Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 9 grudnia 2012

Jesienno-zimowy umilacz czyli rozgrzewający krem do stóp Venita

Witajcie niedzielnie :*!
Dziś podzielę się z Wami opinią o jesienno-zimowym umilaczu, którego miałam okazję poznać dzięki spotkaniu blogerek (chyba robię się już trochę monotematyczna, bo jak nie Avon to spotkanie :/). W akcji Maliny nie biorę tym razem udziału, bo zawaliłam poprzednią (dwie recenzje maseczek nie pojawiły się do tej pory...), ale pozwoliłam sobie "pożyczyć" określenie umilacz i zapoznać Was z ciekawym produktem, który może się spodobać. Przed Wami


Arctic
rozgrzewający krem do stóp
papryka chilli




Parę słów od producenta:
Pikantna papryka CHILI bogata w kapsaicynę zmniejsza wrażliwość na ból i swędzenie. Krem znakomicie rozgrzewa wychłodzone stopy, poprawia krążenie, odpręża i relaksuje.


Kremik znajduje się w plastikowej tubce z bardzo wygodnym otwieraniem. Ma on kolor jasnożółty, konsystencję dość rzadką, ale niespływająca z dłoni i dzięki temu bardzo łatwo się rozprowadza na skórze i szybko w nią wchłania. Przez tą paprykę chili w nazwie liczyłam na prawdziwie mocne grzanie, ale efekt ten jest bardzo subtelny - delikatnie czuć leciutkie ciepło jeszcze przy aplikacji oraz potem, już po nałożeniu skarpety. Przeważnie używam go na noc, więc szybko o tym zapominam, ale w niedzielne popołudnia po porannej kąpieli uczucie towarzyszy mi przez dłuższy czas dlatego myślę, że faktycznie poprawia krążenie. Nie stosowałam jeszcze kremu na wychłodzone stopy, bo w takich sytuacjach błyskawicznie zakładam grubaśne skarpety i siadam przy kaloryferze, ale i tego sposobu muszę niebawem spróbować, bo pora roku sprzyja przemarznięciom. Niestety...

Zapach kremu pozytywnie mnie zaskoczył, bo spodziewałam się zapachu papryki a tu mój nos wyczuwa cynamon i inne orientalne przyprawy, które kojarzą mi się z zimą, wieczornym odpoczynkiem i ciepełkiem od kominka :). Dzięki temu aromatowi możemy poczuć się naprawdę świątecznie - szkoda, że tylko podczas wcierania to czuć :/. Tu pozwolę sobie zacytować i przekręcić pewną złotą myśl TŻa - "szkoda, że stopy są tak daleko od głowy" :D. 
Domyślcie się do czego mogła odnosić się oryginalna wersja ;)



UWAGA!!!
Pamiętajcie, aby umyć dłonie po użyciu kremu, bo jeśli potrzecie nimi oczy bądź nos to będzie bardzo piekło!!! 

Producent nic na ten temat nie mówi i długo zastanawiałam się o co chodzi, gdy na drugi dzień rano przetarłam zaspane oczy a te zaczęły mi łzawić i piec niemiłosiernie! Nie ważcie się też wkładać palca do nosa! ;)



Tu skład dla zainteresowanych:


Dużo tu dziwnych składników i choć nie znam się na tym, to uważam, że stopom nie powinny zaszkodzić.




Venita ma w swojej linii ARCTIC również krem do masażu z olejkiem z drzewa herbacianego, któremu myślę, że też warto się przyjrzeć, ale to już raczej w okresie letnim, bo ten z kolei ma właściwości dezodorujące i bakteriobójcze. Nie widziałam tych kremów w sklepie, więc nawet nie wiem ile kosztują a w necie znalazłam cenę 6,6 zł/75 ml - nie jest to dużo i myślę, że warto spróbować zwłaszcza jeśli jesteście takimi zmarzluchami jak ja. ;) I jeśli z niecierpliwością czekacie na najprzyjemniejsze święta w roku! Aromat z pewnością pozwoli Wam wczuć się w ten klimat już teraz.



czwartek, 6 grudnia 2012

Cud i miód czyli kolagen do ciała Bingo Spa

Jak już wiecie, w ramach współpracy z Bingo Spa blogerki mogły wybrać sobie z listy 2 kosmetyki a trzeci był dorzucany losowo. Później przekonacie się, że mój wybór nie był najlepszy, ale to, co otrzymałam dodatkowo zachwyciło mnie już od pierwszej chwili! Swoje 3 recenzje zaprezentuję Wam właśnie w kolejności "podobania się", dlatego na pierwszy ogień idzie

kolagen do ciała

zdjęcie pochodzi ze strony Bingo Spa


Zacznę może od tego, co obiecuje nam producent:

Kolagen do ciała BingoSpa dzięki lekkiej konsystencji i wyjątkowo aktywnym składnikom, poprawia kondycję skóry, zapewnia jej piękny i atrakcyjny wygląd. Sprawia, że skóra staje się gładka i sprężysta, promieniująca młodzieńczym blaskiem.  
Kolagen do ciała do codziennej pielęgnacji, doskonale się rozprowadza i szybko wchłania, bez niemiłego uczucia lepkości. Pozostawia skórę jedwabiście gładką, odprężoną i pachnącą.



