Jak to ciężko się zabrać do tego posta... Zdjęcia są i wiem, że jak zacznę to skończę, ale zanim zacznę to jeszcze tylko przejrzę milion stron w necie i może się uda ;)
1. Pharmaceris, pianka głęboko oczyszczająca T - świetny produkt, który bardzo dobrze radził sobie z usuwaniem mojego lekkiego makijażu i innych zanieczyszczeń. Nie wysuszał skóry i był wydajny. Z wielką chęcią wrócę.
Teraz: pianka oczyszczająca Sebio, Tołpa
2. Tołpa, płyn micelarny Physio - rozpisywałam się o nim tutaj. Zużyłam do oczyszczania twarzy po piance Pharmaceris i spisywał się bardzo dobrze, dlatego nie skreślam go ostatecznie, ale okolice oczu będę już omijać.
Teraz: płyn micelarny-tonik Eveline
3. Tołpa, żel do mycia twarzy i oczu Physio - bardzo lubię zapach tego żelu i jego niepieniącą się formułę, ale do wieczornego doczyszczania twarzy używałam innych specyfików. Ten bardzo dobrze spisywał się rano, przy zmywaniu resztek po nocy. Wrócę.
Teraz: żel do mycia twarzy La Roche Posay
4. Skin 79, Golden Snail emulsja do twarzy - mega wydajne maleństwo! Z trójpaku najmniej mi się podobała, ale nie mogę odmówić jej ślicznego zapachu i nawilżania na bardzo dobrym poziomie. Wróciłabym, gdyby było mnie stać ;)
Teraz: matujący krem Soraya
5. Dove, żel pod prysznic - mimo dość przyjemnego zapachu zużyłam z ulgą, bo jak często podkreślam, nie lubię aż tak gęstych produktów do oczyszczania ciała. Na plus z pewnością to, że skóra naprawdę wydawała się być nawilżona. Jak będzie w pudełku to przyjmę, ale sama raczej się nie skuszę na zakup.
Teraz: pianka oczyszczająca Planet Spa, Avon
6. Avon, żel pod prysznic Tropics - lekko kremowy żel o zapachu idealnym na lato. Zużyłam z przyjemnością, ale zapach Orchard stał się moim tegorocznym hitem.
Teraz: żel Energizing
7. Avon, czarne mydło z Tureckiej Łaźni Termalnej - oj, długo ono u mnie poleżało w łazience... Po pierwszych użyciach odstawiłam a teraz wróciłam i stosowałam jak zwykły produkt pod prysznic. Bardzo brudziło wannę i okolicę, ale zapach był rzeczywiście niezwykle przyjemny. Nie ma go już w sprzedaży.
Teraz: biała glinka myjąca Bania Agafii
8. Avon, olejek do kapieli z ekstraktem z lilii wodnej - również przedpotopowy kosmetyk... Teraz zużyłam tak jak mydło, po prostu pod prysznic i było to fajne - olejek a delikatnie pienił się kontakcie z wodą i pozostawiał miło gładkie i pachnące ciało. Mam jeszcze 2 olejki a ten również już nie jest w sprzedaży.
Teraz: podobny olejek, fioletowy
9. The Body Shop, żel pod prysznic Fuji Green Tea - moje urocze wyjazdowe maleństwa z sh! ♥ Mega przyjemny zapach, w porządku działanie. Z chęcią bym wróciła.
Teraz: żel Mango TBS
10. The Body Shop, balsam do ciała - dobrze działał w duecie z żelem i wystarczył mi na ciut dłużej. Jak trafię to wrócę.
Teraz: balsam Mango TBS
11. Soap&Glory, masło do ciała Sugar Crush - intensywnie pachnące masło o przyzwoitym nawilżaniu ciała. Również z sh i jak trafię to wrócę.
Teraz: jw
12. Avon, dezodorant w kulce Summer White Sunset - bardzo podobał mi się zapach wody, więc skusiłam się i na kulkę. Nie jest to jakaś 100%owa ochrona, ale zadowalająca.
Teraz: dezodorant Activelle, Oriflame
13. Mariza, mgiełka do ciała White flowers - wg mnie to najgorszy zapach z tej trójki czy czwórki. Serio! Momentami aż mi było wstyd jak wybiegałam z domu a na klatce ktoś mnie mijał i wiedziałam, że to poczuje... Sama formuła bardzo dobra na lato, ale do tego zapachu z pewnością nie wrócę.
Teraz: mgiełka Mariza Green Tea ♥
14. AA, krem do rąk - krem w sam raz na codzień! Nie lepił się na dłoniach a przyjemnie nawilżał i ładnie pachniał. NIe wiem czy wrócę.
Teraz: czekoladowy krem do rąk Oriflame
15. Avon, upiększająca maska do włosów BB - zapach tej linii był inny niż wszystkich produktów z serii AT, dlatego tak je polubiłam. Działanie doraźne przyzwoite, choć moim włosom nadal daleko do normalności. Chyba nie wrócę, bo teraz coś zmieniają opakowania.
Teraz: każda maska z zapasów po trochu
16. Rimmel, tusz do rzęs Scandaleyes - nie mam wielkich wymagań, więc byłam zadowolona, ale teraz jak mam porównanie z tuszem L'oreal to widzę różnicę. Najwięcej zastrzeżeń miałabym do dziwnej szczoteczki, która parę razy dziabnęła mnie w oko, bo sam efekt był w porządku. Nie wrócę.
Teraz: tusz L'oreal Fatale
17. Oeparol, krem pod oczy -hmm... Wklepywałam, bo miałam, ale nie zauważyłam niczego pozytywnego (no jedynie to, że okolice oczu nie były przesuszone po cowieczornym demakijażu). Szukam czegoś dobrego.
Teraz: nic...
18. Sylveco, pomadka peelingująca - kocham ♥ Jeszcze nie kupiłam kolejnej, ale może to dobrze - zużyję w końcu coś z błyszczykowych zapasów.
Teraz: błyszczyk powiększający usta
Próbki - peelingi z Tso Moriri są bardzo w porządku i być może skuszę się na wersję kawową, o ile znów nie zawróci mi w głowie Amore. Z saszetek największą ochotę mam na BB Cleanser Skin79 i czuję, że dużo dłużej nie będę już w stanie się opierać. Esencja do kąpieli Kneipp bardzo męcząca w zapachu, choć sama kąpiel była przyjemna. Krem nagietkowy Sylveco ok.
19. Carea, płatki kosmetyczne - to ta słabsza wersja, więc z ulgą skończyłam (mam jeszcze ostatnie opakowanie). Te lepsze już zniknęły ze sklepu, więc trzeba zerknąć na różowe i niebieskie.
Teraz: to samo
Wyrzutek - serum do rzęs Biogena. Nie złożyło się, żebym użyła a termin się skończył...
Jakoś dobrnęłam do końca! Mam nadzieję, że lektura będzie dla Was przyjemniejsza niż dla mnie tworzenie ;) Co znacie?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą soap glory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą soap glory. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 6 września 2016
sobota, 2 lipca 2016
Denko - czerwiec
No, nie poszczęściło nam się w karnych. Muszę Wam powiedzieć, ze choć nie jestem wielkim kibicem to nasze mecze oglądałam ostatnio bardzo chętnie i wyjątkowo uważnie (w sumie to nie tylko nasze). Super, że zaszliśmy tak wysoko, oby dobra passa trwała!
Oto kolejny początek miesiąca, więc pora na denko. Takie sobie, ale zawsze to coś. Zapraszam
1. Alterra, szampon nawilżający Granat i aloes - lubię ten szampon i często wracam do niego. Ładnie pachnie, dobrze myje włosy, nie plącze ich. Wrócę.
Teraz: szampon Alterra Biotyna i Kofeina na zmianę z innymi
2. L'Occitane, odżywka do włosów suchych i zniszczonych z 5 olejkami - zakup z sh. Przepięknie pachnąca odżywka, która ładnie nawilżała moje włosy a zapach długo się na nich utrzymywał. Włosy były sypkie i miękkie, nie obciążone. Chętnie bym wróciła.
Teraz: maska Kallos Keratin
3. Nail Tek, Quicken top coat przyspieszający wysychanie - to mój pierwszy top coat tego typu i byłam z niego bardzo zadowolona. Oprócz faktycznego przyspieszania wysychania, przedłużał trwałość lakieru kolorowego, który dzięki niemu wolniej ścierał się czy odpryskiwał. Paznokcie bardzo ładnie błyszczały. Dopiero pod sam koniec zgęstniał mi, ale udało się go zużyć do końca.
Teraz: top coat Insta-Dri Sally Hansen
4. Eveline, odżywka 8 w 1 - miałam już diamentową, więc teraz chciałam wypróbować czegoś nowego. Lubię odżywki, które dają efekt mlecznych paznokci. Tej trochę się bałam i choć nie spotkało mnie najgorsze to odżywka nie poradziła sobie z problemem a dodatkowo trochę zniszczyła mi płytkę - w miejscach, gdzie paznokcie wyrastają ze skóry porobiły się brzydkie bruzdy i nierówności. Nie wrócę.
Teraz: mlecznoróżowa odżywka Sally Hansen
5. Avon, lakier do paznokci Coral Reef - to mój pierwszy zużyty niemal do końca lakier! Ulubiony odcień z Avonu, który przez kilka ostatnich letnich sezonów gościł na dłoniach i na stopach. Zostało już go bardzo mało, ale w końcu zgęstniał i nie dało się już nim malować. Choć mam sporo podobnych lakierów to myślę, że kupię go znowu.
Teraz: sama nie wiem co wybrać z zapasów ;)
8. E-naturalne, puder średniokryjący do cery naczynkowej Baobab - sama go sobie zrobiłam :). Miał być post pokazujący wszystko, ale jest jak widzicie... Puder wyszedł mi w kolorze zielonkawym, co jest zrozumiałe w przypadku krycia czerwonych naczynek (a wybrałam go w związku z moimi problemami skórnymi, nie-naczynkowymi). Używałam go od stycznia, więc jest bardzo wydajny i mam wielką ochotę powtórzyć zakup. Stosowałam go na podkład jak i na skórę tylko z kremem do twarzy - wówczas ładnie matowił cerę i ukrywał mniejsze plamy po krostach (jestem na etapie ich "wywabiania"). Przy obecnym stanie twarzy nie bałam się z nim wychodzić solo, bez podkładu pod spodem. Nie zapychał, nie bielił, choć ostatnio, jak już trochę opaliłam dekolt, było widać różnicę. Wrócę, chyba, ze już nie będę musiała ;)
Teraz: puder bambusowy e-naturalne i perełki wyrównujące koloryt z Marizy
9. Revlon, podkład Colorstay 150 Buff - wyrzucam resztkę, bo już tyle czekała na zużycie, że pewnie jest po terminie a ja straciłam ochotę na coś, co nie spełniło moich oczekiwań. Może to kwestia odcienia, który pewnie mógłby być ciut ciemniejszy (choć 150 zimą nie był zły) a może mojego wyobrażenia, że to będzie podkład idealny skoro tyle osób go chwali, ale nie zachwycił mnie już od pierwszej chwili. Widać go było na twarzy, zbierał się w zmarszczkach, ścierał, głównie z wypukłych krost, jednym słowem rozczarowanie. Nie będę sprawdzać innych odcieni i nie wrócę.
Teraz: BB Skin 79 (o nich niebawem)
Próbka - Purple BB, Skin 79. Znalazłam już swój odcień i niedługo o nich napiszę coś więcej. Ten jest trochę ciemniejszy niż Gold czy Orange, ale to jednak nie to.
10. Avon, żel pod prysznic Oasis - zielona herbata i mięta. Zapach przyjemny, odświeżający i orzeźwiający, idealny na lato. Żel gęsty, więc zrobiłam sobie z niego pięknie pachnące mydło w piance (może Wam to niebawem pokażę, ale z innym żelem). Myślę, że wrócę, choć widziałam, że zaraz pojawią się kolejne nowe zapachy.
Teraz: pozostałe dwie nowości na zmianę - Delightful Orchard i Joyful Tropics
11. Avon, żel pod prysznic Winter Cocoon - drzewo sandałowe i wanilia, mój ukochany zapach ♥. Jak sama nazwa wskazuje, może nie bardzo pasuje na tę porę roku, ale mi to w niczym nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Mam w zapasie jeszcze dużą butlę.
Teraz: jw.
12. Avon, żel pod prysznic Kwiat wiśni - cieszę się, że to już ostatni żel Naturals z moich zapasów. Niektóre zapachy były bardzo ładne, ten akurat mniej, ale wolę linię Senses.
Teraz: jw.
