Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oriflame. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oriflame. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 marca 2013

Denko - luty

Nadrabiania zaległości ciąg dalszy... Jeszcze chyba nigdy denko nie pojawiało się u mnie tak późno :/ I nigdy nie było tak duże, ale przeprowadzka skutecznie zmotywowała mnie do posegregowania kończących się opakowań i wykańczania ich w pierwszej kolejności.
Szybko, do rzeczy!


1. Pantene Pro-V, 2 w 1 szampon z odżywką do włosów farbowanych - włosy ostatni raz malowałam jeszcze w październiku, więc nie wiem czy faktycznie coś pomaga, ale u mnie spisywał się dobrze. Fajny zapach, wygodna, gęsta konsystencja, dobrze oczyszczał i nie obciążał włosów - być może skuszę się jeszcze.

2. Avon, Anew Rejuvenate rewitalizujący żel oczyszczający  2 w 1 - długo czekałam na dobrą promocję a jak się zdarzyła to po kilku użyciach zepsuło mi się otwieranie :/. Musiałam go przelać do dozownika po mydle i w tej formie było ok: dobrze oczyszcza, choć słabo się pieni, pachnie świeżo, ale trochę chemicznie i wyraźnie czuć chłodzenie na twarzy, więc może być ukojeniem dla rozgrzanej skóry latem. Nie wiem jakie zadanie miały błękitne kuleczki w żelu (nawilżały? tonizowały?), ale fajnie było je przebijać na twarzy ;). Skuszę się jeszcze w dobrej promocji i mam nadzieję, że opakowanie nie popsuje mi się tak szybko.

3. Avon, Anew Ultimate, balsam ujędrniająco-regenerujący do ciała - może to nie moja półka wiekowa, ale uważam ten balsam za totalną porażkę! Lepił się na skórze, długo się wchłaniał a efektów nie zauważyłam... Może u starszych pań spisałby się lepiej, ale ja już mu dziękuję.

4. Olay Essentials, krem na noc active hydrating - recenzja niedługo

5. Avon, podkład Ideal Shade, Nude - to najciemniejszy odcień jakiego używałam do tej pory, ale mam już dość nieudanych prób z Ivory, więc jak tylko miałam okazję kupić ten osławiony podkład to celowałam tak, aby było dobrze na lato. Zdziwiła mnie trochę konsystencja i rozwarstwienie produktu w buteleczce, ale data ważności była jeszcze długa i nie chciało mi się bawić w zwracanie - tym bardziej, że mogłabym nie doczekać wymiany, bo to podkład wycofany ze sprzedaży regularnej i pojawił się tylko w ofercie specjalnej, w raczej małej ilości. Dla mnie to najlepszy podkład z oferty Avonu! Przeszkadzał mi jedynie jego zapach, który niestety czułam nawet w trakcie dnia, ale dla efektu byłam skłonna to wytrzymać. Dobrze mnie matowił a kolor latem wcale nie był za ciemny, z krycia też byłam zadowolona dlatego żałuję, że nie mogę go już nabyć.

6. Plusssz Lady, tabletki musujące o smaku limonkowo-imbirowym, oczyszczanie: detox - przepyszne tabletki do picia, w których na moje szczęście nie czułam imbiru. Nie wiem czy oczyszczały, bo nie umiem tego sprawdzić, ale bardzo przyjemnie się je piło. Raczej nie kupię ponownie, cena dla mnie odstrasza.

7. Rossmann, płatki kosmetyczne z aloesem - całkiem fajne płatki, kupiłam w promocji chyba za 1,59 zł i w tej cenie chętnie jeszcze poużywam sobie. Teraz mam zapas biedronkowych i szybko nie będę potrzebowała nowych ;)

8. Venita, rozgrzewający krem do stóp - pisałam o nim tutaj. Może w przyszłym roku skuszę się na niego.

9. Avon, oczyszczający żel do mycia twarzy przeciw wągrom z 2% kwasem salicylowym - beznadziejne, odkręcane opakowanie!!! Tak mnie denerwowała ta zakrętka, że pewnego dnia wycisnęłam wszystko do opakowania po mydle (w którym były już resztki żelu z pozycji nr 2) i tym sposobem zrobiłam sobie ciekawą mieszankę. Niestety, ale nic nie robił z moimi wągrami na nosie... Konsystencja żelowa a w niej pływa sporo ostrych drobinek peelingujących, zapach znośny jak na obecność kwasu. Nie kupię ponownie.

10. Choisee, mydło z masłem shea czekolada i miód - na zdjęciu jest mięta i sezam, ale to była pomyłka i dwa różne mydła miałam z taka samą etykietą. Początkowo zachwycałam się zapachem, ale z czasem ta obślizgła, brudząca zlew kostka w kolorze same-domyślcie-się-czego obrzydzała mnie i ledwo ją skończyłam. Jednak wolałam mięte z sezamem.




11. Avon, żel Waterfall - stały bywalec w mojej łazience i długo tak będzie.

12. Nivea, szampon regenerujący włosy długie Long Repair - skusiłam się na szampon po przetestowaniu go z saszetki w duecie z odżywką z tej samej serii. W duecie była rewelacja, sam szampon już tak nie zachwycał, ale nie było też tak całkiem beznadziejnie. Plus za zapach, konsystencję i wydajność a minus za brak poprawy w kwestii wypadania i łamania się włosów. W duecie kupię, samego szamponu raczej nie.

13. Pollena Ostrzeszów, Biały Jeleń, żel pod prysznic hipoalergiczny z nagietkiem - bardzo fajny żel o niezwykle świeżym i orzeźwiającym zapachu! Konsystencja trochę zbyt galaretowata i raz wypadła mi z dłoni, ale to jedyny minus, bo działaniem a zwłaszcza zapachem jestem zachwycona! Z pewnością to nie jest ostatni mój Jeleń ;)






I dokładka:



14. Intimea, żel do higieny intymnej - mój biedronkowy ulubieniec. Często go kupuję, bo lubię zapach i działanie i uważam, że jak za tę cenę jest naprawdę spoko. Kupię.

15. Avon, scrub do ciała Truskawkarecenzja, kupię ponownie.

16. Oriflame, krem do rąk Silk Beauty Luxury Velvet - bardzo ładny zapach i działanie zadowalające. Z przesuszonymi dłońmi słabo sobie radził, ale jako "nacodzienny" nawilżacz dawał radę. Szybko się wchłaniał i nie zostawiał nieprzyjemnej warstwy. Bardzo udany produkt jak na limitowaną edycję, jak będzie okazja to jeszcze kupię.

17. Farmona, kokosowy krem do rąk i paznokci - zapach obłędny ♥, ale działanie już gorsze :/. Nie wchłaniał się całkowicie i zostawiał lepką warstwę, która mi przeszkadzała. Latem byłam zadowolona z nawilżania, ale w okresie jesienno-wiosennym nie radził sobie z moimi łapkami. Po zużyciu 1/3 opakowania popsuła mi się zakrętka, więc musiałam przelać go do innego pojemniczka. Nie kupię.

18. Avon, peeling głęboko oczyszczający pory - mój ulubiony zdzierak, ale postanowiłam dać buźce odpocząć od niego, tym bardziej, że przy mojej wrażliwej cerze powinnam z tego typu produktów zrezygnować całkowicie. Przy samym końcu miałam wrażenie, że twarz aż mnie boli od tej mięty i ostrych drobinek a chłodzenie zimą nie było już takie przyjemne. Może kiedyś kupię, ale teraz rozejrzę się za peelingiem z BingoSpa i będę go stosować naprawdę sporadycznie.

