W końcu jako tako się ogarnęłam, więc czym prędzej biorę się za rozliczenie denka. Poszło całkiem nieźle, patrząc po koszyczku nie spodziewałam się, że aż tyle tego się uzbierało. Same zerknijcie
1. Artiste, szampon do włosów suchych i zniszczonych - bubel, którego nie polecam; więcej tutaj.
2. Tso Moriri, peeling cukrowy z malinami - cudowny i przepysznie pachnący peeling. Moje odkrycie i ulubieniec ubiegłego roku ♥ recenzja tutaj. To z całą pewnością nie jest moje ostatnie opakowanie.
3. Pharmaceris, delikatny fluid intensywnie kryjący - bardzo dobry podkład mimo tego, że nie był idealny. Recenzja tutaj.
4. Cetaphil, łagodna emulsja do mycia - próbka, więc szybko się skończyła, ale zaskoczyła mnie pozytywnie. Stosowałam ją rano i dobrze oczyszczała a co najważniejsze, radziła sobie ze zmywaniem "placków" po miętowej maseczce Queen Helene a nie każdy preparat myjący sobie z tym radzi. Nie wiem czy skuszę się na pełnowymiarową wersję, bo trochę kosztuje a do porannego oczyszczania wystarczają mi dużo tańsze preparaty.
5. Mariza, krem nawilżająco-wygładzający - recenzja tutaj. Mam kolejne opakowanie.
6. Carea, płatki kosmetyczne - 2 fioletowe opakowania, analizowałam je tutaj.
7. Tołpa, matujący krem nawilżający - bardzo dobry krem i z chęcią do niego wrócę. Parę słów o nim tutaj.
8. Soraya, żel pod prysznic Chocolate Kiss - z ulgą go wykończyłam, bo zapach bardzo mnie męczył. Rozpisywałam się na temat tych żeli tutaj. Do tego zapachu z pewnością nie wrócę.
9. Ferity, zmywacz do paznokci w płatkach - skuteczny zmywacz w ciekawej formie, recenzja tutaj. Jak jeszcze gdzieś na nie trafię to wezmę, może inny zapach na wypróbowanie.
10. Bingo Spa, żel pod prysznic - fajny żel, ładny zapach i atrakcyjna cena (2,55 zł w promo). Pewnie kupię jeszcze kilka butelek jak tylko będę robić zamówienie, bo TŻ bardzo go polubił.
11. Green Pharmacy, płyn micelarny - (niech Was nie zmyli to czerwone opakowanie po szamponie) odlewka od koleżanki, dlatego nie wiem, która to wersja. Do oczyszczania twarzy użyłam go 2 razy i zauważyłam, że się pieni (?), więc resztę zużyłam do demakijażu oczu. I tu radził sobie świetnie! Doskonale usuwał tusz bez konieczności pocierania - wystarczyło jedynie kilka razy przyklepać nasączony wacik do rzęs. Z chęcią kupię całe opakowanie jak tylko znajdę je gdzieś u siebie.
12. Avon, peeling do ciała ze śródziemnomorską oliwą z oliwek i kwiatem pomarańczy - lubię i często wracam do tych peelingów. Nie są silnymi zdzierakami, ale z powodzeniem nadają się nawet na co dzień.
13. Avon, serum antycellulitowe o podwójnym działaniu - tragedia... Miałam kiedyś ten produkt w innym opakowaniu, bo poznałam po zapachu :/. Wchłania się wolno, nogi się błyszczą, czuć lekkie chłodzenie i to tyle jeśli chodzi o działanie antycellulitowe... Nie chcę więcej.
Wyrzutki:
1. Oriflame, błyszczyk
2. Bandi, próbka kremu pod oczy
3. Sensique, korektor 2 w 1
4. Avon, próbka podkładu rozświetlająco-antystresowego
Muszę się przyjrzeć mojej kolekcji próbek, bo dawno już niczego stamtąd nie użyłam a terminy mogą się kończyć. Może w czerwcu coś się uda.
Jak Wasze denka majowe? Używałyście może coś z mojej listy i podzielacie opinię?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bingo spa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bingo spa. Pokaż wszystkie posty
piątek, 6 czerwca 2014
czwartek, 1 maja 2014
Denko - kwiecień
Kwiecień skończył się dla mnie szybko i niespodziewanie. Z radością czekałam na długi weekend, żeby w końcu nadrobić co nieco na blogu, planowałam notatki a dziś rano nagle mnie oświeciło - przecież długi majowy weekend jest w MAJU! I tym o to sposobem poprzedni miesiąc zamknął się dla mnie z bardzo słabym wynikiem a dziś już rozpoczynam nowy, zgodnie z moim zwyczajem, od denka.
Pod tym względem miesiąc również skończył się za szybko... Spodziewałam się większej ilości pustych opakowań, bo resztki czekają już tylko na zużycie, ale również się nie udało, bo zabrakło dni ;)
Oto wszystkie kosmetyki zdenkowane przeze mnie w kwietniu
Ciało - oczyszczanie:
1. Isana, żel pod prysznic masło shea i owoc pasji - to mój pierwszy żel tej firmy i z pewnością nie ostatni. Bardzo ciekawy i przyjemny zapach, żel odpowiednio gęsty, więc nie uciekał przez palce i dobrze się pienił i oczyszczał a do tego można go dorwać w bardzo przystępnej cenie - czego chcieć więcej? Jakie zapachy polecacie wypróbować?
2. Avon, żel Winter Cocoon - mój ulubieniec okresu zimowego. To już druga butelka i możliwe, że jeszcze zrobię sobie jakiś mały zapasik.
3. Nivea, odżywczy balsam do ciała pod prysznic - próbka, która wystarczyła mi na 3 umycia nóg. Produkt zebrał wiele niepochlebnych opinii, więc nawet mnie nie kusił, ale okazało się, że niesłusznie. U mnie świetnie się spisywał wtedy, gdy już nie miałam czasu na balsamowanie. Nie jest to co prawda nawilżanie na najwyższym poziomie, ale w sytuacjach awaryjnych jak znalazł. Być może kupię pełnowymiarową wersję.
Ciało - nawilżanie:
4. Oriflame, masło do ciała More - to produkt zdecydowanie dla fanów zapachu. Żel z duetu zdenkowałam już jakiś czas temu i oba produkty pachną zbyt intensywnie jak dla mnie a masło w dodatku jest za mało maślane. W kwestii nawilżania i rozprowadzania na ciele nie było tak źle, bo dobrze się wchłaniało i pielęgnowało skóre, ale z ulgą je wykończyłam.
5. Bingo Spa, serum kolagenowe do ciała z olejkiem arganowym - opisywałam je parę dni temu tutaj. Nie zrobiło na mnie pozytywnego wrażenia, więc nie planuję powrotu.
Twarz:
6. BeBeauty,płyn micelarny do demakijażu - świetny produkt, do którego wracam regularnie. Spisuje się u mnie bardzo dobrze a do tego jest tani, więc to z pewnością nie ostatnia butelka.
7. Avon, serum wyrónujące koloryt skóry - recenzja po pierwszym opakowaniu tutaj. To opakowanie stosowałam mniej regularnie, ale widać ogromną poprawę też dzięki temu, że wprowadzone zmiany w pielęgnacji przynoszą efekty i cera widocznie mi się goi. Nie planowałam kolejnej recenzji, więc nie robiłam zdjęć przed i po serum i teraz trochę żałuję, bo serio widać różnicę - oczywiście zostało mi jeszcze trochę plam, ale powoli powoli mam nadzieję, że maksymalnie je zminimalizuję ;) Polecam Wam to serum z czystym sumieniem, ale najlepiej to czekać na dobre promocje, bo cena może szokować. Ja obserwuję je bardzo uważnie i jak będzie dobra oferta to skuszę się ponownie.
Reszta, której nie umiałam pogrupować...
8. Avon, szampon z odżywką czerwona koniczyna i czarna porzeczka - moja druga butelka. Szampon jest bardzo dobry do codziennej pielęgnacji i pewnie wrócę jeszcze do niego.
9. Avon, delikatna pianka do higieny intymnej - recenzja tutaj. Moja pierwsza pianka tego typu i nie ostatnia ogólnie, ale tej firmy z pewnością. Była dla mnie za mało zbita i przez to mało wydajna a cena zbyt wygórowana. Nie wrócę.
10. Lady Speed Stick, antyperspirant - kosmetyk ten otrzymał u mnie miano bubla. Tragedia, koszmar i masakra! Zapach nawet ładny i przyjemny, choć początkowo kojarzył mi się z dentystą, ale działanie po prostu mniej niż niedostateczne... Nic z napisów na opakowaniu się nie zgadza - absolutnie nie chroni a do tego brudzi ubrania! Nie polecam a sama boje się już jak spisze się drugi sztyft kupiony w duecie z tym.
11. Lambre, próbka wody nr 27 - zapach nawet ciekawy, ale chyba nie do końca mój. Raczej nie mam ochoty na cała flaszkę.
12. Avon, odżywka do paznokci - na początku używania byłam z niej bardzo zadowolona, bo nie pachniała jak większość odżywek tylko miała lekko cytrusowy zapach a do tego przyjemnie chłodziła płytkę paznokcia. Szokujących efektów nie zauważyłam a w międzyczasie zakochałam się w odżywkach z mlecznym efektem na paznokciach, więc poszła w odstawkę a po powrocie gluciła się niemiłosiernie a do tego paznokcie po wyschnięciu były całe w pęcherzykach. Jakoś zużyłam, ale nie wrócę do niej.
13. Venus, żurawinowa pianka do golenia - zapach mega przyjemny i zachęcający ♥ Sama pianka rzeczywiście ułatwiała depilację i była ogromnie wydajna, ale chyba nie skuszę się ponownie, bo żel do depilacji zrobił na mnie o wiele lepsze wrażenie. Chyba, że wrócę dla samego zapachu :)
Tragedii nie ma, ale spodziewałam się lepszego wyniku, bo tak jak pisałam na początku - wybrałam sobie kosmetyki do zdenkowania w tym miesiącu i z niektórymi po prostu się nie wyrobiłam.
A Wam jak poszło? Znacie coś ode mnie?
Pod tym względem miesiąc również skończył się za szybko... Spodziewałam się większej ilości pustych opakowań, bo resztki czekają już tylko na zużycie, ale również się nie udało, bo zabrakło dni ;)
Oto wszystkie kosmetyki zdenkowane przeze mnie w kwietniu
Ciało - oczyszczanie:
1. Isana, żel pod prysznic masło shea i owoc pasji - to mój pierwszy żel tej firmy i z pewnością nie ostatni. Bardzo ciekawy i przyjemny zapach, żel odpowiednio gęsty, więc nie uciekał przez palce i dobrze się pienił i oczyszczał a do tego można go dorwać w bardzo przystępnej cenie - czego chcieć więcej? Jakie zapachy polecacie wypróbować?
