Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą original source. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą original source. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 czerwca 2016

Denko - maj

Po dość skromnym kwietniowym denku przyszła pora na coś większego (EDIT: teraz porównałam i wychodzi na to, że jednak są do siebie podobne ilościowo, ale nie objętościowo). Niby miesiąc tylko o jeden dzień dłuższy, ale to wystarczyło. O dziwo, wyjątkowo dużo działo się w ubiegłym miesiącu na włosach. Zapraszam


1. Bielenda, specjalistyczny płyn do demakijażu oczu - nie mam aż takich potrzeb, ale skusiła mnie bardzo atrakcyjna cena w Naturze, więc postanowiłam wypróbować. Bardzo fajny płyn, świetnie zmywał oczy, nie podrażniał. Wrócę jak trafię na kolejną super promocję.
Teraz: płyn micelarny Eveline
2. Biolaven, płyn micelarny olej z pestek winogron i olejek lawendowy - płyn o cudownym zapachu i bardzo dobrym działaniu a używałam go i do zmywania oczu i do doczyszczania twarzy. Niestety, na co dzień jest dla mnie za drogi, ale z pewnością wrócę i będę używać oszczędnie.
Teraz: próbuję dać drugą szansę Tołpie
3. KTC, woda różana - zwykle używam wody Dabur, ale tym razem padło na KTC. Jakoś nie widzę różnicy między nimi, dobrze spisuje się do maseczek i do tonizowania twarzy. Być może wrócę, bo jest tańsza.
Teraz: woda Dabur
4. Tso Moriri, tonik oczarowy - długo za mną chodził i w końcu jest! A w zasadzie był. I takie toniki to ja lubię - używasz i jesteś spokojna o pH a twarz nie błyszczy się, nie lepi, wygląda jak gdyby nigdy nic. Początkowo ciężko było przyzwyczaić się mi do zapachu, bo jest bardzo oryginalny, ale nie męczył po przetarciu twarzy. Chętnie wrócę.
Teraz: tonik ogórkowy Ziaja
5. Skin79, tonik Golden Snail (wersja mini) - to chyba najbardziej gęsty tonik z jakim miałam do tej pory do czynienia! Miał dość intensywny zapach, jakby perfumowany, ale nie przeszkadzało to w użytkowaniu. Na twarzy spisywał się jak ideał czyli był niewyczuwalny, ale zachował jednocześnie właściwości pielęgnacyjne. Chętnie przyjęłabym pełnowymiarowe opakowanie w prezencie ;) (na mój portfel jest za drogi)
Teraz: jw
6. Serical, maska mleczna - gigant, ale w końcu się udało. Bardzo podobał mi się zapach, na włosach spisywała się ok, nie obciążała. W sam raz do stosowania na co dzień.
Teraz: odżywka L'Occitane z sh a w kolejce Kallos Keratin
7. Marion, fluid na rozdwojone końcówki z olejkiem arganowym - w zasadzie to jestem rozczarowana. Spodziewałam się jakiegokolowiek efektu a w sumie nic nie zauważyłam. Do tego już koło połowy pompka przestała działać, więc musiałam nią dłubać, aby zużyć do końca. Przynajmniej zapach był bardzo przyjemny. Nie wrócę.
Teraz: coś a Avonu na końcówki, ale nie olejek (kuracja z keratyną)
8. Hesh Herbal, olejek do włosów Shikakai - mój pierwszy taki prawdziwy olejek i byłam nim zachwycona! Największą różnicę było widać po pierwszym użyciu, później albo się przyzwyczaiłam, albo efekt już nie był tak spektakularny. Przeważnie używałam na noc, rano zmywałam i wtedy włosy były jak marzenie: nawilżone (aż miałam wrażenie zimna na skalpie), odżywione, nie puszyły się tak bardzo, nawet kolor był jakby pogłębiony. Zapach bardzo ziołowy, intensywny i długo wyczuwalny na włosach, ale nie dla wszystkich (czyt. TŻ) przyjemny. Z ogromną chęcią wrócę.
Teraz: nie mam nic :(
9. Avon, upiększający balsam do włosów BB - używałam go do wygładzenia puszących się włosów i czasem się udawało a czasem wystarczyło dać odrobinę więcej i już włosy były brzydko pozlepiane. Spodobała mi się ta seria, bo w końcu zapach jest inny niż wszystkich produktów AT, ale nie wiem czy do niego wrócę.
Teraz: patrz pkt.7
10. Avon, kuracja ochronno-wzmacniająca - też chciałam, aby co nieco wygładziła mi kudły, ale średnio sobie radziła a przy stosowaniu tylu produktów do włosów nie jestem w stanie stwierdzić czy faktycznie zadziałała coś w kwestii wzmocnienia. Nie wrócę.
Teraz: patrz pkt. 7 i 9

11. Avon, żel pod prysznic Indian Rituals - zapach najgorszy z trzech ostatnio testowanych przeze mnie, męczyłam się. Żel jak żel, ale nie wrócę.
Teraz: 3 kolejne nowe propozycje żelowe od Avon na zmianę
12. Original Source, żel pod prysznic Coconut - podobnie jak wyżej. Lubię żele OS, ale ta wersja zapachowa wyjątkowo mi nie pasowała. Dziwny był ten kokos, w opakowaniu niby ok, ale na ciele wydawał się jakby stary, zepsuty. Nie wrócę.
Teraz: jw
13. Soraya, płyn do higieny intymnej Lactissima - bardzo wydajny produkt, który spisywał się w porządku. Jeśli miałabym wrócić to wybrałabym teraz inną wersję zapachową na spróbowanie.
Teraz: pianka Green Pharmacy
14. Soraya, serum do ciała Antycellulit i wyszczuplanie Body Diet24 - stosowałam głównie w cieplejsze dni, bo efekt chłodzenie kilka razy dał mi solidnie w kość. Co tu mówić, serum ma lekką konsystencję, dzięki której dobrze i szybko się wchłania. Na skórze się nie lepi, nie błyszczy. Pachnie przyjemnie, ma w sobie jakiś mentol czy coś, bo podczas używania konkretnie udrażniał drogi oddechowe. Mam jeszcze balsam z serii.
Teraz: balsam Body Diet24
15. The Body Shop, żel pod prysznic White Musk Libertine - mini wersja, idealna na weekendowy wypad. Sam żel wspaniały, nie wysusza skóry, cudownie pachnie. Chętnie wróciłabym do niego, nawet w wersji pełnowymiarowej.
Teraz: mini żel Sanex

