Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tso moriri. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tso moriri. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 października 2014

Denko - wrzesień

Denko we wrześniu, podczas dokładania kolejnych pustych pudełeczek, wydawało się zapowiadać raczej skromnie, ale okazało się, że nie jest tak źle ;) Koszyczek, mimo wszystko, znowu nie dał rady - aż pęka w szwach.


Twarz

1. Garnier, płyn micelarny 3 w 1 - recenzja tutaj. Świetny płyn i z pewnością i wielką chęcią do niego wrócę.

2. Avon, pianka głęboko oczyszczająca - bardzo skuteczny i wydajny produkt, do którego wracam regularnie.

3. Purederm, chusteczki oczyszczające przeciwtrądzikowe - miałam ich używać tylko w chwilach wyjątkowego lenistwa i braku czasu na normalny demakijaż, ale bałam się, że mi wyschną, więc zużyłam dzień po dniu. Bardzo wilgotne i dzięki temu dobrze usuwały makijaż (nawet kredkę i tusz do rzęs), ale drobne poprawki płynem też były konieczne. W kwestii trądziku rewolucyjnych zmian nie zauważyłam.

4. Beauty Formulas, plasterki na krosty - któreś z kolei opakowanie i wiem, że nie ostatnie. Bardzo je lubię.

5. Cleanic, płatki do peelingu - duże płaty z dawką solidnego drapania. Jak już czułam, że wystarczy to stroną bez drobinek peelingujących ścierałam pozostałości z twarzy (bo właśnie podczas używania na twarzy zostają te drobinki). Całkiem fajny produkt, ale wolę raczej tradycyjne peelingowanie.


Ciało

6. Avon, kremowy żel pod prysznic - zapach nie przypadł mi do gustu. Żele Senses bardzo lubię, ale do tej wersji już nie wrócę.

7. Soraya, żel pod prysznic - ostatni żel z mojej trylogii. Przyjemny zapach, skuteczne działanie, ale ta galaretowata konsystencją pod koniec już mnie trochę męczyła. Kupię, ale wersję malinową.

8. Soraya, żel do higieny intymnej - wakacyjny ulubieniec. Recenzja niedługo.

9. Oriflame, dezodorant antyperspiracyjny - koleżanka kupuje je regularnie, więc w końcu ja postanowiłam spróbować. Zapach przepiękny! Taki świeży i rześki, ale działanie jak dla mnie ciut za słabe (zwłaszcza przy mojej aktualnej aktywności rowerowej).

10. Tso Moriri, mydełko glicerynowe - wersja makowa chyba. Oprócz ładnego zapachu i dobrego działania, pełnią też funkcję ozdobną w łazience, więc wracam do nich regularnie.


Włosy

11. L'biotica, maska do włosów Keratyna + Jedwab - po wielu pochlebnych recenzjach (tylko raczej ogólnie masek L'Biotica, nie pamiętam czy i tej konkretnie) spodziewałam się efektu WOW na głowie, ale tak się nie stało. Nie jest całkiem do niczego, bo jednak nie obciążała włosów i co nieco o nie dbała, ale mając porównanie do maski Pilomax wybieram tą drugą. Pod koniec używania zapach był okropny - tak jakby wąchać stare kremy a od otwarcia nie minął jeszcze rok.

12. Avon, kuracja Gładkość jedwabiu - taki przyjemny zwyklaczek. Mało wydajny - ta buteleczka skończyła się bardzo szybko, o wiele szybciej niż zielone serum. Stosowałam na włosy tuż po myciu i nie zauważyłam obciążania czy zlepiania (jak w przypadku serum z olejkiem arganowym). Plus za ładny zapach. Nie wrócę.


Twarz - kolorówka

13. Biochemia Urody, puder bambusowy - mój pierwszy raz i nie ostatni. Świetny puder! Doskonale matowił i nie zapychał przy tym. Trochę pylił, więc i nos od środka miałam przypudrowany, ale można się przyzwyczaić. Kupię z pewnością.

14. Mariza, aksamitny fluid matująco-kryjący - ten fluid z kolei jest regularnie kupowany przez moją szwagierkę, która uważa, że jest lepszy niż Revlon i poleca go wszystkim na każdym kroku. Musiałam sprawdzić czym się tak zachwyca. Podkład fajnie wyrównuje koloryt, dobrze leży na twarzy i matuje na długo, ale z kryciem nie radzi sobie tak, jakbym tego oczekiwała - raczej tylko maskuje drobne niedoskonałości. Do tego ślicznie pachnie i jest tani jak barszcz (16 zł/30 ml bez promocji a ja mam jeszcze ze zniżką). Być może wrócę.

15. Barwa, peeling drobnoziarnisty - 2 saszetki, brak ich na zdjęciu, bo opakowanie się zapodziało. Po wyciśnięciu wygląda na słabiaka, ale na twarzy okazuje się, że całkiem dobrze ściera. Do tego ładnie pachnie, tak cytrusowo. Podejrzewam, że capnę go jeszcze kiedyś w drogerii.



