Kwietniowe denko wyszło mi dość skromne. Za sprawą jednego weekendowego wyjazdu nie udało mi się wykończyć dwóch kosmetyków, innych nie zdenkowałam z premedytacją. Nie będę jednak łączyć dwóch miesięcy w jeden wpis (bo zwykle sama nie czytam takich zbiorowych denek) i niniejszym zapraszam Was na mini recenzje kwietniowych zużyć.
1. BeBeauty, żel pod prysznic Bali - uwielbiam ten zapach ♥ Mimo, że na etykiecie widnieje napis Awokado a w środku znajdują się peelingujące nasiona moreli, ja czuję i widzę (bo jest soczyście żółty) gruszki! Cieszę się, że ta wersja wróciła do sprzedaży i chyba muszę zrobić zapas, w razie gdyby znowu postanowili ją wycofać. Wrócę!
Teraz: ziołowy peeling Avon
2. Boots Extracts, żel pod prysznic Juicy Mango - maleństwo z sh. Lubię zapach mango w kosmetykach, jednak tu był on bardzo słabo wyczuwalny - musiałam niemal przystawiać nos do ciała podczas mycia, aby cokolwiek poczuć. Opakowanie wystarczyło mi na jakieś 3-4 użycia, więc jest w sam raz na wyjazdy. Konsystencja gęsta, przyjemna, produkt nie wysusza skóry. Chętnie wrócę.
Teraz: kokosowy żel Original Source
3. Avon, żel pod prysznic Oriental Sanctuary - drugi z trzech nowości, na które skusiłam się jakiś czas temu. Ten nie był kremowy a zapach, choć orientalny (czego bardzo się bałam) był niezwykle przyjemny. Myślę, że wrócę (o ile będę miała jak, bo już pojawiły się nowe zapachy, które mam, ale jeszcze nie zdążyłam się z nimi zapoznać).
Teraz: ostatni z trójki, Indian Rituals
4. Avon, balsam do ciała Cherish - taki średni nawilżacz w sam raz na co dzień. Plus za bardzo przyjemny zapach i szybkie wchłanianie.
Teraz: jakiś pogromca cellulitu od Lirene
5. Tołpa, nawilżające mleczko-nektar Amarantus - mini wersja w sam raz na weekendowe wyjazdy. Bardzo fajny produkt o lekkiej konsystencji, ale porządnym działaniu i ciekawym zapachu. Może kupię pełnowymiarowy produkt.
Teraz: balsam Pat&Rub
6. Avon, krem do rąk z olejkiem arganowym Planet Spa - moje ostatnie odkrycie! Kupiłam ten produkt w zestawie nowości i okazał się świetnym rozwiązaniem zarówno do torebki jak i na porządnie przesuszone dłonie. Świetnie nawilża i bardzo ładnie pachnie, nie lepi się. Wrócę.
Teraz: krem AA Oil Essence (z Joyboxa)
7. Himalaya, pianka do mycia twarzy - kolejne opakowanie lubianego przeze mnie produktu, który jeszcze nie doczekał się recenzji. Mam nadzieję, że wkrótce to nadrobię a póki co polecam serdecznie.
Taraz: pianka Pharmaceris
8. Eveline, płyn dwufazowy do demakijażu oczu i ust - nie przepadam za płynami dwufazowymi. Ten od początku nie przypadł mi do gustu, bo po demakijażu miałam wrażenie zamglonego spojrzenia. Makijaż faktycznie był dobrze i bezboleśnie usunięty a powieki ukojone i nawilżone, ale odczucie zamglenia było denerwujące. Niemniej jednak, płyn pomógł mi zadbać o powieki, kiedy je sobie spaliłam płynem Tołpa, więc odpuszczam mu. I być może będę go zawsze trzymać gdzieś na czarną godzinę.
Teraz: specjalistyczny płyn Bielenda
9. Skin79, krem do twarzy Golden Snail - niby małe opakowanie a wystarczyło mi na ponad miesiąc. Dostałam go w ChillBoxie w zestawie z tonikiem i emulsją, ale krem poszedł na pierwszy ogień (choć planowałam ich używać razem). Jestem bardzo zadowolona, zauważyłam pozytywne zmiany na twarzy po jego stosowaniu razem z kremami BB (napiszę o tym niedługo) i chętnie poużywałabym dłużej, tylko ta cena...
Teraz: krem Clarina Himalaya
10. Floslek, żel pod oczy ze świetlikiem i rumiankiem - lubię ten żel i wróciłam do niego ponownie. Początkowo leżał w kosmetyczce, jednak po akcji z płynem Tołpa zaczęłam go używać regularnie i wróciłam do tego rytuału, co okazało się być dobrym postanowieniem.