Butelka, mieszcząca w sobie 300 ml kolagenu, wykonana jest z miękkiego plastiku, dzięki czemu łatwo jest "wyduszać" z niej odpowiednią ilość produktu. Jest zakręcana na taką starodawną, aluminiową zakrętkę (z czymś mi się to kojarzy?). Z tego co słyszałam (i czego się domyślam) za jakiś czas ciężko będzie wydobyć kosmetyk z butelki, dlatego kombinuję już z pompką, ale póki co szukam idealnie długiej rurki, bo jedną już  miałam, ale TŻ mi ukradł.
W kilku miejscach spotkałam się z narzekaniem na sam wygląd opakowań BS - mi ta prostota właśnie się podoba. Może w przypadku kolagenu trochę mniej (chociaż sama zakrętka jest fajowa), ale opakowanie maseczki i serum jest w porządku.


Moje wrażenia:
Tak jak napisałam wyżej, kolagen zachwycił mnie już od pierwszego momentu czyli od pierwszego powąchania! Już wracając z poczty nie mogłam się powstrzymać przed zaglądnięciem do koperty i powąchania wszystkiego - oczywiście najbardziej byłam ciekawa tej trzeciej, dodanej rzeczy i zanim doszłam do domu, wyciągałam go i wąchałam ze 3 razy ;)

Jeśli chodzi o konsystencję produktu to jest ona kremowa, ale dość rzadka i jak będziemy ją zbyt długo trzymać w dłoni to może nam spływać. Na skórze rozprowadza się bez problemu i wchłania się błyskawicznie. Z wydajnością też jest ok, bo dzięki tej rzadkiej konsystencji wystarczy nam naprawdę niewiele, aby posmarować całe ciało, a nawet jeśli weźmiemy go za dużo to i tak wszystko ładnie się wchłonie i nie będą się robiły takie kluchy (jak czasem z innymi tego typu produktami).

Kolagen nie podrażnia - ja mam skórę normalną, ale podejrzewam, że będzie się też nadawał dla wrażliwej. Co więcej, regularnie stosuję go po depilacji i ani razu skóra mnie nie zapiekła ani nie pojawiło się zaczerwienienie (a miewałam tak czasem z innymi balsamami), więc także łagodzi.

Najbardziej spodobało mi się jednak jego długotrwałe nawilżanie, bo często używałam go na noc i nawet rano czuć było mięciutką, satynową skórę a przy regularnym używaniu zauważyłam, że nie ma konieczności smarowania się po każdej kąpieli. Podobnie jest z zapachem, który również utrzymuje się na naszej skórze następnego dnia.

Pisząc z ręką na sercu, jestem zachwycona tym produktem i z pewnością kupię ponownie, bo kosmetyk stał się moim KWC! Mogę się przyczepić jedynie do opakowania i wydobywania kosmetyku przy mniejszej jego ilości, ale samemu można jakoś nad tym popracować i to udoskonalić, bo w samym kosmetyku nie zmieniłabym absolutnie nic.


Dostępnośćsklep internetowy

Cena: 12 zł/300 ml


Dziękuję firmie BingoSpa za dorzucenie mi tego cudu do paczki, bo odkryłam dzięki temu produkt dla mnie idealny pod każdym względem :) 
Fakt otrzymania go do testowania nie wpływa oczywiście na moją ocenę, a przekonacie się o tym już wkrótce (przy okazji recenzji serum i maseczki).

niedziela, 2 grudnia 2012

Denko - listopad

Denko, denko...
Nie wiem o co chodzi, ale o ile jeszcze bardzo podoba mi się idea wykańczania zalegających kosmetyków i zbierania ich opakowań po to, aby je później uroczyście wyrzucić, tak tworzenie samego posta odwlekam zwykle jak mogę :/ (może gdybym na bieżąco pisała więcej recenzji to z denkiem byłoby łatwiej?). Lubię czytać posty z Waszymi denkami, bo zawsze wpadnie mi coś w oko, ale u siebie tak mi się nie chce tego opisywać, że nie wiem! I postanowiłam sobie, że dalej będę wykańczać i zbierać, ale od stycznia (jeśli nic mi się nie pozmienia) przy okazji publikowania innego posta będę zamieszczać jedynie zdjęcie zdenkowanych kosmetyków z króciutkim opisem. No chyba, że coś cudownego wydarzy się do tego czasu i najdzie mnie jakaś ogromna nieprzemijająca wena ;)


Przejdźmy zatem czym prędzej do sedna:



1. Luksja, płyn do kąpieli czekolada z pomarańczą - cudny zapach gorzkiej czekolady z owocową nutą ♥ bardzo mi się spodobał, bo wg mnie nie jest ani trochę sztuczny. Dodatkowo ogromna butla, która wystarcza na bardzo długo i cena w promocji ok. 6 zł (aktualnie w Rossmannie) sprawiają, że wrócę do niego z pewnością.