I to tyle. Znacie coś?
Jak Wam poszło?

niedziela, 7 września 2014

Denko - sierpień

Mój tradycyjny rozkład postów we wrześniu uległ zmianie przez wyniki rozdania, bo zwykle zaczynam miesiąc od denka, potem zakupy i reszta. W niczym to chyba nie przeszkadza tylko ja odczuwam jakieś zabałaganienie ;)

Koszyczek i tym razem nie podołał... Musze albo mniej zużywać albo znaleźć inny sposób przechowywania pustych opakowań.



Ciało - oczyszczanie


1. Ziaja, żel pod prysznic Gruszka i awokado - mój pierwszy ziajowy żel, ale wiem, że nie ostatni. Ślicznie pachniał a to dla mnie najważniejsze. Teraz mam grejpfruitowy, ale do tego wrócę na bank.

2. White Flower's, sól do kąpieli - zapach delikatny a działanie niezauważalne. Nie wiem czy kupię.

3. Luksja, żel pod prysznic - kremowa konsystencja, ale zapach taki średni, mało przyjemny. Nie kupię.

4. Tso Moriri, mydło glicerynowe Polskie maki - bardzo je lubię, ale przez dużą różnorodność zapachowo-wzorkową nie wracam 2 razy do tego samego ;). Kupię, ale inne.

5. Sulphur Zdrój, buskie spa siarczkowe - po nazwie spodziewałam się strasznego zapachu, ale było cytrusowo ;). Zużyłam na 2 razy, więc mało mogę powiedzieć - płyn bardzo wodnisty, ale dobrze się pienił choć piana szybko znikała. Nie kupię, bo wolę sole.

6. Avon, mydło peelingujące do stóp - całkiem ostre mydełko! Oczywiście to nie to samo co porządna tarka, ale spodziewałam się lekkiego łaskotania a tu czasem, przy dużym zbiorowisku tych drobinek, było niezłe tarcie. Może kiedyś kupię.


Twarz


7. Queen Helene, maseczka miętowa - recenzja tutaj. Ostatnio używałam jej głównie jako wysuszacz na krosty i świetnie sobie z tym radziła, więc jak tylko gdzieś ją znajdę to kupię.

8. Joanna, peeling do twarzy z gruszką - początkowo lubiłam, głównie za zapach, ale potem stwierdziłam, że wolę kremowe peelingi a nie takie żelowe. Słaby drapak i raczej nie kupię.

9. Bandi, kojący krem SPF 25 - recenzja tutaj. Nie kupię.

10. Tołpa, krem matujący - miałam, lubię i kupię.

11. Yves Rocher, krem do twarzy Hydra Vegetal - mocno pachnący żel, który zbyt długo się wchłania. Nie zdecyduję się na pełnowymiarową wersję.

12. Mariza, puder półtransparentny - to tester i kosztował grosze. Nie był tak mocno sprasowany, więc trochę pylił, ale to chyba cecha rozpoznawcza pudrów z Marizy. Odcień dla mnie idealny na lato, dobrze matowił, nie zapychał, ładnie pachniał. Kupię.


Ciało - pielęgnacja


13. Avon, wielozadaniowy balsam pielęgnacyjny - kocham go za zapach ♥ (owies + rumianek). Ogromna butla, ale dzięki pompce fajnie go się używało. Szybko się wchłaniał i dobrze nawilżał, ale tak na co dzień, nie długotrwale. Bardzo ładnie podkreślał moją opaleniznę, jakby wyrównywał koloryt skóry. Kupię.

14. Avon, mgiełka do ciała Fiołek - bardzo przyjemny spryskiwacz na lato o ładnym zapachu (miał pojawić się w Ulubieńcach minionych wakacji, ale ostatecznie zdecydowałam się na Tigera, bo jest głębszy, "wielonutowy" i przez to jeszcze ładniejszy). Kupię w przyszłym roku, ale może inny zapach na spróbowanie.

15. Avon, glicerynowy krem do rąk - edycja świąteczna. Kiedyś bardzo lubiłam te kremy, ale teraz wydaje mi się, że są gorsze niż dawniej. Albo to ja podniosłam poprzeczkę. Kupię jak opakowanie mi się spodoba.

16. She Foot, krem do stóp z masłem shea - całkiem przyjemny krem, dobrze nawilża. Mam jeszcze kilka próbek w zapasie i może kupię wersję pełnowymiarową.

17. Beauty Formulas, maska na stopy -  recenzja tutaj. Kupię.


Inne


18. Carea, płatki kosmetyczne - stale ich używam, ale teraz bardziej podobają mi się te zielone. Kupię.

19. Pilomax, maska do włosów zniszczonych - to już drugie opakowanie. Świetnie się u mnie spisuje i zapewnia błyskawiczny i zadowalający efekt. Używałam, gdy nie miałam czasu na długie maseczkowanie. Kupię.

