Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eveline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eveline. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lipca 2015

Denko - czerwiec

Kolejny miesiąc za nami a ja już w połowie wiedziałam, że denko będzie obfite, bo opakowania nie mieściły mi się w koszyczku.


Twarz
1. KTC, woda z kewry - miała być recenzja, ale nie wyszło. Dobrze spisywała się jako tonik czy przy rozrabianiu maseczek, lecz nie wrócę do niej, bo "pieczarkowy" zapach nie przekonał mnie do siebie.
2. Eveline, krem do twarzy Hydra Booster - całkiem przyjemny krem o bardzo zachęcającym, nieco męskim zapachu. Dobrze nawilżał, nie zapychał, szybko się wchłaniał, więc dawał radę pod makijaż. Nie wrócę, bo mam jeszcze ogromny zapas a dużo czeka też w kolejce na wish-liście.
3. Einstein, balsam do ust - świetny balsam! Bardzo dobrze dbał o moje usta, lekko chłodził i mrowił. Nie przeszkadzał mi ten miętowy smak, więc z chęcią do niego wrócę.
4. Tołpa, serum nawilżające (próbka) - skóra wchłaniała w oczach! Ciężko było je wydobyć z saszetki, bo nieomal się wylało, ale może kiedyś skuszę się na wersję pełnowymiarową.
5. Ziaja, reduktor zmian trądzikowych - recenzja "się pisze"...
6. Avon, odświeżająca maseczka do twarzy Planet Spa - bardzo fajna maseczka, gęsta, kremowa, w sam raz gdy nie ma czasu na babranie się z glinkami. Być może wrócę.
7. Ziaja, pasta oczyszczająca - patrz pkt. 5...
8. Garnier, płyn micelarny skóra normalna i mieszana - był równie skuteczny co wersja różowa, więc będę do obu wracać, w zależności od humoru czy promocji. Teraz w kolejce czeka jeszcze "Czysta skóra".

 9. Paese, puder bambusowy - recenzja tutaj. Z chęcią wrócę.
10. Mariza, korektor antybakteryjny - kupiłam na wyprzedaży i mnie zachwycił! Może nie krył tak jakbym sobie tego życzyła, ale faktycznie nie pogarszał stanu "posiadania" na twarzy a łagodził podrażnienia, z czasem robiło się też ich coraz mniej. Mocowałam się z opakowaniem i udało mi się go zużyć do ostatniej kropli. Nowy będzie niebawem, bo akurat pojawił się na kolejnej wyprzedaży (tylko mi go nie wykupcie! ;)).


Włosy
11. Farmona, szampon Skrzyp polny - zadowolił mnie, więc z chęcią sięgnę po kolejne opakowanie (widziałam, że w Biedrze zagościły na stałe). Nie plątał włosów, wygładzał je i dobrze oczyszczał. Nie wiem jak wpłynął na wypadanie, bo sporo tego używam w walce.
12. Anna, nafta kosmetyczna - zapach przeokropny, ale działanie całkiem w porządku. Być może powrócę, bo pod koniec udało mi się nawet używać jej bez narzekania na czasochłonność - chlustałam sobie nią z opakowania na pasma włosów :).
13. Avon, kuracja dodająca blasku - maluszek, ale niezły wariat! W minutę faktycznie działał cuda na włosach - nawilżał, długotrwale "pachnił" i wygładzał niesforne kłaczki jednocześnie podkreślając skręt większych pasem (włosy i tak mi ładnie błyszczą, więc nie wiem czy na to działa). Pierwsze skojarzenia miałam z maską drożdżową Banii Agafii, nawet zapach nieco podobny i żałowałam, że przegapiłam dobrą ofertę na te kuracje parę katalogów temu, ale oprzytomniałam, bo nie będę przepłacać za taki gadżet skoro działanie (jak dla mnie) podobne do maski, która jest o wiele większa i tańsza.
14. Bioelixire, olejek arganowy - używałam na suche końcówki i dobrze je zabezpieczał, nawilżał. Z chęcią wrócę, choć opakowanie mało wygodne.


Zapachy
15. i 16. Avon, Instinct Forbidden EDP i mgiełka Outspoken - oba zapachy bardzo ładne. Pierwszy mocniejszy i oczywiście trwalszy, ale drugi też nie należał do najdelikatniejszych. Nie wiem czy wrócę, bo tyle jeszcze zapachów do powąchania... ;)


 Ciało
17. i 18. Avon, żel pod prysznic Granat i mango oraz Fiołek - oba zapachy bardzo przyjemne, żele gęste, dobrze się pieniące, więc byłam zadowolona. Już powoli kończę swoje zapasy, zostały mi ostatnie 3 :)
19. Avon, żel Planet Spa jagody Goji - kiedyś pozbyłam się tego żelu w ciemno a teraz używałam z ogromną przyjemnością! Zapach trochę dziwaczny, trudny do określenia, ale pod prysznicem orzeźwiający. Do tego maleńkie kapsułki, które pękają w kontakcie ze skórą i ją nawilżają oraz najbardziej gęsta formuła żelu jaką spotkałam do tej pory! Chcę jeszcze i gorąco Wam polecam jeśli go gdzieś znajdziecie.
20. Żel antybakteryjny - kupiłam dużą butlę na eskapady do ciuchlandów i przelewałam w małe buteleczki B&BW. Zapach ciężki do polubienia, ale przecież chodziło o pozbycie się bakterii a nie doznania. Nie wrócę.
21. Tso Moriri, peeling cukrowy ze skórką pomarańczy - choć pomarańcza to cytrus, więc w sam raz na lato to mnie ten zapach za każdym razem przenosił do wspomnień świątecznych. Jestem już chyba dozgonną wielbicielką i fanką tych peelingów, teraz tylko próbuję różne wersje zapachowe. Po użyciu nie muszę już stosować balsamów, bo skórę mam nawilżoną i wypielęgnowaną olejkami a do tego przyjemnie pachnącą. W tym roku peeling dodatkowo pięknie poradził sobie ze starym naskórkiem schodzącym mi po niefortunnym poparzeniu słonecznym - z obawami robiłam to delikatnie, ale obyło się bez podrażnień i brzydkich kropek, które wyglądają jakby się człowiek nie domył. Teraz mam Wiśnie w czekoladzie, mniam mniam!