13. Tso Moriri, malinowy mus pod prysznic Amore - Wow! Pisałam o nim już 2 lata temu! I w zasadzie nic się nie zmieniło od tego czasu, moja miłość stała się może bardziej dojrzała ;). Mus przepięknie pachnie, cudownie pielęgnuje skórę pod prysznicem, nie potrzeba już się dodatkowo nawilżać. W ostatnich dniach pomógł mi ochronić opalone ramiona przed schodzeniem skóry (kiedyś robił to też peeling cukrowy Amore). Wspaniała linia zapachowa, którą uwielbiam i będę stale do niej wracać - peeling i mus znowu mam na liście zakupowej.
Teraz: nie mam nic podobnego w zapasach, czekam na dostawę ;)
14. Sanex, żel pod prysznic DermoProtector - zapach świeży, dość przyjemny, choć powiedziałabym, że taki trochę sanitarny. Bardzo niewygodne opakowanie - mała wersja, więc w sam raz na wyjazdy, ale ciężko ściągnąć tę niebieską zatyczkę. Dodatkowo żel jest dość gęsty, więc żeby zużyć do końca musi stać do góry nogami a ciężko to otwierać i zamykać kilka razy pod prysznicem.
Teraz: patrz pkt. 10, 11, 12
No i tyle. A jak u Was?
Oto kolejny początek miesiąca, więc pora na denko. Takie sobie, ale zawsze to coś. Zapraszam
1. Alterra, szampon nawilżający Granat i aloes - lubię ten szampon i często wracam do niego. Ładnie pachnie, dobrze myje włosy, nie plącze ich. Wrócę.
Teraz: szampon Alterra Biotyna i Kofeina na zmianę z innymi
2. L'Occitane, odżywka do włosów suchych i zniszczonych z 5 olejkami - zakup z sh. Przepięknie pachnąca odżywka, która ładnie nawilżała moje włosy a zapach długo się na nich utrzymywał. Włosy były sypkie i miękkie, nie obciążone. Chętnie bym wróciła.
Teraz: maska Kallos Keratin
3. Nail Tek, Quicken top coat przyspieszający wysychanie - to mój pierwszy top coat tego typu i byłam z niego bardzo zadowolona. Oprócz faktycznego przyspieszania wysychania, przedłużał trwałość lakieru kolorowego, który dzięki niemu wolniej ścierał się czy odpryskiwał. Paznokcie bardzo ładnie błyszczały. Dopiero pod sam koniec zgęstniał mi, ale udało się go zużyć do końca.
Teraz: top coat Insta-Dri Sally Hansen
4. Eveline, odżywka 8 w 1 - miałam już diamentową, więc teraz chciałam wypróbować czegoś nowego. Lubię odżywki, które dają efekt mlecznych paznokci. Tej trochę się bałam i choć nie spotkało mnie najgorsze to odżywka nie poradziła sobie z problemem a dodatkowo trochę zniszczyła mi płytkę - w miejscach, gdzie paznokcie wyrastają ze skóry porobiły się brzydkie bruzdy i nierówności. Nie wrócę.
Teraz: mlecznoróżowa odżywka Sally Hansen
5. Avon, lakier do paznokci Coral Reef - to mój pierwszy zużyty niemal do końca lakier! Ulubiony odcień z Avonu, który przez kilka ostatnich letnich sezonów gościł na dłoniach i na stopach. Zostało już go bardzo mało, ale w końcu zgęstniał i nie dało się już nim malować. Choć mam sporo podobnych lakierów to myślę, że kupię go znowu.
Teraz: sama nie wiem co wybrać z zapasów ;)
6. Soap&Glory, masło do ciała Smoothie Star - zakup z sh. Cudowne masło o pistacjowo-migdałowo-waniliowym zapachu! Wersja 50 ml, więc w sam raz na wyjazdy i na kilka użyć. Masło niemal gumowe, tak fajnie nabierało się z opakowania a na ciele nie tłuściło tylko porządnie nawilżało. Zapach długo był wyczuwalny zarówno na skórze jak i w pomieszczeniu, w którym był aplikowany na ciało. Rewelka! Chętnie wrócę.
Teraz: masełko S&G Sugar Crush
7. Perfecta, mineralny żel myjący z mikrogranulkami - produkt chyba z Joyboxa albo z gazety. Stosowałam go wieczorem po przemyciu twarzy pianką oczyszczająca, niemal codziennie. Granulki faktycznie były mikro, więc nie bałam się tak często. Żel ładnie pachniał, domywał resztki makijażu, nie podrażniał. Może wrócę.
Teraz: peelingi z zapasów
Próbka - krem pod oczy Sylveco. Co zakupy wrzucają mi tę próbkę... Może i krem jest dobry, ale taka pojemność, w przypadku kremu pod oczy, starcza mi na kilkanaście użyć a wydobywanie go z małej saszetki jest bardzo niewygodne, choćby dlatego, że krem wchodzi mi pod paznokcie. Mam jeszcze jedną...
Teraz: puder bambusowy e-naturalne i perełki wyrównujące koloryt z Marizy
9. Revlon, podkład Colorstay 150 Buff - wyrzucam resztkę, bo już tyle czekała na zużycie, że pewnie jest po terminie a ja straciłam ochotę na coś, co nie spełniło moich oczekiwań. Może to kwestia odcienia, który pewnie mógłby być ciut ciemniejszy (choć 150 zimą nie był zły) a może mojego wyobrażenia, że to będzie podkład idealny skoro tyle osób go chwali, ale nie zachwycił mnie już od pierwszej chwili. Widać go było na twarzy, zbierał się w zmarszczkach, ścierał, głównie z wypukłych krost, jednym słowem rozczarowanie. Nie będę sprawdzać innych odcieni i nie wrócę.
Teraz: BB Skin 79 (o nich niebawem)
Próbka - Purple BB, Skin 79. Znalazłam już swój odcień i niedługo o nich napiszę coś więcej. Ten jest trochę ciemniejszy niż Gold czy Orange, ale to jednak nie to.
10. Avon, żel pod prysznic Oasis - zielona herbata i mięta. Zapach przyjemny, odświeżający i orzeźwiający, idealny na lato. Żel gęsty, więc zrobiłam sobie z niego pięknie pachnące mydło w piance (może Wam to niebawem pokażę, ale z innym żelem). Myślę, że wrócę, choć widziałam, że zaraz pojawią się kolejne nowe zapachy.
Teraz: pozostałe dwie nowości na zmianę - Delightful Orchard i Joyful Tropics
11. Avon, żel pod prysznic Winter Cocoon - drzewo sandałowe i wanilia, mój ukochany zapach ♥. Jak sama nazwa wskazuje, może nie bardzo pasuje na tę porę roku, ale mi to w niczym nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Mam w zapasie jeszcze dużą butlę.
Teraz: jw.
12. Avon, żel pod prysznic Kwiat wiśni - cieszę się, że to już ostatni żel Naturals z moich zapasów. Niektóre zapachy były bardzo ładne, ten akurat mniej, ale wolę linię Senses.
Teraz: jw.
13. Tso Moriri, malinowy mus pod prysznic Amore - Wow! Pisałam o nim już 2 lata temu! I w zasadzie nic się nie zmieniło od tego czasu, moja miłość stała się może bardziej dojrzała ;). Mus przepięknie pachnie, cudownie pielęgnuje skórę pod prysznicem, nie potrzeba już się dodatkowo nawilżać. W ostatnich dniach pomógł mi ochronić opalone ramiona przed schodzeniem skóry (kiedyś robił to też peeling cukrowy Amore). Wspaniała linia zapachowa, którą uwielbiam i będę stale do niej wracać - peeling i mus znowu mam na liście zakupowej.
Teraz: nie mam nic podobnego w zapasach, czekam na dostawę ;)
14. Sanex, żel pod prysznic DermoProtector - zapach świeży, dość przyjemny, choć powiedziałabym, że taki trochę sanitarny. Bardzo niewygodne opakowanie - mała wersja, więc w sam raz na wyjazdy, ale ciężko ściągnąć tę niebieską zatyczkę. Dodatkowo żel jest dość gęsty, więc żeby zużyć do końca musi stać do góry nogami a ciężko to otwierać i zamykać kilka razy pod prysznicem.
Teraz: patrz pkt. 10, 11, 12
No i tyle. A jak u Was?
niedziela, 7 lutego 2016
Denko - styczeń
Blogowy czas odliczam od jakiegoś czasu pojawiającymi się denkami i tak oto przeminął pierwszy miesiąc 2016 roku. Puste opakowania jak zwykle nie mieściły mi się w koszyczku, dużo tam plastiku, ale też sporo tzw. drobnicy. Koszyk musiałam już opróżnić, bo pierwsze wykończenia lutego za mną, więc przełożyłam wszystko do siatki, która teraz wala się po domu, więc nie ma co dłużej zwlekać.
1. Oriflame, żel Discover Mexico - długo czekał na swoją kolej. Całkiem w porządku, ładnie pachniał i dobrze spełniał swoją rolę.
Teraz: żel Dove i Yves Rocher
2. Avon, żel Naturals Figa - to mój przedostatni żel Naturals z zapasów, uff! Zapach miał podobne nuty do wody Ultra Sexy, więc używałam go z wielką przyjemnością i chętnie powrócę.
Teraz: patrz wyżej
3. BeBeaty, żel Ciasteczkowy - przepiękny zapach! Z płynem do kąpieli to była jakaś wpadka, bo żel pachniał normalnie, tak jak mydło. Szkoda, że to limitowana edycja, bo z chęcią bym wróciła.
Teraz: patrz pkt. 1
4. Avon, peeling do ciała Dazzling Moments - może nie należał do najlepszych zdzieraków, które miałam, ale zapach był obłędny! Dość ciężko wyciskał się z opakowania, ale poza tym było ok.
Teraz: peeling ziołowy Planet Spa
5. Perfecta, peeling do ciała Lady Berry - gratis z gazety. Wybrałam owoce leśne, bo spodziewałam się przyjemnego zapachu, ale okazało się inaczej - widocznie jagody i tego typu owoce nie nadają się do celów kosmetycznych (jagodowy scrub Banii Agafii również pachniał ohydnie). Poza zapachem było ok, choć to zdzierak raczej niskich, bardzo niskich lotów.
Teraz: patrz wyżej
6. Tso Moriri, peeling cukrowy Wiśnie w czekoladzie - peeling cukrowy tak, ale nie o takim zapachu. Nie jestem fanką takiego smaku, więc i zapach mnie męczył. Duże kawałki wiśni zanurzone w cukrowej masie były jedynie ozdobą a nie jak w przypadku malin - dodatkowym zdzierakiem. Nie wrócę, choć skóra po zmyciu była niezwykle gładka i nawilżona. To jedynie kwestia zapachu, bo produkt sam w sobie bez zastrzeżeń.
Teraz: minipeelingi TM i peeling malinowy Amore ♥
7. Bingo Spa, solanka z minerałami z Morza Martwego - moja ulubiona sól do kąpieli (w sensie, że solanka, bo te pachną bardzo ładnie). Raz na jakiś czas urozmaicam sobie w ten sposób pielęgnację, ale nie liczę na ujędrnianie czy inne tego typu obietnice.
Teraz: próbuję wykończyć dziwolągi Bingo Spa - kawior do kąpieli, mleczną kąpiel i peeling solny
8. Avon, żel do mycia twarzy Anew - pisałam o nim tutaj. Nie wiem czy wrócę, bo jest jeszcze mnóstwo produktów w tej kategorii, które chciałabym poznać.
Teraz: żel do mycia twarzy Biolaven
9. Avon, peeling enzymatyczny z chińskim żeń-szeniem - skusiłam się na obie wersje, ale bardzo ciężko idzie mi ich używanie a to przecież dość małe opakowania. Wolę tradycyjne zdzieraki. Podczas używania czasami czułam lekkie rozgrzanie, pieczenie, ale nie podrażniał.
Teraz: drugi peeling gommage z oferty Avon
10. i 11. Tołpa, regenerujący krem korygujący Na dzień i Na noc - pod koniec 2014 roku zrobiłam sobie taki zapas kremów Tołpa, że jeszcze został mi jeden do wykończenia! Tym razem równocześnie używałam kremu na dzień i na noc z tej samej linii. Bardzo lubię ich ziołowy zapach oraz to jak szybko się wchłaniają, nie błyszczą na twarzy. Krem na dzień znam już bardzo dobrze, bo zużyłam parę opakowań i zawsze byłam zadowolona z efektu, jaki uzyskiwałam na twarzy po jego regularnym stosowaniu. Tym razem byłam trochę uprzedzona do kremu na noc, bo czytałam niepochlebne opinie o nim i okazało się, że faktycznie twarz nie oczyściła się tak jakbym tego sobie życzyła. Sam krem na dzień również nie wyprowadzał jej wcześniej całkowicie na prostą, ale zmiany były ograniczone, skóra uspokojona. Póki co, chcę zrobić sobie przerwę od kremów Tołpa, bo dopiero teraz zauważyłam, że krem matujący (ten ostatni, który mi został z zapasów) na drugim miejscu w składzie ma glicerynę a postanowiłam jej unikać. Nie pamiętam składu tych kremów a kartoniki już dawno wyrzuciłam.
