Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vintage body oil. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vintage body oil. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 kwietnia 2016

Denko - marzec

Kwiecień-plecień pięknie na przeplata od paru dni! Oby zatrzymał się już na tym lecie, bo do dobrego łatwo się przyzwyczaić a wiadomo, że ciepło i słońce dobrze wpływają na samopoczucie i ogólną motywację. Czuję się pozytywnie natchniona, więc mam zamiar rozliczyć się z denka. Zapraszam


1. i 2.  Bania Agafii, szampon i balsam Aktywator wzrostu - stosowałam je razem po tym jak wykończyłam duet Sylveco. Lubię oba, pewnie jeszcze wrócę.
3. Sylveco, szampon odbudowujący - nie spodziewałam się, że będę z niego tak zadowolona! Początkowo ciężko było mi się przyzwyczaić do zapachu, ale z czasem go polubiłam. Szampon bardzo dobrze wpływał na moje włosy, był delikatny a jednocześnie skuteczny i do tego bardzo wydajny. Chętnie skuszę się jeszcze na tkolejną butelkę.
Teraz: szampon Alterra
4. Sylveco, odżywka wygładzająca - generalnie niemal wszystkie obietnice zostały spełnione, ale bardziej przekonał mnie szampon. Swojego czasu włosy mi wypadały i rosły, więc mam masę krótszych i dłuższych baby hair, nad którymi bardzo ciężko zapanować. Do wymarzonego wygładzenia trochę brakowało, ale w sumie nie było tak źle.
Teraz: mleczny Kallos

5. Mariza, żel pod prysznic Melon - niezwykle orzeźwiający i przyjemny zapach, odpowiednia gęstość, więc z chęcią wrócę.
Teraz: biedronkowy żel peelingujący
6. Avon, żel pod prysznic Andalusian bliss - kremowy, różowy, gęsty, ładnie pachnący. Mam jeszcze 2 inne z egzotycznej serii, ale nie wiem czy jeszcze je kupię, bo wchodzą inne ciekawe  zapachy.
Teraz: żel Oriental sanctuary
7. Linda, mydło w płynie Drzewo sandałowe - mydło jak mydło, ale zakochałam się w tym zapachu ♥. Jak tylko pojawi się jeszcze w sklepie to z pewnością zrobię zapas.
Teraz: kończę mydło poziomkowo-winogronowe (albo odwrotnie)
8. Balea, sól do kąpieli - ot, taki zwyklaczek. Zabarwił lekko wodę, trochę pachniało, ale dla skóry był raczej obojętny - nie wysuszył, ale też nie odżywił. Nie widziałam jej nigdzie w sprzedaży, więc raczej nie wrócę.

9. Sylveco, lipowy płyn micelarny - druga butelka a do recenzji się jeszcze nie zabrałam... Bardzo lubię ten płyn, bo świetnie sobie radzi ze zmywaniem makijażu a do tego pielęgnuje skórę. Ostatnio używałam jedynie do przecierania twarzy po demakijażu, bo do zmywania oczu wolałam tańszy Garnier. Z pewnością wrócę.
Teraz: płyn Biolaven
10. Muse, tusz do rzęs Erato - dostałam w sierpniu na spotkaniu blogerek, przeleżał w szafie tyle czasu a jak postanowiłam go w końcu wypróbować to okazało się, że w środku nic nie ma... Szczoteczka była kompletnie sucha, przeczesała mi rzęsy, ale nic na nich nie zostało. Podobno wszystkie takie wtedy dostałyśmy, więc nie wiem czemu miał służyć ten prezent... Zraziłam się.
Teraz: tusz Rimmel
11. Mariza, puder mineralny Naturalny - kolejne opakowanie. Polubiłam się z tym podkładem i mam jeszcze jeden w zapasie, ale aktualnie rozkochuję się w BB Skin79 ♥.
Teraz: złoty BB Skin79
12. Sylveco, pomadka ochronna z peelingiem - mój ulubieniec Sylveco ♥, recenzja tutaj. Zachęcam, polecam, bo sam używam już kolejnej.
Teraz: to samo