2. Avon, żel Winter Cocoon - mój ulubieniec okresu zimowego. To już druga butelka i możliwe, że jeszcze zrobię sobie jakiś mały zapasik.
3. Nivea, odżywczy balsam do ciała pod prysznic - próbka, która wystarczyła mi na 3 umycia nóg. Produkt zebrał wiele niepochlebnych opinii, więc nawet mnie nie kusił, ale okazało się, że niesłusznie. U mnie świetnie się spisywał wtedy, gdy już nie miałam czasu na balsamowanie. Nie jest to co prawda nawilżanie na najwyższym poziomie, ale w sytuacjach awaryjnych jak znalazł. Być może kupię pełnowymiarową wersję.
Ciało - nawilżanie:
4. Oriflame, masło do ciała More - to produkt zdecydowanie dla fanów zapachu. Żel z duetu zdenkowałam już jakiś czas temu i oba produkty pachną zbyt intensywnie jak dla mnie a masło w dodatku jest za mało maślane. W kwestii nawilżania i rozprowadzania na ciele nie było tak źle, bo dobrze się wchłaniało i pielęgnowało skóre, ale z ulgą je wykończyłam.
5. Bingo Spa, serum kolagenowe do ciała z olejkiem arganowym - opisywałam je parę dni temu tutaj. Nie zrobiło na mnie pozytywnego wrażenia, więc nie planuję powrotu.
Twarz:
6. BeBeauty,płyn micelarny do demakijażu - świetny produkt, do którego wracam regularnie. Spisuje się u mnie bardzo dobrze a do tego jest tani, więc to z pewnością nie ostatnia butelka.
7. Avon, serum wyrónujące koloryt skóry - recenzja po pierwszym opakowaniu tutaj. To opakowanie stosowałam mniej regularnie, ale widać ogromną poprawę też dzięki temu, że wprowadzone zmiany w pielęgnacji przynoszą efekty i cera widocznie mi się goi. Nie planowałam kolejnej recenzji, więc nie robiłam zdjęć przed i po serum i teraz trochę żałuję, bo serio widać różnicę - oczywiście zostało mi jeszcze trochę plam, ale powoli powoli mam nadzieję, że maksymalnie je zminimalizuję ;) Polecam Wam to serum z czystym sumieniem, ale najlepiej to czekać na dobre promocje, bo cena może szokować. Ja obserwuję je bardzo uważnie i jak będzie dobra oferta to skuszę się ponownie.
Reszta, której nie umiałam pogrupować...
8. Avon, szampon z odżywką czerwona koniczyna i czarna porzeczka - moja druga butelka. Szampon jest bardzo dobry do codziennej pielęgnacji i pewnie wrócę jeszcze do niego.
9. Avon, delikatna pianka do higieny intymnej - recenzja tutaj. Moja pierwsza pianka tego typu i nie ostatnia ogólnie, ale tej firmy z pewnością. Była dla mnie za mało zbita i przez to mało wydajna a cena zbyt wygórowana. Nie wrócę.
10. Lady Speed Stick, antyperspirant - kosmetyk ten otrzymał u mnie miano bubla. Tragedia, koszmar i masakra! Zapach nawet ładny i przyjemny, choć początkowo kojarzył mi się z dentystą, ale działanie po prostu mniej niż niedostateczne... Nic z napisów na opakowaniu się nie zgadza - absolutnie nie chroni a do tego brudzi ubrania! Nie polecam a sama boje się już jak spisze się drugi sztyft kupiony w duecie z tym.
11. Lambre, próbka wody nr 27 - zapach nawet ciekawy, ale chyba nie do końca mój. Raczej nie mam ochoty na cała flaszkę.
12. Avon, odżywka do paznokci - na początku używania byłam z niej bardzo zadowolona, bo nie pachniała jak większość odżywek tylko miała lekko cytrusowy zapach a do tego przyjemnie chłodziła płytkę paznokcia. Szokujących efektów nie zauważyłam a w międzyczasie zakochałam się w odżywkach z mlecznym efektem na paznokciach, więc poszła w odstawkę a po powrocie gluciła się niemiłosiernie a do tego paznokcie po wyschnięciu były całe w pęcherzykach. Jakoś zużyłam, ale nie wrócę do niej.
13. Venus, żurawinowa pianka do golenia - zapach mega przyjemny i zachęcający ♥ Sama pianka rzeczywiście ułatwiała depilację i była ogromnie wydajna, ale chyba nie skuszę się ponownie, bo żel do depilacji zrobił na mnie o wiele lepsze wrażenie. Chyba, że wrócę dla samego zapachu :)
Tragedii nie ma, ale spodziewałam się lepszego wyniku, bo tak jak pisałam na początku - wybrałam sobie kosmetyki do zdenkowania w tym miesiącu i z niektórymi po prostu się nie wyrobiłam.
A Wam jak poszło? Znacie coś ode mnie?
niedziela, 27 kwietnia 2014
Bingo Spa, serum kolagenowe do ciała z olejkiem arganowym
Kolejne święta i okres je poprzedzający pokazały, że nie po drodze mi z blogiem. Dlatego mam nadzieję, że teraz wszystko wróci do normy i zacznę pojawiać się tutaj z większą regularnością, bo jak się nic nie dzieje to jednak tęskno mi... A lista produktów, które chciałabym zrecenzować rozrasta się niemiłosiernie ;)
Przy okazji ostatniej edycji współpracy z Bingo Spa wybrałam sobie do testów peeling do twarzy i dzisiejszego bohatera czyli serum kolagenowe. Zaczynam od serum
Od producenta:
Produkt ma wygląd masy twarogowej z niedomielonym serem - widać w nim takie małe grudki jednak nie są one twarde i szybko znikają w kontakcie ze skórą. Dość lekka konsystencja sprawia, że serum bardzo dobrze się rozprowadza i szybko wchłania nie pozostawiając żadnej warstwy czy tłustości. To wszystko (albo tylko tyle) jest jak najbardziej na plus.
Jeśli chodzi o minus to poza takim zwykłym, codziennym nawilżeniem nie zauważyłam wielkich zmian. I dopiero teraz doczytałam na stronie, że produkt jest polecany do skóry dojrzałej, z oznakami starzenia, skóry suchej i odwodnionej oraz podrażnionej i zniszczonej - może przy takich problemach spisze się lepiej.
Kolejny minus to wydajność. Serum stosowałam na nogi i opakowanie 50 g wystarczyło mi na 5,5 użyć... To stanowczo za mało jeśli chodzi o cenę .
Zapach jest bardzo delikatny, niemal niewyczuwalny.
Opakowanie przez złotą naklejkę prezentuje się dość ekskluzywnie.
Dostępność:
sklep internetowy i stacjonarne stoiska BS
Cena:
24 zł/50 g
Skład:
Mnie ten produkt nie zachwycił. Byłam bardzo ciekawa obecnego aktualnie niemal we wszystkim olejku arganowego i spodziewałam się efektu WOW! po kosmetyku tej ceny i pojemności, jednak okazało się, że to taki sobie zwyklaczek, niczym w zasadzie nieprzekonujący do siebie. Mimo tego, cieszę się, że miałam okazję go poznać, bo okazało się, że nie wszystko złoto co się świeci i ma olejek arganowy w składzie.
W kwestii produktów do pielęgnacji ciała z Bingo Spa pozostanę na etapie wszystkiego związanego z kąpielą.
Znacie to serum? Jak spisało się u Was?
Przy okazji ostatniej edycji współpracy z Bingo Spa wybrałam sobie do testów peeling do twarzy i dzisiejszego bohatera czyli serum kolagenowe. Zaczynam od serum
| przepraszam za to zdjęcie, ale złote opakowanie wyjątkowo nie chciało współpracować z moim aparatem i umiejętnościami a na stronie producenta nie znalazłam produktu w tym opakowaniu |
Od producenta:
Serum działa regenerująco i nawilżająco, przywracając skórze elastyczność i gładkość.
Po więcej odsyłam tutaj.Produkt ma wygląd masy twarogowej z niedomielonym serem - widać w nim takie małe grudki jednak nie są one twarde i szybko znikają w kontakcie ze skórą. Dość lekka konsystencja sprawia, że serum bardzo dobrze się rozprowadza i szybko wchłania nie pozostawiając żadnej warstwy czy tłustości. To wszystko (albo tylko tyle) jest jak najbardziej na plus.
Jeśli chodzi o minus to poza takim zwykłym, codziennym nawilżeniem nie zauważyłam wielkich zmian. I dopiero teraz doczytałam na stronie, że produkt jest polecany do skóry dojrzałej, z oznakami starzenia, skóry suchej i odwodnionej oraz podrażnionej i zniszczonej - może przy takich problemach spisze się lepiej.
Kolejny minus to wydajność. Serum stosowałam na nogi i opakowanie 50 g wystarczyło mi na 5,5 użyć... To stanowczo za mało jeśli chodzi o cenę .
Zapach jest bardzo delikatny, niemal niewyczuwalny.
Opakowanie przez złotą naklejkę prezentuje się dość ekskluzywnie.
Dostępność:
sklep internetowy i stacjonarne stoiska BS
Cena:
24 zł/50 g
Skład:
Mnie ten produkt nie zachwycił. Byłam bardzo ciekawa obecnego aktualnie niemal we wszystkim olejku arganowego i spodziewałam się efektu WOW! po kosmetyku tej ceny i pojemności, jednak okazało się, że to taki sobie zwyklaczek, niczym w zasadzie nieprzekonujący do siebie. Mimo tego, cieszę się, że miałam okazję go poznać, bo okazało się, że nie wszystko złoto co się świeci i ma olejek arganowy w składzie.
W kwestii produktów do pielęgnacji ciała z Bingo Spa pozostanę na etapie wszystkiego związanego z kąpielą.
Znacie to serum? Jak spisało się u Was?
piątek, 13 grudnia 2013
Denko - listopad
Po czym poznać, że już wystarczająco długo zwlekamy z publikacją denka? Ano po tym, że puste pudełka siedzą sobie wygodnie w koszyczku a denka z nowego miesiąca nie mają się gdzie podziać...
Znowu znalazłam się w jakimś dziwnym niedoczasie... I lepiej nie będzie, bo nadchodzący tydzień zapowiada się ciężko, więc boję się, że grudzień tego roku będzie moim najgorszym blogowym miesiącem :/. A tyle miałam planów...