Teraz: krem matujący Soraya
12. Catrice, kamuflaż w kremie Ivory - moje odkrycie 2015 roku ♥ Fantastyczny produkt, który bardzo dobrze kryje a do tego nie zapycha. Nanosiłam go palcami i nie rolował się, odcień również był dla mnie idealny. Ostatnio poluję na kamuflaż w płynie, ale nigdzie go nie widać.
Teraz: kamuflaż Avon
13. Mariza, mineralny podkład pudrowy Naturalny - odcień okazał się być ok na tę porę roku i spodobał mi się na tyle, że otworzyłam kolejne opakowanie. Dozuję odpowiednią ilość i cera ma delikatny kolor, jest zmatowiona. Pod wieczór widać, że się ściera z twarzy w ciągu dnia, ale w dość dobrym stanie wytrzymuje tyle, ile mi trzeba. Nie mam pomysłu co zrobić z odcieniem Jasny beż, bo co dam mu szansę to psioczę na siebie potem, że przecież jest za jasny! Chyba rozmieszam go jakoś z Ciemnym beżem.
Teraz: to samo a czasami też podkład Rhea
14. Avon, korektor Luxe - udany korektor, choć wielkiego porównania nie mam, bo to chyba dopiero mój drugi korektor pod oczy. Bardzo ładnie rozjaśniał cienie pod oczami, rozświetlał delikatnie, nie zbierał się w zmarszczkach i nie rolował. Z chęcią kiedyś do niego wrócę.
Taraz: korektor rozświetlający Magix
15. Maybelline, pudrowy podkład mineralny Ivory - tester, ale zauroczył mnie efekt na twarzy. Czytałam, że przy dłuższym stosowaniu może zapychać, więc chyba się nie zdecyduję na zakup, ale przez te kilka dni bardzo ładnie maskował wszelkie niedoskonałości na mojej twarzy.
Teraz: patrz pkt. 13
16. CD, dezodorant w kulce Owoc granatu - pisałam o nim tutaj. Zdecydowanie jeden z najsłabszych antyperspirantów jakie znam. Ładny zapach go nie ratuje, nie polecam.
17. Oriflame, krem do rak Silk Beauty - w sam raz na co dzień. Lubię zapach tej linii i chętnie powrócę o ile pojawia się jeszcze w ofercie.
18. The Body Shop, masło do ciała - mini wersja w sam raz na wyjazdy, ale teraz mało wyjeżdżam a zaczęła mnie już męczyć ta wszędzie walająca się drobnica. Bardzo dobry produkt, idealnie nawilżał, przyjemnie pachniał. Mam jeszcze peeling z tej linii zapachowej, ale już widzę, że się nie polubimy. Oba produkty zakupiłam w SH.
Teraz: próbki Tso Moriri
19. Soap&Glory, peeling do ciała Sugar Crush - jako zdzierak taki se... Drobinki rozpuszczały się w kontakcie z wodą, ale efekt nie był zadowalający. Plus za przyjemny zapach.
Teraz: próbki TM
20. Skarpetki złuszczające do stóp - niebawem pojawi się recenzja.
21. Cleanic, zmywacz do paznokci w chusteczce - to mój pierwszy zmywacz w tej formie. Dobrze poradził sobie z jasnym lakierem, więc spełnił swoje zadanie, ale na co dzień wolałabym jednak zmywacz w płatkach (jeżeli już nie może to być tradycyjny zmywacz w płynie i wacik). Niemniej jednak, uważam, że zawsze warto mieć w torebce czy portfelu taką jedną saszetkę na wypadek sytuacji awaryjnej.
22. Carea, płatki kosmetyczne - zawsze kupuję je w trójpaku i są ok, ale ostatnio nacięłam się na gorszą ich wersję i od teraz sprawdzam nawet skład płatków kosmetycznych. Jakby co to pamiętajcie, że dobre są te, które na pojedynczym opakowaniu mają skład: 70% bawełna, 30% kompozycja włókien poliestrowych.
Teraz: to samo
23. Manhattan, odżywka wybielająca - lubię odżywki, które zostawiają po sobie mleczne paznokcie. Stosowałam ją samodzielnie i pod kolorowe lakiery i dopiero ostatnio zauważyłam, że mam problem z brzydkim kolorem płytki. Jestem w trakcie sprawdzania, co jest tego przyczyną.
Teraz: odżywka Eveline (jeden z podejrzanych)
24. Pastylka musująca do kąpieli - musuje w wodzie, ale większych przyjemności nie zauważyłam. Ani zapachu, ani nawilżenia, tylko delikatny kolor w wodzie. Biorąc pod uwagę, że zapłaciłam za nie grosze to nie żałuję, bo jakby nie było to dodatkowy umilacz w kąpieli.
Teraz: mam jeszcze jedną pastylkę
25. Tso Moriri, mydło walentynkowe - bardzo słaby zapach jak na edycję walentynkową. Z wyglądu urocze, z zapachu najzwyklejsze mydło.
Teraz: mydło malinowe TSSS
Próbki
Tylko jedno masło to nie produkt Tso Moriri, nierafinowane masło shea (dostałam je kiedyś gratis) - dość tępe w użyciu, prędzej spadło mi z ciała niż dało się rozsmarować, do tego zapach starej popielniczki czy jakichś skórzanych starych spodni nie zachęcał do używania, ale efekt na skórze warty poświęceń! Bardzo dobrze i długotrwale nawilżało i pielęgnowało ciało.
Z produktów Tso Moriri najbardziej spodobało mi się masło imbir i czerwona herbata oraz kawior i granat. Złoty olej do ciała również był ok, ale starałam się go tak wylewać, aby wszystkie złote drobinki zostały w środku. Mus do ciała Wiśnie w czekoladzie nie przypadł mi do gustu przez zapach, bo działanie było ok. Z kolei mus marchewkowy miał cudowny zapach, ale nogi były zbyt mokre/tłuste po nim a to mnie irytowało.
Z próbek do twarzy spodobał mi się krem India i Vichy Liftactiv - bardzo ładnie zachowywały się na twarzy a Vichy to zauroczył mnie także zapachem, chyba się nad nim zastanowię. Krem pod oczy i lekki krem rokitnikowy Sylveco wymęczyły mnie zapachem, maska z witaminą C Tso Moriri okazała się być naprawdę dobrym produktem i to na tyle, że mm ochotę na więcej. Maska błotna Planet Spa to mój ulubieniec od dawna.
Perełki do kąpieli no name tylko zabarwiły wodę na różowo, ale peeling do stóp Tso Moriri zaskoczył mnie zapachem.
A jak u Was? Znacie coś z mojego denka?
1. Oriflame, żel Discover Mexico - długo czekał na swoją kolej. Całkiem w porządku, ładnie pachniał i dobrze spełniał swoją rolę.
Teraz: żel Dove i Yves Rocher
2. Avon, żel Naturals Figa - to mój przedostatni żel Naturals z zapasów, uff! Zapach miał podobne nuty do wody Ultra Sexy, więc używałam go z wielką przyjemnością i chętnie powrócę.
Teraz: patrz wyżej
3. BeBeaty, żel Ciasteczkowy - przepiękny zapach! Z płynem do kąpieli to była jakaś wpadka, bo żel pachniał normalnie, tak jak mydło. Szkoda, że to limitowana edycja, bo z chęcią bym wróciła.
Teraz: patrz pkt. 1
4. Avon, peeling do ciała Dazzling Moments - może nie należał do najlepszych zdzieraków, które miałam, ale zapach był obłędny! Dość ciężko wyciskał się z opakowania, ale poza tym było ok.
Teraz: peeling ziołowy Planet Spa
5. Perfecta, peeling do ciała Lady Berry - gratis z gazety. Wybrałam owoce leśne, bo spodziewałam się przyjemnego zapachu, ale okazało się inaczej - widocznie jagody i tego typu owoce nie nadają się do celów kosmetycznych (jagodowy scrub Banii Agafii również pachniał ohydnie). Poza zapachem było ok, choć to zdzierak raczej niskich, bardzo niskich lotów.
Teraz: patrz wyżej
6. Tso Moriri, peeling cukrowy Wiśnie w czekoladzie - peeling cukrowy tak, ale nie o takim zapachu. Nie jestem fanką takiego smaku, więc i zapach mnie męczył. Duże kawałki wiśni zanurzone w cukrowej masie były jedynie ozdobą a nie jak w przypadku malin - dodatkowym zdzierakiem. Nie wrócę, choć skóra po zmyciu była niezwykle gładka i nawilżona. To jedynie kwestia zapachu, bo produkt sam w sobie bez zastrzeżeń.
Teraz: minipeelingi TM i peeling malinowy Amore ♥
7. Bingo Spa, solanka z minerałami z Morza Martwego - moja ulubiona sól do kąpieli (w sensie, że solanka, bo te pachną bardzo ładnie). Raz na jakiś czas urozmaicam sobie w ten sposób pielęgnację, ale nie liczę na ujędrnianie czy inne tego typu obietnice.
Teraz: próbuję wykończyć dziwolągi Bingo Spa - kawior do kąpieli, mleczną kąpiel i peeling solny
8. Avon, żel do mycia twarzy Anew - pisałam o nim tutaj. Nie wiem czy wrócę, bo jest jeszcze mnóstwo produktów w tej kategorii, które chciałabym poznać.
Teraz: żel do mycia twarzy Biolaven
9. Avon, peeling enzymatyczny z chińskim żeń-szeniem - skusiłam się na obie wersje, ale bardzo ciężko idzie mi ich używanie a to przecież dość małe opakowania. Wolę tradycyjne zdzieraki. Podczas używania czasami czułam lekkie rozgrzanie, pieczenie, ale nie podrażniał.
Teraz: drugi peeling gommage z oferty Avon
10. i 11. Tołpa, regenerujący krem korygujący Na dzień i Na noc - pod koniec 2014 roku zrobiłam sobie taki zapas kremów Tołpa, że jeszcze został mi jeden do wykończenia! Tym razem równocześnie używałam kremu na dzień i na noc z tej samej linii. Bardzo lubię ich ziołowy zapach oraz to jak szybko się wchłaniają, nie błyszczą na twarzy. Krem na dzień znam już bardzo dobrze, bo zużyłam parę opakowań i zawsze byłam zadowolona z efektu, jaki uzyskiwałam na twarzy po jego regularnym stosowaniu. Tym razem byłam trochę uprzedzona do kremu na noc, bo czytałam niepochlebne opinie o nim i okazało się, że faktycznie twarz nie oczyściła się tak jakbym tego sobie życzyła. Sam krem na dzień również nie wyprowadzał jej wcześniej całkowicie na prostą, ale zmiany były ograniczone, skóra uspokojona. Póki co, chcę zrobić sobie przerwę od kremów Tołpa, bo dopiero teraz zauważyłam, że krem matujący (ten ostatni, który mi został z zapasów) na drugim miejscu w składzie ma glicerynę a postanowiłam jej unikać. Nie pamiętam składu tych kremów a kartoniki już dawno wyrzuciłam.
Teraz: krem matujący Soraya
12. Catrice, kamuflaż w kremie Ivory - moje odkrycie 2015 roku ♥ Fantastyczny produkt, który bardzo dobrze kryje a do tego nie zapycha. Nanosiłam go palcami i nie rolował się, odcień również był dla mnie idealny. Ostatnio poluję na kamuflaż w płynie, ale nigdzie go nie widać.
Teraz: kamuflaż Avon
13. Mariza, mineralny podkład pudrowy Naturalny - odcień okazał się być ok na tę porę roku i spodobał mi się na tyle, że otworzyłam kolejne opakowanie. Dozuję odpowiednią ilość i cera ma delikatny kolor, jest zmatowiona. Pod wieczór widać, że się ściera z twarzy w ciągu dnia, ale w dość dobrym stanie wytrzymuje tyle, ile mi trzeba. Nie mam pomysłu co zrobić z odcieniem Jasny beż, bo co dam mu szansę to psioczę na siebie potem, że przecież jest za jasny! Chyba rozmieszam go jakoś z Ciemnym beżem.
Teraz: to samo a czasami też podkład Rhea
14. Avon, korektor Luxe - udany korektor, choć wielkiego porównania nie mam, bo to chyba dopiero mój drugi korektor pod oczy. Bardzo ładnie rozjaśniał cienie pod oczami, rozświetlał delikatnie, nie zbierał się w zmarszczkach i nie rolował. Z chęcią kiedyś do niego wrócę.
Taraz: korektor rozświetlający Magix
15. Maybelline, pudrowy podkład mineralny Ivory - tester, ale zauroczył mnie efekt na twarzy. Czytałam, że przy dłuższym stosowaniu może zapychać, więc chyba się nie zdecyduję na zakup, ale przez te kilka dni bardzo ładnie maskował wszelkie niedoskonałości na mojej twarzy.
