Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą venus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą venus. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 września 2015

Denko - sierpień

Wakacje przyszły i poszły - pora już wrócić do rzeczywistości. Wrzesień u mnie jednak będzie też miesiącem podsumowań, pojawi się wakacyjna kosmetyczka i ulubieńcy a dziś pora na rozprawienie się ze zużytymi kosmetykami. Sierpień był gorący, więc sprzyjał zużywaniu wszelkich produktów oczyszczających, nawilżaczy (oprócz tych do twarzy) mało. I tym razem nowość - pod każdym opisem będę podawać zastępcę (o ile jest konkretny), gdzieś mi się to obiło o oczy i podłapuję, bo podoba mi się taki pomysł.
Zapraszam


1. Avon, pianka oczyszczająca - pozycja obowiązkowa w codziennym demakijażu. Skuteczna, wydajna, niepodrażniająca.
Teraz - pianka Clean&Clear
2. BeBeauty, żel-peeling oczyszczający - miał zastąpić żel peelingujący Ziaji w codziennym oczyszczaniu, ale nie polubiłam go tak jak poprzednika. Spisywał się poprawnie, jest wydajny i tani. Teraz - peeling morelowy Soraya
3. Tołpa, krem-miód regenerujący - bardzo pachnący krem, który faktycznie dogłębnie odżywiał i pielęgnował, ale czasami, zwykle po maseczkach, odczuwałam pieczenie na twarzy.
Teraz - kuracja z kwasem salicylowym Avon
4. Dottore, krem intensywnie nawilżający z 5% kwasem migdałowym - miniwersja (15 ml) z JoyBoxa. Bardzo przyjemny krem o fajnej formule i ciekawym zapachu. Był niezwykle wydajny, bo opakowanie starczyło mi na cały miesiąc używania. Bałam się działania kwasów latem, ale na szczęście nie zauważyłam niczego złego. Nie matowił, ale też nie świecił się i dobrze sobie radził pod makijażem. Czy zredukował niedoskonałości? Raczej powyciągał mi trochę syfów...
Teraz - serum wyrównujące koloryt skóry

5. FM, żel waniliowy - nie spodziewałam się tej firmy w ShinyBoxie, więc od początku byłam na nie. Zapach nie taki czysto waniliowy, raczej jakiś perfumowany. Kompletnie niepraktyczna butelka - kto wpadł na pomysł zakrętki do żelu pod prysznic? Do produktów kąpielowych ok, ale do żelu? Dobrze oczyszczał, nie wysuszał, zapach nie utrzymywał się długo na ciele.
Teraz - różności z zapasów...
6. Yves Rocher, żel kawowy - mój pierwszy żel YR i czuję, że nie ostatni. Ciekawy zapach, działanie w porządku, dobra konsystencja i praktyczne opakowanie.
Teraz - jw.
7. The Body Shop, żel truskawkowy - apetyczny żel o zapachu kompotu truskawkowego ♥ Pychota! Jak jeszcze znajdę w sh to z pewnością się skuszę.
Teraz - jw.
8. Avon, peeling truskawkowy - peeling to dużo powiedziane, ale lubię go głównie za zapach truskawkowej mamby. Działanie zadowalające jeśli chodzi o przygotowanie nóg do depilacji, na resztę ciała wybieram inne zdzieraki.
Teraz - peeling cukrowy Avon

9. Venus, żel do golenia - bardzo lubię ten żel za zapach i ogromną, gęstą pianę, w którą się zmienia. Pisałam już o nim tutaj.
Teraz - żel do golenia Avon Men ;)
10. Bath&Body Works, balsam Paris Amour - świetny nawilżacz i niezwykły dawca pozytywnych doznań węchowych (choć i tak wolę Pink Chiffon ♥).
Teraz - różności z zapasów...
11. Soap&Glory, krem do rąk - całkiem dobre nawilżanie, praktyczne opakowanie idealne do torebki, ładny zapach.
Teraz - kilka różnych równocześnie

12. Bania Agafii, balsam Aktywator wzrostu - używam regularnie, ale włosy nadal wypadają. mam jeszcze kilka saszetek.
Teraz - to samo
13. Avon, odżywka do włosów BB - nowa linia produktów z serii AT, która uwiodła mnie już samym zapachem ♥. Odżywka do spłukiwania, taka minutówka, bardzo ładnie zmiękczała włosy i sprawiała, że długo ładnie pachniały. Zawsze przed nią używałam szamponu z serii a po niej - balsamu, więc ciężko ocenić jej samodzielne działanie, ale jestem skłonna powrócić
Teraz - różne inne

