Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziaja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziaja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 czerwca 2015

Denko - maj

Post denkowy zazwyczaj pisze się sam, byle zacząć. No właśnie... Obrobione zdjęcia czekają, czas jest, tylko weny brak od paru dni! Zatem tym krótkim wstępem, zanim czas się skończy, zapraszam Was na przegląd pustych opakowań z maja.


Włosy:
1. Clear Woman, szampon przeciwłupieżowy Shine&Sleek - nie mam problemu z łupieżem, ale jakiś czas temu (chyba) po olejowaniu zaczęła mnie swędzieć głowa a szampon trafił się w Biedrze za 3 zł, więc nie musiałam się długo zastanawiać. Bardzo przyjemnie pachniał, zachęcał do siebie różowym kolorem, nie plątał włosów, swędzenie ustało (olejowanie też) i tym samym chyba się sprawdził. Może jeszcze kiedyś wrócę.
2. Bania Agafii, maska drożdżowa - składnik marcowego (?) ShinyBoxa. Przyjemny, mleczny zapach, wygodna konsystencja, działanie ok, choć ciężko się wypowiedzieć czy faktycznie wpłynął na pobudzenie wzrostu. Coś tam wyrasta, włosy mniej wypadają, ale stosuję sporo kosmetyków o takim działaniu i nie umiem powiedzieć, który z nich faktycznie pomaga. Maska spodobała mi się na tyle, że skusiłam się już na kolejne opakowanie. Być może przy okazji kolejnego pojawi się recenzja.
3. Bania Agafii, maska momentalna Blask i Elastyczność - dobra, błyskawiczna maseczka, która niestety nie zapobiega łamliwości i rozdwajaniu. Do tej już  nie wrócę, ale inne saszetkowe zobaczycie u mnie jeszcze nie raz.

Twarz:
4. Lirene, płyn micelarny z tańczącymi drobinkami - wygrana w rozdaniu. Z chęcią przetestowałam ten płyn, bo pamiętam jak wszedł na rynek i często pojawiał się na blogach. Pechowo zaczęłam przygodę z nim w momencie kiedy nie miałam niczego innego pod ręką i nie polubiliśmy się od pierwszego użycia. Nie jest przeznaczony do zmywania oczu, ale i tak go sprawdziłam i faktycznie była tragedia! Tusz jedynie rozmazany, kredka nienaruszona... Radził sobie z resztkami makijażu, ale do zmycia całego również się nie nadawał. Nie wiem po co te pielęgnujące drobinki w płynie micelarnym, który ma służyć do oczyszczania, zmywania makijażu? W toniku ok, ale w płynie??? Chyba tylko, aby cieszyć oko, bo faktycznie ładnie tańczą po wstrząśnięciu. Nie kupię, nie polecam.
5. Avon, pianka oczyszczająca Solutions - mój ulubieniec do demakijażu! Już niestety nie pojawi się w takiej odsłonie, teraz można ją kupić pod nazwą Nutra Effects. Nowa pachnie bardziej kwiatowo jak dla mnie, ale jest równie skuteczna. Na szczęście!
6. Ziaja, żel z peelingiem Liście Manuka - recenzja tutaj. Z chęcią wrócę.
7. Mariza, aksamitny fluid matująco-kryjący - kolejny ulubieniec twarzowy! Pięknie pachnie, dobrze matuje, nie ściera się z twarzy, nie tworzy efektu maski. Do właściwości kryjących można mieć pewne zastrzeżenia, ale wątpię czy w tej półce cenowej można znaleźć coś dobrego. Oczywiście wrócę.

Ciało:
8. Farmona, peeling myjący Mojito - przyjemny malec o zapachu drugiego z moich ulubionych drinków (w sumie to nie wyobrażam sobie peelingu o zapachu ginu z tonikiem ;)). Nie za wiele miał w sobie tych drobinek, ale na co dzień był w sam raz. Może wrócę a może skuszę się na inny zapach.
9. Avon, żel Naturals Lilia i gardenia - mam tyle tych żeli nakupionych w promocji typu 3 w cenie jednego, że w końcu muszę się ich pozbyć! Zapach nawet przyjemny, ale konsystencja tak rzadka, że żel uciekał z dłoni. Teraz używam innego i jest dużo lepszy, więc to pewnie tylko kwestia zapachu - jak masz dobrego nosa to trafisz na gęsty, jak w ruletce. Nie wrócę.
10. Mariza, żel Mango i Liczi - element zestawu. Świetny zapach, idealny na lato! Konsystencja ok, dobrze oczyszczał, nie wysuszał skóry. Czy pobudza? Nie wiem, ale przyjemnie było go używać. Teraz w kolejce ustawił się melonowy, potem może jaśminowy - jak się uda to i do tego wrócę, ale muszę trafić na wyprzedaż, bo w cenie katalogowej nie kupuję tych żeli. Uważam, że są za drogie.
11. Avon, żel Senses Energising - jeśli lubicie zapach zielska to ten żel jest w sam raz dla Was. Ja go polubiłam i może kiedyś jeszcze wrócę.

12. Green Pharmacy, pianka do higieny intymnej Biała akacja i zielona herbata - miałam już szałwiową, ale zapach tej o wiele bardziej przypadł mi do gustu. Bardzo polubiłam formę pianki do higieny intymnej, więc z pewnością wrócę, właśnie do tego wariantu zapachowego i wtedy pojawi się recenzja.
13. Floslek, balsam delikatnie brązujący - nie spodziewałam się, że ten balsam aż tak mi się spodoba! Zapach mega przyjemny, taki delikatnie waniliowy a działanie dokładnie takie jak zapewnia producent - nie sposób zrobić sobie nim krzywdy. Z dnia na dzień skóra nabiera lekkiego koloru, nogi (bo tylko tu go używałam) prezentują się bardzo ładnie, są nawilżone, gładkie, po prostu zadbane. Używałam go już od wczesnej wiosny, żeby nie szokować jak tylko odsłonię nogi - nie korzystam z solarium a przypadkowo złapana zeszłoroczna opalenizna już się zmyła ;). Być może wrócę, ale teraz używam innego o podobnym działaniu.
14. Mariza, serum arganowe do rąk - serum, więc faktycznie lekka konsystencja, ale działanie bardzo zadowalające. Krem świetnie nawilżał i pielęgnował dłonie, dodatkowo szybko się wchłaniał. Jedynym minusem jest opakowanie - forma pompki jest świetna, ale rurka jest prosta, więc tuż nad napisem "regenerujące" przestał nabierać produkt i trzeba było sobie radzić inaczej. A wystarczyłoby wstawić tylko trochę dłuższa rurkę (tak podejrzewam). Wrócę, jak trafię na równie dobrą promocję.

