Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yves rocher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yves rocher. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 marca 2016

Denko - luty

Bez zbędnych tłumaczeń przechodzę do lutowego denka. Wyniki rozdania pojawią się lada moment, jak tylko wszystko podliczę.


1. Garnier, płyn micelarny 3 w 1 - kolejna butelka. Bardzo lubię ten płyn i często go kupuję jak tylko jest w dobrej promocji. Doskonale rodzi sobie z demakijażem i jest bardzo wydajny.
Teraz: płyn Physio, Tołpa
2. Pharmaceris, pianka głęboko oczyszczająca - długo była na mojej liście i w końcu ją kupiłam. Byłam z niej bardzo zadowolona i z pewnością jeszcze nie raz pojawi się w mojej łazience. Polecam.
Teraz: pianka Himalaya
3. Biolaven, żel myjący do twarzy - recenzja tutaj. Bardzo przyjemny żel oczyszczający, pewnie jeszcze wrócę.
Teraz: żel rumiankowy Sylveco

4. Dove, żel pod prysznic - mój pierwszy żel Dove, chyba z Shinyboxa, i raczej ostatni. Nie polubiłam tej bardzo gęstej, kremowej konsystencji, bo przeważnie biorę szybki prysznic a zmywanie tego żelu trwało bardzo długo, właśnie przez jego gęstość. Skóra była faktycznie odżywiona i jakby nawilżona.
Teraz: kremowy żel Avon
5. Yves Rocher, żel pod prysznic Karambola - takie żele lubię! Przyjemnie pachnący i gęsty, ale nie za bardzo. Dobrze się pienił, łatwo i szybko zmywał z ciała - całkowite przeciwieństwo żelu Dove. Z chęcią wrócę do niego lub poznam inne wersje zapachowe.
Teraz: żel melonowy Mariza

Bingo Spa:
6. mleczna kąpieli - sypki proszek, który sprawiał, że woda zyskiwała mleczną barwę, więc można było się poczuć jak Kleopatra ;). Zapach był delikatny, skóra po kąpieli miękka i nawilżona.
7. sól do kąpieli - ładnie pachniała, barwiła wodę na pomarańczowo. Przyjemna sól.
8. kawior do kąpieli - najsłabszy produkt z tych trzech. Te drobne kulki jedynie barwiły wodę (i wannę!), zapach był ledwo wyczuwalny a właściwości pielęgnacyjnych nie zauważyłam.
Teraz: różne sole Bingo Spa

9. Avon, płyn do higieny intymnej Active - drugie opakowanie, więc jak widać polubiłam ten żel. Wrócę, ale teraz robię sobie przerwę.
Teraz: żel Soraya
10. Bania Agafii, biała glinka myjąca do kąpieli - recenzja tutaj. Mam kolejne opakowanie i raczej nie ostatnie, bo spodobała mi się taka forma produktu oczyszczającego.
Teraz: to samo
11. Avon, dwufazowy balsam do ciała Owoce leśne i masło shea - zapach przecudowny, pięknie widać te dwie kolorowe fazy, łatwo się wchłania i dostatecznie nawilża, tak w sam raz na co dzień, ale ma jedną poważną wadę: zawiera w sobie błyszczące drobinki... Zapach jest bardzo zimowy jak dla mnie, więc nie umiałam się przekonać do używania tego balsamu latem a zimą niestety nie nadawał się pod ubranie, bo zwyczajnie je brudzi. Wielka szkoda, bo jestem zauroczona zapachem.
Teraz: drugi balsam z tej serii, Rozgrzewające przyprawy i wanilia

12. Manhattan, puder - dobry puder, który kontrolował makijaż a przy tym nie zapychał. Do tego był dość tani, więc może wrócę kiedyś.
Teraz: puder średniokryjący e-naturalne
13. Eveline, tusz do rzęs Wonder Show Volume - generalnie nie trzeba mi dużo od tuszu, abym była zadowolona, ale ten spisywał się nad wyraz dobrze! Bardzo wygodna szczoteczka, tusz nie był zbyt mokry, więc łatwo malowało nim się nawet w pośpiechu. Nie osypywał się, bardzo ładnie podkreślał rzęsy i łatwo zmywał. Chętnie wrócę.
Teraz: mini tusz Isadora
14. Isadora, tusz do rzęs - taki mini tusz, w sam raz do noszenia w torebce w razie W. Mało go używałam, bo Eveline wygrywał a ten po czasie zrobił się gęsty i mało przyjemny w użytkowaniu.
Teraz: jw
15. Avon, baza pod makijaż - recenzja tutaj. Świetny produkt i używam już kolejnego opakowania.
Teraz: to samo