Ale przechodząc do pierwszego punktu z mojej grudniowej listy, przed Wami mój koszyczek i denka
Twarz:
1. Elite-cosmetic, mleczko do demakijażu - wygrana w losowaniu spotkaniowym w Chełmie. Kiedy rok temu odkryłam micela z Biedronki, lubiane przeze mnie do tamtego momentu mleczka odeszły do lamusa... I nie planuję ich powrotu do moich rytuałów pielęgnacyjnych. Z tym było trochę dziwnie - najpierw prawie połamałam otwieranie, ale potem nauczyłam się obsługi, zapach raz przypominał mi delikatne brzoskwinie a raz zalatywało stęchlizną a działanie też jakoś mnie nie przekonało. Nie radził sobie zbytnio z demakijażem, chyba, że zużyłam naprawdę sporo wacików. Jestem na nie.
2. BeBeauty, płyn micelarny - chyba muszę pomyśleć o jakiejś notce na jego temat, ale czy ktoś go jeszcze nie zna?! ;) Nie pierwsze i z pewnością nie ostatnie opakowanie.
3. Eveline, nawilżający płyn micelarny - recenzja tutaj. Bardzo wygodne opakowanie a płyn też w porządku, dobrze sobie radził z demakijażem. Byłam zadowolona i może kiedyś wrócę do niego.
4. Orientana, maska-krem pod oczy z czereśni - recenzja tutaj. Była ok, ale jak dla mnie to za duże opakowanie. Ciężko było je wykończyć. Może skuszę się na jakąś mniejszą tubkę o innych właściwościach.
5. Orientana, maska-krem z aloesu - recenzja tutaj. I znowu maska gigant! Spisywała się całkiem dobrze, moja skóra wręcz ją spijała w oczach! Powrót może, ale też w mniejszym opakowaniu.
Dłonie/paznokcie:
6. Pat&Rub, balsam do rąk trawa cytrynowa i kokos - (musicie mi uwierzyć na słowo ;), recenzja tutaj. Świetny produkt i aż podskakuję do góry z radości, bo drugie opakowanie mam w zapasie :).
7. Eveline, odmładzający krem-maska do rąk - miała pojawić się recenzja, ale nie zdążyłam. Bardzo go polubiłam i za przepiękny cytrusowy zapach i za działanie, chociaż nie raz się uśmiechałam "pod wąsem" czytając obietnice producenta zawarte na tubce ;). Polecam i sama też bardzo chętnie do niego wrocę.
8. Wibo, eliksir z jedwabiem - to chyba moja pierwsza "mleczna" odżywka do paznokci i mimo tego, że nie działała cudów (tak jak odżywka diamentowa Eveline) to bardzo ją polubilam. Głównie za look końcowy, bo nieskromnie powiem, że moje opalone dłonie z dwiema/trzema warstwami odżywki na paznokciach prezentowały się bardzo ładnie. Przynajmniej ja się w tym zakochałam ;). Może wrócę, może nie.
Ciało:
9. Avon, masło do ciała oliwka i kwiat pomarańczy - sezon maślany oficjalnie rozpoczęłam jeszcze pod koniec października. W lecie nie wyobrażam sobie nawilżania skóry tak ciężkimi smarowidłami, ale jesień/zima to zupełnie inna bajka. Ciekawy, świeży, cytrusowy zapach (oliwki nie czuć praktycznie), przyjemnie twarda i zbita konsystencja oraz dogłębne nawilżanie ciała to to, co sprawiło, że byłam bardzo ukontentowana i wiem, że jeszcze nie raz masła z Avonu zagoszczą w mojej łazience. Tym razem mam ogromnę ochotę na powrót do masła z minerałami z MM ♥
10. Avon, mydło w płynie Oasis - zepsuł się dozownik, coś się zacina, więc muszę się pozbyć opakowania. Przyjemny zapach, działanie poprawne. Jestem na tak.
11. Avon, aksamitny eliksir do kąpieli Szampan i tajski kwiat lotosu - bardzo dłuuugo mi służył, bo stosowałam zgodnie z instrukcją czyli do kąpieli lałam te dwie mini-nakrętki eliksiru. I to wystarczało na stworzenie dużej ilości piany oraz cudownego zapachu w całej łazience. Piana dość szybko znikała, ale nie mam w zwyczaju zbyt długo "namakać" w wannie, więc mi to nie przeszkadzało. Nie ma już możliwości zakupu tego produktu, ale i tak bym się nie skusiła, bo jest tyle wspaniałych preparatów do kąpieli do wypróbowania, że muszę dać im szansę ;)
Zapachy:
12. Avon, woda perfumowana Little White Dress - to moja ulubiona wersja sukienek zapachowych ♥ Czerwona też mi wpadła w nos a ostatnio rozwąchuję się w złotej. Tylko z czarną coś mi nie po drodze. Chętnie wrócę jak zejdę trochę z ilości otwartych flaszek...
Włosy:
13. Joanna, odżywka do włosów z olejkiem arganowym - miałam cały zestaw i w tym momencie została już tylko maska. I potwierdziło się powiedzenie, że co się odwlecze to (u theMonique) uciecze, bo miała być recenzja całego zestawu i wiadomo... Nie mam o niej zdania, bo raz byłam zadowolona a raz nie a nie wiem czego było więcej.
Akcesoria:
14. Cleanic, chusteczki do higieny intymnej - fajne rozwiązanie na awaryjne sytuacje, ale w moim przypadku miałam problem, bo zanim je wykończyłam to zdążyły podeschnąć. U mnie sprawdziłoby się z połowę mniejsze opakowanie. Nie wiem czy je zakupię.
Zastanawiam się czy póki działa opakowanie, nie pakować tu sobie zwykłych chusteczek nawilżanych, których używam do czyszczenia butów, bo całe opakowanie (ok. 70 szt) ciężko nosić w torebce na co dzień a jednak są niezbędne, zwłaszcza przy takiej nijakiej pogodzie.
15. Cleanic, chusteczki oczyszczające do skóry z problemami - bardzo ładnie pachniały, tak trochę apteczno-chemicznie, ale było to dla mnie przyjemne. Bardzo dobrze oczyszczały twarz nawet z makijażu dzięki takiej gąbczastej strukturze i obecności wody micelarnej! W kwestii moich problemów skórnych rewolucji nie było, ale też nie zaszkodziły a cera po użyciu wydawała się być dużo bardziej miękka i gładsza. Nie podrażniały. Jestem pod wielkim wrażeniem i mam zamiar skusić się na zakup.
16. Cleanic, płatki kosmetyczne - do tej pory myślałam, że płatki to płatki, więc po co przepłacać? Ale te były inne! Wielkie, mega miękkie i grube - no cud! Przy codziennym demakijażu mogą być mało ekonomiczne, ale raz na jakiś czas dobrze sobie zrobić dobrze takim PŁATEM :) Kiedyś skuszę się na nie w promocji.
I generalnie, chciałabym Wam napisać, ze bardzo się cieszę, że miałam możliwość zapoznania się z produktami Cleanic za sprawą lubelskiego spotkania blogerek - sama z siebie raczej nie skusiłabym się na zakup, bo byłam jakoś dziwnie uprzedzona a okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Dzięki temu prezentowi odkryłam parę perełek (właśnie te chusteczki do skóry problemowej i płatki) i z pewnością i wielką chęcią do nich wrócę, bo to sama przyjemność. W moich zapasach mam jeszcze płatki i chusteczki peelingujące, ale o tym w przyszłości.
17. Carea, płatki kosmetyczne - teraz mam fioletowe.
Próbki, próbeczki:
Szukamy nowego podkładu...
1. Eveline, Magical Cover
2. Avon, Ideal flawless
3. Astor, Lift me up
4. L'oreal, True Match
w kolejności podobania się powinno być odwrotnie. Najbardziej przypadł mi do gustu właśnie L'oreal, choć na początku bardzo bałam się, że odcień będzie za ciemny. Zastanowiłabym się też nad Astorem, bo dwa pozostałe to nie to, czego szukam.
5. Sanoflore, krem na noc - nie lubię zapachu miodu, ale postanowiłam dopieścić swoją twarz. W tym przypadku była to jednak męczarnia i ledwo wykończyłam tę próbkę.
6. Sanoflore, odżywczy krem do skóry wrażliwej - tu już zapach był łagodniejszy i samo używanie przyjemniejsze.
7. Yves Rocher, woda perfumowana Evidence - dość wyrazisty, ale bardzo przyjemny zapach. Czuję go na tej karteczce do tej pory. Kiedyś można chyba było dostać w dobrej cenie pełnowymiarową flaszkę i w sumie żałuję, że się nie skusiłam w ciemno.
8. Avon, serum naprawcze - co by tu o nim jeszcze napisać? ;)
Wyrzutki:
1. Bingo Spa, maska do twarzy z olejem winogronowym - od
początku nie podobał mi się ten zapach, więc po wyrobieniu sobie o niej opinii i opisaniu jej na blogu tutaj nigdy później do niej nie wróciłam a minął już prawie rok. Zapach teraz jest jeszcze gorszy a fajnych, pustych opakowań nigdy za dużo ;).
2. Nantes, krem pod oczy - przeterminował się biedaczek.
3. Choisee, czekoladowa maseczka do twarzy - nieszczęsne zamówienie siostry sprzed roku i maseczka podzielona na 2 pojemniczki bez żadnej etykiety i informacji o sposobie używania, składzie itp. Żadna z nas jej nie użyła, bo się bałyśmy, ale trzeba przyznać, że pachnie ładnie.
4. Jakaś kredka Deluxe - mam ją z wymiany ciuchowej i nigdy nie użyłam, bo się bałam. Po decyzji o wyrzuceniu jej w końcu do kosza wymazałam cała na kartce - ale to było fajne! :D
A jak u Was w tym miesiącu? Zrobiłyście trochę miejsca nowym kosmetykom?
