Dziś podzielę się z Wami opinią o jesienno-zimowym umilaczu, którego miałam okazję poznać dzięki spotkaniu blogerek (chyba robię się już trochę monotematyczna, bo jak nie Avon to spotkanie :/). W akcji Maliny nie biorę tym razem udziału, bo zawaliłam poprzednią (dwie recenzje maseczek nie pojawiły się do tej pory...), ale pozwoliłam sobie "pożyczyć" określenie umilacz i zapoznać Was z ciekawym produktem, który może się spodobać. Przed Wami
Arctic
rozgrzewający krem do stóp
papryka chilli
Parę słów od producenta:
Pikantna papryka CHILI bogata w kapsaicynę zmniejsza wrażliwość na ból i swędzenie. Krem znakomicie rozgrzewa wychłodzone stopy, poprawia krążenie, odpręża i relaksuje.
Kremik znajduje się w plastikowej tubce z bardzo wygodnym otwieraniem. Ma on kolor jasnożółty, konsystencję dość rzadką, ale niespływająca z dłoni i dzięki temu bardzo łatwo się rozprowadza na skórze i szybko w nią wchłania. Przez tą paprykę chili w nazwie liczyłam na prawdziwie mocne grzanie, ale efekt ten jest bardzo subtelny - delikatnie czuć leciutkie ciepło jeszcze przy aplikacji oraz potem, już po nałożeniu skarpety. Przeważnie używam go na noc, więc szybko o tym zapominam, ale w niedzielne popołudnia po porannej kąpieli uczucie towarzyszy mi przez dłuższy czas dlatego myślę, że faktycznie poprawia krążenie. Nie stosowałam jeszcze kremu na wychłodzone stopy, bo w takich sytuacjach błyskawicznie zakładam grubaśne skarpety i siadam przy kaloryferze, ale i tego sposobu muszę niebawem spróbować, bo pora roku sprzyja przemarznięciom. Niestety...
Zapach kremu pozytywnie mnie zaskoczył, bo spodziewałam się zapachu papryki a tu mój nos wyczuwa cynamon i inne orientalne przyprawy, które kojarzą mi się z zimą, wieczornym odpoczynkiem i ciepełkiem od kominka :). Dzięki temu aromatowi możemy poczuć się naprawdę świątecznie - szkoda, że tylko podczas wcierania to czuć :/. Tu pozwolę sobie zacytować i przekręcić pewną złotą myśl TŻa - "szkoda, że stopy są tak daleko od głowy" :D.
Domyślcie się do czego mogła odnosić się oryginalna wersja ;)
UWAGA!!!
Pamiętajcie, aby umyć dłonie po użyciu kremu, bo jeśli potrzecie nimi oczy bądź nos to będzie bardzo piekło!!!
Producent nic na ten temat nie mówi i długo zastanawiałam się o co chodzi, gdy na drugi dzień rano przetarłam zaspane oczy a te zaczęły mi łzawić i piec niemiłosiernie! Nie ważcie się też wkładać palca do nosa! ;)
Tu skład dla zainteresowanych:
Dużo tu dziwnych składników i choć nie znam się na tym, to uważam, że stopom nie powinny zaszkodzić.
Venita ma w swojej linii ARCTIC również krem do masażu z olejkiem z drzewa herbacianego, któremu myślę, że też warto się przyjrzeć, ale to już raczej w okresie letnim, bo ten z kolei ma właściwości dezodorujące i bakteriobójcze. Nie widziałam tych kremów w sklepie, więc nawet nie wiem ile kosztują a w necie znalazłam cenę 6,6 zł/75 ml - nie jest to dużo i myślę, że warto spróbować zwłaszcza jeśli jesteście takimi zmarzluchami jak ja. ;) I jeśli z niecierpliwością czekacie na najprzyjemniejsze święta w roku! Aromat z pewnością pozwoli Wam wczuć się w ten klimat już teraz.