19. BingoSpa, serum czekoladowo-miętowerecenzja, chętnie wrócę do niego, ale też mam ochotę wypróbować inne zapachy.

20. Bandi, krem z kwasem pirogronowym, azelainowym i salicylowym - próbka wystarczyła mi na 3 użycia, więc to mało, aby móc go ocenić, ale zaciekawił mnie ten krem ze względu na zapach i dobrze brzmiące obietnice. Myślę, że jesienią skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie.


21. Avon, potrójny błyszczyk Luminous Mauve - to zdecydowanie mój ulubieniec jeśli chodzi o avonowe błyszczyki. Kolor idealny dla mnie (wg mnie ;)), przepyszny zapach i smak, nie znikał szybko z ust i pasował mi na co dzień. Na zbiorowym zdjęciu widać, że zostało go trochę w opakowaniu, ale ja już nie miałam siły męczyć się z wydobywaniem. Mam jeszcze taki brzoskwiniowy, ale to już nie to samo :,(

22. Oriflame, balsam do ust Incredibalm - bardzo przyjemny balsam o zapachu budyniu malinowego. Nie dawał koloru, ale za to łagodził jakieś mini podrażnienia. Możliwe, że się jeszcze skuszę, ale teraz mam tyle wszelkich mazideł do ust, że nie wiem kiedy to wykończę...




Tu jeszcze moje wyrzutki:
- tusz SuperSHOCK Max i zwykły SuperSHOCK w wydaniu limitowanym
- korektor



A porządkując rzeczy przed przeprowadzką odnalazłam torbę z pustymi opakowaniami, które zostawiałam na tzw. "przyda-się". Kiedyś czytałam, że pompka z tego serum nadaje się do buteleczki podkładu Revlon, więc jeśli macie ochotę ją przygarnąć to proszę o info w komentarzu. Ja jakoś się jeszcze nie dorobiłam tegoż podkładu ;)




Ufff! Jakoś dobrnęłam... Mam nadzieję, że i Wy dotrwałyście do końca ;)
Znacie coś z tych produktów? Podzielacie moje zachwyty i rozczarowania?

środa, 2 stycznia 2013

Denko - grudzień

Zapraszam na ostatnie denko 2012 roku. Rzutem na taśmę, w Sylwestra, opróżniłam jeszcze 3 opakowania, więc nie udało mi się zamknąć tego tematu w poprzednim roku ;)



Opakowania pełnowymiarowe:




1. Avon, żel pod prysznic Blissful - kupuję je regularnie, zmieniam tylko zapach.

2. Avon, intensywnie odświeżający płyn do higieny intymnej - bardzo świeży i ciekawy zapach, konsystencja trochę rzadsza, ale nie spływająca z dłoni. Raczej już nie kupię. Opakowanie zostawiam.

3. Avon, szampon dodający objętości włosom cienkim i delikatnym Malina i Hibiskus - skusił mnie zapach, wielkiej objętości nie zauważyłam, ale dobrze oczyszczał i odświeżał. Może kupię.

4. Avon, preparat do demakijażu oczu z odżywką - stały bywalec, zrobiłam już zapas w katalogu 1/2013, bo jest w świetnej cenie. Teraz używam go na zmianę z nowym micelem BeBeauty z Biedronki. Kupię ponownie.

5. Oriflame, prasowany puder Studio Artistrecenzja. Lustereczko zostawiam do torebki :)

6. Avon, intensywne serum antycellulitowe z wyciągiem z karamboli - cellulit mam, ale nie przeszkadza mi on na tyle, abym miała stosować regularnie tego typu kosmetyki, więc w tym roku pokończę to, co mam i więcej nie będę w nie inwestować. To serum miało dziwny, trawiasty zapach i po użyciu ciało się trochę lepiło - lekkie wygładzenie było widać i czuć dopiero drugiego dnia jak prześcieradło/piżama wchłonęły tę lepkość...

7. Avon, krem do rąk i paznokci z gliceryną i witaminą E - tu w wersji limitowanej z tamtego roku bodajże. Bardzo lubię gęstą konsystencję, świeży zapach i działanie tego kremu, więc kupuję go regularnie.

8. Barwa, krem pielęgnacyjny do rąk i paznokci z ekstraktem z kokosu - fajny zapach, ale z rzadką konsystencją i kiepskim działaniem krem nie trafił chyba na dobrą porę roku. Może w lecie spisałby się lepiej, bo w okresie jesienno-zimowym za słabo nawilżał moje przesuszone dłonie. Nie kupię.

9. Avon, nawilżający preparat do demakijażu, żel, tonik 3 w 1 Brzoskwinia i Kwiat bawełny - zapach bardzo oryginalny, oczyszczanie takie sobie (musiałam robić poprawki jak miałam mocniejszy makijaż), ale opakowanie tragiczne(!!!) zaczynając od bardzo niepraktycznego odkręcania i na otworze o średnicy włosa kończąc! Nie wiem kto to wymyślił? Na początku można było sobie z tym poradzić mocno naciskając tubkę, ale jeszcze przed połową musiałam ją rozciąć i wycisnąć wszystko do innego dozownika, bo brakowało mi nerwów. Karny *** dla twórcy!!! Nie kupię!

10. Avon, głęboko nawilżający krem do stóp - wersja limitowana sprzed dwóch lat chyba. Bardzo świeży zapach, lekkie chłodzenie (dlatego tyle u mnie przeleżał, bo dodatkowe chłodzenie stóp zimą u mnie nie przejdzie), ale nawilżanie słabiutkie.

11. Oriflame, krem matujący Pure Skin Shine Control - kupuję go tylko ze względu na zapach, bo czuję tu przepiękne fiołki ♥ Matuje raczej na krótko a pod koniec tego opakowania jakoś mi zgęstniał i ciężko rozprowadzał się na twarzy, bo wcześniej było ok. Nie wiem czy te fiołki jeszcze mnie skuszą

12. Eucerin, matujący krem nawilżający - ten na dzień bardziej przypadł mi do gustu, ale jeśli chodzi o matowienie to wersja nocna lepiej sobie z tym radziła. Nawilżał dobrze, ale nie umiał sobie poradzić z niedoskonałościami powstałymi po używaniu kremu na noc. Nie kupię.




Próbki:




- Iwostin, trójsferyczny żel peelingujący do mycia twarzy - bardzo mi się spodobał, ale jedna próbka to trochę mało, żeby poznać produkt; może kiedyś skuszę się  na pełnowymiarowe opakowanie

- Avon, serum naprawcze Reversalist - cudowne, wspaniałe serum!!! Teraz używam go tylko z próbek, bo nie widzę sensu w płaceniu takiej kasy za dziwaczne opakowanie, które utrudnia całkowite zużycie produktu.

- Dla kosmetyki, Dar piękna - niezwykle pojemna saszetka, opakowanie wystarczyło mi na 5-6 użyć! Delikatny krem o bardzo dziwnym zapachu (jarzębiny?). Taki sobie kremik.




Suplement:




- Bratek Plus - jestem w trakcie, recenzja niebawem.




I moje wyrzutki:




- Eucerin, aktywny krem na noc - zostało go jeszcze trochę, ale minął rok od pierwszego użycia (powiem Wam, że nie trzymam się tego tak rygorystycznie, zdarza mi się zużyć krem parę dni po tym okresie, ale w tym przypadku krem od samego początku miał bardzo zły wpływ na stan mojej skóry :/). Odstawiłam go już raz w tamtym roku w lutym a teraz w grudniu, po 2 tyg. używania była powtórka - ogromne, bolące syfy i plamy po nich. Może to tylko oczyszczanie i później byłoby ok, ale ja nie mam zamiaru dalej robić krzywdy mojej twarzy, więc do kosza brzydalu!!!

