka, ale płyn doskonale radził sobie z oczyszczaniem i pielęgnowaniem okolic intymnych, nie podrażniał.
18. Cleanic, chusteczki nawilżane do peelingu - mega ostre chusteczki, więc zwykle używałam ich...odwrotnie czyli tą gładką stroną i nie do peelingu a do usunięcia makijażu jak nie chciało mi się zmywać... Wolę tradycyjna formę zdzierania, choć jak ktoś lubi ostro to musi spróbować.
19. Soap&Glory, masło do ciała Sugar Crush - również wersja wyjazdowa. Nie jest to ciężkie masło, choć skóra i tak się błyszczała, więc wolałam używać na noc. Nawilżenie zadowalające, zapach przyjemny.
20. Carea, płatki kosmetyczne - używam ich równocześnie, dlatego zawsze razem się kończą :) Prążkowany do demakijażu oczu, gładki do twarzy, do zmywania paznokci różnie.
Próbki
Wszystko oprócz masek White Flower's (recenzja niedługo) i porzeczkowego mydła z loofą Tso Moriri towarzyszyło mi podczas weekendowych wyjazdów. Krem do stóp She Foot dobrze nawilżał, na żel mikrozłuszczający Tołpa poluję na promocjach, bo jest świetny a o szamponie Bioxine nie umiem więcej powiedzieć po jednym razie - był brązowy, ładnie pachniał a próbka wystarczyła na raz, oczyściła i nie splątała włosów. Z kremów do twarzy na pewno nie skusi mnie oliwkowa Ziaja i lekki krem rokitnikowy Sylveco. Choć z tych trzech gdybym miała wybierać kierując się zapachem to nie zdecydowałabym się na żaden... W działaniu spodobał mi się nagietkowy i brzozowy - choć początkowo nieładnie błyszczały się na twarzy to z każdym kolejnym użyciem było lepiej. Dawały radę i pod makijaż i na noc, skóra rano wyglądała bardzo ładnie. Pomyślę nad nimi.
Znacie może coś z mojego denka i podzielacie opinię?
Etykiety:
avon,
carea,
cleanic,
luxury paris,
mariza,
marks&spencer,
oriflame,
pharmaceris,
soap glory,
soraya,
thalion,
the body shop,
tiger,
tołpa
piątek, 1 maja 2015
Denko - kwiecień
Dziś Święto Pracy, więc, z Polskim Topem Wszech Czasów w tle, szybciutko biorę się za rozliczenie zużyć z poprzedniego miesiąca. Może taki szybki start pomoże mi regularnie pojawiać się z notkami w maju? Zobaczymy :)
Chyba idą zmiany, bo męczy mnie masa kosmetyków w domu... Męczy mnie zawalona łazienka, przepełniona kosmetyczka, pojedyncze sztuki pochowane między książkami... Ale także to, że nie mogę się cieszyć np. nowościami z ShinyBoxa, bo mam tyle otwartych żeli do twarzy, że zaczynanie kolejnego to głupota. Z kredkami do oczu, żelami do ciała, peelingami i balsamami do ciała podobnie... Dlatego, jak zaraz zobaczycie, kończę z trzymaniem miniaturowych wersji żeli, które mogłyby być przydatne na wyjazdach - denkuję wszystko jak leci, żeby jak najszybciej się odgruzować.
Ciała oczyszczanie
1. Avon, kremowy żel Indulgent - momentami zapach kojarzył mi się z dzieciństwem, z szamponem Bambino :). Zapach przyjemny, działanie w porządku, ale raczej nie wrócę, bo mam ogromny zapas innych zapachów a pozostałe firmy również czekają.
2. Original Source, żel ananasowy - bardzo słodki, owocowy zapach, bardzo wygodna butelka. Lubię żele OS i jak mam możliwość to do nich wracam.
3. Soap&Glory, kremowy żel - mega przyjemny zapach, gęsta konsystencja, jedynie odkręcanie na minus, bo wolę zatrzask. Mam już kolejną buteleczkę.
4. The Body Shop, żel Chocomania - fajna pojemność, żeby poznać zapach, ale mnie nie urzekł. Początkowo fajna, czekoladowa nuta zmienia się w męczący, ostrzejszy zapach. Nie zachęca.
