Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziaja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziaja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 maja 2016

6 kitów czyli o tym, co ostatnio się u mnie nie sprawdziło

Wiadomo, że w tej masie kosmetyków, które mnie otaczają musi co jakiś czas trafić się jakiś bubel. U mnie to chyba nawet rzadziej niż u innych, bo w zakupach staram się kierować rozsądkiem, ale przy okazji boxa czy spotkania może trafić się jakaś wpadka. Może nie jestem bardzo surowa i zwykle jak coś się nie sprawdza to szukam innego rozwiązania czy zastosowania, czasem używam zagryzając zęby a czasem po prostu wyrzucam. Ale to dopiero grubo po terminie jak już opakowanie zdąży się solidnie zakurzyć... Dziś pokaże Wam właśnie taki misz-masz produktów, których nie polecam, ale też nie wszystkie wyrzucę z wyżej wymienionych powodów. Jeśli ciekawi Was co niebawem trafi do kosza a co, z trudnościami, ale zużyję, to zapraszam


Oto zbiorowa fotka moich bubli
*tusz do rzęs Deep Carbon Black, Long and Curl, Virtual;
* konturówka Storm, Avon;
* krem modelujący do włosów, Goldwell;
* cukrowy peeling do ciała, The Body Shop;
* woda perfumowana Incandessence Flame, Avon;
* bloker, Ziaja.


Zacznę po kolei i wyjaśnię Wam, co nie pasuje mi w tych produktach. 

Tusz do rzęs już po nazwie brzmi bardzo obiecująco. Opory miałam jedynie przed samą firmą, bo prawdę mówiąc nie trafiłam jeszcze na ich dobry kosmetyk. I tak było tym razem. Tusz faktycznie ładnie podkreśla rzęsy, jest mokry, nie osypuje ani nie rozmazuje się w ciągu dnia, szczoteczka wygodna w użyciu, więc brzmi jak ideał. Problem zaczyna się jednak z tym Deep Carbon Black... Faktycznie ta czerń jest bardzo głęboka, ale tak głęboka, że ciężko ją zmyć. Musiałam zużyć do tego kilku wacików a i tak potem przez parę godzin wyciągałam jeszcze czarne farfocle z kącików oczu. Grr!!! Dla mnie to gra nie warta świeczki, więc więcej nie nałożę go na moje rzęsy! 

O konturówce pisałam już tutaj. W katalogu opisana jest jako "kwadratowa", co oznacza, że można nią uzyskać grubą lub cienką kreskę, w zależności od stopnia nachylenia względem powieki (w praktyce wiadomo, że i tak wyjdzie jak wyjdzie). Problem leży w jej twardości. Otóż jest tak twarda, że 2 razy ją złamałam a za każdym razem podczas robienia kresek aż się boję, że poranię sobie powieki. Na dłoni sunie bardzo ładnie, ale na powiekach mam wrażenie jakbym próbowała narysować sobie kreskę niezastruganą kredką! Masakra! Bardzo podoba mi się jej kolor oraz to, że jest trwała i nie odbija mi się na powiece nawet bez użycia bazy pod cienie, dlatego zużyję ją (na szczęście już się zbliżam!), ale nie kupię więcej i zdecydowanie odradzam.

Krem modelujący trafił do mnie chyba w Shiny Boxie. Początkowo przeleżał na półce, ale mam problem z puszącymi się włosami, więc ciągle szukam czegoś do ich wygładzenia. Poza tym, fajnie je czasem ujarzmić, żeby nie wyłaziły z koczka i nie sterczały przez cały dzień jak aureola. Padło na ten krem i, o ile rzeczywiście wygładza i ujarzmia pojedyncze włosy czy całe pasma, to strasznie lepi się na dłoniach już podczas nakładania na włosy. Czuję jakbym nakładała na głowę jakiś klej, który w dodatku cały czas czuć na włosach (nawet po kilku godzinach!). Zauważyłam też, że ma tendencję do zbierania drobin kurzu z powietrza, więc po pracy wyglądam jakbym przed chwilą zeszła ze strychu... Na szczęście to tylko 20 ml, ale pełnowymiarowy produkt (75 ml) w cenie ok. 40 zł? No Way!

Peeling do ciała kupiłam w sh, za symboliczną kwotę i cieszę się, ze miałam okazję go poznać, bo dzięki temu wiem, że w balsamy tej firmy mogę inwestować, ale od peelingów lepiej trzymać się z daleka. Przeznaczony jest co prawda do bardzo suchej skóry i może dla takich osób będzie ok, ja mam normalną i jedyne czego nie toleruję w peelingach cukrowych czy solnych to zalepiania skóry paskudną mazią! W tym wypadku to shea, które ma odpowiadać za nawilżenie, ale dla mnie nie różni się niczym od tych tanich i kiepskich parafinowych zalepiaczy! Zużyję jakoś na nogi, ale zwykle takie paskudy zużywam do peelingowania dłoni zimą, dopóki się nie przeterminują (aktualnie mam 2 takie buble: cukrowy Ekoa i solny Mariza). Niniejszym dalej twierdzę, że najlepszym na świecie cukrowym peelingiem jest ten malinowy od Tso Moriri ♥ ♥ ♥

Woda to wariacja na temat klasycznej wersji Incandessence. W katalogu zapach bardzo mi się podobał, jednak na żywo jest o wiele gorzej. Inaczej wyobrażam sobie czerwone zapachy, ten jest duszący, męczący, totalnie inny od tego, co czułam na kartce. Zużywam z zamkniętym nosem i powoli kończę! :)

Bloker użyłam dwa razy. Za każdym razem towarzyszyło mi przeokropne swędzenie pach (czytałam, że tak może być), myślałam, że je sobie rozdrapie do krwi, bo niestety nie mogłam się powstrzymać. Aluminium na drugim miejscu w składzie, więc nie mam zamiaru tak cierpieć. Niebawem wyląduje w koszu.



A może u Was coś z wymienionych przeze mnie produktów spisało się lepiej i macie odmienne wrażenia? Jestem bardzo ciekawa :)

czwartek, 7 kwietnia 2016

Denko - marzec

Kwiecień-plecień pięknie na przeplata od paru dni! Oby zatrzymał się już na tym lecie, bo do dobrego łatwo się przyzwyczaić a wiadomo, że ciepło i słońce dobrze wpływają na samopoczucie i ogólną motywację. Czuję się pozytywnie natchniona, więc mam zamiar rozliczyć się z denka. Zapraszam


1. i 2.  Bania Agafii, szampon i balsam Aktywator wzrostu - stosowałam je razem po tym jak wykończyłam duet Sylveco. Lubię oba, pewnie jeszcze wrócę.
3. Sylveco, szampon odbudowujący - nie spodziewałam się, że będę z niego tak zadowolona! Początkowo ciężko było mi się przyzwyczaić do zapachu, ale z czasem go polubiłam. Szampon bardzo dobrze wpływał na moje włosy, był delikatny a jednocześnie skuteczny i do tego bardzo wydajny. Chętnie skuszę się jeszcze na tkolejną butelkę.
Teraz: szampon Alterra
4. Sylveco, odżywka wygładzająca - generalnie niemal wszystkie obietnice zostały spełnione, ale bardziej przekonał mnie szampon. Swojego czasu włosy mi wypadały i rosły, więc mam masę krótszych i dłuższych baby hair, nad którymi bardzo ciężko zapanować. Do wymarzonego wygładzenia trochę brakowało, ale w sumie nie było tak źle.
Teraz: mleczny Kallos

5. Mariza, żel pod prysznic Melon - niezwykle orzeźwiający i przyjemny zapach, odpowiednia gęstość, więc z chęcią wrócę.
Teraz: biedronkowy żel peelingujący
6. Avon, żel pod prysznic Andalusian bliss - kremowy, różowy, gęsty, ładnie pachnący. Mam jeszcze 2 inne z egzotycznej serii, ale nie wiem czy jeszcze je kupię, bo wchodzą inne ciekawe  zapachy.
Teraz: żel Oriental sanctuary
7. Linda, mydło w płynie Drzewo sandałowe - mydło jak mydło, ale zakochałam się w tym zapachu ♥. Jak tylko pojawi się jeszcze w sklepie to z pewnością zrobię zapas.
Teraz: kończę mydło poziomkowo-winogronowe (albo odwrotnie)
8. Balea, sól do kąpieli - ot, taki zwyklaczek. Zabarwił lekko wodę, trochę pachniało, ale dla skóry był raczej obojętny - nie wysuszył, ale też nie odżywił. Nie widziałam jej nigdzie w sprzedaży, więc raczej nie wrócę.