13. Syis, serum do paznokci - pierwszy raz spotkałam się z tego typu produktem jak i formą aplikacji i byłam pozytywnie zaskoczona. Już po nałożeniu było czuć lekkie chłodzenie na płytce i piękny zapach. Ciężko zmierzyć czy faktycznie przyspieszało wzrost płytki, ale z pewnością dobrze o nią dbało.
Teraz: odżywka Eveline (choć ma inne zadanie)
14. BeBeauty, zmywacz do paznokci - cieszę się, że w końcu zużyłam! Forma jest fajna, ale miałam wrażenie, że zmywacz bardzo wysusza mi płytkę, szarpie ją a do tego bardzo i długo śmierdzi (co przeszkadzało głównie wrażliwym współmieszkańcom ;)). Muszę zapamiętać, żeby już się nie skusić jak będzie w promocji.
Teraz: zmywacz Isana zamiennie z Biedronkowym w płatkach
15. Cztery Pory Roku, serum do rąk i paznokci - rewolucji nie było, ale całkiem dobrze odżywiał dłonie, wchłaniał się szybko i przyjemnie pachniał. Więcej mi w zasadzie nie trzeba. Jedynie ciekawe opakowanie szybko stało się uciążliwe, bo już gdzieś w połowie pompka przestała działać i musiałam odkręcać i wyciskać. Nie wiem czy wrócę.
Teraz: krem YR
16. Eveline, arganowe serum do rąk i paznokci - opakowanie idelane do torebki. Zapach bardzo waniliowy (tak jak masło) i w zasadzie mogę powtórzyć to co pisałam wyżej: w porządku, ale bez szału i wątpię, żebym wróciła.
Teraz: krem Planet Spa

17. Eveline, balsam po depilacji - zużyłam do codziennej pielęgnacji, nie tylko po depilacji. Zwyklaczek, w sam raz na co dzień, nie zauważyłam spowolnienia odrastania. Jeśli już miałabym wybrać tego typu produkt to chciałabym ten firmy Venus. Do tego nie wrócę.
Teraz: olejek Eveline
18. Vintage Body Oil, peeling do ciała - najgorszy peeling cukrowy z testowanych do tej pory przeze mnie. Zalepiał skórę tłustą warstwą, która była okropna. Jedynie zapach na plus, ale to i tak mało. Zużyłam do mycia rąk a i tak trwało to bardzo długo (w sensie zużywanie). Nigdy więcej.
Teraz: peeling ziołowy Avon
19. Kneipp, olejek do kąpieli - przyjemnie pachniał, fajnie natłuścił skórę. Mam jeszcze jeden i moze porozglądam się za innymi.
Teraz: olejki Avon
20. Avon, peeling do stóp - nie wierzę w działanie peelingów do stóp, ale czasem używam, dla spokojnego sumienia. Ten był dość dobry jak na inne peelingi z tej serii a do tego przyjemnie pachniał. Może wrócę.
Teraz: raczej pumeks i tarka
21. Ziaja, płyn do płukania jamy ustnej - nie wyrobiłam sobie nawyku używania płynu do płukania ust, bardzo często o tym zapominam. Na ten skusiłam się, bo był w dobrej cenie a akurat miałam problem z nadwrażliwością po stosowaniu pasty Signal White Now. Pastę odstawiłam, o nim dalej zapominałam, ale jakoś się skończył. Może wrócę.
Teraz: nic

22. Carea, płatki kosmetyczne - ulubione.
Teraz: to samo
23. Eveline, maska nawilżająca - ratowałam się nią po przesuszeniu twarzy żelem Sylveco i tak doraźnie nawilżała, ale bez szału. Lepiej spisywała się czekoladowa z Avonu. 
Teraz: różności z zapasów
24. Tso Moriri, kula do kąpieli - wielka kula, która przyjemnie się rozpuszcza, ładnie pachnie a do tego pielęgnuje ciało, choć barwi wodę. Od razu po otwarciu rozpadła mi się na dwie części, wiec mogła posłużyć na dwie kąpiele, ale zużyłam na raz. 
Teraz: kule o innym zapachu
25. Tso Moriri, mydło z lufą - lubię te mydła i mam jeszcze jedno. Muszę w końcu zastosować do mycia ciała, bo do tej pory używałam tylko do dłoni.
Teraz: zwykłe mydło glicerynowe z jakiejś limitowanej kolekcji
26. The Secret Soap Store, peelingujące mydło malinowe (nie ma na zdjęciu) - pochodzi z Joyboxa, zużyłam już 2, ale oba otrzymałam gołe, bez żadnej folii, więc zapominałam o tym przy okazji denka. Mydło ładnie pachnie, ma dość ostre drobiny peelingujące (pestki malin), więc czasem drapało
27. Beauty Formulas, plasterki na krosty - najlepiej sprawdzają się na takich zmianach już dobrze wyciśniętych, wtedy bardzo szybko je podsuszają i dzięki temu szybciej można się pozbyć resztek. Szkoda tylko, że nie wyciągają szybciej tych gul na wierzch i trzeba z nimi trochę pochodzić zanim nadadzą się do wyciśnięcia. Mam następne opakowanie.