- Avon, bezbarwny podkład/baza pod makijaż "Idealna gładkość" Magix - kiedyś używałam jej zamiast podkładu i na to kładłam tylko odrobinę pudru transparentnego (tak, to były piękne czasy...), potem zaczęłam testy różnych podkładów i zapomniałam o niej aż się przeterminowała :/ Dziwna, smalcowata konsystencja, osobliwy zapach, ale działanie więcej niż zadowalające - dobry produkt dla osób z cerą bezproblemową.




Znacie coś z moich opróżnień? Lubiłyście?

piątek, 21 grudnia 2012

Pudrowy podkład mineralny Mariza i puder Studio Artist Oriflame

W listopadzie rozpoczęłam rewolucję w codziennej pielęgnacji, ponieważ postanowiłam wymienić wszystko, czego do tej pory używałam w tym celu. Akurat zdenkowałam ostatni "katalogowy" krem do twarzy a ze spotkania przywiozłam parę ciekawych smarowideł, więc pozostała mi tylko kwestia dobrego wyboru. I tak na dzień zdecydowałam się na krem Niszcz pryszcz firmy Dla kosmetyki a na noc wybrałam krem Active hydrating do skóry suchej i normalnej Olay essentials (pierwszy to wiadomo a ten drugi miał mi pomóc ze skórą przesuszoną ogrzewaniem - recenzji obu możecie się spodziewać niebawem). Koniec miesiąca i początek grudnia przyniósł kolejne zmiany a mianowicie zaczęłam łykać Bratek Plus, krem Active hydrating zastąpiłam kremem Eucerin (muszę go zużyć do końca roku) a podkład zamieniłam na

mineralny podkład pudrowy
Mariza




Tu macie wszystko o produkcie:


Skład:
Mica - wypełniacz mineralny, który nadaje pudrom lekkość i powoduje łatwiejsze rozprowadzanie; działa przeciwzbrylająco; polecana do cery normalnej i suchej, bo słabiej wchłania sebum; nie ma działania matującego - mika perłowa daje delikatny połysk zbliżony do naturalnego połysku zdrowej skóry
Titanium Dioxide - dwutlenek tytanu vel biel tytanowa; podstawowy matowy pigment mineralny działający jak filtr UV; rozjaśnia inne pigmenty
Kaolin - czyli glinka biała; jako wypełniacz polecany do skóry tłustej i mieszanej, bo dobrze wchłania sebum, a dzięki glinowi ściąga pory
Magnesium Stearate - najtańsza i najłatwiej dostępna substancja wiążąca (zwiększająca przyczepność); zmniejsza pylistość
Silica Dimethyl Silylate - znalazłam tylko, że to środek przeciwpieniący/kontrolujący lepkość? tylko po co to w pudrze? :/
Phanoxyethanol - substancja konserwująca
Ethylhexyglycerin - gliceryna? nie mam pomysłu na to... :/ Emolient, substancja nawilżająca?
Parfum - wiadomo

Posiłkowałam się stroną Kosmetyki mineralne i Kosmopedia. Wybaczcie mi niedociągnięcia i być może błędy (proszę jednocześnie o poprawienie mnie), ale to mój pierwszy raz z analizą składu.



Podkład z Marizy zapakowany jest w zgrabne pudełeczko mieszczące 4 g produktu. Wybrałam odcień nr 1 - jasny beż, bo myślałam, że będzie dobry na zimę, ale zauważyłam, że mógłby być ciut ciemniejszy a z kolei odcienia naturalnego trochę się bałam. Zamówiłam też sobie mineralny puder matujący, ale ten jeszcze czeka na otwarcie.
Podkład pudrowy bardzo ładnie pachnie i łatwo się go używa, mimo tego, że nie posiadam do niego odpowiedniego pędzla - używam w tym celu pędzla uniwersalnego Oriflame (mam go już jakieś 3 lata i wygląda jak nowy). Wyciągam go tylko do połowy, aby był sztywniejszy i próbuję aplikować podkład kolistymi ruchami, ale nie wiem czy to brak wprawy z mojej strony czy po prostu to nie jest ten pędzel, ale dobrego krycia nie zauważyłam. Nie radzi on sobie z moimi plamami po krostach, ale też nie jest tak, że całkiem go nie widać na twarzy - kryje raczej lekko, może ciemniejszy odcień spisałby się u mnie lepiej, tak samo zresztą jak odpowiedni pędzel :/.
Co jednak najbardziej mi się nie podoba w tym pudrze to fakt, że już po 1-1,5 h od aplikacji twarz zaczyna mi się błyszczeć (to przez Mikę?). Początkowo używałam go samodzielnie rano przed 8:00, przed wyjściem z synem do szkoły a po powrocie do domu, po jakiejś godzinie musiałam już matowić czymś twarz. Teraz od razu nakładam na niego puder i dzięki temu dopiero koło 14:00/15:00 muszę użyć bibułki matującej, co mi w zupełności wystarcza - nie nakładam już kolejnej warstwy pudru.



Do wykończenia makijażu używam prasowanego pudru Studio Artist, Oriflame w odcieniu Medium. I to dziwne, bo jeszcze koło kwietnia/maja miałam pisać bardzo niepochlebną recenzję dotyczącą tego pudru a w połączeniu z podkładem mineralnym spisuje się całkiem inaczej. Ale może od początku...
Od zakupu w zasadzie byłam nim zachwycona, bo to pierwszy mój puder w odcieniu ciemniejszym niż Porcelain, którego używałam i okazało się, że był ok. Bardzo ładnie matowił i wygładzał moją cerę a dodatkowo nie zbierał się w zmarszczkach za co zapunktował u mnie bardzo. Po pewnym czasie zauważyłam jednak, że zaczęły pojawiać mi się na twarzy duże i bolące krosty, takie ogromne gule, które długo "dojrzewały" i zostawiały po sobie brzydkie plamy. Miałam różne typy, ale w okresie wielkanocnym, kiedy przez kilka dni używałam tylko jego (na podkład, który zadowalał mnie od dawna) doszłam do wniosku, że to on jest winny. Szkoda było mi jednak wyrzucić niemal cały puder, więc stosowałam go bardzo sporadycznie aż doczekał się swojego wielkiego powrotu teraz. Nie wiem jak to możliwe, ale od kiedy używam go na podkład Marizy to żadna nowa "gula" nie pojawiła się na mojej twarzy! Wychodzi na to, że w połączeniu z podkładem dotleniającym Oriflame po prostu mnie zapychał.




Tak wygląda odcień Medium:

zdjęcie pochodzi jeszcze z połowy roku, aktualnie zużywam resztki



Bardzo lubię go w tym duecie, bo delikatnie przyciemnia mi twarz i nie jest ona już taka blada a dodatkowo świetnie radzi sobie z długotrwałym matowieniem. Lada dzień zdenkuję go i wówczas zobaczę jak spisze się w tej roli puder matujący z Marizy.


I tak nie wiem co mam o nich myśleć, bo razem polecam oba produkty, ale osobno to już raczej nie. Albo na własne ryzyko ;)
A może miałyście je już? Jak spisały się u Was?



piątek, 2 listopada 2012

Denko - październik

I ja w końcu przybiegam do Was z kolejnym denkiem :)
Święto, pogoda i jakoś wszystko razem tak mnie wprawiają w zadumę, że po przeglądnięciu Waszych postów nie mam weny do pisania... Ale ileż można zwlekać! Do roboty!!! ;)


Tym razem nieco mniej produktów:


1. Carea, płatki kosmetyczne - te nowe, 3-warstwowe, bardzo je polubiłam do demakijażu oczu, są takie mięciutkie i delikatne, że z pewnością jeszcze kupię (o ile to nie była wersja limitowana? Nie wiem, bo mam jeszcze pół opakowania starych zielonych i nowych fioletowych, więc nawet się za nimi nie rozglądałam.)