9. Sylveco, lipowy płyn micelarny - druga butelka a do recenzji się jeszcze nie zabrałam... Bardzo lubię ten płyn, bo świetnie sobie radzi ze zmywaniem makijażu a do tego pielęgnuje skórę. Ostatnio używałam jedynie do przecierania twarzy po demakijażu, bo do zmywania oczu wolałam tańszy Garnier. Z pewnością wrócę.
Teraz: płyn Biolaven
10. Muse, tusz do rzęs Erato - dostałam w sierpniu na spotkaniu blogerek, przeleżał w szafie tyle czasu a jak postanowiłam go w końcu wypróbować to okazało się, że w środku nic nie ma... Szczoteczka była kompletnie sucha, przeczesała mi rzęsy, ale nic na nich nie zostało. Podobno wszystkie takie wtedy dostałyśmy, więc nie wiem czemu miał służyć ten prezent... Zraziłam się.
Teraz: tusz Rimmel
11. Mariza, puder mineralny Naturalny - kolejne opakowanie. Polubiłam się z tym podkładem i mam jeszcze jeden w zapasie, ale aktualnie rozkochuję się w BB Skin79 ♥.
Teraz: złoty BB Skin79
12. Sylveco, pomadka ochronna z peelingiem - mój ulubieniec Sylveco ♥, recenzja tutaj. Zachęcam, polecam, bo sam używam już kolejnej.
Teraz: to samo

13. Syis, serum do paznokci - pierwszy raz spotkałam się z tego typu produktem jak i formą aplikacji i byłam pozytywnie zaskoczona. Już po nałożeniu było czuć lekkie chłodzenie na płytce i piękny zapach. Ciężko zmierzyć czy faktycznie przyspieszało wzrost płytki, ale z pewnością dobrze o nią dbało.
Teraz: odżywka Eveline (choć ma inne zadanie)
14. BeBeauty, zmywacz do paznokci - cieszę się, że w końcu zużyłam! Forma jest fajna, ale miałam wrażenie, że zmywacz bardzo wysusza mi płytkę, szarpie ją a do tego bardzo i długo śmierdzi (co przeszkadzało głównie wrażliwym współmieszkańcom ;)). Muszę zapamiętać, żeby już się nie skusić jak będzie w promocji.
Teraz: zmywacz Isana zamiennie z Biedronkowym w płatkach
15. Cztery Pory Roku, serum do rąk i paznokci - rewolucji nie było, ale całkiem dobrze odżywiał dłonie, wchłaniał się szybko i przyjemnie pachniał. Więcej mi w zasadzie nie trzeba. Jedynie ciekawe opakowanie szybko stało się uciążliwe, bo już gdzieś w połowie pompka przestała działać i musiałam odkręcać i wyciskać. Nie wiem czy wrócę.
Teraz: krem YR
16. Eveline, arganowe serum do rąk i paznokci - opakowanie idelane do torebki. Zapach bardzo waniliowy (tak jak masło) i w zasadzie mogę powtórzyć to co pisałam wyżej: w porządku, ale bez szału i wątpię, żebym wróciła.
Teraz: krem Planet Spa

17. Eveline, balsam po depilacji - zużyłam do codziennej pielęgnacji, nie tylko po depilacji. Zwyklaczek, w sam raz na co dzień, nie zauważyłam spowolnienia odrastania. Jeśli już miałabym wybrać tego typu produkt to chciałabym ten firmy Venus. Do tego nie wrócę.
Teraz: olejek Eveline
18. Vintage Body Oil, peeling do ciała - najgorszy peeling cukrowy z testowanych do tej pory przeze mnie. Zalepiał skórę tłustą warstwą, która była okropna. Jedynie zapach na plus, ale to i tak mało. Zużyłam do mycia rąk a i tak trwało to bardzo długo (w sensie zużywanie). Nigdy więcej.
Teraz: peeling ziołowy Avon
19. Kneipp, olejek do kąpieli - przyjemnie pachniał, fajnie natłuścił skórę. Mam jeszcze jeden i moze porozglądam się za innymi.
Teraz: olejki Avon
20. Avon, peeling do stóp - nie wierzę w działanie peelingów do stóp, ale czasem używam, dla spokojnego sumienia. Ten był dość dobry jak na inne peelingi z tej serii a do tego przyjemnie pachniał. Może wrócę.
Teraz: raczej pumeks i tarka
21. Ziaja, płyn do płukania jamy ustnej - nie wyrobiłam sobie nawyku używania płynu do płukania ust, bardzo często o tym zapominam. Na ten skusiłam się, bo był w dobrej cenie a akurat miałam problem z nadwrażliwością po stosowaniu pasty Signal White Now. Pastę odstawiłam, o nim dalej zapominałam, ale jakoś się skończył. Może wrócę.
Teraz: nic

22. Carea, płatki kosmetyczne - ulubione.
Teraz: to samo
23. Eveline, maska nawilżająca - ratowałam się nią po przesuszeniu twarzy żelem Sylveco i tak doraźnie nawilżała, ale bez szału. Lepiej spisywała się czekoladowa z Avonu. 
Teraz: różności z zapasów
24. Tso Moriri, kula do kąpieli - wielka kula, która przyjemnie się rozpuszcza, ładnie pachnie a do tego pielęgnuje ciało, choć barwi wodę. Od razu po otwarciu rozpadła mi się na dwie części, wiec mogła posłużyć na dwie kąpiele, ale zużyłam na raz. 
Teraz: kule o innym zapachu
25. Tso Moriri, mydło z lufą - lubię te mydła i mam jeszcze jedno. Muszę w końcu zastosować do mycia ciała, bo do tej pory używałam tylko do dłoni.
Teraz: zwykłe mydło glicerynowe z jakiejś limitowanej kolekcji
26. The Secret Soap Store, peelingujące mydło malinowe (nie ma na zdjęciu) - pochodzi z Joyboxa, zużyłam już 2, ale oba otrzymałam gołe, bez żadnej folii, więc zapominałam o tym przy okazji denka. Mydło ładnie pachnie, ma dość ostre drobiny peelingujące (pestki malin), więc czasem drapało
27. Beauty Formulas, plasterki na krosty - najlepiej sprawdzają się na takich zmianach już dobrze wyciśniętych, wtedy bardzo szybko je podsuszają i dzięki temu szybciej można się pozbyć resztek. Szkoda tylko, że nie wyciągają szybciej tych gul na wierzch i trzeba z nimi trochę pochodzić zanim nadadzą się do wyciśnięcia. Mam następne opakowanie.

Próbki. Zdaje mi się, że będę musiała napisać coś więcej o produktach Skin79, bo jestem z nich bardzo zadowolona: pianka jest rewelacyjna - cudownie pachnie, świetnie oczyszcza, no i co za dziwna formuła, niby żelowa a zamienia się w piankę! Z BB kremów najbardziej podpasował mi pomarańczowy, fioletowy był za ciemny a zielony za jasny. Krem Biolaven ok, ale raczej mnie nie przekonał do zakupu. 