Etykiety:
astor,
avon,
be beauty,
bingo spa,
carea,
choisee,
cleanic,
elite-cosmetic,
eveline,
joanna,
l'oreal,
orientana,
pat&rub,
sanoflore,
wibo,
yves rocher
sobota, 6 lipca 2013
Denko - czerwiec
Syn odwieziony na wakacje do dziadków, pierwsze przetwory już porobione, akumulatory trochę naładowane, więc biorę się ostro do roboty i szukania roboty ;). Oczywiście, przy okazji pobytu u rodziców odwiedziłam sklep z gablotką Tso Moriri, skusiłam się na jeden produkt i namiętnie go testuję! Ach, co za zapach! Z ciekawostek powiem Wam jeszcze, że ponad tydzień temu otwarto w Chełmie "Mydlarnię u Franciszka" - musiałam wejść i się rozejrzeć - póki co niczego nie kupiłam, ale mogę Wam śmiało polecić odwiedziny, bo Panie są naprawdę bardzo pomocne i chętnie służą radą w doborze kosmetyków. Sama wiem już mniej więcej czego potrzebuję (a czego nie!), aby przywrócić moją twarz do ładu i pokryło się to z propozycjami Pań, ale budżet mnie hamuje, więc muszę się zdecydować (póki co) na jedną a konkretną rzecz. Chyba będzie to mydło Aleppo, ale trochę się boję, bo czytałam, że po nim nie ma się już ochoty na używanie innych myjadeł do twarzy a mam ich spory zapas i co... ;) Przecież nie wyrzucę!
Ale do rzeczy! Po całkiem pokaźnym majowym denku, nie spodziewałam się, że w czerwcu pójdzie mi równie dobrze, ale mile się zaskoczyłam :) Same zobaczcie
1 i 2. Soraya, kuracja matująca: matująco-nawilżający krem na dzień oraz aktywnie normalizujący krem na dzień i noc - krem nie wyrządził mi krzywdy, ale też jakoś specjalnie nie zawrócił mi w głowie. Dość dobrze matowił, ale nie planuję zakupu pełnowymiarowego opakowania.
3. Biały Jeleń, żel do mycia twarzy - saszetki idealne na wyjazdy :) Jak zejdę trochę z ilości (i nie polubię mydła Aleppo ;)) to kupię duże opakowanie.
4. Handmade Cosmetics, krem nawilżający N1 do skóry mieszanej - bardzo się cieszę, że miałam możliwość przetestowania próbki, bo wiem, że krem jest dla mnie idealny i właśnie zbieram na pełnowymiarowe opakowanie. Zapach, konsystencja i działanie - wszystko mnie zadowoliło i już się nie mogę doczekać zakupu, muszę jeszcze tylko wykończyć Siarkową Moc.
5. Pharmaceris, krem peelingujący - przy mojej cerze powinnam całkowicie przejść na tego typu produkty, ale jakoś nie potrafię zrezygnować z tradycyjnych zdzieraków. Próbka to w tym przypadku mało, aby wyrobić sobie opinię, bo niczego nie zauważyłam...
6. Barwa, krem matujący Siarkowa Moc - mam już pełnowymiarową wersję i jestem zadowolona.
7. Madame Lambre, podkład 2 - bardzo fajny podkład i chętnie zakupię duże opakowanie, ale coś jest namieszane z odcieniami, bo wg mnie nr 1 (testowany ma maju) był o wiele ciemniejszy niż ta 2. Podkład ma bardzo ciekawy zapach i dość dobrze kryje, nawet lepiej niż ten nr 1.
8. L'oreal, delikatny płyn do demakijażu oczu - dobrze radził sobie z tuszem i kredką a cieni nie używam, więc nie wiem. Nie podrażniał. Nie kupię, bo mam już swojego taniego ulubieńca ;), ale opakowanie zostawiam.
9. Carea, płatki kosmetyczne - moje ulubione. Mam w zapasie.
Ale do rzeczy! Po całkiem pokaźnym majowym denku, nie spodziewałam się, że w czerwcu pójdzie mi równie dobrze, ale mile się zaskoczyłam :) Same zobaczcie
1. Avon, żel Citrus Burst - cytrusowy zapach idealny na lato! Wrócę do niego.
2. Bandi, Hydro Care mleczko intensywnie nawilżające - recenzja niedługo
3. BeBeauty, zmywacz do paznokci z olejem kokosowym i gliceryną - dobrze zmywał, ale trochę przesuszał płytkę. Chodziło mi głównie o opakowanie z pompką, więc kolejnego chyba nie kupię tylko będę przelewać inne ;)
4. Intimea, żel do higieny intymnej kwas mlekowy i ekstrakt z kory dębu - żel jak żel, ale wolę wersję niebieską. Zapach bardziej mi odpowiada a działanie takie samo.
5. Avon, głęboko nawilżający krem do stóp - pisałam o nim tutaj, może kiedyś wrócę do niego.
6 i 7. Biosilk, odżywka i szampon Silk Therapy - pokochałam ten duet już od samego zapachu a stosowanie także mnie zadowoliło: włosy były miękkie i gładkie, łatwo się układały i szybko nie przetłuszczały a zapach utrzymywał się bardzo długo, do kolejnego mycia (a włosy myję 2 razy w tygodniu, chyba, że muszę częściej). Chętnie wrócę do nich kiedyś. Opakowania zostawiam na odlewki na podróż.
8. Avon, woda Outspoken Intense - zapach nawet ładny, ale trwałość na mnie bardzo kiepska. Nie kupię już tego zapachu.
9. Oriflame, podkład Extralasting - najlepiej kryjący podkład Ori z do tej pory używanych przeze mnie tej firmy (co nie znaczy, że krył wystarczająco...). Zawsze wydobywam produkt do ostatniej kropli, ale z tym tragicznym opakowaniem się nie dało - pod światło widać zużycie, ale nie da się ani odkręcić pompki ani rozciąć opakowania, bo jest z dość grubego plastiku. Dałam sobie spokój i więcej nie kupię.
10. Floslek, emulsja kojąca SOS po opalaniu - mam jeszcze jedną i rozważam pełnowymiarową recenzję :)
11. Avon, kulka On Duty Pure Blue - TRAGEDIA!!! Zapach bardzo ładny, ale działanie masakryczne: bieli pachy i ubrania, nie działa zadowalająco, a w przypadku cieplejszych dni to już w ogóle (a nie mam problemu z nadmierną potliwością)... Nie polecam!
12. e-naturalne, krem nawilżająco-regenerujący - to w zasadzie nie denko a wyrzutek, ale byłam już blisko dna. Recenzja tutaj i tutaj. U mnie się nie sprawdził.
13. Eveline, diamentowa odżywka do paznokci - używałam jej od września ubiegłego roku i przy regularnym stosowaniu w grudniu moje paznokcie były już doprowadzone do porządku. Niestety, ale powrót do kolorowego lakierowania znowu je osłabił i od końca stycznia ratuję się czym mogę - używałam jej teraz nieregularnie, na zmianę z odżywką Wibo i Sensique i dwa paznokcie nadal nie wyglądają dobrze. Być może kiedyś powtórzę kurację (znowu regularnie), ale teraz zajmę się dwiema pozostałymi, bo pokochałam wygląd moich paznokci z trzema warstwami odżywek ♥ (no, może oprócz tej Wibo, bo ciągle prześwituje..)
14. Ziaja, naturalny oliwkowy szampon do włosów - niebawem pojawi się recenzja całej linii, ale już teraz mogę powiedzieć, że biegam i szukam kolejnej butelki. Widziałyście go gdzieś? U mnie w Rossku i Naturze nie ma :/
15. Pollena, Biały Jeleń żel pod prysznic naturalny - bardzo fajny, delikatny zapach, działanie takie jakie powinno być. Może troszkę zbyt galaretowata konsystencją, bo czasem spadł mi z ręki, ale i tak chętnie poznam inne wersje zapachowe.
16. Bingo Spa, kolagen do ciała - moja opinia tutaj. Nic się nie zmieniło i do końca byłam z niego zadowolona. Ratowałam nim nawet spaloną słońcem skórę i dawał radę, choć brakowało mi lekkiego chłodzenia. Chętnie wrócę do niego, ale póki co, mam w kolejce tyle balsamów, że nie będzie to wcześniej niż za rok ;)
17. Avon, chłodzący spray po opalaniu - niedługo pojawi się recenzja porównująca ten spray i emulsję Floslek, zapraszam.
1 i 2. Soraya, kuracja matująca: matująco-nawilżający krem na dzień oraz aktywnie normalizujący krem na dzień i noc - krem nie wyrządził mi krzywdy, ale też jakoś specjalnie nie zawrócił mi w głowie. Dość dobrze matowił, ale nie planuję zakupu pełnowymiarowego opakowania.
3. Biały Jeleń, żel do mycia twarzy - saszetki idealne na wyjazdy :) Jak zejdę trochę z ilości (i nie polubię mydła Aleppo ;)) to kupię duże opakowanie.
4. Handmade Cosmetics, krem nawilżający N1 do skóry mieszanej - bardzo się cieszę, że miałam możliwość przetestowania próbki, bo wiem, że krem jest dla mnie idealny i właśnie zbieram na pełnowymiarowe opakowanie. Zapach, konsystencja i działanie - wszystko mnie zadowoliło i już się nie mogę doczekać zakupu, muszę jeszcze tylko wykończyć Siarkową Moc.
5. Pharmaceris, krem peelingujący - przy mojej cerze powinnam całkowicie przejść na tego typu produkty, ale jakoś nie potrafię zrezygnować z tradycyjnych zdzieraków. Próbka to w tym przypadku mało, aby wyrobić sobie opinię, bo niczego nie zauważyłam...
6. Barwa, krem matujący Siarkowa Moc - mam już pełnowymiarową wersję i jestem zadowolona.
7. Madame Lambre, podkład 2 - bardzo fajny podkład i chętnie zakupię duże opakowanie, ale coś jest namieszane z odcieniami, bo wg mnie nr 1 (testowany ma maju) był o wiele ciemniejszy niż ta 2. Podkład ma bardzo ciekawy zapach i dość dobrze kryje, nawet lepiej niż ten nr 1.
8. L'oreal, delikatny płyn do demakijażu oczu - dobrze radził sobie z tuszem i kredką a cieni nie używam, więc nie wiem. Nie podrażniał. Nie kupię, bo mam już swojego taniego ulubieńca ;), ale opakowanie zostawiam.
9. Carea, płatki kosmetyczne - moje ulubione. Mam w zapasie.
Znacie coś? Podzielacie opinię?