20. Gentle Day, podpaski - wielki debiut na moim blogu, bo jeszcze nigdy nie pisałam o podpaskach. Długie prawie jak wkłady poporodowe ;), ale o wiele cieńsze i przyjemniejsze w używaniu. Nie kupię.


A jak Wam poszło w sierpniu? Więcej ubyło czy przybyło?
Znacie coś ode mnie?

niedziela, 3 sierpnia 2014

Denko - lipiec

Lipiec był dla mnie długim miesiącem, więc sporo udało mi się zużyć. W końcu zdenkowałam sporo żeli pod prysznic, bo już mnie zaczyna męczyć to codzienne zastanawianie się na co mam dziś ochotę - planuję ograniczyć liczbę stojących na wannie środków myjących do ciała do maksimum 5 (nie pytajcie ile stoi ich teraz...). Poopróżniałam końcówki butelek i tym sposobem aż tyle dziś tego.


Ciało - oczyszczanie:


1. BeBeauty, żel pod prysznic Bali - żel z drobinkami peelingującym o MEGA przyjemnym zapachu ♥. Nie znam innych wersji a ten stał się moim ulubieńcem i już szukałam kolejnej butelki, ale ich nie ma!!! :(

2. Original Source, żel pod prysznic Kaktus i Guarana - kolejny ulubieniec!!! Tak soczyście owocowy zapach, że miałam ochotę go liznąć z ciała! Wersja sezonowa, więc też się boję, że już go nigdzie nie znajdę. :(

3. Oriflame, żel pod prysznic Parisian Delight - zapach przyjemny, ale raczej z tych wieczorowych, bo taki trochę perfumowy. Konsystencja zbyt rzadka jak dla mnie, więc nie kupię więcej.

4. Apart, nektar do kąpieli liczi i żurawina - kolejny świeży i rześki zapach. Stosowałam go do wanny jako nektar oraz jako żel pod prysznic, w obu przypadkach spisywał się bardzo dobrze.

5. Avon, peeling do ciała Garden of Eden - nie przepadam za peelingami z serii Senses, bo są słabe, ale ten kupiłam tylko dla zapachu - idealny na lato! Jeden z moich ulubionych w Avonie.

6. Bingo Spa, solanka z minerałami z Morza Martwego z ekstraktem soku Noni - kolejna bingowa sól, która swoim zapachem przenosi mnie do parku wodnego Tropicana ♥. Kończą mi się już sole, więc muszę pomyśleć nad porobieniem zapasów.

7. Mariza, rewitalizujący płyn do kąpieli Jaśmin - bardzo wydajna ta beczułka! Płyn dawał dużo piany i spełniał swoją rolę, ale zapachowo bardziej podoba mi się używana jeszcze Brzoskwinia.

8. Tso Moriri, mus pod prysznic Amore - recenzja tutaj. Będę wierną użytkowniczką ♥ ♥ ♥


Włosy:


9. Pilomax, maska do włosów ciemnych - recenzja niedługo.

10. DeBa, szampon odżywczy - nie byłam z niego zadowolona, więc większość poszła do mycia pędzli.


Twarz - pielęgnacja i makijaż:


11. Miraculum, krem zwężający pory cera tłusta i mieszana - prezent z czerwcowego spotkania blogerek z terminem ważności do sierpnia... Dopiero pod koniec lipca doczytałam, że nadaje się i na dzień i na noc i dzięki temu udało mi się go zużyć. Idealnie dopasowany do mojej cery, bardzo ładnie pachniał i dobrze matowił oraz dawał radę jako baza pod makijaż (jedynie fluid matujący Pharmaceris wyglądał źle, ale on jest jakiś problematyczny, bo jeszcze na żadnym kremie nie wyglądał dobrze...). Nie zauważyłam zapychania, pojawiło się parę syfów w trakcie używania, ale nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że to jego wina.

12. Mariza, podkład balansujący - długo na niego czekałam (tzn. na promocję) i polubiłam niemal od pierwszego użycia. Piękny zapach, bardzo dobrze matowił i nie tworzył na twarzy efektu maski. Jedynie krycie mogło być ciut mocniejsze, ale i tak mam zamiar kupić go jeszcze.

13. Rimmel, tusz do rzęs - nie miałam z nim większych problemów. Ładnie podkreślał moje rzęsy, tak idealnie na co dzień.

14. Avon, baza pod cienie do powiek - recenzja tutaj. Koniecznie kupię niedługo, bo mam inną i jest słaba.

15. Tołpa, matujący płyn micelarny-tonik 2 w 1 - bardzo fajny płyn o przyjemnym zapachu. Początkowo używałam go tylko do twarzy, bo na butelce była informacja, żeby omijać okolice oczu, ale gdzieś u kogoś przeczytałam, że świetnie sobie radzi z tuszem, więc czasami i tak go używałam.Wrócę.