15. Avon, Planet Spa wygładzająco-oczyszczający scrub z jagodami Acai - produkt o nieziemskim zapachu i przepięknym kolorze, takim soczyście fioletowym. Gdyby tylko o to chodziło w tego typu produktach to mogłabym go polecić, ale gdy mowa o właściwościach wygładzających to zaczyna się problem... Drobinek jest mało, bardzo słabo ścierają, właściwie to tylko tak łaskoczą po ciele a kolor farbuje skórę w miejscach gdzie skóra jest mniej nawilżona. Mimo wszystko, myślę, że wrócę do niego jak trafi się świetna okazja.
16. Ekoa, cytrusowa sól do kąpieli - dostałam gratis do zakupów, podzieliłam się z koleżanką, więc ta ilość wystarczyła mi na dwie słabe kąpiele. Nie przekonałam się do tego produktu: zapach w opakowaniu bardzo ładny, ale w wodzie znika. Właściwości pielęgnujących również nie zauważyłam.

16. Avon, woda perfumowana Herve Leger Intrigue - po zachwycie wersją Femme, nabrałam ochoty i na ten. Zapach bardzo ładny, taki bardziej wieczorowy, ale trwałość słabsza. Chętnie poznałabym jeszcze wersję Ete.
17. Garnier, antyperspirant - zapach i działanie ok, ale chyba nie wrócę, bo aż tak nie przekonał mnie do siebie. Ciągle szukam ideału.

Drobnica:
Płatki Carea - pozycja obowiązkowa; próbki masełek Farmona Cosmo i Pinacolada - żurawinowe chętnie ujrzałabym w swojej kosmtyczce; krem na dzień Biolaven - nie dla mnie; plastry na krosty Beauty Formulas - pozycja obowiązkowa; krem pod oczy Avon Anew Vitale - nie polecam, bo po chwili oczy piekły i łzawiły; mydełko Tso Moriri - kolejna pozycja obowiązkowa; musująca pastylka do kąpieli She's A Rebel - mam jeszcze 3 inne kolory, ale nic specjalnego; wosk YC Warm Vanilla - przyjemniaczek. 


A jak u Was poszło w maju? Więcej ubyło czy przybyło?

sobota, 30 maja 2015

Ziaja, Liście Manuka: żel z peelingiem i normalizujący

Jak dobrze pamiętacie, seria Ziaji przeznaczona do skóry normalnej, tłustej i mieszanej czyli liście manuka, która pojawiła się na półkach mniej więcej rok temu, nie potrzebowała specjalnej reklamy. Wystarczyło, że parę osób pokazało ją jako nowość i już wszystkie zapragnęłyśmy ją mieć. No może nie wszystkie, ale te podatne na kuszenia jak najbardziej. Ja pierwszy raz zobaczyłam ją na nieistniejącym już blogu Belleoleum i rozpoczęłam poszukiwania. Jak dobrze pamiętam, najpierw skusiłam się na pastę i krem na noc a potem zamówiłam resztę, bez toniku. O kremach pisałam już tutaj, dziś rozprawię się z żelami.

od lewej: żel myjący normalizujący i żel z peelingiem oczyszczający pory

Początkowo obu żeli używałam razem do zmywania makijażu, najpierw normalizującego, potem peelingującego a na końcu przecierałam twarz wacikiem z płynem micelarnym. Demakijaż nie był jednak na tyle skuteczny, abym trwała przy tym duecie, więc żel normalizujący wylądował do porannego oczyszczania a peelingujący do poprawiania po piance oczyszczającej, która króluje u mnie jako najlepsze rozwiązanie do demakijażu. I w takim podziale oba żele sprawdzały się bez zarzutów. Tyle tylko, że do porannego oczyszczania przybyło mi w międzyczasie sporo ciekawostek, które nie mogły czekać, więc tym sposobem żel peelingujący dobił już dna a normalizujący jest w połowie.

Oba żele znajdują się w butelkach z pompką a ich pojemność to 200 ml. Nie muszę chyba wspominać, że pompka to świetne rozwiązanie? Tym bardziej w tym przypadku, bo rurka jest dłuższa niż potrzeba do dna, więc się wygina a to sprawia, że zużyjemy produkt niemal do ostatniej kropli bez kombinowania i rozcinania. Dodatkowo, już sama kolorystyka opakowań jest miła dla oka a zapach serii - taki świeży, cytrusowy, bardzo przyjemny - wręcz uzależnia.

Pozwólcie, że zajmę się teraz każdym z osobna.

Żel normalizujący jest bezbarwny, odpowiednio gęsty i w kontakcie z wodą się pieni. Bardzo dobrze oczyszcza skórę ze specyfików stosowanych na noc i redukuje sebum. Nie wysusza skóry, ale nie wiem czy można powiedzieć, że poprawia nawilżenie. Faktycznie łagodzi podrażnienia, uspokaja nieco zaczerwienia, ale niestety nie wpływa na ustanie czy zmniejszenie problemu pojawiających się niedoskonałości.


Skład:


Żel z peelingiem oczyszczający pory to również bezbarwna maź, która nie jest tak klarowna przez obecność drobinek peelingujących w kolorze białym i zielonym. Jest ich akurat tyle, aby produkt nie był zbyt ostry do codziennego stosowania. Jeśli chodzi o obietnice to rzeczywiście oczyszcza pory i usuwa nadmiar sebum, nie podrażnia niedoskonałości, ale co do redukcji zaskórników to wątpię czy ma na nie jakiś wpływ. W moim przypadku żel dodatkowo usuwa pozostałości makijażu i działa wygładzająco.