Etykiety:
avon,
bandi,
barwa,
be beauty,
bingo spa,
biosilk,
carea,
e-naturalne,
eveline,
floslek,
handmade cosmetics,
intimea,
l'oreal,
madame lambre,
oriflame,
pharmaceris,
pollena,
soraya,
ziaja
sobota, 6 kwietnia 2013
Denko - marzec
Zapraszam na comiesięczne podsumowanie moich zużyć. Tym razem na tapetę wzięłam głównie próbki, bo z nich chyba nigdy nie wybrnę i zapachy, bo dość już tego oszczędzania! Czas na coś nowego ;)
1. Bingo Spa, szampon minerały z Morza Martwego z odżywką keratyna i spirulina - bardzo fajny szampon a ta mega butla kosztowała tylko 6,8 zł! Nie jest wybitnie wydajny, bo słabo się pieni a jak mi się nie pieni na włosach to leję więcej ;). Dobrze oczyszczał, nie plątał i nie obciążał włosów. Jestem nawet skłonna stwierdzić, że w połączeniu z odżywką ekspresową Pilomax pomógł mi na wypadanie włosów! Aż trudno uwierzyć, ale niczego innego nie stosowałam ostatnio a samą odżywkę używam już w sumie od listopada, więc to chyba nie tylko jej zasługa. Z pewnością zagości jeszcze u mnie jak wybrnę nieco z zapasów.
2. Pantene, odżywka do włosów farbowanych Zdrowy kolor - nie wiem czy faktycznie chroni kolor, bo od kiedy jej używam to nie malowałam włosów. Podobał mi się zapach, gęsta konsystencja, dzięki której odżywka nie spływała z dłoni i włosów oraz efekt miękkości po zastosowaniu. Nie wiem czy kupię, bo mam teraz dużo innych w kolejce a farbować już raczej nie planuję.
3. Avon, delikatny nawilżający płyn do mycia ciała z wyciągiem z rumianku i owsa - mój ulubieniec ze względu na zapach ♥ Będę wracać doń regularnie.
4. Pollena, Hipoalergiczny żel pod prysznic Babka lancetowata i dzika jabłoń - bardzo wygodna butelka, nieco glutowata konsystencja, która niestety spadła mi czasem z dłoni, ale za to zapach obłędny! Ja czułam głównie jabłka, bo nie wiem jak i czy w ogóle pachnie babka lancetowata.
5. Joanna, Odżywcze masło do ciała z wanilią - recenzja tutaj
6. Avon, nawilżający żel-krem do mycia twarzy - początkowo nie bardzo mi się podobał, ale z czasem go polubiłam. Bardzo wydajny preparat, który dobrze oczyszczał twarz z makijażu (nie wiem jak z oczami, bo tu zawsze używam specjalnych produktów), nie podrażniał ani nie pozostawiał po sobie uczucia ściągnięcia, więc i chyba trochę nawilżał a do tego przyjemnie pachniał. Możliwe, że skusze się jeszcze kiedyś.
7. Soraya, Ultranawilżający krem przeciwzmarszczkowy na dzień - być może poświęcę mu osobną notkę, ale jakby mi się nie udało to w razie co napiszę, że nawilżał dość dobrze choć nie poradził sobie z przesuszoną kwasami twarzą i musiałam szukać innego ratunku. Lekka i dobrze wchłaniająca się konsystencja powodowała lekkie błyszczenie, które po paru chwilach ustępowało. Nie wiem jak z działaniem przeciwzmarszczkowym, czasem stosowałam go na noc i rano buzia była bardzo miękka, gładka i uspokojona. Raczej nie kupię, bo wciąż szukam ideału.
8. Avon, Tonik odświeżający - całkiem przyjemny i bardzo wydajny tonik. Nie zalepiał mi porów jak inne toniki Solutions, szybko się wchłaniał i niemal od razu można było wklepywać krem (wystarczyła chwila na wyrzucenie wacika do kosza ;)). Raczej kupię ponownie.
9. Avon, Woda toaletowa Just Play - świeży i bardzo lekki zapach, który niestety nie grzeszył trwałością (ale za tę cenę mogę mu to wybaczyć). Kupiłam go, bo wyczuwałam w nim wiosenne fiołki :) Niedostępny już.
10. Avon, Woda toaletowa Little Red Dress - moja druga ulubiona sukienka od Avon (zaraz po białej, czarna jakoś nie jest w moim typie). W którejś nucie ma miód i tak w to uwierzyłam, że po jednym z pierwszych użyć ugryzła mnie pszczoła lub osa :) Chyba zapach ją do mnie przyciągnął a ja nie wiedziałam co to, więc chciałam to odgonić i skończyłam z bąblem na szyi... Piękny i bardzo trwały zapach. Może skuszę się jeszcze jak wykończę choć połowę z moich 15 flakoników...
11. Oriflame, oczyszczający olejek z ekstraktem z drzewa herbacianego i rozmarynu - wydajny i wszechstronny olejek, który mnie nie zawiódł nawet przy bólu zęba (ale tylko za pierwszym razem). Podsuszał wyduszone syfki, ale nic nie robił z takimi rozwijającymi się. Łagodził uczucie swędzenia po ukąszeniu komara, stosowałam go też jako dodatek do pasty do zębów, ale robiłam to nieregularnie, więc nie wiem czy coś działał. Nie nadawał się do aromatyzacji, nic nie było go czuć niestety. Kupię, ale oddzielnie rozmarynowy i oddzielnie z drzewa herbacianego
12. Avon, Tropikalny krem do rąk i skórek z masłem shea - jeden z moich ulubionych kremów do rąk z serii Planet Spa (zaraz po szarym z minerałami z Morza Martwego). Pięknie pachnie i mimo dość rzadkiej konsystencji dobrze sobie radzi z nawilżaniem dłoni, nawet bardzo przesuszonych. Kupię z pewnością.
13. Plusssz, Tabletki musujące o smaku melona, Pielęgnacja: skóra - smak kompletnie nie w moim typie, choć wydawało mi się, że lubię melona. Nie zauważyłam wpływu na stan skóry, ale wytrwale piłam po jednej tabletce dziennie. Nie kupię.
14. Polski Lek, Suplement diety FemiMAG z melisą - łykałam te tabletki z wielką chęcią i nadzieją, ale nie zauważyłam pozytywnego wpływu magnezu i melisy (choć może to ten śnieg nieginący tak mnie przygnębiał, ze potrzebowałabym chyba końskiej dawki). Nie kupię.
15. Avetpharma, Suplement diety SkinComfort - miałam próbkę, 10 tabletek i także nie zauważyłam żadnego działania. Być może to zbyt mała dawka, żeby móc coś zaobserwować.
1. Ziaja, Krem na dzień i na noc do skóry bardzo suchej, podrażnionej, bio olejek arganowy - uratował moją przesuszoną kwasami buźkę! Bardzo gęsta, ciężka w rozsmarowaniu formuła, która na szczęście zdziałała cuda. Nie kupię pełnowymiarowego opakowania, bo na co dzień nie potrzebuję aż takiego nawilżania, ale chętnie przygarnęłabym parę próbek na czarną godzinę. Probka wystarczyla mi na 5-6 użyć.
2. Perfecta, Głęboko nawilżająca maseczka na twarz, szyję i dekolt, sok aloesowy+kwiat pomarańczy, cera odwodniona i zmęczona - także posłużyła mi do ratowania przesuszonej skóry, ale spektakularnych efektów nie zauważyłam. Nie lubię takich wchłaniających się maseczek, bo strasznie się błyszczą na twarzy a potem ciężko je zmyć. Ładnie pachniała a opakowanie wystarczyło mi na 2 razy.
3. L'Biotica, Maseczka intensywne nawilżenie - stosowałam ja w tym samym celu, co produktów z pkt. 1 i 2. Działanie ciut lepsze niż maseczki od Perfecty, ale dokładnie ten sam problem ze świeceniem się i zmywaniem.
4. Corine de Farme, Krem rozświetlający - każda wykończona próbka coraz bardziej skłania mnie do zakupu produktu pełnowymiarowego, mimo słowa "rozświetlający" w nazwie. Ta wąska saszetka była bardzo niewygodna w używaniu, więc pozostałe będę po prostu rozrywać.
5. Bandi, Krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami - katowałam się nimi na początku miesiąca i niestety, ale te próbki to za mało, żeby poprawić stan mojej skóry. Fajna, dobrze wchłaniająca się formula, która nie powodowała świecenia. Mam w planach zakup pełnowymiarowej wersji z trzema kwasami jesienią.
6. Bandi, Krem na noc z kwasami AHA - to ten krem obwiniam o wysuszenie mojej skóry na wiór! Podsuszał też syfy, ale to co zrobił z moimi powiekami (nie wiem jakim cudem, bo starałam się omijać te okolice) i brodą oraz skórą wokół ust to masakra...
Wszystkie 3 próbki starczyły mi na ok. 1,5-tygodniową kurację.
7. The Secret Soap Store, *mydło mandarynka z bergamotką - przepięknie pachnące mydełko ♥ spodobało mi się najbardziej.
*mydło luksusowe Argan&Goats - całkiem ok, zapach taki mydlany, nic specjalnego.
*mydło rewitalizujące Pieprz czarny - ten zapach zdecydowanie nie przypadł mi do gustu... Dzięki niemu wiem, dlaczego od niektórych perfum boli mnie głowa - muszą mieć w nucie pieprz.
Każde mydełko starczyło mi na ok. tydzień, na twarzy nie próbowałam, ale dłonie nie były przesuszone i nie musiałam od razu wcierać kremu.
8. The Secret Soap Store, krem do rąk porzeczka i passiflora - przepięknie pachnące (zwłaszcza passiflora) i bardzo wydajne próbki, ale kremy raczej nie dla mnie. Mimo bardzo dobrego nawilżenia pozostawiały na dłoniach warstwę, która była dla mnie nieprzyjemna. Być może skuszę się na jakiś zapach, aby mieć je w zapasie na przesuszone dłonie, ale tylko na noc do rękawiczki.
Uff! Mam nadzieję, że dobrnęłyście ze mną do końca? Jestem ciekawa czy znacie coś z moich zużyć i czy podzielacie moją opinię?
Zaraz zmykam spać, bo za kilka godzin lecę na koncert Marii Peszek!!!
Dla Was na dobranoc :*
Włosy:
1. Bingo Spa, szampon minerały z Morza Martwego z odżywką keratyna i spirulina - bardzo fajny szampon a ta mega butla kosztowała tylko 6,8 zł! Nie jest wybitnie wydajny, bo słabo się pieni a jak mi się nie pieni na włosach to leję więcej ;). Dobrze oczyszczał, nie plątał i nie obciążał włosów. Jestem nawet skłonna stwierdzić, że w połączeniu z odżywką ekspresową Pilomax pomógł mi na wypadanie włosów! Aż trudno uwierzyć, ale niczego innego nie stosowałam ostatnio a samą odżywkę używam już w sumie od listopada, więc to chyba nie tylko jej zasługa. Z pewnością zagości jeszcze u mnie jak wybrnę nieco z zapasów.