Inne:


16. Cztery Pory Roku, krem do rąk - fajny i baaardzo wydajny krem. Dobrze nawilżał, szybko się wchłaniał.

17. Efektima, peeling i maska do stóp - nie zużyłam, bo się przeterminowały i po wydobyciu wyglądały bardzo dziwnie. Stopy nie twarz, mogą znieść więcej, ale wolałam nie ryzykować.

18. Biały Jeleń, hipoalergiczna emulsja do higieny intymnej - nic szczególnego, choć zapach ładny.

19. Avon, woda Femme - ciekawy zapach, ale nie na tyle, żebym miała do niego wrócić.

20. SheFoot, odżywczy krem do stóp i paznokci - 2 saszetki i mało mogę powiedzieć, ale mam ich jeszcze kilka, więc następnym razem napiszę coś więcej.


Miałyście okazję używać coś z mojego spisu? Jak wrażenia?


Już niebawem post zakupowy, zapraszam :)

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozkosz dla ciała i zmysłów czyli mus pod prysznic Amore, Tso Moriri

Czekając na zdjęcia z wczorajszego spotkania umilę sobie czas pisząc Wam o kolejnym produkcie Tso Moriri (pierwszym był peeling), który zawrócił mi w głowie. Oczywiście przez nos do serca i nie ma się co dziwić, w końcu to seria Amore ;)


Kremowy mus pod prysznic
amore


Przepraszam Was za tak sfatygowane opakowanie, ale nie zrobiłam zdjęć nowości, od razu po zakupie. Tak samo z zawartością. Dopiero jak wsadziłam tam paluchy przypomniałam sobie o fotkach...


Opakowanie jak widać amelinowe (ależ ja lubię to słowo! ;)) czyli aluminiowe. Zakręcane i dodatkowo zaplombowane naklejką, więc nikt nam go wcześniej nie wywącha ani nie wymaca. Etykieta zniszczyła się tylko od wilgoci, bo tak to mocno trzyma się i nigdzie nie odkleja. Szkoda, bo pewnie znalazłabym jakieś zastosowanie po opróżnieniu.


W środku jak widać jasnoróżowa maź, która jest dość zbita, ale pod wpływem ciepła ciała (póki co rąk konkretnie) mięknie i zamienia się w coś podobnego do masła spożywczego czy raczej margaryny. Zawsze rozcieram sobie porcje w dłoniach i rozprowadzam ją na ciele. I szaleństwo się zaczyna!

Mus znika w oczach i na skórze lekko się pieniąc i pielęgnując ciało już od pierwszej chwili. Czuć niezwykłą gładkość i miękkość a zapach, który roztacza się dookoła jest fantastyczny! Bardzo żałuję, że nie możecie teraz tego poczuć...
Po spłukaniu resztek i osuszeniu ręcznikiem ciało nadal jest miękkie, nawilżone i bardzo pachnące - zapach utrzymuje się do kilku godzin, ale nie jest nachalny czy męczący. Nie miesza sie też i nie psuje zapachu perfum, choć czasem nie używam już niczego zapachowego po takim prysznicu. Co najważniejsze - nawilżenie również utrzymuje się bardzo długo, dłużej niż zapach. I nie jest to uczucie takiego zalepienia skóry dziwnym filmem a niezwykle przyjemna, aksamitna wręcz gładkość. Nie ma potrzeby używania innych nawilżaczy.

O wydajności niestety się nie wypowiem, bo w przypadku tego musu jestem bardzo oszczędna, używam go tylko na specjalne okazje i tylko na górne partie ciała. O dolne dbam inaczej ;)


Skład dla tych, co się na tym znają:


Cena/dostępność:
ok. 30 zł w sklepie stacjonarnym/aptece (w internetach trochę drożej)


Ja jestem zachwycona linią Amore choć nie miałam jeszcze przyjemności poznać masła. I mam dylemat, bo z jednej strony chcę popróbować innych produktów firmy a z drugiej, zapach i działanie Amore tak bardzo przypadł mi do gustu, że nie wiem co robić. Decyzję zapewne podejmę dopiero w sklepie :)


Miałyście okazję poznać produkty Tso Moriri? Co możecie polecić?

piątek, 6 czerwca 2014

Denko - maj

W końcu jako tako się ogarnęłam, więc czym prędzej biorę się za rozliczenie denka. Poszło całkiem nieźle, patrząc po koszyczku nie spodziewałam się, że aż tyle tego się uzbierało. Same zerknijcie



1. Artiste, szampon do włosów suchych i zniszczonych - bubel, którego nie polecam; więcej tutaj.

2. Tso Moriri, peeling cukrowy z malinami - cudowny i przepysznie pachnący peeling. Moje odkrycie i ulubieniec ubiegłego roku ♥ recenzja tutaj. To z całą pewnością nie jest moje ostatnie opakowanie.