Uff! Lubię te posty z mini recenzjami, ale pisanie ich to istna męczarnia ;) 
Jak tam Wasze denka?

sobota, 2 stycznia 2016

Denko - grudzień

Aby dobrze rozpocząć rok, od razu biorę się do blogowej roboty a w kolejce jako pierwsze czeka denko. Walka z opróżnianiem opakowań trwała niemal do ostatnich godzin 2015 roku i dzięki temu udało mi się zrobić sporo wolnego miejsca na półce z zapasami (być może rozliczę się z nich niebawem, żeby łatwiej było mi ich się pozbyć). Zrobiłam też małe porządki i kolejne przeterminowane kosmetyki wylądują za chwilę w koszu.
Zatem zapraszam

1. The Body Shop, żel pod prysznic Drzewo herbaciane - łup z SH o mega przyjemnym zapachu. Lubię takie aromaty w kosmetyce, TŻ też polubił i odnajdywał go za każdym razem, gdy schowałam ;). Jako żel spisywał się rewelacyjnie - oczyszczał, dobrze się pienił, nie wysuszał. Wróciłabym.
Teraz: żel Dove
2. CD, żel pod prysznic Cytryna - żel w porządku, ale zapach raczej nie mój, męczył mnie, choć lubię cytrusy. Dobrze oczyszczał i nie sprawiał problemów w tej materii.
Teraz: żel Avon
3. BeBeauty, płyn do kąpieli Cookies - linia o bardzo ładnym zapachu, choć ten produkt nie pachniał w ogóle! Nie wiem o co chodzi. Mydło było ok, żel pod prysznic również ładnie pachnie a ten lałam do wody i nic, tylko pianę robił. Szkoda.
Teraz: olejek do kąpieli Avon
4. Oriflame, krem pod prysznic Silk Beauty - lubię zapach tej serii, to już moje drugie opakowanie (mam jeszcze krem do rąk). Gęsty krem o przyjemnym zapachu, spisywał się bardzo dobrze. Chętnie wrócę jeszcze kiedyś.
Teraz: żel BeBeauty Cookies

5. Mariza, krem do stóp na pękające pięty - stosowałam raczej profilaktycznie i jako nawilżacz na co dzień spisywał się ok. Nie wiem jak poradziłby sobie z popękanymi pietami. Ładnie pachnie, nie jest tłusty, szybko się wchłania.
Teraz: kończę krem SheFoot i otwieram lawendowy z Marizy
6. Eveline, ujędrniający olejek antycellulitowy - w grudniu postawiłam na olejki do nawilżania ciała. Małe opakowanie, więc wątpię czy stosując zgodnie z zaleceniami (10 minut masażu dziennie) dałoby się zaobserwować jakieś zmiany w kwestii cellulitu, ale tak czy inaczej podobał mi się ten olejek. Dobrze nawilżał i szybko się wchłaniał, nie zostawiając tłustej i błyszczącej skóry a tak do tej pory wyobrażałam sobie używanie olejków.
Teraz: próbki olejków Tso Moriri
7. Kropla Zdrowia, krem do rąk - recenzja tutaj. Liczyłam, że w zimie krem zadba o moje dłonie, ale okazało się, że nie do końca sobie z tym radził, mimo, że do tej pory zima była dość łagodna. (Przypomnę mój problem - jak temperatura zaczyna spadać to na prawej dłoni skóra mi pęka, robi się szorstka, brzydka.)
Teraz: krem do rąk Oriflame
8. Tso Moriri, olejki do ciała - próbki, które wystarczały mi na 3-4 użycia. Szczególnie przypadł mi do gustu dwufazowy olejek Kwiat wiśni (czerwony) i pięknie pachnący Letnia noc (ten miał takie trochę męskie nuty). Kawior (niebieski) też był dwufazowy, Świeżość poranka i Zmysłowy urok również ładnie pachniały, ale w pierwszej kolejności chciałabym wypróbować tylko dwa podane wyżej. Wszystkie dobrze nawilżały, nie wylewały się z ręki, nie tłuściły skóry, bo szybko się wchłaniały. Wrócę, jak najszybciej.
Teraz: ostatnie próbki TM

9. BeBeauty, płyn micelarny - kolejna flacha lubianego przez tłumy płynu micelarnego, ale tym razem nie byłam już tak zadowolona. Zauważyłam, że pod koniec butli, twarz po przetarciu wacikiem robiła się zaczerwieniona, podrażniona. Poza tym, ma tę samą pojemność co Garnier a kończy się szybciej, więc póki co pozwolę sobie od niego odpocząć.
Teraz: Garnier na oczy, Sylveco na twarz
10. Jadwiga, maska z glinki czerwonej - taka mała, wystarczyła na 3 czy 4 użycia a nie mogłam jej wykończyć (bo ciągle zapominałam). Ciężko mi coś o niej powiedzieć, bo stosowałam od przypadku do przypadku, bez regularności, więc zachowywała się jak każda inna glinka - podsuszała zmiany, ściągała, ale nie wysuszała skórę, wygładzała ją i zmiękczała.
Teraz: inne kolory glinek
11. Ziaja, myjący żel normalizujący Liście manuka - recenzja tutaj. Wrócę raczej do tego z drobinkami peelingującymi.
Teraz: żel Avon
12. Zrób Sobie Krem, glinka żółta - patrz pkt. 10. Stosowana doraźnie, łagodziła zmiany na skórze, nie podrażniała ich, usuwała sebum, wygładzała skórę na twarzy. Teraz w kolejce czeka różowa, brązowa i jakieś ciemne.
Teraz: inne glinki
13. Dabur, woda różana - kolejna flacha uwielbianej przeze mnie wody. Tym razem używałam jej głównie do rozrabiania maseczek, ale pod koniec także jako toniku. Kocham niezmiennie.
Teraz: woda różana KTC
14. Farmona, Jantar szampon z wyciągiem z bursztynu - bardzo mile mnie zaskoczył. Szampon o zapachu odżywki Jantar do włosów, więc dla mnie przyjemny. Odpowiednio się pieni, nie plącze włosów, dobrze oczyszcza, jest bardzo wydajny. Z chęcią kiedyś wrócę.
Teraz: szampon Sylveco
15. Avon, płyn do higieny intymnej Active - tak mi się spodobał, że używam już drugiego opakowania. Zwykle zapachy avonowych płynów szybko mnie męczą a zbyt rzadka konsystencja nie zachęca do powrotu, ale ten jest jakiś inny. Przezroczysty, dobrze się pieni, przyjemnie pachnie - dla mnie wystarczy.
Teraz: to samo
16. Bath&Body Works, mydło w piance Twilight Woods - recenzja tutaj. Cudowne mydło o przepięknym zapachu, jeśli tylko będę miała możliwość to wrócę.
Teraz: walentynkowe mydło w kostce TM i malinowe TSSS
17. Tołpa, mydło borowinowe - jakoś mnie specjalnie nie zachwyciło ani zapachem, ani działaniem. Mydło jak mydło.
Teraz: jw.