16. Avon, woda perfumowana Incandessence Flame - wyjątkowo mnie wymęczyła, więc bardzo cieszę się, że to już koniec. Nie wrócę
Teraz: Attraction
17. Delia, tusz do rzęs Big&Black - to w zasadzie wyrzutek, bo tusz jakoś wysechł mi w opakowaniu. Wydaje mi się, że nie otwierałam go wcześniej, więc bardzo zdziwiłam się jak chciałam go użyć pierwszy raz. Sam efekt bardzo mi się podobał, nawet o wiele bardziej niż to, co uzyskuję dzięki Rimmelowi, ale aby go uzyskać, musiałam się nieźle namachać i trwało to zbyt długo jak na moje poranne możliwości. Nie wykluczam, że kiedyś jeszcze wrócę.
Teraz: tusz Rimmel

18. Carea, płatki kosmetyczne - jedne fioletowe to ta gorsza wersja, na którą nacięłam się w 3-paku. Używam głownie do zmywania paznokci i nie wiem jak ja je wykończę...
Teraz: to samo, ale w tym lepszym wydaniu
19. Linda, mydło w płynie Poziomka i winogrono - przyjemny zapach, ale wolę Drzewo sandałowe.
Teraz: mydła w kostce

Próbki
To również pamiątka po niezwykle udanym weekendowym wyjeździe na kajaki i paintball. Nie lubię brać pełnowymiarowych opakowań, bo tylko zajmują cenne miejsce, więc zwykle moja kosmetyczka to same próbki. Tu znani i lubiani przeze mnie.


No i już. A jak u Was ostatnio? Pod każdym względem - i denkowym i ogólnym :)

wtorek, 8 grudnia 2015

Denko - listopad

♪ Hello! How are you? ♪
Jestem, jestem. Zapodziałam się na chwilę, narobiłam sobie mega zaległości wszędzie tylko nie w pracy (odkryłam w sobie zamiłowanie do laminowania ;)), ale to nie znaczy, że kosmetycznie nic się u mnie nie działo. Wręcz przeciwnie, bo listopad jakoś wyjątkowo sprzyjał zużywaniu, na szczęście mniej kupowaniu.

Oto, co udało mi się wykończyć w listopadzie
1. Biały Jeleń, żel nagietkowy - dość długo przeleżał w moich zapasach, więc wydaje mi się, że żel stracił trochę na gęstości (w porównaniu z poprzednim opakowaniem). Zapach niezmiennie mi się podoba, więc jak kiedyś jeszcze trafię to się skuszę.
Teraz: różności z zapasów
2. Marks&Spencer, balsam Downton Abbey - oj, oj! Pomyliło mi się, bo myślałam, że to żel... Jedynym plusem tego produktu jest chyba tylko zapach - mega intensywny, perfumowany, taki wytworny. Główny problem to niewygodne opakowanie oraz ciężkie wchłanianie (balsam robił się biały na ciele i trzeba było trochę czekać aż kolor zniknie, ja przeważnie nie miałam na to czasu). Nawilżanie było całkiem w porządku, ale nie wrócę, bo pewnie i tak już na niego nie trafię w SH.
Teraz: ujędrniający olejek Eveline
3. C-THRU, żel pod prysznic Lovely Garden - dostałam jako gratis przy otwarciu kolejnego sklepu i w sumie nie spodziewałam się, że te żele są tak fajne! Trafiłam na ciekawy, kwiatowy zapach - z chęcią psikałabym się taką wodą. Żel był odpowiednio gęsty i dobrze oczyszczał. Myślę, że jeszcze kiedyś trafi w moje ręce.
Teraz: patrz pkt. 1
4. Original Source, płyn do kąpieli - czekoladowo-miętowy przyjemniaczek. Pienił się, pachniał, może wrócę.
Teraz: płyn ciasteczkowy z Biedry

5. ZróbSobieKrem, glinka zielona - miał powstać o nich oddzielny post a tu nie ma czasu. Nie stosowałam jej na tyle regularnie, by móc się wypowiadać na temat wpływu na stan mojej cery. Tak doraźnie to faktycznie usuwała nadmiar sebum, działała kojąco na wszelkie stany zapalne itp., oczyszczała. Przeważnie rozprowadzałam ją z wodą różaną, czasem dodatkowo z olejkiem arganowym. Wrócę jak pokończę inne kolory.
Teraz: glinka żółta i inne z zapasów
6. Jadwiga, maseczka kaolinowa - tak wielkim pudłem podzieliłam się z siostrą. Rozrabiałam ją podobnie jak glinkę zieloną, ale tym razem musiałam ją często zraszać podczas zasychania, bo ma tendencję do osypywania się z twarzy. Wybawieniem z sytuacji okazał się być zakup skompresowanych masek, które są strzałem w 10! Maska robi co ma robić a ja nie muszę co chwilę spsikiwać twarzy (nie lubię tego!). Maska przyjemnie uspokajała moją twarz, zmiękczała skórę i ją wygładzała oraz rozjaśniała już podczas doraźnego stosowania. Kiedyś wrócę.
Teraz: patrz wyżej
7. Clean&Clear, pianka oczyszczająca - tego typu produkty towarzyszą mi już od dawna, lubię próbować nowości i cieszę się, że trafiłam na nią, gdyż ma wszystkie cechy, które powinna mieć według mnie dobra pianka. Przyjemnie pachnie, jest wydajna a co najważniejsze bardzo dobrze radzi sobie z oczyszczaniem, nawet usuwaniem makijażu. Wrócę, mimo tego, że nie zwalczyła moich pryszczy.
Teraz: pianka Pharmaceris
8. BeBeauty, micelarny żel nawilżający - kiedyś bardzo lubiłam ten żel za zapach i za efekt dokładnego oczyszczania a kolejne opakowanie mnie rozczarowało. Zapach na szczęście się nie zmienił, ale żel nie radzi sobie już tak dobrze ze zmywaniem twarzy. Ma pfajną, bezbarwną, żelową formułę, która się nie pieni a przyjemnie koi skórę po całym dniu, zwłaszcza latem. Myślę, że mimo wszystko wrócę jeszcze kiedyś do niego, choćby do porannej toalety czy mycia pędzli.
Teraz: żel z Avonu
9. Garnier, płyn micelarny Czysta skóra - całkiem w porządku. Używałam go do zmywania i twarzy i oczu i radził sobie doskonale, równie skutecznie jak pozostałe 2 Garniery. Teraz czaję się na powrót do różowego (ma być niedługo w Biedronce).
Teraz: płyn BeBeauty

10. Bandi, krem intensywnie nawilżający - przede wszystkim przepiękny zapach ♥ Plus za opakowanie typu air-less, całkiem dobre nawilżanie i wchłanianie, nie świecenie się na twarzy, nie powodowanie zapychania i innych problemów skórnych. Nie wiem czy wrócę, bo staram się jednak szukać nieco tańszych produktów.
Teraz: matujący krem korygujący Sebio, Tołpa
11. Avon, kuracja z kwasem salicylowym - bałam się wysuszania a dostałam kilka syfów w gratisie... Od początku czekałam i czekałam aż zacznę coś zauważać na twarzy, jakieś pozytywne zmiany i dopiero pod koniec dostałam te wątpliwe prezenty. Liczyłam jednak na coś innego, nie wrócę.
Teraz: regenerujący krem korygujący Sebio, Tołpa