14. Avon, woda Luck - śliczny zapach w uroczym opakowaniu ♥ Kokardka trochę mnie jednak denerwowała, bo na szybko trudno było trafić w nią tym małym zamykaniem.
Teraz - wszystko po trochu
15. Pollena, mydło Biały Jeleń - na początku myłam nim twarz, ale tego typu produkty szybko mnie nudzą, więc przeniosłam je na dłonie. Twarz przesuszało, dłonie jako tako.
Teraz - malinowe mydło The Body Shop
16. Sensique, tusz do rzęs - tusze w większości mnie zadowalają, bo nie mam wielkich wymagań i z tym było podobnie. Nie zlepiał rzęs, ładnie je podkreślał, nie osypywał się, dobrze się zmywał. Plus za szczoteczkę z włosia, jednak wolę takie.
Teraz - tusz IsaDora


Próbki
Ostatnie dni sierpnia (tuż przed spotkaniem blogerek) sprawiły, że wykończyłam niemal 2 opakowania plasterków na syfy Beauty Formulas (w kolejnym zostały mi już tylko 2 sztuki...)! Najgorszej nocy miałam ich 5 na twarzy... Świetnie sobie radzą z syfem już dobrze wyciśniętym - przez noc konkretnie go przesuszają i spłaszczają, gorzej z takim co się dopiero rozwija/klaruje, ale ratowałam się czymkolwiek. Dalej próbka podkładu AA Cover (z JoyBoxa, mam pełnowymiarowy Lumi) spisała się bardzo zachęcająco - odcień w rzeczywistości nie jest tak ciemny jak mogło się wydawać, bardzo ładnie wyglądał na twarzy i faktycznie ukrywał drobne niedoskonałości (wątpię czy cokolwiek byłoby w stanie poradzić sobie z tym, co miałam na twarzy bez korektora...). Żel peelingujący Tołpa przekonał mnie do siebie już dawno, kolejne próbki tylko to potwierdzają a krem odżywczy SheFoot jest taki sobie. Hipoalergiczne masło Pat&Rub wystarczyło akurat na dwie nogi, ale jest mało maślane wg mnie i przez to może nie nawilża tak jak np. żurawinowe, choć zapach ma bardzo ładny, taki delikatny, nietypowy jak na P&R.

Wyrzucam Eye Liner Lovely, bo jest już suchy. Sam wysechł, bo mało go używałam - głównie przed zmywaniem oczu jak ćwiczyłam kreskę ;)

Uff! Udało się skończyć przed powrotem TŻa ;)
Znacie coś? Podzielacie opinię?

czwartek, 1 maja 2014

Denko - kwiecień

Kwiecień skończył się dla mnie szybko i niespodziewanie. Z radością czekałam na długi weekend, żeby w końcu nadrobić co nieco na blogu, planowałam notatki a dziś rano nagle mnie oświeciło - przecież długi majowy weekend jest w MAJU! I tym o to sposobem poprzedni miesiąc zamknął się dla mnie z bardzo słabym wynikiem a dziś już rozpoczynam nowy, zgodnie z moim zwyczajem, od denka.

Pod tym względem miesiąc również skończył się za szybko... Spodziewałam się większej ilości pustych opakowań, bo resztki czekają już tylko na zużycie, ale również się nie udało, bo zabrakło dni ;)

Oto wszystkie kosmetyki zdenkowane przeze mnie w kwietniu



Ciało - oczyszczanie:


1. Isana, żel pod prysznic masło shea i owoc pasji - to mój pierwszy żel tej firmy i z pewnością nie ostatni. Bardzo ciekawy i przyjemny zapach, żel odpowiednio gęsty, więc nie uciekał przez palce i dobrze się pienił i oczyszczał a do tego można go dorwać w bardzo przystępnej cenie - czego chcieć więcej? Jakie zapachy polecacie wypróbować?

2. Avon, żel Winter Cocoon - mój ulubieniec okresu zimowego. To już druga butelka i możliwe, że jeszcze zrobię sobie jakiś mały zapasik.