18. Mariza, mineralny podkład pudrowy Ciemny beż - używałam go latem, razem z odcieniem Naturalnym. Gdy otworzyłam podkład Rhea i okazał się za jasny to tym delikatnie uzyskiwałam kolor, który mi pasował. Jako podkład jest mi za ciemny, ale jego wygląd na twarzy podoba mi się najbardziej z trójki (mam jeszcze Jasny beż).
Teraz: podkład mineralny Maybelline Ivory
19. Rhea, podkład mineralny Sable Light - wybrałam dwa odcienie tego podkładu, ten jest ciut ciemniejszy, choć ostatecznie i tak okazał się być za jasny. Składowo bardzo mi odpowiada, krycie również jest zadowalające. Zmiany na twarzy powoli znikają, ale jak zrobię skok w bok na rzecz drogeryjnych podkładów (np. resztek Revlona, którego nie mogę wykończyć) to wszystko się odnawia.
Teraz: chwilowo jeszcze Maybelline, ale zaraz się skończy i otworzę ten jaśniejszy odcień, Natural Light.
20. Avon, żelowa kredka SuperShock Raw Plum - moje ulubione kredki do kresek, choć ten kolor szybko mi się znudził (wolę Savage ♥). Wrócę, ale do tej turkusowej, bo mam je jeszcze w zapasach (nawet odłożyłam je dla Was na rozdanie :))
Teraz: kredka Felicea

21. Beauty Formulas, maska do dłoni - zimą moje dłonie potrzebują dodatkowego, bardzo mocnego nawilżenia, więc w końcu przypomniałam sobie o tej masce. Trzymałam ja na dłoniach dłużej niż trzeba (zwyczajnie zasnęłam w tych rękawiczkach) i efekt był bardzo zadowalający, choć niestety krótkotrwały. Dodatkowy plus za przyjemny zapach. Z chęcią kiedyś wrócę.
Taraz: bawełniane rękawiczki i kremy mocno nawilżające
22. Avon, woda toaletowa Mesmerize - zapach mnie zauroczył, ale jak to ostatnio bywa, później bardzo męczył. Trwałość nie jest niestety jego mocną stroną, nie widać też ile jeszcze płynu zostało w środku. Raczej nie wrócę, bo już kusi mnie kolejna wersja tego zapachu, taka granatowa.
Teraz: woda Ultra Sexy ♥
23. Batiste, suchy szampon do ciemnych włosów - kolejne opakowanie szamponu tej firmy, ale wcześniej miałam inną wersję. Swoje zadanie spełniał w 100%, brudził szczotkę i dłonie na brązowo, ale przedłużał czas miedzy myciami, więc w awaryjnych sytuacjach spisywał się doskonale.
Teraz: suchy szampon z Avonu (Batiste też już mam jakby co)

Próbki.maskę Eveline znalazłam przez przypadek - zużyłam ją już jakiś czas temu, ale jakoś wypadła poza mój koszyczek i dopiero teraz ją odnalazłam. Była ok. Duet Pantene wykorzystałam na wyjeździe świątecznym, bez rewelacji, ale źle też nie było. Próbki produktów Tołpy znalazłam w opakowaniu kremu do twarzy, akurat te chyba najbardziej lubię, więc cieszę się. Maska Avon Palnet Spa już chyba trochę po terminie, więc dość szybko ją zmyłam, ale na szczęście nic złego mi nie zrobiła.

Przeterminowane wyrzutki. Najbardziej szkoda mi oleju z kocanki z Biochemii Urody (nie wiedziałam jak się do niego zabrać i tak oto skończył się termin) i avonowej bazy pod makijaż (dawno już zrezygnowałam z tego typu produktów, ale mogłam ją oddać komuś kto znalazłby dla niej zastosowanie).

No i tyle! Jak Wam poszło z denkiem w ostatnim miesiącu? Znacie coś ode mnie?

wtorek, 3 listopada 2015

Denko - październik

Jak zwykle na początku miesiąca zapraszam Was na denko - jeden z ulubionych, choć równocześnie najbardziej czasochłonny post.

1. Avon, żel pod prysznic Kwiat wiśni - bardzo przeciętny żel. Podobał mi się najmniej ze wszystkich (zaraz obok jabłka i lilii) zarówno pod względem działania jak i zapachu. Nie kupię więcej.
Teraz: żele z zapasów
2. Avon, Planet Spa cukrowy peeling do ciała - bardzo przyjemny produkt. Zapach ciepły, bardzo słodki, drobiny peelingujące w zadowalającej ilości, więc i zdzieranie na dobrym poziomie. (Mam jeszcze 2 w zapasie).
Teraz: peeling Perfecta
3. Tołpa, ujędrniający żel pod prysznic Dąb paragwajski - WOW! Dorwałam go za 1 gr przy jakimś zamówieniu i nie spodziewałam się, że tak bardzo mi się spodoba! Zapach niezwykle świeży i orzeźwiający, choć bardzo charakterystyczny dla firmy, taki tołpowy. Zaskoczeniem były dla mnie drobiny peelingujące w żelu, bo nigdzie na opakowaniu o tym nie doczytałam a tak doznałam bardzo miłej niespodzianki. Nie jest to jakieś mega zdzieranie, ale zawsze lekki masaż jest bardziej przyjemny niż zwykły prysznic. Z chęcią wróciłabym do niego, jeśli trafi się dobra promocja, bo zwykle nie wydaję więcej niż dychę na żel pod prysznic a ten kosztuje ok. 13 zł
Teraz: patrz pkt. 1
4. Avon, płyn do kąpieli Czarna orchidea i malina - bardzo przyjemny i otulający zapach, przypominał mi wodę Ultra Sexy. Piana co prawda dość szybko znika, ale ja nie jestem miłośniczką wylegiwania się w wannie, więc wyrabiałam się w czasie. Być może wrócę, ale nie wiem czy jest jeszcze w ofercie.
Teraz: ciasteczkowy płyn z Biedronki

5. i 6. Bania Agafii, balsam i szampon Aktywator wzrostu - mam jeszcze parę tych saszetek i postanowiłam używać ich w duecie. Spełniają swoją podstawową funkcję, ale nie umiem stwierdzić czy faktycznie pomagają, bo równocześnie używam też np. Jantara. W każdym razie nowe włosy rosną, choć stare jeszcze wypadają.
Teraz: szampon Jantar i mleczny Kallos
7. Joanna, szampon Miód i cytryna - zapach totalnie nie w moim klimacie, ale jakoś wymęczyłam. Mył, nie plątał włosów, więcej nie pamiętam.
Teraz: szampon Jantar
8. Jantar, odżywka do włosów - przelewam ją sobie do psikadełka i jak pamiętam to używam dzień przed myciem. Lubię zapach tej odżywki, jej lekką formułę oraz działanie, bo 'baby hair' aż mi sterczą na wszystkie strony i ciężko je wygładzić ;)
Teraz: kolejna flaszka odżywki

9. Dermedic, Hydrain Tonik, mleczko 2 w 1 - wzięłam z ciekawości na wymianie podczas spotkania blogerskiego, ale jakoś mnie nie przekonało do siebie. Przede wszystkim produkt przeznaczony jest do skóry suchej, więc nie mojej, ale to nie o to chodzi. Odzwyczaiłam się od mleczek itp. i ciężko mi je znowu polubić.
Teraz: żele z zapasów
10. Pianka oczyszczająca Drzewo herbaciane - recenzja tutaj. Nie skuszę się ponownie.
Teraz: pianka Clean&Clear
11. Allverne, woda micelarna - wersja podróżna z JoyBoxa. Od razu poszła w ruch i już pierwszego dnia zniszczyłam opakowanie, bo mi upadła, więc o podróżowaniu z nią mogłam zapomnieć. Dość ciekawy produkt o bardzo wyraźnym zapachu, który nie każdemu może się spodobać. Mi nie przeszkadzał, ale chyba pierwszy raz spotkałam się z tym, żeby płyn micelarny pachniał aż tak bardzo. Twarz oczyszczał bardzo dobrze, jednak podczas zmywania oczu piekły mnie powieki. Nie wiem czy chciałabym pełnowymiarowe opakowanie.
Teraz: płyn Garnier Czysta skóra
12. Avon, płatki do demakijażu oczu - stosując płyny micelarne przyzwyczaiłam się do mokrego wacika. Te płatki były dość wilgotne, jednak jak parę dni ich nie używałam to wysychały i trzeba było odwracać opakowanie do góry nogami. Nie dość dobrze radziły sobie z demakijażem oczu i czasami zwilżałam też je dodatkowo płynem micelarnym. Nie podrażniały, powieki nie piekły, ale nie wrócę.
Teraz: tradycyjnie płyn micelarny i wacik