12. Mrs. Potter's, maska Ochrona koloru - włosy ostatni raz farbowałam jakieś 3 lata temu, ale nie przeszkadzało mi to w używaniu tej maski. Nie obciążała, miała przyjemny zapach, włosy po niej wyglądały normalnie.
Teraz: mleczny Kallos
13. Avon, balsam do ciała Luck - wodę skończyłam już dawno a balsam dopiero teraz. Pachniał przepięknie i dobrze nawilżał a do tego szybko się wchłaniał, więc polubiłam go.
Teraz: patrz pkt. 2
14. Rexona, antyperspirant - byłam zadowolona zarówno z zapachu jak i z ochrony (choć nie była 100%-owa), więc raczej do niego wrócę.
Teraz: antyperspirant CD
15. Isana, zmywacz do paznokci - przeczytałam tyle pozytywnych opinii, że nie mogłam go nie wypróbować. I nie mam innego wyjścia jak tylko dołączyć do jego miłośniczek! Faktycznie świetny zmywacz, który robi, co ma robić a do tego nie niszczy płytki i jest bardzo wydajny. Już rozglądam się za kolejną butelką.
Teraz: zmywacz z pompka z Biedronki

16. Linda, mydło drzewo sandałowe - bardzo spodobał mi się zapach tego mydła ♥. Nie jest tak gęste jak lubię (a pod koniec jeszcze syn dolał do butelki wody, żeby mydło starczyło na dłużej...), ale zapach wynagradza wszystko. Mam już kolejne opakowanie.
Teraz: to samo w łazience + mydło w piance B&BW a w kuchni zapach poziomkowo-winogronowy
17. Carea, płatki kosmetyczne - wracam regularnie.
Teraz: to samo
18. Tso Moriri, mydło Drzewo sandałowe - w tej kostce jeszcze lepiej było czuć ten niezwykły zapach! Lubię i wrócę.
Teraz: mydło z kolekcji Walentynkowej
19. Bania Agafii, peeling-masaż do ciała - pisałam o nim tutaj. Zdecydowania odradzam i sama też nie wrócę.
Teraz: na zmianę Avon, Perfecta i Tso Moriri
20. Barely There, kula do kąpieli - pierwsza moja kula i tej firmy i w ogóle i chyba mi się spodobało. Miły dla nosa zapach, przyjemne musowanie w wannie oraz wrażenie nawilżenia ciała - zdecydowanie warto tym bardziej, że w SH dałam za nią grosze.
Teraz: kule Tso Moriri
21. IsaDora, tusz do rzęs - zwykle, jak już nauczę się współpracować ze szczoteczką a tusz nie skleja rzęs a potem się nie osypuje to go lubię i tak było tym razem. Ładnie podkreślał rzęsy.
Teraz: tusz Eveline

Próbki. Peeling kawowy i złoty TM - oba całkiem przyjemne a ten złoty zostawia na skórze maleńkie błyszczące drobinki, serum Avon - ostatnia próbka :(, krem nagietkowy Sylveco - nie pamiętam już czy poprzednim razem też tak brzydko pachniał, Hean ze śluzem ślimaka - nic specjalnego.

Wyrzucam:


A jak Wam poszło w listopadzie? Znacie coś ode mnie?

piątek, 1 maja 2015

Denko - kwiecień

Dziś Święto Pracy, więc, z Polskim Topem Wszech Czasów w tle, szybciutko biorę się za rozliczenie zużyć z poprzedniego miesiąca. Może taki szybki start pomoże mi regularnie pojawiać się z notkami w maju? Zobaczymy :)
Chyba idą zmiany, bo męczy mnie masa kosmetyków w domu... Męczy mnie zawalona łazienka, przepełniona kosmetyczka, pojedyncze sztuki pochowane między książkami... Ale także to, że nie mogę się cieszyć np. nowościami z ShinyBoxa, bo mam tyle otwartych żeli do twarzy, że zaczynanie kolejnego to głupota. Z kredkami do oczu, żelami do ciała, peelingami i balsamami do ciała podobnie... Dlatego, jak zaraz zobaczycie, kończę z trzymaniem miniaturowych wersji żeli, które mogłyby być przydatne na wyjazdach - denkuję wszystko jak leci, żeby jak najszybciej się odgruzować.


Ciała oczyszczanie
1. Avon, kremowy żel Indulgent - momentami zapach kojarzył mi się z dzieciństwem, z szamponem Bambino :). Zapach przyjemny, działanie w porządku, ale raczej nie wrócę, bo mam ogromny zapas innych zapachów a pozostałe firmy również czekają.
2. Original Source, żel ananasowy - bardzo słodki, owocowy zapach, bardzo wygodna butelka. Lubię żele OS i jak mam możliwość to do nich wracam.

3. Soap&Glory, kremowy żel - mega przyjemny zapach, gęsta konsystencja, jedynie odkręcanie na minus, bo wolę zatrzask. Mam już kolejną buteleczkę.
4. The Body Shop, żel Chocomania - fajna pojemność, żeby poznać zapach, ale mnie nie urzekł. Początkowo fajna, czekoladowa nuta zmienia się w męczący, ostrzejszy zapach. Nie zachęca.
5. Yves Rocher, żel karmelizowana gruszka - tu z kolei inaczej, choć opakowanie/otwieranie równie wkurzające jak przy żelu S&G. Karmelu mało, ale gruszkowo bardzo przyjemnie. Mam ochotę na więcej.


Twarz
6. Sylveco, lipowy płyn micelarny - bardzo przyjemny płyn, mam już kolejną butelkę i planuję recenzję. Polecam.
7. Tołpa, matujący krem korygujący - kolejne wykończone opakowanie i mam jeszcze w zapasie. Bardzo lubię ten krem, bo oprócz nawilżania i matowienia, pomaga mi w walce o czystą skórę a także świetnie spisuje się jako baza pod makijaż. Również planuje jego recenzję.

Dłonie
8. Pat&Rub, balsam do rąk Trawa cytrynowa i kokos - recenzja. Bardzo fajny krem i kiedyś z chęcią do niego wrócę.
9. Avon, peeling do rąk i stóp z masłem shea - recenzja. Do stóp nie używałam, ale do rak spisywał się bardzo dobrze. Używam teraz innego, ale muszę kupić kolejną tubkę tego. Polecam.
10. Laura Conti, odżywka wybielająca - lubiłam ją za efekt mlecznych paznokci i dobre działanie jako baza pod lakier, nie miałam przebarwień, więc nie wiem czy faktycznie dałaby radę wybielić.

Ciała nawilżanie
11. Avon Naturals, mus waniliowy - rzadziak, słabiak, choć o przyjemnym zapachu. Nie wrócę.
12. Avon, mus Ultra Sexy - tutaj już nieco gęstsza, choć nadal musowa konsystencja a zapach przepiękny ♥. Nawilżanie ok, ale zostawiał białe ślady na ubraniach. Nie wrócę.