22. Eveline, balsam do ciała - kolejny super produkt w tym denku! Zapach bardzo "zielski", ale przyjemny a działanie więcej niż zadowalające. Bardzo dobrze nawilżał, na długo i konkretnie, był gęsty i szybko się wchłaniał. Z przyjemnością wrócę.
23. Cztery Pory Roku, balsam brązujący - w przeciwieństwie do poprzednio denkowanego balsamu Floslek, ten narobił mi brzydkich plam na kolanach i kostkach. Zapach miał delikatny i przyjemny, szybko się wchłaniał i ładnie wyglądał na ciele wszędzie poza kolanami - może to chodzi o moje umiejętności, bo zwykle nie korzystam z tego typu produktów a tu aż dwa w niedługim czasie. Z obu wybrałabym jednak ten Floslek a CzPR mam w kolejce jeszcze rozświetlający, zobaczymy jak ten się spisze.
24. Avon, krem do rąk - bardzo dobry krem do rąk o ślicznym zapachu. Mam kolejne opakowanie.

25. CosmoSpa, sól himalajska - cellulit mam nadal, chudsza być nie chcę, więc może choć te toksyny usunęła? ;) A tak na poważnie to nie liczę na wielkie, widoczne efekty, po prostu lubię sobie czasem użyć czegoś podobnego. Ta niestety nie pachniała, więc nie wrócę.


Wyrzutki
maseczka, krem "littingujący", puder brązujący i balsam do ust - wszystkie po terminie, więc lądują w koszu.



A jak u Was w czerwcu? Znacie coś ode mnie?

piątek, 3 kwietnia 2015

Denko - marzec

Przy okazji porządków domowych ogarniam dziś też kosmetyczne zbiory. Muszę się Wam przyznać, że siatę z pustymi opakowaniami chowam zwykle do szafy, żeby potem przejrzeć to jeszcze raz i zostawić opakowania, które jeszcze na coś będą mogły mi się przydać. I tym sposobem mam tam kilka takich siat, oczywiście nieprzeglądanych, więc dziś tylko pozbieram zakrętki i wszystko leci migiem do śmieci! Dość tego!
Dorzucę tam jeszcze siatę marcową i chyba zapcham cały zbiornik pod blokiem... Bo w marcu poszło mi bardzo dobrze.


Ciała oczyszczanie
1. Apart, żel pod prysznic algi i goji - kremowy żel o ładnym zapachu, ale nie na tyle, żebym miała do niego wrócić.
2. Nirvana Spa, peeling do ciała Vanilla Creme Brulee - zapach niezwykle delikatny, trzeba było się mocno wwąchiwać, żeby cokolwiek poczuć. Działanie peelingujące całkiem w porządku, więc jak uda mi się jeszcze nań trafić w sh to z przyjemnością skorzystam.
3. Isana, mydło w płynie - wszyscy mieli to i ja! Może rozejrzę się za jakąś inną wersją, bo z tego byłam zadowolona.
4. Tso Moriri, puder kąpielowy z olejem kokosowym Rajskie drzewo i awokado - czegoś takiego jeszcze nie miałam. Bardzo pachnący proszek, który barwi wodę po rozpuszczeniu. W wannie czuć jak skóra jest natłuszczana, pojawia się na niej olejowa warstwa, która jest nawet przyjemna. Lubię jak w kąpieli mi się pieni, ale czasami może być i tak. Może wypróbuję inne wersje.
5. Sanctuary Spa, żel pod prysznic - bardzo fajny żel z drobinkami nawilżającymi. Ostatnio, pisząc o peelingu, byłam chyba trochę niesprawiedliwa albo ten produkt jest po prostu lepszy. I zapach był ładniejszy (a to ta sama linia) i używanie przyjemniejsze. Może jeszcze się skuszę.
6. Marks&Spencer, kryształki do kąpieli Downton Abbey - przezroczyste, więc nie barwiły wody po rozpuszczeniu, ale zapach był przepiękny! Mocny, perfumowany, wyrazisty. Dodatkowych właściwości nie zaobserwowałam, ale mm jeszcze do testów płyn do kąpieli i balsam do ciała z tej serii.
7. NN, żółte kryształki do kąpieli - odsypka od koleżanki. Mniej pachnące niż te wyżej.

Ciała nawilżanie
8. Pat&Rub, rewitalizujące masło do ciała - pisałam o nim ostatnio tutaj. Świetne masło i z chęcią kiedyś wrócę.
9. Ekoa, masło do ciała Żurawinowa odbudowa - miała być recenzja, ale nie zdążyłam zrobić zdjęcia a w tym przypadku to było konieczne. Nie spotkałam się jeszcze z taką konsystencją masła, było zbite, z widocznymi "krupami", w kontakcie z ciepła skórą topiło się. Po posmarowaniu skóra błyszczała się jak pokryta olejem, więc nadawało się tylko na noc, pod pidżamę. Nawilżanie na bardzo dobrym poziomie (długotrwałe, podobnie jak w przypadku Pat&Rub), zapach przepiękny, ale ta oleistość (wręcz dusząca!) to nie dla mnie...
10. Eveline, luksusowe masło do ciała - zdecydowanie najsłabsze/najgorsze z prezentowanej trójki. Zapach bardzo ładny, łatwo się rozprowadzało, ale bardzo wolno wchłaniało. Skóra po aplikacji była biała i dopiero po chwili ta warstwa wsiąkała, kolor znikał. Używałam go coraz mniej, ale ciągle było tak samo. Nawilżanie takie w sam raz na co dzień, ale ja nie mam czasu na czekanie aż nogi będą w swoim naturalnym kolorze. Nie chcę więcej.

