Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą garnier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą garnier. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 marca 2016

Denko - luty

Bez zbędnych tłumaczeń przechodzę do lutowego denka. Wyniki rozdania pojawią się lada moment, jak tylko wszystko podliczę.


1. Garnier, płyn micelarny 3 w 1 - kolejna butelka. Bardzo lubię ten płyn i często go kupuję jak tylko jest w dobrej promocji. Doskonale rodzi sobie z demakijażem i jest bardzo wydajny.
Teraz: płyn Physio, Tołpa
2. Pharmaceris, pianka głęboko oczyszczająca - długo była na mojej liście i w końcu ją kupiłam. Byłam z niej bardzo zadowolona i z pewnością jeszcze nie raz pojawi się w mojej łazience. Polecam.
Teraz: pianka Himalaya
3. Biolaven, żel myjący do twarzy - recenzja tutaj. Bardzo przyjemny żel oczyszczający, pewnie jeszcze wrócę.
Teraz: żel rumiankowy Sylveco

4. Dove, żel pod prysznic - mój pierwszy żel Dove, chyba z Shinyboxa, i raczej ostatni. Nie polubiłam tej bardzo gęstej, kremowej konsystencji, bo przeważnie biorę szybki prysznic a zmywanie tego żelu trwało bardzo długo, właśnie przez jego gęstość. Skóra była faktycznie odżywiona i jakby nawilżona.
Teraz: kremowy żel Avon
5. Yves Rocher, żel pod prysznic Karambola - takie żele lubię! Przyjemnie pachnący i gęsty, ale nie za bardzo. Dobrze się pienił, łatwo i szybko zmywał z ciała - całkowite przeciwieństwo żelu Dove. Z chęcią wrócę do niego lub poznam inne wersje zapachowe.
Teraz: żel melonowy Mariza

Bingo Spa:
6. mleczna kąpieli - sypki proszek, który sprawiał, że woda zyskiwała mleczną barwę, więc można było się poczuć jak Kleopatra ;). Zapach był delikatny, skóra po kąpieli miękka i nawilżona.
7. sól do kąpieli - ładnie pachniała, barwiła wodę na pomarańczowo. Przyjemna sól.
8. kawior do kąpieli - najsłabszy produkt z tych trzech. Te drobne kulki jedynie barwiły wodę (i wannę!), zapach był ledwo wyczuwalny a właściwości pielęgnacyjnych nie zauważyłam.
Teraz: różne sole Bingo Spa

9. Avon, płyn do higieny intymnej Active - drugie opakowanie, więc jak widać polubiłam ten żel. Wrócę, ale teraz robię sobie przerwę.
Teraz: żel Soraya
10. Bania Agafii, biała glinka myjąca do kąpieli - recenzja tutaj. Mam kolejne opakowanie i raczej nie ostatnie, bo spodobała mi się taka forma produktu oczyszczającego.
Teraz: to samo
11. Avon, dwufazowy balsam do ciała Owoce leśne i masło shea - zapach przecudowny, pięknie widać te dwie kolorowe fazy, łatwo się wchłania i dostatecznie nawilża, tak w sam raz na co dzień, ale ma jedną poważną wadę: zawiera w sobie błyszczące drobinki... Zapach jest bardzo zimowy jak dla mnie, więc nie umiałam się przekonać do używania tego balsamu latem a zimą niestety nie nadawał się pod ubranie, bo zwyczajnie je brudzi. Wielka szkoda, bo jestem zauroczona zapachem.
Teraz: drugi balsam z tej serii, Rozgrzewające przyprawy i wanilia

12. Manhattan, puder - dobry puder, który kontrolował makijaż a przy tym nie zapychał. Do tego był dość tani, więc może wrócę kiedyś.
Teraz: puder średniokryjący e-naturalne
13. Eveline, tusz do rzęs Wonder Show Volume - generalnie nie trzeba mi dużo od tuszu, abym była zadowolona, ale ten spisywał się nad wyraz dobrze! Bardzo wygodna szczoteczka, tusz nie był zbyt mokry, więc łatwo malowało nim się nawet w pośpiechu. Nie osypywał się, bardzo ładnie podkreślał rzęsy i łatwo zmywał. Chętnie wrócę.
Teraz: mini tusz Isadora
14. Isadora, tusz do rzęs - taki mini tusz, w sam raz do noszenia w torebce w razie W. Mało go używałam, bo Eveline wygrywał a ten po czasie zrobił się gęsty i mało przyjemny w użytkowaniu.
Teraz: jw
15. Avon, baza pod makijaż - recenzja tutaj. Świetny produkt i używam już kolejnego opakowania.
Teraz: to samo


16. Vichy, krem do twarzy Idealia - postanowiłam pozbywać się próbek i innych drobiazgów w kosmetyczce, bo robią mi bałagan na półce. Krem nie był zły, ładnie nawilżał, dobrze sprawował się jako baza pod makijaż, nie zapchał. Nie zachwycił mnie jednak na tyle, abym miała się skusić na pełnowymiarowe opakowanie.
Teraz: krem matujący Soraya
17. Avon, woda perfumowana Ultra Sexy - od jakiegoś czasu to mój ulubiony zapach z Avonu ♥ Zmysłowy, słodki, elegancki! Wrócę, jak tylko opróżnię kilka innych flaszeczek.
Teraz: woda Si i inne (w zależności od nastroju)
18. She Foot, serum ultra nawilżające - dla mnie to był normalny krem nawilżający. Bardzo dobry swoją drogą, ale denerwował mnie ten aplikator, który niby miał ułatwiać używanie. Ja krem i tak wcieram dłonią, więc takie opakowanie było dla mnie wyjątkowo zbędnym udziwnieniem.
Teraz: krem nawilżający z komórkami macierzystymi She Foot


Próbki
Tso Moriri - peelingi Kwiat wiśni i Kawior i granat pogłębiły tylko moją miłość do peelingów tej firmy. Ubóstwiam je i uważam, że są idealne i takie, jakie powinny być tego typu produkty. W tych dwóch nie było drobinek owoców a zapachy jak zwykle bardzo przyjemne. Z kolei masło Bambus i pomelo i mus Kwiat wiśni to nie do końca moja bajka. Nie lubię tej tłustości oraz tego, że trzeba bardzo uważać, aby nie przesadzić, ale skuteczności w długotrwałym nawilżaniu nie można im odmówić. Gdybym miała wybrać to skusiłabym się ponownie na mus.