2. Avon, odżywczy szampon z marokańskim olejkiem arganowym - pachnie, wygląda i ma taką samą konsystencję jak reszta szamponów AT, dlatego od początku czułam się zawiedziona, bo spodziewałam się czegoś innego. Wiem, że zbiera on dużo pochwał, ale u mnie pierwsze wrażenie przyćmiło jego zalety i nie potrafię go ocenić :/. Być może skuszę się jeszcze na butelkę i przetestuję gruntownie to wtedy się poprawię ;)

3. Avon, delikatny nawilżający płyn do mycia ciała z wyciągiem z rumianku i owsa - kupuję go zwłaszcza dla zapachu ♥, ale działanie również mnie nie zawodzi, więc wracam regularnie.

4. BARWA Laboratorium, mydło w płynie - pierwszy zdenkowany prezent ze spotkania blogerek :). Musiałam się spieszyć, bo otrzymałyśmy je w zasadzie przeterminowane :/ (10.2012). Gdyby to był kosmetyk do twarzy to wylądowałby w koszu, ale na dłonie zaryzykowałam. Pachnie zwyczajnie, jak zwykłe mydło, trochę wysuszało skórę dłoni a pompka pryskała mydłem za rękę... Nie spodobało mi się, ale opakowanie zostawię (rurkę już mi TŻ zwinął do auta (wrr!) a chciałam ją wykorzystać do dozownika do kolagenu Bingo Spa).

5. Carea, płatki kosmetyczne - zielone zużyłam do zmywania paznokci i tonikowania twarzy a fioletowe fajnie sprawdzały się przy demakijażu oczu. Chętnie kupiłabym jeszcze te dwie nowe wersje (niebieską i fioletową), bo polubiłam je bardziej niż te standardowe.

6. Be Beauty, micelarny żel do mycia i demakijażu - często do niego wracam, ale mam też ochotę na wypróbowanie pozostałych wersji (Którą z nich polecacie? Skłaniam się bardziej ku tej nawilżającej). Ostatnio uparcie poszukuję nowości - płynu do demakijażu tej marki, ale na 6 czy 7 Biedronek w mieście nie ma go jeszcze w żadnej...

7. Avon, tropikalny krem do stóp i łokci z kwasami AHA - to także mój ulubieniec, do którego wracam regularnie. Żaden inny krem do stóp tak mi się nie spodobał i prędko nie spodoba ;)

8. Mariza, puder ryżowy - matowił i utrwalał makijaż nie powodując skutków ubocznych, ale 17,9 zł za 5 g to trochę sporo, zwłaszcza, że w tym celu mogę użyć talku, który jest większy i tańszy (dlatego opakowanie zostawiam i będę tam sobie przesypywać puder Babydream;)).

9. Avon, energizujący krem na dzień SPF 20 - jedyny krem z linii Solutions, którego nie zwróciłam po pierwszym użyciu, ale i tak to nie jest to, czego szukam. Błyszczałam się po nim ciut mniej niż po innych i podobała mi się jego gęsta (odżywcza) konsystencja i ciekawy zapach. UWAGA! "Może plamić ubrania, meble i tapicerkę" :?

10. Avon, bezbarwny sztyft przeciw wypryskom - nie wiem co w nim bezbarwnego skoro gołym okiem widać kolor zielony?! WTF?! Jest tam jeszcze go trochę na dnie, ale ciężko było to wydobyć a poza tym termin jest już przekroczony... TŻ czasem go używał i raczej był zadowolony, bo dla mnie jakoś szału nie było - stosowałam, aby już cokolwiek chociaż mieć na tym syfie :/

11. Avon, odżywka przyspieszająca wzrost paznokci - takiego cudaka to jeszcze nie miałam :) Szybko się skończyła, ale faktycznie wydawało mi się, że paznokcie rosły szybciej (stosowałam ją przeważnie po piłowaniu). Dla mnie ok, ale nie wiem czy będę szukać podobnych specyfików gdziekolwiek (bo w Avonie już nie jest dostępna).

12. Efektima, maseczka oczyszczająca - pisałam o niej tutaj, kupię ponownie


Znowu przewaga Avonu... Ale nie martwcie się! Już się z tego leczę (a przynajmniej mam taką nadzieję). Z zapachów i kolorówki (w moim przypadku lakiery, tusze i kredki/konturówki) oraz serii Planet Spa nigdy nie zrezygnuję, ale jeśli chodzi o inne kosmetyki to już nie kuszą mnie tak bardzo nowości. No jeszcze tylko krem BB, który ma się pojawić niebawem mnie ciekawi ;)