3. Nivea, odżywczy balsam do ciała pod prysznic - próbka, która wystarczyła mi na 3 umycia nóg. Produkt zebrał wiele niepochlebnych opinii, więc nawet mnie nie kusił, ale okazało się, że niesłusznie. U mnie świetnie się spisywał wtedy, gdy już nie miałam czasu na balsamowanie. Nie jest to co prawda nawilżanie na najwyższym poziomie, ale w sytuacjach awaryjnych jak znalazł. Być może kupię pełnowymiarową wersję.


Ciało - nawilżanie:


4. Oriflame, masło do ciała More - to produkt zdecydowanie dla fanów zapachu. Żel z duetu zdenkowałam już jakiś czas temu i oba produkty pachną zbyt intensywnie jak dla mnie a masło w dodatku jest za mało maślane. W kwestii nawilżania i rozprowadzania na ciele nie było tak źle, bo dobrze się wchłaniało i pielęgnowało skóre, ale z ulgą je wykończyłam.

5. Bingo Spa, serum kolagenowe do ciała z olejkiem arganowym - opisywałam je parę dni temu tutaj. Nie zrobiło na mnie pozytywnego wrażenia, więc nie planuję powrotu.


Twarz:


6. BeBeauty,płyn micelarny do demakijażu - świetny produkt, do którego wracam regularnie. Spisuje się u mnie bardzo dobrze a do tego jest tani, więc to z pewnością nie ostatnia butelka.

7. Avon, serum wyrónujące koloryt skóry - recenzja po pierwszym opakowaniu tutaj. To opakowanie stosowałam mniej regularnie, ale widać ogromną poprawę też dzięki temu, że wprowadzone zmiany w pielęgnacji przynoszą efekty i cera widocznie mi się goi. Nie planowałam kolejnej recenzji, więc nie robiłam zdjęć przed i po serum i teraz trochę żałuję, bo serio widać różnicę - oczywiście zostało mi jeszcze trochę plam, ale powoli powoli mam nadzieję, że maksymalnie je zminimalizuję ;) Polecam Wam to serum z czystym sumieniem, ale najlepiej to czekać na dobre promocje, bo cena może szokować. Ja obserwuję je bardzo uważnie i jak będzie dobra oferta to skuszę się ponownie.


Reszta, której nie umiałam pogrupować...


8. Avon, szampon z odżywką czerwona koniczyna i czarna porzeczka - moja druga butelka. Szampon jest bardzo dobry do codziennej pielęgnacji i pewnie wrócę jeszcze do niego.

9. Avon, delikatna pianka do higieny intymnej - recenzja tutaj. Moja pierwsza pianka tego typu i nie ostatnia ogólnie, ale tej firmy z pewnością. Była dla mnie za mało zbita i przez to mało wydajna a cena zbyt wygórowana. Nie wrócę.

10. Lady Speed Stick, antyperspirant - kosmetyk ten otrzymał u mnie miano bubla. Tragedia, koszmar i masakra! Zapach nawet ładny i przyjemny, choć początkowo kojarzył mi się z dentystą, ale działanie po prostu mniej niż niedostateczne... Nic z napisów na opakowaniu się nie zgadza - absolutnie nie chroni a do tego brudzi ubrania! Nie polecam a sama boje się już jak spisze się drugi sztyft kupiony w duecie z tym.

11. Lambre, próbka wody nr 27 - zapach nawet ciekawy, ale chyba nie do końca mój. Raczej nie mam ochoty na cała flaszkę.

12. Avon, odżywka do paznokci - na początku używania byłam z niej bardzo zadowolona, bo nie pachniała jak większość odżywek tylko miała lekko cytrusowy zapach a do tego przyjemnie chłodziła płytkę paznokcia. Szokujących efektów nie zauważyłam a w międzyczasie zakochałam się w odżywkach z mlecznym efektem na paznokciach, więc poszła w odstawkę a po powrocie gluciła się niemiłosiernie a do tego paznokcie po wyschnięciu były całe w pęcherzykach. Jakoś zużyłam, ale nie wrócę do niej.

13. Venus, żurawinowa pianka do golenia - zapach mega przyjemny i zachęcający ♥ Sama pianka rzeczywiście ułatwiała depilację i była ogromnie wydajna, ale chyba nie skuszę się ponownie, bo żel do depilacji zrobił na mnie o wiele lepsze wrażenie. Chyba, że wrócę dla samego zapachu :)



Tragedii nie ma, ale spodziewałam się lepszego wyniku, bo tak jak pisałam na początku - wybrałam sobie kosmetyki do zdenkowania w tym miesiącu i z niektórymi po prostu się nie wyrobiłam.