Tu zapodziała się pełnowymiarowa oczyszczająca maska-scrub do twarzy Fitocosmetic. Rozprowadzałam ją z wodą różaną i bardzo ładnie oczyszczała twarz, nie potęgując podrażnień, mimo, że podczas zmywania dość mocno czuć było łupinki orzeszków cedrowych (wiem, że to one z etykiety ;)). Mam jeszcze sporo glinek w zapasach, ale nie wykluczam, że jeszcze do niej wrócę.

Bardzo pozytywne wrażenie zrobiły na mnie próbki kremów do rąk SPN Nails (nieziemskie zapachy i bardzo dobre działanie) i kremu na noc Anew Reversalist (konsystencja i efekt na twarzy bardzo podobny do lubianego przeze mnie serum z tej linii). Odżywczy krem do stóp She Foot był ok, podobnie jak matujący krem Tołpa, a nagietkowy krem Sylveco znów mnie zaskoczył, tym razem konsystencją serwatki... Termin ok, więc nie wiem co się zadziało. Kremy Ava Laboratorium i ten beżowy Anew przeszły bez echa.

Przeterminowane



UFF! Jak zwykle trwało to dłużej niż myślałam...
Jak u Was z denkiem w ubiegłym miesiącu?

wtorek, 8 grudnia 2015

Denko - listopad

♪ Hello! How are you? ♪
Jestem, jestem. Zapodziałam się na chwilę, narobiłam sobie mega zaległości wszędzie tylko nie w pracy (odkryłam w sobie zamiłowanie do laminowania ;)), ale to nie znaczy, że kosmetycznie nic się u mnie nie działo. Wręcz przeciwnie, bo listopad jakoś wyjątkowo sprzyjał zużywaniu, na szczęście mniej kupowaniu.

Oto, co udało mi się wykończyć w listopadzie
1. Biały Jeleń, żel nagietkowy - dość długo przeleżał w moich zapasach, więc wydaje mi się, że żel stracił trochę na gęstości (w porównaniu z poprzednim opakowaniem). Zapach niezmiennie mi się podoba, więc jak kiedyś jeszcze trafię to się skuszę.
Teraz: różności z zapasów
2. Marks&Spencer, balsam Downton Abbey - oj, oj! Pomyliło mi się, bo myślałam, że to żel... Jedynym plusem tego produktu jest chyba tylko zapach - mega intensywny, perfumowany, taki wytworny. Główny problem to niewygodne opakowanie oraz ciężkie wchłanianie (balsam robił się biały na ciele i trzeba było trochę czekać aż kolor zniknie, ja przeważnie nie miałam na to czasu). Nawilżanie było całkiem w porządku, ale nie wrócę, bo pewnie i tak już na niego nie trafię w SH.
Teraz: ujędrniający olejek Eveline
3. C-THRU, żel pod prysznic Lovely Garden - dostałam jako gratis przy otwarciu kolejnego sklepu i w sumie nie spodziewałam się, że te żele są tak fajne! Trafiłam na ciekawy, kwiatowy zapach - z chęcią psikałabym się taką wodą. Żel był odpowiednio gęsty i dobrze oczyszczał. Myślę, że jeszcze kiedyś trafi w moje ręce.
Teraz: patrz pkt. 1
4. Original Source, płyn do kąpieli - czekoladowo-miętowy przyjemniaczek. Pienił się, pachniał, może wrócę.
Teraz: płyn ciasteczkowy z Biedry

5. ZróbSobieKrem, glinka zielona - miał powstać o nich oddzielny post a tu nie ma czasu. Nie stosowałam jej na tyle regularnie, by móc się wypowiadać na temat wpływu na stan mojej cery. Tak doraźnie to faktycznie usuwała nadmiar sebum, działała kojąco na wszelkie stany zapalne itp., oczyszczała. Przeważnie rozprowadzałam ją z wodą różaną, czasem dodatkowo z olejkiem arganowym. Wrócę jak pokończę inne kolory.
Teraz: glinka żółta i inne z zapasów
6. Jadwiga, maseczka kaolinowa - tak wielkim pudłem podzieliłam się z siostrą. Rozrabiałam ją podobnie jak glinkę zieloną, ale tym razem musiałam ją często zraszać podczas zasychania, bo ma tendencję do osypywania się z twarzy. Wybawieniem z sytuacji okazał się być zakup skompresowanych masek, które są strzałem w 10! Maska robi co ma robić a ja nie muszę co chwilę spsikiwać twarzy (nie lubię tego!). Maska przyjemnie uspokajała moją twarz, zmiękczała skórę i ją wygładzała oraz rozjaśniała już podczas doraźnego stosowania. Kiedyś wrócę.
Teraz: patrz wyżej
7. Clean&Clear, pianka oczyszczająca - tego typu produkty towarzyszą mi już od dawna, lubię próbować nowości i cieszę się, że trafiłam na nią, gdyż ma wszystkie cechy, które powinna mieć według mnie dobra pianka. Przyjemnie pachnie, jest wydajna a co najważniejsze bardzo dobrze radzi sobie z oczyszczaniem, nawet usuwaniem makijażu. Wrócę, mimo tego, że nie zwalczyła moich pryszczy.
Teraz: pianka Pharmaceris
8. BeBeauty, micelarny żel nawilżający - kiedyś bardzo lubiłam ten żel za zapach i za efekt dokładnego oczyszczania a kolejne opakowanie mnie rozczarowało. Zapach na szczęście się nie zmienił, ale żel nie radzi sobie już tak dobrze ze zmywaniem twarzy. Ma pfajną, bezbarwną, żelową formułę, która się nie pieni a przyjemnie koi skórę po całym dniu, zwłaszcza latem. Myślę, że mimo wszystko wrócę jeszcze kiedyś do niego, choćby do porannej toalety czy mycia pędzli.
Teraz: żel z Avonu
9. Garnier, płyn micelarny Czysta skóra - całkiem w porządku. Używałam go do zmywania i twarzy i oczu i radził sobie doskonale, równie skutecznie jak pozostałe 2 Garniery. Teraz czaję się na powrót do różowego (ma być niedługo w Biedronce).
Teraz: płyn BeBeauty