Skład:


Podsumowując, bardziej przypadł mi do gustu żel z peelingiem, bo przez jego delikatność, mogłam go używać codziennie robiąc raz, 2 razy w tygodniu przerwę na mocniejszy peeling. Żel normalizujący nie jest zły, ale mam mnóstwo tego typu produktów, które czekają na zużycie i ten zajmie tymczasem miejsce w kolejce.
Z chęcią sięgnę po kolejna butelkę żelu z peelingiem, nawet ostatnio szukałam go przy okazji promocji w Rossmannie i nie rozumiem czemu akurat tego produktu nie ma w ofercie? Może Wy coś wiecie?

Znacie te produkty? Jaki jest Wasz stosunek do całej serii i szumu z nią związanego?
U mnie za jakiś czas pojawi się jeszcze opinia o paście i reduktorze zmian potrądzikowych - już teraz zapraszam.

sobota, 6 grudnia 2014

Denko - listopad

Zimno wszędzie, mroźnie wszędzie... Powiem Wam, że do zimy (o ile nie jest zbyt mroźna) nic nie mam, ale zauważyłam, że jestem na nią uczulona - właściwie to moja prawa ręka. Od kilku lat jak robi się zimno obserwuję, że skóra w różnych miejscach na dłoni boleśnie mi pęka. Do tej pory było to przeważnie w tym miejscu gdzie paznokieć zaczyna odstawać od skóry, w tym roku mam już 2 dodatkowe pęknięcia na palcach w miejscach nietypowych jak dotąd. Dodatkowo skóra między placami jest bardzo sucha i potrzebuje ciągłego, mega mocnego natłuszczania. Kiedyś jak zagłębiałam się w temat to spotkałam się z opiniami, że być może jest to uczulenie na mleko i produkty pochodne, ale jednak nie, bo mleko piję cały rok a problem dotyka mnie tylko zimą. Nie jest to bardzo uciążliwe i da się z tym żyć, ale może macie jakiś pomysł co to takiego?

Dziś Mikołajki, więc na blogach masa postów, które uwielbiam czytać - chwalicie się prezentami, sporo z nich z różnych akcji Blogerskie Mikołajki. Sama chciałam się zgłosić, ale bałam się, że nie dam rady czasowo to wszystko ogarnąć. Posty te przydatne są mi dziś tym bardziej, że to dla mnie sporo inspiracji, bo z koleżanką również niebawem wymienimy się paczuszkami, które już kompletujemy :).

Przechodząc jednak do tematu posta, z wielką radością zaprezentuję Wam dziś moje MEGA denko. W październiku poszło mi słabo, ale teraz udało mi się pokończyć to, co od jakiegoś czasu czekało na recenzję - skoro do tej pory się nie złożyło to teraz już tym bardziej nic z tego nie będzie. Może przy kolejnym opakowaniu.
W grudniu planuję też zrobić gruntowny przegląd i wyrzucić wszystkie przeterminowane lub od dawna nieużywane przeze mnie produkty. Miało to być połączone z denkiem, ale wyszedłby tasiemiec, więc wyrzutki ogarnę przy okazji.

Fotka grupowa



Twarz - oczyszczanie

1. Pianka Himalaya - świetna, gęsta, dogłębnie oczyszczająca i mega wydajna pianka o przyjemnym zapachu. Wrócę do niej z pewnością.
2. Be Beauty, płyn micelarny - mój ulubieniec i stały bywalec.
3. Green Pharmacy, żel do twarzy z szałwią - nie polubiłam zapachu, więc skończył jako czyściciel pędzli i szczotek do włosów.
4. Mydło Aleppo - produkt zachwalany w wielu miejscach i u mnie spisywał się bardzo dobrze. Teraz przyszła pora na savon noir, ale i do Aleppo jeszcze wrócę.

Twarz - nawilżanie

5. Ziaja, krem mikrozłuszczający na noc i 6. nawilżający na dzień - recenzja tutaj. Nie wrócę. Ładnie pachniały, ale działanie niezauważalne.
7. Barwa, krem Siarkowa Moc - próbki z kończącym się terminem. Po użyciu jednej miałam tak ściągniętą twarz, że aż się bałam uśmiechać - szkoda, bo krem jest świetny jako baza pod makijaż. Miałam wersję pełnowymiarową, ale aż tak nie ściągała. Pozostałe dwie próbki lecą do kosza.

Twarz - inne

8. Perfecta, antybakteryjna maseczka na twarz - z glinką termalną, ale jakoś jej nie zauważyłam, maseczka po prostu wchłonęła się w twarz, resztki zmyłam. Może kiedyś jeszcze kupię to wtedy przyjrzę się bliżej działaniu i obietnicom.
9. Purederm, oczyszczający płatek na nos - coś tam wyciągnął, ale źle go przykleiłam i nie przylegał całym sobą do skóry.
10. Miss Sporty, puder antybakteryjny - puder kupiony w promocji za grosze a spisywał się bardzo dobrze (ostatnio pisałam Wam, że lepiej niż matujący Sensique). Bałam się zapychania, bo spotkałam się z takimi opiniami, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Kiedyś wrócę.
11. Avon, bibułki matujące - gadżet przydatny w torebce na wyjścia, bo tak na co dzień do tego celu używam ręczników papierowych lub nawet papieru toaletowego. Działanie podobne, ale powierzchnia dużo większa ;)

Ciało - oczyszczanie

12. Mariza, płyn brzoskwiniowy - piękny zapach, dużo piany, dobra wydajność. Wrócę kiedyś. (zbieram tak te plastikowe antałki, ale nie mam pomysłu na wykorzystanie...)
13. Original Source, miętowy peeling - jako peeling raczej słaby i galaretowata konsystencja była męcząca, ale zapach i uczucie chłodzenia i odświeżenia po użyciu latem genialne! Dla mnie jesienią było już za chłodno, ale TŻ też polubił i znalazł go za każdym moim schowaniem ;) Wrócę z wielką chęcią.
14. Avon, czekoladowy peeling - taki sobie zdzieraczek, ale zapach przyjemny i cena znośna. Póki co mam wersję truskawkową, ale i do tego jeszcze wrócę.
15. Mariza, szarlotkowy żel pod prysznic - zapach przyjemny i forma bombki miła dla oka, ale pomysł z pompką wg mnie nieudany. Jedno psiknięcie daje tak mało żelu, że trzeba dusić i dusić a tego nie polubiłam. Do zapachu być może wrócę, ale nigdy więcej żeli pod prysznic z pompką! Opakowanie posłuży mi jako dozownik na mydło.
16. Bingo Spa, solanka - piękny zapach, wrócę.
17. Joanna, żel z grejpfrutem i pomarańczą - wersja mini o cudownie cytrusowym zapachu. Służyła mi podczas wyjazdów, ale dość już mam tego poniewierania się na wannie - mimo wszystko opakowanie zostawiam, jeszcze posłuży mam nadzieję.