A Wam jak poszło? Znacie coś ode mnie?

piątek, 1 listopada 2013

Denko - październik

Tradycyjnie na początku miesiąca zamieszczam posta dotyczącego zużytych kosmetyków w miesiącu poprzednim. Tym razem wypadło na święto, ale z tej okazji, że siedzę w domu i raczej nigdzie się nie wybieram, postanowiłam ogarnąć to już dziś. Flaczki z kaczki bulgoczą przyjemnie w garnku a tymczasem w moim koszyczku...

Poszło mi raczej słabo... Plan był inny i jeszcze co najmniej 4 puste pudełka powinny się znaleźć na zdjęciu, ale z różnych powodów nie udało mi się ich opróźnić. Nie udało, bądź nie chciałam, ale o tym rozpiszę się za miesiąc (o ile nie zapomnę wspomnieć).



Ciało - oczyszczanie:
(w końcu jakieś puste pudełka po żelach, bo już się bałam, że zaczniecie myśleć, że się nie myję... Myję, myję, ale w kwestii otwierania żeli w ogóle się nie ograniczam i cała wanna jest zapełniona używanymi żelami i płynami - zapach wybieram w zależności od nastroju i ochoty, dlatego dość wolno mi to schodzi)


1. Avon, żel pod prysznic City Rush - kupiłam w zestawie z wodą i balsamem. Woda skończyła się w tamtym miesiącu a teraz przyszła pora na żel i balsam. Bardzo przyjemny zapach, kto lubi wodę City Rush polubi i ten żel. Jako środek myjący spisywał się bardzo dobrze, był dość gęsty, więc nie spływał z dłoni a zapach nawet długo utrzymywał się na ciele.

2. Avon, żel Seventh Heaven - zmyliło mnie różowe opakowanie, bo miałam kupić zapach Garden of Eden... Żel jak wszystkie żele Senses, ale zapach nie do końca mój. Muszę szybko naprawić swój błąd, bo mi jeszcze wycofają GoE!!!

3. Mariza, grejpfrutowy żel pod prysznic - mój pierwszy żel z tej firmy. Cieszę się, że miałam okazję kupić go taniej w zestawie z peelingiem do ciała o tym samym zapachu, bo uważam, że cena (9,9 zł/250 ml) jest ciut za wysoka (w porównaniu np. do żeli Senses z Avonu, które uwielbiam). Zapach świetny, trudno stwierdzić czy faktycznie pobudzający, ale bardzo przyjemnie mi się go używało. Konsystencja trochę za rzadka i czasem spływał mi z dłoni, więc uważam to za spory minus. Butelka wygodna w używaniu, a dzięki prostemu zamykaniu pod koniec możemy postawić ją do góry nogami i zużyć do końca. Z wielką chęcią wrócę do niego oraz wypróbuję inne zapachy, ale tylko wtedy gdy będzie na nie promocja (co niestety zdarza się dość rzadko, ale w najnowszym, świątecznym katalogu w końcu się doczekałam i czuję się, że porobię spore zapasy ;))


Ciało - nawilżanie:


4. Venus, balsam po goleniu i depilacji - szerzej o nim rozpisywałam się tutaj. Z chęcią wrócę do tego balsamu w przyszłości.

5. Avon, balsam do ciała City Rush - razem z żelem używałam go głównie dla podbicia i przedłużenia zapachu wody CR. Według mnie zapach balsamu różnił się troszkę od zapachu wody i żelu, ale była to subtelna różnica, która w niczym mi nie przeszkadzała a czuć ją było jedynie przy rozsmarowywaniu. Fajna, lekka konsystencja łatwo się rozprowadzała po ciele i szybko wchłaniała. Bardzo przyjemny duet, a raczej trio jeśli brać pod uwagę i wodę.


Kolorówka:


6. Mariza, puder matująco-kryjący - bardzo dobry produkt! Świetnie matowił a efekt był długotrwały. Puder przyjemnie pachniał i miał w sobie takie malutkie, błyszczące drobinki, ale nie widać było tego błyszczenia na twarzy. Całkiem wydajny i z wielką chęcią zakupię kolejną sztukę, ale tym razem w jaśniejszym, zimowym odcieniu. Kolorówka z Marizy spisuje się u mnie bardzo dobrze a to kolejny dowód. Szczerze polecam!