Włosy
13. Bania Agafii, ekspresowa maska regeneracyjna - inny kolor, inny zapach niż poprzednich (które choć różne to wydawały mi się bardzo podobne), działanie podobne czyli bardzo dobre. Myślę, że już na stałe zagościły u mnie w łazience.
14. Avon, serum nabłyszczające - oleiste serum o pięknym zapachu, które dobrze wpływało na włosy. Lekko wygładzało, nawilżało, nabłyszczało, nie obciążało i nie plątało włosów. Teraz testuję kurację naprawczą, ale nie wykluczam, ze jeszcze wrócę.

Inne
15. Biały Jeleń, pianka do higieny intymnej - bardzo wydajny produkt o ładnym, świeżym zapachu. Działanie w porządku, więc wrócę jak tylko uszczuplę zapasy.
16. Mariza, krem nawilżająco-wygładzający - recenzja. Uwielbiam ten krem i robię zapas ilekroć jest w promocji. Polecam.

Makijaż
17. Mariza, puder sypki - stały bywalec (razem z ryżowym i prasowanym), więc widać, że mi się podoba i jestem zadowolona z działania. Wrócę i polecam.
18. Hean, tusz intensywnie pogrubiający i modelujący - nie mam wielkich wymagań, więc byłam z niego bardzo zadowolona. Szybko podkreślał rzęsy, ładnie je rozdzielał, nie sprawiał problemów. Być może wrócę.

Próbki i inne
1. Laura Conti, kaolinowa maseczka ujędrniająca - zaraz po nałożeniu piekła mnie trochę twarz, ale po chwili przeszło a po zmyciu twarz była odżywiona, uspokojona, gładka, bardzo przyjemna w dotyku. Miło mnie zaskoczyła, więc może kiedyś wpadnie do koszyka.
2. Tołpa, krem przeciw pierwszym zmarszczkom - przez cały czas miałam wrażenie, że ten przyjemny zapach skądś znam, ale nie mogłam przypomnieć sobie skąd (i dalej nie wiem). Krem ok, dobrze nawilżał, nadawał się pod makijaż. Nie wiem co w kwestii zmarszczek, bo 2 próbki to mało. Może kiedyś wrócę (jak zejdę z zapasów tołpowych kremów ;)).
3. Beauty Formulas, plastry na krosty - stały bywalec.
4. Tso Moriri, mydełko świąteczne - stały bywalec.
5. Sylveco, krem brzozowy z betuliną - krem zdecydowanie nie dla mnie, bo zostawia tłusty, błyszczący film, ale to co robił z moja cerą przez noc to bajka! Mega nawilżał, mega odżywiał i łagodził wszelkie podrażnienia - byłam zachwycona.
6. Sylveco, peeling wygładzający - bardzo ostry i już myślałam, że się polubimy, ale po zmyciu zostawił na mojej skórze nieprzyjemną, tłustą warstwę. Mam oczyszczający w wersji pełnowymiarowej i już się boję go otwierać. Peelingów używam przeważnie przed maseczką a nie wyobrażam sobie nakładania maski na taki film! (musiałam zmywać tę warstwę żelem).
Nie wiem o co chodzi, ale któregoś dnia podczas szybkiego przeglądania lisy czytelniczej widziałam wysyp recenzji na temat Sylvecowych peelingów (czy to była jakaś akcja?) - muszę wrócić do tych wpisów i poczytać czy w ogóle otwierać ten swój peeling.

Na koniec przeterminowane wyrzutki czyli 3 saszetki z kremem przeciwzmarszczkowym i rozświetlającym. Szkoda mi zwłaszcza tego ostatniego, bo miło go wspominam, ale jakoś się zapodział i o nim zapomniałam.


A jak Wam poszło w kwietniu?

wtorek, 3 lutego 2015

Denko - styczeń

Po czym poznać, że już czas na denko? A no po tym, że musisz zrobić miejsce na nowe puste opakowania :) Lubię początek miesiąca właśnie przez te posty denkowo-zakupowe, zarówno u Was jak i u mnie, bo bardzo motywują. Niniejszym zapraszam więc na przegląd moich pustaków


Wszystko razem oczywiście nie mieści się w moim mini-koszyczku, więc tym bardziej musiałam przyspieszyć, bo niedługo zaczęłoby mi spadać z półki.

Ciało - oczyszczanie
1. Joanna, peeling myjący grapefruit z pomarańczą - bardzo fajny zdzierak o mega przyjemnym, soczystym zapachu. Będę wracać.
2. Johnson baby, płyn do kąpieli - ani zapach, ani piana... Współczuję bobaskom ;)
3. Se-Yo, żel grapefruit i marakuja - kolejny ładnie pachnący żel. Marakuja była tylko w nazwie, ja jej nie czułam, ale i tak jestem zadowolona, choć wrócę raczej do tego gruszkowego zapachu.
4. The Body Shop, żel pod prysznic - recenzja tutaj. Świetny żel o niecodziennym zapachu kupiony za grosze w sh! Oby więcej takich okazji.
5. Original Source, żel mango i makadamia - lubię żele OS, ale zapach tego kojarzył mi się ze znienawidzonym syropem na kaszel z dzieciństwa... Śmieszna konsystencja, ale działanie w porządku. Do tego zapachu nie wrócę.
6. Sanoflore, olejek do kąpieli - słabo go poznałam, więc nie umiem nic powiedzieć.


Włosy
7. L'Biotica, intensywnie regenerująca maska do włosów - o tak! Do niej wrócę z wielką chęcią! Poza przemiłym, mlecznym zapachem, oferowała mi też pielęgnację włosów na wysokim poziomie. Używałam i pod czepek, i na szybko jako maskę-ekspres i za każdym razem byłam zadowolona. Włosy mięciutkie, nawilżone, niesplątane, ślicznie pachnące. Z chęcią wrócę.
8. Bania Agafii, balsam aktywator wzrostu - nie wiem czy faktycznie aktywował wzrost, bo używam teraz wielu do tego przeznaczonych produktów i mam sporo baby hair (choć inne dalej wypadają), ale polubiłam go, więc wrócę. Mam w zapasie jeszcze kilka innych opakowań.
9. Batiste, suchy szampon - świetny produkt, choć trochę rozleniwia ;). Ładnie pachnie, działanie zgodne z opisem. Chętnie poznam inne zapachy.
10. Head&Shoulders, szampon przeciwłupieżowy - to właściwie TŻ zdenkował, ja używałam tylko w najgorszym momencie. Przy pierwszym użyciu byłam zaskoczona uczuciem chłodzenia na skalpie, nie spotkałam się jeszcze z czymś takim. Skuteczny produkt i z pewnością godny polecenia.