3. Pharmaceris, delikatny fluid intensywnie kryjący - bardzo dobry podkład mimo tego, że nie był idealny. Recenzja tutaj.

4. Cetaphil, łagodna emulsja do mycia - próbka, więc szybko się skończyła, ale zaskoczyła mnie pozytywnie. Stosowałam ją rano i dobrze oczyszczała a co najważniejsze, radziła sobie ze zmywaniem "placków" po miętowej maseczce Queen Helene a nie każdy preparat myjący sobie z tym radzi. Nie wiem czy skuszę się na pełnowymiarową wersję, bo trochę kosztuje a do porannego oczyszczania wystarczają mi dużo tańsze preparaty.

5. Mariza, krem nawilżająco-wygładzający - recenzja tutaj. Mam kolejne opakowanie.

6. Carea, płatki kosmetyczne - 2 fioletowe opakowania, analizowałam je tutaj.

7. Tołpa, matujący krem nawilżający - bardzo dobry krem i z chęcią do niego wrócę. Parę słów o nim tutaj.

8. Soraya, żel pod prysznic Chocolate Kiss - z ulgą go wykończyłam, bo zapach bardzo mnie męczył. Rozpisywałam się na temat tych żeli tutaj. Do tego zapachu z pewnością nie wrócę.

9. Ferity, zmywacz do paznokci w płatkach - skuteczny zmywacz w ciekawej formie, recenzja tutaj. Jak jeszcze gdzieś na nie trafię to wezmę, może inny zapach na wypróbowanie.

10. Bingo Spa, żel pod prysznic - fajny żel, ładny zapach i atrakcyjna cena (2,55 zł w promo). Pewnie kupię jeszcze kilka butelek jak tylko będę robić zamówienie, bo TŻ bardzo go polubił.

11. Green Pharmacy, płyn micelarny - (niech Was nie zmyli to czerwone opakowanie po szamponie) odlewka od koleżanki, dlatego nie wiem, która to wersja. Do oczyszczania twarzy użyłam go 2 razy i zauważyłam, że się pieni (?), więc resztę zużyłam do demakijażu oczu. I tu radził sobie świetnie! Doskonale usuwał tusz bez konieczności pocierania - wystarczyło jedynie kilka razy przyklepać nasączony wacik do rzęs. Z chęcią kupię całe opakowanie jak tylko znajdę je gdzieś u siebie.

12. Avon, peeling do ciała ze śródziemnomorską oliwą z oliwek i kwiatem pomarańczy - lubię i często wracam do tych peelingów. Nie są silnymi zdzierakami, ale z powodzeniem nadają się nawet na co dzień.

13. Avon, serum antycellulitowe o podwójnym działaniu - tragedia... Miałam kiedyś ten produkt w innym opakowaniu, bo poznałam po zapachu :/. Wchłania się wolno, nogi się błyszczą, czuć lekkie chłodzenie i to tyle jeśli chodzi o działanie antycellulitowe... Nie chcę więcej.


Wyrzutki:


1. Oriflame, błyszczyk
2. Bandi, próbka kremu pod oczy
3. Sensique, korektor 2 w 1
4. Avon, próbka podkładu rozświetlająco-antystresowego


Muszę się przyjrzeć mojej kolekcji próbek, bo dawno już niczego stamtąd nie użyłam a terminy mogą się kończyć. Może w czerwcu coś się uda.


Jak Wasze denka majowe? Używałyście może coś z mojej listy i podzielacie opinię?

niedziela, 5 stycznia 2014

Denko - grudzień

Wracam do Was w worku pokutnym... Zaniedbałam bloga, zaniedbałam wszystko... Jak za chwilę się przekonacie, grudzień nie tylko nie sprzyjał mojej bytności w tym miejscu, ale też jakoś ciężko szło zużywanie. Ciężki miesiąc pod każdym względem. Jak to dobrze, że już nowy miesiąc!
Do rzeczy:


1. Dabur, woda różana - świetny produkt, którego używam rano do tonizacji oraz do rozrabiania sypkich maseczek. Planuję recenzję, więc jeśli jesteście ciekawe to bądzcie czujne ;) Kolejną flaszkę już mam i używam.

2. Soraya, żel pod prysznic Lemon Twist - bardzo przyjemny żel, mam zamiar zrecenzować niebawem wszystkie żele Soraya, jakie miałam przyjemność używać, więc również zapraszam.