Próbki. Zdaje mi się, że będę musiała napisać coś więcej o produktach Skin79, bo jestem z nich bardzo zadowolona: pianka jest rewelacyjna - cudownie pachnie, świetnie oczyszcza, no i co za dziwna formuła, niby żelowa a zamienia się w piankę! Z BB kremów najbardziej podpasował mi pomarańczowy, fioletowy był za ciemny a zielony za jasny. Krem Biolaven ok, ale raczej mnie nie przekonał do zakupu. 


Uff! Lubię te posty z mini recenzjami, ale pisanie ich to istna męczarnia ;) 
Jak tam Wasze denka?

niedziela, 2 listopada 2014

Denko - październik

Po tak długiej przerwie zapraszam Was na denko października czyli zbiór mini-recenzji. Żartowałam kiedyś z koleżanką, że jedyne co mi ostatnio regularnie wychodzi (oprócz włosów ;P) to posty denkowe i zakupowe... To straszne, bo w codziennym zapracowaniu/zabieganiu przestałam mieć czas na przyjemności i nie mówię tu jedynie o blogu. Muszę uporządkować swoje sprawy, bo aktualne tempo mocno mnie męczy :/ Ale, ale! Nie po to tu teraz jestem, żeby narzekać ;)

Do rzeczy.

Koszyczek chyba jeszcze nigdy nie prezentował się tak mizernie. Zużywam tylko to, co niezbędne na co dzień - o jakichś ekstrawaganckich produktach typu np. maseczki na twarz/włosy w październiku nie było mowy... Chyba w listopadzie muszę zrobić sobie taką akcję naprawczą, bo zapasy mam niebezpiecznie duże a kondycję twarzy czy włosów raczej niezadowalającą :/



1. Vintage Body Oil,  olejek do kąpieli - postanowiłam dopieścić swoje ciało olejkiem na początek jesieni. Zapach bardzo przyjemny, konsystencja żelowa, gęsta, więc używałam go pod prysznic. Liczyłam na konkretne nawilżanie a okazało się, że olejek niczym nie różni się od zwykłego żelu pod prysznic - nie przesusza, ale balsam po prysznicu obowiązkowo! Nie wrócę.

2. Avon, żel pod prysznic - jedna z moich ulubionych wersji zapachowych, wracam regularnie.


3. Joanna, balsam po depilacji - bardzo delikatny, przyjemny zapach, gęsta formuła i świetne działanie. Szybko się wchłaniał i faktycznie pielęgnował skórę po depilacji, więc być może wrócę.

4. Soraya, balsam do ciała - taki sobie zwyklaczek o bardzo ładnym zapachu. Rzadka konsystencja sprawiała, że łatwo było przesadzić z ilością i dość długo się wchłaniał. Nie wrócę.


5., 6. Carea - płatki kosmetyczne - skończył mi się zapas... Liczyłam, że przy okazji aktualnej gazetki kosmetycznej pojawią się trójpaki a tu cisza.

7. Joanna, żel do golenia - fajny i bardzo wydajny produkt o przyjemnym zapachu. Żele do depilacji podobają mi się bardziej niż pianki, więc będę ich używała regularnie. Teraz dla odmiany sięgam po Venus.


8. Pierre Rene, tusz do rzęs - wakacyjny ulubieniec, który niestety nie doczekał recenzji. Dziwaczna szczoteczka, ale efekt naprawdę fajny. Dobrze podkreślał moje rzęsy, rozdzielał je a nie zlepiał, nie osypywał się w trakcie dnia i łatwo zmywał - to mi wystarczy.

9. Sensique, puder matujący - czytałam o nim sporo dobrego i wreszcie miałam okazję sprawdzić go na sobie. Ładnie pachnie, nie pyli zbyt mocno i dość dobrze matuje, ale po kilku godzinach konieczne są poprawki lub przynajmniej bibułki matujące. Wrócę kiedyś jak będzie w promo, choć w kwestii matowienia w tej półce cenowej lepiej spisuje się używany aktualnie Miss Sporty So Clear.


