Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą avon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą avon. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 listopada 2016

Denko - październik

No i się zaczęło... Ciemno, pochmurno, siąpi, zimno - zdecydowanie nie lubię tego okresu i tylko odliczam dni do świąt i przerwy, od której to dzień z minuty na minutę będzie coraz dłuższy.
Postanowiłam do końca roku zachować porządek jaki tu sobie ustaliłam jakiś czas temu, tj. miesiąc zaczynam od rozliczeń z denka i zakupów a potem jak wyjdzie. Ostatnio nic nie wychodzi i nie wiem czy coś się zmieni w tej kwestii czy całkowicie dam sobie z tym spokój, bo nie jestem zadowolona z obecnego stanu rzeczy...

Pogorszenie widać też w zużywaniu, popatrzcie
 kiedyś ledwo się mieściłam w tym koszyczku


1. Head&Shoulders, szampon przeciwłupieżowy Gęste i mocne - szampon z Joyboxa. Nie mam problemu, ale raz na jakiś czas profilaktycznie (nie wiem czy jest coś takiego ;)) go używałam. Bardzo dobrze się spisywał.
2. Marion, odżywka do włosów łamliwych i z rozdwojonymi końcówkami - takie właśnie mam włosy (czy raczej to siano na głowie) a odżywka poza nawilżeniem i ładnym zapachem nic więcej nie dawała.

3. Avon, żel pod prysznic Rio Coctail - tegoroczna limitowana edycja wakacyjna. Zapach ok, ale bez szału a żel jak żel.
4. Perfecta, kawowy peelingujący żel pod prysznic - byłam z niego bardzo zadowolona. W zapachu czułam zamiast kawy jakiś cynamon czy inne korzenne przyprawy a jego działanie było naprawdę w porządku. Jest to żel, ale drobinki były dość ostre i efekt na co dzień był jak najbardziej zadowalający. Jedyny minus to zbyt rzadka konsystencja, ale stanowiło to problem tylko przy otwieraniu, bo żel szybko wypływał z opakowania - na ciele nie było to uciążliwe. Myślę, że wrócę.
5. Pat&Rub, hipoalergiczny balsam do ciała - kolejny hit październikowego denka! ♥ Mam jeszcze dwa balsamy o innych zapachach, ale ten jest moim zdecydowanym faworytem! Miałam go zrecenzować, oszczędzałam jak mogłam, ale się nie udało. Oprócz tego, że balsam wspaniale pielęgnuje i nawilża skórę to ma tak delikatny i nie męczący zapach, że dosłownie go pokochałam. Kto zna firmę to wie, że ich zapachy mogą być wręcz męczące a ten jest inny i dlatego został moim ideałem. Jeszcze jedno ♥ na koniec. Zdecydowanie polecam!
6. Eveline, olejek po depilacji - oj tu nie umiem się wypowiedzieć. Zużyłam, ale bez zachwytów i przyjemności.

7. Tso Moriri, maska z witaminą C - różowa; bardzo polubiłam się ostatnio z maskami algowymi. Trudną sztuką jest jej przygotowanie, bo łatwo przesadzić z ilością wody czy źle rozmieszać, ale efekty są jak najbardziej warte próbowania! Skóra jest cudownie nawilżona, ukojona i wygładzona - myślę, że do szczegółowych obietnic mogłabym się odnieść, gdybym używała ich regularnie a tak mogę tylko stwierdzić ogólnie, że mi się podoba i polecam spróbować.
8. Tso Moriri, maska caviar - niebieska; podobnie jak wyżej
9. Mariza, peeling drobnoziarnisty do twarzy - mój drugi peelingowy ulubieniec (po miętowym Clearskin), do którego chyba nie wrócę. Mam wrażenie, że wymęczyłam już trochę twarz i stała się ona bardzo delikatna i wrażliwa i teraz oczekuje od mnie nieco łagodniejszego traktowania. Peeling jest świetny, bez dwóch zdań, ale dla mnie już za mocny.