Teraz: patrz pkt. 13
16. CD, dezodorant w kulce Owoc granatu - pisałam o nim tutaj. Zdecydowanie jeden z najsłabszych antyperspirantów jakie znam. Ładny zapach go nie ratuje, nie polecam.
17. Oriflame, krem do rak Silk Beauty - w sam raz na co dzień. Lubię zapach tej linii i chętnie powrócę o ile pojawia się jeszcze w ofercie.
18. The Body Shop, masło do ciała - mini wersja w sam raz na wyjazdy, ale teraz mało wyjeżdżam a zaczęła mnie już męczyć ta wszędzie walająca się drobnica. Bardzo dobry produkt, idealnie nawilżał, przyjemnie pachniał. Mam jeszcze peeling z tej linii zapachowej, ale już widzę, że się nie polubimy. Oba produkty zakupiłam w SH.
Teraz: próbki Tso Moriri
19. Soap&Glory, peeling do ciała Sugar Crush - jako zdzierak taki se... Drobinki rozpuszczały się w kontakcie z wodą, ale efekt nie był zadowalający. Plus za przyjemny zapach.
Teraz: próbki TM
20. Skarpetki złuszczające do stóp - niebawem pojawi się recenzja.
21. Cleanic, zmywacz do paznokci w chusteczce - to mój pierwszy zmywacz w tej formie. Dobrze poradził sobie z jasnym lakierem, więc spełnił swoje zadanie, ale na co dzień wolałabym jednak zmywacz w płatkach (jeżeli już nie może to być tradycyjny zmywacz w płynie i wacik). Niemniej jednak, uważam, że zawsze warto mieć w torebce czy portfelu taką jedną saszetkę na wypadek sytuacji awaryjnej.
22. Carea, płatki kosmetyczne - zawsze kupuję je w trójpaku i są ok, ale ostatnio nacięłam się na gorszą ich wersję i od teraz sprawdzam nawet skład płatków kosmetycznych. Jakby co to pamiętajcie, że dobre są te, które na pojedynczym opakowaniu mają skład: 70% bawełna, 30% kompozycja włókien poliestrowych.
Teraz: to samo
23. Manhattan, odżywka wybielająca - lubię odżywki, które zostawiają po sobie mleczne paznokcie. Stosowałam ją samodzielnie i pod kolorowe lakiery i dopiero ostatnio zauważyłam, że mam problem z brzydkim kolorem płytki. Jestem w trakcie sprawdzania, co jest tego przyczyną.
Teraz: odżywka Eveline (jeden z podejrzanych)
24. Pastylka musująca do kąpieli - musuje w wodzie, ale większych przyjemności nie zauważyłam. Ani zapachu, ani nawilżenia, tylko delikatny kolor w wodzie. Biorąc pod uwagę, że zapłaciłam za nie grosze to nie żałuję, bo jakby nie było to dodatkowy umilacz w kąpieli.
Teraz: mam jeszcze jedną pastylkę
25. Tso Moriri, mydło walentynkowe - bardzo słaby zapach jak na edycję walentynkową. Z wyglądu urocze, z zapachu najzwyklejsze mydło.
Teraz: mydło malinowe TSSS
Próbki
Tylko jedno masło to nie produkt Tso Moriri, nierafinowane masło shea (dostałam je kiedyś gratis) - dość tępe w użyciu, prędzej spadło mi z ciała niż dało się rozsmarować, do tego zapach starej popielniczki czy jakichś skórzanych starych spodni nie zachęcał do używania, ale efekt na skórze warty poświęceń! Bardzo dobrze i długotrwale nawilżało i pielęgnowało ciało.
Z produktów Tso Moriri najbardziej spodobało mi się masło imbir i czerwona herbata oraz kawior i granat. Złoty olej do ciała również był ok, ale starałam się go tak wylewać, aby wszystkie złote drobinki zostały w środku. Mus do ciała Wiśnie w czekoladzie nie przypadł mi do gustu przez zapach, bo działanie było ok. Z kolei mus marchewkowy miał cudowny zapach, ale nogi były zbyt mokre/tłuste po nim a to mnie irytowało.
Z próbek do twarzy spodobał mi się krem India i Vichy Liftactiv - bardzo ładnie zachowywały się na twarzy a Vichy to zauroczył mnie także zapachem, chyba się nad nim zastanowię. Krem pod oczy i lekki krem rokitnikowy Sylveco wymęczyły mnie zapachem, maska z witaminą C Tso Moriri okazała się być naprawdę dobrym produktem i to na tyle, że mm ochotę na więcej. Maska błotna Planet Spa to mój ulubieniec od dawna.
Perełki do kąpieli no name tylko zabarwiły wodę na różowo, ale peeling do stóp Tso Moriri zaskoczył mnie zapachem.
A jak u Was? Znacie coś z mojego denka?
Etykiety:
avon,
be beauty,
bingo spa,
carea,
catrice,
cd,
cleanic,
manhattan,
mariza,
maybelline,
oriflame,
perfecta,
soap glory,
the body shop,
tołpa,
tso moriri
niedziela, 4 października 2015
Denko - wrzesień
Tak pięknej soboty jak wczoraj nie było już dawno! Ciepło, słonecznie, leniwie i bardzo pozytywnie. Myślałam nawet, że uda mi się wyjść z domu, ale wszystko obserwowałam z balkonu, bo musiałam skończyć książkę, która bardzo mnie wciągnęła i w końcu ogarnąć nieco dom, obiad i zdjęcia do denka. Trochę udało mi się zużyć a sporą część koszyczka zajmowały też wyrzutki, które były wynikiem porządków, więc wszystko się już przesypywało w szafce.
Na początek jednak denko
1. Sylveco, tonik hibiskusowy - miałam zamiar wyrobić się z recenzją jeszcze we wrześniu, ale się nie udało, więc niedługo o nim napiszę.
Teraz: tonik z perłą i kawiorem Theo Marvee
2. Ziaja, oliwkowy płyn micelarny - pisałam o nim tutaj. Bardzo przyjemny produkt, niedrogi, więc z pewnością wkrótce do niego wrócę.
Teraz: woda micelarna Allverne i płyn micelarny Czysta Skóra Garnier
3. Beauty Formulas, plasterki na krosty i plamy - kolejne opakowanie jest u mnie, więc jestem z nich zadowolona.
Teraz: to samo
4. Hean, płyn micelarny 3 w 1 - recenzja tutaj. Spisywał się bardzo dobrze, świetnie radził sobie z demakijażem oczu i jest tani, więc również do niego wrócę.
Teraz: patrz Ziaja
5., 6., 7. Avon, żel pod prysznic Energising, Naturals Jagoda i Orchidea oraz Revitalising - wszystkie 3 o bardzo przyjemnych zapachach, gęste i wydajne. Odkryciem był ten Jagoda Orchidea, bo zapach mnie urzekł. Wszystkie pewnie jeszcze się u mnie pojawią.
Teraz: coś z zapasów...
8. Mariza, płyn do higieny intymnej - kolejna flaszka, bo zapach bardzo mi się spodobał, ale tym razem miałam problemy z pompką. Zacinała się a pod koniec całkiem przestała działać, więc musiałam lać go na rękę a przez to stracił na wydajności, bo to był wcześniej jego ogromny atut. Być może wrócę jeszcze jak się pojawi w promocji.
Teraz: płyn Active, Avon
9. Soap&Glory, żel pod prysznic mini - bardzo przyjemny zapach, buteleczka w sam raz na weekendowe wyjazdy. Minusem jest odkręcanie, ale da się to jakoś wytrzymać raz na jakiś czas. Jak trafię w sh to wrócę.
Teraz: zużywam zapasy...
10. Avon, dezodorant Luck - zapach bardzo przyjemny, urocze opakowanie, ale użyłam go tylko kilka razy, bo większość TŻ wypsikał zabijając meszki miotaczem ognia...
11. Mariza, mgiełka do ciała Sweet Fruits - przyjemny odświeżacz na co dzień, jednak zapach (przypominający mi starą, dobrą oranżadę) nie uzależnił mnie tak jak poprzednia wersja, Green Tea, której mam już zapas.
Teraz: mgiełka Fresh Citrus
12. Avon, woda Up to You - zapach urzekł mnie w katalogu, więc trafił na listę dla Mikołaja, jednak szybko mi się znudził, bo nie pachniał tak ładnie i ostatecznie ledwo go wymęczyłam. Nie wrócę.
Teraz: coś z zapasów...
13. Avon, szampon BB - kupiłam całą serię i dzięki niemu zmieniłam nastawienie do linii AT. Zerwałam z tymi szamponami, bo wszystkie pachniały mi tak samo, więc przestałam wierzyć w obiecywane cuda i dziwy a ten jest inny. Przyjemnie pachnie i dobrze się spisuje na włosach, nie obciąża ich, nie plącze i nie tępi, włosy są gładkie, ładnie się błyszczą, choć to pewnie nie tylko jego zasługa, ale mam ochotę jeszcze wrócić.
Teraz: mini szampon Joanna
14. Lee Stafford, kuracja głęboko odżywiająca z olejkiem arganowym - włosy faktycznie były gładkie, jedwabiste i lśniące, więc obietnice spełnione! Zapach trochę dziwny i nie wiem czy to tylko zasługa olejku arganowego czy też kończącego się terminu, ale dało się znieść. Nie wrócę, bo te produkty są drogie a aż tak mnie nie zachwyciła.
Teraz: maska pani Potter's
15. Avon, krem do stóp i łokci - ulubieniec do stóp, więc ciągle do niego wracam.
Teraz: krem na pękające piety Mariza
16. Soap&Glory, mini masło do ciała - patrz pkt. 9. Tu dodam jeszcze, że nawilżenie jest odpowiednie a zapach na ciele czuć jeszcze pod koniec dnia, więc jest naprawdę bardzo trwały.
Teraz: różności z zapasów
17. Beauty Naturalis, balsam do ciała Aronia - miał wzmacniać naczynka, więc używałam go z wielkim zainteresowaniem a po całym opakowaniu tego raczej mleczka niż balsamu mogę stwierdzić, że bliżej mu jednak do bubla. Nic nie redukował, ciężko też teraz stwierdzić czy wzmacniał, bo nie ma jak tego sprawdzić. Z opisu zgadza się jedynie to, że pielęgnuje skórę, sprawia, że jest miękka, wygładzona i przyjemna w dotyku, ale to potrafi wiele balsamów. Plus za przyjemny zapach i szybkie wchłanianie, ale nie skłoni mnie to do powrotu.
Teraz: kilka różnych produktów z zapasów
18. Eveline, odmładzający krem do rąk - i znowu przerost treści nad formą... Zwykły krem jakich wiele, przyjemnie pachnie, dobrze się wchłania, ale nie nawilża tak jak lubię i nie odmłodził moich dłoni. Nie wrócę.
Teraz: krem Kropla Zdrowia i inne
19. BeBeauty, zmywacz w płatkach - bardzo dobrze sobie radził z jasnymi lakierami, choć płatki wydawały się być słabo nasączone płynem (nie tak jak te Ferity). Pod koniec przyspieszyłam, bo bałam się, że całkiem wyschną. Nie wrócę raczej, bo wolałabym mniejsze opakowanie, ale podobnych płatków chętnie będę wypatrywać, bo to ciekawa odskocznia od zwykłego zmywacza.
Teraz: Cleanic z JoyBoxa (oprócz tego normalny zmywacz z Rosska)
20 Mariza, porcelanowy preparat do regeneracji paznokci - lubiłam go, bo był bardzo wydajny i dawał efekt mlecznych paznokci, ale w kwestii wzmocnienia nic się nie zmieniło. Paznokcie mam słabe, kilka stale się rozdwaja a nawetrozczwarza, więc nie ma sensu wracać.
Teraz: odżywka wybielająca Manhattan
21. Eveline, korektor 8 w 1 kryjąco-rozświetlający z olejkiem arganowym - bardzo ładnie krył moje cienie pod oczami, nie zbierał się w zmarszczkach, rozjaśniał spojrzenie. Przyjemnie mi się go używało i wrócę do firmy, ale tym razem wezmę chyba Art scenic, bo również czytałam pozytywne opinie.
Teraz: pod oczy nic... Na twarz kamuflaż Catrice.
22. Carea, płatki kosmetyczne - uwielbiam.
Teraz: to samo
Próbki i inne
Krem do rąk Mister Milano pięknie pachniał i spisywał się w porządku w kwestii nawilżenia, ale nie wiem czy cena przekonałaby mnie do zakupu. Bardzo spodobał mi się też krem rozjaśniający przebarwienia Ava Cosmetic, bo ładnie uspokajał cerę po nocy, ale tonę w zapasach i nie mogę się teraz skusić na pełnowymiarowe opakowanie. Pędzel do nakładania maseczek Avon gubi włosie podczas używania, więc już się zużył i teraz chyba poszukam czegoś innego. Z próbek produktów Tso Moriri najbardziej spodobał mi się mus wiśniowy tylko z ewentualnym zakupem muszę poczekać aż uszczuplę zapasy. Tołpowy żel jest na mojej liście musthave.