16. Vichy, krem do twarzy Idealia - postanowiłam pozbywać się próbek i innych drobiazgów w kosmetyczce, bo robią mi bałagan na półce. Krem nie był zły, ładnie nawilżał, dobrze sprawował się jako baza pod makijaż, nie zapchał. Nie zachwycił mnie jednak na tyle, abym miała się skusić na pełnowymiarowe opakowanie.
Teraz: krem matujący Soraya
17. Avon, woda perfumowana Ultra Sexy - od jakiegoś czasu to mój ulubiony zapach z Avonu ♥ Zmysłowy, słodki, elegancki! Wrócę, jak tylko opróżnię kilka innych flaszeczek.
Teraz: woda Si i inne (w zależności od nastroju)
18. She Foot, serum ultra nawilżające - dla mnie to był normalny krem nawilżający. Bardzo dobry swoją drogą, ale denerwował mnie ten aplikator, który niby miał ułatwiać używanie. Ja krem i tak wcieram dłonią, więc takie opakowanie było dla mnie wyjątkowo zbędnym udziwnieniem.
Teraz: krem nawilżający z komórkami macierzystymi She Foot


Próbki
Tso Moriri - peelingi Kwiat wiśni i Kawior i granat pogłębiły tylko moją miłość do peelingów tej firmy. Ubóstwiam je i uważam, że są idealne i takie, jakie powinny być tego typu produkty. W tych dwóch nie było drobinek owoców a zapachy jak zwykle bardzo przyjemne. Z kolei masło Bambus i pomelo i mus Kwiat wiśni to nie do końca moja bajka. Nie lubię tej tłustości oraz tego, że trzeba bardzo uważać, aby nie przesadzić, ale skuteczności w długotrwałym nawilżaniu nie można im odmówić. Gdybym miała wybrać to skusiłabym się ponownie na mus.

Tu zapodziała się pełnowymiarowa oczyszczająca maska-scrub do twarzy Fitocosmetic. Rozprowadzałam ją z wodą różaną i bardzo ładnie oczyszczała twarz, nie potęgując podrażnień, mimo, że podczas zmywania dość mocno czuć było łupinki orzeszków cedrowych (wiem, że to one z etykiety ;)). Mam jeszcze sporo glinek w zapasach, ale nie wykluczam, że jeszcze do niej wrócę.

Bardzo pozytywne wrażenie zrobiły na mnie próbki kremów do rąk SPN Nails (nieziemskie zapachy i bardzo dobre działanie) i kremu na noc Anew Reversalist (konsystencja i efekt na twarzy bardzo podobny do lubianego przeze mnie serum z tej linii). Odżywczy krem do stóp She Foot był ok, podobnie jak matujący krem Tołpa, a nagietkowy krem Sylveco znów mnie zaskoczył, tym razem konsystencją serwatki... Termin ok, więc nie wiem co się zadziało. Kremy Ava Laboratorium i ten beżowy Anew przeszły bez echa.

Przeterminowane



UFF! Jak zwykle trwało to dłużej niż myślałam...
Jak u Was z denkiem w ubiegłym miesiącu?

czwartek, 8 października 2015

Yves Rocher, szaraczek Gris Armoise w koralowym duecie

Ostatnie ciepłe promienie słońca łapałam z mani, które ładnie połączyło według mnie kończące się lato z nadchodzącą jesienią. Akurat ten koralowy odcień bardzo często gościł na moich paznokciach w te wakacje (jak i w poprzednie) a miłość do różnych odcieni szarości (żeby nie napisać Fifty Shades of Grey) odkrywam w sobie dopiero od niedawna. I ciągle mi mało!


Firmy Yves Rocher nie kojarzyłam do tej pory za bardzo z lakierami (zresztą, mało jestem obeznana w jej asortymencie) a prezentowany lakier kupiłam sobie w czerwcu z magazynem Joy - polowałam na koral, ale w moim mieście nigdzie go nie było, więc został ten szary (bałam się teraz, że przy okazji JoyBoxa XL też trafi mi się ten odcień, ale poprosiłam w wiadomości o każdy inny kolor byle nie szary i albo ktoś spełnił moją prośbę, albo po prostu mam szczęście, bo otrzymałam miętę. Ale o niej przy innej okazji...).
81. Gris Armoise
Buteleczka jest wąska i mieści w sobie 5 ml produktu.
Bardzo mnie to cieszy, bo w końcu mam nadzieję na opróżnienie/zużycie do końca jakiegoś lakieru... Tyle czasu już maluję paznokcie a w tych buteleczkach nic nie ubywa! Są samouzupełniające się czy co?! Na denkach to właśnie wykończone lakiery budzą we mnie największą zazdrość... Tu widać, że mam go już pół! :)

Lakier zaliczam do tych lepszych, bo bardzo dobrze kryje i szybko wysycha. Jak dobrze pomaluję to wystarczy jedna warstwa a jak się spieszę i nie dopatrzę to muszą być dwie. W buteleczce widać mega drobne, błyszczące cząsteczki, jednak bardzo ciężko to złapać na zdjęciu a na paznokciach można to zauważyć też tylko momentami. Niewątpliwie dodają mu uroku.


Tak prezentuje się całość


Na każdym zdjęciu ten koral (avonowy Coral Reef) prezentuje się inaczej... Raz nawet wpada w neon! Cóż za zdolności ujawnia mój aparat :/ Siwy to siwy i wygląda dobrze. 
Lakiery zabezpieczyłam topem Nail Tek i kilka dni cieszyłam oczy tym duetem, ale potem zaczęły mi się robić odpryski na rozdwajających się paznokciach i musiałam zmywać. Oczywiście bezproblemowo.

