Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą joanna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą joanna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 września 2013

Denko - sierpień

Taka ładna pogoda była dziś u nas do południa, ale już się wszystko psuje :/ Pierwsze wnerwy z okazji Syniowego rozpoczęcia roku szkolnego mam już za sobą, więc muszę odreagować na blogu (nie ma to jak kleksy na pierwszej stronie zeszytu...) Post planowałam na wczoraj, ale udało mi się tylko porobić fotki a dziś są jak znalazł!



1. Avon, żel pod prysznic Passion - limitowana letnia edycja, ale zapach nie przypadł mi do gustu. Lubię te żele, ale ten zużyłam z trudem. Nie chcę więcej tego zapachu.

2. Joanna, szampon z olejkiem arganowym - całkiem fajny, pełną recenzję serii planuje niebawem.

3. Venus, żel do golenia z rumiankiem - recenzja. Mam jeszcze jedno opakowanie w zapasie.

4. Ziaja, naturalna oliwkowa odżywka do włosów - bardzo fajna odżywka, recenzja całej linii się odwleka, ale pamiętam o tym ;).

5. Avon, perfumowana woda Outspoken by Fergie - interesujący zapach, o wiele ładniejszy niż Outspoken Intense, ale trwałość jak na EDP trochę słaba - już dłużej pachną toaletowe "sukienki". Mam jeszcze taką mgiełkę.

6. Avon, krem do rąk z minerałami z Morza Martwego - uwialbiam ten zapach ♥ Krem często kupuję jak tylko pojawia się w dobrej cenie. Jest lekki, szybko się wchłania i dobrze nawilża. Wrócę do niego z pewnością.

7. Oriflame, żel antybakteryjny Drzewo herbaciane i mandarynka - używałam głównie po wyjściu z SH :) Bardzo ładny, świeży zapach, kupię jeszcze kiedyś.



8. Avon, iskrzący błyszczyk Rave - mój ulubiony brokatowy odcień. To już chyba moja druga sztuka, ale więcej nie planuję, bo tyle ciekawych błyszczyków do przetestowania :)

9. Avon, błyszczyk powiększający usta Pink Pucker - stara, bardzo stara wersja :/ Nie lubiłam miętowego smaku i efektu chłodzenia, ale odcień był całkiem w porządku. Raczej nie kupię.

10. Oriflame, pogrubiający tusz do rzęs od Liselotte Watkins - właściwie to skończył mi się już dawno, ale trzymałam go głównie dla szczoteczki a teraz muszę opróżnić trochę kosmetyczkę i zrobić miejsce innym. Kupiłam go za 6,9 zł!!! i był genialny. Szczoteczka z gęstym włosiem, choć niepozorna, to pięknie rozczesywała rzęsy i dobrze je podkreślała - nie były mega pogrubione, ale fajnie wydłużone i niepozlepiane. Chętnie bym go jeszcze nabyła.

11. Sensique, odżywka do paznokci - polubiłam ją głównie za efekt mlecznych paznokci niemal od pierwszej nałożonej warstwy. Za połową buteleczki strasznie mi zgęstniała i używanie jej przysparzało wiele trudności, ale jakoś ją zdenkowałam. Mam jeszcze kilka podobnych do zużycia, więc tą jeśli kupię to nieprędko.

12. Mariza, puder ryżowy - to już moje drugie opakowanie i z pewnością nie ostatnie. Dość wydajny, delikatny, nie bielił. Mam ochotę wypróbować jeszcze bambusowy, ale nie wiem której firmy jest najlepszy :?



13. Carea, płatki - stały bywalec.

14. Cleanic, chusteczki do demakijażu z płynem micelarnym - bardzo fajny pomysł na dokładny demakijaż przy niesprzyjających warunkach. Opakowanie trochę za duże jak dla mnie, bo na co dzień wolę jednak tradycyjne zmywanie makijażu, więc chusteczki szybko mi wyschły i musiałam je spryskiwać tonikiem, aby zużyć. Ładnie pachniały i jedna chusteczka z powodzeniem wystarczała na oczyszczenie calej twarzy, ale ja dla pewności przemywałam ją jeszcze czyms dodatkowo. Sprawdza sie głównie przy późnonocnych powrotach wakacyjnych ;). Nie próbowałam zmywac tuszu, więc nie wiem czy by sobie poradziły.