13. Avon, maska-krem na noc Hydra Recovery - miała pojawić się recenzja, ale zabrakło mi czasu. Świetny produkt, który faktycznie bardzo dobrze nawilża oraz pielęgnuje skórę. Najczęściej stosowałam na noc po maseczkowaniu, bo wtedy najlepiej można było zaobserwować to ukojenie. Skuszę się ponownie.
Teraz: krem z kwasem Clearskin
14. Avon, serum wyrównujące koloryt skóry - kolejne opakowanie, recenzja tutaj. Raz na jakiś czas lubię doń wrócić i stale jestem zadowolona, choć teraz już tak bardzo nie zwracam uwagi na to jak radzi sobie z przebarwieniami.
Teraz: krem intensywnie nawilżający Bandi
15. Initiale, maska peel-off Papaja - recenzja tutaj. Chętnie spróbuję innych wersji.
Teraz: różne sypkie i gotowe

16. Ziaja, balsam do ciała Mango - ot, taki zwyklaczek, ale dziad bardzo wydajny i myślałam, że nigdy go nie skończę :/. Zapach delikatny, błyskawiczne wchłanianie, nawilżanie takie w sam raz na co dzień i nawet pompka działała niemal do samego końca! Mimo tego raczej nie wrócę.
Teraz: zapasy...
17. Tso Moriri, próbki maseł do ciała: złote i mango&kawior - bardzo tłuste masła, takie prawdziwie maślane. Skóra po zastosowaniu bardzo się błyszczy, trochę lepi, ale dla efektu nawilżenia warto czasem się pomęczyć.

18. Woda Nicole nr 107 - recenzja tutaj.
Teraz: zapasy
19. Lirene, fluid City Matt - kolejna bardzo miła niespodzianka! Początkowo odcień był dla mnie za ciemny, ale dzięki letniej opaleniźnie mogłam go zużyć. Bardzo fajna konsystencja, podkład nie robi efektu maski, wyrównuje koloryt a jednocześnie zakrywa drobne niedoskonałości (korektor też musiał być). W ciągu dnia nie ciemnieje na twarzy, efekt matowienia nie jest też zbyt długotrwały, ale wystarczą bibułki i wszystko jest ok. Z chęcią do niego wrócę.
Teraz: na zmianę Avon i Mariza
20. Laura Conti, pomadka ochronna - była tak wydajna, że aż mnie wkurzała. Nie lubię pomadek ochronnych (mam jeden wyjątek), wolę balsamy do smarowania palcami jak już. Nie była bublem, spisywała się w porządku, ale nie lubię i już!
Teraz: pomadka Sylveco
21. Avon, żelowa kredka SuperShock - moja kochana kredeczka ♥ Uwielbiam ten odcień i nie pamiętam już kiedy ostatnio na powiekach miałam czarne kreski! Od kiedy spróbowałam tej to ciągle tylko ona lub fiolety czy szarości.
Teraz: denkuję taką tylko Raw Plum i nie mogę się doczekać otworzenia kolejnej Savage z zapasów

Próbki: tylko serum naprawcze Reversalist Avon zużyłam z wielka przyjemnością a reszta to walka z kończąca się datą ważności. Pastylka do kąpieli raczej marnej jakości: musowała delikatnie, ale nie czułam żadnego zapachu i choćby najmniejszego nawilżenia.


A jak Wam poszło? Trafiły Wam się jakieś miłe zaskoczenia?

niedziela, 4 października 2015

Denko - wrzesień

Tak pięknej soboty jak wczoraj nie było już dawno! Ciepło, słonecznie, leniwie i bardzo pozytywnie. Myślałam nawet, że uda mi się wyjść z domu, ale wszystko obserwowałam z balkonu, bo musiałam skończyć książkę, która bardzo mnie wciągnęła i w końcu ogarnąć nieco dom, obiad i zdjęcia do denka. Trochę udało mi się zużyć a sporą część koszyczka zajmowały też wyrzutki, które były wynikiem porządków, więc wszystko się już przesypywało w szafce.
Na początek jednak denko

1. Sylveco, tonik hibiskusowy - miałam zamiar wyrobić się z recenzją jeszcze we wrześniu, ale się nie udało, więc niedługo o nim napiszę.
Teraz: tonik z perłą i kawiorem Theo Marvee
2. Ziaja, oliwkowy płyn micelarny - pisałam o nim tutaj. Bardzo przyjemny produkt, niedrogi, więc z pewnością wkrótce do niego wrócę.
Teraz: woda micelarna Allverne i płyn micelarny Czysta Skóra Garnier
3. Beauty Formulas, plasterki na krosty i plamy - kolejne opakowanie jest u mnie, więc jestem z nich zadowolona.
Teraz: to samo
4. Hean, płyn micelarny 3 w 1 - recenzja tutaj. Spisywał się bardzo dobrze, świetnie radził sobie z demakijażem oczu i jest tani, więc również do niego wrócę.
Teraz: patrz Ziaja

5., 6., 7. Avon, żel pod prysznic Energising, Naturals Jagoda i Orchidea oraz Revitalising  - wszystkie 3 o bardzo przyjemnych zapachach, gęste i wydajne. Odkryciem był ten Jagoda Orchidea, bo zapach mnie urzekł. Wszystkie pewnie jeszcze się u mnie pojawią.
Teraz: coś z zapasów...
8. Mariza, płyn do higieny intymnej - kolejna flaszka, bo zapach bardzo mi się spodobał, ale tym razem miałam problemy z pompką. Zacinała się a pod koniec całkiem przestała działać, więc musiałam lać go na rękę a przez to stracił na wydajności, bo to był wcześniej jego ogromny atut. Być może wrócę jeszcze jak się pojawi w promocji.
Teraz: płyn Active, Avon
9. Soap&Glory, żel pod prysznic mini - bardzo przyjemny zapach, buteleczka w sam raz na weekendowe wyjazdy. Minusem jest odkręcanie, ale da się to jakoś wytrzymać raz na jakiś czas. Jak trafię w sh to wrócę.
Teraz: zużywam zapasy...

10. Avon, dezodorant Luck - zapach bardzo przyjemny, urocze opakowanie, ale użyłam go tylko kilka razy, bo większość TŻ wypsikał zabijając meszki miotaczem ognia...
11. Mariza, mgiełka do ciała Sweet Fruits - przyjemny odświeżacz na co dzień, jednak zapach (przypominający mi starą, dobrą oranżadę) nie uzależnił mnie tak jak poprzednia wersja, Green Tea, której mam już zapas.
Teraz: mgiełka Fresh Citrus
12. Avon, woda Up to You - zapach urzekł mnie w katalogu, więc trafił na listę dla Mikołaja, jednak szybko mi się znudził, bo nie pachniał tak ładnie i ostatecznie ledwo go wymęczyłam. Nie wrócę.
Teraz: coś z zapasów...