Choć ostatnio na co dzień maluję paznokcie raczej jednym, stonowanym kolorem to to połączenie bardzo mi się spodobało i pewnie jeszcze powróci.
Podoba Wam się? Znacie lakiery Yves Rocher?

czwartek, 3 września 2015

Denko - sierpień

Wakacje przyszły i poszły - pora już wrócić do rzeczywistości. Wrzesień u mnie jednak będzie też miesiącem podsumowań, pojawi się wakacyjna kosmetyczka i ulubieńcy a dziś pora na rozprawienie się ze zużytymi kosmetykami. Sierpień był gorący, więc sprzyjał zużywaniu wszelkich produktów oczyszczających, nawilżaczy (oprócz tych do twarzy) mało. I tym razem nowość - pod każdym opisem będę podawać zastępcę (o ile jest konkretny), gdzieś mi się to obiło o oczy i podłapuję, bo podoba mi się taki pomysł.
Zapraszam


1. Avon, pianka oczyszczająca - pozycja obowiązkowa w codziennym demakijażu. Skuteczna, wydajna, niepodrażniająca.
Teraz - pianka Clean&Clear
2. BeBeauty, żel-peeling oczyszczający - miał zastąpić żel peelingujący Ziaji w codziennym oczyszczaniu, ale nie polubiłam go tak jak poprzednika. Spisywał się poprawnie, jest wydajny i tani. Teraz - peeling morelowy Soraya
3. Tołpa, krem-miód regenerujący - bardzo pachnący krem, który faktycznie dogłębnie odżywiał i pielęgnował, ale czasami, zwykle po maseczkach, odczuwałam pieczenie na twarzy.
Teraz - kuracja z kwasem salicylowym Avon
4. Dottore, krem intensywnie nawilżający z 5% kwasem migdałowym - miniwersja (15 ml) z JoyBoxa. Bardzo przyjemny krem o fajnej formule i ciekawym zapachu. Był niezwykle wydajny, bo opakowanie starczyło mi na cały miesiąc używania. Bałam się działania kwasów latem, ale na szczęście nie zauważyłam niczego złego. Nie matowił, ale też nie świecił się i dobrze sobie radził pod makijażem. Czy zredukował niedoskonałości? Raczej powyciągał mi trochę syfów...
Teraz - serum wyrównujące koloryt skóry

5. FM, żel waniliowy - nie spodziewałam się tej firmy w ShinyBoxie, więc od początku byłam na nie. Zapach nie taki czysto waniliowy, raczej jakiś perfumowany. Kompletnie niepraktyczna butelka - kto wpadł na pomysł zakrętki do żelu pod prysznic? Do produktów kąpielowych ok, ale do żelu? Dobrze oczyszczał, nie wysuszał, zapach nie utrzymywał się długo na ciele.
Teraz - różności z zapasów...
6. Yves Rocher, żel kawowy - mój pierwszy żel YR i czuję, że nie ostatni. Ciekawy zapach, działanie w porządku, dobra konsystencja i praktyczne opakowanie.
Teraz - jw.
7. The Body Shop, żel truskawkowy - apetyczny żel o zapachu kompotu truskawkowego ♥ Pychota! Jak jeszcze znajdę w sh to z pewnością się skuszę.
Teraz - jw.
8. Avon, peeling truskawkowy - peeling to dużo powiedziane, ale lubię go głównie za zapach truskawkowej mamby. Działanie zadowalające jeśli chodzi o przygotowanie nóg do depilacji, na resztę ciała wybieram inne zdzieraki.
Teraz - peeling cukrowy Avon

9. Venus, żel do golenia - bardzo lubię ten żel za zapach i ogromną, gęstą pianę, w którą się zmienia. Pisałam już o nim tutaj.
Teraz - żel do golenia Avon Men ;)
10. Bath&Body Works, balsam Paris Amour - świetny nawilżacz i niezwykły dawca pozytywnych doznań węchowych (choć i tak wolę Pink Chiffon ♥).
Teraz - różności z zapasów...
11. Soap&Glory, krem do rąk - całkiem dobre nawilżanie, praktyczne opakowanie idealne do torebki, ładny zapach.
Teraz - kilka różnych równocześnie

12. Bania Agafii, balsam Aktywator wzrostu - używam regularnie, ale włosy nadal wypadają. mam jeszcze kilka saszetek.
Teraz - to samo
13. Avon, odżywka do włosów BB - nowa linia produktów z serii AT, która uwiodła mnie już samym zapachem ♥. Odżywka do spłukiwania, taka minutówka, bardzo ładnie zmiękczała włosy i sprawiała, że długo ładnie pachniały. Zawsze przed nią używałam szamponu z serii a po niej - balsamu, więc ciężko ocenić jej samodzielne działanie, ale jestem skłonna powrócić
Teraz - różne inne

