Łączna liczba wyświetleń

sobota, 11 czerwca 2016

Denko - maj

Po dość skromnym kwietniowym denku przyszła pora na coś większego (EDIT: teraz porównałam i wychodzi na to, że jednak są do siebie podobne ilościowo, ale nie objętościowo). Niby miesiąc tylko o jeden dzień dłuższy, ale to wystarczyło. O dziwo, wyjątkowo dużo działo się w ubiegłym miesiącu na włosach. Zapraszam


1. Bielenda, specjalistyczny płyn do demakijażu oczu - nie mam aż takich potrzeb, ale skusiła mnie bardzo atrakcyjna cena w Naturze, więc postanowiłam wypróbować. Bardzo fajny płyn, świetnie zmywał oczy, nie podrażniał. Wrócę jak trafię na kolejną super promocję.
Teraz: płyn micelarny Eveline
2. Biolaven, płyn micelarny olej z pestek winogron i olejek lawendowy - płyn o cudownym zapachu i bardzo dobrym działaniu a używałam go i do zmywania oczu i do doczyszczania twarzy. Niestety, na co dzień jest dla mnie za drogi, ale z pewnością wrócę i będę używać oszczędnie.
Teraz: próbuję dać drugą szansę Tołpie
3. KTC, woda różana - zwykle używam wody Dabur, ale tym razem padło na KTC. Jakoś nie widzę różnicy między nimi, dobrze spisuje się do maseczek i do tonizowania twarzy. Być może wrócę, bo jest tańsza.
Teraz: woda Dabur
4. Tso Moriri, tonik oczarowy - długo za mną chodził i w końcu jest! A w zasadzie był. I takie toniki to ja lubię - używasz i jesteś spokojna o pH a twarz nie błyszczy się, nie lepi, wygląda jak gdyby nigdy nic. Początkowo ciężko było przyzwyczaić się mi do zapachu, bo jest bardzo oryginalny, ale nie męczył po przetarciu twarzy. Chętnie wrócę.
Teraz: tonik ogórkowy Ziaja
5. Skin79, tonik Golden Snail (wersja mini) - to chyba najbardziej gęsty tonik z jakim miałam do tej pory do czynienia! Miał dość intensywny zapach, jakby perfumowany, ale nie przeszkadzało to w użytkowaniu. Na twarzy spisywał się jak ideał czyli był niewyczuwalny, ale zachował jednocześnie właściwości pielęgnacyjne. Chętnie przyjęłabym pełnowymiarowe opakowanie w prezencie ;) (na mój portfel jest za drogi)
Teraz: jw
6. Serical, maska mleczna - gigant, ale w końcu się udało. Bardzo podobał mi się zapach, na włosach spisywała się ok, nie obciążała. W sam raz do stosowania na co dzień.
Teraz: odżywka L'Occitane z sh a w kolejce Kallos Keratin
7. Marion, fluid na rozdwojone końcówki z olejkiem arganowym - w zasadzie to jestem rozczarowana. Spodziewałam się jakiegokolowiek efektu a w sumie nic nie zauważyłam. Do tego już koło połowy pompka przestała działać, więc musiałam nią dłubać, aby zużyć do końca. Przynajmniej zapach był bardzo przyjemny. Nie wrócę.
Teraz: coś a Avonu na końcówki, ale nie olejek (kuracja z keratyną)
8. Hesh Herbal, olejek do włosów Shikakai - mój pierwszy taki prawdziwy olejek i byłam nim zachwycona! Największą różnicę było widać po pierwszym użyciu, później albo się przyzwyczaiłam, albo efekt już nie był tak spektakularny. Przeważnie używałam na noc, rano zmywałam i wtedy włosy były jak marzenie: nawilżone (aż miałam wrażenie zimna na skalpie), odżywione, nie puszyły się tak bardzo, nawet kolor był jakby pogłębiony. Zapach bardzo ziołowy, intensywny i długo wyczuwalny na włosach, ale nie dla wszystkich (czyt. TŻ) przyjemny. Z ogromną chęcią wrócę.
Teraz: nie mam nic :(
9. Avon, upiększający balsam do włosów BB - używałam go do wygładzenia puszących się włosów i czasem się udawało a czasem wystarczyło dać odrobinę więcej i już włosy były brzydko pozlepiane. Spodobała mi się ta seria, bo w końcu zapach jest inny niż wszystkich produktów AT, ale nie wiem czy do niego wrócę.
Teraz: patrz pkt.7
10. Avon, kuracja ochronno-wzmacniająca - też chciałam, aby co nieco wygładziła mi kudły, ale średnio sobie radziła a przy stosowaniu tylu produktów do włosów nie jestem w stanie stwierdzić czy faktycznie zadziałała coś w kwestii wzmocnienia. Nie wrócę.
Teraz: patrz pkt. 7 i 9