2. Eveline, chłodzący krem-żel 3 w 1 - recenzja http://themonique-girlsjustwant.blogspot.com/2012/09/eveline-chodzacy-zel-krem-efekt-matujacy.html
nie kupię ponownie

3. Oriflame, krem do rąk Mięta i malina - przecudny zapach!!! Działanie zadowalające, ale na zimę może być ciut za słaby. Mimo tego kupię z pewnością krem i inne kosmetyki o tym zapachu, bo uwierzcie mi - pachnie smakowicie ;)

4. Oriflame, podkład dotleniający, Porcelain - muszę mu w końcu napisać recenzję, bo kupuję go regularnie. W tym momencie, w kosmetyczce odcień Natural Ivory tegoż czeka na lekką opaleniznę, bo na zimę jest mi za ciemny a ja aktualnie używam podkładu Extralasting.

5. Oriflame, antyperspiracyjny dezodorant Silk Beauty - do skóry wrażliwej, z kompleksem osłabiającym odrastające po depilacji włoski; Nie, nie i jeszcze raz nie!!! Nie jest skuteczny ani jeśli chodzi o ochronę przed poceniem ani nie osłabia włosków, jedynie nie podrażnia. Zapach znośny, ale u mnie nigdy więcej!!!

6. Luksja, peelingujący żel pod prysznic z czarną porzeczką i żurawiną - zapach niesamowity!!! Aż miałam ochotę zlizywać ten  żel z ciała, ale na opakowaniu jest wyraźnie napisane: "NIE SPOŻYWAĆ!!!" ;). Drobinki peelingujące to faktycznie drobinki i jest ich mało, więc nie ścierają zbytnio, ale z pewnością żel odświeża, czasem czułam nawet lekkie chłodzenie - idealny na lato. Synek był bardzo zadowolony, bo takie ścieranie niezwykle go łaskotało, ale ja potrzebuję czegoś więcej. Skuszę się jednak ponownie, bo zapach mnie urzekł, a na brak porządnych zdzieraków nie mogę w tej chwili narzekać :)

7. Oriflame, oczyszczająco-nawilżający krem z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynu - myślałam, że zgodnie z obietnicą producenta będzie przeciwdziałał wypryskom, ale nic w tej kwestii się nie poprawiało. Nie wiem czemu też liczyłam na matowienie... Skóra faktycznie była odżywiona i nawilżona, ale jak stosowałam go na noc po peelingu i maseczce to skóra piekła przez chwilę, koło nosa piekła nawet bez wcześniejszego peelingu :/. Długo się wchłaniał i w większości nie nadawał pod podkład, bo rolował się bardzo (nawet jak dawałam mu naprawdę dużo czasu). Zapach na plus, ale nie kupię ponownie. I chyba już raczej zrezygnuję z testowania kremów Pure Nature, bo cytrynowy również powodował pieczenie koło nosa.

8. Mariza, transparentny puder sypki - całkiem dobry puder o fajnym, delikatnym zapachu. Faktycznie transparentny, więc pięknie wykańczał makijaż nie robiąc plam i innych szkód. Skuszę się jeszcze z pewnością. (opakowanie zostawiam sobie, ale nie wiem jeszcze po co)



Tu jeszcze maseczki i suplement:


9. Ziaja, maska anty-stres z glinką żółtą - recenzja http://themonique-girlsjustwant.blogspot.com/2012/10/tydzien-2-maska-anty-stres-z-glinka.html
kupię z pewnością :)

10. Efektima, maseczka przeciwzmarszczkowa z wyciągiem z alg - recenzja niedługo

11. Avetpharma, suplement diety Bratek Plus - recenzja niedługo



I moje wyrzutki miesiąca:


są już stare i wyschnięte, więc lądują w koszu (a ten Giordani Gold to już od początku był do bani! Podejrzewam, że dostałam go z jakiegoś zwrotu, ale był "nagrodą" w moim pierwszym programie lojalnościowym i reklamować tego chyba nie mogłam). Szczoteczkę z SuperSHOCK'a umyję i zostawię sobie, bo czasem używam innej do rozczesywania rzęs jak trafię na kiepski tusz i zrobię sobie zuo.




niedziela, 7 października 2012

Denko - wrzesień

I znowu z poślizgiem... Post miał ukazać się tydzień temu w poniedziałek, ale pojawił się problem z kompem i do wczoraj byłam odcięta od świata :/ Dopiero dziś porobiłam fotki i mogę się już pozbyć pustych opakowań.

Tak prezentuje się całość:


Tym razem podzielę kosmetyki na kategorie:

a. ciało 


1. Luksja, witaminowy nektar pod prysznic Grapefruit i granat - zapach taki sobie, nie lubię w tych nektarach zamknięcia, bo nie da się postawić go do góry nogami bez konieczności podpierania... Raczej nie kupię

2. Avon, żel pod prysznic Garden of Eden - to mój ulubiony zapach z tej serii, gości u mnie regularnie i oby go szybko nie wycofali!


b. twarz



1. Mariza, mleczko do demakijażu, cera naczynkowa - nie przepadam za mleczkami, ale to było ok. Nie podrażnia, dość dobrze zmywa makijaż. Na opakowaniu nie ma słowa o tym czy można używać go do demakijażu oczu, więc postanowiłam zaryzykować - nie podrażnia bardzo, ale oczy trochę pieką to chyba jednak się nie nadaje. Nie kupię ponownie.

2. Avon, tonik rewitalizujący Solutions - nie lubię avonowych toników, ale ten jest ok. Ma śliczny zapach, nie podrażnia, dobrze usuwa resztki makijażu czy maseczki i co najważniejsze dla mnie - nie pozostawia lepkiej, błyszczącej warstwy na twarzy. Jeśli nie znajdę innego toniku, który dosłownie powali mnie na kolana to kupię go jeszcze.

3. Avon, preparat do demakijażu oczu z odżywką - nie napiszę o nim nic odkrywczego, używam go regularnie i jest moim ulubieńcem. Zawsze mam w zapasie co najmniej jedno opakowanie.


c. zapachy



1. Avon, mgiełka do ciała Miami Party - lekko duszący zapach, więc na upały się nie nadawał za bardzo a właśnie wtedy wolę używać mgiełek. Nie kupię raczej, bo jest jeszcze dużo mgiełek, których nie miałam.

2. Avon, mgiełka do ciała Island Vibe - limitowanka sprzed paru lat, jakoś uchowała się u mnie aż do teraz :) Bardzo ciekawy zapach, taki powiedziałabym elegancki (ma coś w sobie z tych droższych, lepszych perfum). Chętnie kupiłabym ją jeszcze, ale to już niemożliwe.

3. Oriflame, woda toaletowa Miss O Fashion Princess 30 ml - zapach uroczy, lekko kwiatowy, ale nie słodki, za to trwałość masakryczna!!! Cały flakonik zużyłam w 2 tygodnie, bo tak szybko zapach się ulatniał... Do tego rurka w butelce "stoi" prosto, więc ciężko wypsikać ostatnie kropelki wody (no co za beznadziejny pomysł!!! Z ciekawości aż przejrzałam swoje wody i tylko w tych z Ori tak mam, te z Avonu mają lekko zagiętą rurkę). Nie kupię więcej żadnych tego typu mini wersji z O i nie polecam!


d. włosy



1. Farmona, Odżywka do włosów i skóry głowy Jantar - recenzja wkrótce :)

2. Alterra, szampon regenerujący włosy osłabione i łamliwe, Makadamia i figa - mało zachęcający kolor i zapach, ale szampon nie jest zły. Dobrze oczyszcza, nie obciąża włosów, ale niestety nie poprawia ich wyglądu - dalej są słabe i łamliwe. Nie kupię więcej tego, ale ten z granatem.