14. Avon, woda Luck - śliczny zapach w uroczym opakowaniu ♥ Kokardka trochę mnie jednak denerwowała, bo na szybko trudno było trafić w nią tym małym zamykaniem.
Teraz - wszystko po trochu
15. Pollena, mydło Biały Jeleń - na początku myłam nim twarz, ale tego typu produkty szybko mnie nudzą, więc przeniosłam je na dłonie. Twarz przesuszało, dłonie jako tako.
Teraz - malinowe mydło The Body Shop
16. Sensique, tusz do rzęs - tusze w większości mnie zadowalają, bo nie mam wielkich wymagań i z tym było podobnie. Nie zlepiał rzęs, ładnie je podkreślał, nie osypywał się, dobrze się zmywał. Plus za szczoteczkę z włosia, jednak wolę takie.
Teraz - tusz IsaDora


Próbki
Ostatnie dni sierpnia (tuż przed spotkaniem blogerek) sprawiły, że wykończyłam niemal 2 opakowania plasterków na syfy Beauty Formulas (w kolejnym zostały mi już tylko 2 sztuki...)! Najgorszej nocy miałam ich 5 na twarzy... Świetnie sobie radzą z syfem już dobrze wyciśniętym - przez noc konkretnie go przesuszają i spłaszczają, gorzej z takim co się dopiero rozwija/klaruje, ale ratowałam się czymkolwiek. Dalej próbka podkładu AA Cover (z JoyBoxa, mam pełnowymiarowy Lumi) spisała się bardzo zachęcająco - odcień w rzeczywistości nie jest tak ciemny jak mogło się wydawać, bardzo ładnie wyglądał na twarzy i faktycznie ukrywał drobne niedoskonałości (wątpię czy cokolwiek byłoby w stanie poradzić sobie z tym, co miałam na twarzy bez korektora...). Żel peelingujący Tołpa przekonał mnie do siebie już dawno, kolejne próbki tylko to potwierdzają a krem odżywczy SheFoot jest taki sobie. Hipoalergiczne masło Pat&Rub wystarczyło akurat na dwie nogi, ale jest mało maślane wg mnie i przez to może nie nawilża tak jak np. żurawinowe, choć zapach ma bardzo ładny, taki delikatny, nietypowy jak na P&R.

Wyrzucam Eye Liner Lovely, bo jest już suchy. Sam wysechł, bo mało go używałam - głównie przed zmywaniem oczu jak ćwiczyłam kreskę ;)

Uff! Udało się skończyć przed powrotem TŻa ;)
Znacie coś? Podzielacie opinię?

piątek, 1 maja 2015

Denko - kwiecień

Dziś Święto Pracy, więc, z Polskim Topem Wszech Czasów w tle, szybciutko biorę się za rozliczenie zużyć z poprzedniego miesiąca. Może taki szybki start pomoże mi regularnie pojawiać się z notkami w maju? Zobaczymy :)
Chyba idą zmiany, bo męczy mnie masa kosmetyków w domu... Męczy mnie zawalona łazienka, przepełniona kosmetyczka, pojedyncze sztuki pochowane między książkami... Ale także to, że nie mogę się cieszyć np. nowościami z ShinyBoxa, bo mam tyle otwartych żeli do twarzy, że zaczynanie kolejnego to głupota. Z kredkami do oczu, żelami do ciała, peelingami i balsamami do ciała podobnie... Dlatego, jak zaraz zobaczycie, kończę z trzymaniem miniaturowych wersji żeli, które mogłyby być przydatne na wyjazdach - denkuję wszystko jak leci, żeby jak najszybciej się odgruzować.


Ciała oczyszczanie
1. Avon, kremowy żel Indulgent - momentami zapach kojarzył mi się z dzieciństwem, z szamponem Bambino :). Zapach przyjemny, działanie w porządku, ale raczej nie wrócę, bo mam ogromny zapas innych zapachów a pozostałe firmy również czekają.
2. Original Source, żel ananasowy - bardzo słodki, owocowy zapach, bardzo wygodna butelka. Lubię żele OS i jak mam możliwość to do nich wracam.

3. Soap&Glory, kremowy żel - mega przyjemny zapach, gęsta konsystencja, jedynie odkręcanie na minus, bo wolę zatrzask. Mam już kolejną buteleczkę.
4. The Body Shop, żel Chocomania - fajna pojemność, żeby poznać zapach, ale mnie nie urzekł. Początkowo fajna, czekoladowa nuta zmienia się w męczący, ostrzejszy zapach. Nie zachęca.
5. Yves Rocher, żel karmelizowana gruszka - tu z kolei inaczej, choć opakowanie/otwieranie równie wkurzające jak przy żelu S&G. Karmelu mało, ale gruszkowo bardzo przyjemnie. Mam ochotę na więcej.


Twarz
6. Sylveco, lipowy płyn micelarny - bardzo przyjemny płyn, mam już kolejną butelkę i planuję recenzję. Polecam.
7. Tołpa, matujący krem korygujący - kolejne wykończone opakowanie i mam jeszcze w zapasie. Bardzo lubię ten krem, bo oprócz nawilżania i matowienia, pomaga mi w walce o czystą skórę a także świetnie spisuje się jako baza pod makijaż. Również planuje jego recenzję.