10. Bandi, krem intensywnie nawilżający - przede wszystkim przepiękny zapach ♥ Plus za opakowanie typu air-less, całkiem dobre nawilżanie i wchłanianie, nie świecenie się na twarzy, nie powodowanie zapychania i innych problemów skórnych. Nie wiem czy wrócę, bo staram się jednak szukać nieco tańszych produktów.
Teraz: matujący krem korygujący Sebio, Tołpa
11. Avon, kuracja z kwasem salicylowym - bałam się wysuszania a dostałam kilka syfów w gratisie... Od początku czekałam i czekałam aż zacznę coś zauważać na twarzy, jakieś pozytywne zmiany i dopiero pod koniec dostałam te wątpliwe prezenty. Liczyłam jednak na coś innego, nie wrócę.
Teraz: regenerujący krem korygujący Sebio, Tołpa

12. Mrs. Potter's, maska Ochrona koloru - włosy ostatni raz farbowałam jakieś 3 lata temu, ale nie przeszkadzało mi to w używaniu tej maski. Nie obciążała, miała przyjemny zapach, włosy po niej wyglądały normalnie.
Teraz: mleczny Kallos
13. Avon, balsam do ciała Luck - wodę skończyłam już dawno a balsam dopiero teraz. Pachniał przepięknie i dobrze nawilżał a do tego szybko się wchłaniał, więc polubiłam go.
Teraz: patrz pkt. 2
14. Rexona, antyperspirant - byłam zadowolona zarówno z zapachu jak i z ochrony (choć nie była 100%-owa), więc raczej do niego wrócę.
Teraz: antyperspirant CD
15. Isana, zmywacz do paznokci - przeczytałam tyle pozytywnych opinii, że nie mogłam go nie wypróbować. I nie mam innego wyjścia jak tylko dołączyć do jego miłośniczek! Faktycznie świetny zmywacz, który robi, co ma robić a do tego nie niszczy płytki i jest bardzo wydajny. Już rozglądam się za kolejną butelką.
Teraz: zmywacz z pompka z Biedronki

16. Linda, mydło drzewo sandałowe - bardzo spodobał mi się zapach tego mydła ♥. Nie jest tak gęste jak lubię (a pod koniec jeszcze syn dolał do butelki wody, żeby mydło starczyło na dłużej...), ale zapach wynagradza wszystko. Mam już kolejne opakowanie.
Teraz: to samo w łazience + mydło w piance B&BW a w kuchni zapach poziomkowo-winogronowy
17. Carea, płatki kosmetyczne - wracam regularnie.
Teraz: to samo
18. Tso Moriri, mydło Drzewo sandałowe - w tej kostce jeszcze lepiej było czuć ten niezwykły zapach! Lubię i wrócę.
Teraz: mydło z kolekcji Walentynkowej
19. Bania Agafii, peeling-masaż do ciała - pisałam o nim tutaj. Zdecydowania odradzam i sama też nie wrócę.
Teraz: na zmianę Avon, Perfecta i Tso Moriri
20. Barely There, kula do kąpieli - pierwsza moja kula i tej firmy i w ogóle i chyba mi się spodobało. Miły dla nosa zapach, przyjemne musowanie w wannie oraz wrażenie nawilżenia ciała - zdecydowanie warto tym bardziej, że w SH dałam za nią grosze.
Teraz: kule Tso Moriri
21. IsaDora, tusz do rzęs - zwykle, jak już nauczę się współpracować ze szczoteczką a tusz nie skleja rzęs a potem się nie osypuje to go lubię i tak było tym razem. Ładnie podkreślał rzęsy.
Teraz: tusz Eveline

Próbki. Peeling kawowy i złoty TM - oba całkiem przyjemne a ten złoty zostawia na skórze maleńkie błyszczące drobinki, serum Avon - ostatnia próbka :(, krem nagietkowy Sylveco - nie pamiętam już czy poprzednim razem też tak brzydko pachniał, Hean ze śluzem ślimaka - nic specjalnego.

Wyrzucam:


A jak Wam poszło w listopadzie? Znacie coś ode mnie?

środa, 1 lipca 2015

Denko - czerwiec

Kolejny miesiąc za nami a ja już w połowie wiedziałam, że denko będzie obfite, bo opakowania nie mieściły mi się w koszyczku.


Twarz
1. KTC, woda z kewry - miała być recenzja, ale nie wyszło. Dobrze spisywała się jako tonik czy przy rozrabianiu maseczek, lecz nie wrócę do niej, bo "pieczarkowy" zapach nie przekonał mnie do siebie.
2. Eveline, krem do twarzy Hydra Booster - całkiem przyjemny krem o bardzo zachęcającym, nieco męskim zapachu. Dobrze nawilżał, nie zapychał, szybko się wchłaniał, więc dawał radę pod makijaż. Nie wrócę, bo mam jeszcze ogromny zapas a dużo czeka też w kolejce na wish-liście.
3. Einstein, balsam do ust - świetny balsam! Bardzo dobrze dbał o moje usta, lekko chłodził i mrowił. Nie przeszkadzał mi ten miętowy smak, więc z chęcią do niego wrócę.
4. Tołpa, serum nawilżające (próbka) - skóra wchłaniała w oczach! Ciężko było je wydobyć z saszetki, bo nieomal się wylało, ale może kiedyś skuszę się na wersję pełnowymiarową.
5. Ziaja, reduktor zmian trądzikowych - recenzja "się pisze"...
6. Avon, odświeżająca maseczka do twarzy Planet Spa - bardzo fajna maseczka, gęsta, kremowa, w sam raz gdy nie ma czasu na babranie się z glinkami. Być może wrócę.
7. Ziaja, pasta oczyszczająca - patrz pkt. 5...
8. Garnier, płyn micelarny skóra normalna i mieszana - był równie skuteczny co wersja różowa, więc będę do obu wracać, w zależności od humoru czy promocji. Teraz w kolejce czeka jeszcze "Czysta skóra".

 9. Paese, puder bambusowy - recenzja tutaj. Z chęcią wrócę.
10. Mariza, korektor antybakteryjny - kupiłam na wyprzedaży i mnie zachwycił! Może nie krył tak jakbym sobie tego życzyła, ale faktycznie nie pogarszał stanu "posiadania" na twarzy a łagodził podrażnienia, z czasem robiło się też ich coraz mniej. Mocowałam się z opakowaniem i udało mi się go zużyć do ostatniej kropli. Nowy będzie niebawem, bo akurat pojawił się na kolejnej wyprzedaży (tylko mi go nie wykupcie! ;)).