3. Avon, farba do włosów 6.0 jasny brąz - jak tylko zdjęłam ręcznik z głowy to od razu przypomniałam sobie, że ten kolor już miałam i nie podobał mi się. Zawsze maluję na różne odcienie brązów, ale ten wychodzi mi bardzo ciemny i ciężko mi się przyzwyczaić. Nie kupię więcej tego koloru! (muszę to sobie zapamiętać!!!)

e. różne



1. Avetpharma, CelluOFF - recenzja wkrótce

2. Oriflame, puder Liselotte Watkins, odcień Light - to już moje drugie i ostatnie opakowanie (kupiłam je w dobrej promocji i uważam, że maksymalnie tyle są warte). Odcień idealny dla bladolicych, dla mnie na lato był ciut za jasny. Dobrze wykańcza makijaż, ale nie jest kryjący. Nie kupię.




Jak tam Wasze wrześniowe denka? Przez tygodniową nieobecność mam trochę zaległości, zaraz lecę nadrabiać :)

niedziela, 2 września 2012

Denko - sierpień

Hej!
Dziś na szybko z ostatnim wakacyjnym denkiem - tym razem wyjątkowo z małym poślizgiem, tak się złożyło.
Bez przedłużania:








1. mydło w płynie Luksja, Green Apple - wygrana w konkursie klikaczkowym, fajny zapach a mydło jak mydło (opakowanie zostawiam)

2. dwufazowy jedwabisty olejek do ciała Skin So Soft - bardzo lubię jego zapach :) nawilża raczej słabo, ale zostawia fajne uczucie gładkości, kupię ponownie

3. żel pod prysznic Fiołek i liczi - świetny zapach a sam żel taki zwyklak - nie wysusza, dobrze się pieni i oczyszcza, mam jeszcze jedno opakowanie

4. nietłusta pianka myjąca do twarzy Solutions - bardzo ją lubię, bo świetnie usuwa makijaż, ale mam pewne podejrzenia co do niej i chyba muszę przestać używać (niedługo napiszę o tym coś więcej, bo teraz jestem w trakcie śledztwa)

5. oczyszczający tonik przeciw wągrom z 2% kwasem salicylowym - totalna porażka!!! Okropnie śmierdzi alkoholem (aż oczy piekły podczas używania a omijałam je z daleka) i z wągrami nie robi absolutnie nic!!! Przy regularnym stosowaniu może wysuszać skórę! Nigdy więcej!!!

6. odświeżający szampon do każdego rodzaju włosów Kwiat wiśni - mi służył głównie do mycia...pędzla i szczotki do włosów :/ Strasznie "tępił" mi włosy, obciążał je i mimo ładnego zapachu nie kupię go więcej!

7. naprawcza maseczka do włosów z minerałami z Morza Martwegohttp://themonique-girlsjustwant.blogspot.com/2012/08/naprawcza-maseczka-do-wosow-z-mineraami.html

8. masło do ciała z minerałami z Morza Martwego - mój numer 1 jeśli chodzi o wszelkie masła i balsamy :) uwielbiam je za zapach, konsystencję, wydajność, fikuśne opakowanie  i to, że dzięki niemu moja skóra jest długo mięciutka i gładziutka. Opakowanie zostawiam, ale nie mam na nie pomysłu :/ Kupię ponownie już wkrótce a wam polecam czyhać na promocję "kup 2 za 38" - wtedy najbardziej się opłaca ;)

9. krem do rąk jojoba i mango Ori - ma bardzo fajny zapach, nawilżał tak sobie, ale moim ulubieńcem z tej dwójki Nature Secrets jest malinowy z miętą, więc tego już raczej nie kupię (tym bardziej, że w kolejce mam jeszcze z 5 kremów do rąk...) 

10. zmywacz do paznokci Carrefour - zmywacz jak zmywacz, czasem kupuję i krzywdy mi nie robi

11. serum na suche i zniszczone końcówki do każdego rodzaju włosów - jestem pod MEGA wrażeniem :) Zastanawiałam się skąd tyle zachwytów nad tym serum i już wiem! Wiadomo, że rozdwojonych końcówek nie sklei (te obcinam sama regularnie jak tylko znajdę jakąś nową), ale te zniszczone wygładzi, nawilży i nabłyszczy, więc może kolejne już się nie rozdwoją? - nie wiem, bo to moje pierwsze opakowanie, ale kolejne już na mnie czeka ;)

12. farba do włosów 6.3 jasny złoty brąz - zdjęcie oddzielne, bo farbowałam się na początku sierpnia u rodziców i nie chciało mi się wieźć pustego opakowania do domu. Od roku już regularnie (czyli dla mnie raz na 2 miesiące) używam tych farb, bawię się różnymi odcieniami brązów. Nie mam porównania z innymi farbami, bo kiedyś kiedyś używałam szamponetek, a później miałam kilkuletnią przerwę w farbowaniu.
Żałuję, że zaczęłam farbować, bo mój naturalny kolor nie był taki zły a teraz już muszę, bo odrosty... :/






Używałyście może czegoś z mojej listy? Podzielacie moje zachwyty lub rozczarowania?


wtorek, 31 lipca 2012

Projekt denko - lipiec (UWAGA!!! Zanudzam...)

Uff! W tym miesiącu, oprócz normalnej pielęgnacji, postawiłam na wykańczanie kosmetyków, z którymi od jakiegoś czasu miałam problem i udało się!!! :) Bez zbędnych wstępów przejdźmy do rzeczy, bo trochę tego jest.
No to lecimy!



1. żel myjący do twarzy z białą herbatą Planet Spa - nie wiem czy Wy też tak macie, że jak jakiś nielubiany przez Was produkt się kończy i już cieszycie z tego powodu to okazuje się, że wykańczacie go i wykańczacie a tu jakby nie ubywa? Ja miałam tak właśnie z tym żelem... Jestem wielką fanką serii Planet Spa, ale ta z białą herbatą kompletnie mi nie podeszła (jedynie peeling do twarzy wspominam miło).

2. mineralny żel pod prysznic "złocisty blask" - jeśli miałabym jednym słowem określić jego zapach to powiedziałabym "kwaśny"! Złocisty był jedynie na ręku, potem na ciele ten blask znikał a pozostawał taki dość przyjemny zapaszek. Krzywdy mi nie zrobił, nie wysuszał skóry czy coś, ale raczej go więcej nie kupię.

3. preparat do demakijażu oczu z odżywką - bardzo go lubię i używam regularnie.

4. szampon chroniący kolor włosów farbowanych - szampon jak szampon, raczej nie kupię więcej.

5. delikatne nawilżające mydło w płynie z wyciągiem z rumianku i owsa - kocham ten zapach!!! Z pewnością kupię je jeszcze nie raz.

