Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oriflame. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oriflame. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 listopada 2016

Denko - październik

No i się zaczęło... Ciemno, pochmurno, siąpi, zimno - zdecydowanie nie lubię tego okresu i tylko odliczam dni do świąt i przerwy, od której to dzień z minuty na minutę będzie coraz dłuższy.
Postanowiłam do końca roku zachować porządek jaki tu sobie ustaliłam jakiś czas temu, tj. miesiąc zaczynam od rozliczeń z denka i zakupów a potem jak wyjdzie. Ostatnio nic nie wychodzi i nie wiem czy coś się zmieni w tej kwestii czy całkowicie dam sobie z tym spokój, bo nie jestem zadowolona z obecnego stanu rzeczy...

Pogorszenie widać też w zużywaniu, popatrzcie
 kiedyś ledwo się mieściłam w tym koszyczku


1. Head&Shoulders, szampon przeciwłupieżowy Gęste i mocne - szampon z Joyboxa. Nie mam problemu, ale raz na jakiś czas profilaktycznie (nie wiem czy jest coś takiego ;)) go używałam. Bardzo dobrze się spisywał.
2. Marion, odżywka do włosów łamliwych i z rozdwojonymi końcówkami - takie właśnie mam włosy (czy raczej to siano na głowie) a odżywka poza nawilżeniem i ładnym zapachem nic więcej nie dawała.

3. Avon, żel pod prysznic Rio Coctail - tegoroczna limitowana edycja wakacyjna. Zapach ok, ale bez szału a żel jak żel.
4. Perfecta, kawowy peelingujący żel pod prysznic - byłam z niego bardzo zadowolona. W zapachu czułam zamiast kawy jakiś cynamon czy inne korzenne przyprawy a jego działanie było naprawdę w porządku. Jest to żel, ale drobinki były dość ostre i efekt na co dzień był jak najbardziej zadowalający. Jedyny minus to zbyt rzadka konsystencja, ale stanowiło to problem tylko przy otwieraniu, bo żel szybko wypływał z opakowania - na ciele nie było to uciążliwe. Myślę, że wrócę.
5. Pat&Rub, hipoalergiczny balsam do ciała - kolejny hit październikowego denka! ♥ Mam jeszcze dwa balsamy o innych zapachach, ale ten jest moim zdecydowanym faworytem! Miałam go zrecenzować, oszczędzałam jak mogłam, ale się nie udało. Oprócz tego, że balsam wspaniale pielęgnuje i nawilża skórę to ma tak delikatny i nie męczący zapach, że dosłownie go pokochałam. Kto zna firmę to wie, że ich zapachy mogą być wręcz męczące a ten jest inny i dlatego został moim ideałem. Jeszcze jedno ♥ na koniec. Zdecydowanie polecam!
6. Eveline, olejek po depilacji - oj tu nie umiem się wypowiedzieć. Zużyłam, ale bez zachwytów i przyjemności.

7. Tso Moriri, maska z witaminą C - różowa; bardzo polubiłam się ostatnio z maskami algowymi. Trudną sztuką jest jej przygotowanie, bo łatwo przesadzić z ilością wody czy źle rozmieszać, ale efekty są jak najbardziej warte próbowania! Skóra jest cudownie nawilżona, ukojona i wygładzona - myślę, że do szczegółowych obietnic mogłabym się odnieść, gdybym używała ich regularnie a tak mogę tylko stwierdzić ogólnie, że mi się podoba i polecam spróbować.
8. Tso Moriri, maska caviar - niebieska; podobnie jak wyżej
9. Mariza, peeling drobnoziarnisty do twarzy - mój drugi peelingowy ulubieniec (po miętowym Clearskin), do którego chyba nie wrócę. Mam wrażenie, że wymęczyłam już trochę twarz i stała się ona bardzo delikatna i wrażliwa i teraz oczekuje od mnie nieco łagodniejszego traktowania. Peeling jest świetny, bez dwóch zdań, ale dla mnie już za mocny.

10. Oriflame, czekoladowy krem do rąk - taki kremik na co dzień, bez szału, ale też nie najgorszy.
11. Oriflame, dezodorant w kulce Activelle - lubię zapach tej kulki, jej działanie i często do niej wracam. Teraz szukam kulek bez aluminium, ale widzę, że ich działanie ochronne pozostawia wiele do życzenia....
12. Bath&Body Works, żel antybakteryjny Pink Chiffon - mój ulubiony zapach tej firmy ♥ Aktualnie mam inną wersję zapachową, ale ma chyba więcej alkoholu w składzie, bo bardzo szybko dowiaduję się o jakichś podrażnieniach dłoni :/


I już!
Znacie coś? Podzielacie opinię?

niedziela, 7 lutego 2016

Denko - styczeń

Blogowy czas odliczam od jakiegoś czasu pojawiającymi się denkami i tak oto przeminął pierwszy miesiąc 2016 roku. Puste opakowania jak zwykle nie mieściły mi się w koszyczku, dużo tam plastiku, ale też sporo tzw. drobnicy. Koszyk musiałam już opróżnić, bo pierwsze wykończenia lutego za mną, więc przełożyłam wszystko do siatki, która teraz wala się po domu, więc nie ma co dłużej zwlekać.

1. Oriflame, żel Discover Mexico - długo czekał na swoją kolej. Całkiem w porządku, ładnie pachniał i dobrze spełniał swoją rolę.
Teraz: żel Dove i Yves Rocher
2. Avon, żel Naturals Figa - to mój przedostatni żel Naturals z zapasów, uff! Zapach miał podobne nuty do wody Ultra Sexy, więc używałam go z wielką przyjemnością i chętnie powrócę.
Teraz: patrz wyżej
3. BeBeaty, żel Ciasteczkowy - przepiękny zapach! Z płynem do kąpieli to była jakaś wpadka, bo żel pachniał normalnie, tak jak mydło. Szkoda, że to limitowana edycja, bo z chęcią bym wróciła.
Teraz: patrz pkt. 1

4. Avon, peeling do ciała Dazzling Moments - może nie należał do najlepszych zdzieraków, które miałam, ale zapach był obłędny! Dość ciężko wyciskał się z opakowania, ale poza tym było ok.
Teraz: peeling ziołowy Planet Spa
5. Perfecta, peeling do ciała Lady Berry - gratis z gazety. Wybrałam owoce leśne, bo spodziewałam się przyjemnego zapachu, ale okazało się inaczej - widocznie jagody i tego typu owoce nie nadają się do celów kosmetycznych (jagodowy scrub Banii Agafii również pachniał ohydnie). Poza zapachem było ok, choć to zdzierak raczej niskich, bardzo niskich lotów.
Teraz: patrz wyżej
6. Tso Moriri, peeling cukrowy Wiśnie w czekoladzie - peeling cukrowy tak, ale nie o takim zapachu. Nie jestem fanką takiego smaku, więc i zapach mnie męczył. Duże kawałki wiśni zanurzone w cukrowej masie były jedynie ozdobą a nie jak w przypadku malin - dodatkowym zdzierakiem. Nie wrócę, choć skóra po zmyciu była niezwykle gładka i nawilżona. To jedynie kwestia zapachu, bo produkt sam w sobie bez zastrzeżeń.
Teraz: minipeelingi TM i peeling malinowy Amore ♥
7. Bingo Spa, solanka z minerałami z Morza Martwego - moja ulubiona sól do kąpieli (w sensie, że solanka, bo te pachną bardzo ładnie). Raz na jakiś czas urozmaicam sobie w ten sposób pielęgnację, ale nie liczę na ujędrnianie czy inne tego typu obietnice.
Teraz: próbuję wykończyć dziwolągi Bingo Spa - kawior do kąpieli, mleczną kąpiel i peeling solny