2. Pantene, odżywka do włosów farbowanych Zdrowy kolor - nie wiem czy faktycznie chroni kolor, bo od kiedy jej używam to nie malowałam włosów. Podobał mi się zapach, gęsta konsystencja, dzięki której odżywka nie spływała z dłoni i włosów oraz efekt miękkości po zastosowaniu. Nie wiem czy kupię, bo mam teraz dużo innych w kolejce a farbować już raczej nie planuję.
Ciało:
3. Avon, delikatny nawilżający płyn do mycia ciała z wyciągiem z rumianku i owsa - mój ulubieniec ze względu na zapach ♥ Będę wracać doń regularnie.
4. Pollena, Hipoalergiczny żel pod prysznic Babka lancetowata i dzika jabłoń - bardzo wygodna butelka, nieco glutowata konsystencja, która niestety spadła mi czasem z dłoni, ale za to zapach obłędny! Ja czułam głównie jabłka, bo nie wiem jak i czy w ogóle pachnie babka lancetowata.
5. Joanna, Odżywcze masło do ciała z wanilią - recenzja tutaj
Twarz:
6. Avon, nawilżający żel-krem do mycia twarzy - początkowo nie bardzo mi się podobał, ale z czasem go polubiłam. Bardzo wydajny preparat, który dobrze oczyszczał twarz z makijażu (nie wiem jak z oczami, bo tu zawsze używam specjalnych produktów), nie podrażniał ani nie pozostawiał po sobie uczucia ściągnięcia, więc i chyba trochę nawilżał a do tego przyjemnie pachniał. Możliwe, że skusze się jeszcze kiedyś.
7. Soraya, Ultranawilżający krem przeciwzmarszczkowy na dzień - być może poświęcę mu osobną notkę, ale jakby mi się nie udało to w razie co napiszę, że nawilżał dość dobrze choć nie poradził sobie z przesuszoną kwasami twarzą i musiałam szukać innego ratunku. Lekka i dobrze wchłaniająca się konsystencja powodowała lekkie błyszczenie, które po paru chwilach ustępowało. Nie wiem jak z działaniem przeciwzmarszczkowym, czasem stosowałam go na noc i rano buzia była bardzo miękka, gładka i uspokojona. Raczej nie kupię, bo wciąż szukam ideału.
8. Avon, Tonik odświeżający - całkiem przyjemny i bardzo wydajny tonik. Nie zalepiał mi porów jak inne toniki Solutions, szybko się wchłaniał i niemal od razu można było wklepywać krem (wystarczyła chwila na wyrzucenie wacika do kosza ;)). Raczej kupię ponownie.
Zapachy:
9. Avon, Woda toaletowa Just Play - świeży i bardzo lekki zapach, który niestety nie grzeszył trwałością (ale za tę cenę mogę mu to wybaczyć). Kupiłam go, bo wyczuwałam w nim wiosenne fiołki :) Niedostępny już.
10. Avon, Woda toaletowa Little Red Dress - moja druga ulubiona sukienka od Avon (zaraz po białej, czarna jakoś nie jest w moim typie). W którejś nucie ma miód i tak w to uwierzyłam, że po jednym z pierwszych użyć ugryzła mnie pszczoła lub osa :) Chyba zapach ją do mnie przyciągnął a ja nie wiedziałam co to, więc chciałam to odgonić i skończyłam z bąblem na szyi... Piękny i bardzo trwały zapach. Może skuszę się jeszcze jak wykończę choć połowę z moich 15 flakoników...
Inne:
11. Oriflame, oczyszczający olejek z ekstraktem z drzewa herbacianego i rozmarynu - wydajny i wszechstronny olejek, który mnie nie zawiódł nawet przy bólu zęba (ale tylko za pierwszym razem). Podsuszał wyduszone syfki, ale nic nie robił z takimi rozwijającymi się. Łagodził uczucie swędzenia po ukąszeniu komara, stosowałam go też jako dodatek do pasty do zębów, ale robiłam to nieregularnie, więc nie wiem czy coś działał. Nie nadawał się do aromatyzacji, nic nie było go czuć niestety. Kupię, ale oddzielnie rozmarynowy i oddzielnie z drzewa herbacianego
12. Avon, Tropikalny krem do rąk i skórek z masłem shea - jeden z moich ulubionych kremów do rąk z serii Planet Spa (zaraz po szarym z minerałami z Morza Martwego). Pięknie pachnie i mimo dość rzadkiej konsystencji dobrze sobie radzi z nawilżaniem dłoni, nawet bardzo przesuszonych. Kupię z pewnością.
Doustne:
13. Plusssz, Tabletki musujące o smaku melona, Pielęgnacja: skóra - smak kompletnie nie w moim typie, choć wydawało mi się, że lubię melona. Nie zauważyłam wpływu na stan skóry, ale wytrwale piłam po jednej tabletce dziennie. Nie kupię.
14. Polski Lek, Suplement diety FemiMAG z melisą - łykałam te tabletki z wielką chęcią i nadzieją, ale nie zauważyłam pozytywnego wpływu magnezu i melisy (choć może to ten śnieg nieginący tak mnie przygnębiał, ze potrzebowałabym chyba końskiej dawki). Nie kupię.
15. Avetpharma, Suplement diety SkinComfort - miałam próbkę, 10 tabletek i także nie zauważyłam żadnego działania. Być może to zbyt mała dawka, żeby móc coś zaobserwować.
Próbki, maseczki, mydełeczka:
1. Ziaja, Krem na dzień i na noc do skóry bardzo suchej, podrażnionej, bio olejek arganowy - uratował moją przesuszoną kwasami buźkę! Bardzo gęsta, ciężka w rozsmarowaniu formuła, która na szczęście zdziałała cuda. Nie kupię pełnowymiarowego opakowania, bo na co dzień nie potrzebuję aż takiego nawilżania, ale chętnie przygarnęłabym parę próbek na czarną godzinę. Probka wystarczyla mi na 5-6 użyć.
2. Perfecta, Głęboko nawilżająca maseczka na twarz, szyję i dekolt, sok aloesowy+kwiat pomarańczy, cera odwodniona i zmęczona - także posłużyła mi do ratowania przesuszonej skóry, ale spektakularnych efektów nie zauważyłam. Nie lubię takich wchłaniających się maseczek, bo strasznie się błyszczą na twarzy a potem ciężko je zmyć. Ładnie pachniała a opakowanie wystarczyło mi na 2 razy.
3. L'Biotica, Maseczka intensywne nawilżenie - stosowałam ja w tym samym celu, co produktów z pkt. 1 i 2. Działanie ciut lepsze niż maseczki od Perfecty, ale dokładnie ten sam problem ze świeceniem się i zmywaniem.
4. Corine de Farme, Krem rozświetlający - każda wykończona próbka coraz bardziej skłania mnie do zakupu produktu pełnowymiarowego, mimo słowa "rozświetlający" w nazwie. Ta wąska saszetka była bardzo niewygodna w używaniu, więc pozostałe będę po prostu rozrywać.
5. Bandi, Krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami - katowałam się nimi na początku miesiąca i niestety, ale te próbki to za mało, żeby poprawić stan mojej skóry. Fajna, dobrze wchłaniająca się formula, która nie powodowała świecenia. Mam w planach zakup pełnowymiarowej wersji z trzema kwasami jesienią.
6. Bandi, Krem na noc z kwasami AHA - to ten krem obwiniam o wysuszenie mojej skóry na wiór! Podsuszał też syfy, ale to co zrobił z moimi powiekami (nie wiem jakim cudem, bo starałam się omijać te okolice) i brodą oraz skórą wokół ust to masakra...
Wszystkie 3 próbki starczyły mi na ok. 1,5-tygodniową kurację.
7. The Secret Soap Store, *mydło mandarynka z bergamotką - przepięknie pachnące mydełko ♥ spodobało mi się najbardziej.
*mydło luksusowe Argan&Goats - całkiem ok, zapach taki mydlany, nic specjalnego.
*mydło rewitalizujące Pieprz czarny - ten zapach zdecydowanie nie przypadł mi do gustu... Dzięki niemu wiem, dlaczego od niektórych perfum boli mnie głowa - muszą mieć w nucie pieprz.
Każde mydełko starczyło mi na ok. tydzień, na twarzy nie próbowałam, ale dłonie nie były przesuszone i nie musiałam od razu wcierać kremu.
8. The Secret Soap Store, krem do rąk porzeczka i passiflora - przepięknie pachnące (zwłaszcza passiflora) i bardzo wydajne próbki, ale kremy raczej nie dla mnie. Mimo bardzo dobrego nawilżenia pozostawiały na dłoniach warstwę, która była dla mnie nieprzyjemna. Być może skuszę się na jakiś zapach, aby mieć je w zapasie na przesuszone dłonie, ale tylko na noc do rękawiczki.
Uff! Mam nadzieję, że dobrnęłyście ze mną do końca? Jestem ciekawa czy znacie coś z moich zużyć i czy podzielacie moją opinię?
Zaraz zmykam spać, bo za kilka godzin lecę na koncert Marii Peszek!!!
Dla Was na dobranoc :*
Etykiety:
avetpharma,
avon,
bandi,
bingo spa,
corine de farme,
joanna,
l'biotica,
oriflame,
pantene,
perfecta,
plusssz,
pollena,
polski lek,
soraya,
the secret soap store,
ziaja
piątek, 8 marca 2013
Denko - luty
Nadrabiania zaległości ciąg dalszy... Jeszcze chyba nigdy denko nie pojawiało się u mnie tak późno :/ I nigdy nie było tak duże, ale przeprowadzka skutecznie zmotywowała mnie do posegregowania kończących się opakowań i wykańczania ich w pierwszej kolejności.
Szybko, do rzeczy!
1. Pantene Pro-V, 2 w 1 szampon z odżywką do włosów farbowanych - włosy ostatni raz malowałam jeszcze w październiku, więc nie wiem czy faktycznie coś pomaga, ale u mnie spisywał się dobrze. Fajny zapach, wygodna, gęsta konsystencja, dobrze oczyszczał i nie obciążał włosów - być może skuszę się jeszcze.
2. Avon, Anew Rejuvenate rewitalizujący żel oczyszczający 2 w 1 - długo czekałam na dobrą promocję a jak się zdarzyła to po kilku użyciach zepsuło mi się otwieranie :/. Musiałam go przelać do dozownika po mydle i w tej formie było ok: dobrze oczyszcza, choć słabo się pieni, pachnie świeżo, ale trochę chemicznie i wyraźnie czuć chłodzenie na twarzy, więc może być ukojeniem dla rozgrzanej skóry latem. Nie wiem jakie zadanie miały błękitne kuleczki w żelu (nawilżały? tonizowały?), ale fajnie było je przebijać na twarzy ;). Skuszę się jeszcze w dobrej promocji i mam nadzieję, że opakowanie nie popsuje mi się tak szybko.