7. Avon, tusz do rzęs Super Drama - dla mnie Super Dramat... Dostałam go w prezencie, ale z tą zachcianką chodziło mi głównie o kosmetyczkę, z którą był dostępny w zestawie świątecznym w tamtym roku. Koszmarna szczoteczka, która brzydko sklejała mi rzęsy i za każdym razem musiałam je jeszcze rozczesywać inną szczoteczką. Wiem, że to prezent i darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, ale w przypadku blogerek (maniaczek kosmetycznych ;)) to przysłowie nie istnieje. Z radością go wykończyłam!

8. Avon, kredka do powiek Steel Grey (czy jakoś tak) - moja pierwsza w życiu kredka do kresek! Używałam jej dość długo aż w końcu nie byłam w stanie strugać. A w ogóle to już od lipca próbowałam ją zdenkować i patrzcie jak długo się trzymała, bestia! Bardzo podobał mi się ten kolorek na powiekach - szary, ale czasem wpadał w delikatny błękit. Z drugiej strony, w drugiej skuwce mieściły się cienie w szarym kolorze. Ja nie używam cieni, ale czasem wieczorami lubię sobie pożartować i coś tam zmalować i mimo tego, że jest tam ich bardzo mało to nie umiem ich wykończyć.


Inne:


9. Carea, płatki kosmetyczne - stały bywalec.

10. Ziaja, maska z zieloną glinką, Nuno - jakoś nie umiałam się do niej przekonać. Niby jest przeznaczona do cery zanieczyszczonej ze skłonnością do wyprysków, więc mojej, ale nie zauważyłam poprawy w tej kwestii. Faktycznie redukowała świecenie się skóry, ale był to efekt krótkotrwały i jedyny w zasadzie... Poszukam czegoś lepszego.


11. Avon, kulka Only Imagine - to moja przedostatnia kulka z Avonu. Dawniej byłam z nich bardzo zadowolona, ale teraz albo coś się pozmieniało, albo zwyczajnie zaczęłam potrzebować czegoś bardziej skutecznego. Dlatego jeśli znacie coś godnego polecenia to proszę o cynk w komentarzu (UWAGA! nie może brudzić ubrań!)


Próbki, próbeczki:


1. Ziaja, krem na dzień i na noc do skóry suchej, zmęczonej z bio olejkiem z awokado - dość tłusty i bardzo odżywczy krem. Próbka mega wydajna. Używałam jej głównie po maseczkach ściągających i tylko na noc, bo krem wolno się wchłania i zostawia błyszcząca, lepką warstwę na twarzy, ale za to rano buźka wygląda jak nowa! Mimo tego, krem nie dla mnie.

2. Ziaja, krem na dzień do skóry wrażliwej, mało elastycznej z bio olejkiem z pestek winogron - ten krem spodobał mi się bardziej już ze względu na bardzo przyjemny zapach. Konsystencja i wchłanianie też na plus, więc jestem skłonna go kupić, bo choć używałam go na noc to wydaje mi się, że będzie się dobrze spisywał pod makijażem. Dobrze nawilżał i łagodził wszelkie podrażnienia, dlatego poważnie myślę o zakupie pełnowymiarowego produktu.

3. Ziaja, krem redukujący trądzik - mała pojemność, więc nie jestem w stanie powiedzieć o nim tyle co o poprzednikach. Redukcja trądziku to coś na czym mi zależy i być może skuszę się na niego "w ciemno". Dobrze się wchłaniał i nie powodował błyszczenia.

4. Bandi, serum korygujące x2 i eliksir młodości - zacznę od tego, że nie lubię próbek Bandi, bo są ciężkie w używaniu - wąziutkie i bardzo ciężko grzebać w nich palcami! Używałam ich na noc, ale po szybkości wchłaniania i efekcie natychmiastowego matowienia mogę stwierdzić, że z powodzeniem nadadzą się pod makijaż. Nie zauważyłam spektakularnej poprawy na twarzy po tych trzech próbkach (używanych noc po nocy), ale i tak byłam zadowolona z efektu. Gdyby nie cena produktów pełnowymiarowych to skusiłabym się na serum.