8. Avon, żel do mycia twarzy Anew - pisałam o nim tutaj. Nie wiem czy wrócę, bo jest jeszcze mnóstwo produktów w tej kategorii, które chciałabym poznać.
Teraz: żel do mycia twarzy Biolaven
9. Avon, peeling enzymatyczny z chińskim żeń-szeniem - skusiłam się na obie wersje, ale bardzo ciężko idzie mi ich używanie a to przecież dość małe opakowania. Wolę tradycyjne zdzieraki. Podczas używania czasami czułam lekkie rozgrzanie, pieczenie, ale nie podrażniał.
Teraz: drugi peeling gommage z oferty Avon

10. i 11. Tołpa, regenerujący krem korygujący Na dzień i Na noc - pod koniec 2014 roku zrobiłam sobie taki zapas kremów Tołpa, że jeszcze został mi jeden do wykończenia! Tym razem równocześnie używałam kremu na dzień i na noc z tej samej linii. Bardzo lubię ich ziołowy zapach oraz to jak szybko się wchłaniają, nie błyszczą na twarzy. Krem na dzień znam już bardzo dobrze, bo zużyłam parę opakowań i zawsze byłam zadowolona z efektu, jaki uzyskiwałam na twarzy po jego regularnym stosowaniu. Tym razem byłam trochę uprzedzona do kremu na noc, bo czytałam niepochlebne opinie o nim i okazało się, że faktycznie twarz nie oczyściła się tak jakbym tego sobie życzyła. Sam krem na dzień również nie wyprowadzał jej wcześniej całkowicie na prostą, ale zmiany były ograniczone, skóra uspokojona. Póki co, chcę zrobić sobie przerwę od kremów Tołpa, bo dopiero teraz zauważyłam, że krem matujący (ten ostatni, który mi został z zapasów) na drugim miejscu w składzie ma glicerynę a postanowiłam jej unikać. Nie pamiętam składu tych kremów a kartoniki już dawno wyrzuciłam.
Teraz: krem matujący Soraya

12. Catrice, kamuflaż w kremie Ivory - moje odkrycie 2015 roku ♥ Fantastyczny produkt, który bardzo dobrze kryje a do tego nie zapycha. Nanosiłam go palcami i nie rolował się, odcień również był dla mnie idealny. Ostatnio poluję na kamuflaż w płynie, ale nigdzie go nie widać.
Teraz: kamuflaż Avon
13. Mariza, mineralny podkład pudrowy Naturalny - odcień okazał się być ok na tę porę roku i spodobał mi się na tyle, że otworzyłam kolejne opakowanie. Dozuję odpowiednią ilość i cera ma delikatny kolor, jest zmatowiona. Pod wieczór widać, że się ściera z twarzy w ciągu dnia, ale w dość dobrym stanie wytrzymuje tyle, ile mi trzeba. Nie mam pomysłu co zrobić z odcieniem Jasny beż, bo co dam mu szansę to psioczę na siebie potem, że przecież jest za jasny! Chyba rozmieszam go jakoś z Ciemnym beżem.
Teraz: to samo a czasami też podkład Rhea
14. Avon, korektor Luxe - udany korektor, choć wielkiego porównania nie mam, bo to chyba dopiero mój drugi korektor pod oczy. Bardzo ładnie rozjaśniał cienie pod oczami, rozświetlał delikatnie, nie zbierał się w zmarszczkach i nie rolował. Z chęcią kiedyś do niego wrócę.
Taraz: korektor rozświetlający Magix
15. Maybelline, pudrowy podkład mineralny Ivory - tester, ale zauroczył mnie efekt na twarzy. Czytałam, że przy dłuższym stosowaniu może zapychać, więc chyba się nie zdecyduję na zakup, ale przez te kilka dni bardzo ładnie maskował wszelkie niedoskonałości na mojej twarzy.
Teraz: patrz pkt. 13

16. CD, dezodorant w kulce Owoc granatu - pisałam o nim tutaj. Zdecydowanie jeden z najsłabszych antyperspirantów jakie znam. Ładny zapach go nie ratuje, nie polecam.
17. Oriflame, krem do rak Silk Beauty - w sam raz na co dzień. Lubię zapach tej linii i chętnie powrócę o ile pojawia się jeszcze w ofercie.
18. The Body Shop, masło do ciała - mini wersja w sam raz na wyjazdy, ale teraz mało wyjeżdżam a zaczęła mnie już męczyć ta wszędzie walająca się drobnica. Bardzo dobry produkt, idealnie nawilżał, przyjemnie pachniał. Mam jeszcze peeling z tej linii zapachowej, ale już widzę, że się nie polubimy. Oba produkty zakupiłam w SH.
Teraz: próbki Tso Moriri
19. Soap&Glory, peeling do ciała Sugar Crush - jako zdzierak taki se... Drobinki rozpuszczały się w kontakcie z wodą, ale efekt nie był zadowalający. Plus za przyjemny zapach.
Teraz: próbki TM

20. Skarpetki złuszczające do stóp - niebawem pojawi się recenzja.

21. Cleanic, zmywacz do paznokci w chusteczce - to mój pierwszy zmywacz w tej formie. Dobrze poradził sobie z jasnym lakierem, więc spełnił swoje zadanie, ale na co dzień wolałabym jednak zmywacz w płatkach (jeżeli już nie może to być tradycyjny zmywacz w płynie i wacik). Niemniej jednak, uważam, że zawsze warto mieć w torebce czy portfelu taką jedną saszetkę na wypadek sytuacji awaryjnej.
22. Carea, płatki kosmetyczne - zawsze kupuję je w trójpaku i są ok, ale ostatnio nacięłam się na gorszą ich wersję i od teraz sprawdzam nawet skład płatków kosmetycznych. Jakby co to pamiętajcie, że dobre są te, które na pojedynczym opakowaniu mają skład: 70% bawełna, 30% kompozycja włókien poliestrowych.
Teraz: to samo
23. Manhattan, odżywka wybielająca - lubię odżywki, które zostawiają po sobie mleczne paznokcie. Stosowałam ją samodzielnie i pod kolorowe lakiery i dopiero ostatnio zauważyłam, że mam problem z brzydkim kolorem płytki. Jestem w trakcie sprawdzania, co jest tego przyczyną.
Teraz: odżywka Eveline (jeden z podejrzanych)
24. Pastylka musująca do kąpieli - musuje w wodzie, ale większych przyjemności nie zauważyłam. Ani zapachu, ani nawilżenia, tylko delikatny kolor w wodzie. Biorąc pod uwagę, że zapłaciłam za nie grosze to nie żałuję, bo jakby nie było to dodatkowy umilacz w kąpieli.
Teraz: mam jeszcze jedną pastylkę
25. Tso Moriri, mydło walentynkowe - bardzo słaby zapach jak na edycję walentynkową. Z wyglądu urocze, z zapachu najzwyklejsze mydło.
Teraz: mydło malinowe TSSS