Włosom dogadzanie
11. Bania Agafii, maska do włosów Siedmiu sił - bardzo polubiłam te błyskawiczne maski, choć z każdą kolejną widzę mniej różnic między nimi :). Ta pachnie bardzo ziołowo, włosy nie są obciążone - dla mnie to wystarczy. Jak przetestuję wszystkie, które mam to wtedy wybiorę najlepszą.
12. Lee Stafford, olejek arganowy - używałam go tylko na końcówki, choć resztę z dłoni wcierałam czasem w całe włosy. Jest bardzo wydajny, ma przepiękny zapach, który długo czuć na włosach i dobrze radził sobie z nawilżaniem suchych końcówek, dodatkowo je nabłyszczając. Często widzę produkty tej marki w swoim sh, ale są to rzeczy używane a takich unikam - jak trafię na nówkę to z pewnością chapnę!
13. Alterra, szampon regenerujący Orzech macadamia i figa - znam tylko 2 szampony tej marki (jeszcze ten z granatem), lubię je i czasem do nich wracam.

Twarzy pielęgnowanie
14. Avon, serum wyrównujące koloryty skóry - pisałam o nim tutaj. Często wracam do niego (już od niemal 2 lat), choć już nie fotografuję twarzy przed i po w celu ujrzenia efektów. Polecam, sama też już mam kolejne.
15. Lirene, tonik 3 w 1 Redukcja przebarwień - przyjemny tonik o cytrusowym zapachu. Ciężko ocenić jak wpłynął na przebarwienia, bo był stosowany razem z avonowym serum. Zmienił moje spojrzenie na toniki, ale i tak wolę wodę różaną.
16. CosmoSpa, czarne mydło - recenzja tutaj. Teraz mam inne, może wrócę.
17. BeBeauty, płatki do demakijażu oczu - recenzja. Nie polubiłam, więc nie polecam.
18. Dermika, Skin Calligraphy serum Koncentrat piękna - wystarczyło mi na 5 razy. Ładnie pachniało, nie powodowało błyszczenia, szybko się wchłaniało. Nie wiem jednak czy chciałabym pełnowymiarowe opakowanie.
19. Visage Parfait, Creme Bar krem membranowy do twarzy - dużo spodziewałam się po opisie: "stymuluje naturalne procesy zdrowotne w skórze, odbudowuje barierę ochronną skóry i likwiduje skutki niewłaściwej pielęgnacji cery", zwłaszcza tym podkreślonym. Stosowałam na noc i dobrze się spisywał, ale nie było efektu WOW (choć może to ja za dużo sobie obiecywałam). Opakowanie 15 ml starczyło mi na cały miesiąc.

Kolorowanie
20. Mariza, puder ryżowy - mój ulubieniec.
21. Sensique, odżywka do paznokci - stosowałam ją głównie dla efektu mlecznych paznokci, bo dobroczynnego wpływu na płytkę nie zauważyłam.
22. Sensique, tusz do rzęs - chyba trafił mi się jakiś felerny egzemplarz, bo był suchy i długo trzeba było się namachać szczoteczką. Efekt to naturalnie podkreślone, podkręcone rzęsy, ale za długo trwało to czarowanie, więc wyrzucam.
23. Sylveco, odżywcza pomadka z peelingiem - recenzja. Odkrycie roku i już ulubieniec. Mam kolejną.
24. Ingrid, kredka do oczu i ust - prezentowałam ją tutaj. Bardzo fajna kredka, może skuszę się jeszcze na jakiś kolor.

Perfumowanie (na złoto)
25. Avon, Little Gold Dress - początkowo zapach bardzo mi się podobał, ale potem spowszedniał i z ulgą wykończyłam. Nie wrócę.
26. Avon, Rare Gold - bardzo elegancki i trwały zapach, trochę babciny, ale z pewnością ma coś w sobie. Używałam dawno temu, potem chciałam się pozbyć, ale nie było chętnych, więc musiałam zdenkować. Ku mojemu zaskoczeniu często byłam komplementowana, więc chyba dojrzałam, żeby tak pachnieć ;) Mimo to, nie wrócę, bo mam jeszcze wiele zapachów do wypróbowania.

Pozostałe o siebie dbanie
27. Carea, płatki kosmetyczne - stali bywalcy, ulubieńcy.
28. Ziaja, krem do rąk - krem w sam raz dla mało wymagających dłoni. Szybko się wchłania, ładnie pachnie, nawilża - taki na co dzień. Nie wiem czy wrócę.
29. Evree, wygładzający peeling do stóp - nie wierzę peelingom do stóp. Ten miał fajną, piankową konsystencję i ciekawy zapach (doczytałam, że to dzięki olejkowi lawendowemu), ale nie był w stanie zastąpić tarki do stóp. Nie wrócę.


Uff! Zeszło mi dłużej niż myślałam a sprzątanie czeka! Zmykam czym prędzej a Wy powiedzcie jak Wam poszło w marcu i czy znacie coś z mojego denka.

sobota, 5 kwietnia 2014

Denko - marzec

Jedyne co mi ostatnio regularnie wychodzi jeśli chodzi o blogowanie to denko i zakupy ;). Tyle produktów czeka na swoje 5 minut w tym miejscu a mi ciągle brakuje czasu... Mam nadzieję, że szybko to ogarnę także ten tego - zapraszam


Po kolei

1. Avon, oczyszczająca pianka do mycia twarzy przeciw wypryskom Clearskin - pisałam o niej tutaj. Być może kupię kiedyś jak już przetestuję te pianki, które mnie interesują.
2. Mariza, nawilżający żel do mycia twarzy z bawełną i olejkiem awokado - mało żelu w żelu. Dla mnie ta konsystencja to coś pomiędzy emulsją a rzadkim mleczkiem. Mimo tej niezgodności w nazwie, produkt całkiem fajnie oczyszczał, ładnie pachniał i faktycznie nawilżał, skóra po nim nie była ściągnięta a przyjemnie miękka. Kupię jak będzie w promocji.
3. Eucerin, żel oczyszczający Dermo Purifyer - jedyny produkt z trójki otrzymanej od portalu wizaż, który jako tako się sprawdził. Świetnie oczyszczał twarz, ale ściągał i wysuszał, więc biegiem musiałam tonizować i wklepywać krem. Raczej już do niego nie wrócę.