Włosy
11. Farmona, szampon Skrzyp polny - zadowolił mnie, więc z chęcią sięgnę po kolejne opakowanie (widziałam, że w Biedrze zagościły na stałe). Nie plątał włosów, wygładzał je i dobrze oczyszczał. Nie wiem jak wpłynął na wypadanie, bo sporo tego używam w walce.
12. Anna, nafta kosmetyczna - zapach przeokropny, ale działanie całkiem w porządku. Być może powrócę, bo pod koniec udało mi się nawet używać jej bez narzekania na czasochłonność - chlustałam sobie nią z opakowania na pasma włosów :).
13. Avon, kuracja dodająca blasku - maluszek, ale niezły wariat! W minutę faktycznie działał cuda na włosach - nawilżał, długotrwale "pachnił" i wygładzał niesforne kłaczki jednocześnie podkreślając skręt większych pasem (włosy i tak mi ładnie błyszczą, więc nie wiem czy na to działa). Pierwsze skojarzenia miałam z maską drożdżową Banii Agafii, nawet zapach nieco podobny i żałowałam, że przegapiłam dobrą ofertę na te kuracje parę katalogów temu, ale oprzytomniałam, bo nie będę przepłacać za taki gadżet skoro działanie (jak dla mnie) podobne do maski, która jest o wiele większa i tańsza.
14. Bioelixire, olejek arganowy - używałam na suche końcówki i dobrze je zabezpieczał, nawilżał. Z chęcią wrócę, choć opakowanie mało wygodne.


Zapachy
15. i 16. Avon, Instinct Forbidden EDP i mgiełka Outspoken - oba zapachy bardzo ładne. Pierwszy mocniejszy i oczywiście trwalszy, ale drugi też nie należał do najdelikatniejszych. Nie wiem czy wrócę, bo tyle jeszcze zapachów do powąchania... ;)


 Ciało
17. i 18. Avon, żel pod prysznic Granat i mango oraz Fiołek - oba zapachy bardzo przyjemne, żele gęste, dobrze się pieniące, więc byłam zadowolona. Już powoli kończę swoje zapasy, zostały mi ostatnie 3 :)
19. Avon, żel Planet Spa jagody Goji - kiedyś pozbyłam się tego żelu w ciemno a teraz używałam z ogromną przyjemnością! Zapach trochę dziwaczny, trudny do określenia, ale pod prysznicem orzeźwiający. Do tego maleńkie kapsułki, które pękają w kontakcie ze skórą i ją nawilżają oraz najbardziej gęsta formuła żelu jaką spotkałam do tej pory! Chcę jeszcze i gorąco Wam polecam jeśli go gdzieś znajdziecie.
20. Żel antybakteryjny - kupiłam dużą butlę na eskapady do ciuchlandów i przelewałam w małe buteleczki B&BW. Zapach ciężki do polubienia, ale przecież chodziło o pozbycie się bakterii a nie doznania. Nie wrócę.
21. Tso Moriri, peeling cukrowy ze skórką pomarańczy - choć pomarańcza to cytrus, więc w sam raz na lato to mnie ten zapach za każdym razem przenosił do wspomnień świątecznych. Jestem już chyba dozgonną wielbicielką i fanką tych peelingów, teraz tylko próbuję różne wersje zapachowe. Po użyciu nie muszę już stosować balsamów, bo skórę mam nawilżoną i wypielęgnowaną olejkami a do tego przyjemnie pachnącą. W tym roku peeling dodatkowo pięknie poradził sobie ze starym naskórkiem schodzącym mi po niefortunnym poparzeniu słonecznym - z obawami robiłam to delikatnie, ale obyło się bez podrażnień i brzydkich kropek, które wyglądają jakby się człowiek nie domył. Teraz mam Wiśnie w czekoladzie, mniam mniam!

22. Eveline, balsam do ciała - kolejny super produkt w tym denku! Zapach bardzo "zielski", ale przyjemny a działanie więcej niż zadowalające. Bardzo dobrze nawilżał, na długo i konkretnie, był gęsty i szybko się wchłaniał. Z przyjemnością wrócę.
23. Cztery Pory Roku, balsam brązujący - w przeciwieństwie do poprzednio denkowanego balsamu Floslek, ten narobił mi brzydkich plam na kolanach i kostkach. Zapach miał delikatny i przyjemny, szybko się wchłaniał i ładnie wyglądał na ciele wszędzie poza kolanami - może to chodzi o moje umiejętności, bo zwykle nie korzystam z tego typu produktów a tu aż dwa w niedługim czasie. Z obu wybrałabym jednak ten Floslek a CzPR mam w kolejce jeszcze rozświetlający, zobaczymy jak ten się spisze.
24. Avon, krem do rąk - bardzo dobry krem do rąk o ślicznym zapachu. Mam kolejne opakowanie.

25. CosmoSpa, sól himalajska - cellulit mam nadal, chudsza być nie chcę, więc może choć te toksyny usunęła? ;) A tak na poważnie to nie liczę na wielkie, widoczne efekty, po prostu lubię sobie czasem użyć czegoś podobnego. Ta niestety nie pachniała, więc nie wrócę.


Wyrzutki
maseczka, krem "littingujący", puder brązujący i balsam do ust - wszystkie po terminie, więc lądują w koszu.



A jak u Was w czerwcu? Znacie coś ode mnie?

czwartek, 4 czerwca 2015

Denko - maj

Post denkowy zazwyczaj pisze się sam, byle zacząć. No właśnie... Obrobione zdjęcia czekają, czas jest, tylko weny brak od paru dni! Zatem tym krótkim wstępem, zanim czas się skończy, zapraszam Was na przegląd pustych opakowań z maja.