Próbki
Tylko jedno masło to nie produkt Tso Moriri, nierafinowane masło shea (dostałam je kiedyś gratis) - dość tępe w użyciu, prędzej spadło mi z ciała niż dało się rozsmarować, do tego zapach starej popielniczki czy jakichś skórzanych starych spodni nie zachęcał do używania, ale efekt na skórze warty poświęceń! Bardzo dobrze i długotrwale nawilżało i pielęgnowało ciało.
Z produktów Tso Moriri najbardziej spodobało mi się masło imbir i czerwona herbata oraz kawior i granat. Złoty olej do ciała również był ok, ale starałam się go tak wylewać, aby wszystkie złote drobinki zostały w środku. Mus do ciała Wiśnie w  czekoladzie nie przypadł mi do gustu przez zapach, bo działanie było ok. Z kolei mus marchewkowy miał cudowny zapach, ale nogi były zbyt mokre/tłuste po nim a to mnie irytowało.
Z próbek do twarzy spodobał mi się krem India i Vichy Liftactiv - bardzo ładnie zachowywały się na twarzy a Vichy to zauroczył mnie także zapachem, chyba się nad nim zastanowię. Krem pod oczy i lekki krem rokitnikowy Sylveco wymęczyły mnie zapachem, maska z witaminą C Tso Moriri okazała się być naprawdę dobrym produktem i to na tyle, że mm ochotę na więcej. Maska błotna Planet Spa to mój ulubieniec od dawna.
Perełki do kąpieli no name tylko zabarwiły wodę na różowo, ale peeling do stóp Tso Moriri zaskoczył mnie zapachem.


A jak u Was? Znacie coś z mojego denka?

sobota, 2 stycznia 2016

Denko - grudzień

Aby dobrze rozpocząć rok, od razu biorę się do blogowej roboty a w kolejce jako pierwsze czeka denko. Walka z opróżnianiem opakowań trwała niemal do ostatnich godzin 2015 roku i dzięki temu udało mi się zrobić sporo wolnego miejsca na półce z zapasami (być może rozliczę się z nich niebawem, żeby łatwiej było mi ich się pozbyć). Zrobiłam też małe porządki i kolejne przeterminowane kosmetyki wylądują za chwilę w koszu.
Zatem zapraszam

1. The Body Shop, żel pod prysznic Drzewo herbaciane - łup z SH o mega przyjemnym zapachu. Lubię takie aromaty w kosmetyce, TŻ też polubił i odnajdywał go za każdym razem, gdy schowałam ;). Jako żel spisywał się rewelacyjnie - oczyszczał, dobrze się pienił, nie wysuszał. Wróciłabym.
Teraz: żel Dove
2. CD, żel pod prysznic Cytryna - żel w porządku, ale zapach raczej nie mój, męczył mnie, choć lubię cytrusy. Dobrze oczyszczał i nie sprawiał problemów w tej materii.
Teraz: żel Avon
3. BeBeauty, płyn do kąpieli Cookies - linia o bardzo ładnym zapachu, choć ten produkt nie pachniał w ogóle! Nie wiem o co chodzi. Mydło było ok, żel pod prysznic również ładnie pachnie a ten lałam do wody i nic, tylko pianę robił. Szkoda.
Teraz: olejek do kąpieli Avon
4. Oriflame, krem pod prysznic Silk Beauty - lubię zapach tej serii, to już moje drugie opakowanie (mam jeszcze krem do rąk). Gęsty krem o przyjemnym zapachu, spisywał się bardzo dobrze. Chętnie wrócę jeszcze kiedyś.
Teraz: żel BeBeauty Cookies

5. Mariza, krem do stóp na pękające pięty - stosowałam raczej profilaktycznie i jako nawilżacz na co dzień spisywał się ok. Nie wiem jak poradziłby sobie z popękanymi pietami. Ładnie pachnie, nie jest tłusty, szybko się wchłania.
Teraz: kończę krem SheFoot i otwieram lawendowy z Marizy
6. Eveline, ujędrniający olejek antycellulitowy - w grudniu postawiłam na olejki do nawilżania ciała. Małe opakowanie, więc wątpię czy stosując zgodnie z zaleceniami (10 minut masażu dziennie) dałoby się zaobserwować jakieś zmiany w kwestii cellulitu, ale tak czy inaczej podobał mi się ten olejek. Dobrze nawilżał i szybko się wchłaniał, nie zostawiając tłustej i błyszczącej skóry a tak do tej pory wyobrażałam sobie używanie olejków.
Teraz: próbki olejków Tso Moriri
7. Kropla Zdrowia, krem do rąk - recenzja tutaj. Liczyłam, że w zimie krem zadba o moje dłonie, ale okazało się, że nie do końca sobie z tym radził, mimo, że do tej pory zima była dość łagodna. (Przypomnę mój problem - jak temperatura zaczyna spadać to na prawej dłoni skóra mi pęka, robi się szorstka, brzydka.)
Teraz: krem do rąk Oriflame
8. Tso Moriri, olejki do ciała - próbki, które wystarczały mi na 3-4 użycia. Szczególnie przypadł mi do gustu dwufazowy olejek Kwiat wiśni (czerwony) i pięknie pachnący Letnia noc (ten miał takie trochę męskie nuty). Kawior (niebieski) też był dwufazowy, Świeżość poranka i Zmysłowy urok również ładnie pachniały, ale w pierwszej kolejności chciałabym wypróbować tylko dwa podane wyżej. Wszystkie dobrze nawilżały, nie wylewały się z ręki, nie tłuściły skóry, bo szybko się wchłaniały. Wrócę, jak najszybciej.
Teraz: ostatnie próbki TM

9. BeBeauty, płyn micelarny - kolejna flacha lubianego przez tłumy płynu micelarnego, ale tym razem nie byłam już tak zadowolona. Zauważyłam, że pod koniec butli, twarz po przetarciu wacikiem robiła się zaczerwieniona, podrażniona. Poza tym, ma tę samą pojemność co Garnier a kończy się szybciej, więc póki co pozwolę sobie od niego odpocząć.
Teraz: Garnier na oczy, Sylveco na twarz
10. Jadwiga, maska z glinki czerwonej - taka mała, wystarczyła na 3 czy 4 użycia a nie mogłam jej wykończyć (bo ciągle zapominałam). Ciężko mi coś o niej powiedzieć, bo stosowałam od przypadku do przypadku, bez regularności, więc zachowywała się jak każda inna glinka - podsuszała zmiany, ściągała, ale nie wysuszała skórę, wygładzała ją i zmiękczała.
Teraz: inne kolory glinek
11. Ziaja, myjący żel normalizujący Liście manuka - recenzja tutaj. Wrócę raczej do tego z drobinkami peelingującymi.
Teraz: żel Avon
12. Zrób Sobie Krem, glinka żółta - patrz pkt. 10. Stosowana doraźnie, łagodziła zmiany na skórze, nie podrażniała ich, usuwała sebum, wygładzała skórę na twarzy. Teraz w kolejce czeka różowa, brązowa i jakieś ciemne.
Teraz: inne glinki
13. Dabur, woda różana - kolejna flacha uwielbianej przeze mnie wody. Tym razem używałam jej głównie do rozrabiania maseczek, ale pod koniec także jako toniku. Kocham niezmiennie.
Teraz: woda różana KTC
14. Farmona, Jantar szampon z wyciągiem z bursztynu - bardzo mile mnie zaskoczył. Szampon o zapachu odżywki Jantar do włosów, więc dla mnie przyjemny. Odpowiednio się pieni, nie plącze włosów, dobrze oczyszcza, jest bardzo wydajny. Z chęcią kiedyś wrócę.
Teraz: szampon Sylveco
15. Avon, płyn do higieny intymnej Active - tak mi się spodobał, że używam już drugiego opakowania. Zwykle zapachy avonowych płynów szybko mnie męczą a zbyt rzadka konsystencja nie zachęca do powrotu, ale ten jest jakiś inny. Przezroczysty, dobrze się pieni, przyjemnie pachnie - dla mnie wystarczy.
Teraz: to samo
16. Bath&Body Works, mydło w piance Twilight Woods - recenzja tutaj. Cudowne mydło o przepięknym zapachu, jeśli tylko będę miała możliwość to wrócę.
Teraz: walentynkowe mydło w kostce TM i malinowe TSSS
17. Tołpa, mydło borowinowe - jakoś mnie specjalnie nie zachwyciło ani zapachem, ani działaniem. Mydło jak mydło.
Teraz: jw.