3. Oriflame, tonik normalizujący - cieszę się ogromnie, że w końcu dno, bo długo z nim walczyłam. Produkt w wygodnym opakowaniu z psikaczem, ale przez to meeeega wydajny. Jeśli się komuś podoba to nawet lepiej, mnie jednak nie zachwycił, więc psikałam na wacik, żeby szybciej wykończyć. Nie zalepiał twarzy jak najgorsze używane przeze mnie toniki, ale to i tak nie to, czego oczekuję od toniku. Opakowanie zostawiam.

4. Avon, szampon z odżywką Morela i masło shea - szampon w sam raz do codziennej pielęgnacji. Ładnie pachniał, nie plątał włosów, ale też nie odżywiał ich jakoś szczególnie, więc i tak stosowałam maski czy odżywki. Może kupię, bo lubię szampony z tej serii.

5. Floslek, dwufazowy płyn do demakijażu oczu - moja recenzja tutaj. Mimo tego, że świetnie radził sobie nawet z najmocniejszym makijażem to przez dyskomfort jaki odczuwałam na powiekach po użyciu nie kupię go.



6. Green Pharmacy, masło do ciała Róża piżmowa i zielona herbata - moje pierwsze masełko tej firmy a w zapasie mam jeszcze jeden zapach, więc być może pokuszę się o recenzję obu razem. Całkiem fajny produkt, choć dla mnie jego konsystencja była bardziej musowa niż maślana.

7. Mariza, oczyszczająca maseczka do twarzy - miałą być recenzja, ale się nie wyrobiłam. Maseczka z glinką zieloną, ale jej kolor zaskoczył mnie już od pierwszego użycia, bo jest wyjątkowo ciemny i taki szlamowo-błotny. Zapach, wbrew pozorom, bardzo przyjemny, konsystencja dość rzadka i łatwiej mi się ją rozprowadzało na suchej twarzy niż na zwilżonej, tak jak zalecał producent. Mimo regularnego stosowania, nie zauważyłam poprawy stanu mojego zasyfionego fejsa, choć po zmyciu był on fajnie zmatowiony, miękki i gładki. Ale z syfami nie działo się nic - nie było ich ani więcej ani mniej... Szkoda, bo na to liczyłam najbardziej. Nie kupię jej ponownie, bo mam spory zapas maseczek w tubkach a ostatnio zaczynam się też przerzucać na takie sypkie do rozrabiania w domu.

8. Joanna, maseczka do włosów z olejkiem arganowym - powiedziałabym, że to raczej maska niż maseczka. Bardzo gęsta i bogata, więc łatwo było przesadzić z ilością. Tak jak było z szamponem i odżywką z tej linii, produkt raz mi się podobał raz nie. Nie wrócę.

9. Avon, Magix zaawansowany podkład matująco-wygładzający - recenzja niebawem. Dla mnie to chyba najlepszy podkład z Avonu i wielka szkoda, że lada moment będzie wycofywany z regularnej sprzedaży. Muszę zrobić zapas.


1. Ziaja, kuracja nawilżająca.

2. Sanoflore, miodowy krem do skóry wrażliwej.

3. Avon, serum naprawcze.

4. Tso Moriri, tonik Róża - próbka, która niestety nie zachęciła mnie do zakupu pełnowymiarowego opakowania. Ten pojemniczek starczył mi na ok. 10 użyć i na początku było ok, ale tak za połową opakowania wystąpiła jakaś reakcja alergiczna, bo wszędzie tam gdzie przetarłam twarz wacikiem wystąpiło zaczerwienienie. Mam jeszcze czarną porzeczkę.

5. Carea, płatki kosmetyczne.


6. Avon, żelowa kredka Super Shock - uwielbiam te kredki!!! Niedawno przybyły mi 2 nowe odcienie, którymi jestem zachwycona na maksa, więc mam zamiar pokazać je Wam w całej okazałości. Polecam, polecam, polecam!!!


Wasze denka już mniej więcej widziałam, więc nie będę pytać jak Wam poszło, ale czy znacie coś ode mnie? Jak te produkty spisały się u Was?

środa, 6 listopada 2013

W malinowym chruśniaku z peelingiem Tso Moriri

Za każdym razem gdy mam do czynienie z malinami przypomina mi się ten wiersz... Najbardziej zmysłowy i erotyczny, liryczny ulubieniec, który jak żaden inny działa na moją wyobraźnię... Leśmiana lubię, a za ten wiersz kocham! A zbieranie malin na zimowe soki nabrało innego znaczenia ;)

Wracając jednak do drugiej części tytułu, dzis chciałabym podzielić się z Wami opinią o produkcie, który jest ze mną już od kilku miesięcy i wiem, że jesteście nim bardzo zainteresowane. Przed Wami




peeling cukrowy z malinami



O produkcie:
Peeling cukrowy z cząstkami malin i o wyjątkowym aromacie prawdziwej miłości. Oczyszcza skórę i usuwa martwe komórki naskórka. Cukier zawarty w peelingu delikatnie rozpuszcza się pod wodą dzięki czemu jest on odpowiedni nawet dla delikatnej skóry. Maliny to bogactwo witamin, minerałów oraz kwasów owocowych, które wygładzają i nawilżają skórę. Po zastosowaniu peelingu skóra staje się jedwabiście gładka. 