Ciało - nawilżanie
11. Mariza, rozświetlające mleczko do ciała Mango i liczi - bardzo ciekawy zapach choć nie tak słodko-owocowy jak się tego spodziewałam, liczi dodaje coś od siebie. Ma w sobie rozświetlające drobinki, nie brokat, więc pięknie wygląda na skórze, choć spodnie niestety brudzi. Szybko się wchłania i dobrze pielęgnuje - zwykle używałam go na nogi, ale na ciele dopiero czuć to długotrwałe nawilżenie i miękkość! Aż nie mogłam uwierzyć. Być może wrócę.
12. Soap glory, masło do ciała - mini wersja z sh. Bardzo mi się spodobało! Chętnie sięgnęłabym po pełnowymiarowe opakowanie, bo zarówno zapach jak i działanie są na wysokim poziomie.
13. Bath&Body Works, balsam do ciała Pink Chiffon - recenzja tutaj. Mój hit ♥


Twarz - pielęgnacja
14. Avon, kremowy peeling do twarzy z minerałami z MM - ostatnio (dość długi zasięg ma to moje ostatnio) polubiłam peelingi kremowe, więc z tego, choć dość łagodny, byłam bardzo zadowolona. Lubię produkty z tej serii i regularnie do nich wracam.
15. Tołpa, łagodzący koncentrat wzmacniający - chodzi o wzmacnianie naczynek. Produkt o okropnym zapachu, który bardzo męczył podczas nakładania. Dostałam go z 1 gr do kremu na dzień. Całe szczęście...
16. Bingo Spa, średni peeling błotny - ciekawy produkt, który nie doczekał się recenzji a w międzyczasie zdążył przeterminować, więc ostatki zużyłam na ciało. Faktycznie średni, bo drobinki znajdują się w nieco rzadszej bazie niż wyżej opisywany peeling avonowy, ale przez to nie mniej skuteczny. Nie wiem czy wrócę.


Makijaż
17. Mariza, podkład matujący - bardzo tani produkt, ale o zadowalającej skuteczności. Wyrównywał koloryt (choć nie ukrył wszystkiego) i faktycznie matowił, ładnie pachniał i nie zapychał a do tego dał się zużyć do ostatniej kropli - mam już kolejne opakowanie.


Zapachy
18. i 19. Avon, Little Pink Dress i In Bloom - ładne i trwałe zapachy. Rzadko wracam do tych samych, więc pewnie już się nie spotkamy.


Inne
20. Avon, płyn do higieny intymnej dla nastolatek - chciałam się trochę odmłodzić ;). Nie lubię tych płynów, ale kupuję ilekroć pojawi się nowy zapach... Ten miał taką kremowo-perłową konsystencję, która co jakiś czas zapychała otwór, więc zdarzyło się opryskać łazienkę. Pieni się, myje i odświeża, ale nie wrócę.
21. Carea, płatki kosmetyczne - w końcu dorwałam 3-paki :D!


Próbki i saszetki
1. Tso Moriri: mus do biustu, złote masło do ciała i peeling złoty - 2 ostatnie mam chęć kupić, bo bardzo mi się spodobały i po zapachu (w maśle to czułam poziomki!) i po działaniu.
2. Ekoa, peeling cytrusowy - oj, chyba się nie polubiliśmy. Mam wersję pełnowymiarową o zapachu żurawiny i już się boję rozczarowania.
3,4,5. Kremy - żaden z nich mnie nie zachwycił.
6. Cetaphil - zapodział mi się, więc uniknął wyrzucenia podczas ostatnich porządków.
7. Beauty Formulas, płatki na krosty - bardzo lubię i polecam.
8,9. Krem Corine de Farme i maseczka Perfecta, choć i to ostatnie do używania jak krem. Oba mnie zapchały, więc wyrzucam, niezdenkowawszy ;)

A jak u Was spisały się produkty, o których wspominam? Jak Wasze denka?

sobota, 6 grudnia 2014

Denko - listopad

Zimno wszędzie, mroźnie wszędzie... Powiem Wam, że do zimy (o ile nie jest zbyt mroźna) nic nie mam, ale zauważyłam, że jestem na nią uczulona - właściwie to moja prawa ręka. Od kilku lat jak robi się zimno obserwuję, że skóra w różnych miejscach na dłoni boleśnie mi pęka. Do tej pory było to przeważnie w tym miejscu gdzie paznokieć zaczyna odstawać od skóry, w tym roku mam już 2 dodatkowe pęknięcia na palcach w miejscach nietypowych jak dotąd. Dodatkowo skóra między placami jest bardzo sucha i potrzebuje ciągłego, mega mocnego natłuszczania. Kiedyś jak zagłębiałam się w temat to spotkałam się z opiniami, że być może jest to uczulenie na mleko i produkty pochodne, ale jednak nie, bo mleko piję cały rok a problem dotyka mnie tylko zimą. Nie jest to bardzo uciążliwe i da się z tym żyć, ale może macie jakiś pomysł co to takiego?

Dziś Mikołajki, więc na blogach masa postów, które uwielbiam czytać - chwalicie się prezentami, sporo z nich z różnych akcji Blogerskie Mikołajki. Sama chciałam się zgłosić, ale bałam się, że nie dam rady czasowo to wszystko ogarnąć. Posty te przydatne są mi dziś tym bardziej, że to dla mnie sporo inspiracji, bo z koleżanką również niebawem wymienimy się paczuszkami, które już kompletujemy :).

Przechodząc jednak do tematu posta, z wielką radością zaprezentuję Wam dziś moje MEGA denko. W październiku poszło mi słabo, ale teraz udało mi się pokończyć to, co od jakiegoś czasu czekało na recenzję - skoro do tej pory się nie złożyło to teraz już tym bardziej nic z tego nie będzie. Może przy kolejnym opakowaniu.
W grudniu planuję też zrobić gruntowny przegląd i wyrzucić wszystkie przeterminowane lub od dawna nieużywane przeze mnie produkty. Miało to być połączone z denkiem, ale wyszedłby tasiemiec, więc wyrzutki ogarnę przy okazji.

Fotka grupowa



Twarz - oczyszczanie

1. Pianka Himalaya - świetna, gęsta, dogłębnie oczyszczająca i mega wydajna pianka o przyjemnym zapachu. Wrócę do niej z pewnością.
2. Be Beauty, płyn micelarny - mój ulubieniec i stały bywalec.
3. Green Pharmacy, żel do twarzy z szałwią - nie polubiłam zapachu, więc skończył jako czyściciel pędzli i szczotek do włosów.
4. Mydło Aleppo - produkt zachwalany w wielu miejscach i u mnie spisywał się bardzo dobrze. Teraz przyszła pora na savon noir, ale i do Aleppo jeszcze wrócę.