4. Dabur, woda różana - to już moja druga zdenkowana flaszka a trzecia od razu zajęła jej miejsce. Uwielbiam i będę kupowała regularnie.
5. Floslek, płyn micelarny do demakijażu skóry naczynkowej - prezent ze spotkania. Bardzo poręczne i wygodne opakowanie. Całkiem dobrze oczyszczał skórę z makijażu, ale absolutnie nie nadawał się do demakijażu moich oczu - spróbowałam raz i oczy mnie piekły, więc więcej nie było powtórek. Ma bardzo ciekawy zapach, który kojarzy mi się z dzieciństwem i pracownią krawiecką mojej cioci (tak się zastanawiałam nad tym skojarzeniem i niewykluczone, że gdzieś tam w kącie wisiały suszone kwiaty arniki). Nie dawał takiego uczucia odświeżenia jak micel BeBeauty czy Tołpa Physio, zostawiał delikatną warstwę ochronną i czasem na noc niczego więcej już nie nakładałam. Raczej nie wrócę jednak do niego.


6. Apart, płyn do kąpieli oliwka i buriti - prezent ze spotkania. Gigantyczna butla, która nigdy wcześniej nie przykuła mojej uwagi w sklepie. Bardzo ładny zapach a płyn spełniał swoje zadanie, bo dobrze się pienił, więc jest ok. Mam jeszcze nektar w tak dużej butli i normalny pojemnościowo żel. Produkty Apart mają bardzo przyjemne ceny, więc z pewnością spróbuję innych wariantów zapachowych.
7. Avon, płyn do kąpieli Złota Orchidea - wersja świąteczna z butelką w kształcie dzwoneczka. Zapach po prostu obłędny! Nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodoba. Przez dość zgrabną i wygodną w użyciu butelkę stosowałam go także jako żel i spisywał się równie dobrze. To edycja limitowana, więc nie wiem czy będzie jeszcze szansa go dorwać.
8. Eveline, złoty peeling-masaż drenujący - prezent ze spotkania. Pisałam o nim tutaj. Zapach mi się bardzo podobał, ale uważam, że cena nie pasuje do jakości, więc nie kupię z własnej woli.


9. Pat&Rub, rewitalizujące masło do ciała Żurawina i cytryna - prezent ze spotkania. U mnie spisało sie rewelacyjnie i niedługo pojawi sie recenzja. Drugie opakowanie czeka w kolejce.
10. Bath&Body Works, balsam do ciała - prezent ze spotkania. O jeny!!! Jak on pachnie! Obłęd po prostu. Najlepsze jest to, że zapach bardzo długo utrzymuje się na ciele i stopniowo uwalnia się nawet po kilku godzinach - raz w pracy aż się zdziwiłam co to tak pachnie a dopiero potem sobie przypomniałam, że nawilżałam nim...nogi :) Działanie również rewelacyjne i cieszę się, że mam zachomikowane jeszcze 2 pełnowymiarowe opakowania o innych zapachach.


11. Avon, skoncentrowane serum Anew Genics - długo się zabierałam do niego, ale w końcu dno! Miałam wrażenie, że powodował pojawianie się syfów, więc ostatecznie zakończył na szyi i dekolcie. Nie kupię więcej.
12. Avon, krem wyrównujący koloryt skóry - używanie szło mi równie opornie, ale tu przez efekt błyszczącej skóry po nałożeniu. Nie zauważyłam spektakularnych efektów, ale nawilżał dobrze. Nie wrócę do niego.


13. Wibo, tusz do rzęs Growing Lashes - prezent ze spotkania. Rewelacyjny tusz! Już kiedyś pisałam w denku, że nie spodziewałam się po takiej lichej szczoteczce tak zadowalającego efektu. Chętnie wrócę do niego, ale muszę zejść trochę z zapasów. Szczoteczka z poprzedniego tuszu służy mi do tej pory do rozczesywania brwi i usuwania z nich podkładu jeśli mi się czasem machnie ;)
14. Mariza, matująco-wygładzający puder bambusowy - pisałam o nim tutaj. Opakowanie 7 g starczyło mi na ok. 1,5 miesiąca, więc wydajność jest bardzo kiepska a cena wygórowana, ale efekt podobał mi się na tyle, że kupię jak będzie w sensownej promocji.


15. L'biotica, suplement Energia & Witaminy - marzec był dla mnie ciężkim miesiącem, więc jeszcze w lutym, aby zapobiec wiosennej depresze (?) postanowiłam wypróbować ten specyfik. Mimo regularnego łykania tabletek, nie zauważyłam żadnej poprawy - może 30 dni to za krótko.


16. Carea, płatki - szerzej o nich tutaj. Mam już kolejny trójpak :)
17. Ekoa, próbka peelingu Cytrusowe orzeźwienie - prezent do zamówienia. Bardzo przyjemny zapach i zadowalające działanie, ale warstwa która pozostała po zmyciu peelingu z ciała trochę mnie zniechęciła i aż się boję jak będzie z moim pełnowymiarowym żurawinowym.
18. Avon, zmywacz do paznokci - kiedyś już pisałam w denku, że bardzo dobry, ale za drogi, więc go więcej nie kupię, ale skoro udało się go dorwać za grosze to nie mogłam odpuścić. Lubię i jak tylko mam taką okazję to kupuję w dobrej cenie, bo na co dzień używam tańszych zmywaczy.
19. Beauty Formulas, plasterki oczyszczające na wypryski - myśłałam, że płatki Marion z ostatniego denka są dobre, ale przy tych to jednak słabiaki. Plasterki BF (10 szt-2,89 zł Allegro, w sklepie widziałam 30 szt-15 zł) bardzo mocno przylegają do skóry i nie ma mowy, żeby się odkleiły w nocy (czasem rano aż bałam się zrywać). Stosowałam je właśnie na świeżo wyciśnięte syfy, na noc i rano zmiany były zmniejszone, podgojone i podsuszone. Po kilku dniach od przyklejenia, na syfie robił się strup a wkoło skóra była dość mocno wysuszona. Kupię z pewnością parę opakowań na zapas.