Dłonie
8. Pat&Rub, balsam do rąk Trawa cytrynowa i kokos - recenzja. Bardzo fajny krem i kiedyś z chęcią do niego wrócę.
9. Avon, peeling do rąk i stóp z masłem shea - recenzja. Do stóp nie używałam, ale do rak spisywał się bardzo dobrze. Używam teraz innego, ale muszę kupić kolejną tubkę tego. Polecam.
10. Laura Conti, odżywka wybielająca - lubiłam ją za efekt mlecznych paznokci i dobre działanie jako baza pod lakier, nie miałam przebarwień, więc nie wiem czy faktycznie dałaby radę wybielić.

Ciała nawilżanie
11. Avon Naturals, mus waniliowy - rzadziak, słabiak, choć o przyjemnym zapachu. Nie wrócę.
12. Avon, mus Ultra Sexy - tutaj już nieco gęstsza, choć nadal musowa konsystencja a zapach przepiękny ♥. Nawilżanie ok, ale zostawiał białe ślady na ubraniach. Nie wrócę.

Włosy
13. Bania Agafii, ekspresowa maska regeneracyjna - inny kolor, inny zapach niż poprzednich (które choć różne to wydawały mi się bardzo podobne), działanie podobne czyli bardzo dobre. Myślę, że już na stałe zagościły u mnie w łazience.
14. Avon, serum nabłyszczające - oleiste serum o pięknym zapachu, które dobrze wpływało na włosy. Lekko wygładzało, nawilżało, nabłyszczało, nie obciążało i nie plątało włosów. Teraz testuję kurację naprawczą, ale nie wykluczam, ze jeszcze wrócę.

Inne
15. Biały Jeleń, pianka do higieny intymnej - bardzo wydajny produkt o ładnym, świeżym zapachu. Działanie w porządku, więc wrócę jak tylko uszczuplę zapasy.
16. Mariza, krem nawilżająco-wygładzający - recenzja. Uwielbiam ten krem i robię zapas ilekroć jest w promocji. Polecam.

Makijaż
17. Mariza, puder sypki - stały bywalec (razem z ryżowym i prasowanym), więc widać, że mi się podoba i jestem zadowolona z działania. Wrócę i polecam.
18. Hean, tusz intensywnie pogrubiający i modelujący - nie mam wielkich wymagań, więc byłam z niego bardzo zadowolona. Szybko podkreślał rzęsy, ładnie je rozdzielał, nie sprawiał problemów. Być może wrócę.

Próbki i inne
1. Laura Conti, kaolinowa maseczka ujędrniająca - zaraz po nałożeniu piekła mnie trochę twarz, ale po chwili przeszło a po zmyciu twarz była odżywiona, uspokojona, gładka, bardzo przyjemna w dotyku. Miło mnie zaskoczyła, więc może kiedyś wpadnie do koszyka.
2. Tołpa, krem przeciw pierwszym zmarszczkom - przez cały czas miałam wrażenie, że ten przyjemny zapach skądś znam, ale nie mogłam przypomnieć sobie skąd (i dalej nie wiem). Krem ok, dobrze nawilżał, nadawał się pod makijaż. Nie wiem co w kwestii zmarszczek, bo 2 próbki to mało. Może kiedyś wrócę (jak zejdę z zapasów tołpowych kremów ;)).
3. Beauty Formulas, plastry na krosty - stały bywalec.
4. Tso Moriri, mydełko świąteczne - stały bywalec.
5. Sylveco, krem brzozowy z betuliną - krem zdecydowanie nie dla mnie, bo zostawia tłusty, błyszczący film, ale to co robił z moja cerą przez noc to bajka! Mega nawilżał, mega odżywiał i łagodził wszelkie podrażnienia - byłam zachwycona.
6. Sylveco, peeling wygładzający - bardzo ostry i już myślałam, że się polubimy, ale po zmyciu zostawił na mojej skórze nieprzyjemną, tłustą warstwę. Mam oczyszczający w wersji pełnowymiarowej i już się boję go otwierać. Peelingów używam przeważnie przed maseczką a nie wyobrażam sobie nakładania maski na taki film! (musiałam zmywać tę warstwę żelem).
Nie wiem o co chodzi, ale któregoś dnia podczas szybkiego przeglądania lisy czytelniczej widziałam wysyp recenzji na temat Sylvecowych peelingów (czy to była jakaś akcja?) - muszę wrócić do tych wpisów i poczytać czy w ogóle otwierać ten swój peeling.

Na koniec przeterminowane wyrzutki czyli 3 saszetki z kremem przeciwzmarszczkowym i rozświetlającym. Szkoda mi zwłaszcza tego ostatniego, bo miło go wspominam, ale jakoś się zapodział i o nim zapomniałam.


A jak Wam poszło w kwietniu?

niedziela, 7 września 2014

Denko - sierpień

Mój tradycyjny rozkład postów we wrześniu uległ zmianie przez wyniki rozdania, bo zwykle zaczynam miesiąc od denka, potem zakupy i reszta. W niczym to chyba nie przeszkadza tylko ja odczuwam jakieś zabałaganienie ;)

Koszyczek i tym razem nie podołał... Musze albo mniej zużywać albo znaleźć inny sposób przechowywania pustych opakowań.