Próbki i maseczki


1. Avon, serum naprawcze Reversalist - (aż 9 sztuk!), nie moja półka wiekowa, ale uwielbiam to serum ♥ Raz miałam pełnowymiarowe opakowanie, ale doszłam do wniosku, że nie ma sensu płacić za bajeranckie, niepraktyczne pudełeczko, więc zrobiłam sobie MEGA zapas próbek. Taka saszetka wystarcza mi na 2,5-3 użycia i robi cuda z moją buźką. Po nocy cera jest uspokojona, gładka i miękka a wszystkie problemy wydają się być wygaszone. Nie likwiduje krost, ale powoduje szybsze ich gojenie i mniejszy rozsyp. Świetnie sprawdza się jako baza pod makijaż, bardzo dobrze matuje. Często do niego wracam.

2. Pilomax, szampon łupież tłusty - problemu nie mam, ale próbkę z ciekawości zużyłam. Bardzo ładnie pachnie, dobrze się pieni i nie powoduje plątania włosów.

3. Soraya, kuracja matująca - całkiem ok, ale nie przekonała mnie na tyle, żeby kupić pełną wersję.

4. L'biotica, krem matująco-regulujący - fajny, ale w tym przypadku to dla mnie za mało, żeby powiedzieć coś więcej. Z opisu brzmi jak dla mnie idealnie, może kiedyś...

5. Vichy, Normaderm, Idealia i Aqualia Thermal - z trójcy rozdawanej w aptekach najbardziej spodobał mi się Normaderm a najmniej Idealia. Fajny pomysł na próbki w tych mini tubkach, ale po rozcięciu ciężko tam wsadzić palca ;)


6. Soraya, glinkowa maseczka do cery tłustej i mieszanej - przeznaczona dla moje cery i bardzo mi się podobała. Na początku trochę piekła i bałam sie podrażniania, ale skóra po niej była wygładzona i zmatowiona, nie powodowała wysypu syfków, więc oczyszczała chyba tylko powierzchniowo, nie dogłębnie ;)

7. Soraya, kremowa maseczka do cery odwodnionej - całkiem fajna, ratowałam się nią jak za bardzo przesuszyłam syfki i widać było suche skórki. Pachnie tak jak krem, który kiedyś miałam, ale teraz nie chce mi się go szukać  na blogu ;P

8. Soraya, kremowy peeling enzymatyczny - nie przekonał mnie on do zrezygnowania z peelingów mechanicznych. Nie zauważyłam działania.




Znacie coś może? Podzielacie opinię?

sobota, 6 kwietnia 2013

Denko - marzec

Zapraszam na comiesięczne podsumowanie moich zużyć. Tym razem na tapetę wzięłam głównie próbki, bo z nich chyba nigdy nie wybrnę i zapachy, bo dość już tego oszczędzania! Czas na coś nowego ;)




Włosy:

1. Bingo Spa, szampon minerały z Morza Martwego z odżywką keratyna i spirulina - bardzo fajny szampon a ta mega butla kosztowała tylko 6,8 zł! Nie jest wybitnie wydajny, bo słabo się pieni a jak mi się nie pieni na włosach to leję więcej ;). Dobrze oczyszczał, nie plątał i nie obciążał włosów. Jestem nawet skłonna stwierdzić, że w połączeniu z odżywką ekspresową Pilomax pomógł mi na wypadanie włosów! Aż trudno uwierzyć, ale niczego innego nie stosowałam ostatnio a samą odżywkę używam już w sumie od listopada, więc to chyba nie tylko jej zasługa. Z pewnością zagości jeszcze u mnie jak wybrnę nieco z zapasów.

2. Pantene, odżywka do włosów farbowanych Zdrowy kolor - nie wiem czy faktycznie chroni kolor, bo od kiedy jej używam to nie malowałam włosów. Podobał mi się zapach, gęsta konsystencja, dzięki której odżywka nie spływała z dłoni i włosów oraz efekt miękkości po zastosowaniu. Nie wiem czy kupię, bo mam teraz dużo innych w kolejce a farbować już raczej nie planuję.


Ciało:

3. Avon, delikatny nawilżający płyn do mycia ciała z wyciągiem z rumianku i owsa - mój ulubieniec ze względu na zapach ♥ Będę wracać doń regularnie.