13. Avon, szampon BB - kupiłam całą serię i dzięki niemu zmieniłam nastawienie do linii AT. Zerwałam z tymi szamponami, bo wszystkie pachniały mi tak samo, więc przestałam wierzyć w obiecywane cuda i dziwy a ten jest inny. Przyjemnie pachnie i dobrze się spisuje na włosach, nie obciąża ich, nie plącze i nie tępi, włosy są gładkie, ładnie się błyszczą, choć to pewnie nie tylko jego zasługa, ale mam ochotę jeszcze wrócić.
Teraz: mini szampon Joanna
14. Lee Stafford, kuracja głęboko odżywiająca z olejkiem arganowym - włosy faktycznie były gładkie, jedwabiste i lśniące, więc obietnice spełnione! Zapach trochę dziwny i nie wiem czy to tylko zasługa olejku arganowego czy też kończącego się terminu, ale dało się znieść. Nie wrócę, bo te produkty są drogie a aż tak mnie nie zachwyciła.
Teraz: maska pani Potter's

15. Avon, krem do stóp i łokci - ulubieniec do stóp, więc ciągle do niego wracam.
Teraz: krem na pękające piety Mariza
16. Soap&Glory, mini masło do ciała - patrz pkt. 9. Tu dodam jeszcze, że nawilżenie jest odpowiednie a zapach na ciele czuć jeszcze pod koniec dnia, więc jest naprawdę bardzo trwały.
Teraz: różności z zapasów
17. Beauty Naturalis, balsam do ciała Aronia - miał wzmacniać naczynka, więc używałam go z wielkim zainteresowaniem a po całym opakowaniu tego raczej mleczka niż balsamu mogę stwierdzić, że bliżej mu jednak do bubla. Nic nie redukował, ciężko też teraz stwierdzić czy wzmacniał, bo nie ma jak tego sprawdzić. Z opisu zgadza się jedynie to, że pielęgnuje skórę, sprawia, że jest miękka, wygładzona i przyjemna w dotyku, ale to potrafi wiele balsamów. Plus za przyjemny zapach i szybkie wchłanianie, ale nie skłoni mnie to do powrotu.
Teraz: kilka różnych produktów z zapasów
18. Eveline, odmładzający krem do rąk - i znowu przerost treści nad formą... Zwykły krem jakich wiele, przyjemnie pachnie, dobrze się wchłania, ale nie nawilża tak jak lubię i nie odmłodził moich dłoni. Nie wrócę.
Teraz: krem Kropla Zdrowia i inne

19. BeBeauty, zmywacz w płatkach - bardzo dobrze sobie radził z jasnymi lakierami, choć płatki wydawały się być słabo nasączone płynem (nie tak jak te Ferity). Pod koniec przyspieszyłam, bo bałam się, że całkiem wyschną. Nie wrócę raczej, bo wolałabym mniejsze opakowanie, ale podobnych płatków chętnie będę wypatrywać, bo to ciekawa odskocznia od zwykłego zmywacza.
Teraz: Cleanic z JoyBoxa (oprócz tego normalny zmywacz z Rosska)
20 Mariza, porcelanowy preparat do regeneracji paznokci - lubiłam go, bo był bardzo wydajny i  dawał efekt mlecznych paznokci, ale w kwestii wzmocnienia nic się nie zmieniło. Paznokcie mam słabe, kilka stale się rozdwaja a nawet rozczwarza, więc nie ma sensu wracać.
Teraz: odżywka wybielająca Manhattan
21. Eveline, korektor 8 w 1 kryjąco-rozświetlający z olejkiem arganowym - bardzo ładnie krył moje cienie pod oczami, nie zbierał się w zmarszczkach, rozjaśniał spojrzenie. Przyjemnie mi się go używało i wrócę do firmy, ale tym razem wezmę chyba Art scenic, bo również czytałam pozytywne opinie.
Teraz: pod oczy nic... Na twarz kamuflaż Catrice.
22. Carea, płatki  kosmetyczne - uwielbiam.
Teraz: to samo


Próbki i inne
Krem do rąk Mister Milano pięknie pachniał i spisywał się w porządku w kwestii nawilżenia, ale nie wiem czy cena przekonałaby mnie do zakupu. Bardzo spodobał mi się też krem rozjaśniający przebarwienia Ava Cosmetic, bo ładnie uspokajał cerę po nocy, ale tonę w zapasach i nie mogę się teraz skusić na pełnowymiarowe opakowanie. Pędzel do nakładania maseczek Avon gubi włosie podczas używania, więc już się zużył i teraz chyba poszukam czegoś innego. Z próbek produktów Tso Moriri najbardziej spodobał mi się mus wiśniowy tylko z ewentualnym zakupem muszę poczekać aż uszczuplę zapasy. Tołpowy żel jest na mojej liście musthave.

Przeterminowane wyrzutki
Największy bubel ever czyli sztyft LSS! Zniszczył mi wiele ubrań a i tak nie chronił zadowalająco - nigdy więcej! Dermacol stosowałam jako korektor (dobrałam zły odcień, żeby móc go stosować jak podkład) i choć świetnie ukrywał to, co potrzeba to zdążył mnie paskudnie zapchać, więc poszedł w odstawkę. Podkład z Marizy kupiłam na wyprzedaży i mimo, że termin ważności upływa za nieco ponad miesiąc to już od kilku podejść (jeszcze przed wakacjami było pierwsze) nie da się go używać przez brzydkie rolowanie i okropny zapach. Szkoda, bo to prawe cała butelka... Reszta jak widać to błyszczyki, których nie zdążyłam zużyć przed terminem, odżywka do rzęs i tusz kobaltowy oraz najgorsze na świecie lakiery Vipera i Virtual! Ten żółty ma cienki pędzelek do zdobień, ale jak tu zdobić skoro odcień jest bardzo słabo napigmentowany a pędzelek ze sterczącymi na bok włoskami... A ten matujący to jeszcze większa tragedia, bo nawet nie zasycha na paznokciu, więc co tu mówić o matowieniu... 


Uff! Ledwie dobrnęłam do końca! Jak Wam poszło ze zużyciami ostatnio?

sobota, 15 sierpnia 2015

Ziaja, Liście manuka: pasta do oczyszczania twarzy i reduktor zmian potrądzikowych

Ostatnimi produktami z Ziajowej serii Liście manuka, na które się skusiłam i teraz pora o nich wspomnieć, są pasta i reduktor. O pierwszej dużo i głośno w blogosferze, w większości są to głosy pozytywne, natomiast o reduktorze zbytnio nie można poczytać. Jeśli jesteście ciekawe co myślę o tym duecie to zapraszam do lektury.
Krem na dzień i na noc opisywałam tutaj a oba żele tu.

pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom
reduktor zmian potrądzikowych

Zacznę od pasty. 
W białej, plastikowej tubce z otwieraniem typu 'klik' mieści się 75 ml produktu. Ubytek można kontrolować pod światło a tubka jest miękka do przecięcia, więc pastę można zużyć do samego końca. 
W środku znajduje się biała pasta z zielonymi drobinkami. Pachnie bardzo przyjemnie - tak świeżo, orzeźwiająco. Już niewielka ilość produktu wystarcza na pokrycie całej twarzy, więc wpływa to dobrze na wydajność. Nie jest to tak ostry peeling jak uwielbiany dawniej przeze mnie peeling Clearskin, nie czuć także tak mocnego chłodzenia, ale polubiłam tę pastę właśnie za to, że jest od niego o wiele delikatniejsza i dzięki temu można używać jej częściej. Używałam jej zgodnie z instrukcją na opakowaniu, ale czytałam, że dziewczyny zostawiają ją jeszcze na chwilę na twarzy w formie maseczki i przy kolejnym opakowaniu mam zamiar tego spróbować. Efekt jaki uzyskujemy po zabiegu to czysta i odświeżona twarz, przyjemnie gładka, nie ściągnięta i nie przesuszona. Produkt nie podrażnia zmian wypryskowych, nie powoduje zaczerwienienia na twarzy, ale zaskórniki niestety nie zniknęły. Jeśli zatem liczycie, że ta pasta pomoże pozbyć się tego problemu to lepiej darować sobie zakup - ja mam już kolejne opakowanie, bo bardzo polubiłam zapach oraz taką formę peelingowania przed maseczkami.