6. witaminowy nektar pod prysznic mango i papaja, Luksja - moja wygrana w konkursie klikaczkowym na Wizażu :) Od razu wybrałam ten zapach i właśnie ta grupa wygrała. Nektar jest bardzo wydajny i prześlicznie pachnie, a zapach jeszcze długo utrzymuje się w łazience i na ciele. Z zestawu mam jeszcze nektar grejpfrut i granat (mandarynkowy dałam w prezencie siostrze) i płyn do kąpieli czekolada i pomarańcza - jak mi się skończą to być może kupię jeszcze ten zapach, chyba, że do tego czasu coś innego zawróci mi w głowie ;)

7. spray do ciała jeżyna i wanilia - śliczny zapach! Nie kupię go więcej, bo już jest wycofany. Do tej pory jak kończyłam mgiełkę to butelka od razu lądowała w koszu. Tym razem były upały, a ja nie miałam innej w zanadrzu, więc do pustej butelki nalałam zimnej wody i psikałam tak i muszę Wam powiedzieć, że zapach, choć bardziej delikatny, był wyczuwalny nadal :)

8. emulsja do higieny intymnej Intimea - używam na zmianę z żelem niebieskim, ale i ją kupię ponownie.

9. kapsułki dotleniająco-nawilżające - moja recenzja: http://themonique-girlsjustwant.blogspot.com/2012/07/kapsuki-dotleniajaco-nawilzajace.html

10. oczyszczająco-tonizujące płatki do twarzy - więcej ich nie chcę!!! To moje drugie opakowanie i zdecydowanie ostatnie! Jakoś nie pamiętam, żeby poprzednie tak mnie wkurzały - te tak mi zlepiały i tłuściły twarz, że ledwo je skończyłam.

11. dezodorant w kulce Up to You - bardzo fajny zapach, ale tym razem wybiorę inny :) Lubię kulki z Avonu i sięgam po nie regularnie.

12. odświeżający krem do twarzy z ekstraktem z cytryny i świetlika - kupiłam go w tamtym roku i początkowo używałam regularnie a potem zmieniłam na inny i już nie umiałam wrócić do niego. Po parodniowym pobycie u rodziców, kiedy używałam tylko kosmetyków Oriflame i zauważyłam lekką poprawę kondycji skóry, postanowiłam go wykończyć. Zapach bardzo cytrynowy (trochę taki klozetowy, ale mi nie przeszkadzał), konsystencją przyjemna, ale po tej długiej przerwie w używaniu dało się odczuć lekkie pieczenie skóry (zwłaszcza koło nosa i w okolicach oczu). Po chwili to odczucie mijało przechodząc w bardzo przyjemne i delikatne chłodzenie. Używany na dzień dość długo się wchłaniał i błyszczał, ale nadawał się pod podkład, za to po nocy z nim budziłam się pięknie zmatowiona i nawilżona i miałam wrażenie, że przyspieszał gojenie syfków! Nie wrócę jednak do niego, bo jest zbyt dużo kremów do twarzy, które chciałabym przetestować.

13. serum przywracające równowagę skóry Swedish Spa - i tu znowu niekończące się smarowanie! Serum bardzo mi odpowiadało i je lubiłam, ale zbyt długo się kończyło, a ja tak chciałam już czegoś nowego... Udało się i wcale nie musiałam rozcinać opakowania aby wydobyć wszystko, bo wystarczyło ściągnąć biały dozownik i preparat ładnie zlał się do zamknięcia a resztę po prostu wystukałam.

14. peeling do ciała ze śródziemnomorską oliwką i pomarańczą Planet Spa - używam na zmianę z peelingiem z minerałami z Morza Martwego. Fajny zapach, dobrze ściera, jest wydajny. Kupię jeszcze z pewnością.

15. śródziemnomorski krem do ciała z oliwką Planet Spa, mini wersja - kremu pełnowymiarowego jeszcze nie miałam, a chciałam spróbować. Zapach trawiasty, fajna konsystencja, która bardzo dobrze się wchłania i nie pozostawia warstwy na skórze, skóra jest mięciutka i nawilżona. Polecam, bo i ja mam zamiar kupić sobie normalną wersję.

16. krem "Laser" na popękane naczynka na nogach - niestety, ale mam z tym problem... Moje uda miejscami wyglądają jak system rzeczny z ciemnobordowymi rzekami... No cóż, póki nie stać mnie na profesjonalne zabiegi chciałam wypróbować to cudo, ale tak samo by było gdybym nic z tym nie robiła. Systematyczność!!! Z tym mam największy problem... Teraz starczyło mi go jedynie na dwa użycia, ale pamiętam, że kiedyś tak jakby ujednolicał koloryt skóry nóg przez co naczynka wydawały się być mniej widoczne - działał trochę jak taki podkład na nogi i efekt był raczej chwilowy.Wycofany, ale i tak nie poleciłabym zakupu.

17. kuracja intensywnie nawilżająca Solutions - produkt wycofany, ale bardzo fajny. Dobrze nawilżał, ładnie pachniał, nie zostawiał lepkiej warstwy - szkoda, że już go nie ma.






Te opakowania zastawiam sobie na inne kosmetyki:



Tego podkładu niestety musiałam się pozbyć bez denka, bo skończyła mu się data przydatności. I to już dawno, ale tak leżał i zagracał mi kosmetyczkę aż w końcu wyrzuciłam. Nie było go dużo, raczej takie wykończenie opakowania - pamiętam, że przestałam go używać jak już był problem z wydobyciem czegokolwiek, a nie chciało mi się rozcinać, bo nowy podkład już czekał i kusił:)



Nie wiem jak Wy, ale ja po prostu nie umiem wyrzucić czegoś do kosza nie opróżniwszy tego wcześniej całkowicie ;) mam to od dziecka, zawsze lubiłam się tak bawić mamy kosmetykami :)



A tu zdjęcie z postępem w moim prawdziwym projekcie denko (http://themonique-girlsjustwant.blogspot.com/2012/04/moje-pierwsze-prawdziwe-denko.html)


Jak wyrzucałam puste opakowania to wydawało mi się, że już tak mało mi zostało, ale jednak nawet nie jestem w połowie... No załamka! Żel na brzuch zużyłam zgodnie z przeznaczeniem, a kąpiel do stóp i oba peelingi do twarzy oczyściły mi...stopy :) Największy problem będę miała z kremem do biustu, bo nawet na nogi się nie nadaje...



A jak tam Wasze denka? Bierzecie udział w tym projekcie?

niedziela, 22 lipca 2012

Kapsułki dotleniająco-nawilżające Optimals Oxygen Boost, Oriflame

Idąc za ciosem, dziś podzielę się z Wami opinią po dwutygodniowej kuracji


kapsułkami dotleniająco-nawilżającymi 
Optimals Oxygen Boost


* zdjęcie pochodzi ze strony producenta


Kapsułki zamówiłam dość dawno temu w jakiejś mega super promocji (kosztowały ok. 20 zł)  i leżały sporo czasu bezużyteczne aż w końcu postanowiłam sprawdzić jak działają. Moja skóra nie cierpi z powodu braku nawilżenia, ale z uwagi na lato i upały jakie miały miejsce na początku lipca (wtedy kiedy rozpoczęłam kurację) oraz to, że właśnie odwiedzałam rodziców (mama ma maseczkę do twarzy z tej serii) podkradłam jej odrobinę, a po zabiegu użyłam pierwszej kapsułki.



Opis produktu z ulotki:

Skażenia powietrza zmniejszają w środowisku ilość tlenu wykorzystywanego przez komórki skóry. Zestresowana i zanieczyszczona skóra może stać się szara, zmęczona i wyglądać starzej. Skóra nie może oddychać. 

Nawilżająco-dotleniające składniki aktywne i witamina E odpowiednio nawilżają skórę i chronią ją przed wolnymi rodnikami. Naturalny składnik aktywny pozyskiwany z drożdży zawiera aminokwasy i peptydy, które zwiększają spożycie tlenu na poziomie komórkowym i działają stymulująco na metabolizm komórkowy  spowolniony przez przez szkodliwe czynniki pochodzące z zewnątrz.