Twarz - nawilżanie

5. Ziaja, krem mikrozłuszczający na noc i 6. nawilżający na dzień - recenzja tutaj. Nie wrócę. Ładnie pachniały, ale działanie niezauważalne.
7. Barwa, krem Siarkowa Moc - próbki z kończącym się terminem. Po użyciu jednej miałam tak ściągniętą twarz, że aż się bałam uśmiechać - szkoda, bo krem jest świetny jako baza pod makijaż. Miałam wersję pełnowymiarową, ale aż tak nie ściągała. Pozostałe dwie próbki lecą do kosza.

Twarz - inne

8. Perfecta, antybakteryjna maseczka na twarz - z glinką termalną, ale jakoś jej nie zauważyłam, maseczka po prostu wchłonęła się w twarz, resztki zmyłam. Może kiedyś jeszcze kupię to wtedy przyjrzę się bliżej działaniu i obietnicom.
9. Purederm, oczyszczający płatek na nos - coś tam wyciągnął, ale źle go przykleiłam i nie przylegał całym sobą do skóry.
10. Miss Sporty, puder antybakteryjny - puder kupiony w promocji za grosze a spisywał się bardzo dobrze (ostatnio pisałam Wam, że lepiej niż matujący Sensique). Bałam się zapychania, bo spotkałam się z takimi opiniami, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Kiedyś wrócę.
11. Avon, bibułki matujące - gadżet przydatny w torebce na wyjścia, bo tak na co dzień do tego celu używam ręczników papierowych lub nawet papieru toaletowego. Działanie podobne, ale powierzchnia dużo większa ;)

Ciało - oczyszczanie

12. Mariza, płyn brzoskwiniowy - piękny zapach, dużo piany, dobra wydajność. Wrócę kiedyś. (zbieram tak te plastikowe antałki, ale nie mam pomysłu na wykorzystanie...)
13. Original Source, miętowy peeling - jako peeling raczej słaby i galaretowata konsystencja była męcząca, ale zapach i uczucie chłodzenia i odświeżenia po użyciu latem genialne! Dla mnie jesienią było już za chłodno, ale TŻ też polubił i znalazł go za każdym moim schowaniem ;) Wrócę z wielką chęcią.
14. Avon, czekoladowy peeling - taki sobie zdzieraczek, ale zapach przyjemny i cena znośna. Póki co mam wersję truskawkową, ale i do tego jeszcze wrócę.
15. Mariza, szarlotkowy żel pod prysznic - zapach przyjemny i forma bombki miła dla oka, ale pomysł z pompką wg mnie nieudany. Jedno psiknięcie daje tak mało żelu, że trzeba dusić i dusić a tego nie polubiłam. Do zapachu być może wrócę, ale nigdy więcej żeli pod prysznic z pompką! Opakowanie posłuży mi jako dozownik na mydło.
16. Bingo Spa, solanka - piękny zapach, wrócę.
17. Joanna, żel z grejpfrutem i pomarańczą - wersja mini o cudownie cytrusowym zapachu. Służyła mi podczas wyjazdów, ale dość już mam tego poniewierania się na wannie - mimo wszystko opakowanie zostawiam, jeszcze posłuży mam nadzieję.

Włosy

18. Joanna, odżywka z pokrzywą i zieloną herbatą - bez spłukiwania, więc dla mnie ideał! Myłam, nakładałam i do łóżka - właśnie czegoś takiego potrzebuję. Teraz włosy cierpią na brak zainteresowania z moje strony i widać to po nich, dlatego muszę się za nie wziąć.
19. Radical, szampon wzmacniający - strasznie tępił mi włosy, o braku maski czy odżywki po umyciu nie było mowy. Nie ograniczył wypadania, ale szampon niestety nie działa na stres - no chyba, że trafiłyście na taki ;) Nie wiem czy wrócę.

Higiena intymna

20. Joanna, żel z babką lancetowatą - zapach nietrafiony, ale działanie ok. Popróbuję inne wersje.
21. Green Pharmacy, pianka szałwia i lawenda - sama pianka ok: gęsta, wydajna, dobrze działająca, ale zapach znowu nie mój. Muszę sprawdzić drugą wersję zapachową.

Stopy, dłonie i paznokcie

22. Constance Carroll, zmywacz - dobrze radził sobie z każdym lakierem, ale wysuszał mi płytkę, więc nie wrócę.
23. Laura Conti, krem do rąk słodkie migdały - taki zwyklaczek na lato, który ze słodkimi migdałami nie ma nic wspólnego (bo wyobrażałam sobie, że właśnie tak ma pachnieć). Nie zachęcił mnie do siebie.
24. She Foot, peeling naturalny do stóp - recenzja tutaj. Nie wrócę.

Zapach

25. Avon, woda toaletowa Ultra Sexy - zapach przecudny! ♥ Mam już drugi flakon.


A jak u Was? Denko zadowalające? Mikołaj już był?

niedziela, 3 sierpnia 2014

Denko - lipiec

Lipiec był dla mnie długim miesiącem, więc sporo udało mi się zużyć. W końcu zdenkowałam sporo żeli pod prysznic, bo już mnie zaczyna męczyć to codzienne zastanawianie się na co mam dziś ochotę - planuję ograniczyć liczbę stojących na wannie środków myjących do ciała do maksimum 5 (nie pytajcie ile stoi ich teraz...). Poopróżniałam końcówki butelek i tym sposobem aż tyle dziś tego.


Ciało - oczyszczanie:


1. BeBeauty, żel pod prysznic Bali - żel z drobinkami peelingującym o MEGA przyjemnym zapachu ♥. Nie znam innych wersji a ten stał się moim ulubieńcem i już szukałam kolejnej butelki, ale ich nie ma!!! :(

2. Original Source, żel pod prysznic Kaktus i Guarana - kolejny ulubieniec!!! Tak soczyście owocowy zapach, że miałam ochotę go liznąć z ciała! Wersja sezonowa, więc też się boję, że już go nigdzie nie znajdę. :(

3. Oriflame, żel pod prysznic Parisian Delight - zapach przyjemny, ale raczej z tych wieczorowych, bo taki trochę perfumowy. Konsystencja zbyt rzadka jak dla mnie, więc nie kupię więcej.

4. Apart, nektar do kąpieli liczi i żurawina - kolejny świeży i rześki zapach. Stosowałam go do wanny jako nektar oraz jako żel pod prysznic, w obu przypadkach spisywał się bardzo dobrze.

5. Avon, peeling do ciała Garden of Eden - nie przepadam za peelingami z serii Senses, bo są słabe, ale ten kupiłam tylko dla zapachu - idealny na lato! Jeden z moich ulubionych w Avonie.

6. Bingo Spa, solanka z minerałami z Morza Martwego z ekstraktem soku Noni - kolejna bingowa sól, która swoim zapachem przenosi mnie do parku wodnego Tropicana ♥. Kończą mi się już sole, więc muszę pomyśleć nad porobieniem zapasów.