18. Mariza, mineralny podkład pudrowy Ciemny beż - używałam go latem, razem z odcieniem Naturalnym. Gdy otworzyłam podkład Rhea i okazał się za jasny to tym delikatnie uzyskiwałam kolor, który mi pasował. Jako podkład jest mi za ciemny, ale jego wygląd na twarzy podoba mi się najbardziej z trójki (mam jeszcze Jasny beż).
Teraz: podkład mineralny Maybelline Ivory
19. Rhea, podkład mineralny Sable Light - wybrałam dwa odcienie tego podkładu, ten jest ciut ciemniejszy, choć ostatecznie i tak okazał się być za jasny. Składowo bardzo mi odpowiada, krycie również jest zadowalające. Zmiany na twarzy powoli znikają, ale jak zrobię skok w bok na rzecz drogeryjnych podkładów (np. resztek Revlona, którego nie mogę wykończyć) to wszystko się odnawia.
Teraz: chwilowo jeszcze Maybelline, ale zaraz się skończy i otworzę ten jaśniejszy odcień, Natural Light.
20. Avon, żelowa kredka SuperShock Raw Plum - moje ulubione kredki do kresek, choć ten kolor szybko mi się znudził (wolę Savage ♥). Wrócę, ale do tej turkusowej, bo mam je jeszcze w zapasach (nawet odłożyłam je dla Was na rozdanie :))
Teraz: kredka Felicea

21. Beauty Formulas, maska do dłoni - zimą moje dłonie potrzebują dodatkowego, bardzo mocnego nawilżenia, więc w końcu przypomniałam sobie o tej masce. Trzymałam ja na dłoniach dłużej niż trzeba (zwyczajnie zasnęłam w tych rękawiczkach) i efekt był bardzo zadowalający, choć niestety krótkotrwały. Dodatkowy plus za przyjemny zapach. Z chęcią kiedyś wrócę.
Taraz: bawełniane rękawiczki i kremy mocno nawilżające
22. Avon, woda toaletowa Mesmerize - zapach mnie zauroczył, ale jak to ostatnio bywa, później bardzo męczył. Trwałość nie jest niestety jego mocną stroną, nie widać też ile jeszcze płynu zostało w środku. Raczej nie wrócę, bo już kusi mnie kolejna wersja tego zapachu, taka granatowa.
Teraz: woda Ultra Sexy ♥
23. Batiste, suchy szampon do ciemnych włosów - kolejne opakowanie szamponu tej firmy, ale wcześniej miałam inną wersję. Swoje zadanie spełniał w 100%, brudził szczotkę i dłonie na brązowo, ale przedłużał czas miedzy myciami, więc w awaryjnych sytuacjach spisywał się doskonale.
Teraz: suchy szampon z Avonu (Batiste też już mam jakby co)

Próbki.maskę Eveline znalazłam przez przypadek - zużyłam ją już jakiś czas temu, ale jakoś wypadła poza mój koszyczek i dopiero teraz ją odnalazłam. Była ok. Duet Pantene wykorzystałam na wyjeździe świątecznym, bez rewelacji, ale źle też nie było. Próbki produktów Tołpy znalazłam w opakowaniu kremu do twarzy, akurat te chyba najbardziej lubię, więc cieszę się. Maska Avon Palnet Spa już chyba trochę po terminie, więc dość szybko ją zmyłam, ale na szczęście nic złego mi nie zrobiła.

Przeterminowane wyrzutki. Najbardziej szkoda mi oleju z kocanki z Biochemii Urody (nie wiedziałam jak się do niego zabrać i tak oto skończył się termin) i avonowej bazy pod makijaż (dawno już zrezygnowałam z tego typu produktów, ale mogłam ją oddać komuś kto znalazłby dla niej zastosowanie).

No i tyle! Jak Wam poszło z denkiem w ostatnim miesiącu? Znacie coś ode mnie?

niedziela, 2 sierpnia 2015

Denko - lipiec

Już od kilku denek nie mogę zrobić pierwszego zdjęcia gdzieś poza szafą, w której to zbieram, bo puste pudełka wysypują mi się z koszyczka. Nie to, żeby znowu denko było takie ogromne! Po prostu butelki po żelach pod prysznic zajmują sporo miejsca a koszyczek jest mały, ale tak już się do niego przyzwyczaiłam, że nie mogę zmienić.

Dziś denko wyjątkowo na nowym tle. Robimy z TŻem karmnik dla naszych balkonowych gołębi i moją rolą było polakierowanie deseczek. Tak mi się to spodobało, że przez kilka ostatnich dni, spokojnie i wielką precyzją malowałam warstwę po warstwie. A jak zobaczyłam efekt to pomyślałam o tle do zdjęć.

Ciało - oczyszczanie
1. Avon, żel pod prysznic Garden of eden - mój ulubiony niekremowy zapach (z kremowych Divine Time) stąd często do niego wracam.
2. Avon, żel śliwka i wanilia - ciąg dalszy zużywania zapasów (zostały mi 3 ostatnie!). Bardzo ładny zapach, taki wytworny, elegancki, jak dla perfum, konsystencja gęsta, przyjemna. Chyba się polubimy.
3. TBS, kremowy żel pod prysznic shea - kremowa, bardzo gęsta konsystencja cudownie pokrywała całe ciało, lekko się pieniąc przy kontakcie z wodą. Zapach przyjemny a po spłukaniu skóra wyraźnie nawilżona - jak po balsami pod prysznic.
4. M&S, kremowy płyn do kąpieli Downton Abbey - również gesty, choć nie tak kremowy płyn o niezwykłym zapachu. Dobrze się pienił, nie wysuszał, przyjemnie było go używać.
5. Soap&Glory, żel pod prysznic Sugar Crush - mini buteleczka idealna na wyjazdy. Zapach, w porównaniu do klasycznej wersji, jest bardziej orzeźwiający i cytrusowy, ale równie przyjemny. Sam żel natomiast odpowiednio gęsty i dobrze spełniający swoje zadanie.