20. Avon, woda perfumowana Tomorrow - miałam ją bardzo długo, bo zapach jednak nie nadawał się dla mnie na co dzień, ale jak ostatnio raz się zdecydowałam i okazało się, że trwałość bardzo się zmniejszyła to zabrałam się za denkowanie, żeby całkiem nie zwietrzała. Wody z tej serii są ładne i bardzo trwałe, więc jej miejsce zajęły już dwie inne :)


I znowu to samo! Właśnie się zorientowałam, że znowu zapomniałam o dwóch produktach zdenkowanych jeszcze w lutym... Wszystko przez to, że puste opakowania uzupełniłam zamiennikami i używam ich w dalszym ciągu. Mowa o żelu antybakteryjnym B&BW i mydle do rąk Apart. Może w kwietniowym denku wspomnę chociaż o mydle Apart, bo zapach miało przepiękny!


Znacie coś?

niedziela, 16 marca 2014

Diamentowe i złote peelingowanie czyli peeling-masaż myjący i peeling-masaż drenujący od Eveline

Marzec nas nie rozpieszcza i przypomina, że jeszcze może być różnie - w końcu w marcu jak w garncu. Od kilkunastu dni walczę z przeziębieniem i już już wydawało się, że wygrywam a tu wczoraj znowu dreszcze i gorączka... Jedyne o czym marzę to L4, choć parę dni, abym mogła zregenerować siły, bo takie tempo jak widać mi nie służy. Ale dosyć tego biadolenia :) Przejdźmy do tematu

Oba peelingi otrzymałam od firmy Eveline na spotkaniach blogerskich, jeden w Lublinie a drugi w Chełmie. Już patrząc po opisie miałam swój typ, ale czy sprawdził się w używaniu? O tym za chwilę


Złoty peeling-masaż drenujący 
diamentowy peeling-masaż myjący


Oba peelingi znajdują się w tubkach mieszczących 250 ml produktu (200 + 50 gratis ;)). Nawet design jest podobny, różni je tylko kolorystyka i obietnice.

Informacje o produkcie:

 
Zamykanie jak widać na zatrzask, nic się nie zacina i nie urywa, wygodnie się nim operuje w wannie lub pod prysznicem. Otwory wychodzące identyczne, ale miałam wrażenie, że złoty peeling wyduszało się nieco łatwiej, może chodzi o gęstość produktu choć według mnie i tu nie było różnic.


Po lewej złoty peeling, po prawej diamentowy - jak widać, kolorystyka dopasowana do nazwy.



Dopiero na zdjęciach zobaczyłam, że złoty peeling ma złote drobinki - nie martwcie się jednak, na ciele po użyciu nic nie zostaje. Tu widać je lepiej:



Jeśli chodzi o działanie to również nie zauważyłam różnicy - peelingi mają taką samą gęstość i ilość drobin ścierających. Podczas masowania czuć przyjemne mrowienie skóry, ale podrażnienia czy zaczerwienienia nie występują. Stosowałam je głównie na nogi, przed depilacją.

Jedyne co je różni to zapach. I tu właśnie przechodzimy do mojego typowania, bo za złotem zbytnio nie przepadam (jedynie obrączka może być w tym kolorze) i to właśnie diamentowy po opisie był moim faworytem. Pierwszy wąch zweryfikował jednak wszystko, bo okazało się, że to jednak złoty pachnie o wiele przyjemniej, tak jakby cytrusowo czyli bardziej orzeźwiająco. Ze względu na zapach częściej sięgałam po złoto.

Cena:
24,99 zł

Dostępność:
drogerie

Nie wiem czy sama skusiłabym się na zakup obu peelingów. Biorąc pod uwagę, że to w gruncie rzeczy zwykłe zdzieraki, które nie robią nic wielkiego z cellulitem to wolę sięgać po tańsze wersje i przynajmniej mieć jako taką świadomość walki z problemem. Ale w sumie jako osoba z niedowagą, której cellulit nie jest aż tak widoczny może powinnam sięgnąć po bardziej profesjonalne metody. Albo zwyczajnie zaakceptować tego brzydkiego przyjaciela. 


Bo wiecie czemu faceci nie mają cellulitu??? 
Bo jest brzydki!!! :D


Znacie? Który z nich jest Waszym faworytem?

niedziela, 2 marca 2014

Denko - luty

Luty był krótkim miesiącem, ale u mnie dość obfitym jeśli chodzi o zużyte kosmetyki. Część z nich miała/mogła się znaleźć jeszcze w styczniowym denku, ale się nie wyrobiłam lub specjalnie zostawiłam końcówkę, bo miała posłużyć do posta. Okazało się jednak, że zwyczajnie zabrakło mi na to czasu - mimo tak krótkiego miesiąca, w lutym miałam tylko jeden dzień wolny (pozostałe spędziłam albo w pracy albo na szkoleniu). Fukcjonuję teraz na zwiększonych obrotach i naprawdę jestem przemęczona. Ale cieszę się, że jakoś udaje mi się zachować regularność na blogu i choć mało, bo mało to staram się trzymać planu i publikować co nieco. Przejdźmy jednak do tematu.