Przeterminowane wyrzutki
Na początek jednak denko
1. Sylveco, tonik hibiskusowy - miałam zamiar wyrobić się z recenzją jeszcze we wrześniu, ale się nie udało, więc niedługo o nim napiszę.
Teraz: tonik z perłą i kawiorem Theo Marvee
2. Ziaja, oliwkowy płyn micelarny - pisałam o nim tutaj. Bardzo przyjemny produkt, niedrogi, więc z pewnością wkrótce do niego wrócę.
Teraz: woda micelarna Allverne i płyn micelarny Czysta Skóra Garnier
3. Beauty Formulas, plasterki na krosty i plamy - kolejne opakowanie jest u mnie, więc jestem z nich zadowolona.
Teraz: to samo
4. Hean, płyn micelarny 3 w 1 - recenzja tutaj. Spisywał się bardzo dobrze, świetnie radził sobie z demakijażem oczu i jest tani, więc również do niego wrócę.
Teraz: patrz Ziaja
5., 6., 7. Avon, żel pod prysznic Energising, Naturals Jagoda i Orchidea oraz Revitalising - wszystkie 3 o bardzo przyjemnych zapachach, gęste i wydajne. Odkryciem był ten Jagoda Orchidea, bo zapach mnie urzekł. Wszystkie pewnie jeszcze się u mnie pojawią.
Teraz: coś z zapasów...
8. Mariza, płyn do higieny intymnej - kolejna flaszka, bo zapach bardzo mi się spodobał, ale tym razem miałam problemy z pompką. Zacinała się a pod koniec całkiem przestała działać, więc musiałam lać go na rękę a przez to stracił na wydajności, bo to był wcześniej jego ogromny atut. Być może wrócę jeszcze jak się pojawi w promocji.
Teraz: płyn Active, Avon
9. Soap&Glory, żel pod prysznic mini - bardzo przyjemny zapach, buteleczka w sam raz na weekendowe wyjazdy. Minusem jest odkręcanie, ale da się to jakoś wytrzymać raz na jakiś czas. Jak trafię w sh to wrócę.
Teraz: zużywam zapasy...
10. Avon, dezodorant Luck - zapach bardzo przyjemny, urocze opakowanie, ale użyłam go tylko kilka razy, bo większość TŻ wypsikał zabijając meszki miotaczem ognia...
11. Mariza, mgiełka do ciała Sweet Fruits - przyjemny odświeżacz na co dzień, jednak zapach (przypominający mi starą, dobrą oranżadę) nie uzależnił mnie tak jak poprzednia wersja, Green Tea, której mam już zapas.
Teraz: mgiełka Fresh Citrus
12. Avon, woda Up to You - zapach urzekł mnie w katalogu, więc trafił na listę dla Mikołaja, jednak szybko mi się znudził, bo nie pachniał tak ładnie i ostatecznie ledwo go wymęczyłam. Nie wrócę.
Teraz: coś z zapasów...
13. Avon, szampon BB - kupiłam całą serię i dzięki niemu zmieniłam nastawienie do linii AT. Zerwałam z tymi szamponami, bo wszystkie pachniały mi tak samo, więc przestałam wierzyć w obiecywane cuda i dziwy a ten jest inny. Przyjemnie pachnie i dobrze się spisuje na włosach, nie obciąża ich, nie plącze i nie tępi, włosy są gładkie, ładnie się błyszczą, choć to pewnie nie tylko jego zasługa, ale mam ochotę jeszcze wrócić.
Teraz: mini szampon Joanna
14. Lee Stafford, kuracja głęboko odżywiająca z olejkiem arganowym - włosy faktycznie były gładkie, jedwabiste i lśniące, więc obietnice spełnione! Zapach trochę dziwny i nie wiem czy to tylko zasługa olejku arganowego czy też kończącego się terminu, ale dało się znieść. Nie wrócę, bo te produkty są drogie a aż tak mnie nie zachwyciła.
Teraz: maska pani Potter's
15. Avon, krem do stóp i łokci - ulubieniec do stóp, więc ciągle do niego wracam.
Teraz: krem na pękające piety Mariza
16. Soap&Glory, mini masło do ciała - patrz pkt. 9. Tu dodam jeszcze, że nawilżenie jest odpowiednie a zapach na ciele czuć jeszcze pod koniec dnia, więc jest naprawdę bardzo trwały.
Teraz: różności z zapasów
17. Beauty Naturalis, balsam do ciała Aronia - miał wzmacniać naczynka, więc używałam go z wielkim zainteresowaniem a po całym opakowaniu tego raczej mleczka niż balsamu mogę stwierdzić, że bliżej mu jednak do bubla. Nic nie redukował, ciężko też teraz stwierdzić czy wzmacniał, bo nie ma jak tego sprawdzić. Z opisu zgadza się jedynie to, że pielęgnuje skórę, sprawia, że jest miękka, wygładzona i przyjemna w dotyku, ale to potrafi wiele balsamów. Plus za przyjemny zapach i szybkie wchłanianie, ale nie skłoni mnie to do powrotu.
Teraz: kilka różnych produktów z zapasów
18. Eveline, odmładzający krem do rąk - i znowu przerost treści nad formą... Zwykły krem jakich wiele, przyjemnie pachnie, dobrze się wchłania, ale nie nawilża tak jak lubię i nie odmłodził moich dłoni. Nie wrócę.
Teraz: krem Kropla Zdrowia i inne
19. BeBeauty, zmywacz w płatkach - bardzo dobrze sobie radził z jasnymi lakierami, choć płatki wydawały się być słabo nasączone płynem (nie tak jak te Ferity). Pod koniec przyspieszyłam, bo bałam się, że całkiem wyschną. Nie wrócę raczej, bo wolałabym mniejsze opakowanie, ale podobnych płatków chętnie będę wypatrywać, bo to ciekawa odskocznia od zwykłego zmywacza.
Teraz: Cleanic z JoyBoxa (oprócz tego normalny zmywacz z Rosska)
20 Mariza, porcelanowy preparat do regeneracji paznokci - lubiłam go, bo był bardzo wydajny i dawał efekt mlecznych paznokci, ale w kwestii wzmocnienia nic się nie zmieniło. Paznokcie mam słabe, kilka stale się rozdwaja a nawet
Teraz: odżywka wybielająca Manhattan
21. Eveline, korektor 8 w 1 kryjąco-rozświetlający z olejkiem arganowym - bardzo ładnie krył moje cienie pod oczami, nie zbierał się w zmarszczkach, rozjaśniał spojrzenie. Przyjemnie mi się go używało i wrócę do firmy, ale tym razem wezmę chyba Art scenic, bo również czytałam pozytywne opinie.
Teraz: pod oczy nic... Na twarz kamuflaż Catrice.
22. Carea, płatki kosmetyczne - uwielbiam.
Teraz: to samo
Próbki i inne
Krem do rąk Mister Milano pięknie pachniał i spisywał się w porządku w kwestii nawilżenia, ale nie wiem czy cena przekonałaby mnie do zakupu. Bardzo spodobał mi się też krem rozjaśniający przebarwienia Ava Cosmetic, bo ładnie uspokajał cerę po nocy, ale tonę w zapasach i nie mogę się teraz skusić na pełnowymiarowe opakowanie. Pędzel do nakładania maseczek Avon gubi włosie podczas używania, więc już się zużył i teraz chyba poszukam czegoś innego. Z próbek produktów Tso Moriri najbardziej spodobał mi się mus wiśniowy tylko z ewentualnym zakupem muszę poczekać aż uszczuplę zapasy. Tołpowy żel jest na mojej liście musthave.
Przeterminowane wyrzutki
Największy bubel ever czyli sztyft LSS! Zniszczył mi wiele ubrań a i tak nie chronił zadowalająco - nigdy więcej! Dermacol stosowałam jako korektor (dobrałam zły odcień, żeby móc go stosować jak podkład) i choć świetnie ukrywał to, co potrzeba to zdążył mnie paskudnie zapchać, więc poszedł w odstawkę. Podkład z Marizy kupiłam na wyprzedaży i mimo, że termin ważności upływa za nieco ponad miesiąc to już od kilku podejść (jeszcze przed wakacjami było pierwsze) nie da się go używać przez brzydkie rolowanie i okropny zapach. Szkoda, bo to prawe cała butelka... Reszta jak widać to błyszczyki, których nie zdążyłam zużyć przed terminem, odżywka do rzęs i tusz kobaltowy oraz najgorsze na świecie lakiery Vipera i Virtual! Ten żółty ma cienki pędzelek do zdobień, ale jak tu zdobić skoro odcień jest bardzo słabo napigmentowany a pędzelek ze sterczącymi na bok włoskami... A ten matujący to jeszcze większa tragedia, bo nawet nie zasycha na paznokciu, więc co tu mówić o matowieniu...
Uff! Ledwie dobrnęłam do końca! Jak Wam poszło ze zużyciami ostatnio?
czwartek, 3 września 2015
Denko - sierpień
Wakacje przyszły i poszły - pora już wrócić do rzeczywistości. Wrzesień u mnie jednak będzie też miesiącem podsumowań, pojawi się wakacyjna kosmetyczka i ulubieńcy a dziś pora na rozprawienie się ze zużytymi kosmetykami. Sierpień był gorący, więc sprzyjał zużywaniu wszelkich produktów oczyszczających, nawilżaczy (oprócz tych do twarzy) mało. I tym razem nowość - pod każdym opisem będę podawać zastępcę (o ile jest konkretny), gdzieś mi się to obiło o oczy i podłapuję, bo podoba mi się taki pomysł.
Zapraszam
1. Avon, pianka oczyszczająca - pozycja obowiązkowa w codziennym demakijażu. Skuteczna, wydajna, niepodrażniająca.
Teraz - pianka Clean&Clear
2. BeBeauty, żel-peeling oczyszczający - miał zastąpić żel peelingujący Ziaji w codziennym oczyszczaniu, ale nie polubiłam go tak jak poprzednika. Spisywał się poprawnie, jest wydajny i tani. Teraz - peeling morelowy Soraya
3. Tołpa, krem-miód regenerujący - bardzo pachnący krem, który faktycznie dogłębnie odżywiał i pielęgnował, ale czasami, zwykle po maseczkach, odczuwałam pieczenie na twarzy.
Teraz - kuracja z kwasem salicylowym Avon
4. Dottore, krem intensywnie nawilżający z 5% kwasem migdałowym - miniwersja (15 ml) z JoyBoxa. Bardzo przyjemny krem o fajnej formule i ciekawym zapachu. Był niezwykle wydajny, bo opakowanie starczyło mi na cały miesiąc używania. Bałam się działania kwasów latem, ale na szczęście nie zauważyłam niczego złego. Nie matowił, ale też nie świecił się i dobrze sobie radził pod makijażem. Czy zredukował niedoskonałości? Raczej powyciągał mi trochę syfów...
Teraz - serum wyrównujące koloryt skóry
5. FM, żel waniliowy - nie spodziewałam się tej firmy w ShinyBoxie, więc od początku byłam na nie. Zapach nie taki czysto waniliowy, raczej jakiś perfumowany. Kompletnie niepraktyczna butelka - kto wpadł na pomysł zakrętki do żelu pod prysznic? Do produktów kąpielowych ok, ale do żelu? Dobrze oczyszczał, nie wysuszał, zapach nie utrzymywał się długo na ciele.
Teraz - różności z zapasów...
6. Yves Rocher, żel kawowy - mój pierwszy żel YR i czuję, że nie ostatni. Ciekawy zapach, działanie w porządku, dobra konsystencja i praktyczne opakowanie.
Teraz - jw.
7. The Body Shop, żel truskawkowy - apetyczny żel o zapachu kompotu truskawkowego ♥ Pychota! Jak jeszcze znajdę w sh to z pewnością się skuszę.
Teraz - jw.
8. Avon, peeling truskawkowy - peeling to dużo powiedziane, ale lubię go głównie za zapach truskawkowej mamby. Działanie zadowalające jeśli chodzi o przygotowanie nóg do depilacji, na resztę ciała wybieram inne zdzieraki.
Teraz - peeling cukrowy Avon
9. Venus, żel do golenia - bardzo lubię ten żel za zapach i ogromną, gęstą pianę, w którą się zmienia. Pisałam już o nim tutaj.
Teraz - żel do golenia Avon Men ;)
10. Bath&Body Works, balsam Paris Amour - świetny nawilżacz i niezwykły dawca pozytywnych doznań węchowych (choć i tak wolę Pink Chiffon ♥).