Makijaż
6. Avon, BB matujący Solutions - bardzo mile zaskoczył mnie ten krem. Zwykle ciężko mi w Avonie dobrać odpowiedni odcień i zadowalający efekt (matujący) a tu wszystko ładnie się złączyło. Miałam odcień Light i był w sam raz - idealnie pasował do mnie, choć pod koniec opakowania, jak złapałam trochę słońca, było gorzej (mam teraz wielki problem z dobraniem podkładu...). Matowienie, choć nie całodniowe, wystarczyło podrasować pudrem, po kilku godzinach chusteczką i było ok. Krem delikatnie tuszuje niedoskonałości, nie ściera się z twarzy i nie zbiera w zmarszczkach. Jest o wiele lepszy niż BB Anew Vitale i z chęcią wrócę do niego jak tylko pokończę trochę zapasów.
7. Pharmaceris, fluid matujący zwężający pory - recenzja tutaj. Nie wrócę.

Twarz
8. Luxury Paris, dwufazowy płyn do demakijażu - nie lubię płynów dwufazowych, ale na ten skusiła mnie cena. Używałam tylko do zmywania oczu i spisywał się świetnie, choć jak odrobina dostała się pod powieki to powodowała zamglenia ;). Nie wrócę.
9. Tołpa, matujący płyn micelarny-tonik 2 w 1 - jeden z moich ulubionych, więc będę wracać.
10. Soraya, orzechowo-morelowy peeling So Pretty - bardzo dobry zdzierak. W gęstej, brązowej paście były zatopione różnej wielkości orzechowe łupinki, które dobrze radziły sobie z martwym naskórkiem. Do tego miał przyjemny morelowy zapach. Wróciłabym, ale coś go ostatnio nie widziałam na półce?
11. Oriflame, oczyszczająco-tonizujący żel z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynu - mega wydajny produkt! Już niewielka ilość wystarcza na dokładne oczyszczenie twarzy, choć stosowałam go po demakijażu a głównie rano, więc nie miał trudno. Bardzo lubię zapach tej serii, taki zielski a mniej opakowanie, bo zakrętka nie pasuje według mnie do tego typu produktów. Chyba, mimo wszystko, wrócę jeszcze kiedyś do niego.
12. Thalion, krem nawilżający - mini wersja z Shinyboxa. Całkiem fajny krem o przyjemnym, świeżym zapachu i lekkiej konsystencji, która niestety wchłaniała się za długo jak na moje lipcowe wymagania, więc używałam głównie na noc. Dobrze nawilżał, ale nie wiem czy mnie nie zapychał (zobaczyłam mega długi skład, więc on jako pierwszy był na celowniku). Nie skusi mnie droga wersja pełnowymiarowa.

Zapachy
13. Avon, dezodorant w kulce Cherish - ładnie pachniał, działanie zadowalające. Może wrócę.
14. Avon, chłodzący spray do stóp - chłodzący, bo już samo psiknięcie mokrym chłodzi... Spodobał mi się arbuzowy zapach jednak działanie żadne, więc i wody mogę w tym celu używać. Albo tańszej mgiełki do ciała jak już musi pachnieć.
15. Tiger, woda toaletowa Emotion - świetny zapach! Idealny na lato, słodkawo-kwiatowy, trwałość raczej taka jak mgiełek, ale i tak z chęcią poznałabym inne wersje zapachowe tylko nigdzie nie widziałam tych wód.
16. Mariza, mgiełka do ciała Green Tea - ulubieniec lipca! Niezwykle odświeżający, przyjemny zapach, do tego efekt chłodzenia mokrym strumieniem ♥ idealny na upały. Mam jeszcze dwa inne zapachy.

Różne
17. Mariza, odświeżający żel do higieny intymnej - przyjemny żel o delikatnym zapachu i równie delikatnej formule. Piana jest niewielka, ale płyn doskonale radził sobie z oczyszczaniem i pielęgnowaniem okolic intymnych, nie podrażniał.
18. Cleanic, chusteczki nawilżane do peelingu - mega ostre chusteczki, więc zwykle używałam ich...odwrotnie czyli tą gładką stroną i nie do peelingu a do usunięcia makijażu jak nie chciało mi się zmywać... Wolę tradycyjna formę zdzierania, choć jak ktoś lubi ostro to musi spróbować.
19. Soap&Glory, masło do ciała Sugar Crush - również wersja wyjazdowa. Nie jest to ciężkie masło, choć skóra i tak się błyszczała, więc wolałam używać na noc. Nawilżenie zadowalające, zapach przyjemny.
20. Carea, płatki kosmetyczne - używam ich równocześnie, dlatego zawsze razem się kończą :) Prążkowany do demakijażu oczu, gładki do twarzy, do zmywania paznokci różnie.

Próbki
Wszystko oprócz masek White Flower's (recenzja niedługo) i porzeczkowego mydła z loofą Tso Moriri towarzyszyło mi podczas weekendowych wyjazdów. Krem do stóp She Foot dobrze nawilżał, na żel mikrozłuszczający Tołpa poluję na promocjach, bo jest świetny a o szamponie Bioxine nie umiem więcej powiedzieć po jednym razie - był brązowy, ładnie pachniał a próbka wystarczyła na raz, oczyściła i nie splątała włosów. Z kremów do twarzy na pewno nie skusi mnie oliwkowa Ziaja i lekki krem rokitnikowy Sylveco. Choć z tych trzech gdybym miała wybierać kierując się zapachem to nie zdecydowałabym się na żaden... W działaniu spodobał mi się nagietkowy i brzozowy - choć początkowo nieładnie błyszczały się na twarzy to z każdym kolejnym użyciem było lepiej. Dawały radę i pod makijaż i na noc, skóra rano wyglądała bardzo ładnie. Pomyślę nad nimi.


Znacie może coś z mojego denka i podzielacie opinię?

środa, 4 marca 2015

Denko - luty

Bardzo lubię początki miesiąca na blogach - następuje wtedy wysyp wpisów denkowych i zakupowych, które z wielkim zainteresowaniem przeglądam. Zawsze coś mi wpadnie w oko, coś trafi na listę marzeń lub z niej wyleci.
U mnie, choć luty był krótkim miesiącem, poszło nieźle. I to mimo kilkudniowej nieobecności w domu (a co za tym idzie, niedostępności czy też niemożności przewiezienia ze sobą niektórych rzeczy).


Twarz
1. Be Beauty, matujący płyn micelarny - recenzja tutaj. Tego nie kupię, ale do wersji klasycznej (niebieskiej) jeszcze wrócę.
2. Mariza, peeling drobnoziarnisty - recenzja tutaj. W aktualnym katalogu jest w promocji, więc lada moment kupię ponownie.
3. Avon, maseczka oczyszczająca Tajski Kwiat Lotosu - świetna maseczka, do której wróciłam po przerwie. Chyba już nie jest dostępna w ofercie regularniej, ale czasem można ją dorwać na wyprzedaży.
4. Tołpa, płyn micelarny Physio - mój ulubieniec jeśli chodzi o tołpowe micele ♥ Kupuje ilekroć jest w dobrej promocji, bo tak bez to trochę drogawo wychodzi.
5. Biały Jeleń, pianka do mycia twarzy - nie spodziewałam się po niej, że będzie aż tak dobra! Kupiłam ją za grosze a była bardzo wydajna i skuteczna, do tego pięknie pachniała. Wrócę jeśli będzie taka możliwość, bo nigdzie stacjonarnie jej nie widziałam (swoją kupiłam w aptece Gemini).