5. Yves Rocher, żel karmelizowana gruszka - tu z kolei inaczej, choć opakowanie/otwieranie równie wkurzające jak przy żelu S&G. Karmelu mało, ale gruszkowo bardzo przyjemnie. Mam ochotę na więcej.
Twarz
6. Sylveco, lipowy płyn micelarny - bardzo przyjemny płyn, mam już kolejną butelkę i planuję recenzję. Polecam.
7. Tołpa, matujący krem korygujący - kolejne wykończone opakowanie i mam jeszcze w zapasie. Bardzo lubię ten krem, bo oprócz nawilżania i matowienia, pomaga mi w walce o czystą skórę a także świetnie spisuje się jako baza pod makijaż. Również planuje jego recenzję.
Dłonie
8. Pat&Rub, balsam do rąk Trawa cytrynowa i kokos - recenzja. Bardzo fajny krem i kiedyś z chęcią do niego wrócę.
9. Avon, peeling do rąk i stóp z masłem shea - recenzja. Do stóp nie używałam, ale do rak spisywał się bardzo dobrze. Używam teraz innego, ale muszę kupić kolejną tubkę tego. Polecam.
10. Laura Conti, odżywka wybielająca - lubiłam ją za efekt mlecznych paznokci i dobre działanie jako baza pod lakier, nie miałam przebarwień, więc nie wiem czy faktycznie dałaby radę wybielić.
Ciała nawilżanie
11. Avon Naturals, mus waniliowy - rzadziak, słabiak, choć o przyjemnym zapachu. Nie wrócę.
12. Avon, mus Ultra Sexy - tutaj już nieco gęstsza, choć nadal musowa konsystencja a zapach przepiękny ♥. Nawilżanie ok, ale zostawiał białe ślady na ubraniach. Nie wrócę.
Włosy
13. Bania Agafii, ekspresowa maska regeneracyjna - inny kolor, inny zapach niż poprzednich (które choć różne to wydawały mi się bardzo podobne), działanie podobne czyli bardzo dobre. Myślę, że już na stałe zagościły u mnie w łazience.
14. Avon, serum nabłyszczające - oleiste serum o pięknym zapachu, które dobrze wpływało na włosy. Lekko wygładzało, nawilżało, nabłyszczało, nie obciążało i nie plątało włosów. Teraz testuję kurację naprawczą, ale nie wykluczam, ze jeszcze wrócę.
Inne
15. Biały Jeleń, pianka do higieny intymnej - bardzo wydajny produkt o ładnym, świeżym zapachu. Działanie w porządku, więc wrócę jak tylko uszczuplę zapasy.
16. Mariza, krem nawilżająco-wygładzający - recenzja. Uwielbiam ten krem i robię zapas ilekroć jest w promocji. Polecam.
Makijaż
17. Mariza, puder sypki - stały bywalec (razem z ryżowym i prasowanym), więc widać, że mi się podoba i jestem zadowolona z działania. Wrócę i polecam.
18. Hean, tusz intensywnie pogrubiający i modelujący - nie mam wielkich wymagań, więc byłam z niego bardzo zadowolona. Szybko podkreślał rzęsy, ładnie je rozdzielał, nie sprawiał problemów. Być może wrócę.
Próbki i inne
1. Laura Conti, kaolinowa maseczka ujędrniająca - zaraz po nałożeniu piekła mnie trochę twarz, ale po chwili przeszło a po zmyciu twarz była odżywiona, uspokojona, gładka, bardzo przyjemna w dotyku. Miło mnie zaskoczyła, więc może kiedyś wpadnie do koszyka.
2. Tołpa, krem przeciw pierwszym zmarszczkom - przez cały czas miałam wrażenie, że ten przyjemny zapach skądś znam, ale nie mogłam przypomnieć sobie skąd (i dalej nie wiem). Krem ok, dobrze nawilżał, nadawał się pod makijaż. Nie wiem co w kwestii zmarszczek, bo 2 próbki to mało. Może kiedyś wrócę (jak zejdę z zapasów tołpowych kremów ;)).
3. Beauty Formulas, plastry na krosty - stały bywalec.
4. Tso Moriri, mydełko świąteczne - stały bywalec.
5. Sylveco, krem brzozowy z betuliną - krem zdecydowanie nie dla mnie, bo zostawia tłusty, błyszczący film, ale to co robił z moja cerą przez noc to bajka! Mega nawilżał, mega odżywiał i łagodził wszelkie podrażnienia - byłam zachwycona.