7. Mariza, rewitalizujący płyn do kąpieli Jaśmin - bardzo wydajna ta beczułka! Płyn dawał dużo piany i spełniał swoją rolę, ale zapachowo bardziej podoba mi się używana jeszcze Brzoskwinia.

8. Tso Moriri, mus pod prysznic Amore - recenzja tutaj. Będę wierną użytkowniczką ♥ ♥ ♥


Włosy:


9. Pilomax, maska do włosów ciemnych - recenzja niedługo.

10. DeBa, szampon odżywczy - nie byłam z niego zadowolona, więc większość poszła do mycia pędzli.


Twarz - pielęgnacja i makijaż:


11. Miraculum, krem zwężający pory cera tłusta i mieszana - prezent z czerwcowego spotkania blogerek z terminem ważności do sierpnia... Dopiero pod koniec lipca doczytałam, że nadaje się i na dzień i na noc i dzięki temu udało mi się go zużyć. Idealnie dopasowany do mojej cery, bardzo ładnie pachniał i dobrze matowił oraz dawał radę jako baza pod makijaż (jedynie fluid matujący Pharmaceris wyglądał źle, ale on jest jakiś problematyczny, bo jeszcze na żadnym kremie nie wyglądał dobrze...). Nie zauważyłam zapychania, pojawiło się parę syfów w trakcie używania, ale nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że to jego wina.

12. Mariza, podkład balansujący - długo na niego czekałam (tzn. na promocję) i polubiłam niemal od pierwszego użycia. Piękny zapach, bardzo dobrze matowił i nie tworzył na twarzy efektu maski. Jedynie krycie mogło być ciut mocniejsze, ale i tak mam zamiar kupić go jeszcze.

13. Rimmel, tusz do rzęs - nie miałam z nim większych problemów. Ładnie podkreślał moje rzęsy, tak idealnie na co dzień.

14. Avon, baza pod cienie do powiek - recenzja tutaj. Koniecznie kupię niedługo, bo mam inną i jest słaba.

15. Tołpa, matujący płyn micelarny-tonik 2 w 1 - bardzo fajny płyn o przyjemnym zapachu. Początkowo używałam go tylko do twarzy, bo na butelce była informacja, żeby omijać okolice oczu, ale gdzieś u kogoś przeczytałam, że świetnie sobie radzi z tuszem, więc czasami i tak go używałam.Wrócę.


Inne:


16. Cztery Pory Roku, krem do rąk - fajny i baaardzo wydajny krem. Dobrze nawilżał, szybko się wchłaniał.

17. Efektima, peeling i maska do stóp - nie zużyłam, bo się przeterminowały i po wydobyciu wyglądały bardzo dziwnie. Stopy nie twarz, mogą znieść więcej, ale wolałam nie ryzykować.

18. Biały Jeleń, hipoalergiczna emulsja do higieny intymnej - nic szczególnego, choć zapach ładny.

19. Avon, woda Femme - ciekawy zapach, ale nie na tyle, żebym miała do niego wrócić.

20. SheFoot, odżywczy krem do stóp i paznokci - 2 saszetki i mało mogę powiedzieć, ale mam ich jeszcze kilka, więc następnym razem napiszę coś więcej.


Miałyście okazję używać coś z mojego spisu? Jak wrażenia?


Już niebawem post zakupowy, zapraszam :)

niedziela, 2 marca 2014

Denko - luty

Luty był krótkim miesiącem, ale u mnie dość obfitym jeśli chodzi o zużyte kosmetyki. Część z nich miała/mogła się znaleźć jeszcze w styczniowym denku, ale się nie wyrobiłam lub specjalnie zostawiłam końcówkę, bo miała posłużyć do posta. Okazało się jednak, że zwyczajnie zabrakło mi na to czasu - mimo tak krótkiego miesiąca, w lutym miałam tylko jeden dzień wolny (pozostałe spędziłam albo w pracy albo na szkoleniu). Fukcjonuję teraz na zwiększonych obrotach i naprawdę jestem przemęczona. Ale cieszę się, że jakoś udaje mi się zachować regularność na blogu i choć mało, bo mało to staram się trzymać planu i publikować co nieco. Przejdźmy jednak do tematu.

Fotka zbiorcza


I po kolei:


1. Tołpa, żel do mycia twarzy i oczu - genialny żel o przepięknym zapachu!!! Przezroczysta, niepieniąca formuła świetnie oczyszczała twarz i zostawiała ją miękką i nawilżoną. Jedynym minusem jest wydobycie żelu gdy pompka przestaję działać na samym końcu, ale można sobie z tym poradzić. Z wielką przyjemnością wrócę do niego.
2. Tołpa, płyn micelarny do mycia twarzy i oczu - kolejny genialny produkt tej firmy!!! Ta seria stała się moim faworytem jeśli chodzi o demakijaż i oczyszczanie. Płyn świetnie radził sobie z moim makijażem oczu (czyli tuszem i kredką) oraz twarzy. Skóra była przyjemnie schłodzona, wygładzona i nawilżona bez uczucia zalepienia czy zatłuszczenia. Chcę go, chcę jeszcze nie raz!
(miała się pojawić recenzja tej dwójki, ale nie wyszło - może w przyszłości przy okazji kolejnych opakowań) 


3. Avon, maseczka do twarzy z glinką z Łaźni Termalnej - bardzo fajna maseczka o dość wyraźnym, orientalnym zapachu, więc nie każdemu może się podobać. Ja lubię glinki i z chęcią sięgnę po nią raz jeszcze, ale za jakiś czas, bo mam w kolejce zbyt dużo maseczek...
4. Marion, plasterki punktowe na wypryski - skończyłam zanim zdążyłam się pochwalić zakupem ;). W środku mamy 10 plasterków, ja je zużyłam w ciągu paru dni, bo próbowałam na syfy w różnym stadium rozwoju. Taką sporą, bolącą gulę, która właśnie się rozwijała, ale jeszcze nie nadawała do wyciśnięcia,  po nocy ładnie mi spłaszczył, sprawiając, że tak jakby się rozlała i przestała boleć. Nie wyciągnął jej na wierzch i teraz czuć jeszcze lekkie zgrubienie, ale przynajmniej nie widać bąbla jakby mnie komar ugryzł. Z kolei 2 syfy (mały i średni) świeżo wyciśnięte do rana były już konretnie podsuszone i spłaszczone, więc teraz muszę się tylko pozbyć śladu. Niestety, ale z jednym, chyba źle wyciśniętym, sobie nie poradził i w żaden sposób nie wpłynął na jego zmniejszenie. Jeśli plastry są źle przyklejone albo np. na nierównej powierzchni (typu broda czy inne załamania twarzy) to mogą się odkleić w nocy. Wypróbuję jeszcze kiedyś kolejne opakowanie, bo to jednak za mało, aby wyrobić sobie konkretną opinię - ja jestem zadowolona, ale siostra jest nimi mocno zawiedziona, więc nie wiem od czego to zależy.
5. Tołpa, nawilżający płyn micelarny do mycia twarzy i oczu - ten płyn już mnie tak nie zauroczył jak poprzednik. Mimo faktycznie dobrego nawilżania skóry podczas przemywania, z makijażem oczu radził sobie trochę gorzej i musiałam lekko pocierać (nie wystarczało dociskanie). Butla 400 ml wystarczyła mi na ok. 2 miesiące codziennego używania. Raczej nie wrócę.