Ciało - oczyszczanie


1. Ziaja, żel pod prysznic Gruszka i awokado - mój pierwszy ziajowy żel, ale wiem, że nie ostatni. Ślicznie pachniał a to dla mnie najważniejsze. Teraz mam grejpfruitowy, ale do tego wrócę na bank.

2. White Flower's, sól do kąpieli - zapach delikatny a działanie niezauważalne. Nie wiem czy kupię.

3. Luksja, żel pod prysznic - kremowa konsystencja, ale zapach taki średni, mało przyjemny. Nie kupię.

4. Tso Moriri, mydło glicerynowe Polskie maki - bardzo je lubię, ale przez dużą różnorodność zapachowo-wzorkową nie wracam 2 razy do tego samego ;). Kupię, ale inne.

5. Sulphur Zdrój, buskie spa siarczkowe - po nazwie spodziewałam się strasznego zapachu, ale było cytrusowo ;). Zużyłam na 2 razy, więc mało mogę powiedzieć - płyn bardzo wodnisty, ale dobrze się pienił choć piana szybko znikała. Nie kupię, bo wolę sole.

6. Avon, mydło peelingujące do stóp - całkiem ostre mydełko! Oczywiście to nie to samo co porządna tarka, ale spodziewałam się lekkiego łaskotania a tu czasem, przy dużym zbiorowisku tych drobinek, było niezłe tarcie. Może kiedyś kupię.


Twarz


7. Queen Helene, maseczka miętowa - recenzja tutaj. Ostatnio używałam jej głównie jako wysuszacz na krosty i świetnie sobie z tym radziła, więc jak tylko gdzieś ją znajdę to kupię.

8. Joanna, peeling do twarzy z gruszką - początkowo lubiłam, głównie za zapach, ale potem stwierdziłam, że wolę kremowe peelingi a nie takie żelowe. Słaby drapak i raczej nie kupię.

9. Bandi, kojący krem SPF 25 - recenzja tutaj. Nie kupię.

10. Tołpa, krem matujący - miałam, lubię i kupię.

11. Yves Rocher, krem do twarzy Hydra Vegetal - mocno pachnący żel, który zbyt długo się wchłania. Nie zdecyduję się na pełnowymiarową wersję.

12. Mariza, puder półtransparentny - to tester i kosztował grosze. Nie był tak mocno sprasowany, więc trochę pylił, ale to chyba cecha rozpoznawcza pudrów z Marizy. Odcień dla mnie idealny na lato, dobrze matowił, nie zapychał, ładnie pachniał. Kupię.


Ciało - pielęgnacja


13. Avon, wielozadaniowy balsam pielęgnacyjny - kocham go za zapach ♥ (owies + rumianek). Ogromna butla, ale dzięki pompce fajnie go się używało. Szybko się wchłaniał i dobrze nawilżał, ale tak na co dzień, nie długotrwale. Bardzo ładnie podkreślał moją opaleniznę, jakby wyrównywał koloryt skóry. Kupię.

14. Avon, mgiełka do ciała Fiołek - bardzo przyjemny spryskiwacz na lato o ładnym zapachu (miał pojawić się w Ulubieńcach minionych wakacji, ale ostatecznie zdecydowałam się na Tigera, bo jest głębszy, "wielonutowy" i przez to jeszcze ładniejszy). Kupię w przyszłym roku, ale może inny zapach na spróbowanie.

15. Avon, glicerynowy krem do rąk - edycja świąteczna. Kiedyś bardzo lubiłam te kremy, ale teraz wydaje mi się, że są gorsze niż dawniej. Albo to ja podniosłam poprzeczkę. Kupię jak opakowanie mi się spodoba.

16. She Foot, krem do stóp z masłem shea - całkiem przyjemny krem, dobrze nawilża. Mam jeszcze kilka próbek w zapasie i może kupię wersję pełnowymiarową.

17. Beauty Formulas, maska na stopy -  recenzja tutaj. Kupię.


Inne


18. Carea, płatki kosmetyczne - stale ich używam, ale teraz bardziej podobają mi się te zielone. Kupię.

19. Pilomax, maska do włosów zniszczonych - to już drugie opakowanie. Świetnie się u mnie spisuje i zapewnia błyskawiczny i zadowalający efekt. Używałam, gdy nie miałam czasu na długie maseczkowanie. Kupię.

20. Gentle Day, podpaski - wielki debiut na moim blogu, bo jeszcze nigdy nie pisałam o podpaskach. Długie prawie jak wkłady poporodowe ;), ale o wiele cieńsze i przyjemniejsze w używaniu. Nie kupię.


A jak Wam poszło w sierpniu? Więcej ubyło czy przybyło?
Znacie coś ode mnie?

piątek, 13 grudnia 2013

Denko - listopad

Po czym poznać, że już wystarczająco długo zwlekamy z publikacją denka? Ano po tym, że puste pudełka siedzą sobie wygodnie w koszyczku a denka z nowego miesiąca nie mają się gdzie podziać... 
Znowu znalazłam się w jakimś dziwnym niedoczasie... I lepiej nie będzie, bo nadchodzący tydzień zapowiada się ciężko, więc boję się, że grudzień tego roku będzie moim najgorszym blogowym miesiącem :/. A tyle miałam planów...