10. Oriflame, czekoladowy krem do rąk - taki kremik na co dzień, bez szału, ale też nie najgorszy.
11. Oriflame, dezodorant w kulce Activelle - lubię zapach tej kulki, jej działanie i często do niej wracam. Teraz szukam kulek bez aluminium, ale widzę, że ich działanie ochronne pozostawia wiele do życzenia....
12. Bath&Body Works, żel antybakteryjny Pink Chiffon - mój ulubiony zapach tej firmy ♥ Aktualnie mam inną wersję zapachową, ale ma chyba więcej alkoholu w składzie, bo bardzo szybko dowiaduję się o jakichś podrażnieniach dłoni :/


I już!
Znacie coś? Podzielacie opinię?

wtorek, 6 września 2016

Denko - sierpień

Jak to ciężko się zabrać do tego posta... Zdjęcia są i wiem, że jak zacznę to skończę, ale zanim zacznę to jeszcze tylko przejrzę milion stron w necie i może się uda ;)

1. Pharmaceris, pianka głęboko oczyszczająca T - świetny produkt, który bardzo dobrze radził sobie z usuwaniem mojego lekkiego makijażu i innych zanieczyszczeń. Nie wysuszał skóry i był wydajny. Z wielką chęcią wrócę.
Teraz: pianka oczyszczająca Sebio, Tołpa
2. Tołpa, płyn micelarny Physio - rozpisywałam się o nim tutaj. Zużyłam do oczyszczania twarzy po piance Pharmaceris i spisywał się bardzo dobrze, dlatego nie skreślam go ostatecznie, ale okolice oczu będę już omijać.
Teraz: płyn micelarny-tonik Eveline
3. Tołpa, żel do mycia twarzy i oczu Physio - bardzo lubię zapach tego żelu i jego niepieniącą się formułę, ale do wieczornego doczyszczania twarzy używałam innych specyfików. Ten bardzo dobrze spisywał się rano, przy zmywaniu resztek po nocy. Wrócę.
Teraz: żel do mycia twarzy La Roche Posay
4. Skin 79, Golden Snail emulsja do twarzy - mega wydajne maleństwo! Z trójpaku najmniej mi się podobała, ale nie mogę odmówić jej ślicznego zapachu i nawilżania na bardzo dobrym poziomie. Wróciłabym, gdyby było mnie stać ;)
Teraz: matujący krem Soraya

5. Dove, żel pod prysznic - mimo dość przyjemnego zapachu zużyłam z ulgą, bo jak często podkreślam, nie lubię aż tak gęstych produktów do oczyszczania ciała. Na plus z pewnością to, że skóra naprawdę wydawała się być nawilżona. Jak będzie w pudełku to przyjmę, ale sama raczej się nie skuszę na zakup.
Teraz: pianka oczyszczająca Planet Spa, Avon
6. Avon, żel pod prysznic Tropics - lekko kremowy żel o zapachu idealnym na lato. Zużyłam z przyjemnością, ale zapach Orchard stał się moim tegorocznym hitem.
Teraz: żel Energizing
7. Avon, czarne mydło z Tureckiej Łaźni Termalnej - oj, długo ono u mnie poleżało w łazience... Po pierwszych użyciach odstawiłam a teraz wróciłam i stosowałam jak zwykły produkt pod prysznic. Bardzo brudziło wannę i okolicę, ale zapach był rzeczywiście niezwykle przyjemny. Nie ma go już w sprzedaży.
Teraz: biała glinka myjąca Bania Agafii
8. Avon, olejek do kapieli z ekstraktem z lilii wodnej - również przedpotopowy kosmetyk... Teraz zużyłam tak jak mydło, po prostu pod prysznic i było to fajne - olejek a delikatnie pienił się kontakcie z wodą i pozostawiał miło gładkie i pachnące ciało. Mam jeszcze 2 olejki a ten również już nie jest w sprzedaży.
Teraz: podobny olejek, fioletowy
9. The Body Shop, żel pod prysznic Fuji Green Tea - moje urocze wyjazdowe maleństwa z sh! ♥ Mega przyjemny zapach, w porządku działanie. Z chęcią bym wróciła.
Teraz: żel Mango TBS
10. The Body Shop, balsam do ciała - dobrze działał w duecie z żelem i wystarczył mi na ciut dłużej. Jak trafię to wrócę.
Teraz: balsam Mango TBS
11. Soap&Glory, masło do ciała Sugar Crush - intensywnie pachnące masło o przyzwoitym nawilżaniu ciała. Również z sh i jak trafię to wrócę.
Teraz: jw