Fotka zbiorcza


I po kolei:


1. Tołpa, żel do mycia twarzy i oczu - genialny żel o przepięknym zapachu!!! Przezroczysta, niepieniąca formuła świetnie oczyszczała twarz i zostawiała ją miękką i nawilżoną. Jedynym minusem jest wydobycie żelu gdy pompka przestaję działać na samym końcu, ale można sobie z tym poradzić. Z wielką przyjemnością wrócę do niego.
2. Tołpa, płyn micelarny do mycia twarzy i oczu - kolejny genialny produkt tej firmy!!! Ta seria stała się moim faworytem jeśli chodzi o demakijaż i oczyszczanie. Płyn świetnie radził sobie z moim makijażem oczu (czyli tuszem i kredką) oraz twarzy. Skóra była przyjemnie schłodzona, wygładzona i nawilżona bez uczucia zalepienia czy zatłuszczenia. Chcę go, chcę jeszcze nie raz!
(miała się pojawić recenzja tej dwójki, ale nie wyszło - może w przyszłości przy okazji kolejnych opakowań) 


3. Avon, maseczka do twarzy z glinką z Łaźni Termalnej - bardzo fajna maseczka o dość wyraźnym, orientalnym zapachu, więc nie każdemu może się podobać. Ja lubię glinki i z chęcią sięgnę po nią raz jeszcze, ale za jakiś czas, bo mam w kolejce zbyt dużo maseczek...
4. Marion, plasterki punktowe na wypryski - skończyłam zanim zdążyłam się pochwalić zakupem ;). W środku mamy 10 plasterków, ja je zużyłam w ciągu paru dni, bo próbowałam na syfy w różnym stadium rozwoju. Taką sporą, bolącą gulę, która właśnie się rozwijała, ale jeszcze nie nadawała do wyciśnięcia,  po nocy ładnie mi spłaszczył, sprawiając, że tak jakby się rozlała i przestała boleć. Nie wyciągnął jej na wierzch i teraz czuć jeszcze lekkie zgrubienie, ale przynajmniej nie widać bąbla jakby mnie komar ugryzł. Z kolei 2 syfy (mały i średni) świeżo wyciśnięte do rana były już konretnie podsuszone i spłaszczone, więc teraz muszę się tylko pozbyć śladu. Niestety, ale z jednym, chyba źle wyciśniętym, sobie nie poradził i w żaden sposób nie wpłynął na jego zmniejszenie. Jeśli plastry są źle przyklejone albo np. na nierównej powierzchni (typu broda czy inne załamania twarzy) to mogą się odkleić w nocy. Wypróbuję jeszcze kiedyś kolejne opakowanie, bo to jednak za mało, aby wyrobić sobie konkretną opinię - ja jestem zadowolona, ale siostra jest nimi mocno zawiedziona, więc nie wiem od czego to zależy.
5. Tołpa, nawilżający płyn micelarny do mycia twarzy i oczu - ten płyn już mnie tak nie zauroczył jak poprzednik. Mimo faktycznie dobrego nawilżania skóry podczas przemywania, z makijażem oczu radził sobie trochę gorzej i musiałam lekko pocierać (nie wystarczało dociskanie). Butla 400 ml wystarczyła mi na ok. 2 miesiące codziennego używania. Raczej nie wrócę.


6. Carea, płatki kosmetyczne
7. Mariza, lekki krem normalizujący - całkiem fajny krem o bardzo przyjemnym zapachu i lekkiej konsystencji. Świetnie matowił twarz i spisywał się jako baza pod makijaż. Nie zapychał, ale też nie sprawił, że całkowicie pozbyłam się problemu. Być może wrócę, bo cała ta zielona linia jest godna polecenia - chciałabym mieć możliwość używania wszystkich produktów w jednym czasie, aby lepiej zaobserwować działanie, ale może być ciężko, bo ich cena jest spora (bez promocji: żel - 15,6 zł, tonik - 13,6 zł, krem - 19,5 zł, maseczka - 15,9 zł) i nie jestem pewna czy adekwatna do jakości. Już wolę dołożyć parę groszy i zaiwestować w Pharmaceris.
8. Paese, mineralny podkład matujący - recenzja. Chętnie wrócę.
9. Tołpa, matujący krem korygujący - recenzja niebawem, bo prawie wszystko jest już przygotowane. Polecam i wrócę.


10. Paese, utwardzacz z żelazem - bardzo dobra odżywka, która zapewniała mi pożądany efekt mlecznych paznokci. Paznokcie były wzmocnione i się nie rozdwajały, używałam jej samodzielnie lub jako bazy pod lakier. Wrócę.
11. Avon, pilniczek - lubię te papierowe, choć szybko się zużywają. Te nie są tak ostre jak np. kupiony ostatnio na Allegro (niedługo zobaczycie go w poście z zakupami), więc nie niszczą paznokci, choć piłowanie idzie nieco wolniej.
12. Avon, odżywka do paznokci - zgluciła się w butelce i nie da się jej już używać. Nie chcę już tych odżywek, bo wolę mleczne.


13. Green Pharmacy, jedwab w płynie - bardzo fajny produkt, który dodatkowo ślicznie pachnie. Początkowo używałam tylko na końcówkach, ale potem wyżej i wyżej i też było ok. Wrócę.
14. Oueen Helene, gorąca odżywka do włosów Placenta - trzeba ją najpierw podgrzać a potem wetrzeć we włosy. Ja na swoje zużyłam całe opakowanie na raz i nie wyobrażam sobie inaczej, bo buteleczki nie da się już zamknąć ponownie. Zdziwiło mnie pojawienie się piany podczas masowania, ale ten ciepły okład był niezwykle przyjemny. Trochę nierównomiernie rozłożyłam ją na włosach, bo ciężko robić to jedną ręką - na przyszłość zapamiętam, że po otwarciu warto przelać ją od razu do jakiejś miseczki i tak z pewnością pójdzie łatwiej. Włosy się nie splątały, ładnie pachniały,były miękkie i nawilżone. Nic więcej nie umiem powiedzieć po jednym użyciu. Mam ochotę na regularne stosowanie.
15. Ziaja, szmpon do włosów przetłuszczających się - kupiłam dla 100 pkt Payback. Szampon jak szampon, fajny, lawendowy zapach (nie widać tego, bo tak uciełam zdjęcie...), niezbyt rzadka konsystencja, dobre oczyszczanie. Dobrze się pienił i nie plątał włosów. Kupię, ale inny zapach, nie do włosów przetłuszczających się.