Włosy

18. Joanna, odżywka z pokrzywą i zieloną herbatą - bez spłukiwania, więc dla mnie ideał! Myłam, nakładałam i do łóżka - właśnie czegoś takiego potrzebuję. Teraz włosy cierpią na brak zainteresowania z moje strony i widać to po nich, dlatego muszę się za nie wziąć.
19. Radical, szampon wzmacniający - strasznie tępił mi włosy, o braku maski czy odżywki po umyciu nie było mowy. Nie ograniczył wypadania, ale szampon niestety nie działa na stres - no chyba, że trafiłyście na taki ;) Nie wiem czy wrócę.

Higiena intymna

20. Joanna, żel z babką lancetowatą - zapach nietrafiony, ale działanie ok. Popróbuję inne wersje.
21. Green Pharmacy, pianka szałwia i lawenda - sama pianka ok: gęsta, wydajna, dobrze działająca, ale zapach znowu nie mój. Muszę sprawdzić drugą wersję zapachową.

Stopy, dłonie i paznokcie

22. Constance Carroll, zmywacz - dobrze radził sobie z każdym lakierem, ale wysuszał mi płytkę, więc nie wrócę.
23. Laura Conti, krem do rąk słodkie migdały - taki zwyklaczek na lato, który ze słodkimi migdałami nie ma nic wspólnego (bo wyobrażałam sobie, że właśnie tak ma pachnieć). Nie zachęcił mnie do siebie.
24. She Foot, peeling naturalny do stóp - recenzja tutaj. Nie wrócę.

Zapach

25. Avon, woda toaletowa Ultra Sexy - zapach przecudny! ♥ Mam już drugi flakon.


A jak u Was? Denko zadowalające? Mikołaj już był?

wtorek, 11 listopada 2014

Ziaja, Liście manuka - krem na dzień i na noc

Seria oczyszczająca Ziaji z liśćmi manuka chodziła za mną niemal od chwili, gdy ją ujrzałam po raz pierwszy (pamiętam, że było to na blogu Oli - Belleoleum, niestety już nieistniejącym). Z każdym kolejnym postem napalałam się na nią coraz bardziej, chodziłam, porównywałam ceny, aż w końcu skusiłam się na pastę i krem na noc. Po paru dniach miałam u siebie już wszystko poza tonikiem.
Postanowiłam zastosować zmasowany atak i od września testowałam wszystko razem. Recenzje poszczególnych produktów będą pojawiały się sukcesywnie, dziś o kremach. 

Krem nawilżający 
balans korygująco-ściągający 
SPF 10 ochrona niska 


krem mikrozłuszczający 
z kwasem migdałowym na noc



Cała seria utrzymana jest w bardzo ładnej kolorystyce, która kojarzy mi się od razu z pielęgnacją skóry mieszanej i tłustej. Oba kremy w (chyba zafoliowanych) pudełeczkach, pojemność 50 ml, niewygodne zakrętki, bardzo przyjemny, cytrusowo-świeży zapach. Biały - dzień, zielony - noc. Cena to ok. 9 zł. Tyle o nich razem, teraz pojedynczo.


Krem na dzień

 
Wszystko widać na zdjęciu, więc nie będę przepisywać. 
Zależało mi głównie na ochronie przeciwsłonecznej (bo na noc stosowałam krem z kwasami), redukcji niedoskonałości i zaskórników oraz przywróceniu równowagi czyli wg mnie efekcie matującym. Po zakupie kremu na noc wysłałam maila do firmy z pytaniem jaka minimalna ochrona przeciwsłoneczna jest wskazana podczas kuracji i dostałam wymijającą odpowiedź, więc sprecyzowałam swoje pytanie (czy krem na dzień SPF 10 wystarczy) i otrzymałam potwierdzenie. Tak więc w kwestii ochrony muszę uwierzyć - nic złego nie działo się na twarzy. 
Reszta moich oczekiwań to dalej niespełnione pragnienia... Skóra w ogóle nie jest oczyszczona. Przez 2 miesiące "kuracji" cały czas wyskakiwały mi niespodzianki (i wielkie niespodziany), ale liczba zaskórników wcale się nie zmieniła. Krem po nałożeniu na twarz nie wchłania się do matu a skóra brzydko się błyszczy, świeci czego NIENAWIDZĘ! Podkład i puder ratują sprawę, ale efekt matujący to EFEKT MATUJĄCY! Jedyne z czego byłam zadowolona (poza zapachem) podczas stosowania kremu to nawilżanie na bardzo dobrym poziomie. Chociaż tyle.



Krem na noc

 

To raczej taki krem-żel. Tutaj liczyłam na złuszczenie naskórka, rozjaśnienie przebarwień oraz zmniejszenie zaskórników i rozszerzonych porów. I również się zawiodłam... Przez swoją konsystencję i sposób aplikacji (czyli wklepywanie) skończył mi się szybciej niż krem na dzień, ale skóra w dalszym ciągu jest zanieczyszczona a zaskórniki i pory bez zmian. To mój pierwszy krem z kwasami i być może 3% kwasu migdałowego to za mało, żeby móc coś zadziałać - nie wiem.
Krem pozostawiał skórę lekko lepką, ale mniej błyszczącą niż krem na dzień, ale rano sprawiała wrażenie wypoczętej i wypielęgnowanej. Największy minus kremu to brak możliwości rozprowadzenia na nim wszelkich preparatów wysuszających problemy skórne (chyba, że w formie żelowej) - wszystko się ześlizgiwało i rolowało.