6. Sylveco, peeling wygładzający - bardzo ostry i już myślałam, że się polubimy, ale po zmyciu zostawił na mojej skórze nieprzyjemną, tłustą warstwę. Mam oczyszczający w wersji pełnowymiarowej i już się boję go otwierać. Peelingów używam przeważnie przed maseczką a nie wyobrażam sobie nakładania maski na taki film! (musiałam zmywać tę warstwę żelem).
Nie wiem o co chodzi, ale któregoś dnia podczas szybkiego przeglądania lisy czytelniczej widziałam wysyp recenzji na temat Sylvecowych peelingów (czy to była jakaś akcja?) - muszę wrócić do tych wpisów i poczytać czy w ogóle otwierać ten swój peeling.
Na koniec przeterminowane wyrzutki czyli 3 saszetki z kremem przeciwzmarszczkowym i rozświetlającym. Szkoda mi zwłaszcza tego ostatniego, bo miło go wspominam, ale jakoś się zapodział i o nim zapomniałam.
Chyba idą zmiany, bo męczy mnie masa kosmetyków w domu... Męczy mnie zawalona łazienka, przepełniona kosmetyczka, pojedyncze sztuki pochowane między książkami... Ale także to, że nie mogę się cieszyć np. nowościami z ShinyBoxa, bo mam tyle otwartych żeli do twarzy, że zaczynanie kolejnego to głupota. Z kredkami do oczu, żelami do ciała, peelingami i balsamami do ciała podobnie... Dlatego, jak zaraz zobaczycie, kończę z trzymaniem miniaturowych wersji żeli, które mogłyby być przydatne na wyjazdach - denkuję wszystko jak leci, żeby jak najszybciej się odgruzować.
Ciała oczyszczanie
1. Avon, kremowy żel Indulgent - momentami zapach kojarzył mi się z dzieciństwem, z szamponem Bambino :). Zapach przyjemny, działanie w porządku, ale raczej nie wrócę, bo mam ogromny zapas innych zapachów a pozostałe firmy również czekają.
2. Original Source, żel ananasowy - bardzo słodki, owocowy zapach, bardzo wygodna butelka. Lubię żele OS i jak mam możliwość to do nich wracam.
3. Soap&Glory, kremowy żel - mega przyjemny zapach, gęsta konsystencja, jedynie odkręcanie na minus, bo wolę zatrzask. Mam już kolejną buteleczkę.
4. The Body Shop, żel Chocomania - fajna pojemność, żeby poznać zapach, ale mnie nie urzekł. Początkowo fajna, czekoladowa nuta zmienia się w męczący, ostrzejszy zapach. Nie zachęca.
5. Yves Rocher, żel karmelizowana gruszka - tu z kolei inaczej, choć opakowanie/otwieranie równie wkurzające jak przy żelu S&G. Karmelu mało, ale gruszkowo bardzo przyjemnie. Mam ochotę na więcej.
Twarz
6. Sylveco, lipowy płyn micelarny - bardzo przyjemny płyn, mam już kolejną butelkę i planuję recenzję. Polecam.
7. Tołpa, matujący krem korygujący - kolejne wykończone opakowanie i mam jeszcze w zapasie. Bardzo lubię ten krem, bo oprócz nawilżania i matowienia, pomaga mi w walce o czystą skórę a także świetnie spisuje się jako baza pod makijaż. Również planuje jego recenzję.
Dłonie
8. Pat&Rub, balsam do rąk Trawa cytrynowa i kokos - recenzja. Bardzo fajny krem i kiedyś z chęcią do niego wrócę.
9. Avon, peeling do rąk i stóp z masłem shea - recenzja. Do stóp nie używałam, ale do rak spisywał się bardzo dobrze. Używam teraz innego, ale muszę kupić kolejną tubkę tego. Polecam.
10. Laura Conti, odżywka wybielająca - lubiłam ją za efekt mlecznych paznokci i dobre działanie jako baza pod lakier, nie miałam przebarwień, więc nie wiem czy faktycznie dałaby radę wybielić.