4. Pollena, Hipoalergiczny żel pod prysznic Babka lancetowata i dzika jabłoń - bardzo wygodna butelka, nieco glutowata konsystencja, która niestety spadła mi czasem z dłoni, ale za to zapach obłędny! Ja czułam głównie jabłka, bo nie wiem jak i czy w ogóle pachnie babka lancetowata.

5. Joanna, Odżywcze masło do ciała z wanilią - recenzja tutaj


Twarz:

6. Avon, nawilżający żel-krem do mycia twarzy - początkowo nie bardzo mi się podobał, ale z czasem go polubiłam. Bardzo wydajny preparat, który dobrze oczyszczał twarz z makijażu (nie wiem jak z oczami, bo tu zawsze używam specjalnych produktów), nie podrażniał ani nie pozostawiał po sobie uczucia ściągnięcia, więc i chyba trochę nawilżał a do tego przyjemnie pachniał. Możliwe, że skusze się jeszcze kiedyś.

7. Soraya, Ultranawilżający krem przeciwzmarszczkowy na dzień - być może poświęcę mu osobną notkę, ale jakby mi się nie udało to w razie co napiszę, że nawilżał dość dobrze choć nie poradził sobie z przesuszoną kwasami twarzą i musiałam szukać innego ratunku. Lekka i dobrze wchłaniająca się konsystencja powodowała lekkie błyszczenie, które po paru chwilach ustępowało. Nie wiem jak z działaniem przeciwzmarszczkowym, czasem stosowałam go na noc i rano buzia była bardzo miękka, gładka i uspokojona. Raczej nie kupię, bo wciąż szukam ideału.

8. Avon, Tonik odświeżający - całkiem przyjemny i bardzo wydajny tonik. Nie zalepiał mi porów jak inne toniki Solutions, szybko się wchłaniał i niemal od razu można było wklepywać krem (wystarczyła chwila na wyrzucenie wacika do kosza ;)). Raczej kupię ponownie.


Zapachy:

9. Avon, Woda toaletowa Just Play - świeży i bardzo lekki zapach, który niestety nie grzeszył trwałością (ale za tę cenę mogę mu to wybaczyć). Kupiłam go, bo wyczuwałam w nim wiosenne fiołki :) Niedostępny już.

10. Avon, Woda toaletowa Little Red Dress - moja druga ulubiona sukienka od Avon (zaraz po białej, czarna jakoś nie jest w moim typie). W którejś nucie ma miód i tak w to uwierzyłam, że po jednym z pierwszych użyć ugryzła mnie pszczoła lub osa :) Chyba zapach ją do mnie przyciągnął a ja nie wiedziałam co to, więc chciałam to odgonić i skończyłam z bąblem na szyi... Piękny i bardzo trwały zapach. Może skuszę się jeszcze jak wykończę choć połowę z moich 15 flakoników...


Inne:

11. Oriflame, oczyszczający olejek z ekstraktem z drzewa herbacianego i rozmarynu - wydajny i wszechstronny olejek, który mnie nie zawiódł nawet przy bólu zęba (ale tylko za pierwszym razem). Podsuszał wyduszone syfki, ale nic nie robił z takimi rozwijającymi się. Łagodził uczucie swędzenia po ukąszeniu komara, stosowałam go też jako dodatek do pasty do zębów, ale robiłam to nieregularnie, więc nie wiem czy coś działał. Nie nadawał się do aromatyzacji, nic nie było go czuć niestety. Kupię, ale oddzielnie rozmarynowy i oddzielnie z drzewa herbacianego

12. Avon, Tropikalny krem do rąk i skórek z masłem shea - jeden z moich ulubionych kremów do rąk z serii Planet Spa (zaraz po szarym z minerałami z Morza Martwego). Pięknie pachnie i mimo dość rzadkiej konsystencji dobrze sobie radzi z nawilżaniem dłoni, nawet bardzo przesuszonych. Kupię z pewnością.


Doustne:


13. Plusssz, Tabletki musujące o smaku melona, Pielęgnacja: skóra - smak kompletnie nie w moim typie, choć wydawało mi się, że lubię melona. Nie zauważyłam wpływu na stan skóry, ale wytrwale piłam po jednej tabletce dziennie. Nie kupię.

14. Polski Lek, Suplement diety FemiMAG z melisą - łykałam te tabletki z wielką chęcią i nadzieją, ale nie zauważyłam pozytywnego wpływu magnezu i melisy (choć może to ten śnieg nieginący tak mnie przygnębiał, ze potrzebowałabym chyba końskiej dawki). Nie kupię.