Włosy:
1. Clear Woman, szampon przeciwłupieżowy Shine&Sleek - nie mam problemu z łupieżem, ale jakiś czas temu (chyba) po olejowaniu zaczęła mnie swędzieć głowa a szampon trafił się w Biedrze za 3 zł, więc nie musiałam się długo zastanawiać. Bardzo przyjemnie pachniał, zachęcał do siebie różowym kolorem, nie plątał włosów, swędzenie ustało (olejowanie też) i tym samym chyba się sprawdził. Może jeszcze kiedyś wrócę.
2. Bania Agafii, maska drożdżowa - składnik marcowego (?) ShinyBoxa. Przyjemny, mleczny zapach, wygodna konsystencja, działanie ok, choć ciężko się wypowiedzieć czy faktycznie wpłynął na pobudzenie wzrostu. Coś tam wyrasta, włosy mniej wypadają, ale stosuję sporo kosmetyków o takim działaniu i nie umiem powiedzieć, który z nich faktycznie pomaga. Maska spodobała mi się na tyle, że skusiłam się już na kolejne opakowanie. Być może przy okazji kolejnego pojawi się recenzja.
3. Bania Agafii, maska momentalna Blask i Elastyczność - dobra, błyskawiczna maseczka, która niestety nie zapobiega łamliwości i rozdwajaniu. Do tej już  nie wrócę, ale inne saszetkowe zobaczycie u mnie jeszcze nie raz.

Twarz:
4. Lirene, płyn micelarny z tańczącymi drobinkami - wygrana w rozdaniu. Z chęcią przetestowałam ten płyn, bo pamiętam jak wszedł na rynek i często pojawiał się na blogach. Pechowo zaczęłam przygodę z nim w momencie kiedy nie miałam niczego innego pod ręką i nie polubiliśmy się od pierwszego użycia. Nie jest przeznaczony do zmywania oczu, ale i tak go sprawdziłam i faktycznie była tragedia! Tusz jedynie rozmazany, kredka nienaruszona... Radził sobie z resztkami makijażu, ale do zmycia całego również się nie nadawał. Nie wiem po co te pielęgnujące drobinki w płynie micelarnym, który ma służyć do oczyszczania, zmywania makijażu? W toniku ok, ale w płynie??? Chyba tylko, aby cieszyć oko, bo faktycznie ładnie tańczą po wstrząśnięciu. Nie kupię, nie polecam.
5. Avon, pianka oczyszczająca Solutions - mój ulubieniec do demakijażu! Już niestety nie pojawi się w takiej odsłonie, teraz można ją kupić pod nazwą Nutra Effects. Nowa pachnie bardziej kwiatowo jak dla mnie, ale jest równie skuteczna. Na szczęście!
6. Ziaja, żel z peelingiem Liście Manuka - recenzja tutaj. Z chęcią wrócę.
7. Mariza, aksamitny fluid matująco-kryjący - kolejny ulubieniec twarzowy! Pięknie pachnie, dobrze matuje, nie ściera się z twarzy, nie tworzy efektu maski. Do właściwości kryjących można mieć pewne zastrzeżenia, ale wątpię czy w tej półce cenowej można znaleźć coś dobrego. Oczywiście wrócę.

Ciało:
8. Farmona, peeling myjący Mojito - przyjemny malec o zapachu drugiego z moich ulubionych drinków (w sumie to nie wyobrażam sobie peelingu o zapachu ginu z tonikiem ;)). Nie za wiele miał w sobie tych drobinek, ale na co dzień był w sam raz. Może wrócę a może skuszę się na inny zapach.
9. Avon, żel Naturals Lilia i gardenia - mam tyle tych żeli nakupionych w promocji typu 3 w cenie jednego, że w końcu muszę się ich pozbyć! Zapach nawet przyjemny, ale konsystencja tak rzadka, że żel uciekał z dłoni. Teraz używam innego i jest dużo lepszy, więc to pewnie tylko kwestia zapachu - jak masz dobrego nosa to trafisz na gęsty, jak w ruletce. Nie wrócę.
10. Mariza, żel Mango i Liczi - element zestawu. Świetny zapach, idealny na lato! Konsystencja ok, dobrze oczyszczał, nie wysuszał skóry. Czy pobudza? Nie wiem, ale przyjemnie było go używać. Teraz w kolejce ustawił się melonowy, potem może jaśminowy - jak się uda to i do tego wrócę, ale muszę trafić na wyprzedaż, bo w cenie katalogowej nie kupuję tych żeli. Uważam, że są za drogie.
11. Avon, żel Senses Energising - jeśli lubicie zapach zielska to ten żel jest w sam raz dla Was. Ja go polubiłam i może kiedyś jeszcze wrócę.

12. Green Pharmacy, pianka do higieny intymnej Biała akacja i zielona herbata - miałam już szałwiową, ale zapach tej o wiele bardziej przypadł mi do gustu. Bardzo polubiłam formę pianki do higieny intymnej, więc z pewnością wrócę, właśnie do tego wariantu zapachowego i wtedy pojawi się recenzja.
13. Floslek, balsam delikatnie brązujący - nie spodziewałam się, że ten balsam aż tak mi się spodoba! Zapach mega przyjemny, taki delikatnie waniliowy a działanie dokładnie takie jak zapewnia producent - nie sposób zrobić sobie nim krzywdy. Z dnia na dzień skóra nabiera lekkiego koloru, nogi (bo tylko tu go używałam) prezentują się bardzo ładnie, są nawilżone, gładkie, po prostu zadbane. Używałam go już od wczesnej wiosny, żeby nie szokować jak tylko odsłonię nogi - nie korzystam z solarium a przypadkowo złapana zeszłoroczna opalenizna już się zmyła ;). Być może wrócę, ale teraz używam innego o podobnym działaniu.
14. Mariza, serum arganowe do rąk - serum, więc faktycznie lekka konsystencja, ale działanie bardzo zadowalające. Krem świetnie nawilżał i pielęgnował dłonie, dodatkowo szybko się wchłaniał. Jedynym minusem jest opakowanie - forma pompki jest świetna, ale rurka jest prosta, więc tuż nad napisem "regenerujące" przestał nabierać produkt i trzeba było sobie radzić inaczej. A wystarczyłoby wstawić tylko trochę dłuższa rurkę (tak podejrzewam). Wrócę, jak trafię na równie dobrą promocję.

15. Avon, Planet Spa wygładzająco-oczyszczający scrub z jagodami Acai - produkt o nieziemskim zapachu i przepięknym kolorze, takim soczyście fioletowym. Gdyby tylko o to chodziło w tego typu produktach to mogłabym go polecić, ale gdy mowa o właściwościach wygładzających to zaczyna się problem... Drobinek jest mało, bardzo słabo ścierają, właściwie to tylko tak łaskoczą po ciele a kolor farbuje skórę w miejscach gdzie skóra jest mniej nawilżona. Mimo wszystko, myślę, że wrócę do niego jak trafi się świetna okazja.
16. Ekoa, cytrusowa sól do kąpieli - dostałam gratis do zakupów, podzieliłam się z koleżanką, więc ta ilość wystarczyła mi na dwie słabe kąpiele. Nie przekonałam się do tego produktu: zapach w opakowaniu bardzo ładny, ale w wodzie znika. Właściwości pielęgnujących również nie zauważyłam.