Jednym słowem - ja ich nie polecam i więcej nie kupię


Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii na temat obu kremów. Czy u Was było lepiej? Jaki krem z kwasami możecie mi szczerze polecić? A jeśli Pharmaceris ;) to lepiej zacząć od 5 czy 10%?

niedziela, 7 września 2014

Denko - sierpień

Mój tradycyjny rozkład postów we wrześniu uległ zmianie przez wyniki rozdania, bo zwykle zaczynam miesiąc od denka, potem zakupy i reszta. W niczym to chyba nie przeszkadza tylko ja odczuwam jakieś zabałaganienie ;)

Koszyczek i tym razem nie podołał... Musze albo mniej zużywać albo znaleźć inny sposób przechowywania pustych opakowań.



Ciało - oczyszczanie


1. Ziaja, żel pod prysznic Gruszka i awokado - mój pierwszy ziajowy żel, ale wiem, że nie ostatni. Ślicznie pachniał a to dla mnie najważniejsze. Teraz mam grejpfruitowy, ale do tego wrócę na bank.

2. White Flower's, sól do kąpieli - zapach delikatny a działanie niezauważalne. Nie wiem czy kupię.

3. Luksja, żel pod prysznic - kremowa konsystencja, ale zapach taki średni, mało przyjemny. Nie kupię.

4. Tso Moriri, mydło glicerynowe Polskie maki - bardzo je lubię, ale przez dużą różnorodność zapachowo-wzorkową nie wracam 2 razy do tego samego ;). Kupię, ale inne.

5. Sulphur Zdrój, buskie spa siarczkowe - po nazwie spodziewałam się strasznego zapachu, ale było cytrusowo ;). Zużyłam na 2 razy, więc mało mogę powiedzieć - płyn bardzo wodnisty, ale dobrze się pienił choć piana szybko znikała. Nie kupię, bo wolę sole.

6. Avon, mydło peelingujące do stóp - całkiem ostre mydełko! Oczywiście to nie to samo co porządna tarka, ale spodziewałam się lekkiego łaskotania a tu czasem, przy dużym zbiorowisku tych drobinek, było niezłe tarcie. Może kiedyś kupię.


Twarz


7. Queen Helene, maseczka miętowa - recenzja tutaj. Ostatnio używałam jej głównie jako wysuszacz na krosty i świetnie sobie z tym radziła, więc jak tylko gdzieś ją znajdę to kupię.

8. Joanna, peeling do twarzy z gruszką - początkowo lubiłam, głównie za zapach, ale potem stwierdziłam, że wolę kremowe peelingi a nie takie żelowe. Słaby drapak i raczej nie kupię.

9. Bandi, kojący krem SPF 25 - recenzja tutaj. Nie kupię.

10. Tołpa, krem matujący - miałam, lubię i kupię.

11. Yves Rocher, krem do twarzy Hydra Vegetal - mocno pachnący żel, który zbyt długo się wchłania. Nie zdecyduję się na pełnowymiarową wersję.

12. Mariza, puder półtransparentny - to tester i kosztował grosze. Nie był tak mocno sprasowany, więc trochę pylił, ale to chyba cecha rozpoznawcza pudrów z Marizy. Odcień dla mnie idealny na lato, dobrze matowił, nie zapychał, ładnie pachniał. Kupię.


Ciało - pielęgnacja


13. Avon, wielozadaniowy balsam pielęgnacyjny - kocham go za zapach ♥ (owies + rumianek). Ogromna butla, ale dzięki pompce fajnie go się używało. Szybko się wchłaniał i dobrze nawilżał, ale tak na co dzień, nie długotrwale. Bardzo ładnie podkreślał moją opaleniznę, jakby wyrównywał koloryt skóry. Kupię.

14. Avon, mgiełka do ciała Fiołek - bardzo przyjemny spryskiwacz na lato o ładnym zapachu (miał pojawić się w Ulubieńcach minionych wakacji, ale ostatecznie zdecydowałam się na Tigera, bo jest głębszy, "wielonutowy" i przez to jeszcze ładniejszy). Kupię w przyszłym roku, ale może inny zapach na spróbowanie.

15. Avon, glicerynowy krem do rąk - edycja świąteczna. Kiedyś bardzo lubiłam te kremy, ale teraz wydaje mi się, że są gorsze niż dawniej. Albo to ja podniosłam poprzeczkę. Kupię jak opakowanie mi się spodoba.

16. She Foot, krem do stóp z masłem shea - całkiem przyjemny krem, dobrze nawilża. Mam jeszcze kilka próbek w zapasie i może kupię wersję pełnowymiarową.

17. Beauty Formulas, maska na stopy -  recenzja tutaj. Kupię.


Inne


18. Carea, płatki kosmetyczne - stale ich używam, ale teraz bardziej podobają mi się te zielone. Kupię.

19. Pilomax, maska do włosów zniszczonych - to już drugie opakowanie. Świetnie się u mnie spisuje i zapewnia błyskawiczny i zadowalający efekt. Używałam, gdy nie miałam czasu na długie maseczkowanie. Kupię.

20. Gentle Day, podpaski - wielki debiut na moim blogu, bo jeszcze nigdy nie pisałam o podpaskach. Długie prawie jak wkłady poporodowe ;), ale o wiele cieńsze i przyjemniejsze w używaniu. Nie kupię.


A jak Wam poszło w sierpniu? Więcej ubyło czy przybyło?
Znacie coś ode mnie?

niedziela, 2 marca 2014

Denko - luty

Luty był krótkim miesiącem, ale u mnie dość obfitym jeśli chodzi o zużyte kosmetyki. Część z nich miała/mogła się znaleźć jeszcze w styczniowym denku, ale się nie wyrobiłam lub specjalnie zostawiłam końcówkę, bo miała posłużyć do posta. Okazało się jednak, że zwyczajnie zabrakło mi na to czasu - mimo tak krótkiego miesiąca, w lutym miałam tylko jeden dzień wolny (pozostałe spędziłam albo w pracy albo na szkoleniu). Fukcjonuję teraz na zwiększonych obrotach i naprawdę jestem przemęczona. Ale cieszę się, że jakoś udaje mi się zachować regularność na blogu i choć mało, bo mało to staram się trzymać planu i publikować co nieco. Przejdźmy jednak do tematu.