5. Avon, serum naprawcze - pojawia się u mnie przy okazji każdego denka, więc to musi świadczyć o jego mocy! Uwielbiam i mam ich jeszcze sporo w zapasie.

6. Avon, maseczka Planet Spa tajski kwiat lotosu - już niemal zapomniałam jak fajna była ta maseczka! Miałam pełnowymiarową wersję, ale już nie jest dostępna w katalogu i wielka szkoda... To zaraz po błotnej moja ulubiona maseczka - pięknie pachnie, dobrze oczyszcza, nie ściąga i nie przesusza.

7. Floslek, maseczka intensywnie nawilżająca - bardzo ciekawy i godny wypróbowania produkt. Ratowałam się nią w pierwszych dniach używania mydła Aleppo, ale już się wszystko unormowało i jest ok. Warto ją mieć w zapasie, bo faktycznie bardzo dobrze nawilża i łagodzi podrażnienia.



Uff!!! Myślałam, że szybciej się z tym uporam, bo niby skromne denko, ale jak zwykle trochę mi zeszło z opisaniem wszystkiego. Mam nadzieję, że dotrwałyście do końca ;)

Znacie coś? Podzielacie moją opinię?

poniedziałek, 2 września 2013

Denko - sierpień

Taka ładna pogoda była dziś u nas do południa, ale już się wszystko psuje :/ Pierwsze wnerwy z okazji Syniowego rozpoczęcia roku szkolnego mam już za sobą, więc muszę odreagować na blogu (nie ma to jak kleksy na pierwszej stronie zeszytu...) Post planowałam na wczoraj, ale udało mi się tylko porobić fotki a dziś są jak znalazł!



1. Avon, żel pod prysznic Passion - limitowana letnia edycja, ale zapach nie przypadł mi do gustu. Lubię te żele, ale ten zużyłam z trudem. Nie chcę więcej tego zapachu.

2. Joanna, szampon z olejkiem arganowym - całkiem fajny, pełną recenzję serii planuje niebawem.

3. Venus, żel do golenia z rumiankiem - recenzja. Mam jeszcze jedno opakowanie w zapasie.

4. Ziaja, naturalna oliwkowa odżywka do włosów - bardzo fajna odżywka, recenzja całej linii się odwleka, ale pamiętam o tym ;).

5. Avon, perfumowana woda Outspoken by Fergie - interesujący zapach, o wiele ładniejszy niż Outspoken Intense, ale trwałość jak na EDP trochę słaba - już dłużej pachną toaletowe "sukienki". Mam jeszcze taką mgiełkę.

6. Avon, krem do rąk z minerałami z Morza Martwego - uwialbiam ten zapach ♥ Krem często kupuję jak tylko pojawia się w dobrej cenie. Jest lekki, szybko się wchłania i dobrze nawilża. Wrócę do niego z pewnością.

7. Oriflame, żel antybakteryjny Drzewo herbaciane i mandarynka - używałam głównie po wyjściu z SH :) Bardzo ładny, świeży zapach, kupię jeszcze kiedyś.



8. Avon, iskrzący błyszczyk Rave - mój ulubiony brokatowy odcień. To już chyba moja druga sztuka, ale więcej nie planuję, bo tyle ciekawych błyszczyków do przetestowania :)

9. Avon, błyszczyk powiększający usta Pink Pucker - stara, bardzo stara wersja :/ Nie lubiłam miętowego smaku i efektu chłodzenia, ale odcień był całkiem w porządku. Raczej nie kupię.

10. Oriflame, pogrubiający tusz do rzęs od Liselotte Watkins - właściwie to skończył mi się już dawno, ale trzymałam go głównie dla szczoteczki a teraz muszę opróżnić trochę kosmetyczkę i zrobić miejsce innym. Kupiłam go za 6,9 zł!!! i był genialny. Szczoteczka z gęstym włosiem, choć niepozorna, to pięknie rozczesywała rzęsy i dobrze je podkreślała - nie były mega pogrubione, ale fajnie wydłużone i niepozlepiane. Chętnie bym go jeszcze nabyła.

11. Sensique, odżywka do paznokci - polubiłam ją głównie za efekt mlecznych paznokci niemal od pierwszej nałożonej warstwy. Za połową buteleczki strasznie mi zgęstniała i używanie jej przysparzało wiele trudności, ale jakoś ją zdenkowałam. Mam jeszcze kilka podobnych do zużycia, więc tą jeśli kupię to nieprędko.