Teraz - różności z zapasów...
11. Soap&Glory, krem do rąk - całkiem dobre nawilżanie, praktyczne opakowanie idealne do torebki, ładny zapach.
Teraz - kilka różnych równocześnie
12. Bania Agafii, balsam Aktywator wzrostu - używam regularnie, ale włosy nadal wypadają. mam jeszcze kilka saszetek.
Teraz - to samo
13. Avon, odżywka do włosów BB - nowa linia produktów z serii AT, która uwiodła mnie już samym zapachem ♥. Odżywka do spłukiwania, taka minutówka, bardzo ładnie zmiękczała włosy i sprawiała, że długo ładnie pachniały. Zawsze przed nią używałam szamponu z serii a po niej - balsamu, więc ciężko ocenić jej samodzielne działanie, ale jestem skłonna powrócić
Teraz - różne inne
14. Avon, woda Luck - śliczny zapach w uroczym opakowaniu ♥ Kokardka trochę mnie jednak denerwowała, bo na szybko trudno było trafić w nią tym małym zamykaniem.
Teraz - wszystko po trochu
15. Pollena, mydło Biały Jeleń - na początku myłam nim twarz, ale tego typu produkty szybko mnie nudzą, więc przeniosłam je na dłonie. Twarz przesuszało, dłonie jako tako.
Teraz - malinowe mydło The Body Shop
16. Sensique, tusz do rzęs - tusze w większości mnie zadowalają, bo nie mam wielkich wymagań i z tym było podobnie. Nie zlepiał rzęs, ładnie je podkreślał, nie osypywał się, dobrze się zmywał. Plus za szczoteczkę z włosia, jednak wolę takie.
Teraz - tusz IsaDora
Próbki
Ostatnie dni sierpnia (tuż przed spotkaniem blogerek) sprawiły, że wykończyłam niemal 2 opakowania plasterków na syfy Beauty Formulas (w kolejnym zostały mi już tylko 2 sztuki...)! Najgorszej nocy miałam ich 5 na twarzy... Świetnie sobie radzą z syfem już dobrze wyciśniętym - przez noc konkretnie go przesuszają i spłaszczają, gorzej z takim co się dopiero rozwija/klaruje, ale ratowałam się czymkolwiek. Dalej próbka podkładu AA Cover (z JoyBoxa, mam pełnowymiarowy Lumi) spisała się bardzo zachęcająco - odcień w rzeczywistości nie jest tak ciemny jak mogło się wydawać, bardzo ładnie wyglądał na twarzy i faktycznie ukrywał drobne niedoskonałości (wątpię czy cokolwiek byłoby w stanie poradzić sobie z tym, co miałam na twarzy bez korektora...). Żel peelingujący Tołpa przekonał mnie do siebie już dawno, kolejne próbki tylko to potwierdzają a krem odżywczy SheFoot jest taki sobie. Hipoalergiczne masło Pat&Rub wystarczyło akurat na dwie nogi, ale jest mało maślane wg mnie i przez to może nie nawilża tak jak np. żurawinowe, choć zapach ma bardzo ładny, taki delikatny, nietypowy jak na P&R.
Wyrzucam Eye Liner Lovely, bo jest już suchy. Sam wysechł, bo mało go używałam - głównie przed zmywaniem oczu jak ćwiczyłam kreskę ;)
Uff! Udało się skończyć przed powrotem TŻa ;)
Znacie coś? Podzielacie opinię?
Zapraszam
1. Avon, pianka oczyszczająca - pozycja obowiązkowa w codziennym demakijażu. Skuteczna, wydajna, niepodrażniająca.
Teraz - pianka Clean&Clear
2. BeBeauty, żel-peeling oczyszczający - miał zastąpić żel peelingujący Ziaji w codziennym oczyszczaniu, ale nie polubiłam go tak jak poprzednika. Spisywał się poprawnie, jest wydajny i tani. Teraz - peeling morelowy Soraya
3. Tołpa, krem-miód regenerujący - bardzo pachnący krem, który faktycznie dogłębnie odżywiał i pielęgnował, ale czasami, zwykle po maseczkach, odczuwałam pieczenie na twarzy.
Teraz - kuracja z kwasem salicylowym Avon
4. Dottore, krem intensywnie nawilżający z 5% kwasem migdałowym - miniwersja (15 ml) z JoyBoxa. Bardzo przyjemny krem o fajnej formule i ciekawym zapachu. Był niezwykle wydajny, bo opakowanie starczyło mi na cały miesiąc używania. Bałam się działania kwasów latem, ale na szczęście nie zauważyłam niczego złego. Nie matowił, ale też nie świecił się i dobrze sobie radził pod makijażem. Czy zredukował niedoskonałości? Raczej powyciągał mi trochę syfów...
Teraz - serum wyrównujące koloryt skóry
5. FM, żel waniliowy - nie spodziewałam się tej firmy w ShinyBoxie, więc od początku byłam na nie. Zapach nie taki czysto waniliowy, raczej jakiś perfumowany. Kompletnie niepraktyczna butelka - kto wpadł na pomysł zakrętki do żelu pod prysznic? Do produktów kąpielowych ok, ale do żelu? Dobrze oczyszczał, nie wysuszał, zapach nie utrzymywał się długo na ciele.
Teraz - różności z zapasów...
6. Yves Rocher, żel kawowy - mój pierwszy żel YR i czuję, że nie ostatni. Ciekawy zapach, działanie w porządku, dobra konsystencja i praktyczne opakowanie.
Teraz - jw.
7. The Body Shop, żel truskawkowy - apetyczny żel o zapachu kompotu truskawkowego ♥ Pychota! Jak jeszcze znajdę w sh to z pewnością się skuszę.
Teraz - jw.
8. Avon, peeling truskawkowy - peeling to dużo powiedziane, ale lubię go głównie za zapach truskawkowej mamby. Działanie zadowalające jeśli chodzi o przygotowanie nóg do depilacji, na resztę ciała wybieram inne zdzieraki.
Teraz - peeling cukrowy Avon
9. Venus, żel do golenia - bardzo lubię ten żel za zapach i ogromną, gęstą pianę, w którą się zmienia. Pisałam już o nim tutaj.
Teraz - żel do golenia Avon Men ;)
10. Bath&Body Works, balsam Paris Amour - świetny nawilżacz i niezwykły dawca pozytywnych doznań węchowych (choć i tak wolę Pink Chiffon ♥).
Teraz - różności z zapasów...
11. Soap&Glory, krem do rąk - całkiem dobre nawilżanie, praktyczne opakowanie idealne do torebki, ładny zapach.
Teraz - kilka różnych równocześnie
12. Bania Agafii, balsam Aktywator wzrostu - używam regularnie, ale włosy nadal wypadają. mam jeszcze kilka saszetek.
Teraz - to samo
13. Avon, odżywka do włosów BB - nowa linia produktów z serii AT, która uwiodła mnie już samym zapachem ♥. Odżywka do spłukiwania, taka minutówka, bardzo ładnie zmiękczała włosy i sprawiała, że długo ładnie pachniały. Zawsze przed nią używałam szamponu z serii a po niej - balsamu, więc ciężko ocenić jej samodzielne działanie, ale jestem skłonna powrócić
Teraz - różne inne
14. Avon, woda Luck - śliczny zapach w uroczym opakowaniu ♥ Kokardka trochę mnie jednak denerwowała, bo na szybko trudno było trafić w nią tym małym zamykaniem.
Teraz - wszystko po trochu
15. Pollena, mydło Biały Jeleń - na początku myłam nim twarz, ale tego typu produkty szybko mnie nudzą, więc przeniosłam je na dłonie. Twarz przesuszało, dłonie jako tako.
Teraz - malinowe mydło The Body Shop
16. Sensique, tusz do rzęs - tusze w większości mnie zadowalają, bo nie mam wielkich wymagań i z tym było podobnie. Nie zlepiał rzęs, ładnie je podkreślał, nie osypywał się, dobrze się zmywał. Plus za szczoteczkę z włosia, jednak wolę takie.
Teraz - tusz IsaDora
Próbki
Ostatnie dni sierpnia (tuż przed spotkaniem blogerek) sprawiły, że wykończyłam niemal 2 opakowania plasterków na syfy Beauty Formulas (w kolejnym zostały mi już tylko 2 sztuki...)! Najgorszej nocy miałam ich 5 na twarzy... Świetnie sobie radzą z syfem już dobrze wyciśniętym - przez noc konkretnie go przesuszają i spłaszczają, gorzej z takim co się dopiero rozwija/klaruje, ale ratowałam się czymkolwiek. Dalej próbka podkładu AA Cover (z JoyBoxa, mam pełnowymiarowy Lumi) spisała się bardzo zachęcająco - odcień w rzeczywistości nie jest tak ciemny jak mogło się wydawać, bardzo ładnie wyglądał na twarzy i faktycznie ukrywał drobne niedoskonałości (wątpię czy cokolwiek byłoby w stanie poradzić sobie z tym, co miałam na twarzy bez korektora...). Żel peelingujący Tołpa przekonał mnie do siebie już dawno, kolejne próbki tylko to potwierdzają a krem odżywczy SheFoot jest taki sobie. Hipoalergiczne masło Pat&Rub wystarczyło akurat na dwie nogi, ale jest mało maślane wg mnie i przez to może nie nawilża tak jak np. żurawinowe, choć zapach ma bardzo ładny, taki delikatny, nietypowy jak na P&R.
Wyrzucam Eye Liner Lovely, bo jest już suchy. Sam wysechł, bo mało go używałam - głównie przed zmywaniem oczu jak ćwiczyłam kreskę ;)
Uff! Udało się skończyć przed powrotem TŻa ;)
Znacie coś? Podzielacie opinię?
Etykiety:
avon,
bania agafii,
bath&body works,
be beauty,
dottore,
fm,
pollena,
sensique,
soap glory,
the body shop,
tołpa,
venus,
yves rocher
niedziela, 2 sierpnia 2015
Denko - lipiec
Już od kilku denek nie mogę zrobić pierwszego zdjęcia gdzieś poza szafą, w której to zbieram, bo puste pudełka wysypują mi się z koszyczka. Nie to, żeby znowu denko było takie ogromne! Po prostu butelki po żelach pod prysznic zajmują sporo miejsca a koszyczek jest mały, ale tak już się do niego przyzwyczaiłam, że nie mogę zmienić.
Dziś denko wyjątkowo na nowym tle. Robimy z TŻem karmnik dla naszych balkonowych gołębi i moją rolą było polakierowanie deseczek. Tak mi się to spodobało, że przez kilka ostatnich dni, spokojnie i wielką precyzją malowałam warstwę po warstwie. A jak zobaczyłam efekt to pomyślałam o tle do zdjęć.
Ciało - oczyszczanie
1. Avon, żel pod prysznic Garden of eden - mój ulubiony niekremowy zapach (z kremowych Divine Time) stąd często do niego wracam.
2. Avon, żel śliwka i wanilia - ciąg dalszy zużywania zapasów (zostały mi 3 ostatnie!). Bardzo ładny zapach, taki wytworny, elegancki, jak dla perfum, konsystencja gęsta, przyjemna. Chyba się polubimy.
3. TBS, kremowy żel pod prysznic shea - kremowa, bardzo gęsta konsystencja cudownie pokrywała całe ciało, lekko się pieniąc przy kontakcie z wodą. Zapach przyjemny a po spłukaniu skóra wyraźnie nawilżona - jak po balsami pod prysznic.
4. M&S, kremowy płyn do kąpieli Downton Abbey - również gesty, choć nie tak kremowy płyn o niezwykłym zapachu. Dobrze się pienił, nie wysuszał, przyjemnie było go używać.
5. Soap&Glory, żel pod prysznic Sugar Crush - mini buteleczka idealna na wyjazdy. Zapach, w porównaniu do klasycznej wersji, jest bardziej orzeźwiający i cytrusowy, ale równie przyjemny. Sam żel natomiast odpowiednio gęsty i dobrze spełniający swoje zadanie.
Makijaż
6. Avon, BB matujący Solutions - bardzo mile zaskoczył mnie ten krem. Zwykle ciężko mi w Avonie dobrać odpowiedni odcień i zadowalający efekt (matujący) a tu wszystko ładnie się złączyło. Miałam odcień Light i był w sam raz - idealnie pasował do mnie, choć pod koniec opakowania, jak złapałam trochę słońca, było gorzej (mam teraz wielki problem z dobraniem podkładu...). Matowienie, choć nie całodniowe, wystarczyło podrasować pudrem, po kilku godzinach chusteczką i było ok. Krem delikatnie tuszuje niedoskonałości, nie ściera się z twarzy i nie zbiera w zmarszczkach. Jest o wiele lepszy niż BB Anew Vitale i z chęcią wrócę do niego jak tylko pokończę trochę zapasów.