Fotka zbiorcza


I po kolei:


1. Tołpa, żel do mycia twarzy i oczu - genialny żel o przepięknym zapachu!!! Przezroczysta, niepieniąca formuła świetnie oczyszczała twarz i zostawiała ją miękką i nawilżoną. Jedynym minusem jest wydobycie żelu gdy pompka przestaję działać na samym końcu, ale można sobie z tym poradzić. Z wielką przyjemnością wrócę do niego.
2. Tołpa, płyn micelarny do mycia twarzy i oczu - kolejny genialny produkt tej firmy!!! Ta seria stała się moim faworytem jeśli chodzi o demakijaż i oczyszczanie. Płyn świetnie radził sobie z moim makijażem oczu (czyli tuszem i kredką) oraz twarzy. Skóra była przyjemnie schłodzona, wygładzona i nawilżona bez uczucia zalepienia czy zatłuszczenia. Chcę go, chcę jeszcze nie raz!
(miała się pojawić recenzja tej dwójki, ale nie wyszło - może w przyszłości przy okazji kolejnych opakowań) 


3. Avon, maseczka do twarzy z glinką z Łaźni Termalnej - bardzo fajna maseczka o dość wyraźnym, orientalnym zapachu, więc nie każdemu może się podobać. Ja lubię glinki i z chęcią sięgnę po nią raz jeszcze, ale za jakiś czas, bo mam w kolejce zbyt dużo maseczek...
4. Marion, plasterki punktowe na wypryski - skończyłam zanim zdążyłam się pochwalić zakupem ;). W środku mamy 10 plasterków, ja je zużyłam w ciągu paru dni, bo próbowałam na syfy w różnym stadium rozwoju. Taką sporą, bolącą gulę, która właśnie się rozwijała, ale jeszcze nie nadawała do wyciśnięcia,  po nocy ładnie mi spłaszczył, sprawiając, że tak jakby się rozlała i przestała boleć. Nie wyciągnął jej na wierzch i teraz czuć jeszcze lekkie zgrubienie, ale przynajmniej nie widać bąbla jakby mnie komar ugryzł. Z kolei 2 syfy (mały i średni) świeżo wyciśnięte do rana były już konretnie podsuszone i spłaszczone, więc teraz muszę się tylko pozbyć śladu. Niestety, ale z jednym, chyba źle wyciśniętym, sobie nie poradził i w żaden sposób nie wpłynął na jego zmniejszenie. Jeśli plastry są źle przyklejone albo np. na nierównej powierzchni (typu broda czy inne załamania twarzy) to mogą się odkleić w nocy. Wypróbuję jeszcze kiedyś kolejne opakowanie, bo to jednak za mało, aby wyrobić sobie konkretną opinię - ja jestem zadowolona, ale siostra jest nimi mocno zawiedziona, więc nie wiem od czego to zależy.
5. Tołpa, nawilżający płyn micelarny do mycia twarzy i oczu - ten płyn już mnie tak nie zauroczył jak poprzednik. Mimo faktycznie dobrego nawilżania skóry podczas przemywania, z makijażem oczu radził sobie trochę gorzej i musiałam lekko pocierać (nie wystarczało dociskanie). Butla 400 ml wystarczyła mi na ok. 2 miesiące codziennego używania. Raczej nie wrócę.


6. Carea, płatki kosmetyczne
7. Mariza, lekki krem normalizujący - całkiem fajny krem o bardzo przyjemnym zapachu i lekkiej konsystencji. Świetnie matowił twarz i spisywał się jako baza pod makijaż. Nie zapychał, ale też nie sprawił, że całkowicie pozbyłam się problemu. Być może wrócę, bo cała ta zielona linia jest godna polecenia - chciałabym mieć możliwość używania wszystkich produktów w jednym czasie, aby lepiej zaobserwować działanie, ale może być ciężko, bo ich cena jest spora (bez promocji: żel - 15,6 zł, tonik - 13,6 zł, krem - 19,5 zł, maseczka - 15,9 zł) i nie jestem pewna czy adekwatna do jakości. Już wolę dołożyć parę groszy i zaiwestować w Pharmaceris.
8. Paese, mineralny podkład matujący - recenzja. Chętnie wrócę.
9. Tołpa, matujący krem korygujący - recenzja niebawem, bo prawie wszystko jest już przygotowane. Polecam i wrócę.


10. Paese, utwardzacz z żelazem - bardzo dobra odżywka, która zapewniała mi pożądany efekt mlecznych paznokci. Paznokcie były wzmocnione i się nie rozdwajały, używałam jej samodzielnie lub jako bazy pod lakier. Wrócę.
11. Avon, pilniczek - lubię te papierowe, choć szybko się zużywają. Te nie są tak ostre jak np. kupiony ostatnio na Allegro (niedługo zobaczycie go w poście z zakupami), więc nie niszczą paznokci, choć piłowanie idzie nieco wolniej.
12. Avon, odżywka do paznokci - zgluciła się w butelce i nie da się jej już używać. Nie chcę już tych odżywek, bo wolę mleczne.


13. Green Pharmacy, jedwab w płynie - bardzo fajny produkt, który dodatkowo ślicznie pachnie. Początkowo używałam tylko na końcówkach, ale potem wyżej i wyżej i też było ok. Wrócę.
14. Oueen Helene, gorąca odżywka do włosów Placenta - trzeba ją najpierw podgrzać a potem wetrzeć we włosy. Ja na swoje zużyłam całe opakowanie na raz i nie wyobrażam sobie inaczej, bo buteleczki nie da się już zamknąć ponownie. Zdziwiło mnie pojawienie się piany podczas masowania, ale ten ciepły okład był niezwykle przyjemny. Trochę nierównomiernie rozłożyłam ją na włosach, bo ciężko robić to jedną ręką - na przyszłość zapamiętam, że po otwarciu warto przelać ją od razu do jakiejś miseczki i tak z pewnością pójdzie łatwiej. Włosy się nie splątały, ładnie pachniały,były miękkie i nawilżone. Nic więcej nie umiem powiedzieć po jednym użyciu. Mam ochotę na regularne stosowanie.
15. Ziaja, szmpon do włosów przetłuszczających się - kupiłam dla 100 pkt Payback. Szampon jak szampon, fajny, lawendowy zapach (nie widać tego, bo tak uciełam zdjęcie...), niezbyt rzadka konsystencja, dobre oczyszczanie. Dobrze się pienił i nie plątał włosów. Kupię, ale inny zapach, nie do włosów przetłuszczających się.