3. Avon, Anew Ultimate, balsam ujędrniająco-regenerujący do ciała - może to nie moja półka wiekowa, ale uważam ten balsam za totalną porażkę! Lepił się na skórze, długo się wchłaniał a efektów nie zauważyłam... Może u starszych pań spisałby się lepiej, ale ja już mu dziękuję.
4. Olay Essentials, krem na noc active hydrating - recenzja niedługo
5. Avon, podkład Ideal Shade, Nude - to najciemniejszy odcień jakiego używałam do tej pory, ale mam już dość nieudanych prób z Ivory, więc jak tylko miałam okazję kupić ten osławiony podkład to celowałam tak, aby było dobrze na lato. Zdziwiła mnie trochę konsystencja i rozwarstwienie produktu w buteleczce, ale data ważności była jeszcze długa i nie chciało mi się bawić w zwracanie - tym bardziej, że mogłabym nie doczekać wymiany, bo to podkład wycofany ze sprzedaży regularnej i pojawił się tylko w ofercie specjalnej, w raczej małej ilości. Dla mnie to najlepszy podkład z oferty Avonu! Przeszkadzał mi jedynie jego zapach, który niestety czułam nawet w trakcie dnia, ale dla efektu byłam skłonna to wytrzymać. Dobrze mnie matowił a kolor latem wcale nie był za ciemny, z krycia też byłam zadowolona dlatego żałuję, że nie mogę go już nabyć.
6. Plusssz Lady, tabletki musujące o smaku limonkowo-imbirowym, oczyszczanie: detox - przepyszne tabletki do picia, w których na moje szczęście nie czułam imbiru. Nie wiem czy oczyszczały, bo nie umiem tego sprawdzić, ale bardzo przyjemnie się je piło. Raczej nie kupię ponownie, cena dla mnie odstrasza.
7. Rossmann, płatki kosmetyczne z aloesem - całkiem fajne płatki, kupiłam w promocji chyba za 1,59 zł i w tej cenie chętnie jeszcze poużywam sobie. Teraz mam zapas biedronkowych i szybko nie będę potrzebowała nowych ;)
8. Venita, rozgrzewający krem do stóp - pisałam o nim tutaj. Może w przyszłym roku skuszę się na niego.
9. Avon, oczyszczający żel do mycia twarzy przeciw wągrom z 2% kwasem salicylowym - beznadziejne, odkręcane opakowanie!!! Tak mnie denerwowała ta zakrętka, że pewnego dnia wycisnęłam wszystko do opakowania po mydle (w którym były już resztki żelu z pozycji nr 2) i tym sposobem zrobiłam sobie ciekawą mieszankę. Niestety, ale nic nie robił z moimi wągrami na nosie... Konsystencja żelowa a w niej pływa sporo ostrych drobinek peelingujących, zapach znośny jak na obecność kwasu. Nie kupię ponownie.
10. Choisee, mydło z masłem shea czekolada i miód - na zdjęciu jest mięta i sezam, ale to była pomyłka i dwa różne mydła miałam z taka samą etykietą. Początkowo zachwycałam się zapachem, ale z czasem ta obślizgła, brudząca zlew kostka w kolorze same-domyślcie-się-czego obrzydzała mnie i ledwo ją skończyłam. Jednak wolałam mięte z sezamem.
11. Avon, żel Waterfall - stały bywalec w mojej łazience i długo tak będzie.
12. Nivea, szampon regenerujący włosy długie Long Repair - skusiłam się na szampon po przetestowaniu go z saszetki w duecie z odżywką z tej samej serii. W duecie była rewelacja, sam szampon już tak nie zachwycał, ale nie było też tak całkiem beznadziejnie. Plus za zapach, konsystencję i wydajność a minus za brak poprawy w kwestii wypadania i łamania się włosów. W duecie kupię, samego szamponu raczej nie.
13. Pollena Ostrzeszów, Biały Jeleń, żel pod prysznic hipoalergiczny z nagietkiem - bardzo fajny żel o niezwykle świeżym i orzeźwiającym zapachu! Konsystencja trochę zbyt galaretowata i raz wypadła mi z dłoni, ale to jedyny minus, bo działaniem a zwłaszcza zapachem jestem zachwycona! Z pewnością to nie jest ostatni mój Jeleń ;)
I dokładka:
14. Intimea, żel do higieny intymnej - mój biedronkowy ulubieniec. Często go kupuję, bo lubię zapach i działanie i uważam, że jak za tę cenę jest naprawdę spoko. Kupię.
15. Avon, scrub do ciała Truskawka - recenzja, kupię ponownie.
16. Oriflame, krem do rąk Silk Beauty Luxury Velvet - bardzo ładny zapach i działanie zadowalające. Z przesuszonymi dłońmi słabo sobie radził, ale jako "nacodzienny" nawilżacz dawał radę. Szybko się wchłaniał i nie zostawiał nieprzyjemnej warstwy. Bardzo udany produkt jak na limitowaną edycję, jak będzie okazja to jeszcze kupię.
17. Farmona, kokosowy krem do rąk i paznokci - zapach obłędny ♥, ale działanie już gorsze :/. Nie wchłaniał się całkowicie i zostawiał lepką warstwę, która mi przeszkadzała. Latem byłam zadowolona z nawilżania, ale w okresie jesienno-wiosennym nie radził sobie z moimi łapkami. Po zużyciu 1/3 opakowania popsuła mi się zakrętka, więc musiałam przelać go do innego pojemniczka. Nie kupię.
18. Avon, peeling głęboko oczyszczający pory - mój ulubiony zdzierak, ale postanowiłam dać buźce odpocząć od niego, tym bardziej, że przy mojej wrażliwej cerze powinnam z tego typu produktów zrezygnować całkowicie. Przy samym końcu miałam wrażenie, że twarz aż mnie boli od tej mięty i ostrych drobinek a chłodzenie zimą nie było już takie przyjemne. Może kiedyś kupię, ale teraz rozejrzę się za peelingiem z BingoSpa i będę go stosować naprawdę sporadycznie.
19. BingoSpa, serum czekoladowo-miętowe - recenzja, chętnie wrócę do niego, ale też mam ochotę wypróbować inne zapachy.
20. Bandi, krem z kwasem pirogronowym, azelainowym i salicylowym - próbka wystarczyła mi na 3 użycia, więc to mało, aby móc go ocenić, ale zaciekawił mnie ten krem ze względu na zapach i dobrze brzmiące obietnice. Myślę, że jesienią skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie.
22. Oriflame, balsam do ust Incredibalm - bardzo przyjemny balsam o zapachu budyniu malinowego. Nie dawał koloru, ale za to łagodził jakieś mini podrażnienia. Możliwe, że się jeszcze skuszę, ale teraz mam tyle wszelkich mazideł do ust, że nie wiem kiedy to wykończę...
Tu jeszcze moje wyrzutki:
- tusz SuperSHOCK Max i zwykły SuperSHOCK w wydaniu limitowanym
- korektor
A porządkując rzeczy przed przeprowadzką odnalazłam torbę z pustymi opakowaniami, które zostawiałam na tzw. "przyda-się". Kiedyś czytałam, że pompka z tego serum nadaje się do buteleczki podkładu Revlon, więc jeśli macie ochotę ją przygarnąć to proszę o info w komentarzu. Ja jakoś się jeszcze nie dorobiłam tegoż podkładu ;)
Ufff! Jakoś dobrnęłam... Mam nadzieję, że i Wy dotrwałyście do końca ;)
Znacie coś z tych produktów? Podzielacie moje zachwyty i rozczarowania?
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Last and least - maseczka z olejem winogronowym BingoSpa
Jak zwykle w biegu i jak zwykle w ostatniej chwili...
Tym razem sprintem przybywam do Was z recenzją ostatniego produktu, który otrzymałam od firmy BingoSpa czyli
Tym razem sprintem przybywam do Was z recenzją ostatniego produktu, który otrzymałam od firmy BingoSpa czyli
maseczce do twarzy
ze 100% olejem winogronowym
Od producenta:
Maska do twarzy zawiera 5% czystego oleju winogronowego oraz kompleks ujędrniający. - tyle jeśli chodzi o opakowanie, po resztę musimy zajrzeć na stronkę a tam
Maska polecana jest do pielęgnacji cery tłustej, mieszanej i zanieczyszczonej.
Więcej tutaj
Cena/pojemność:
12 zł/120 g
Dostępność:
Skład:
Moje wrażenia:
* zapach nieładny!!! - coś starego, jakieś grzyby (ale to pewnie zapach oleju winogronowego); czuć go przez cały czas (czyli 15 min.)
* konsystencja żelowa, gęsta
* łatwo się rozprowadza na twarzy i nie spływa z niej
* zaraz po nałożeniu pieką mnie płatki nosa (tu gdzie mam "znaczniki" mojej wrażliwej skóry) i trwa to ok. 5 min
* czuć jak skóra chłonie składniki poprzez lekkie chłodzenie (tak mi się to skojarzyło)
* maseczka tak jakby "waży" się na twarzy - to, co się nie wchłonęło pozostaje w formie glutów
* pod koniec zmywania czuć tłustawą warstwę na twarzy
* po zmyciu chłodną wodą policzki są ciepłe
* skóra jest miękka i gładka, nie ściągnięta i nie spięta
Podsumowując współpracę z firmą mogę śmiało zaliczyć ją do udanych (choć porównania raczej nie mam ;)). Kolagen do ciała i czekoladowo-miętowe serum przypadły mi do gustu niemal pod każdym względem, w przypadku maseczki zapach zdecydowanie przekreślił wszystko. Niemniej jednak, skuszę się na inne produkty, na pewno będzie to jakaś maseczka bezolejowa :).
Dziękuję firmie BingoSpa za możliwość przetestowania produktów. Fakt otrzymania tych kosmetyków za darmo nie wpłynął na moją ocenę.
piątek, 28 grudnia 2012
BingoSpa, serum czekoladowo-miętowe
Jak tam po świętach? Przejedzone? Zadowolone z prezentów i spotkań rodzinnych? Ja tak, ale teraz mam szpital w domu, bo Synuś i TŻ prychają i kaszlają a ja im nadskakuję :) Niestety, ale wszystko co przyjemne prędzej czy później się kończy i trzeba wracać do rzeczywistości, dlatego dziś przychodzę do Was z kolejną recenzją produktu firmy BingoSpa.