7. Pharmaceris, fluid matujący zwężający pory - recenzja tutaj. Nie wrócę.
Twarz
8. Luxury Paris, dwufazowy płyn do demakijażu - nie lubię płynów dwufazowych, ale na ten skusiła mnie cena. Używałam tylko do zmywania oczu i spisywał się świetnie, choć jak odrobina dostała się pod powieki to powodowała zamglenia ;). Nie wrócę.
9. Tołpa, matujący płyn micelarny-tonik 2 w 1 - jeden z moich ulubionych, więc będę wracać.
10. Soraya, orzechowo-morelowy peeling So Pretty - bardzo dobry zdzierak. W gęstej, brązowej paście były zatopione różnej wielkości orzechowe łupinki, które dobrze radziły sobie z martwym naskórkiem. Do tego miał przyjemny morelowy zapach. Wróciłabym, ale coś go ostatnio nie widziałam na półce?
11. Oriflame, oczyszczająco-tonizujący żel z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynu - mega wydajny produkt! Już niewielka ilość wystarcza na dokładne oczyszczenie twarzy, choć stosowałam go po demakijażu a głównie rano, więc nie miał trudno. Bardzo lubię zapach tej serii, taki zielski a mniej opakowanie, bo zakrętka nie pasuje według mnie do tego typu produktów. Chyba, mimo wszystko, wrócę jeszcze kiedyś do niego.
12. Thalion, krem nawilżający - mini wersja z Shinyboxa. Całkiem fajny krem o przyjemnym, świeżym zapachu i lekkiej konsystencji, która niestety wchłaniała się za długo jak na moje lipcowe wymagania, więc używałam głównie na noc. Dobrze nawilżał, ale nie wiem czy mnie nie zapychał (zobaczyłam mega długi skład, więc on jako pierwszy był na celowniku). Nie skusi mnie droga wersja pełnowymiarowa.
Zapachy
13. Avon, dezodorant w kulce Cherish - ładnie pachniał, działanie zadowalające. Może wrócę.
14. Avon, chłodzący spray do stóp - chłodzący, bo już samo psiknięcie mokrym chłodzi... Spodobał mi się arbuzowy zapach jednak działanie żadne, więc i wody mogę w tym celu używać. Albo tańszej mgiełki do ciała jak już musi pachnieć.
15. Tiger, woda toaletowa Emotion - świetny zapach! Idealny na lato, słodkawo-kwiatowy, trwałość raczej taka jak mgiełek, ale i tak z chęcią poznałabym inne wersje zapachowe tylko nigdzie nie widziałam tych wód.
16. Mariza, mgiełka do ciała Green Tea - ulubieniec lipca! Niezwykle odświeżający, przyjemny zapach, do tego efekt chłodzenia mokrym strumieniem ♥ idealny na upały. Mam jeszcze dwa inne zapachy.
Różne
17. Mariza, odświeżający żel do higieny intymnej - przyjemny żel o delikatnym zapachu i równie delikatnej formule. Piana jest niewielka, ale płyn doskonale radził sobie z oczyszczaniem i pielęgnowaniem okolic intymnych, nie podrażniał.
18. Cleanic, chusteczki nawilżane do peelingu - mega ostre chusteczki, więc zwykle używałam ich...odwrotnie czyli tą gładką stroną i nie do peelingu a do usunięcia makijażu jak nie chciało mi się zmywać... Wolę tradycyjna formę zdzierania, choć jak ktoś lubi ostro to musi spróbować.
19. Soap&Glory, masło do ciała Sugar Crush - również wersja wyjazdowa. Nie jest to ciężkie masło, choć skóra i tak się błyszczała, więc wolałam używać na noc. Nawilżenie zadowalające, zapach przyjemny.
20. Carea, płatki kosmetyczne - używam ich równocześnie, dlatego zawsze razem się kończą :) Prążkowany do demakijażu oczu, gładki do twarzy, do zmywania paznokci różnie.
Próbki
1. Avon, żel pod prysznic Garden of eden - mój ulubiony niekremowy zapach (z kremowych Divine Time) stąd często do niego wracam.
2. Avon, żel śliwka i wanilia - ciąg dalszy zużywania zapasów (zostały mi 3 ostatnie!). Bardzo ładny zapach, taki wytworny, elegancki, jak dla perfum, konsystencja gęsta, przyjemna. Chyba się polubimy.
3. TBS, kremowy żel pod prysznic shea - kremowa, bardzo gęsta konsystencja cudownie pokrywała całe ciało, lekko się pieniąc przy kontakcie z wodą. Zapach przyjemny a po spłukaniu skóra wyraźnie nawilżona - jak po balsami pod prysznic.
4. M&S, kremowy płyn do kąpieli Downton Abbey - również gesty, choć nie tak kremowy płyn o niezwykłym zapachu. Dobrze się pienił, nie wysuszał, przyjemnie było go używać.
5. Soap&Glory, żel pod prysznic Sugar Crush - mini buteleczka idealna na wyjazdy. Zapach, w porównaniu do klasycznej wersji, jest bardziej orzeźwiający i cytrusowy, ale równie przyjemny. Sam żel natomiast odpowiednio gęsty i dobrze spełniający swoje zadanie.
Makijaż
6. Avon, BB matujący Solutions - bardzo mile zaskoczył mnie ten krem. Zwykle ciężko mi w Avonie dobrać odpowiedni odcień i zadowalający efekt (matujący) a tu wszystko ładnie się złączyło. Miałam odcień Light i był w sam raz - idealnie pasował do mnie, choć pod koniec opakowania, jak złapałam trochę słońca, było gorzej (mam teraz wielki problem z dobraniem podkładu...). Matowienie, choć nie całodniowe, wystarczyło podrasować pudrem, po kilku godzinach chusteczką i było ok. Krem delikatnie tuszuje niedoskonałości, nie ściera się z twarzy i nie zbiera w zmarszczkach. Jest o wiele lepszy niż BB Anew Vitale i z chęcią wrócę do niego jak tylko pokończę trochę zapasów.
7. Pharmaceris, fluid matujący zwężający pory - recenzja tutaj. Nie wrócę.
Twarz
8. Luxury Paris, dwufazowy płyn do demakijażu - nie lubię płynów dwufazowych, ale na ten skusiła mnie cena. Używałam tylko do zmywania oczu i spisywał się świetnie, choć jak odrobina dostała się pod powieki to powodowała zamglenia ;). Nie wrócę.
9. Tołpa, matujący płyn micelarny-tonik 2 w 1 - jeden z moich ulubionych, więc będę wracać.
10. Soraya, orzechowo-morelowy peeling So Pretty - bardzo dobry zdzierak. W gęstej, brązowej paście były zatopione różnej wielkości orzechowe łupinki, które dobrze radziły sobie z martwym naskórkiem. Do tego miał przyjemny morelowy zapach. Wróciłabym, ale coś go ostatnio nie widziałam na półce?
11. Oriflame, oczyszczająco-tonizujący żel z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynu - mega wydajny produkt! Już niewielka ilość wystarcza na dokładne oczyszczenie twarzy, choć stosowałam go po demakijażu a głównie rano, więc nie miał trudno. Bardzo lubię zapach tej serii, taki zielski a mniej opakowanie, bo zakrętka nie pasuje według mnie do tego typu produktów. Chyba, mimo wszystko, wrócę jeszcze kiedyś do niego.
12. Thalion, krem nawilżający - mini wersja z Shinyboxa. Całkiem fajny krem o przyjemnym, świeżym zapachu i lekkiej konsystencji, która niestety wchłaniała się za długo jak na moje lipcowe wymagania, więc używałam głównie na noc. Dobrze nawilżał, ale nie wiem czy mnie nie zapychał (zobaczyłam mega długi skład, więc on jako pierwszy był na celowniku). Nie skusi mnie droga wersja pełnowymiarowa.
Zapachy
13. Avon, dezodorant w kulce Cherish - ładnie pachniał, działanie zadowalające. Może wrócę.
14. Avon, chłodzący spray do stóp - chłodzący, bo już samo psiknięcie mokrym chłodzi... Spodobał mi się arbuzowy zapach jednak działanie żadne, więc i wody mogę w tym celu używać. Albo tańszej mgiełki do ciała jak już musi pachnieć.
15. Tiger, woda toaletowa Emotion - świetny zapach! Idealny na lato, słodkawo-kwiatowy, trwałość raczej taka jak mgiełek, ale i tak z chęcią poznałabym inne wersje zapachowe tylko nigdzie nie widziałam tych wód.
16. Mariza, mgiełka do ciała Green Tea - ulubieniec lipca! Niezwykle odświeżający, przyjemny zapach, do tego efekt chłodzenia mokrym strumieniem ♥ idealny na upały. Mam jeszcze dwa inne zapachy.
Różne
17. Mariza, odświeżający żel do higieny intymnej - przyjemny żel o delikatnym zapachu i równie delikatnej formule. Piana jest niewielka, ale płyn doskonale radził sobie z oczyszczaniem i pielęgnowaniem okolic intymnych, nie podrażniał.
18. Cleanic, chusteczki nawilżane do peelingu - mega ostre chusteczki, więc zwykle używałam ich...odwrotnie czyli tą gładką stroną i nie do peelingu a do usunięcia makijażu jak nie chciało mi się zmywać... Wolę tradycyjna formę zdzierania, choć jak ktoś lubi ostro to musi spróbować.
19. Soap&Glory, masło do ciała Sugar Crush - również wersja wyjazdowa. Nie jest to ciężkie masło, choć skóra i tak się błyszczała, więc wolałam używać na noc. Nawilżenie zadowalające, zapach przyjemny.
20. Carea, płatki kosmetyczne - używam ich równocześnie, dlatego zawsze razem się kończą :) Prążkowany do demakijażu oczu, gładki do twarzy, do zmywania paznokci różnie.
Próbki
Wszystko oprócz masek White Flower's (recenzja niedługo) i porzeczkowego mydła z loofą Tso Moriri towarzyszyło mi podczas weekendowych wyjazdów. Krem do stóp She Foot dobrze nawilżał, na żel mikrozłuszczający Tołpa poluję na promocjach, bo jest świetny a o szamponie Bioxine nie umiem więcej powiedzieć po jednym razie - był brązowy, ładnie pachniał a próbka wystarczyła na raz, oczyściła i nie splątała włosów. Z kremów do twarzy na pewno nie skusi mnie oliwkowa Ziaja i lekki krem rokitnikowy Sylveco. Choć z tych trzech gdybym miała wybierać kierując się zapachem to nie zdecydowałabym się na żaden... W działaniu spodobał mi się nagietkowy i brzozowy - choć początkowo nieładnie błyszczały się na twarzy to z każdym kolejnym użyciem było lepiej. Dawały radę i pod makijaż i na noc, skóra rano wyglądała bardzo ładnie. Pomyślę nad nimi.
Znacie może coś z mojego denka i podzielacie opinię?
Etykiety:
avon,
carea,
cleanic,
luxury paris,
mariza,
marks&spencer,
oriflame,
pharmaceris,
soap glory,
soraya,
thalion,
the body shop,
tiger,
tołpa
piątek, 1 maja 2015
Denko - kwiecień
Dziś Święto Pracy, więc, z Polskim Topem Wszech Czasów w tle, szybciutko biorę się za rozliczenie zużyć z poprzedniego miesiąca. Może taki szybki start pomoże mi regularnie pojawiać się z notkami w maju? Zobaczymy :)
Chyba idą zmiany, bo męczy mnie masa kosmetyków w domu... Męczy mnie zawalona łazienka, przepełniona kosmetyczka, pojedyncze sztuki pochowane między książkami... Ale także to, że nie mogę się cieszyć np. nowościami z ShinyBoxa, bo mam tyle otwartych żeli do twarzy, że zaczynanie kolejnego to głupota. Z kredkami do oczu, żelami do ciała, peelingami i balsamami do ciała podobnie... Dlatego, jak zaraz zobaczycie, kończę z trzymaniem miniaturowych wersji żeli, które mogłyby być przydatne na wyjazdach - denkuję wszystko jak leci, żeby jak najszybciej się odgruzować.
Ciała oczyszczanie
1. Avon, kremowy żel Indulgent - momentami zapach kojarzył mi się z dzieciństwem, z szamponem Bambino :). Zapach przyjemny, działanie w porządku, ale raczej nie wrócę, bo mam ogromny zapas innych zapachów a pozostałe firmy również czekają.
2. Original Source, żel ananasowy - bardzo słodki, owocowy zapach, bardzo wygodna butelka. Lubię żele OS i jak mam możliwość to do nich wracam.
3. Soap&Glory, kremowy żel - mega przyjemny zapach, gęsta konsystencja, jedynie odkręcanie na minus, bo wolę zatrzask. Mam już kolejną buteleczkę.