16. Avon, żel pod prysznic Winter Cocoon - mój ulubiony zapach tego sezonu ♥. Żel ma raczej kremową konsystencję i kolor, ale to w niczym nie przeszkadza. Polecam gorąco, bo pewnie niedługo zniknie z oferty a jeszcze przez kilka dni można złapać 2 butelki 250 ml za 7,98 zł bodajże, więc super okazja.
17. Mariza, energetyzująca sól do kąpieli Grejpfrut - piękny, orzeźwiający, cytrusowy zapach. Nie powodowała wysuszenia skóry. Wrócę albo skuszę się na inne zapachy, jak będzie w równie dobrej promocji.
18. Original Source, płyn do kąpieli Pomarańcza i imbir - zapach wprost stworzony na okres świąteczno-zimowy. Ta butla wystarczyła mi na rok (2 nakrętki pod strumień wody) nieregularnego używania, ale np. latem rezygnowałam z niego, bo wtedy zapach był dla mnie zbyt duszący. Mega piana szybko nie znikała a zapach jeszcze długo unosił się w łazience. Z chęcią wrócę do tego zapachu kiedyś, bo teraz wyciągam czekoladowy ♥

19. Intimea, żel do higieny intymnej - bardzo lubię. Teraz pojawiła się też wersja 400 ml z pompką i kosztuje chyba 4 zł - początkowo byłam wściekła, bo nie widziałam tych starych butelek i myślałam, że zostały całkowicie wycofane i nie mamy wyboru, ale w innym sklepie znalazłam obie ceny i pojemności. Uff!
20. Eveline, diamentowy peeling-masaż myjący - recenzja pojawi się niedługo.


21. Avon, dezodorant w kulce Pur Blanca - zrezygnowałam z nich na rzecz LSS, ale nie wiem czy był to dobry wybór. Już te avonowe spisywały się lepiej... Jak nie znajdę nic lepszego to wrócę.
22. Safira, nawilżający balsam do ciała z masłem shea - dobry balsam do stosowania na co dzień. Byłam zaskoczona, bo kilka pierwszych psiknięć było pustych a kilkadziesiąt następnych sikało mi wodą... Widocznie balsam się trochę rozwarstwił, ale po przemieszaniu go pompką wszystko wróciło do normy. Szkoda mi było noży na cięcie tego mega grubego plastiku - w środku zostało trochę, ale jak pompka przestała działać to kombinowałam na różne sposoby i wydobyłam ile się dało (to, co zostało nie starczy na raz). Balsam pachnie średnio, ale całkiem dobrze nawilża i szybko się wchłania. Raczej nie wrócę.


23. Barwa, antybakteryjne mydło specjalne Balnea - nie ma na zdjęciu, tylko pudeleczko :) Myłam nim dłonie, mydło jak mydło - zapach taki apteczny, więc mało przyjemny.

Reszta to fotka takiego mojego zboczenia, bo zbieram te pudełeczka tekturowe po kosmetykach i wyrzucam je dopiero jak zdenkuję produkt - zawsze trzymam je w nadziei, że przydadzą się do recenzji ;) I większość niepotrzebnie zagraca mi kąty...



A jak u Was? Jak oceniacie kosmetyki z mojego denka jeśli je miałyście?

czwartek, 6 lutego 2014

Denko - styczeń

Witajcie na pierwszym denku z tego roku :)

źródło
Najpierw kilka słów wyjaśnień, bo ciężko mi się odnaleźć w nowej sytuacji - z końcem stycznia rozpoczęłam pracę a także kurs specjalizacyjny, więc tak zabiegana nie byłam już dawno. Uwierzcie, że zdążyłam się od tego odzwyczaić a tu znowu wpadłam w sam środek rwącej rzeki... To w sumie dobrze, bo mam kopa i power a także więcej chęci do działania, ale bywa różnie. No i straciłam trochę czas na bloga i czytanie książek - staram się regularnie nadrabiać zaległości u Was, ale z notkami u mnie już gorzej. Książka też codziennie usypia mnie do snu, ale dorwałam w końcu ostatnie 2 tomy Martina i aż mi szkoda, że nie mogę ich połknąć tak szybko jak bym chciała. Ale może to lepiej? Dzięki temu dłużej zatrzymam się w tym klimacie :)


Wracając do tematu, zdjęcia w dzisiejszym wpisie takie a nie inne - rano jest za ciemno a po pracy już w zasadzie też. Potraktujcie je więc bardziej jako takie poglądowe...


Twarz:




1. Avon, pianka oczyszczająca - często do niej wracam i nigdy mnie nie zawodzi. Kupię ponownie.
2. Fitomed, maseczka-peeling K+K - recenzja tutaj. Dla mnie zbyt agresywny, więc nie planuję zakupu.
3. Pharmaceris, fluid intensywnie kryjący - prezent od koleżanki i polubiłam go po tej próbce na tyle, że mam już wersję pełnowymiarową. Bardzo mi się podoba i możecie się spodziewać recenzji niedługo.

Włosy:


4. Ziaja, maska do włosów - całkiem fajna maseczka, taka właśnie do codziennej pielęgnacji jak cała seria. Bardzo przyjemny zapach i zadowalające działanie, więc rozważam powrót i do niej o do szamponu.
5. ASP Kitoko, balsam do włosów - przepiękny, salonowy zapach! Konsystencja dość gęsta i zbita, więc przez takie a nie inne opakowanie ciężko było go używać. Działanie bardzo na +! Nie znam firmy, nie wiem czy można to gdzieś dorwać, więc nie kupię. 