11. Avon, żel pod prysznic Indian Rituals - zapach najgorszy z trzech ostatnio testowanych przeze mnie, męczyłam się. Żel jak żel, ale nie wrócę.
Teraz: 3 kolejne nowe propozycje żelowe od Avon na zmianę
12. Original Source, żel pod prysznic Coconut - podobnie jak wyżej. Lubię żele OS, ale ta wersja zapachowa wyjątkowo mi nie pasowała. Dziwny był ten kokos, w opakowaniu niby ok, ale na ciele wydawał się jakby stary, zepsuty. Nie wrócę.
Teraz: jw
13. Soraya, płyn do higieny intymnej Lactissima - bardzo wydajny produkt, który spisywał się w porządku. Jeśli miałabym wrócić to wybrałabym teraz inną wersję zapachową na spróbowanie.
Teraz: pianka Green Pharmacy
14. Soraya, serum do ciała Antycellulit i wyszczuplanie Body Diet24 - stosowałam głównie w cieplejsze dni, bo efekt chłodzenie kilka razy dał mi solidnie w kość. Co tu mówić, serum ma lekką konsystencję, dzięki której dobrze i szybko się wchłania. Na skórze się nie lepi, nie błyszczy. Pachnie przyjemnie, ma w sobie jakiś mentol czy coś, bo podczas używania konkretnie udrażniał drogi oddechowe. Mam jeszcze balsam z serii.
Teraz: balsam Body Diet24
15. The Body Shop, żel pod prysznic White Musk Libertine - mini wersja, idealna na weekendowy wypad. Sam żel wspaniały, nie wysusza skóry, cudownie pachnie. Chętnie wróciłabym do niego, nawet w wersji pełnowymiarowej.
Teraz: mini żel Sanex

16. Avon, woda perfumowana Incandessence Flame - wyjątkowo mnie wymęczyła, więc bardzo cieszę się, że to już koniec. Nie wrócę
Teraz: Attraction
17. Delia, tusz do rzęs Big&Black - to w zasadzie wyrzutek, bo tusz jakoś wysechł mi w opakowaniu. Wydaje mi się, że nie otwierałam go wcześniej, więc bardzo zdziwiłam się jak chciałam go użyć pierwszy raz. Sam efekt bardzo mi się podobał, nawet o wiele bardziej niż to, co uzyskuję dzięki Rimmelowi, ale aby go uzyskać, musiałam się nieźle namachać i trwało to zbyt długo jak na moje poranne możliwości. Nie wykluczam, że kiedyś jeszcze wrócę.
Teraz: tusz Rimmel

18. Carea, płatki kosmetyczne - jedne fioletowe to ta gorsza wersja, na którą nacięłam się w 3-paku. Używam głownie do zmywania paznokci i nie wiem jak ja je wykończę...
Teraz: to samo, ale w tym lepszym wydaniu
19. Linda, mydło w płynie Poziomka i winogrono - przyjemny zapach, ale wolę Drzewo sandałowe.
Teraz: mydła w kostce

Próbki
To również pamiątka po niezwykle udanym weekendowym wyjeździe na kajaki i paintball. Nie lubię brać pełnowymiarowych opakowań, bo tylko zajmują cenne miejsce, więc zwykle moja kosmetyczka to same próbki. Tu znani i lubiani przeze mnie.