4. The Body Shop, żel Chocomania - fajna pojemność, żeby poznać zapach, ale mnie nie urzekł. Początkowo fajna, czekoladowa nuta zmienia się w męczący, ostrzejszy zapach. Nie zachęca.
5. Yves Rocher, żel karmelizowana gruszka - tu z kolei inaczej, choć opakowanie/otwieranie równie wkurzające jak przy żelu S&G. Karmelu mało, ale gruszkowo bardzo przyjemnie. Mam ochotę na więcej.
Twarz
6. Sylveco, lipowy płyn micelarny - bardzo przyjemny płyn, mam już kolejną butelkę i planuję recenzję. Polecam.
7. Tołpa, matujący krem korygujący - kolejne wykończone opakowanie i mam jeszcze w zapasie. Bardzo lubię ten krem, bo oprócz nawilżania i matowienia, pomaga mi w walce o czystą skórę a także świetnie spisuje się jako baza pod makijaż. Również planuje jego recenzję.
Dłonie
8. Pat&Rub, balsam do rąk Trawa cytrynowa i kokos - recenzja. Bardzo fajny krem i kiedyś z chęcią do niego wrócę.
9. Avon, peeling do rąk i stóp z masłem shea - recenzja. Do stóp nie używałam, ale do rak spisywał się bardzo dobrze. Używam teraz innego, ale muszę kupić kolejną tubkę tego. Polecam.
10. Laura Conti, odżywka wybielająca - lubiłam ją za efekt mlecznych paznokci i dobre działanie jako baza pod lakier, nie miałam przebarwień, więc nie wiem czy faktycznie dałaby radę wybielić.
Ciała nawilżanie
11. Avon Naturals, mus waniliowy - rzadziak, słabiak, choć o przyjemnym zapachu. Nie wrócę.
12. Avon, mus Ultra Sexy - tutaj już nieco gęstsza, choć nadal musowa konsystencja a zapach przepiękny ♥. Nawilżanie ok, ale zostawiał białe ślady na ubraniach. Nie wrócę.
Włosy
13. Bania Agafii, ekspresowa maska regeneracyjna - inny kolor, inny zapach niż poprzednich (które choć różne to wydawały mi się bardzo podobne), działanie podobne czyli bardzo dobre. Myślę, że już na stałe zagościły u mnie w łazience.
14. Avon, serum nabłyszczające - oleiste serum o pięknym zapachu, które dobrze wpływało na włosy. Lekko wygładzało, nawilżało, nabłyszczało, nie obciążało i nie plątało włosów. Teraz testuję kurację naprawczą, ale nie wykluczam, ze jeszcze wrócę.
Inne
15. Biały Jeleń, pianka do higieny intymnej - bardzo wydajny produkt o ładnym, świeżym zapachu. Działanie w porządku, więc wrócę jak tylko uszczuplę zapasy.
16. Mariza, krem nawilżająco-wygładzający - recenzja. Uwielbiam ten krem i robię zapas ilekroć jest w promocji. Polecam.
Makijaż
17. Mariza, puder sypki - stały bywalec (razem z ryżowym i prasowanym), więc widać, że mi się podoba i jestem zadowolona z działania. Wrócę i polecam.
18. Hean, tusz intensywnie pogrubiający i modelujący - nie mam wielkich wymagań, więc byłam z niego bardzo zadowolona. Szybko podkreślał rzęsy, ładnie je rozdzielał, nie sprawiał problemów. Być może wrócę.
Próbki i inne
1. Laura Conti, kaolinowa maseczka ujędrniająca - zaraz po nałożeniu piekła mnie trochę twarz, ale po chwili przeszło a po zmyciu twarz była odżywiona, uspokojona, gładka, bardzo przyjemna w dotyku. Miło mnie zaskoczyła, więc może kiedyś wpadnie do koszyka.
2. Tołpa, krem przeciw pierwszym zmarszczkom - przez cały czas miałam wrażenie, że ten przyjemny zapach skądś znam, ale nie mogłam przypomnieć sobie skąd (i dalej nie wiem). Krem ok, dobrze nawilżał, nadawał się pod makijaż. Nie wiem co w kwestii zmarszczek, bo 2 próbki to mało. Może kiedyś wrócę (jak zejdę z zapasów tołpowych kremów ;)).
3. Beauty Formulas, plastry na krosty - stały bywalec.
4. Tso Moriri, mydełko świąteczne - stały bywalec.
5. Sylveco, krem brzozowy z betuliną - krem zdecydowanie nie dla mnie, bo zostawia tłusty, błyszczący film, ale to co robił z moja cerą przez noc to bajka! Mega nawilżał, mega odżywiał i łagodził wszelkie podrażnienia - byłam zachwycona.
6. Sylveco, peeling wygładzający - bardzo ostry i już myślałam, że się polubimy, ale po zmyciu zostawił na mojej skórze nieprzyjemną, tłustą warstwę. Mam oczyszczający w wersji pełnowymiarowej i już się boję go otwierać. Peelingów używam przeważnie przed maseczką a nie wyobrażam sobie nakładania maski na taki film! (musiałam zmywać tę warstwę żelem).
Nie wiem o co chodzi, ale któregoś dnia podczas szybkiego przeglądania lisy czytelniczej widziałam wysyp recenzji na temat Sylvecowych peelingów (czy to była jakaś akcja?) - muszę wrócić do tych wpisów i poczytać czy w ogóle otwierać ten swój peeling.
Na koniec przeterminowane wyrzutki czyli 3 saszetki z kremem przeciwzmarszczkowym i rozświetlającym. Szkoda mi zwłaszcza tego ostatniego, bo miło go wspominam, ale jakoś się zapodział i o nim zapomniałam.
Chyba idą zmiany, bo męczy mnie masa kosmetyków w domu... Męczy mnie zawalona łazienka, przepełniona kosmetyczka, pojedyncze sztuki pochowane między książkami... Ale także to, że nie mogę się cieszyć np. nowościami z ShinyBoxa, bo mam tyle otwartych żeli do twarzy, że zaczynanie kolejnego to głupota. Z kredkami do oczu, żelami do ciała, peelingami i balsamami do ciała podobnie... Dlatego, jak zaraz zobaczycie, kończę z trzymaniem miniaturowych wersji żeli, które mogłyby być przydatne na wyjazdach - denkuję wszystko jak leci, żeby jak najszybciej się odgruzować.
Ciała oczyszczanie
1. Avon, kremowy żel Indulgent - momentami zapach kojarzył mi się z dzieciństwem, z szamponem Bambino :). Zapach przyjemny, działanie w porządku, ale raczej nie wrócę, bo mam ogromny zapas innych zapachów a pozostałe firmy również czekają.
2. Original Source, żel ananasowy - bardzo słodki, owocowy zapach, bardzo wygodna butelka. Lubię żele OS i jak mam możliwość to do nich wracam.
3. Soap&Glory, kremowy żel - mega przyjemny zapach, gęsta konsystencja, jedynie odkręcanie na minus, bo wolę zatrzask. Mam już kolejną buteleczkę.
4. The Body Shop, żel Chocomania - fajna pojemność, żeby poznać zapach, ale mnie nie urzekł. Początkowo fajna, czekoladowa nuta zmienia się w męczący, ostrzejszy zapach. Nie zachęca.
5. Yves Rocher, żel karmelizowana gruszka - tu z kolei inaczej, choć opakowanie/otwieranie równie wkurzające jak przy żelu S&G. Karmelu mało, ale gruszkowo bardzo przyjemnie. Mam ochotę na więcej.
Twarz
6. Sylveco, lipowy płyn micelarny - bardzo przyjemny płyn, mam już kolejną butelkę i planuję recenzję. Polecam.
7. Tołpa, matujący krem korygujący - kolejne wykończone opakowanie i mam jeszcze w zapasie. Bardzo lubię ten krem, bo oprócz nawilżania i matowienia, pomaga mi w walce o czystą skórę a także świetnie spisuje się jako baza pod makijaż. Również planuje jego recenzję.
Dłonie
8. Pat&Rub, balsam do rąk Trawa cytrynowa i kokos - recenzja. Bardzo fajny krem i kiedyś z chęcią do niego wrócę.
9. Avon, peeling do rąk i stóp z masłem shea - recenzja. Do stóp nie używałam, ale do rak spisywał się bardzo dobrze. Używam teraz innego, ale muszę kupić kolejną tubkę tego. Polecam.
10. Laura Conti, odżywka wybielająca - lubiłam ją za efekt mlecznych paznokci i dobre działanie jako baza pod lakier, nie miałam przebarwień, więc nie wiem czy faktycznie dałaby radę wybielić.
Ciała nawilżanie
11. Avon Naturals, mus waniliowy - rzadziak, słabiak, choć o przyjemnym zapachu. Nie wrócę.
12. Avon, mus Ultra Sexy - tutaj już nieco gęstsza, choć nadal musowa konsystencja a zapach przepiękny ♥. Nawilżanie ok, ale zostawiał białe ślady na ubraniach. Nie wrócę.
Włosy
13. Bania Agafii, ekspresowa maska regeneracyjna - inny kolor, inny zapach niż poprzednich (które choć różne to wydawały mi się bardzo podobne), działanie podobne czyli bardzo dobre. Myślę, że już na stałe zagościły u mnie w łazience.
14. Avon, serum nabłyszczające - oleiste serum o pięknym zapachu, które dobrze wpływało na włosy. Lekko wygładzało, nawilżało, nabłyszczało, nie obciążało i nie plątało włosów. Teraz testuję kurację naprawczą, ale nie wykluczam, ze jeszcze wrócę.
Inne
15. Biały Jeleń, pianka do higieny intymnej - bardzo wydajny produkt o ładnym, świeżym zapachu. Działanie w porządku, więc wrócę jak tylko uszczuplę zapasy.
16. Mariza, krem nawilżająco-wygładzający - recenzja. Uwielbiam ten krem i robię zapas ilekroć jest w promocji. Polecam.
Makijaż
17. Mariza, puder sypki - stały bywalec (razem z ryżowym i prasowanym), więc widać, że mi się podoba i jestem zadowolona z działania. Wrócę i polecam.
18. Hean, tusz intensywnie pogrubiający i modelujący - nie mam wielkich wymagań, więc byłam z niego bardzo zadowolona. Szybko podkreślał rzęsy, ładnie je rozdzielał, nie sprawiał problemów. Być może wrócę.
Próbki i inne
1. Laura Conti, kaolinowa maseczka ujędrniająca - zaraz po nałożeniu piekła mnie trochę twarz, ale po chwili przeszło a po zmyciu twarz była odżywiona, uspokojona, gładka, bardzo przyjemna w dotyku. Miło mnie zaskoczyła, więc może kiedyś wpadnie do koszyka.
2. Tołpa, krem przeciw pierwszym zmarszczkom - przez cały czas miałam wrażenie, że ten przyjemny zapach skądś znam, ale nie mogłam przypomnieć sobie skąd (i dalej nie wiem). Krem ok, dobrze nawilżał, nadawał się pod makijaż. Nie wiem co w kwestii zmarszczek, bo 2 próbki to mało. Może kiedyś wrócę (jak zejdę z zapasów tołpowych kremów ;)).
3. Beauty Formulas, plastry na krosty - stały bywalec.
4. Tso Moriri, mydełko świąteczne - stały bywalec.
5. Sylveco, krem brzozowy z betuliną - krem zdecydowanie nie dla mnie, bo zostawia tłusty, błyszczący film, ale to co robił z moja cerą przez noc to bajka! Mega nawilżał, mega odżywiał i łagodził wszelkie podrażnienia - byłam zachwycona.
6. Sylveco, peeling wygładzający - bardzo ostry i już myślałam, że się polubimy, ale po zmyciu zostawił na mojej skórze nieprzyjemną, tłustą warstwę. Mam oczyszczający w wersji pełnowymiarowej i już się boję go otwierać. Peelingów używam przeważnie przed maseczką a nie wyobrażam sobie nakładania maski na taki film! (musiałam zmywać tę warstwę żelem).
Nie wiem o co chodzi, ale któregoś dnia podczas szybkiego przeglądania lisy czytelniczej widziałam wysyp recenzji na temat Sylvecowych peelingów (czy to była jakaś akcja?) - muszę wrócić do tych wpisów i poczytać czy w ogóle otwierać ten swój peeling.
Na koniec przeterminowane wyrzutki czyli 3 saszetki z kremem przeciwzmarszczkowym i rozświetlającym. Szkoda mi zwłaszcza tego ostatniego, bo miło go wspominam, ale jakoś się zapodział i o nim zapomniałam.
A jak Wam poszło w kwietniu?
Etykiety:
avon,
bania agafii,
laura conti,
mariza,
original source,
pat&rub,
pollena,
soap glory,
sylveco,
the body shop,
tołpa,
yves rocher
Subskrybuj:
Posty (Atom)