Ciała nawilżanie
11. Avon Naturals, mus waniliowy - rzadziak, słabiak, choć o przyjemnym zapachu. Nie wrócę.
12. Avon, mus Ultra Sexy - tutaj już nieco gęstsza, choć nadal musowa konsystencja a zapach przepiękny ♥. Nawilżanie ok, ale zostawiał białe ślady na ubraniach. Nie wrócę.
Włosy
13. Bania Agafii, ekspresowa maska regeneracyjna - inny kolor, inny zapach niż poprzednich (które choć różne to wydawały mi się bardzo podobne), działanie podobne czyli bardzo dobre. Myślę, że już na stałe zagościły u mnie w łazience.
14. Avon, serum nabłyszczające - oleiste serum o pięknym zapachu, które dobrze wpływało na włosy. Lekko wygładzało, nawilżało, nabłyszczało, nie obciążało i nie plątało włosów. Teraz testuję kurację naprawczą, ale nie wykluczam, ze jeszcze wrócę.
Inne
15. Biały Jeleń, pianka do higieny intymnej - bardzo wydajny produkt o ładnym, świeżym zapachu. Działanie w porządku, więc wrócę jak tylko uszczuplę zapasy.
16. Mariza, krem nawilżająco-wygładzający - recenzja. Uwielbiam ten krem i robię zapas ilekroć jest w promocji. Polecam.
Makijaż
17. Mariza, puder sypki - stały bywalec (razem z ryżowym i prasowanym), więc widać, że mi się podoba i jestem zadowolona z działania. Wrócę i polecam.
18. Hean, tusz intensywnie pogrubiający i modelujący - nie mam wielkich wymagań, więc byłam z niego bardzo zadowolona. Szybko podkreślał rzęsy, ładnie je rozdzielał, nie sprawiał problemów. Być może wrócę.
Próbki i inne
1. Laura Conti, kaolinowa maseczka ujędrniająca - zaraz po nałożeniu piekła mnie trochę twarz, ale po chwili przeszło a po zmyciu twarz była odżywiona, uspokojona, gładka, bardzo przyjemna w dotyku. Miło mnie zaskoczyła, więc może kiedyś wpadnie do koszyka.
2. Tołpa, krem przeciw pierwszym zmarszczkom - przez cały czas miałam wrażenie, że ten przyjemny zapach skądś znam, ale nie mogłam przypomnieć sobie skąd (i dalej nie wiem). Krem ok, dobrze nawilżał, nadawał się pod makijaż. Nie wiem co w kwestii zmarszczek, bo 2 próbki to mało. Może kiedyś wrócę (jak zejdę z zapasów tołpowych kremów ;)).
3. Beauty Formulas, plastry na krosty - stały bywalec.
4. Tso Moriri, mydełko świąteczne - stały bywalec.
5. Sylveco, krem brzozowy z betuliną - krem zdecydowanie nie dla mnie, bo zostawia tłusty, błyszczący film, ale to co robił z moja cerą przez noc to bajka! Mega nawilżał, mega odżywiał i łagodził wszelkie podrażnienia - byłam zachwycona.
6. Sylveco, peeling wygładzający - bardzo ostry i już myślałam, że się polubimy, ale po zmyciu zostawił na mojej skórze nieprzyjemną, tłustą warstwę. Mam oczyszczający w wersji pełnowymiarowej i już się boję go otwierać. Peelingów używam przeważnie przed maseczką a nie wyobrażam sobie nakładania maski na taki film! (musiałam zmywać tę warstwę żelem).
Nie wiem o co chodzi, ale któregoś dnia podczas szybkiego przeglądania lisy czytelniczej widziałam wysyp recenzji na temat Sylvecowych peelingów (czy to była jakaś akcja?) - muszę wrócić do tych wpisów i poczytać czy w ogóle otwierać ten swój peeling.
Na koniec przeterminowane wyrzutki czyli 3 saszetki z kremem przeciwzmarszczkowym i rozświetlającym. Szkoda mi zwłaszcza tego ostatniego, bo miło go wspominam, ale jakoś się zapodział i o nim zapomniałam.
A jak Wam poszło w kwietniu?
Etykiety:
avon,
bania agafii,
laura conti,
mariza,
original source,
pat&rub,
pollena,
soap glory,
sylveco,
the body shop,
tołpa,
yves rocher
Subskrybuj:
Posty (Atom)