Włosy
6. Alterra, szampon nawilżający - kolejny powrót po przerwie. Był w fajnej promocji przy okazji otwarcia nowego sklepu w mieście, więc wpadł do koszyka i trochę szkoda, że nie zrobiłam większego zapasu. Bardzo lubię jego zapach, konsystencję, działanie - bardzo udany produkt, do którego z pewnością wrócę.
7. Bania Agafii, maska stymulująca wzrost włosów - kolejna fajna rosyjska maska. Ciężko stwierdzić czy faktycznie włosy rosną (i mniej wypadają) po niej, bo stosuję różne specyfiki, ale lubię zapach tych maseczek, ich małe opakowania, przyjemną cenę i takie błyskawiczne działanie na co dzień - włosy są nieobciążone i dobrze się układają. Wrócę.
8. Avon, balsam dyscyplinujący włosy - z żalem wykończyłam tę buteleczkę, bo od dawna produkt nie pojawia się już w katalogach a nie pamiętam, żeby był wycofywany. Niby maleństwo, ale wystarczy kropla, aby ujarzmić sterczące kłaczki, nadać włosom gładkości i miękkość z przyjemnym zapachem w gratisie. Jeśli znacie jakiś produkt drogeryjny, który byłby podobny do tego balsamu to bardzo Was proszę o cynk :)


Ciało
9. Bingo Spa, solanka z minerałami z Morza Martwego - stały bywalec jeśli mam ochotę na pachnącą a bezpianową kąpiel. Wrócę.
10. Avon, żel pod prysznic Maroccan Delights - słaby zapach (mało "marokański" jak dla mnie), słaba konsystencja (nieco inna niż reszty żeli, nie tak gęsta), wymęczyłam z przymusem. Nie wrócę.
11. Avon, olejek do kąpieli - na początku używałam go do włosów (zachwycił mnie od pierwszego użycia), do kąpieli, pod prysznic i do nawilżania. Zostało mi tylko wypróbować na dłonie, ale nie zdążyłam, bo się skończył. Mam jeszcze kilka innych wersji zapachowych.
12. Tso Moriri, mydełko organiczne - mydełko z tegorocznej świątecznej edycji. Lubię i zawsze mam kilka kostek w domu.
13. Sanctuary Spa, peeling do ciała - słaby peeling, zapach za mocny jak dla mnie, ale patrząc na to, że dałam za niego grosze w sh a świetnie nadawał się na wyjazdy to może być. Niemniej jednak już nie zwracam uwagi na te produkty podczas buszowania w koszach.
14. Be Beauty, mydło w płynie Cookies - mydło jak mydło, ale zapach niecodzienny, bardzo ładny, ciasteczkowy. Szkoda, że na dłoniach nie utrzymywał się trochę dłużej. Mam jeszcze żel i płyn do kąpieli z tej serii.

Inne
15. Maseczki: oczyszczająca Efektima i Montagne Jeunesse - pierwszą znam i lubię, drugą poznałam dzięki zakupom w sh. Pachniała przepięknie, fajnie ukoiła skórę. Twarz po zmyciu była gładka, zmatowiona.
16. Biały Jeleń: emulsja do higieny intymnej o szampon do włosów - takie sobie.
17. Oriflame, krem uniwersalny - to historyczny moment, bo to pierwszy kremik, który udało mi się wykończyć! Sporo po terminie ważności... No, ale mimo tego, na mega suche dłonie nie działał źle.
18. Papierowy pilniczek - lubię takie pilniczki i mam kilka w zapasie.


19. Avon, krem BB Anew Vitale - recenzja tutaj. Zostało mi tam na dnie jeszcze na 2 użycia, ale już nie mam siły męczyć się z tym różowym odcieniem (krem BB matujący z serii Solutions dopasował się do mnie o wiele lepiej). 
20. Bath & Body Works, krem do rąk True Blue Spa - recenzja tutaj. Być może wrócę.


Znacie coś z mojego denka? Jak u Was sprawdziły się moje produkty?

piątek, 2 stycznia 2015

Denko - grudzień

Dziś pora na rozliczenie się z ostatniego denka ubiegłego roku. Męczy mnie już ten bałagan w łazience i masa pootwieranych produktów, więc wzięłam się ostro do roboty i wynik jest zadowalający. Same spójrzcie


Twarz
1. Bielenda, nawilżający płyn micelarny - bardzo fajny produkt do demakijażu, skutecznie oczyszczał i faktycznie nawilżał. Kiedyś wrócę.
2. Dabur, woda różana - kolejna pusta butelka. Tę zużyłam tylko jako tonik, nie robiłam maseczek. Wrócę.
3. Tołpa, Botanic krem matujący Amarantus - nie polubiłam go. Bardzo ładnie pachnie, ale nie matuje tak dobrze jak jego bracia z linii Sebio czy Strefa T a poza tym nie współgrał z moimi podkładami (tylko te z Marizy dały radę), więc nie wrócę. Aktualnie używam matującego Sebio.
4. Oriflame, krem na noc rozjaśniający przebarwienia - bardzo intensywnie pachnie, wręcz męcząco. Efektów nie zauważyłam a spodziewałam się wiele. Nie wrócę, nie polecam.
5. Avon, maseczka Anew Vitale 2 w 1 - świetna maseczka! Miała być recenzja, ale zanim się za to zabrałam to zdążyli ją wycofać ze sprzedaży. Przepięknie pachnie, oprócz działania pielęgnacyjnego podczas zmywania zachodzi także złuszczanie, bo ta budyniowa konsystencja ma w sobie mnóstwo drobinek silnie ścierających martwy naskórek. Spróbuję ją jeszcze złapać na wyprzedaży, ale może być ciężko.

Ciało - oczyszczanie

6. The Body Shop, dyniowy żel pod prysznic - recenzja. Bardzo fajny produkt, niespotykany zapach, świetna cena. Końcem grudnia dorwałam kolejny żel TBS w sh, zobaczycie go niebawem w poście zakupowym.
7. On Line, żel pod prysznic - gęsty, wydajny żel, ale zapach w połączeniu z gorącą wodą był czasem bardzo męczący. Nie wrócę.
8. Avon, żel pod prysznic - przepiękny zapach, działanie jak zwykle w porządku. Wrócę.
9. Avon, żel pod prysznic Ultra Sexy - pokochałam wodę o tym zapachu, żel również. Wielki minus za okropne opakowanie, bo jest twarde i nie ma dozownika (tylko otwór) a żel bardzo gęsty, więc pod koniec ciężko było go wydobyć.
10. Sulphur Zdrój, buska maska siarczkowa do ciała - nie miałam tyle czasu, żeby z nią leżeć, więc nie mogę za dużo powiedzieć. Zapach przyjemny.
11. Biały Jeleń, specjalistyczny olejek do kąpieli - takie małe nic. Nie pachnie szczególnie zachęcająco, nie nawilża, słabo pielęgnuje. Nie zachęcił mnie do siebie.
12. Sulphur Zdrój, borowina Spa do kąpieli - bardzo brudzi wodę, ale kąpiel była przyjemna dzięki zapachowi.