Kolorówka:


6. Avon, puder prasowany Light Medium - świetny i dobrze sprasowany puder, po którym twarz była niemal idealnie gładka, ale podejrzewam go o zapychanie... Może kiedyś wezmę jaśniejszy odcień, bo ten nadawał się tylko do używania przy pomocy pędzla - gąbka robiła na twarzy koszmarne plamy. Bardzo wydajny i praktyczny - zaczyna się kruszyć dopiero gdy zostanie go tylko na brzegach. 
7. Glazel, tester pudru wykańczającego - matowił na długo,  bardzo ładnie pachniał, ale trochę przesuszał i pylił. Przesypałam go sobie do pustego pudełeczka po pudrze Mariza i dzięki temu bardzo wygodnie mi się używało, bo z tej małej próbki nie dało rady.
8. Eveline, tusz do rzęs - mega dziwna szczoteczka z taką kulką na końcu, którą na początku parę razy dziabnęła mnie w oko :/ Nie wiem jakie było jej zadanie, ale jak nauczyłam się obsługi to rzęsy były ładnie podkreślone, nic się nie kruszył i dobrze schodził pod płynem micelarnym.
9. Avon, trójkolorowy błyszczyk - smakowity drań! Nie byłam z tego odcienia tak zadowolona jak z poprzedniego, ale i tak uważam, że spisywał sie całkiem dobrze. Dobrze nawilżał i pielęgnował usta - szkoda, że nie ma ich już w ofercie.


Ciało-oczyszczanie:


10. Avon, żel Dazzling - ciekawy, iście świąteczny zapach, ale konsystencja jakby troche rzadsza niż w żelach ze standardowej oferty. Zawsze kupuję sezonowe wersje zapachowe, więc i tym razem nie mogło być inaczej.
11. Mariza, płyn do higieny intymnej - UWIELBIAM!!! Płyn był rewelacyjny i pachniał przepięknie, tak nawet lekko zmysłowo. Używałam go długo (od marca mniej więcej), ale to dlatego, że był ukryty między innymi kosmetykami w łazience przed TŻem, bo lubi mi podkradać takie płyny do...mycia włosów i czasem sama o nim zwyczajnie zapominałam. Bardzo fajna, choć trochę rzadka konsystencja, formuła taka mlecznobiała i trzeba było co jakiś czas wstrząsać opakowaniem, bo warstwy się rozdzielały. Butelka spora (260 ml), smukła i wygodna, pompka ani razu się nie zacięła, więc wszystko na +. Chętnie powtórzę ten romans, ale jak dopadnę go w promocji, bo cena regularna absolutnie do mnie nie przemawia.
12. Mariza, sól do kąpieli Róża - planuję recenzję niedługo. Zapach godny polecenia dla miłośniczek różanych aromatów.

Ciało-pielęgnacja:


13. Avon, krem do rąk - kupiłam, bo spodobała mi się kolorystyka opakowań tej linii i nie spodziewałam się, że tak bardzo go polubię. Dość wyraźny zapach nie każdemu może przypaść do gustu, ale mnie zachwycał. Bardzo dobrze radził sobie z głębokim nawilżaniem dłoni, stosowałam go głównie wieczorem. Z wielką chęcią powtórzę zakup, bo niedługo będzie w dobrej promocji.
14. Mariza, krem do stóp - średniaczek. Do pięt ;) nie dorasta mojemu lawendowemu ulubieńcowi. Nie chcę go więcej.
15. Eveline, kremowe mleczko do ciała - bardzo poczciwe mleczko o ładnym oliwkowym zapachu, dobrze nawilżało, ale na zimę potrzebuję czegoś mocniejszego. Opakowanie, jak przystało na kosmetyki Eveline, aż pęka w szfach od wszelkich obietnic i informacji :). Mój pierwszy tego typu produkt z pompką i nie ostatni, bo mam jeszcze 2 inne w zapasie, ale nie powiem, żeby takie rozwiązanie mnie całkowicie zadowalało - o ile jeszcze na początku było super, bo nic się nie zacinało i bez problemu wydobywało, to jak pompka przestała nabierać mleczko to okazało się, że w opakowaniu zostało ok. 5 cm produktu. Musiałam ciąć piłką do chleba a potem tytanowymi nożyczkami, bo taki to twardy plastik. 

Zapach:


16. Avon, woda Pur Blanca Elegance - miałam już chyba wszystkie wersje PB i ta na chwilę obecną podoba mi sie najbardziej. Zapach trwały i faktycznie bardzo elegancki, więc polecam. Rzadko wracam do tego samego zapachu, więc raczej wybiorę coś nowego.

Próbki i inne:


1. Carea, płatki kosmetyczne
2. Avon, serum naprawcze x 6
3. Bandi x 5 - na uwagę zasługują 3 białe saszetki czyli kojący krem do skory tłustej i 2 x krem redukujący zaczerwienienia. Bardzo podpasowały mojej twarzy zarówno pod względem pięknego i delikatnego zapachu jak i działania i gdyby mnie było stać to chętnie zakupiłabym wersje pełnowymiarowe. 
4. Nivea, krem na dzień - nawet mi się spodobało jego działanie i szybkie wchłanianie, ale zapach dla mnie zbyt intensywny i długo utrzymujący się na twarzy
5. Ziaja, krem ochronny na dzień - absolutnie nie nadaje się dla mnie na dzień, bo bardzo się błyszczy na twarzy. Stosowałam go na noc i rano buzia była miękka i gładka oraz matowa.
6. Efektima, maseczka nawilżająca - ratowałam nią buźkę po Sylwestrze, bo nie chciało mi się zmyć makijażu ;) Ślicznie pachnie, dość dobrze nawilża, ale nie lubię takich wchłaniających się maseczek, których resztek trzeba się jakoś pozbyć z twarzy - mimo, że zostaje tego niewiele to zwykle ciężko idzie usuwanie.

Uff! Powoli widać światło w moim próbkowym tunelu :)


Wyrzutki:

błyszczyki
olejek
+
coś na odchudzanie


Znacie coś? Jak Wasze pierwsze denka w tym roku?