10. Manila Bond - zostawiłam sobie ten zapach a resztę zestawów rozdałam po rodzinie. Początkowo wydawał mi się najładniejszy, ale w trakcie zmieniłam zdanie. Nie to, że od razu śmierdziel, ale znudził mi się - na szczęście trwałością nie grzeszy, więc szybko poszło ;)

I tyle! Znacie coś?
Niebawem zapraszam Was na post zakupowy - w tym przypadku zmęczenie i brak czasu niestety w niczym nie przeszkodziły ;)

piątek, 28 lutego 2014

Miłości z tego nie będzie czyli o 5 booblach

Dziś będę się pastwić nad kosmetykami, które bardzo nie przypadły mi do gustu. Zwykle mam tak, że nawet z opornymi sztukami jakoś sobie radzę i wykorzystuję je (nawet niezgodnie z przeznaczeniem), choć z niechęcią. Nie wiem jak będzie z tymi, ale poznajcie oto 5 najgorszych kosmetyków ostatniego czasu


Nie będę się zbytnio rozpisywać na ich temat, ale coś wspomnieć trzeba.


1. Safira, oczyszczający krem do twarzy - ogromne (300 ml) opakowanie, które chyba nigdy nie sięgnie dna... Polecany dla cery tłustej i mieszanej, ale ja jakoś nie odkryłam jeszcze jego zalet a szkoda, bo ponoć ma zapobiegać powstawaniu zaskórników i łagodzić objawy trądziku. Gdyby taka kremowa forma oczyszczania twarzy tak mnie nie wkurzała to może miałabym okazje poużywać go dłużej i się przekonać. Wkurza mnie też to, że niby miał dokładnie zmywać makijaż a tylko się po nim prześlizgnął...


 2. Vintage Body Oil, orzechowo-cukrowy peeling do ciała - opakowanie bardzo zachęcające i to w zasadzie tyle... Oj sorry! Jest jeszcze piękny zapach :)
Peeling strasznie zalepia całe ciało taką tłustą warstwą, która niestety nie jest przyjemna. Nie ma mowy o goleniu nóg po jego użyciu. Niby nie trzeba (bo nawet nie ma jak) użyć po nim balsamu, ale takie zalepienie to naprawdę okropne uczucie - jakoś nigdy wcześniej nie demonizowałam parafiny, ale jeśli mam porównanie do świetnego peelingu bez jej obecności to widać, że jednak można. Gdyby nie to, że przemiaszałam go dokładnie paluchem to oddałabym go komuś, ale kto chciałby mieć coś takiego...


 3. Artiste, szampon do włosów suchych i zniszczonych - kupiłam za 3,49 zł i dostałam 100 pkt Payback, ale szampon służy mi do mycia pędzla i szczotki do włosów. Opakowanie wygląda ładnie, bo lubię połączenie tych kolorów, ale w środku nie kryje się nic ciekawego - włosy po nim były stępione i skołtunione.


 4. Lady Speed Stick, sztyft - żelowy, więc wyobraźcie sobie jakie było moje zdziwienie gdy zauważyłam, że nie tylko bieli mi pachy, ale na ubraniach robi takie plamy, że ciężko to sprać. Wydawało mi się, że nie mam problemu z nadmierną potliwością, ale ten kosmetyk to zweryfikował - albo faktycznie mam z tym większy problem niż myślałam albo on po prostu nie umie zapewnić nawet minimlanej ochrony. A przecież do lata jeszcze tak daleko :? 
Poszukiwania skutecznej ochrony trwają nadal...


5. Aflofarm, pasta cynkowa - poszukiwania idealnego wysuszacza syfów też trwają nadal... Dużo się po niej spodziewałam a rozczarowała mnie na całej linii. Po słowie pasta w nazwie spodziewałam się przede wszystkim albo innej formy albo innego zachowania na twarzy - takiego zasychania na twardo jak pasta do zębów. Tu nic nie zasycha, nawet lekko, więc pościel po nocy jest nieźle upstrzona białymi plamami... W kwestii szybszego gojenia się zmian na twarzy niestety nie zauważyłam poprawy :/. Wielka szkoda.


Znacie coś z tych produktów? A może u Was spisały się lepiej i byłyście zadowolone? Jestem bardzo ciekawa