Ciało - nawilżanie
13. Green Pharmacy, masło do ciała - porządne masło o bardzo przyjemnym zapachu. Konsystencja jak dla mnie mało maślana, ale nawilżenie zadowalające. Szybko się kończy. Wrócę jeszcze do tego właśnie zapachu.
14. Tołpa, nawilżające mleczko-nektar do ciała - mój pierwszy produkt do pielęgnacji ciała tej firmy, ale jestem pod wrażeniem. Niby tylko mleczko, ale świetnie nawilżało i pielęgnowało oraz szybko się wchłaniało. Do tego ten śliczny zapach! Mam ochotę na produkt pełnowymiarowy.
15. Avon, krem do stóp i łokci Planet Spa - mój ulubieniec i zawsze mam go w zapasie. Szczerze polecam.
16. Johnson Baby, mleczko pielęgnacyjne - może dla bobasków jest ok, dla mnie za słabe.
17. Avon, dezodorant antyperspiracyjny On Duty - zapach ciekawy, ale potem czuć było jakby się zepsuł (taki jego urok). Nie wiem czy wrócę.

Włosy
18. Avon, szampon wzmacniający czarna rzepa i cedr - wykończyłam z ulgą i już chyba dam sobie spokój z szamponami avonowymi. Nic nie wzmacniał, nie zauważyłam.
19. Queen Helene, odżywka w kremie z cholesterolem - też nie miałam czasu, żeby używać jej zgodnie z zaleceniami, więc nie jestem w stanie jej ocenić. Stosowałam na kilka minut po umyciu, włosy były mięciutkie, łatwiej się rozczesywały, więc mogę sobie wyobrazić co by było po 30 minutach pod ręcznikiem. Z chęcią wrócę kiedyś i to sprawdzę.
20. L'Biotica, serum wzmacniające - dobrze nawilżało suche końcówki, ale jakoś szczególnie ich nie wzmocniło. Gdybym nie wzbraniała się tak przed wizytą u fryzjera, podcięła to, co trzeba to może zauważyłabym efekt. Raczej nie wrócę.

Makijaż
21. Joko Cosmetics, puder prasowany nr J11 - firma zrobiła porządek w swoich magazynach i na czerwcowe spotkanie dała nam w prezencie puder wyprodukowany w marcu 2012... Zużyłam, ale nic o nim nie napiszę.
22. Mariza, podkład balansujący - to już chyba moja druga butelka. Bardzo fajny podkład, ale tuż pod zakrętką sporo go zostało i w żaden sposób nie mogłam się tam dostać, więc nie byłam w stanie zużyć go do końca. Zostanę przy ichnim aksamitnym fluidzie, bo ten jakoś równomiernie spływa z opakowania i nic się nie marnuje.

Inne
23. Carea, duże płatki kosmetyczne - bardzo fajne, wielkie płaty do oczyszczania twarzy. W Biedrze dostępne są znowu 3-paki tych małych, klasycznych, więc trzeba zrobić zapas.
24. Lilibe, płatki kosmetyczne - tragedia... Nigdy więcej!
25. Beauty Formulas, plasterki na krosty i plamy Tea Tree - niebieskie spisywały się u mnie bardzo dobrze, więc skusiłam się na nowość, która też działa. Planuję recenzję.
26. Tołpa, próbki - podczas wyjazdu świątecznego nie chciałam zabierać butelek, więc zdecydowałam się na próbki. Krem matujący i żel Physio znam i byłam zadowolona a teraz dzięki próbkom poznałam i spodobały mi się też oba żele Sebio, zwłaszcza ten mikrozłuszczający, więc mam zamiar kupić wersję pełnowymiarową. Serum odprężające też ok, ale mam spory zapas, więc nieprędko będę mogła pozwolić sobie na zakup.


Uff! A Wam jak poszło w grudniu? Jesteście zadowolone ze swoich zużyć?

czwartek, 2 października 2014

Denko - wrzesień

Denko we wrześniu, podczas dokładania kolejnych pustych pudełeczek, wydawało się zapowiadać raczej skromnie, ale okazało się, że nie jest tak źle ;) Koszyczek, mimo wszystko, znowu nie dał rady - aż pęka w szwach.


Twarz

1. Garnier, płyn micelarny 3 w 1 - recenzja tutaj. Świetny płyn i z pewnością i wielką chęcią do niego wrócę.

2. Avon, pianka głęboko oczyszczająca - bardzo skuteczny i wydajny produkt, do którego wracam regularnie.

3. Purederm, chusteczki oczyszczające przeciwtrądzikowe - miałam ich używać tylko w chwilach wyjątkowego lenistwa i braku czasu na normalny demakijaż, ale bałam się, że mi wyschną, więc zużyłam dzień po dniu. Bardzo wilgotne i dzięki temu dobrze usuwały makijaż (nawet kredkę i tusz do rzęs), ale drobne poprawki płynem też były konieczne. W kwestii trądziku rewolucyjnych zmian nie zauważyłam.

4. Beauty Formulas, plasterki na krosty - któreś z kolei opakowanie i wiem, że nie ostatnie. Bardzo je lubię.

5. Cleanic, płatki do peelingu - duże płaty z dawką solidnego drapania. Jak już czułam, że wystarczy to stroną bez drobinek peelingujących ścierałam pozostałości z twarzy (bo właśnie podczas używania na twarzy zostają te drobinki). Całkiem fajny produkt, ale wolę raczej tradycyjne peelingowanie.


Ciało

6. Avon, kremowy żel pod prysznic - zapach nie przypadł mi do gustu. Żele Senses bardzo lubię, ale do tej wersji już nie wrócę.

7. Soraya, żel pod prysznic - ostatni żel z mojej trylogii. Przyjemny zapach, skuteczne działanie, ale ta galaretowata konsystencją pod koniec już mnie trochę męczyła. Kupię, ale wersję malinową.

8. Soraya, żel do higieny intymnej - wakacyjny ulubieniec. Recenzja niedługo.

9. Oriflame, dezodorant antyperspiracyjny - koleżanka kupuje je regularnie, więc w końcu ja postanowiłam spróbować. Zapach przepiękny! Taki świeży i rześki, ale działanie jak dla mnie ciut za słabe (zwłaszcza przy mojej aktualnej aktywności rowerowej).

10. Tso Moriri, mydełko glicerynowe - wersja makowa chyba. Oprócz ładnego zapachu i dobrego działania, pełnią też funkcję ozdobną w łazience, więc wracam do nich regularnie.


Włosy

11. L'biotica, maska do włosów Keratyna + Jedwab - po wielu pochlebnych recenzjach (tylko raczej ogólnie masek L'Biotica, nie pamiętam czy i tej konkretnie) spodziewałam się efektu WOW na głowie, ale tak się nie stało. Nie jest całkiem do niczego, bo jednak nie obciążała włosów i co nieco o nie dbała, ale mając porównanie do maski Pilomax wybieram tą drugą. Pod koniec używania zapach był okropny - tak jakby wąchać stare kremy a od otwarcia nie minął jeszcze rok.