Ale przechodząc do pierwszego punktu z mojej grudniowej listy, przed Wami mój koszyczek i denka





Twarz:


1. Elite-cosmetic, mleczko do demakijażu - wygrana w losowaniu spotkaniowym w Chełmie. Kiedy rok temu odkryłam micela z Biedronki, lubiane przeze mnie do tamtego momentu mleczka odeszły do lamusa... I nie planuję ich powrotu do moich rytuałów pielęgnacyjnych. Z tym było trochę dziwnie - najpierw prawie połamałam otwieranie, ale potem nauczyłam się obsługi, zapach raz przypominał mi delikatne brzoskwinie a raz zalatywało stęchlizną a działanie też jakoś mnie nie przekonało. Nie radził sobie zbytnio z demakijażem, chyba, że zużyłam naprawdę sporo wacików. Jestem na nie.

2. BeBeauty, płyn micelarny - chyba muszę pomyśleć o jakiejś notce na jego temat, ale czy ktoś go jeszcze nie zna?! ;) Nie pierwsze i z pewnością nie ostatnie opakowanie.

3. Eveline, nawilżający płyn micelarny - recenzja tutaj. Bardzo wygodne opakowanie a płyn też w porządku, dobrze sobie radził z demakijażem. Byłam zadowolona i może kiedyś wrócę do niego.

4. Orientana, maska-krem pod oczy z czereśni - recenzja tutaj. Była ok, ale jak dla mnie to za duże opakowanie. Ciężko było je wykończyć. Może skuszę się na jakąś mniejszą tubkę o innych właściwościach.

5. Orientana, maska-krem z aloesu - recenzja tutaj. I znowu maska gigant! Spisywała się całkiem dobrze, moja skóra wręcz ją spijała w oczach! Powrót może, ale też w mniejszym opakowaniu.




Dłonie/paznokcie:



6. Pat&Rub, balsam do rąk trawa cytrynowa i kokos - (musicie mi uwierzyć na słowo ;), recenzja tutaj. Świetny produkt i aż podskakuję do góry z radości, bo drugie opakowanie mam w zapasie :).

7. Eveline, odmładzający krem-maska do rąk - miała pojawić się recenzja, ale nie zdążyłam. Bardzo go polubiłam i za przepiękny cytrusowy zapach i za działanie, chociaż nie raz się uśmiechałam "pod wąsem" czytając obietnice producenta zawarte na tubce ;). Polecam i sama też bardzo chętnie do niego wrocę.

8. Wibo, eliksir z jedwabiem - to chyba moja pierwsza "mleczna" odżywka do paznokci i mimo tego, że nie działała cudów (tak jak odżywka diamentowa Eveline) to bardzo ją polubilam. Głównie za look końcowy, bo nieskromnie powiem, że moje opalone dłonie z dwiema/trzema warstwami odżywki na paznokciach prezentowały się bardzo ładnie. Przynajmniej ja się w tym zakochałam ;). Może wrócę, może nie.



Ciało:


9. Avon, masło do ciała oliwka i kwiat pomarańczy - sezon maślany oficjalnie rozpoczęłam jeszcze pod koniec października. W lecie nie wyobrażam sobie nawilżania skóry tak ciężkimi smarowidłami, ale jesień/zima to zupełnie inna bajka. Ciekawy, świeży, cytrusowy zapach (oliwki nie czuć praktycznie), przyjemnie twarda i zbita konsystencja oraz dogłębne nawilżanie ciała to to, co sprawiło, że byłam bardzo ukontentowana i wiem, że jeszcze nie raz masła z Avonu zagoszczą w mojej łazience. Tym razem mam ogromnę ochotę na powrót do masła z minerałami z MM ♥

10. Avon, mydło w płynie Oasis - zepsuł się dozownik, coś się zacina, więc muszę się pozbyć opakowania. Przyjemny zapach, działanie poprawne. Jestem na tak.

11. Avon, aksamitny eliksir do kąpieli Szampan i tajski kwiat lotosu - bardzo dłuuugo mi służył, bo stosowałam zgodnie z instrukcją czyli do kąpieli lałam te dwie mini-nakrętki eliksiru. I to wystarczało na stworzenie dużej ilości piany oraz cudownego zapachu w całej łazience. Piana dość szybko znikała, ale nie mam w zwyczaju zbyt długo "namakać" w wannie, więc mi to nie przeszkadzało. Nie ma już możliwości zakupu tego produktu, ale i tak bym się nie skusiła, bo jest tyle wspaniałych preparatów do kąpieli do wypróbowania, że muszę dać im szansę ;)



Zapachy:


12. Avon, woda perfumowana Little White Dress - to moja ulubiona wersja sukienek zapachowych ♥ Czerwona też mi wpadła w nos a ostatnio rozwąchuję się w złotej. Tylko z czarną coś mi nie po drodze. Chętnie wrócę jak zejdę trochę z ilości otwartych flaszek...