16. Avon, żel pod prysznic Winter Cocoon - mój ulubiony zapach tego sezonu ♥. Żel ma raczej kremową konsystencję i kolor, ale to w niczym nie przeszkadza. Polecam gorąco, bo pewnie niedługo zniknie z oferty a jeszcze przez kilka dni można złapać 2 butelki 250 ml za 7,98 zł bodajże, więc super okazja.
17. Mariza, energetyzująca sól do kąpieli Grejpfrut - piękny, orzeźwiający, cytrusowy zapach. Nie powodowała wysuszenia skóry. Wrócę albo skuszę się na inne zapachy, jak będzie w równie dobrej promocji.
18. Original Source, płyn do kąpieli Pomarańcza i imbir - zapach wprost stworzony na okres świąteczno-zimowy. Ta butla wystarczyła mi na rok (2 nakrętki pod strumień wody) nieregularnego używania, ale np. latem rezygnowałam z niego, bo wtedy zapach był dla mnie zbyt duszący. Mega piana szybko nie znikała a zapach jeszcze długo unosił się w łazience. Z chęcią wrócę do tego zapachu kiedyś, bo teraz wyciągam czekoladowy ♥

19. Intimea, żel do higieny intymnej - bardzo lubię. Teraz pojawiła się też wersja 400 ml z pompką i kosztuje chyba 4 zł - początkowo byłam wściekła, bo nie widziałam tych starych butelek i myślałam, że zostały całkowicie wycofane i nie mamy wyboru, ale w innym sklepie znalazłam obie ceny i pojemności. Uff!
20. Eveline, diamentowy peeling-masaż myjący - recenzja pojawi się niedługo.


21. Avon, dezodorant w kulce Pur Blanca - zrezygnowałam z nich na rzecz LSS, ale nie wiem czy był to dobry wybór. Już te avonowe spisywały się lepiej... Jak nie znajdę nic lepszego to wrócę.
22. Safira, nawilżający balsam do ciała z masłem shea - dobry balsam do stosowania na co dzień. Byłam zaskoczona, bo kilka pierwszych psiknięć było pustych a kilkadziesiąt następnych sikało mi wodą... Widocznie balsam się trochę rozwarstwił, ale po przemieszaniu go pompką wszystko wróciło do normy. Szkoda mi było noży na cięcie tego mega grubego plastiku - w środku zostało trochę, ale jak pompka przestała działać to kombinowałam na różne sposoby i wydobyłam ile się dało (to, co zostało nie starczy na raz). Balsam pachnie średnio, ale całkiem dobrze nawilża i szybko się wchłania. Raczej nie wrócę.


23. Barwa, antybakteryjne mydło specjalne Balnea - nie ma na zdjęciu, tylko pudeleczko :) Myłam nim dłonie, mydło jak mydło - zapach taki apteczny, więc mało przyjemny.

Reszta to fotka takiego mojego zboczenia, bo zbieram te pudełeczka tekturowe po kosmetykach i wyrzucam je dopiero jak zdenkuję produkt - zawsze trzymam je w nadziei, że przydadzą się do recenzji ;) I większość niepotrzebnie zagraca mi kąty...



A jak u Was? Jak oceniacie kosmetyki z mojego denka jeśli je miałyście?

czwartek, 6 lutego 2014

Denko - styczeń

Witajcie na pierwszym denku z tego roku :)

źródło
Najpierw kilka słów wyjaśnień, bo ciężko mi się odnaleźć w nowej sytuacji - z końcem stycznia rozpoczęłam pracę a także kurs specjalizacyjny, więc tak zabiegana nie byłam już dawno. Uwierzcie, że zdążyłam się od tego odzwyczaić a tu znowu wpadłam w sam środek rwącej rzeki... To w sumie dobrze, bo mam kopa i power a także więcej chęci do działania, ale bywa różnie. No i straciłam trochę czas na bloga i czytanie książek - staram się regularnie nadrabiać zaległości u Was, ale z notkami u mnie już gorzej. Książka też codziennie usypia mnie do snu, ale dorwałam w końcu ostatnie 2 tomy Martina i aż mi szkoda, że nie mogę ich połknąć tak szybko jak bym chciała. Ale może to lepiej? Dzięki temu dłużej zatrzymam się w tym klimacie :)


Wracając do tematu, zdjęcia w dzisiejszym wpisie takie a nie inne - rano jest za ciemno a po pracy już w zasadzie też. Potraktujcie je więc bardziej jako takie poglądowe...


Twarz:




1. Avon, pianka oczyszczająca - często do niej wracam i nigdy mnie nie zawodzi. Kupię ponownie.
2. Fitomed, maseczka-peeling K+K - recenzja tutaj. Dla mnie zbyt agresywny, więc nie planuję zakupu.
3. Pharmaceris, fluid intensywnie kryjący - prezent od koleżanki i polubiłam go po tej próbce na tyle, że mam już wersję pełnowymiarową. Bardzo mi się podoba i możecie się spodziewać recenzji niedługo.

Włosy:


4. Ziaja, maska do włosów - całkiem fajna maseczka, taka właśnie do codziennej pielęgnacji jak cała seria. Bardzo przyjemny zapach i zadowalające działanie, więc rozważam powrót i do niej o do szamponu.
5. ASP Kitoko, balsam do włosów - przepiękny, salonowy zapach! Konsystencja dość gęsta i zbita, więc przez takie a nie inne opakowanie ciężko było go używać. Działanie bardzo na +! Nie znam firmy, nie wiem czy można to gdzieś dorwać, więc nie kupię. 