15. Avetpharma, Suplement diety SkinComfort - miałam próbkę, 10 tabletek i także nie zauważyłam żadnego działania. Być może to zbyt mała dawka, żeby móc coś zaobserwować.


Próbki, maseczki, mydełeczka:

1. Ziaja, Krem na dzień i na noc do skóry bardzo suchej, podrażnionej, bio olejek arganowy - uratował moją przesuszoną kwasami buźkę! Bardzo gęsta, ciężka w rozsmarowaniu formuła, która na szczęście zdziałała cuda. Nie kupię pełnowymiarowego opakowania, bo na co dzień nie potrzebuję aż takiego nawilżania, ale chętnie przygarnęłabym parę próbek na czarną godzinę. Probka wystarczyla mi na 5-6 użyć.

2. Perfecta, Głęboko nawilżająca maseczka na twarz, szyję i dekolt, sok aloesowy+kwiat pomarańczy, cera odwodniona i zmęczona - także posłużyła mi do ratowania przesuszonej skóry, ale spektakularnych efektów nie zauważyłam. Nie lubię takich wchłaniających się maseczek, bo strasznie się błyszczą na twarzy a potem ciężko je zmyć. Ładnie pachniała a opakowanie wystarczyło mi na 2 razy.

3. L'Biotica, Maseczka intensywne nawilżenie - stosowałam ja w tym samym celu, co produktów z pkt. 1 i 2. Działanie ciut lepsze niż maseczki od Perfecty, ale dokładnie ten sam problem ze świeceniem się i zmywaniem.

4. Corine de Farme, Krem rozświetlający - każda wykończona próbka coraz bardziej skłania mnie do zakupu produktu pełnowymiarowego, mimo słowa "rozświetlający" w nazwie. Ta wąska saszetka była bardzo niewygodna w używaniu, więc pozostałe będę po prostu rozrywać.

5. Bandi, Krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami - katowałam się nimi na początku miesiąca i niestety, ale te próbki to za mało, żeby poprawić stan mojej skóry. Fajna, dobrze wchłaniająca się formula, która nie powodowała świecenia. Mam w planach zakup pełnowymiarowej wersji z trzema kwasami jesienią.

6. Bandi, Krem na noc z kwasami AHA - to ten krem obwiniam o wysuszenie mojej skóry na wiór! Podsuszał też syfy, ale to co zrobił z moimi powiekami (nie wiem jakim cudem, bo starałam się omijać te okolice) i brodą oraz skórą wokół ust to masakra...
Wszystkie 3 próbki starczyły mi na ok. 1,5-tygodniową kurację.

7. The Secret Soap Store, *mydło mandarynka z bergamotką - przepięknie pachnące mydełko ♥ spodobało mi się najbardziej.
*mydło luksusowe Argan&Goats - całkiem ok, zapach taki mydlany, nic specjalnego.
*mydło rewitalizujące Pieprz czarny - ten zapach zdecydowanie nie przypadł mi do gustu... Dzięki niemu wiem, dlaczego od niektórych perfum boli mnie głowa - muszą mieć w nucie pieprz.
Każde mydełko starczyło mi na ok. tydzień, na twarzy nie próbowałam, ale dłonie nie były przesuszone i nie musiałam od razu wcierać kremu.

8. The Secret Soap Store, krem do rąk porzeczka i passiflora - przepięknie pachnące (zwłaszcza passiflora) i bardzo wydajne próbki, ale kremy raczej nie dla mnie. Mimo bardzo dobrego nawilżenia pozostawiały na dłoniach warstwę, która była dla mnie nieprzyjemna. Być może skuszę się na jakiś zapach, aby mieć je w zapasie na przesuszone dłonie, ale tylko na noc do rękawiczki.



Uff! Mam nadzieję, że dobrnęłyście ze mną do końca? Jestem ciekawa czy znacie coś z moich zużyć i czy podzielacie moją opinię?