Włosy:


13. Joanna, odżywka do włosów z olejkiem arganowym - miałam cały zestaw i w tym momencie została już tylko maska. I potwierdziło się powiedzenie, że co się odwlecze to (u theMonique) uciecze, bo miała być recenzja całego zestawu i wiadomo... Nie mam o niej zdania, bo raz byłam zadowolona a raz nie a nie wiem czego było więcej.



Akcesoria:


14. Cleanic, chusteczki do higieny intymnej - fajne rozwiązanie na awaryjne sytuacje, ale w moim przypadku miałam problem, bo zanim je wykończyłam to zdążyły podeschnąć. U mnie sprawdziłoby się z połowę mniejsze opakowanie. Nie wiem czy je zakupię.
Zastanawiam się czy póki działa opakowanie, nie pakować tu sobie zwykłych chusteczek nawilżanych, których używam do czyszczenia butów, bo całe opakowanie (ok. 70 szt) ciężko nosić w torebce na co dzień a jednak są niezbędne, zwłaszcza przy takiej nijakiej pogodzie.

15. Cleanic, chusteczki oczyszczające do skóry z problemami - bardzo ładnie pachniały, tak trochę apteczno-chemicznie, ale było to dla mnie przyjemne. Bardzo dobrze oczyszczały twarz nawet z makijażu dzięki takiej gąbczastej strukturze i obecności wody micelarnej! W kwestii moich problemów skórnych rewolucji nie było, ale też nie zaszkodziły a cera po użyciu wydawała się być dużo bardziej miękka i gładsza. Nie podrażniały. Jestem pod wielkim wrażeniem i mam zamiar skusić się na zakup.

16. Cleanic, płatki kosmetyczne - do tej pory myślałam, że płatki to płatki, więc po co przepłacać? Ale te były inne! Wielkie, mega miękkie i grube - no cud! Przy codziennym demakijażu mogą być mało ekonomiczne, ale raz na jakiś czas dobrze sobie zrobić dobrze takim PŁATEM :) Kiedyś skuszę się na nie w promocji.

I generalnie, chciałabym Wam napisać, ze bardzo się cieszę, że miałam możliwość zapoznania się z produktami Cleanic za sprawą lubelskiego spotkania blogerek - sama z siebie raczej nie skusiłabym się na zakup, bo byłam jakoś dziwnie uprzedzona a okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Dzięki temu prezentowi odkryłam parę perełek (właśnie te chusteczki do skóry problemowej i płatki) i z pewnością i wielką chęcią do nich wrócę, bo to sama przyjemność. W moich zapasach mam jeszcze płatki i chusteczki peelingujące, ale o tym w przyszłości.

17. Carea, płatki kosmetyczne - teraz mam fioletowe.



Próbki, próbeczki:


Szukamy nowego podkładu...
1. Eveline, Magical Cover
2. Avon, Ideal flawless
3. Astor, Lift me up
4. L'oreal, True Match
w kolejności podobania się powinno być odwrotnie. Najbardziej przypadł mi do gustu właśnie L'oreal, choć na początku bardzo bałam się, że odcień będzie za ciemny. Zastanowiłabym się też nad Astorem, bo dwa pozostałe to nie to, czego szukam.


5. Sanoflore, krem na noc - nie lubię zapachu miodu, ale postanowiłam dopieścić swoją twarz. W tym przypadku była to jednak męczarnia i ledwo wykończyłam tę próbkę.
6. Sanoflore, odżywczy krem do skóry wrażliwej - tu już zapach był łagodniejszy i samo używanie przyjemniejsze.
7. Yves Rocher, woda perfumowana Evidence - dość wyrazisty, ale bardzo przyjemny zapach. Czuję go na tej karteczce do tej pory. Kiedyś można chyba było dostać w dobrej cenie pełnowymiarową flaszkę i w sumie żałuję, że się nie skusiłam w ciemno.
8. Avon, serum naprawcze - co by tu o nim jeszcze napisać? ;)



Wyrzutki:



1. Bingo Spa, maska do twarzy z olejem winogronowym - od 
początku nie podobał mi się ten zapach, więc po wyrobieniu sobie o niej opinii i opisaniu jej na blogu tutaj nigdy później do niej nie wróciłam a minął już prawie rok. Zapach teraz jest jeszcze gorszy a fajnych, pustych opakowań nigdy za dużo ;).
2. Nantes, krem pod oczy - przeterminował się biedaczek.
3. Choisee, czekoladowa maseczka do twarzy - nieszczęsne zamówienie siostry sprzed roku i maseczka podzielona na 2 pojemniczki bez żadnej etykiety i informacji o sposobie używania, składzie itp. Żadna z nas jej nie użyła, bo się bałyśmy, ale trzeba przyznać, że pachnie ładnie.
4. Jakaś kredka Deluxe - mam ją z wymiany ciuchowej i nigdy nie użyłam, bo się bałam. Po decyzji o wyrzuceniu jej w końcu do kosza wymazałam cała na kartce - ale to było fajne! :D




A jak u Was w tym miesiącu? Zrobiłyście trochę miejsca nowym kosmetykom?