12. Avon, kuracja Gładkość jedwabiu - taki przyjemny zwyklaczek. Mało wydajny - ta buteleczka skończyła się bardzo szybko, o wiele szybciej niż zielone serum. Stosowałam na włosy tuż po myciu i nie zauważyłam obciążania czy zlepiania (jak w przypadku serum z olejkiem arganowym). Plus za ładny zapach. Nie wrócę.


Twarz - kolorówka

13. Biochemia Urody, puder bambusowy - mój pierwszy raz i nie ostatni. Świetny puder! Doskonale matowił i nie zapychał przy tym. Trochę pylił, więc i nos od środka miałam przypudrowany, ale można się przyzwyczaić. Kupię z pewnością.

14. Mariza, aksamitny fluid matująco-kryjący - ten fluid z kolei jest regularnie kupowany przez moją szwagierkę, która uważa, że jest lepszy niż Revlon i poleca go wszystkim na każdym kroku. Musiałam sprawdzić czym się tak zachwyca. Podkład fajnie wyrównuje koloryt, dobrze leży na twarzy i matuje na długo, ale z kryciem nie radzi sobie tak, jakbym tego oczekiwała - raczej tylko maskuje drobne niedoskonałości. Do tego ślicznie pachnie i jest tani jak barszcz (16 zł/30 ml bez promocji a ja mam jeszcze ze zniżką). Być może wrócę.

15. Barwa, peeling drobnoziarnisty - 2 saszetki, brak ich na zdjęciu, bo opakowanie się zapodziało. Po wyciśnięciu wygląda na słabiaka, ale na twarzy okazuje się, że całkiem dobrze ściera. Do tego ładnie pachnie, tak cytrusowo. Podejrzewam, że capnę go jeszcze kiedyś w drogerii.



I to tyle. Znacie coś?
Jak Wam poszło?

niedziela, 3 sierpnia 2014

Denko - lipiec

Lipiec był dla mnie długim miesiącem, więc sporo udało mi się zużyć. W końcu zdenkowałam sporo żeli pod prysznic, bo już mnie zaczyna męczyć to codzienne zastanawianie się na co mam dziś ochotę - planuję ograniczyć liczbę stojących na wannie środków myjących do ciała do maksimum 5 (nie pytajcie ile stoi ich teraz...). Poopróżniałam końcówki butelek i tym sposobem aż tyle dziś tego.


Ciało - oczyszczanie:


1. BeBeauty, żel pod prysznic Bali - żel z drobinkami peelingującym o MEGA przyjemnym zapachu ♥. Nie znam innych wersji a ten stał się moim ulubieńcem i już szukałam kolejnej butelki, ale ich nie ma!!! :(

2. Original Source, żel pod prysznic Kaktus i Guarana - kolejny ulubieniec!!! Tak soczyście owocowy zapach, że miałam ochotę go liznąć z ciała! Wersja sezonowa, więc też się boję, że już go nigdzie nie znajdę. :(

3. Oriflame, żel pod prysznic Parisian Delight - zapach przyjemny, ale raczej z tych wieczorowych, bo taki trochę perfumowy. Konsystencja zbyt rzadka jak dla mnie, więc nie kupię więcej.

4. Apart, nektar do kąpieli liczi i żurawina - kolejny świeży i rześki zapach. Stosowałam go do wanny jako nektar oraz jako żel pod prysznic, w obu przypadkach spisywał się bardzo dobrze.

5. Avon, peeling do ciała Garden of Eden - nie przepadam za peelingami z serii Senses, bo są słabe, ale ten kupiłam tylko dla zapachu - idealny na lato! Jeden z moich ulubionych w Avonie.

6. Bingo Spa, solanka z minerałami z Morza Martwego z ekstraktem soku Noni - kolejna bingowa sól, która swoim zapachem przenosi mnie do parku wodnego Tropicana ♥. Kończą mi się już sole, więc muszę pomyśleć nad porobieniem zapasów.

7. Mariza, rewitalizujący płyn do kąpieli Jaśmin - bardzo wydajna ta beczułka! Płyn dawał dużo piany i spełniał swoją rolę, ale zapachowo bardziej podoba mi się używana jeszcze Brzoskwinia.

8. Tso Moriri, mus pod prysznic Amore - recenzja tutaj. Będę wierną użytkowniczką ♥ ♥ ♥


Włosy:


9. Pilomax, maska do włosów ciemnych - recenzja niedługo.

10. DeBa, szampon odżywczy - nie byłam z niego zadowolona, więc większość poszła do mycia pędzli.


Twarz - pielęgnacja i makijaż:


11. Miraculum, krem zwężający pory cera tłusta i mieszana - prezent z czerwcowego spotkania blogerek z terminem ważności do sierpnia... Dopiero pod koniec lipca doczytałam, że nadaje się i na dzień i na noc i dzięki temu udało mi się go zużyć. Idealnie dopasowany do mojej cery, bardzo ładnie pachniał i dobrze matowił oraz dawał radę jako baza pod makijaż (jedynie fluid matujący Pharmaceris wyglądał źle, ale on jest jakiś problematyczny, bo jeszcze na żadnym kremie nie wyglądał dobrze...). Nie zauważyłam zapychania, pojawiło się parę syfów w trakcie używania, ale nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że to jego wina.

12. Mariza, podkład balansujący - długo na niego czekałam (tzn. na promocję) i polubiłam niemal od pierwszego użycia. Piękny zapach, bardzo dobrze matowił i nie tworzył na twarzy efektu maski. Jedynie krycie mogło być ciut mocniejsze, ale i tak mam zamiar kupić go jeszcze.

13. Rimmel, tusz do rzęs - nie miałam z nim większych problemów. Ładnie podkreślał moje rzęsy, tak idealnie na co dzień.

14. Avon, baza pod cienie do powiek - recenzja tutaj. Koniecznie kupię niedługo, bo mam inną i jest słaba.

15. Tołpa, matujący płyn micelarny-tonik 2 w 1 - bardzo fajny płyn o przyjemnym zapachu. Początkowo używałam go tylko do twarzy, bo na butelce była informacja, żeby omijać okolice oczu, ale gdzieś u kogoś przeczytałam, że świetnie sobie radzi z tuszem, więc czasami i tak go używałam.Wrócę.


Inne:


16. Cztery Pory Roku, krem do rąk - fajny i baaardzo wydajny krem. Dobrze nawilżał, szybko się wchłaniał.

17. Efektima, peeling i maska do stóp - nie zużyłam, bo się przeterminowały i po wydobyciu wyglądały bardzo dziwnie. Stopy nie twarz, mogą znieść więcej, ale wolałam nie ryzykować.

18. Biały Jeleń, hipoalergiczna emulsja do higieny intymnej - nic szczególnego, choć zapach ładny.

19. Avon, woda Femme - ciekawy zapach, ale nie na tyle, żebym miała do niego wrócić.

20. SheFoot, odżywczy krem do stóp i paznokci - 2 saszetki i mało mogę powiedzieć, ale mam ich jeszcze kilka, więc następnym razem napiszę coś więcej.


Miałyście okazję używać coś z mojego spisu? Jak wrażenia?


Już niebawem post zakupowy, zapraszam :)