12. Mariza, puder ryżowy - to już moje drugie opakowanie i z pewnością nie ostatnie. Dość wydajny, delikatny, nie bielił. Mam ochotę wypróbować jeszcze bambusowy, ale nie wiem której firmy jest najlepszy :?



13. Carea, płatki - stały bywalec.

14. Cleanic, chusteczki do demakijażu z płynem micelarnym - bardzo fajny pomysł na dokładny demakijaż przy niesprzyjających warunkach. Opakowanie trochę za duże jak dla mnie, bo na co dzień wolę jednak tradycyjne zmywanie makijażu, więc chusteczki szybko mi wyschły i musiałam je spryskiwać tonikiem, aby zużyć. Ładnie pachniały i jedna chusteczka z powodzeniem wystarczała na oczyszczenie calej twarzy, ale ja dla pewności przemywałam ją jeszcze czyms dodatkowo. Sprawdza sie głównie przy późnonocnych powrotach wakacyjnych ;). Nie próbowałam zmywac tuszu, więc nie wiem czy by sobie poradziły.



Próbki i maseczki


1. Avon, serum naprawcze Reversalist - (aż 9 sztuk!), nie moja półka wiekowa, ale uwielbiam to serum ♥ Raz miałam pełnowymiarowe opakowanie, ale doszłam do wniosku, że nie ma sensu płacić za bajeranckie, niepraktyczne pudełeczko, więc zrobiłam sobie MEGA zapas próbek. Taka saszetka wystarcza mi na 2,5-3 użycia i robi cuda z moją buźką. Po nocy cera jest uspokojona, gładka i miękka a wszystkie problemy wydają się być wygaszone. Nie likwiduje krost, ale powoduje szybsze ich gojenie i mniejszy rozsyp. Świetnie sprawdza się jako baza pod makijaż, bardzo dobrze matuje. Często do niego wracam.

2. Pilomax, szampon łupież tłusty - problemu nie mam, ale próbkę z ciekawości zużyłam. Bardzo ładnie pachnie, dobrze się pieni i nie powoduje plątania włosów.

3. Soraya, kuracja matująca - całkiem ok, ale nie przekonała mnie na tyle, żeby kupić pełną wersję.

4. L'biotica, krem matująco-regulujący - fajny, ale w tym przypadku to dla mnie za mało, żeby powiedzieć coś więcej. Z opisu brzmi jak dla mnie idealnie, może kiedyś...

5. Vichy, Normaderm, Idealia i Aqualia Thermal - z trójcy rozdawanej w aptekach najbardziej spodobał mi się Normaderm a najmniej Idealia. Fajny pomysł na próbki w tych mini tubkach, ale po rozcięciu ciężko tam wsadzić palca ;)


6. Soraya, glinkowa maseczka do cery tłustej i mieszanej - przeznaczona dla moje cery i bardzo mi się podobała. Na początku trochę piekła i bałam sie podrażniania, ale skóra po niej była wygładzona i zmatowiona, nie powodowała wysypu syfków, więc oczyszczała chyba tylko powierzchniowo, nie dogłębnie ;)

7. Soraya, kremowa maseczka do cery odwodnionej - całkiem fajna, ratowałam się nią jak za bardzo przesuszyłam syfki i widać było suche skórki. Pachnie tak jak krem, który kiedyś miałam, ale teraz nie chce mi się go szukać  na blogu ;P

8. Soraya, kremowy peeling enzymatyczny - nie przekonał mnie on do zrezygnowania z peelingów mechanicznych. Nie zauważyłam działania.




Znacie coś może? Podzielacie opinię?

wtorek, 20 sierpnia 2013

Zgrany duet od Venus czyli słów kilka o depilacji

Lato wymaga od nas gładkich nóg. Może się to podobać lub nie (czytałam ostatnio o dziwnej akcji polegającej na zapuszczaniu włosów - TFU!), ale ja nie wyobrażam sobie zaniedbać się w tej kwestii. Dawno temu używałam pianek od Venus, zwłaszcza konwaliowej, ale po jakimś czasie doszlam do wniosku, że właściwie mogę się golić i bez niej, na żel pod prysznic. Różnicy w efekcie nie zauważałam a depilacja odbywała się szybciej, więc mi to odpowiadało. W maju i czerwcu na spotkaniach blogerskich zostałyśmy hojnie obdarowane przez Venus i z chęcią przystąpiłam do testów. Na pierwszy ogień poszły