Kolorówka:


6. Avon, puder prasowany Light Medium - świetny i dobrze sprasowany puder, po którym twarz była niemal idealnie gładka, ale podejrzewam go o zapychanie... Może kiedyś wezmę jaśniejszy odcień, bo ten nadawał się tylko do używania przy pomocy pędzla - gąbka robiła na twarzy koszmarne plamy. Bardzo wydajny i praktyczny - zaczyna się kruszyć dopiero gdy zostanie go tylko na brzegach. 
7. Glazel, tester pudru wykańczającego - matowił na długo,  bardzo ładnie pachniał, ale trochę przesuszał i pylił. Przesypałam go sobie do pustego pudełeczka po pudrze Mariza i dzięki temu bardzo wygodnie mi się używało, bo z tej małej próbki nie dało rady.
8. Eveline, tusz do rzęs - mega dziwna szczoteczka z taką kulką na końcu, którą na początku parę razy dziabnęła mnie w oko :/ Nie wiem jakie było jej zadanie, ale jak nauczyłam się obsługi to rzęsy były ładnie podkreślone, nic się nie kruszył i dobrze schodził pod płynem micelarnym.
9. Avon, trójkolorowy błyszczyk - smakowity drań! Nie byłam z tego odcienia tak zadowolona jak z poprzedniego, ale i tak uważam, że spisywał sie całkiem dobrze. Dobrze nawilżał i pielęgnował usta - szkoda, że nie ma ich już w ofercie.


Ciało-oczyszczanie:


10. Avon, żel Dazzling - ciekawy, iście świąteczny zapach, ale konsystencja jakby troche rzadsza niż w żelach ze standardowej oferty. Zawsze kupuję sezonowe wersje zapachowe, więc i tym razem nie mogło być inaczej.
11. Mariza, płyn do higieny intymnej - UWIELBIAM!!! Płyn był rewelacyjny i pachniał przepięknie, tak nawet lekko zmysłowo. Używałam go długo (od marca mniej więcej), ale to dlatego, że był ukryty między innymi kosmetykami w łazience przed TŻem, bo lubi mi podkradać takie płyny do...mycia włosów i czasem sama o nim zwyczajnie zapominałam. Bardzo fajna, choć trochę rzadka konsystencja, formuła taka mlecznobiała i trzeba było co jakiś czas wstrząsać opakowaniem, bo warstwy się rozdzielały. Butelka spora (260 ml), smukła i wygodna, pompka ani razu się nie zacięła, więc wszystko na +. Chętnie powtórzę ten romans, ale jak dopadnę go w promocji, bo cena regularna absolutnie do mnie nie przemawia.
12. Mariza, sól do kąpieli Róża - planuję recenzję niedługo. Zapach godny polecenia dla miłośniczek różanych aromatów.

Ciało-pielęgnacja:


13. Avon, krem do rąk - kupiłam, bo spodobała mi się kolorystyka opakowań tej linii i nie spodziewałam się, że tak bardzo go polubię. Dość wyraźny zapach nie każdemu może przypaść do gustu, ale mnie zachwycał. Bardzo dobrze radził sobie z głębokim nawilżaniem dłoni, stosowałam go głównie wieczorem. Z wielką chęcią powtórzę zakup, bo niedługo będzie w dobrej promocji.
14. Mariza, krem do stóp - średniaczek. Do pięt ;) nie dorasta mojemu lawendowemu ulubieńcowi. Nie chcę go więcej.
15. Eveline, kremowe mleczko do ciała - bardzo poczciwe mleczko o ładnym oliwkowym zapachu, dobrze nawilżało, ale na zimę potrzebuję czegoś mocniejszego. Opakowanie, jak przystało na kosmetyki Eveline, aż pęka w szfach od wszelkich obietnic i informacji :). Mój pierwszy tego typu produkt z pompką i nie ostatni, bo mam jeszcze 2 inne w zapasie, ale nie powiem, żeby takie rozwiązanie mnie całkowicie zadowalało - o ile jeszcze na początku było super, bo nic się nie zacinało i bez problemu wydobywało, to jak pompka przestała nabierać mleczko to okazało się, że w opakowaniu zostało ok. 5 cm produktu. Musiałam ciąć piłką do chleba a potem tytanowymi nożyczkami, bo taki to twardy plastik. 

Zapach:


16. Avon, woda Pur Blanca Elegance - miałam już chyba wszystkie wersje PB i ta na chwilę obecną podoba mi sie najbardziej. Zapach trwały i faktycznie bardzo elegancki, więc polecam. Rzadko wracam do tego samego zapachu, więc raczej wybiorę coś nowego.

Próbki i inne:


1. Carea, płatki kosmetyczne
2. Avon, serum naprawcze x 6
3. Bandi x 5 - na uwagę zasługują 3 białe saszetki czyli kojący krem do skory tłustej i 2 x krem redukujący zaczerwienienia. Bardzo podpasowały mojej twarzy zarówno pod względem pięknego i delikatnego zapachu jak i działania i gdyby mnie było stać to chętnie zakupiłabym wersje pełnowymiarowe. 
4. Nivea, krem na dzień - nawet mi się spodobało jego działanie i szybkie wchłanianie, ale zapach dla mnie zbyt intensywny i długo utrzymujący się na twarzy
5. Ziaja, krem ochronny na dzień - absolutnie nie nadaje się dla mnie na dzień, bo bardzo się błyszczy na twarzy. Stosowałam go na noc i rano buzia była miękka i gładka oraz matowa.
6. Efektima, maseczka nawilżająca - ratowałam nią buźkę po Sylwestrze, bo nie chciało mi się zmyć makijażu ;) Ślicznie pachnie, dość dobrze nawilża, ale nie lubię takich wchłaniających się maseczek, których resztek trzeba się jakoś pozbyć z twarzy - mimo, że zostaje tego niewiele to zwykle ciężko idzie usuwanie.

Uff! Powoli widać światło w moim próbkowym tunelu :)


Wyrzutki:

błyszczyki
olejek
+
coś na odchudzanie


Znacie coś? Jak Wasze pierwsze denka w tym roku?