Teraz: krem Oeparol (z Joyboxa)
11. Mark Inbane, próbka czarnego peelingu do twarzy - WOW! Jestem bardzo zaskoczona i zadowolona! Peeling po wyciśnięciu wydaje się być ciemnozielony, jednak w mazi widać czarne, duże drobiny, które w kontakcie z wodą i skórą rozpadają się i barwią wszystko na czarno. Peeling polecany jest do każdego typu skóry, jednak ja odczułam dość silne rozgrzewanie i podczas masowania twarzy i (zwłaszcza!) podczas zmywania, więc nie wiem. Skóra skrzypi to widocznie faktycznie skutecznie oczyszcza a dodatkowo buźka jest gładziutka. Cena niestety raczej mnie nie przekona...
12. Avon, mgiełka do ciała Tomorrow - bardzo ładny zapach w nieco lżejszym wydaniu. Trwałość nie jest oczywiście taka jak w przypadku wody perfumowanej, ale też zapach nie jest tak duszący, więc wolę mgiełkę. Myślę, że wrócę.
Teraz: czerwona woda Incandessence Avon
13. Adidas, antyperspirant Climacool - pisałam o nim tutaj. Zapach fajny, ale działanie słabe, więc nie wrócę.
Teraz: kulka Avon
14. Pantene, szampon i odżywka - zabieram sobie taki duecik na weekend, żeby nie dźwigać. Nie mam zastrzeżeń, ale mimo to raczej nie skuszę się na pełnowymiarowe wersje.
15. Tso Moriri, mydło organiczne - zapach taki zwykły, mydlany. Następnym razem wybiorę raczej coś innego.
Teraz: mydło Dove
16. Mariza, gąbka do mycia twarzy - kiedyś używałam regularnie, teraz wykończyłam ją do zmywania czekoladowej maseczki (stad ma taki dziwny kolor). Mam jeszcze jedną, ale póki co nie używam żadnych wspomagaczy przy oczyszczaniu twarzy.
Ooo, przynajmniej uwinęłam się szybciej niż zwykle ;).
Znacie coś? Podzielacie moją opinię?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adidas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adidas. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 1 maja 2016
wtorek, 29 marca 2016
Adidas, antyperspirant Climacool
Stosowanie antyperspirantów to chyba konieczność. Dla każdego. Zwłaszcza biorąc pod uwagę tempo dzisiejszego życia. Wybór w tej kategorii jest dość szeroki: kulki, kremy, sztyfty czy spray'e. Antyperspirant Climacool to mój pierwszy spray, więc jeśli ciekawi Was czy polubiłam tę formę ochrony to zapraszam
Dezodorant otrzymałam w pudełku Inspired by... Ewa Chodakowska. Przyznam, że od początku miałam obawy, ale ciekawość zwyciężyła i postanowiłam je przełamać. Skoro topowa sportsmenka jest zadowolona to musi coś w tym być.
O opakowaniu nie ma się co rozpisywać - każdy wie jak wyglądają tego typu produktu. Spotkałam się (w teorii) z dezodorantami, które psikały talkiem i w sumie tego bałam się najbardziej. Tego czyli białych pach i śladów na ubraniach. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Spray psika zimnym powietrzem i uczucie chłodu zawsze przypomina mi chwilowe podrażnienie jakie może nastąpić w kontakcie podrażnionej depilacją skóry z alkoholem. Nieprzyjemne, ale przynajmniej krótkotrwałe. Nie ma znaczenia czy używam na skórę zaraz po depilacji czy już taką, która odetchnęła - czuję to za każdym razem.
Pachy szybko wysychają, więc nie trzeba wstrzymywać się z nakładaniem ubrania. Spray nie zostawia ani mokrych ani białych śladów, ale gorzej z obiecywaną 48-godzinną ochroną przed wilgocią... Daleko mi do prowadzenia sportowego trybu życia, aż tak aktywna nie jestem, więc tym bardziej dziwię się, że tak słabo wypada ten produkt w zderzeniu z aktywnością na co dzień. W sumie nie siedzę też bezczynnie za biurkiem, moja codzienna ruchliwość to szybkie dojście do pracy z przystanku no i tam zaczyna się maraton. Parę godzin z dziećmi (ruszam się dość intensywnie), następnie chwila przerwy, w której czasem załatwiam szybko pilne sprawy i muszę dojść do drugiej placówki, kolejne zajęcia z dziećmi, chwila na dojście do ostatniego budynku i finisz z dziećmi. Ostatnio też nie ubieram się zbyt grubo, bo wtedy, choć cieplej, to łatwiej o spocenie się. No i przy takim trybie kilka razy dziennie czuję niestety mokre pachy...