O firmie możecie poczytać sobie tutaj.
Peeling pochodzi z serii Amore i to właśnie nazwa, kolor opakowania, główny składnik czyli maliny skusiły mnie na zakup. Wydarzyło się to w okolicach Walentynek, więc już słodziej być nie może ;)



Peeling otrzymujemy w metalowym opakowaniu, które wygląda jak amelinum. Jest zakręcane i dodatkowo zaplombowane naklejką z napisem Tso Moriri, więc nie ma opcji, żeby ktoś coś wcześniej wąchał czy macał.
Minimalizm w designie, ale to coś, co lubię.

(Szkoda tylko, żę w sklepie cena naklejana jest u góry na etykiecie, bo ciężko ją zerwać i poniszczyła mi pudełeczko...)  


W środku peeling jest naładowany po same brzegi. Widzimy różową, zbitą masę z zatopionymi dużymi kawałkami malin ♥. Aż trudno się oprzeć przed dziabnięciem palcem czy przytknięciem nosa, o smakowaniu już nie wspomnę...


Mimo tak gęstej konsystencji, produkt nie sypie się podczas używania - jedynie malinki czasem wpadają do wody. Bardzo łatwo rozprowadza się go na ciele, w kontakcie z wodą peeling nabiera poślizgu i cukier powoli zaczyna się rozpuszczać. Po kilkuminutowym zabiegu na ciele pozostają już same malinki a nas otacza niebywały aromat!

No właśnie, zapach... 
źródło
Jest to niezwykła mieszanka aromatu malin i kobiecych perfum! 
Perfum, które nie zabijają prawdziwego zapachu malin - podczas używania, gdy wpadnie nam w ręce kawałek maliny i rozdrobnimy ją w palcach to czuć najprawdziwszą malinę! Ale nie taką z krzaka tylko taką, z której na maksa wyciśnięto już sok - tak pachnie to, co zostaje z malin po wyciśnięciu soku czyli te wytłoczyny (wiem coś o tym, bo przerabiam to każdego lata). 

 

Skóra po użyciu jest miękka i gładka oraz nawilżona, taka satynowa. Peeling pozostawia delikatną warstwę na ciele, więc nie ma już potrzeby nawilżania się balsamami. Powiem więcej - jest to nawet niewskazane, bo skóra pachnie PRZE-PIĘK-NIE i ten efekt utrzymuje się do kilku godzin, więc użycie balsamu mogłoby stworzyć dziwną mieszankę zapachową (no chyba, że byłby to mus do ciała z serii Amore).


Skład:
nawet dla takiego laika jak ja wydaje się być bardzo w porządku



Cena:
ok. 39.90 zł (w sklepie stacjonarnym)/ 150 g

Dostępność:
sklepy internetowe, apteki w większych miastach, małe sklepiki z kosmetykami naturalnymi


Powiem Wam, że ja jestem tym produktem totalnie zauroczona! Wiecie, że zawsze biadolę nad ceną i zwykle wolę mieć więcej za mniej, ale ten produkt tak bardzo przekonał mnie do siebie, że zakupiłam też kremowy mus pod prysznic z serii Amore i mam ochotę na inne wersje zapachowe peelingów (choć obawiam się, że żaden inny zapach nie będzie w stanie tak mi zawrócić w głowie). Cena niesie za sobą jednak ten minus, że traktuję ten produkt bardzo ekskluzywnie - używam go w wyjątkowych momentach, bo chcę nim się cieszyć jak najdłużej.

Najostrzejszym zdzierakiem znanym mojemu ciału jest własnoręcznie robiony peeling kawowy, ten malinowy nie jest tak ostry, ale w moim rankingu zajmuje jedną z wyższych pozycji. Używam go jedynie na górne partie ciała (bo na nogi mi szkoda ;)) i ani razu nie zauważyłam podrażnienia czy zaczerwienienia.

Polecam Wam ten peeling z czystym sumieniem. Jeśli lubicie maliny to bierzcie Amore a jak nie to możecie wybrać kawowy, kokosowy, z brązowym cukrem lub ze skórką pomarańczy. Wnioskuję po moim, że wszystkie muszą pachnieć interesująco i smakowicie.