żel do golenia 

oraz 

balsam po goleniu i depilacji 



Zacznijmy po kolei czyli od żelu:

*ułatwia golenie
*łagodzi i nawilża skórę

Otrzymujemy go w metalowym opakowaniu (jak to się nazywa???) a jego kolorystyka jest utrzymana w bardzo kobiecym stylu - połączenie różu z limonką i srebrem. Opakowanie jest bardzo poręczne a matowe wykończenie sprawia, że nie wyślizguje nam się z rąk. Pod plastikową zatyczką znajduje się otwór, przez który wychodzi żel


Przed użyciem nie trzeba wstrząsać opakowaniem, wystarczy lekko przycisnąć i mamy żel


Jak widzicie, konsystencja (jak z nazwy) jest żelowa, ale w kontakcie z powietrzem i ze skórą, podczas rozprowadzania żel zamienia się w miękką, ale dość gęstą, jasnoróżową piankę.



Depilację wykonuję najczęściej podczas kąpieli, więc na wilgotne, wyciągnięte do góry nogi nakładam żel (tak jak zaleca producent "niewielką ilość", bo w trakcie zyskuje on na objętości), rozprowadzam go równomiernie i zaczynam działać maszynką. Wszystko idzie szybko i płynnie a do tego przyjemnie, dzięki bardzo ładnemu, kwiatowemu zapachowi. Po zabiegu i spłukaniu resztek pianki nogi są gładkie i pachnące. Nawilżenie ciężko zweryfikować, ale faktycznie nie trzeba biegiem wcierać balsamu, więc coś w tym musi być.

Jeśli chodzi o podrażnienia to winę za to ponosi raczej maszynka a nie żel, ale zauważyłam, że podczas depilacji z tym produktem cieżko jest się zaciąć, bo skóra pokryta jest naprawdę gęstą warstwą pianki, co uważam już jest dużą ochroną i eliminuje wszelkie ryzykowne draśnięcia.


Teraz, będąc przy temacie podrażnień, przejdźmy płynnie do drugiego elementu duetu czyli łagodzącego balsamu

* nawilżenie bez podrażnień


Jak widzicie na zdjęciu, balsam znajduje się w górnej części opakowania, bo od samego początku trzymam go do góry dnem, aby pod koniec nie męczyć się z wydobywaniem resztek. Zakrętka jest lekko ścięta, ale stabilna, więc stojący balsam przypomina wieżę w Pizie i się nie wywraca na półce.
W miękkiej, plastikowej butelce mieści się 200 ml balsamu, który swoją konsystencją przypomina mi raczej mleczko i przez to jest baaardzo wydajny - już odrobina wystarczy na dokładne rozprowadzenie po ciele.


Dzięki dwóm pierwszym składnikom aktywnym balsam pachnie przepięknie, smakowicie i bardzo letnio - ja czuję głównie pomarańcze, ale jest to dość delikatny, nienatarczywy aromat.
Mimo swojej lekkiej formuły, balsam bardzo dobrze pielęgnuje skórę po depilacji a w razie podrażnień nie powoduje pieczenia. Bardzo szybko się wchłania i pozostawia skórę lekko zmatowioną, co jest efektem bardzo pożądanym przeze mnie. Nawilżenie nie jest jakieś mega długotrwałe i dogłębne, ale po użyciu go rano, do wieczora mogę się cieszyć miękką skórą bez podkreślania suchych partii. Przy codziennej depilacji mógłby sobie nie radzić z nawilżaniem latem, ale ja depiluję nogi co drugi dzień, więc balsamu używam na zmianę z produktami bardziej nawilżającymi.



Cena:
żel - 10,99 zł/200 ml
balsam - 7 zł/200 ml

Dostępność:
drogerie kosmetyczne


Polecam Wam gorąco ten duet do zadań specjalnych - zarówno żel jak i balsam bardzo dobrze spełniają swoje zadania i swoim zapachem umilają nam tę czynność a poza tym bardzo ładnie prezentują się na półce w łazience. No chyba, że macie awersję do koloru różowego ;)



Znacie? Lubicie?
Wolicie maszynkę czy raczej wosk lub depilator?