Zaraz zmykam spać, bo za kilka godzin lecę na koncert Marii Peszek!!! 
Dla Was na dobranoc :*



środa, 20 lutego 2013

Pachnący kąpielo- i pokąpieloumilacz od Joanny

Dziś, w ramach odwrócenia uwagi od bolącego zęba*, kilka słów o przepysznie pachnącym duecie od Joanny. Przed Wami


olejek do kąpieli i pod prysznic oraz masło do ciała

wanilia i śmietanka



Oba produkty otrzymałam na październikowym spotkaniu blogerek w Lublinie, olejek już zdenkowałam a masełko jeszcze mam. Zanim przejdę do opisu każdego produktu z osobna, powiem, że łączy je niezwykle kuszący zapach słodkiej wanilii i śmietanki, który mi przypomina zapach deseru lub budyniu waniliowego ♥ Generalnie wolę czekoladę, ale i przy tym aromacie z trudem powstrzymywałam się przed liźnięciem ręki ;) Co ważne, zapach dość długo utrzymuje się i w łazience i na skórze, co bez wątpienia jest dużym plusem.


tu olejek wstrząśnięty



Zacznijmy od olejku

Obietnice:
Olejek jednocześnie myje i pielęgnuje ciało. Dzięki unikalnej dwufazowej recepturze nadaje skórze wyjątkowe uczucie gładkości. Ekstrakt z wanilii i proteiny mleczne działają wygładzająco i nawilżająco.

Rezultaty:
- czysta i wypielęgnowana skóra,
- miła, gładka i miękka w dotyku,
- przyjemnie pachnąca.


Używałam go zarówno do kąpieli jak i pod prysznic i muszę przyznać, że w tej pierwszej roli sprawdza się lepiej. Przed użyciem musimy nim wstrząsnąć, aby dwie fazy się połączyły (po pierwszym użyciu czekałam ok. doby na ponowne oddzielenie się faz;)) i wlewamy olejek do wanny pod strumień lub na rękę. Konsystencja jest bardzo rzadka, dlatego produkt nie sprawdza się przy stosowaniu "na rękę", bo zwyczajnie przecieka przez palce i słabo się pieni - z kolei, dodany do wody bardzo dobrze się pieni i bąbelki nie znikają zbyt szybko. Trudno wyczuć tę oleistą formułę, nie ma takiej tłustości jak przy innych olejkach, ale w sumie nie używałam wcześniej takich dwufazowych, więc może w tej "dwufazie" tkwi sekret nietłustości. (o, mamo! co za zdanie...)
Śmiem twierdzić, że wszystkie obietnice producenta są spełnione, więc pod tym względem jestem zadowolona, ale niestety olejek jest mało wydajny - butelka o pojemności 200 ml starczyła mi na jakieś 6-7 użyć (2 x prysznic i reszta do kąpieli). Inne znane mi olejki są bardziej wydajne, ale też droższe, więc coś za coś.




I przejdźmy do masła


Obietnice:
Masło zapewnia doskonałą pielęgnację skóry. Nadaje jej wyjątkową miękkość i elastyczność, pozostawia ją gładką i miłą w dotyku. Specjalnie opracowana receptura zawiera odżywcze masło Shea i łagodzący ekstrakt z wanilii.


Początkowo używałam go dla podtrzymania zapachu z kąpieli, ale olejek szybciej się skończył. Masło ma konsystencję gęstszego kremu do ciała - przyznam się, że nie spotkałam się jeszcze z produktem zwanym "masłem", który byłby tak miękki i nieubity. W niczym mi to nie przeszkadza, ale widząc słowo "masło" spodziewałam się po prostu czegoś innego. Dzięki tej konsystencji nie ma problemu z dokładnym rozprowadzeniem produktu na ciele, ale wydaje mi się, że traci przy tym na wydajności - gęste, ubite masło (jak moje ulubione z MM z Planet Spa) starcza na dużo dłużej i jednorazowo zużywamy go mniej. Masło dobrze się wchłania, nie pozostawia uczucia lepkości oraz nie podrażnia i bez stresu używałam je na całe ciało, nawet na wrażliwe miejsca po depilacji.
Tu również nie zawiodłam się jeśli chodzi o obietnice - skóra po użyciu jest miękka, gładka i aksamitna, nie błyszczy się a jest pięknie zmatowiona. Mogę się jedynie przyczepić do długości trwania tych pozytywnych odczuć, bo efekt utrzymuje się tylko kilka godzin po zastosowaniu (inne masła nawilżają mnie na dłużej i zapach też tak szybko się nie ulatnia), ale producent nigdzie nie obiecuje nam 24-godzinnego nawilżenia itp, więc to tylko moje marudzenie ;).



sklepie internetowym olejek teraz kosztuje 6,19 zł (9,89 zł) a masło 8,99 zł (10,89 zł) - cena przystępna, więc można się skusić i wypróbować nawet dla samego zapachu. W ofercie dostępna jest jeszcze wersja truskawkowa i kawowa.