No i już. A jak u Was ostatnio? Pod każdym względem - i denkowym i ogólnym :)

niedziela, 8 maja 2016

6 kitów czyli o tym, co ostatnio się u mnie nie sprawdziło

Wiadomo, że w tej masie kosmetyków, które mnie otaczają musi co jakiś czas trafić się jakiś bubel. U mnie to chyba nawet rzadziej niż u innych, bo w zakupach staram się kierować rozsądkiem, ale przy okazji boxa czy spotkania może trafić się jakaś wpadka. Może nie jestem bardzo surowa i zwykle jak coś się nie sprawdza to szukam innego rozwiązania czy zastosowania, czasem używam zagryzając zęby a czasem po prostu wyrzucam. Ale to dopiero grubo po terminie jak już opakowanie zdąży się solidnie zakurzyć... Dziś pokaże Wam właśnie taki misz-masz produktów, których nie polecam, ale też nie wszystkie wyrzucę z wyżej wymienionych powodów. Jeśli ciekawi Was co niebawem trafi do kosza a co, z trudnościami, ale zużyję, to zapraszam


Oto zbiorowa fotka moich bubli
*tusz do rzęs Deep Carbon Black, Long and Curl, Virtual;
* konturówka Storm, Avon;
* krem modelujący do włosów, Goldwell;
* cukrowy peeling do ciała, The Body Shop;
* woda perfumowana Incandessence Flame, Avon;
* bloker, Ziaja.


Zacznę po kolei i wyjaśnię Wam, co nie pasuje mi w tych produktach. 

Tusz do rzęs już po nazwie brzmi bardzo obiecująco. Opory miałam jedynie przed samą firmą, bo prawdę mówiąc nie trafiłam jeszcze na ich dobry kosmetyk. I tak było tym razem. Tusz faktycznie ładnie podkreśla rzęsy, jest mokry, nie osypuje ani nie rozmazuje się w ciągu dnia, szczoteczka wygodna w użyciu, więc brzmi jak ideał. Problem zaczyna się jednak z tym Deep Carbon Black... Faktycznie ta czerń jest bardzo głęboka, ale tak głęboka, że ciężko ją zmyć. Musiałam zużyć do tego kilku wacików a i tak potem przez parę godzin wyciągałam jeszcze czarne farfocle z kącików oczu. Grr!!! Dla mnie to gra nie warta świeczki, więc więcej nie nałożę go na moje rzęsy! 

O konturówce pisałam już tutaj. W katalogu opisana jest jako "kwadratowa", co oznacza, że można nią uzyskać grubą lub cienką kreskę, w zależności od stopnia nachylenia względem powieki (w praktyce wiadomo, że i tak wyjdzie jak wyjdzie). Problem leży w jej twardości. Otóż jest tak twarda, że 2 razy ją złamałam a za każdym razem podczas robienia kresek aż się boję, że poranię sobie powieki. Na dłoni sunie bardzo ładnie, ale na powiekach mam wrażenie jakbym próbowała narysować sobie kreskę niezastruganą kredką! Masakra! Bardzo podoba mi się jej kolor oraz to, że jest trwała i nie odbija mi się na powiece nawet bez użycia bazy pod cienie, dlatego zużyję ją (na szczęście już się zbliżam!), ale nie kupię więcej i zdecydowanie odradzam.

Krem modelujący trafił do mnie chyba w Shiny Boxie. Początkowo przeleżał na półce, ale mam problem z puszącymi się włosami, więc ciągle szukam czegoś do ich wygładzenia. Poza tym, fajnie je czasem ujarzmić, żeby nie wyłaziły z koczka i nie sterczały przez cały dzień jak aureola. Padło na ten krem i, o ile rzeczywiście wygładza i ujarzmia pojedyncze włosy czy całe pasma, to strasznie lepi się na dłoniach już podczas nakładania na włosy. Czuję jakbym nakładała na głowę jakiś klej, który w dodatku cały czas czuć na włosach (nawet po kilku godzinach!). Zauważyłam też, że ma tendencję do zbierania drobin kurzu z powietrza, więc po pracy wyglądam jakbym przed chwilą zeszła ze strychu... Na szczęście to tylko 20 ml, ale pełnowymiarowy produkt (75 ml) w cenie ok. 40 zł? No Way!