Pierwszym kosmetykiem, który sama wybrałam do testów było
Pierwszym kosmetykiem, który sama wybrałam do testów było
serum czekoladowo-miętowe
do pielęgnacji ciała
O produkcie:
Składniki czekoladowego serum drenują i pobudzają metabolizm komórkowy, regenerują i działają kojąco. Puszyste i aksamitne serum nasyci skórę odżywczymi składnikami, na długo pozostawi rześki, miętowy zapach.
Więcej na stronie BingoSpa
Opakowanie
Serum znajduje się w wygodnym, odkręcanym opakowaniu, którego minimalistyczny wygląd bardzo mi się spodobał. Jedynym minusem samego zapakowania kosmetyku jest brak jakiegokolwiek zabezpieczenia pod zakrętką (folii czy sreberka), bo o ile z powodu dość zbitej konsystencji łatwo możemy zobaczyć czy ktoś macał już to, o tyle nie dowiemy się czy kosmetyk nie był już wcześniej otwierany i wąchany, co może nam skrócić termin zużycia.
Zapach
Czujemy faktycznie mieszankę czekolady i mięty - nie jest to co prawda zapach jak w czekoladkach miętowych, ale lubię to :) Zapach po użyciu utrzymuje się na skórze dość długo, nawet na drugi dzień.
Konsystencja
Tak jak wspomniałam już wyżej, konsystencja serum jest dość zbita, twarda, taka jak w przypadku niektórych maseł do ciała (np. avonowego masła z minerałami z MM), ale absolutnie nie utrudnia to rozprowadzania na ciele. Wszystko idzie gładko i przyjemnie a unoszący się wkoło zapach mięty doskonale przeczyszcza nam zakatarzony nosek ;)
Można się jedynie przyczepić nieco do samego wchłaniania, ale to przyszło mi na myśl dopiero po użyciu cudownego pod tym względem kolagenu do ciała BS (tu moja recenzja). Serum wchłania się nieco gorzej i pozostawia delikatną warstwę, która nie jest jakoś strasznie męcząca, ale jednak. No i jeśli użyjemy zbyt dużo produktu to musimy dłużej wcierać kosmetyk a skóra potem bardziej się błyszczy.
Cena/pojemność
16 zł/150 g
Dostępność
Skład
Jak widać, nie zachwyca, ale mi krzywdy nie zrobił. Czytałam opinię, że po zastosowaniu na całe ciało zaczęły pojawiać się krostki, ja przezornie stosowałam go tylko na nogi, plecy i brzuch, unikałam dekoltu.
Reasumując, serum to produkt godny polecenia, bo dobrze i długotrwale nawilża oraz pielęgnuje nasze ciało a przy tym smakowicie pachnie. Gdyby nie dorzucony kolagen, który stał się moim hitem tej współpracy to serum pewnie zostałoby produktem nr 1. A tak plasuje się na mocnym, drugim miejscu :)
czwartek, 6 grudnia 2012
Cud i miód czyli kolagen do ciała Bingo Spa
Jak już wiecie, w ramach współpracy z Bingo Spa blogerki mogły wybrać sobie z listy 2 kosmetyki a trzeci był dorzucany losowo. Później przekonacie się, że mój wybór nie był najlepszy, ale to, co otrzymałam dodatkowo zachwyciło mnie już od pierwszej chwili! Swoje 3 recenzje zaprezentuję Wam właśnie w kolejności "podobania się", dlatego na pierwszy ogień idzie
Zacznę może od tego, co obiecuje nam producent:
Butelka, mieszcząca w sobie 300 ml kolagenu, wykonana jest z miękkiego plastiku, dzięki czemu łatwo jest "wyduszać" z niej odpowiednią ilość produktu. Jest zakręcana na taką starodawną, aluminiową zakrętkę (z czymś mi się to kojarzy?). Z tego co słyszałam (i czego się domyślam) za jakiś czas ciężko będzie wydobyć kosmetyk z butelki, dlatego kombinuję już z pompką, ale póki co szukam idealnie długiej rurki, bo jedną już miałam, ale TŻ mi ukradł.
W kilku miejscach spotkałam się z narzekaniem na sam wygląd opakowań BS - mi ta prostota właśnie się podoba. Może w przypadku kolagenu trochę mniej (chociaż sama zakrętka jest fajowa), ale opakowanie maseczki i serum jest w porządku.
Moje wrażenia:
Tak jak napisałam wyżej, kolagen zachwycił mnie już od pierwszego momentu czyli od pierwszego powąchania! Już wracając z poczty nie mogłam się powstrzymać przed zaglądnięciem do koperty i powąchania wszystkiego - oczywiście najbardziej byłam ciekawa tej trzeciej, dodanej rzeczy i zanim doszłam do domu, wyciągałam go i wąchałam ze 3 razy ;)
Jeśli chodzi o konsystencję produktu to jest ona kremowa, ale dość rzadka i jak będziemy ją zbyt długo trzymać w dłoni to może nam spływać. Na skórze rozprowadza się bez problemu i wchłania się błyskawicznie. Z wydajnością też jest ok, bo dzięki tej rzadkiej konsystencji wystarczy nam naprawdę niewiele, aby posmarować całe ciało, a nawet jeśli weźmiemy go za dużo to i tak wszystko ładnie się wchłonie i nie będą się robiły takie kluchy (jak czasem z innymi tego typu produktami).
Kolagen nie podrażnia - ja mam skórę normalną, ale podejrzewam, że będzie się też nadawał dla wrażliwej. Co więcej, regularnie stosuję go po depilacji i ani razu skóra mnie nie zapiekła ani nie pojawiło się zaczerwienienie (a miewałam tak czasem z innymi balsamami), więc także łagodzi.
Najbardziej spodobało mi się jednak jego długotrwałe nawilżanie, bo często używałam go na noc i nawet rano czuć było mięciutką, satynową skórę a przy regularnym używaniu zauważyłam, że nie ma konieczności smarowania się po każdej kąpieli. Podobnie jest z zapachem, który również utrzymuje się na naszej skórze następnego dnia.
Pisząc z ręką na sercu, jestem zachwycona tym produktem i z pewnością kupię ponownie, bo kosmetyk stał się moim KWC! Mogę się przyczepić jedynie do opakowania i wydobywania kosmetyku przy mniejszej jego ilości, ale samemu można jakoś nad tym popracować i to udoskonalić, bo w samym kosmetyku nie zmieniłabym absolutnie nic.
Dostępność: sklep internetowy
Cena: 12 zł/300 ml
kolagen do ciała
![]() |
| zdjęcie pochodzi ze strony Bingo Spa |
Zacznę może od tego, co obiecuje nam producent:
Kolagen do ciała BingoSpa dzięki lekkiej konsystencji i wyjątkowo aktywnym składnikom, poprawia kondycję skóry, zapewnia jej piękny i atrakcyjny wygląd. Sprawia, że skóra staje się gładka i sprężysta, promieniująca młodzieńczym blaskiem.
Kolagen do ciała do codziennej pielęgnacji, doskonale się rozprowadza i szybko wchłania, bez niemiłego uczucia lepkości. Pozostawia skórę jedwabiście gładką, odprężoną i pachnącą.
Butelka, mieszcząca w sobie 300 ml kolagenu, wykonana jest z miękkiego plastiku, dzięki czemu łatwo jest "wyduszać" z niej odpowiednią ilość produktu. Jest zakręcana na taką starodawną, aluminiową zakrętkę (z czymś mi się to kojarzy?). Z tego co słyszałam (i czego się domyślam) za jakiś czas ciężko będzie wydobyć kosmetyk z butelki, dlatego kombinuję już z pompką, ale póki co szukam idealnie długiej rurki, bo jedną już miałam, ale TŻ mi ukradł.
W kilku miejscach spotkałam się z narzekaniem na sam wygląd opakowań BS - mi ta prostota właśnie się podoba. Może w przypadku kolagenu trochę mniej (chociaż sama zakrętka jest fajowa), ale opakowanie maseczki i serum jest w porządku.
Moje wrażenia:
Tak jak napisałam wyżej, kolagen zachwycił mnie już od pierwszego momentu czyli od pierwszego powąchania! Już wracając z poczty nie mogłam się powstrzymać przed zaglądnięciem do koperty i powąchania wszystkiego - oczywiście najbardziej byłam ciekawa tej trzeciej, dodanej rzeczy i zanim doszłam do domu, wyciągałam go i wąchałam ze 3 razy ;)
Jeśli chodzi o konsystencję produktu to jest ona kremowa, ale dość rzadka i jak będziemy ją zbyt długo trzymać w dłoni to może nam spływać. Na skórze rozprowadza się bez problemu i wchłania się błyskawicznie. Z wydajnością też jest ok, bo dzięki tej rzadkiej konsystencji wystarczy nam naprawdę niewiele, aby posmarować całe ciało, a nawet jeśli weźmiemy go za dużo to i tak wszystko ładnie się wchłonie i nie będą się robiły takie kluchy (jak czasem z innymi tego typu produktami).
Kolagen nie podrażnia - ja mam skórę normalną, ale podejrzewam, że będzie się też nadawał dla wrażliwej. Co więcej, regularnie stosuję go po depilacji i ani razu skóra mnie nie zapiekła ani nie pojawiło się zaczerwienienie (a miewałam tak czasem z innymi balsamami), więc także łagodzi.
Najbardziej spodobało mi się jednak jego długotrwałe nawilżanie, bo często używałam go na noc i nawet rano czuć było mięciutką, satynową skórę a przy regularnym używaniu zauważyłam, że nie ma konieczności smarowania się po każdej kąpieli. Podobnie jest z zapachem, który również utrzymuje się na naszej skórze następnego dnia.
Pisząc z ręką na sercu, jestem zachwycona tym produktem i z pewnością kupię ponownie, bo kosmetyk stał się moim KWC! Mogę się przyczepić jedynie do opakowania i wydobywania kosmetyku przy mniejszej jego ilości, ale samemu można jakoś nad tym popracować i to udoskonalić, bo w samym kosmetyku nie zmieniłabym absolutnie nic.
Dostępność: sklep internetowy
Cena: 12 zł/300 ml
Dziękuję firmie BingoSpa za dorzucenie mi tego cudu do paczki, bo odkryłam dzięki temu produkt dla mnie idealny pod każdym względem :)
Fakt otrzymania go do testowania nie wpływa oczywiście na moją ocenę, a przekonacie się o tym już wkrótce (przy okazji recenzji serum i maseczki).
Subskrybuj:
Posty (Atom)