6. Carea, płatki kosmetyczne
7. Mariza, lekki krem normalizujący - całkiem fajny krem o bardzo przyjemnym zapachu i lekkiej konsystencji. Świetnie matowił twarz i spisywał się jako baza pod makijaż. Nie zapychał, ale też nie sprawił, że całkowicie pozbyłam się problemu. Być może wrócę, bo cała ta zielona linia jest godna polecenia - chciałabym mieć możliwość używania wszystkich produktów w jednym czasie, aby lepiej zaobserwować działanie, ale może być ciężko, bo ich cena jest spora (bez promocji: żel - 15,6 zł, tonik - 13,6 zł, krem - 19,5 zł, maseczka - 15,9 zł) i nie jestem pewna czy adekwatna do jakości. Już wolę dołożyć parę groszy i zaiwestować w Pharmaceris.
8. Paese, mineralny podkład matujący - recenzja. Chętnie wrócę.
9. Tołpa, matujący krem korygujący - recenzja niebawem, bo prawie wszystko jest już przygotowane. Polecam i wrócę.


10. Paese, utwardzacz z żelazem - bardzo dobra odżywka, która zapewniała mi pożądany efekt mlecznych paznokci. Paznokcie były wzmocnione i się nie rozdwajały, używałam jej samodzielnie lub jako bazy pod lakier. Wrócę.
11. Avon, pilniczek - lubię te papierowe, choć szybko się zużywają. Te nie są tak ostre jak np. kupiony ostatnio na Allegro (niedługo zobaczycie go w poście z zakupami), więc nie niszczą paznokci, choć piłowanie idzie nieco wolniej.
12. Avon, odżywka do paznokci - zgluciła się w butelce i nie da się jej już używać. Nie chcę już tych odżywek, bo wolę mleczne.


13. Green Pharmacy, jedwab w płynie - bardzo fajny produkt, który dodatkowo ślicznie pachnie. Początkowo używałam tylko na końcówkach, ale potem wyżej i wyżej i też było ok. Wrócę.
14. Oueen Helene, gorąca odżywka do włosów Placenta - trzeba ją najpierw podgrzać a potem wetrzeć we włosy. Ja na swoje zużyłam całe opakowanie na raz i nie wyobrażam sobie inaczej, bo buteleczki nie da się już zamknąć ponownie. Zdziwiło mnie pojawienie się piany podczas masowania, ale ten ciepły okład był niezwykle przyjemny. Trochę nierównomiernie rozłożyłam ją na włosach, bo ciężko robić to jedną ręką - na przyszłość zapamiętam, że po otwarciu warto przelać ją od razu do jakiejś miseczki i tak z pewnością pójdzie łatwiej. Włosy się nie splątały, ładnie pachniały,były miękkie i nawilżone. Nic więcej nie umiem powiedzieć po jednym użyciu. Mam ochotę na regularne stosowanie.
15. Ziaja, szmpon do włosów przetłuszczających się - kupiłam dla 100 pkt Payback. Szampon jak szampon, fajny, lawendowy zapach (nie widać tego, bo tak uciełam zdjęcie...), niezbyt rzadka konsystencja, dobre oczyszczanie. Dobrze się pienił i nie plątał włosów. Kupię, ale inny zapach, nie do włosów przetłuszczających się.


16. Avon, żel pod prysznic Winter Cocoon - mój ulubiony zapach tego sezonu ♥. Żel ma raczej kremową konsystencję i kolor, ale to w niczym nie przeszkadza. Polecam gorąco, bo pewnie niedługo zniknie z oferty a jeszcze przez kilka dni można złapać 2 butelki 250 ml za 7,98 zł bodajże, więc super okazja.
17. Mariza, energetyzująca sól do kąpieli Grejpfrut - piękny, orzeźwiający, cytrusowy zapach. Nie powodowała wysuszenia skóry. Wrócę albo skuszę się na inne zapachy, jak będzie w równie dobrej promocji.
18. Original Source, płyn do kąpieli Pomarańcza i imbir - zapach wprost stworzony na okres świąteczno-zimowy. Ta butla wystarczyła mi na rok (2 nakrętki pod strumień wody) nieregularnego używania, ale np. latem rezygnowałam z niego, bo wtedy zapach był dla mnie zbyt duszący. Mega piana szybko nie znikała a zapach jeszcze długo unosił się w łazience. Z chęcią wrócę do tego zapachu kiedyś, bo teraz wyciągam czekoladowy ♥

19. Intimea, żel do higieny intymnej - bardzo lubię. Teraz pojawiła się też wersja 400 ml z pompką i kosztuje chyba 4 zł - początkowo byłam wściekła, bo nie widziałam tych starych butelek i myślałam, że zostały całkowicie wycofane i nie mamy wyboru, ale w innym sklepie znalazłam obie ceny i pojemności. Uff!
20. Eveline, diamentowy peeling-masaż myjący - recenzja pojawi się niedługo.


21. Avon, dezodorant w kulce Pur Blanca - zrezygnowałam z nich na rzecz LSS, ale nie wiem czy był to dobry wybór. Już te avonowe spisywały się lepiej... Jak nie znajdę nic lepszego to wrócę.
22. Safira, nawilżający balsam do ciała z masłem shea - dobry balsam do stosowania na co dzień. Byłam zaskoczona, bo kilka pierwszych psiknięć było pustych a kilkadziesiąt następnych sikało mi wodą... Widocznie balsam się trochę rozwarstwił, ale po przemieszaniu go pompką wszystko wróciło do normy. Szkoda mi było noży na cięcie tego mega grubego plastiku - w środku zostało trochę, ale jak pompka przestała działać to kombinowałam na różne sposoby i wydobyłam ile się dało (to, co zostało nie starczy na raz). Balsam pachnie średnio, ale całkiem dobrze nawilża i szybko się wchłania. Raczej nie wrócę.


23. Barwa, antybakteryjne mydło specjalne Balnea - nie ma na zdjęciu, tylko pudeleczko :) Myłam nim dłonie, mydło jak mydło - zapach taki apteczny, więc mało przyjemny.

Reszta to fotka takiego mojego zboczenia, bo zbieram te pudełeczka tekturowe po kosmetykach i wyrzucam je dopiero jak zdenkuję produkt - zawsze trzymam je w nadziei, że przydadzą się do recenzji ;) I większość niepotrzebnie zagraca mi kąty...



A jak u Was? Jak oceniacie kosmetyki z mojego denka jeśli je miałyście?