16. Avon, woda perfumowana Herve Leger Intrigue - po zachwycie wersją Femme, nabrałam ochoty i na ten. Zapach bardzo ładny, taki bardziej wieczorowy, ale trwałość słabsza. Chętnie poznałabym jeszcze wersję Ete.
17. Garnier, antyperspirant - zapach i działanie ok, ale chyba nie wrócę, bo aż tak nie przekonał mnie do siebie. Ciągle szukam ideału.

Drobnica:
Płatki Carea - pozycja obowiązkowa; próbki masełek Farmona Cosmo i Pinacolada - żurawinowe chętnie ujrzałabym w swojej kosmtyczce; krem na dzień Biolaven - nie dla mnie; plastry na krosty Beauty Formulas - pozycja obowiązkowa; krem pod oczy Avon Anew Vitale - nie polecam, bo po chwili oczy piekły i łzawiły; mydełko Tso Moriri - kolejna pozycja obowiązkowa; musująca pastylka do kąpieli She's A Rebel - mam jeszcze 3 inne kolory, ale nic specjalnego; wosk YC Warm Vanilla - przyjemniaczek. 


A jak u Was poszło w maju? Więcej ubyło czy przybyło?

czwartek, 2 października 2014

Denko - wrzesień

Denko we wrześniu, podczas dokładania kolejnych pustych pudełeczek, wydawało się zapowiadać raczej skromnie, ale okazało się, że nie jest tak źle ;) Koszyczek, mimo wszystko, znowu nie dał rady - aż pęka w szwach.


Twarz

1. Garnier, płyn micelarny 3 w 1 - recenzja tutaj. Świetny płyn i z pewnością i wielką chęcią do niego wrócę.

2. Avon, pianka głęboko oczyszczająca - bardzo skuteczny i wydajny produkt, do którego wracam regularnie.

3. Purederm, chusteczki oczyszczające przeciwtrądzikowe - miałam ich używać tylko w chwilach wyjątkowego lenistwa i braku czasu na normalny demakijaż, ale bałam się, że mi wyschną, więc zużyłam dzień po dniu. Bardzo wilgotne i dzięki temu dobrze usuwały makijaż (nawet kredkę i tusz do rzęs), ale drobne poprawki płynem też były konieczne. W kwestii trądziku rewolucyjnych zmian nie zauważyłam.

4. Beauty Formulas, plasterki na krosty - któreś z kolei opakowanie i wiem, że nie ostatnie. Bardzo je lubię.

5. Cleanic, płatki do peelingu - duże płaty z dawką solidnego drapania. Jak już czułam, że wystarczy to stroną bez drobinek peelingujących ścierałam pozostałości z twarzy (bo właśnie podczas używania na twarzy zostają te drobinki). Całkiem fajny produkt, ale wolę raczej tradycyjne peelingowanie.


Ciało

6. Avon, kremowy żel pod prysznic - zapach nie przypadł mi do gustu. Żele Senses bardzo lubię, ale do tej wersji już nie wrócę.

7. Soraya, żel pod prysznic - ostatni żel z mojej trylogii. Przyjemny zapach, skuteczne działanie, ale ta galaretowata konsystencją pod koniec już mnie trochę męczyła. Kupię, ale wersję malinową.

8. Soraya, żel do higieny intymnej - wakacyjny ulubieniec. Recenzja niedługo.

9. Oriflame, dezodorant antyperspiracyjny - koleżanka kupuje je regularnie, więc w końcu ja postanowiłam spróbować. Zapach przepiękny! Taki świeży i rześki, ale działanie jak dla mnie ciut za słabe (zwłaszcza przy mojej aktualnej aktywności rowerowej).

10. Tso Moriri, mydełko glicerynowe - wersja makowa chyba. Oprócz ładnego zapachu i dobrego działania, pełnią też funkcję ozdobną w łazience, więc wracam do nich regularnie.


Włosy

11. L'biotica, maska do włosów Keratyna + Jedwab - po wielu pochlebnych recenzjach (tylko raczej ogólnie masek L'Biotica, nie pamiętam czy i tej konkretnie) spodziewałam się efektu WOW na głowie, ale tak się nie stało. Nie jest całkiem do niczego, bo jednak nie obciążała włosów i co nieco o nie dbała, ale mając porównanie do maski Pilomax wybieram tą drugą. Pod koniec używania zapach był okropny - tak jakby wąchać stare kremy a od otwarcia nie minął jeszcze rok.

12. Avon, kuracja Gładkość jedwabiu - taki przyjemny zwyklaczek. Mało wydajny - ta buteleczka skończyła się bardzo szybko, o wiele szybciej niż zielone serum. Stosowałam na włosy tuż po myciu i nie zauważyłam obciążania czy zlepiania (jak w przypadku serum z olejkiem arganowym). Plus za ładny zapach. Nie wrócę.


Twarz - kolorówka

13. Biochemia Urody, puder bambusowy - mój pierwszy raz i nie ostatni. Świetny puder! Doskonale matowił i nie zapychał przy tym. Trochę pylił, więc i nos od środka miałam przypudrowany, ale można się przyzwyczaić. Kupię z pewnością.

14. Mariza, aksamitny fluid matująco-kryjący - ten fluid z kolei jest regularnie kupowany przez moją szwagierkę, która uważa, że jest lepszy niż Revlon i poleca go wszystkim na każdym kroku. Musiałam sprawdzić czym się tak zachwyca. Podkład fajnie wyrównuje koloryt, dobrze leży na twarzy i matuje na długo, ale z kryciem nie radzi sobie tak, jakbym tego oczekiwała - raczej tylko maskuje drobne niedoskonałości. Do tego ślicznie pachnie i jest tani jak barszcz (16 zł/30 ml bez promocji a ja mam jeszcze ze zniżką). Być może wrócę.

15. Barwa, peeling drobnoziarnisty - 2 saszetki, brak ich na zdjęciu, bo opakowanie się zapodziało. Po wyciśnięciu wygląda na słabiaka, ale na twarzy okazuje się, że całkiem dobrze ściera. Do tego ładnie pachnie, tak cytrusowo. Podejrzewam, że capnę go jeszcze kiedyś w drogerii.