Znacie? Lubicie?



* troszkę wacika umoczonego w olejku z drzewa herbacianego pomaga!

piątek, 1 lutego 2013

Denko - styczeń

Zastanawiałam się kiedyś czy sobie nie dać spokoju z tym denkiem, bo nauczyłam się już cierpliwości w zużywaniu otwartych i otwieraniu nowych nabytków (przynajmniej w kwestii niektórych produktów) a zawsze ten post idzie mi najtrudniej, ale przez te kilka miesięcy uzależniłam się od tego zbierania pustych pudełek i szkoda mi wyrzucić je tak po prostu, bez paru słów "ku pamięci". Niektóre z nich nie zasługują na wspominanie, ale niektórym niebawem poświęcę nawet oddzielną notkę, bo uważam, że są tego warte.




Produkty pełnowymiarowe:



1. Avon, rewitalizujący szampon z odżywką 2 w 1 do włosów pozbawionych blasku Czerwona Koniczyna i Czarna Porzeczka - prawdę mówiąc to nie spodziewałam się, że ten szampon okaże się być tak dobry, a jednak! Ślicznie pachnie, dobrze myje i pielęgnuje włosy, które są potem miękkie i faktycznie błyszczące. Zapach niestety szybko się ulatnia, ale nie przeszkadza mi to, bo od dawna grzeszę psikając sobie różnymi perfumami we włosy... ;) Kupię go jeszcze kiedyś.

2. Joanna, olejek do kąpieli i pod prysznic Wanilia i śmietanka - napiszę o nim niedługo, ale wstępnie mogę powiedzieć, że nie zachwyca (poza zapachem) i nie kupię.

3. Avon, zmywacz do paznokci z odżywką - (bez acetonu, toluenu i formaldehydu), zmywacz jak zmywacz. Nie zauważyłam, żeby różnił się czymś od tańszych, więc nie będę przepłacać. Nie kupię raczej.

4. Avon, peeling. maseczka. krem myjący - pisałam o nim tutaj, nie wiem czy jeszcze kupię

5. Avon, lekki krem przeciw wypryskom - miał sobie radzić z wypryskami a słabo mu to wychodziło. Czasami czuć było pieczenie, więc chyba coś tam się działo, ale nie na tyle żebym była zadowolona. Nie kupię. (Może polecicie mi coś do stosowania miejscowego, co faktycznie działa?)

6. Nantes, witaminowy tonik z ekstraktem z zielonej herbaty - bardzo udany, pisałam o nim tutaj. Chciałabym kupić go jeszcze kiedyś, ale cena nie na moje możliwości (gdybyście słyszały o jakiejś fajnej promocji to proszę o cynk).

7. Be Beauty, płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu - kolejny rewelacyjny produkt tej marki! Recenzja niebawem, ale szczerze polecam i sama też kupię jeszcze wiele razy.

8. Avon, scrub do ciała Waniliatutaj jest moja opinia, kolejne opakowanie już czeka w łazience :)

9. Avon, rozświetlająco-przeciwzmarszczkowy system pielęgnacji okolic oczu - niby nie moja półka wiekowa, ale skusiłam się na kurację. Działanie czuć było już po pierwszym użyciu, skóra pod oczami była dobrze nawilżona i miękka. Balsam w wieczku taki sobie, ale nie za bardzo maskował moje cienie. Może kupię jeszcze.

10. Avon, maseczka głęboko oczyszczająca pory z glinką i kwasem salicylowym 0,5% - rzeczywiście oczyszczała, ale pory wcale się nie stały mniej widoczne. Po zmyciu skóra była trochę ściągnięta, ale gładziutka i miękka. Nie kupię ponownie, bo mam jeszcze z 10 innych do zużycia, nie licząc takich w saszetkach...

11. Dla kosmetyki, krem na dzień Niszcz pryszcz - recenzja już niedługo

12. Avon, perłowa kuracja do paznokci - tak jak nie lubię perłowych lakierów to paznokcie po tej kuracji nawet mi się podobały, ale tylko przez pierwsze 2 dni. Po tym czasie jakoś dziwnie ciemniała i paznokcie wyglądały na sine. Nie kupię, bo wzmocnienia nie zauważyłam.