Cena:
8,99 zł/75 ml (na początku szału na serię w małym sklepiku, kolejną tubkę w rossmannowej promocji kupiłam sporo taniej)

Skład i info o produkcie:


Teraz reduktor.
To z kolei maluszek, bo w tej mini tubeczce mieści się 15 ml preparatu o lekko żelowej konsystencji. Tubka jest odkręcana i ma precyzyjny aplikator, jednak patrząc na znikome działanie tego produktu, na dłuższą metę jest to minus. Zapach jest niewyczuwalny podczas używania, czuć go trochę w opakowaniu po jego rozcięciu.
Początkowo stosowałam zgodnie z instrukcją czyli odrobinę wklepywałam na wszelkie zmiany na twarzy, ale wtedy miałam ich dużo i była to męcząca czynność. Jak zauważyłam, że reduktor jest mojej twarzy obojętny tzn. ani nie pomaga, ani nie szkodzi to zaczęłam większą ilością smarować całą twarz. I wówczas również nic się nie poprawiło, ale przynajmniej opróżniłam tubkę...
Reduktor był chyba najdroższy ze wszystkich produktów na które się skusiłam i sporo sobie po nim obiecywałam a wyszło podobnie jak z kremami czyli nico - dalej zanieczyszczone moje lico...


Skład znajduje się na kartoniku, ale ten gdzieś mi się zapodział...

Cena:
7,89 zł/15 ml (w aptece Gemini, stacjonarnie widziałam go za ok. 12 zł)


Podsumowując całą serię to u mnie wyszło fifty-fifty ---> połowa spisuje się dobrze, druga połowa niekoniecznie. Jednak z tego co widziałam/czytałam zdania są bardzo podzielone i te produkty, które u mnie się nie spisały dla innych były w porządku i na odwrót - moje hity nie sprawdzały się u innych. Całe szczęście, że nie są to drogie kosmetyki, więc każdy może zainwestować i samemu wyrobić sobie opinię. Ja z pewnością wrócę do obu żeli i pasty. 


Byłyście w stanie oprzeć się szałowi na tę serię? Jak Wasze odczucia? Znalazłyście perełkę?

niedziela, 26 lipca 2015

3 płyny micelarne na tapecie: Avon, Hean, Ziaja

Przy takich upałach jak wczoraj najprzyjemniejsze jest te 10-15 minut po wyjściu spod prysznica czy umyciu twarzy. Później jest już tylko gorzej... Dziś zajmę Was analizą trzech płynów micelarnych, które, poza oczyszczaniem, powinny przedłużać ten efekt świeżości na twarzy.

Płyn micelarny to produkt, który według mnie nie potrzebuje dużo czasu, żeby wyrobić sobie o nim opinię. Dla mnie w zasadzie liczy się tylko dobre zmywanie oczu oraz twarzy, więc wystarczą mi 2-3 pierwsze użycia i już wiem, czy się polubimy czy nie. Dodatkowe obietnice potrzebują więcej czasu na spełnienie, ale zwykle już nie zwracam na to uwagi. Jeśli jesteście ciekawe jak wypadli w moich testach dzisiejsi bohaterowie to zapraszam do lektury.

w kolejności alfabetycznej: Avon, Hean, Ziaja
Wszystkie płyny mam od niedawna - pierwszy to absolutna nowość (dostępna w stałej ofercie za jakiś tydzień), drugi nowość dla mnie, bo nie spotkałam się jeszcze z tą firmą w moim mieście a trzeci również po raz pierwszy rzucił mi się w oczy podczas ostatniej mega promocji w Rossku. Zwykle jeśli chodzi o demakijaż, mam na podorędziu 2 płyny. Pierwszy do twarzy (używam go do usunięcia resztek makijażu po uprzednim demakijażu pianką oczyszczającą) i drugi, który lepiej radzi sobie ze zmywaniem oczu - czasem jeden płyn radzi sobie bardzo dobrze i z tym i z tym, ale lubię mieć możliwość wyboru.

1. AVON, woda oczyszczająca o działaniu przeciwstarzeniowym 3 w 1: oczyszcza, tonizuje, usuwa makijaż.
Jak tylko zobaczyłam te wodę w ofercie, nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła ją wypróbować. To pierwszy tego typu produkt w Avonie, (podobnie jak mająca się pojawić w tym samym czasie woda różana do twarzy, ale mój zapał co do niej ostygł, jak tylko zobaczyłam jej skład - zostaje przy mojej Dabur) i cena niestety nie jest zachęcająca, bo za 200 ml płynu zapłaciłam 13 zł a w katalogu będzie dostępna za ok. 17 zł.
Woda, mimo tego, że nadaje się do wszystkich rodzajów skóry i nie jest zalecana od konkretnego wieku, nie jest dla mnie odpowiednia. Podczas używania twarz zaczyna mnie piec i robi się czerwona. Z oczami jest jeszcze gorzej - wytrzymałam tylko zmycie jednego oka... Robiłam do niej 3 podejścia i za każdym razem jest tak samo, choć wydaje mi się, że z każdym kolejnym razem twarz czerwieni się już coraz mniej. Produkt bardzo dobrze sobie radzi ze zmywaniem resztek makijażu, tusz i kredkę usuwa równie dobrze, ale dyskomfort związany z pieczeniem, dyskwalifikuje go całkowicie. Z linii Anew używałam już kilku produktów, byłam zadowolona z serum naprawczego i wyrównującego koloryt skóry oraz kremu-żelu nawilżającego (starej wersji) a nie spisały się kremy z serii Vitale - może to będzie jakaś wskazówka dla tych, którzy zastanawiają się nad zakupem.
Z wchodzących nowości skusił mnie również żel oczyszczający do skóry tłustej i mieszanej z serii Anew Clean i ten zapowiada się o wiele lepiej.
Wodę oddam mamie, o ile ją zechce.

2. HEAN, płyn micelarny 3 w 1
Płyn kupiłam jak tylko dowiedziałam się, że jest dostępny w Kauflandzie, w dodatku był w promocji - 4,99 zł/200 ml. Wyciągnęłam go, gdy okazało się, że muszę odłożyć wodę Anew. Makijaż oczu usuwa doskonale! Nie powoduje przy tym żadnego dyskomfortu a wrażliwe okolice są przyjemnie nawilżone. Z resztkami makijażu radzi sobie bardzo dobrze, jednak twarz nie jest tak odświeżona jakbym sobie tego życzyła - płyn zostawia delikatny film, który się błyszczy i czuć go na twarzy (pod oczami mi to nie przeszkadza a nawet jest wskazane, bo ciągle nie mogę zacząć regularnie używać kremów w tych okolicach a to uczucie daje mi choć trochę spokoju). Może nie jest to niewybaczalna wada, ale szczególnie teraz, przy aktualnych upałach, szukam czegoś innego. 
Płyn zostawiam do zmywania oczu. 

3. Naturalny oliwkowy płyn micelarny, oczyszczanie twarzy, demakijaż oczu
W poszukiwaniu upragnionego odświeżenie, jako trzeci, wyciągnęłam płyn oliwkowy. I tym razem był strzał w dziesiątkę! Nie dość, że był tani jak barszcz - 5,21 zł/200 ml (cena regularna 8,69 zł, ale coś go nie mogłam znaleźć w drogerii internetowej) to świetnie usuwa mój lekki makijaż oka i resztki makijażu z twarzy oraz daje mi takie odświeżenie, jakiego oczekuję. Tak, jakbym przetarła twarz wodą różaną - jest lekko chłodno (choć to złudzenie, ale tak właśnie odczuwam odświeżenie), nic się nie błyszczy i nie lepi, no ideał! Jeśli tylko mogę to, po jego użyciu, jak najdłużej wstrzymuję się z kremem i resztą zabiegów.
Zdecydowanie polecam!

Skład:
 


Podsumowując, wychodzi na to, że tylko Ziaja pod każdym względem dorównuje moim ideałom (Be Beauty, różowy i zielony Garnier, lipowy Sylveco i srebrny oraz zielony Tołpa). Nie przeszkadza mi to jednak, aby w dalszym ciągu szukać i poznawać nowe płyny, o ile są godne uwagi.

A jak u Was? Znalazłyście już swój ideał? Znacie te moje płyny?