I to tyle. Znacie coś?
Jak Wam poszło?

wtorek, 30 września 2014

Płyn micelarny Garnier

We wrześniu zdenkowałam aż 2 produkty z moich wakacyjnych ulubieńców i tak bardzo chciałam, aby recenzja pojawiła się jeszcze przed wpisem denkowym, ale jutro już październik i wiem, że wyrobię się tylko z jednym. Wybór padł na płyn micelarny Garnier. Recenzja drugiego ulubieńca pojawi się gdy ogarnę denko i zakupy wrześniowe.

Od kiedy odkryłam płyny micelarne (czyli już od prawie 2 lat) nie używam niczego innego do demakijażu oczu. Może inaczej, zdarzyło mi się używać płynów dwufazowych, ale gdy mam porównanie do działania i skuteczności płynu micelarnego, zawsze wybieram ten drugi sposób demakijażu oczu. Dziś będzie zatem o moim odkryciu jeszcze sprzed wakacji.

Oto płyn micelarny Garnier
3 w 1
* usuwa makijaż,
* oczyszcza,
* koi.


Solidna, plastikowa butelka mieszcząca 400 ml płynu - ma to nam wystarczyć na ok. 200 użyć. Nie wiem czy faktycznie, ale płyn jest bardzo wydajny. Wystarczy niewielka ilość na waciku, aby skutecznie usunąć w moim przypadku tusz i kredkę. Do demakijażu twarzy nie używałam tego płynu - tu stawiam raczej na ulubione pianki głęboko oczyszczające a dopiero po nich przecieram twarz wacikiem z płynem by usunąć resztki podkładu i pudru. Garnier radzi sobie z tym znakomicie.

Niewątpliwą zaletą Garniera, jak i większości testowanych do tej pory przeze mnie płynów micelarnych, jest właśnie ta wodnista, rzadka formuła, która daje uczucie porządnego oczyszczenia, (złudnego) chłodzenia oraz ukojenia powiek i twarzy. Szczególnie efekt ten jest pożądany latem, ale w zasadzie pora roku nie ma tu nic do rzeczy. Nawet teraz, po całym dniu, bardzo przyjemnie jest przyłożyć nasączony wacik do powiek i celebrować to uczucie kojenia, czekając na usunięcie makijażu.


Otwór, przez który wydobywa się płyn nie jest ani za duży ani za mały - nigdy nie miałam problemu z chlapnięciem czy wylaniem się większej ilości produktu niż potrzebowałam. Klapkę otwiera się łatwo, nie ma obaw o jej odłamanie się czy też połamanie paznokci.

Cena:
ok. 17 zł/400 ml
(ja kupiłam w promocji w SP za 9,99 zł - tzn. koleżanka mi kupiła, bo u mnie nie ma SP...)

Dostępność:
drogerie kosmetyczne

Skład:

Bardzo polecam Wam ten płyn. Uważam, że obietnice producenta są spełnione w 100% i warto sprawdzić to na sobie - ja z pewnością sięgnę po niego jeszcze nie raz. Teraz mam Be Beauty w zapasie, więc w przypadku Garniera mogę znów poczekać i przyczaić się na mega promocję ;).

Znacie? Lubicie?

piątek, 14 czerwca 2013

Denko - maj

W końcu odzyskałam dostęp do neta, więc mam nadzieję, że wyjdę jakoś na prostą i ponadrabiam wszelkie zaległości ;)  Już połowa miesiąca a ja dopiero ogarniam denko... A tu jeszcze zaległe spotkanie blogerek, że o zaplanowanych recenzjach nie wspomnę... Biorę się ostro do roboty! :)

W maju poszło mi bardzo dobrze, aż nie mogłam pomieścić wszystkiego w moim denkowym koszyczku!


Tym razem produkty od razu podzieliłam na kategorię i nie mam zbiorowej fotki wszystkich kosmetyków.


  Pielęgnacja - ciało/oczyszczanie


1. Biały Jeleń, emulsja do higieny intymnej - bardzo fajny produkt o przyjemnym zapachu i skutecznym działaniu, już mam kolejną.

2. Oriflame, żel pod prysznic - limitowana wersja o przecudnym zapachu ♥ Miałam cały zestaw i z żelu chyba jestem najbardziej zadowolona. Nie wiem czy będzie jeszcze okazja, ale chętnie kupiłabym ponownie.

3. Avon, peeling do ciała z minerałami z Morza Martwego - mój ulubieniec peelingowy, ale nie jestem pewna czy go niebawem nie zdetronizuję ;) Uwielbiam zapach całej serii i ciągle do nich wracam.

4. Barwa, antybakteryjny żel do mycia ciała -  nie polubiłam go, zapach i konsystencja dziwne, działanie takie jak innego żelu. Opakowanie zostawiam na późniejsze odlewki.


 Pielęgnacja - twarz



5. BeBeauty, płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu - to już drugie opakowanie i z pewnością nie ostatnie! Nie wiem jak u Was, ale u mnie w Biedrze ciągle widzę ten płyn i dobrze, bo go uwielbiam ♥

6. Avon, żel oczyszczający Anew Vitale - miała być recenzja a wyszło jak zawsze... Bardzo fajny żel, ale ja chyba nie mam szczęścia do opakowań tych żeli, bo to już drugi, który popsuł mi się tuż po zakupie. Przelałam do butelki z pompką i używało mi się go o wiele lepiej. Żel ma przecudny zapach i jest bardzo wydajny i skuteczny: świetnie radził sobie nawet z makijażem, nie powodował uczucia ściągnięcia i przesuszenia. Chętnie kupię ponownie.

7. Avon, Anew Clinical serum wyrównujące koloryt skóry - recenzja i zdjęcia szokujących efektów tutaj. Mam już kolejne opakowanie.


Zapachy


8. Oriflame, Diamond Musk - najładniejszy zapach z trójcy, ale już od jakiegoś czasu niedostępny w ofercie. Pod koniec już trochę mi się znudził i zdążył bardzo wkurzyć, bo nie wiem czemu Ori do wód wkłada prosto rurki! Przy końcówce trzeba się nieźle namachać, żeby zużyć wodę do końca. Już drugi raz z tym się męczyłam i raczej prędko nie skuszę się na wodę od nich, chyba, że zobaczę rurkę umieszczoną poprawnie ;)

9. Avon, Jet Femme Holiday -  też już chyba niedostępna woda. Zapach podobał mi się na początku a potem skojarzyłam z nim nękające mnie bóle głowy, coś musi być w nutach, co mi nie pasuje, bo tak poza tym to ciekawy zapach.
Bardzo się cieszę, że w końcu zaczęłam schodzić z wód - dość już tego chomikowania i trzymania 15 butelek! Mam już ochotę na coś nowego, ale na półce wciąż za dużo...