WIDOCZNE REZULTATY:
- skóra wygląda zdrowiej
- jest idealnie miękka i gładka 
- jest pełna witalności

Skład: CYCLOPENTASILOXANE, DIMETHICONE CROSSPOLYMER, ASCORBIC ACID, METHYL METHACRYLATE/GLYCOL DIMETHACRYLATE CROSSPOLYMER, C12-15 ALKYL BENZOATE, DIMETHICONOL, OCTYLDODECYL PCA, TOCOPHERYL ACETATE, TRIMETHYLSILOXYSILICATE, ASCORBYL TETRAISOPALMITATE, MANNITOL, PARFUM, BHT, FAEX EXTRACT


UWAGA ! ! ! 
Stosuj przez 14 dni bez przerwy



Kapsułki zapakowane są w dwóch blistrach, po 7 sztuk w każdym


Są koloru granatowego


Aby wydobyć preparat ze środka, należy przełamać kapsułkę (ja odkręcałam je jak mini buteleczki)

Tu zauważyłam pierwszy minus, bo mimo tego, że nie mam długich paznokci (raczej takie średnie) to trudno było mi odkręcić czy przełamać to tak, aby preparat nie dostał się pod płytkę - próbowałam na różne sposoby, ale za każdym razem było to samo. Nie wiem jak radzą sobie z tym osoby z dłuższymi paznokciami czy tipsami...
Po "zważeniu" w ręku pierwszej kapsułki zastanawiałam się czy nie za dużo tego preparatu w środku na moją twarz, ale po odkręceniu okazało się, że to wręcz idealna ilość.



Kuracja jest koloru złoto-żółtego

I tu w pewnym sensie kolejny minus, ponieważ jak tylko kuracja wypłynęła ze środka na palca, moim oczom ukazał się preparat właściwie bezzapachowy, ale o mało zachęcającym kolorze. Byłam zaskoczona, bo inaczej to sobie wyobrażałam - początkowo nie wiedziałam dlaczego, bo wydawało mi się, że nigdy wcześniej nie widziałam jak rzeczywiście powinien wyglądać, ale szukając dziś kapsułek w katalogu (8/2012) trafiłam na zdjęcie, na którym kuracja jest koloru żelowo-białego (mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi). Nie jest to jakaś wielka niedogodność, ale może prowadzić do nieporozumień z klientkami jeśli te przy zakupie będą sugerować się zdjęciem z katalogu.


Konsystencja żelowa, nie za rzadka i nie za gęsta - taka w sam raz


Tu widać, że po chwili trochę spływa z dłoni


Po pierwszej aplikacji byłam mile zaskoczona tym, z jaką łatwością preparat rozprowadza się na twarzy. Podczas rozprowadzania skóra natychmiast staje się gładka i aksamitna (tak jak po moim ulubionym serum Reversalist), kuracja błyskawicznie się wchłania i daje efekt zmatowienia skóry, który utrzymuje się aż do rana. 
Z tego względu, że preparat stosowałam wieczorem nie wiem czy nadaje się pod makijaż ani jak długo efekt zmatowienia utrzymuje się w warunkach dziennych, słonecznych. 

Kapsułki przeznaczone są do wszystkich typów cery, w każdym wieku - ja mam cerę mieszaną i jestem zachwycona efektami! Skóra jest nawilżona, niczym nie zapchana, a plamy po krostach po całej nocy wydają się być lekko rozjaśnione i przygaszone.
Z pewnością nie raz jeszcze przeprowadzę sobie taką kurację a nawet skuszę się na inne produkty z tej serii, bo podobno wówczas są jeszcze lepsze efekty.


Cena:
26,9 - 29,9 zł w promocji (cena katalogowa 49,9 zł)


Używałyście tych kapsułek? Macie doświadczenia z innymi produktami z serii Oxygen Boost?




P.S. 
Chcę Wam się jeszcze tylko pochwalić tym, co w końcu udało mi się znaleźć w moim miasteczku:


Tak, tak!!! :D Jantar!!! :D
Tak się cieszę, że nie macie pojęcia - polowałam na nią od kiedy pierwszy raz o niej przeczytałam (czyli od ponad pół roku) i nigdzie nie mogłam jej dorwać aż w końcu trafiłam do małego sklepiku zielarskiego i tam była. Byłam tak szczęśliwa, że nie zwróciłam uwagi na to, co jeszcze było ciekawego w tym sklepiku, ale na pewno to nadrobię jak tylko portfel mi ciut odetchnie ;)

piątek, 29 czerwca 2012

Mini denko - czerwiec

Dziś melduję się Wam z moim mini denkiem czerwcowym. Mało tego, bo używam wielu kosmetyków na zmianę i trudniej tak coś opróżnić. 

A zatem do rzeczy:




1. krem do ciała Full Moon, Ori - bardzo fajny!!! Śliczny zapach, dobrze się rozprowadzał i wchłaniał. Szkoda, że to limitowana edycja, bo skusiłabym się raz jeszcze (jakoś te limitowanki bardziej mi odpowiadają).

2. tonik bezalkoholowy Mariza - z ekstraktem z róży, przeznaczony do cery naczynkowej; Bardzo mi się spodobał, bo nie pozostawiał na twarzy uczucia takiego "zalepienia". Zakupię ponownie.

3. szampon nawilżający Granat i aloes Alterra - do włosów suchych i zniszczonych; Rewelacyjny!!! Konsystencja na początku trochę mnie przeraziła, taka straszna galareta, ale okazał się działać cuda! Nie musiałam już stosować żadnych "wygładzaczy" do włosów, bo świetnie ujarzmiał moje kosmyki. Włosy były mięciutkie, pachnące, niczym nie obciążone. Teraz zakupiłam sobie Makadamia i figa (do włosów osłabionych i łamliwych), ale do tego też wrócę z pewnością.

4. mleczko 3 w 1 Avon Care - nie pierwszy i nie ostatni raz jest jednym z bohaterów mojego denka :)
Zauważyłam, że jak stosuję trwalszy podkład to ma problemy z całkowitym zmyciem makijażu, ale nie przeszkadza mi to - awansował na poranną toaletę ;)

5. wygładzający krem do twarzy na dzień EcoBeauty - rozpisywałam się już o nim, nie zadowolił mnie... Dla osób z bezproblemową cerą będzie ok, ale ja już się więcej nie skuszę.

6. peeling do twarzy Owoc granatu - bardzo fajny, delikatny, zakupię ponownie.


A jak tam Wasze denka?

czwartek, 7 czerwca 2012

Jednolity rzeczowy wykaz...mazideł do ust ;)

Nie wiem czy już Wam wspominałam, ale bardzo lubię błyszczyki :) Myślałam nawet, że to jest uzależnienie, ale oglądając mój zbiór doszłam do wniosku, że to jednak od lakierów jestem silnie uzależniona. Tak czy inaczej, błyszczyk mam w każdej torebce (minimum po jednej sztuce) i w kieszeni w każdym żakiecie (zimą w płaszczu), więc u mnie to loteria, którego dziś użyję - zależy od stroju :D

Kolekcja błyszczyków prezentuje się tak:



- przezroczysty - nie używam go wcale, był dołączony do jakiegoś zestawu
- Arabian Glow, Tan - mój ulubiony!!! To już mój drugi, a rzadko kupuję jakiś błyszczyk 2 razy;)
- Oriflame, czarna jagoda - taki sobie
- powiększający usta, Pink Pucker - nie wiem czy powiększa, ale chłodzi i ma mało przyjemny smak, który dość często powoduje u mnie ból brzucha...
- iskrzący, Rave - też uwielbiam ten odcień!
- supertrwały, Perpetual Pink i Everlasting Petal - oba mają dziwny zapach i smak, są faktycznie bardzo trwałe, szczególnie ten drugi, którego odcień jest dla mnie za ciemny i jak już się przemogę, żeby go użyć to jak na złość długo nie chce mi zejść z ust... Pierwszy bardzo lubię
- potrójny, Peach Sparkle i Luminous Mauve - oba uwielbiam!!! Są przepyszne, ślicznie pachną i kolory idealne dla mnie.
- soczysty Color Trend, Clear - bardzo fajnie pachnie i smakuje, ślicznie się błyszczy
- roziskrzony Color Trend, Blackcurrant - słodziak :) 
- Power Shine, Soft Coral - wygrana w konkursie klikaczkowym :) ma dziwny, plastikowy aplikator, ale jest bardzo fajny
- Incredibalm - pachnie i smakuje jak budyń malinowy :) bardzo fajny

Ostatnio do kolekcji dołączył błyszczyk SuperShock, Melon Madness. Kolor wyobrażałam sobie nieco inaczej, ale nie jest źle. Za to aplikator bardzo mnie zaskoczył - jest ogromny w porównaniu z innymi, naprawdę Shock-uje :)
* zdjęcie pochodzi z Internetu


Jak widać, przeważają tu błyszczyki z Avonu, bo jakoś z tych jestem najbardziej zadowolona, tym bardziej, że jak mi się jakiś nie podoba to zawsze mogę go zwrócić lub wymienić na inny :D

I tu na ręku, w kolejności jak wyżej:



Balsamy i inne:

- wszystkie smaki kremów uniwersalnych z Oriflame :)


Najbardziej lubię wiśniowy i czekoladowy, najmniej zwykły i nie używam go na usta tylko na wszelkie inne miejsca potrzebujące pomocy (nos w czasie kataru, przesuszone dłonie czy pękającą skórę koło paznokci).

A tu:

- uniwersalny balsam z woskiem pszczelim - stworzony zapewne na podobiznę tych z Oriflame, używam go tylko na usta, bo jest przepyszny
- balsam do ust z czerwonym jabłkiem i owsem - podoba mi się opakowanie i zapach, a poza tym jest beznadziejny...

Szminek raczej nie używam. Raz kupiłam sobie "Uwodzicielskie nawilżenie" z Avonu w odcieniu Lilac Shimmer i tak mi się spodobała, że już ją zużyłam, ale nie brałam kolejnej, bo jednak wolę błyszczyki. Miałam też "Colordisiac" w odcieniu Satin Sheets Flavored i też ją bardzo lubiłam, ale gdzieś mi się zgubiła :(


Używałyście któregoś z nich?
Wolicie błyszczyk czy pomadkę?

wtorek, 29 maja 2012

Wygładzający krem na dzień EcoBeauty - Oriflame

Dziś parę słów o nowym kremie firmy Oriflame a mianowicie o

wygładzającym kremie na dzień Ecobeauty


Info od producenta:
Kompleksowa, antyoksydacyjna seria do pielęgnacji skóry Ecobeauty z technologią Natural Pro-Blend działa w doskonałej synergii, by wzmocnić, chronić i pielęgnować Twoją cerę.
Krem na dzień pomaga wypełnić skórę, wzmacnia jej barierę ochronną i pomaga w walce z niedoskonałościami."

87%* wygładzenie drobnych zmarszczek powstałych wskutek odwodnienia skóry
77%* zmniejszenie porów
82%* poprawiony koloryt cery
* Testy konsumenckie (88 kobiet, krem na dzień i na noc, 4 tygodnie)



Krem jest polecany do wszystkich typów cery, dla osób w każdym wieku.


Kolor jak widać mleczny.


Bardzo fajnie się rozprowadza i wchłania.


Opakowanie bardzo wygodne, z pompką, która dozuje tyle, ile nam potrzeba. 
Po pewnym czasie zauważyłam, że to nie jest taka zwykła pompka (jak np. w podkładzie), która pobiera produkt "od dołu" tak, że "od góry" widać zużycie - ta tak jakby wypycha cały krem do góry (nie wiem jak to ująć w słowa, ale chodzi o to, że po ponad dwóch miesiącach używania zostało mi ok. 1 cm kremu co jest widoczne nie na dnie opakowania, ale tuż pod zakrętką, pod światło).


Tu skład jeśli kogoś interesuje.


Identyczna pompka jest w kremie na noc Eucerin.


Jak już wspomniałam wyżej, kremu używam raczej regularnie (przez parę dni testowałam inny) od ponad dwóch miesięcy, dokładnie od Dnia Kobiet. Po pierwszej aplikacji skóra trochę mnie piekła i była lekko zaczerwieniona, tak samo jeśli krem nałożyłam tuż po maseczce lub peelingu. Bardzo często też mam dziwne uczucie "pocenia się" skóry twarzy pod kremem - nakładam krem i po chwili czuję, że skóra mi się "poci", nigdy jeszcze nie czułam czegoś podobnego. Może ma to coś wspólnego z wygładzaniem drobnych zmarszczek powstałych wskutek odwodnienia skóry? Nie wiem...

Jeśli chodzi o zmniejszenie porów to te faktycznie wydaja się być mniej widoczne. Kiedyś pisałam Wam o tym, że zaobserwowałam powiększające się pory na policzkach, po obu stronach nosa i to właśnie one skupiły moją uwagę. Po aplikacji kremu buźka od razu wydaje się być dużo gładsza, taka delikatna i mięciutka.

Poprawiony koloryt cery? O nie! Absolutnie się z tym nie zgodzę! No chyba, że ja nie za bardzo rozumiem to sformułowanie... W tej kwestii nic się u mnie nie zmieniło. Mam niestety nawet takie wrażenie, że krem i stosowanie go na dzień spowalniało wszelkie moje zabiegi, które miały mi pomóc np. z rozjaśnieniem plam po krostach. Podczas używania kremu Ecobeauty na dzień, na noc stosowałam przeważnie serum REVERSALIST, Avon. I tak jak rano budziłam się i zachwycałam tym, co serum zrobiło podczas snu, tak po dniu z kremem Ecobeauty wszystko wracało do "normy". Tak samo było z syfkami - serum je podsuszało, a krem był jakby pożywką do dłuższego gojenia się tych zmian... Dlatego wydaje mi się, że krem jest odpowiedni wyłącznie dla cer bezproblemowych. 

Największym plusem tego kremu jest natychmiastowy efekt matowienia skóry, który utrzymuje się dość długo - teraz jak jest ciepło to po 4-5 godzinach czasem muszę użyć bibułki, wcześniej nawet do wieczora nie miałam problemów z błyszczeniem. Ponadto, krem nie zapycha i bardzo dobrze się sprawdza jako baza pod podkład, ponieważ szybko się wchłania (od razu można nakładać podkład) i wygładza nam buźkę, co sprawia, że podkład lepiej się rozprowadza - podczas stosowania tego kremu musiałam jedynie zrezygnować ze stosowania podkładu matującego, bo oba te produkty razem powodowały podkreślanie suchych skórek i innych niedoskonałości. 

Moja opinia być może nie jest miarodajna, bo producent zaznaczył, że powyższe efekty można było zaobserwować przy równoczesnym używaniu kremu na dzień i na noc przez 4 tyg., no a ja używałam tylko tego na dzień. Mimo wszystko raczej nie zakupię go ponownie, bo cena jest zbyt wysoka a dobry krem matujący można kupić taniej.


Cena 69 zł/50 ml (w promocji ok. 46 zł)


Używałyście może jakiegoś produktu z serii Ecobeauty? Jestem ciekawa Waszych opinii, zwłaszcza o podkładzie, bo sama rozważałam zakup.