środa, 1 lipca 2015

Denko - czerwiec

Kolejny miesiąc za nami a ja już w połowie wiedziałam, że denko będzie obfite, bo opakowania nie mieściły mi się w koszyczku.


Twarz
1. KTC, woda z kewry - miała być recenzja, ale nie wyszło. Dobrze spisywała się jako tonik czy przy rozrabianiu maseczek, lecz nie wrócę do niej, bo "pieczarkowy" zapach nie przekonał mnie do siebie.
2. Eveline, krem do twarzy Hydra Booster - całkiem przyjemny krem o bardzo zachęcającym, nieco męskim zapachu. Dobrze nawilżał, nie zapychał, szybko się wchłaniał, więc dawał radę pod makijaż. Nie wrócę, bo mam jeszcze ogromny zapas a dużo czeka też w kolejce na wish-liście.
3. Einstein, balsam do ust - świetny balsam! Bardzo dobrze dbał o moje usta, lekko chłodził i mrowił. Nie przeszkadzał mi ten miętowy smak, więc z chęcią do niego wrócę.
4. Tołpa, serum nawilżające (próbka) - skóra wchłaniała w oczach! Ciężko było je wydobyć z saszetki, bo nieomal się wylało, ale może kiedyś skuszę się na wersję pełnowymiarową.
5. Ziaja, reduktor zmian trądzikowych - recenzja "się pisze"...
6. Avon, odświeżająca maseczka do twarzy Planet Spa - bardzo fajna maseczka, gęsta, kremowa, w sam raz gdy nie ma czasu na babranie się z glinkami. Być może wrócę.
7. Ziaja, pasta oczyszczająca - patrz pkt. 5...
8. Garnier, płyn micelarny skóra normalna i mieszana - był równie skuteczny co wersja różowa, więc będę do obu wracać, w zależności od humoru czy promocji. Teraz w kolejce czeka jeszcze "Czysta skóra".

 9. Paese, puder bambusowy - recenzja tutaj. Z chęcią wrócę.
10. Mariza, korektor antybakteryjny - kupiłam na wyprzedaży i mnie zachwycił! Może nie krył tak jakbym sobie tego życzyła, ale faktycznie nie pogarszał stanu "posiadania" na twarzy a łagodził podrażnienia, z czasem robiło się też ich coraz mniej. Mocowałam się z opakowaniem i udało mi się go zużyć do ostatniej kropli. Nowy będzie niebawem, bo akurat pojawił się na kolejnej wyprzedaży (tylko mi go nie wykupcie! ;)).


Włosy
11. Farmona, szampon Skrzyp polny - zadowolił mnie, więc z chęcią sięgnę po kolejne opakowanie (widziałam, że w Biedrze zagościły na stałe). Nie plątał włosów, wygładzał je i dobrze oczyszczał. Nie wiem jak wpłynął na wypadanie, bo sporo tego używam w walce.
12. Anna, nafta kosmetyczna - zapach przeokropny, ale działanie całkiem w porządku. Być może powrócę, bo pod koniec udało mi się nawet używać jej bez narzekania na czasochłonność - chlustałam sobie nią z opakowania na pasma włosów :).
13. Avon, kuracja dodająca blasku - maluszek, ale niezły wariat! W minutę faktycznie działał cuda na włosach - nawilżał, długotrwale "pachnił" i wygładzał niesforne kłaczki jednocześnie podkreślając skręt większych pasem (włosy i tak mi ładnie błyszczą, więc nie wiem czy na to działa). Pierwsze skojarzenia miałam z maską drożdżową Banii Agafii, nawet zapach nieco podobny i żałowałam, że przegapiłam dobrą ofertę na te kuracje parę katalogów temu, ale oprzytomniałam, bo nie będę przepłacać za taki gadżet skoro działanie (jak dla mnie) podobne do maski, która jest o wiele większa i tańsza.
14. Bioelixire, olejek arganowy - używałam na suche końcówki i dobrze je zabezpieczał, nawilżał. Z chęcią wrócę, choć opakowanie mało wygodne.


Zapachy
15. i 16. Avon, Instinct Forbidden EDP i mgiełka Outspoken - oba zapachy bardzo ładne. Pierwszy mocniejszy i oczywiście trwalszy, ale drugi też nie należał do najdelikatniejszych. Nie wiem czy wrócę, bo tyle jeszcze zapachów do powąchania... ;)


 Ciało
17. i 18. Avon, żel pod prysznic Granat i mango oraz Fiołek - oba zapachy bardzo przyjemne, żele gęste, dobrze się pieniące, więc byłam zadowolona. Już powoli kończę swoje zapasy, zostały mi ostatnie 3 :)
19. Avon, żel Planet Spa jagody Goji - kiedyś pozbyłam się tego żelu w ciemno a teraz używałam z ogromną przyjemnością! Zapach trochę dziwaczny, trudny do określenia, ale pod prysznicem orzeźwiający. Do tego maleńkie kapsułki, które pękają w kontakcie ze skórą i ją nawilżają oraz najbardziej gęsta formuła żelu jaką spotkałam do tej pory! Chcę jeszcze i gorąco Wam polecam jeśli go gdzieś znajdziecie.
20. Żel antybakteryjny - kupiłam dużą butlę na eskapady do ciuchlandów i przelewałam w małe buteleczki B&BW. Zapach ciężki do polubienia, ale przecież chodziło o pozbycie się bakterii a nie doznania. Nie wrócę.
21. Tso Moriri, peeling cukrowy ze skórką pomarańczy - choć pomarańcza to cytrus, więc w sam raz na lato to mnie ten zapach za każdym razem przenosił do wspomnień świątecznych. Jestem już chyba dozgonną wielbicielką i fanką tych peelingów, teraz tylko próbuję różne wersje zapachowe. Po użyciu nie muszę już stosować balsamów, bo skórę mam nawilżoną i wypielęgnowaną olejkami a do tego przyjemnie pachnącą. W tym roku peeling dodatkowo pięknie poradził sobie ze starym naskórkiem schodzącym mi po niefortunnym poparzeniu słonecznym - z obawami robiłam to delikatnie, ale obyło się bez podrażnień i brzydkich kropek, które wyglądają jakby się człowiek nie domył. Teraz mam Wiśnie w czekoladzie, mniam mniam!

22. Eveline, balsam do ciała - kolejny super produkt w tym denku! Zapach bardzo "zielski", ale przyjemny a działanie więcej niż zadowalające. Bardzo dobrze nawilżał, na długo i konkretnie, był gęsty i szybko się wchłaniał. Z przyjemnością wrócę.
23. Cztery Pory Roku, balsam brązujący - w przeciwieństwie do poprzednio denkowanego balsamu Floslek, ten narobił mi brzydkich plam na kolanach i kostkach. Zapach miał delikatny i przyjemny, szybko się wchłaniał i ładnie wyglądał na ciele wszędzie poza kolanami - może to chodzi o moje umiejętności, bo zwykle nie korzystam z tego typu produktów a tu aż dwa w niedługim czasie. Z obu wybrałabym jednak ten Floslek a CzPR mam w kolejce jeszcze rozświetlający, zobaczymy jak ten się spisze.
24. Avon, krem do rąk - bardzo dobry krem do rąk o ślicznym zapachu. Mam kolejne opakowanie.

25. CosmoSpa, sól himalajska - cellulit mam nadal, chudsza być nie chcę, więc może choć te toksyny usunęła? ;) A tak na poważnie to nie liczę na wielkie, widoczne efekty, po prostu lubię sobie czasem użyć czegoś podobnego. Ta niestety nie pachniała, więc nie wrócę.


Wyrzutki
maseczka, krem "littingujący", puder brązujący i balsam do ust - wszystkie po terminie, więc lądują w koszu.



A jak u Was w czerwcu? Znacie coś ode mnie?