Pielęgnacja - ciało/różne


10. Avon, krem rodzinny - serię pokochałam głównie za zapach i ciągle mam coś w zapasie. Całkiem dobry krem, ale nie sprawdził się u mnie stosowany na twarz czy do rąk. Za to na ciało rewelacja! Skóra po nim była nawilżona i taka przyjemnie aksamitna, szybko się wchłaniał i nie błyszczał. Kupię ponownie.

11. Barwa, wiśniowy krem do rąk - zapach przyjemny, ale krem w działaniu to taki zwyklaczek. Nic wielkiego nie robił z przesuszonymi dłońmi, raczej nadawał się na co dzień. Ważne, że się nie lepił i dość szybko wchłaniał - za to plus.

12. Oriflame, deo w kulce - ostatni element zestawu. Zapach cudny, z działaniem ciut gorzej, ale przynajmniej nie bielił pach i ubrań.

13. Oriflame, żel antybakteryjny - rewelacyjny zapach! Głównie dla niego go kupiłam, ale potem zdążyliśmy się polubić. Ostatnio używałam go po grzebaniu w ciuchlandach ;) Mam już inną wersję zapachową.

Inne


14. Pilomax, maska do włosów zniszczonych - bardzo fajna maska dla moich włosów. Włosy były nawilżone, wygładzone, łatwiej się układały i poprawę czuć już podczas jej zmywania. Mam już kolejne opakowanie i być może poświęcę jej osobny wpis.

15. Avon, peeling doskonały - miałam już dać sobie spokój z avonowymi peelingami do stóp i ten na bank to mój ostatni! Niby nie był tak zły jak wcześniejsze, limitowane wersje owocowe, ale i tak słabo sobie radził ze stopami. Nie wierzę, że sam peeling jest w stanie coś zrobić z piętami latem i do tego używam tarki Nie kupię nigdy więcej peelingu do stóp z Avonu!!!


Makijaż


16. Mariza, pudrowy podkład mineralny - recenzja tutaj. Chętnie wypróbuję ciemniejszy odcień.

17. Oriflame, korektor - nadawał się raczej na każdy krem, ukrywał plamki, ale nie leczył wyprysków. Nie kupię.

18. Avon, błyszczyk Extralasting Perpetual Pink - ładny odcień i faktycznie trwały efekt na ustach, błyszczenie niby znikało, ale delikatny kolor pozostawał. 


Suplement


19. Tymofarm, Alphol Omega Plus - miał być oddzielny post na ten temat, ale w zasadzie nie wiedziałabym co o nim napisać... Łykałam regularnie po 2 tabletki dziennie, ale nie zauważyłam żadnej poprawy. Przed rozpoczęciem suplementacji przeszukałam blogi, bo nie wiedziałam czy to w ogóle dla mnie i czego mogę się spodziewać a teraz żałuję, że jednak nie oddałam mamie :/



Próbki


1. Madame Lambre, pokład nr 1 - bardzo ciekawy produkt! Bardzo ładnie pachnie, kryje średnio, ale nie zapycha. Z chęcią skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie.

2. Astor, podkład Lift Me Up - kolor ciut za ciemny, więc nie umiałam się skupić na innych czynnikach. Raczej mnie nie zainteresował.

3. Garnier, BB -  tragedia!!! Użyłam raz i resztę od razu wywaliłam (więc to takie nie do końca denko ;)). Początkowo myślałam, że nie będzie taki zły, ale koło południa ściemniał mi na twarzy i wyglądałam koszmarnie... Dobrze, że do domu miałam blisko.

4. Mariza, próbka aksamitnego fluidu matująco-kryjącego - świetny podkład! Bardzo pasuje mi odcień (naturalny) i zapach tego podkładu a także jego aplikacja i działanie. Jedyny minus to tandetne opakowanie, ale widząc cenę (ok. 14 zł) można mu to wybaczyć. Kupię.


4. Bandi, krem złuszczający na noc - nie lubię próbek Bandi, bo są tak długie i ciężko wydobyć z nich wszystko :/. Taki sobie krem, po próbce nie zauważyłam nic, co skłoniło by mnie do zakupu. Zresztą, to już raczej nie seria dla mnie.

5. Soraya, kuracja matująca - całkiem przyjemny kremik: szybko się wchłaniał, przyjemnie pachniał i matowił twarz. Mam jeszcze kilka próbek, więc zużyję je jedna po drugiej to może wtedy kupię wersję pełnowymiarową.

6. Dla Kosmetyki, krem dar piękna - uchowała mi się gdzieś ta ostatnia próbeczka :) Nie jest to mój ulubiony krem tej firmy, ale nie mogę go nie docenić. Mimo dość nieprzyjemnego, specyficznego zapachu krem faktycznie ukaja i uspokaja cerę, która po nocy jest mięciutka i gładziutka.

7. Barwa, krem Siarkowa Moc - bardzo dużo spodziewałam się po tym kremie i cieszę się, że miałam okazję go wypróbować. Próbkę zużyłam dopiero po zakupie pełnowymiarowej wersji w akcji Rossmanna i nie żałuję, bo wiem, że będę zadowolona. Krem bardzo dobrze matowi a to jest dla mnie wyjątkowo ważne. Do tego ładnie pachnie, szybko się wchłania i nadaje się pod makijaż. Mam nadzieję, że pełnowymiarowa wersja mnie nie rozczaruje i nie spotkają mnie żadne przykre niespodzianki.



8. HG, mydełko - taki zwyklaczek, ale radzi sobie.

9. Garnier, balsam intensywnie nawilżający - fajnie nawilżył, ładnie pachniał, szybko się wchłaniał i nie błyszczał się na skórze. Gdyby nie tona innych balsamów czekających w kolejce to może skusiłabym się na zakup, ale póki co muszę trochę powykańczać.



Uff! To tyle. Mam nadzieję, że dobrnęłyście ze mną do końca.
Znacie coś z moich zużyć? Podzielacie opinię?