Peeling do ciała kupiłam w sh, za symboliczną kwotę i cieszę się, ze miałam okazję go poznać, bo dzięki temu wiem, że w balsamy tej firmy mogę inwestować, ale od peelingów lepiej trzymać się z daleka. Przeznaczony jest co prawda do bardzo suchej skóry i może dla takich osób będzie ok, ja mam normalną i jedyne czego nie toleruję w peelingach cukrowych czy solnych to zalepiania skóry paskudną mazią! W tym wypadku to shea, które ma odpowiadać za nawilżenie, ale dla mnie nie różni się niczym od tych tanich i kiepskich parafinowych zalepiaczy! Zużyję jakoś na nogi, ale zwykle takie paskudy zużywam do peelingowania dłoni zimą, dopóki się nie przeterminują (aktualnie mam 2 takie buble: cukrowy Ekoa i solny Mariza). Niniejszym dalej twierdzę, że najlepszym na świecie cukrowym peelingiem jest ten malinowy od Tso Moriri ♥ ♥ ♥

Woda to wariacja na temat klasycznej wersji Incandessence. W katalogu zapach bardzo mi się podobał, jednak na żywo jest o wiele gorzej. Inaczej wyobrażam sobie czerwone zapachy, ten jest duszący, męczący, totalnie inny od tego, co czułam na kartce. Zużywam z zamkniętym nosem i powoli kończę! :)

Bloker użyłam dwa razy. Za każdym razem towarzyszyło mi przeokropne swędzenie pach (czytałam, że tak może być), myślałam, że je sobie rozdrapie do krwi, bo niestety nie mogłam się powstrzymać. Aluminium na drugim miejscu w składzie, więc nie mam zamiaru tak cierpieć. Niebawem wyląduje w koszu.



A może u Was coś z wymienionych przeze mnie produktów spisało się lepiej i macie odmienne wrażenia? Jestem bardzo ciekawa :)

czwartek, 5 maja 2016

Kwietniowe zakupy

Brak czasu i ogólne zmęczenie to jedno (byle do wakacji!), ale i tak muszę znaleźć czas na przyjemności. A do nich właśnie należą zakupy. Popatrzcie, co skusiło mnie w kwietniu


A) Apteka Pomocna i Carrefour
 - pasta Ziaja;
- zestaw La Roche-Posay - od dawna o nim myślałam i w końcu trafiła się dobra okazja;

druga wizyta w aptece w związku z promocją -20% na Pharmaceris i serię T - pianka i zestaw z kremem z kwasem (też od dawna o nim myślałam);

B) Natura i sklep zielarski
 - płyn do demakijażu oczu - był w super cenie i jest świetny;
- krem Clarina - bardzo ładnie pachnie i spisuje się 

C) Avon
  jogurtowy peeling do ciała, degażówki i mgiełka;

D) prezenty z gazet - nie czytam gazet, ale tego typu dodatki skutecznie zachęcają mnie do zakupu
 Cosmopolitan i duet od Perfecty: żel myjący i płyn micelarny;

 Party De Luxe i maseczka z Bielendy;

E) wygrana w konkursie za rozwiązanie sudoku - do wyboru był talon na myjnię samochodową lub zestaw kosmetyków z Mydlarni u Franciszka, wiadomo na co liczyłam ;)



F) JoyBox - prezentowałam go tutaj


No i tyle! Rossmanna omijałam, skusiłam się jedynie na korektor do brwi, ale w prędkości wzięłam za jasny dla siebie, więc muszę się go jakoś pozbyć. Po ciemniejszy wróciłam już w maju. No i teraz w końcu promocja dla mnie, bo paznokcie :)! Poszalałyście? Jak tam Wasze ostatnie zakupy?