Plus jest taki, że to tylko wilgoć, bez nieprzyjemnego zapachu (tu obietnice spełnione!) i staram się już tak ubierać, aby jak najmniej było to widać. Niestety, ale ten problem sprawił, że muszę zapomnieć o dopasowanych koszulach i obcisłych bluzkach, ostatnio noszę się głównie w ciuchach typu oversize i tak jest dobrze. Jednak po całym dniu ubrania, choć wiem, ze były mokre, pachną bardzo ładnie a nie potem jak to bywało wcześniej. Nie ma też na nich żadnych brzydkich śladów.
Na koniec jeszcze parę słów o samej formie produktu, bo muszę przyznać, ze nie przekonała mnie do siebie. Myślę, że gdyby jeszcze ochrona była tak skuteczna jak obiecuje producent to mogłabym zacisnąć zęby i stać się jego fanką, ale skoro i tak pozostaje problem wilgoci to wolę już wrócić do równie nieskutecznych, ale przynajmniej przyjemniejszych w użyciu dezodorantów w kulce.
Jestem ciekawa czy ta wilgoć to jedynie wina produktu czy może jednak problem z potliwością jest nieco poważniejszy niż sądziłam do tej pory? Jak u Was spisał się ten spray? A może polecicie coś naprawdę skutecznego? (tylko nie Bloker)
Antyperspirant zapewnia 48-godzinną ochronę przed wilgocią,
bakteriami i nieprzyjemnym zapachem, a także nieograniczoną świeżość,
dzięki swojej unikalnej formule.
Im więcej dajesz z siebie, tym lepiej działa!
O opakowaniu nie ma się co rozpisywać - każdy wie jak wyglądają tego typu produktu. Spotkałam się (w teorii) z dezodorantami, które psikały talkiem i w sumie tego bałam się najbardziej. Tego czyli białych pach i śladów na ubraniach. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Spray psika zimnym powietrzem i uczucie chłodu zawsze przypomina mi chwilowe podrażnienie jakie może nastąpić w kontakcie podrażnionej depilacją skóry z alkoholem. Nieprzyjemne, ale przynajmniej krótkotrwałe. Nie ma znaczenia czy używam na skórę zaraz po depilacji czy już taką, która odetchnęła - czuję to za każdym razem.
Pachy szybko wysychają, więc nie trzeba wstrzymywać się z nakładaniem ubrania. Spray nie zostawia ani mokrych ani białych śladów, ale gorzej z obiecywaną 48-godzinną ochroną przed wilgocią... Daleko mi do prowadzenia sportowego trybu życia, aż tak aktywna nie jestem, więc tym bardziej dziwię się, że tak słabo wypada ten produkt w zderzeniu z aktywnością na co dzień. W sumie nie siedzę też bezczynnie za biurkiem, moja codzienna ruchliwość to szybkie dojście do pracy z przystanku no i tam zaczyna się maraton. Parę godzin z dziećmi (ruszam się dość intensywnie), następnie chwila przerwy, w której czasem załatwiam szybko pilne sprawy i muszę dojść do drugiej placówki, kolejne zajęcia z dziećmi, chwila na dojście do ostatniego budynku i finisz z dziećmi. Ostatnio też nie ubieram się zbyt grubo, bo wtedy, choć cieplej, to łatwiej o spocenie się. No i przy takim trybie kilka razy dziennie czuję niestety mokre pachy...
Plus jest taki, że to tylko wilgoć, bez nieprzyjemnego zapachu (tu obietnice spełnione!) i staram się już tak ubierać, aby jak najmniej było to widać. Niestety, ale ten problem sprawił, że muszę zapomnieć o dopasowanych koszulach i obcisłych bluzkach, ostatnio noszę się głównie w ciuchach typu oversize i tak jest dobrze. Jednak po całym dniu ubrania, choć wiem, ze były mokre, pachną bardzo ładnie a nie potem jak to bywało wcześniej. Nie ma też na nich żadnych brzydkich śladów.
Na koniec jeszcze parę słów o samej formie produktu, bo muszę przyznać, ze nie przekonała mnie do siebie. Myślę, że gdyby jeszcze ochrona była tak skuteczna jak obiecuje producent to mogłabym zacisnąć zęby i stać się jego fanką, ale skoro i tak pozostaje problem wilgoci to wolę już wrócić do równie nieskutecznych, ale przynajmniej przyjemniejszych w użyciu dezodorantów w kulce.
Jestem ciekawa czy ta wilgoć to jedynie wina produktu czy może jednak problem z potliwością jest nieco poważniejszy niż sądziłam do tej pory? Jak u Was spisał się ten spray? A może polecicie coś naprawdę skutecznego? (tylko nie Bloker)
Subskrybuj:
Posty (Atom)