13. Delia, emalia pękająca - to mój pierwszy pękacz w kolekcji :) Używałam go w różnych kombinacjach i mi się skończył. Trudno w to uwierzyć, bo mimo wszystko aż tak często z nigo nie korzystałam. Nie kupię.

14. Avon, diamentowa konturówka do oczu Black Ice - pierwsza kredka, którą udało mi się zużyć do końca ;). Postanowiłam sobie, że nie otworzę kolejnej kredki jeśli choć jednej nie wykończę i w styczniu gościła na moim oku niemal codziennie. Mogę powiedzieć, że jest wygodna, łatwa w obsłudze i bardzo wydajna, bo ok. 2 cm kredki starczyły mi na cały miesiąc :). Kupię ponownie, ale może tym razem odcień Sugar Plum.

15. i 16. Carea i Tesco, płatki kosmetyczne - to nie tak, że zużyłam 2 opakowania w ciągu miesiąca, bo te Carea skończyły mi się zaraz na początku stycznia. Pierwsze kupie ponownie a te tescowe są marne, więc na nie już się nie zdecyduję.

17. Choisee, mydło z masłem shea Mięta i nasiona sezamu - parę słów o nim tutaj. Nie kupię.



Próbki:



1. Corine de Farme, krem przeciwzmarszczkowy 2 w 1 twarz i kontur oczu - próbkę (5 ml) zużyłam tak z ciekawości, ale nie za bardzo mogę się na jej temat wypowiedzieć... Starczyła mi chyba na 5 czy 6 dni, ale byłam tak zadziwiona kremem rozświetlającym tejże firmy, że nad tym się już nie umiałam skupić. Mam jeszcze kilka w kosmetyczce i zużyję je wszystkie pod rząd to może wtedy coś bardziej się wysilę :/

2. Corine de Farme, krem rozświetlający nawilżenie 24h - aż samej trudno mi w to uwierzyć (że ja i krem rozświetlający!), ale ta próbka (3 ml) zachwyciła mnie już od pierwszego użycia! Cudny zapach, ale najważniejsze, że nie daje efektu błyszczenia, świecenia się tylko raczej zdrowo wyglądającej skóry. Najgorsze było to, że zostawiłam sobie tylko tę jedną a resztę oddałam siostrze, bo jestem raczej zwolenniczką tępego matu i pozbywam się wszystkiego co ma w nazwie "rozświetlający". Na szczęście   tydzień temu zostałam obdarowana kolejnymi próbeczkami i tych już się nie oddam tak łatwo, więc możecie spodziewać się niedługo mojej bogatszej opinii.

3. Mariza, matujący podkład Oil free - bardzo miło zaskoczył mnie ten podkład oraz sama wielkość próbki (nie wiem ile ma ml, ale starczyła prawie na tydzień). Nie kryje zbyt mocno, ale zapach i odcień bardzo mi przypasował. Matowienie też niezłe i może skuszę się na produkt pełnowymiarowy (choć nie wiem czemu ciągle słyszę, że to podkład dla nastolatków...?).

4. Pharmaceris, krem intensywnie nawilżający - dość ciekawy krem i chętnie przetestowałabym jeszcze parę próbek, bo ta starczyła mi tylko na 2 razy. Zapowiada się dobrze, ale to dla mnie za mało żeby zdecydować się na pełnowymiarowe opakowanie.

5. Nantes, krem pod oczy przeciwzmarszczkowy, redukujący cienie - za mało żeby stwierdzić czy działa. Nie podrażnia. Krem kosztuje 105 zł w promocji...

6. Nantes, stymulujący intensywnie nawilżający krem na noc - bardzo się po nim błyszczałam i błysk nie znikał w ciągu nocy, 129 zł w promocji...





Na koniec jeszcze jeden miły akcent w związku z naszym zeszłotygodniowym spotkaniem blogerskim:

Artykuł w "Kurierze Lubelskim"
 photo by  Patrycja 


Aha! 23 lutego Czarnulka organizuje spotkanie blogerek w Hrubieszowie - ilość miejsc ograniczona, więc spieszcie się zapisywać jeśli macie ochotę :).

Bye, bye :*