"... A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła..."


czwartek, 14 marca 2013

Zakupowo

Mimo sporej ilości kosmetyków otrzymanych w trakcie spotkań blogerskich nie umiem powstrzymać się przed regularnym uzupełnianiem zapasów w produkty katalogowe i inne drobiazgi. Oto, co zamówiłam/kupiłam w ciągu ostatniego miesiąca:

a) jak Avon


nowości z serii Anew Vitale:
- krem na dzień
- krem na noc
- żel do mycia twarzy
- zegarek w przepięknym kolorze ♥ to już mój trzeci zegarek kupiony w ciągu ostatniego roku i chyba czas powiedzieć stop ;)




b) Mariza


i zbliżenie na lakier


też w większości nowości:
- nawilżający żel do mycia twarzy z bawełną i olejkiem z awokado
- wygładzający peeling drobnoziarnisty z olejkiem migdałowym (wiem, co pisałam przy okazji ostatniego denka, ale nie mogłam się powstrzymać)
- puder sypki naturalny - miałam już transparentny i teraz chciałam odmiany, wydaje się być dość ciemny, ale zobaczymy jak będzie na twarzy
- lakier 62 - tu się pomyliłam, bo firma wypuściła w marcu 5 nowych odcieni, chciałam kupić ten bardziej turkusowy, ale coś źle zobaczyłam w katalogu i zaznaczyłam zły numer. Ten też mi się podoba, ale nie wiem jeszcze jak się spisze na paznokciach, bo to najświeższy, dzisiejszy zakup.



I na koniec coś przeuroczego i wodzącego na pokuszenie (równie świeżego jak dzisiejsza Mariza, bo zakupionego wczoraj przy okazji imieninowych odwiedzin rodziców) czyli

c) Tso Moriri :D


- przecudne serduszko o zapachu poziomek

 

- świąteczna pisanka w koszyczku


- bardzo niefotogeniczny bukiecik fiołków (?), różyczek (?)



- mini mydełeczka, wg mojego Synia "wafelki"


Musicie mi uwierzyć na słowo, że pachną obłędnie!!! Wszystkie!
Na zdjęciach są jeszcze zafoliowane, bo mam już ich taki zapas, że nie chcę aby mi wietrzały. Kupiłam też jedno mydełko z myślą o Was :). Już od jakiegoś czasu zbieram różne rzeczy do rozdania i nie mogłam zapomnieć o mydełku. Niebawem podam więcej szczegółów i wówczas zaprezentuję Wam to cudo.

Najszybciej możecie się spodziewać recenzji lakieru 62, bo już mnie korci, żeby zmyć paznokcie i go sprawdzić a reszta pojawi się jak tylko wyrobię sobie jakąś opinie.
To wszystko na dziś :) Do zobaczenia wkrótce.

sobota, 16 lutego 2013

Tso Moriri - po raz pierwszy! UWAGA: wodzę na pokuszenie ;)

źródło

Jakież było moje zdziwienie gdy dowiedziałam się, że firma Tso Moriri produkuje swoje kosmetyki w... mojej rodzinnej miejscowości! Spotykałam się na blogach z recenzjami ich produktów a mama też kilka razy wspominała mi coś o tym, ale jakoś aż do ostatnich świąt nie umiałam tego połączyć - w końcu mama pokazała mi o jaką firmę chodzi a mi szczęka opadła!
Jakiś czas temu w sąsiadującym z nami sklepiku wstawiono gablotkę z wybranymi produktami a skoro wiozłam akurat mojego G. na ferie do babci to musiałam się tam rozejrzeć ;) Trudno było się oprzeć tym cudownościom, ale przeciąg w portfelu skutecznie mnie hamował (nie to co szwagierkę :)). Na pierwszy ogień poszły głównie przepysznie pachnące i kusząco wyglądające mydełka, ale podejrzewam, że będę tam zaglądać regularnie, przy każdej wizycie w domu rodzinnym ;)

Tymczasem zapraszam Was na fotki a recenzje pojawią się wkrótce.




Moje zakupy:


1. Szampon organiczny twardy do włosów normalnych, Zielona herbata*




2. Dla TŻa - mydło Walentynkowe "Dwa czerwone serca"




3. Synkowi na Walentynki kupiłam takiego misia tylko w kolorze i o zapachu zielonego jabłuszka ♥

źródło


4. Prezent od mamy dla mnie - mydło "Soczysty arbuz"

źródło





Zakupy szwagierki (jak ja nie lubię tego słowa!):


1. Zestaw roladek




2. Mydełko "Sztabka złota", Walentynkowe "I Love You" (dla jej TŻa) i konik na biegunach dla córci




3. Gold, pomadka do ust z 24k złotem




4. szampon organiczny twardy do włosów przetłuszczających się, z łupieżem, Indyjska lawenda i cytryna z nano miedzią

źródło



*Użyłam dziś swojego szamponu, ale muszę się go jeszcze nauczyć obsługiwać - jeśli macie doświadczenie z szamponami w kostce to podpowiedzcie jak go używać, plis... Ja się trochę umęczyłam, bo słabo się pienił a próbowałam na wiele sposobów :/.



Jeśli jesteście zainteresowane produktami Tso Moriri to możecie je nabyć na stronie sklepu internetowego http://www.organicsoap.pl