12. Avon, dezodorant w kulce Summer White Sunset - bardzo podobał mi się zapach wody, więc skusiłam się i na kulkę. Nie jest to jakaś 100%owa ochrona, ale zadowalająca.
Teraz: dezodorant Activelle, Oriflame
13. Mariza, mgiełka do ciała White flowers - wg mnie to najgorszy zapach z tej trójki czy czwórki. Serio! Momentami aż mi było wstyd jak wybiegałam z domu a na klatce ktoś mnie mijał i wiedziałam, że to poczuje... Sama formuła bardzo dobra na lato, ale do tego zapachu z pewnością nie wrócę.
Teraz: mgiełka Mariza Green Tea ♥

14. AA, krem do rąk - krem w sam raz na codzień! Nie lepił się na dłoniach a przyjemnie nawilżał i ładnie pachniał. NIe wiem czy wrócę.
Teraz: czekoladowy krem do rąk Oriflame
15. Avon, upiększająca maska do włosów BB - zapach tej linii był inny niż wszystkich produktów z serii AT, dlatego tak je polubiłam. Działanie doraźne przyzwoite, choć moim włosom nadal daleko do normalności. Chyba nie wrócę, bo teraz coś zmieniają opakowania.
Teraz: każda maska z zapasów po trochu
16. Rimmel, tusz do rzęs Scandaleyes - nie mam wielkich wymagań, więc byłam zadowolona, ale teraz jak mam porównanie z tuszem L'oreal to widzę różnicę. Najwięcej zastrzeżeń miałabym do dziwnej szczoteczki, która parę razy dziabnęła mnie w oko, bo sam efekt był w porządku. Nie wrócę.
Teraz: tusz L'oreal Fatale
17. Oeparol, krem pod oczy -hmm... Wklepywałam, bo miałam, ale nie zauważyłam niczego pozytywnego (no jedynie to, że okolice oczu nie były przesuszone po cowieczornym demakijażu). Szukam czegoś dobrego.
Teraz: nic...
18. Sylveco, pomadka peelingująca - kocham ♥ Jeszcze nie kupiłam kolejnej, ale może to dobrze - zużyję w końcu coś z błyszczykowych zapasów.
Teraz: błyszczyk powiększający usta
Próbki - peelingi z Tso Moriri są bardzo w porządku i być może skuszę się na wersję kawową, o ile znów nie zawróci mi w głowie Amore. Z saszetek największą ochotę mam na BB Cleanser Skin79 i czuję, że dużo dłużej nie będę już w stanie się opierać. Esencja do kąpieli Kneipp bardzo męcząca w  zapachu, choć sama kąpiel była przyjemna. Krem nagietkowy Sylveco ok.
19. Carea, płatki kosmetyczne - to ta słabsza wersja, więc z ulgą skończyłam (mam jeszcze ostatnie opakowanie). Te lepsze już zniknęły ze sklepu, więc trzeba zerknąć na różowe i niebieskie.
Teraz: to samo
Wyrzutek - serum do rzęs Biogena. Nie złożyło się, żebym użyła a termin się skończył...


Jakoś dobrnęłam do końca! Mam nadzieję, że lektura będzie dla Was przyjemniejsza niż dla mnie tworzenie ;) Co znacie?

niedziela, 28 sierpnia 2016

Żelowy lakier do paznokci Charcoal Smoke, Avon

Tydzień temu wystartował kolejny katalog Avon a w nim pojawiły się 4 nowe odcienie lakierów żelowych. Staram się nie kupować już każdego odcienia, który mi się spodoba, ale jednemu nie mogłam się oprzeć i dziś, przy okazji niedzieli i nowego mani, postanowiłam go Wam zaprezentować.

 To jeszcze nie jest kolekcja jesienna, (ta pojawi się lada moment, ale już wiem, że nic w moim stylu) raczej coś na pożegnanie wakacji. Nowe odcienie to: Nudeitude, Moondust, Charcoal Smoke i Night Vision

 Butelka 10 ml, cena ok. 10 zł

Konieczne były 2 warstwy. Nie ze względu na podbicie koloru, ale po jednej były widoczne prześwity, mimo moich usilnych starań, aby poradzić sobie z malowaniem szybciej. No i przez to kolor wyszedł ciemniejszy niż na fotce w katalogu (a szkoda!), bardzo blisko mu już do czerni. Całość zabiezpieczyłam topem Insta-Dri.
Dodatkowo, w ramach fantazji, użyłam lakieru Ice to Meet You Essence (który to staram się wciskać ostatnio do każdego zestawienia) i Silver Crystals Avon. Efekt jest taki







Co myślicie?
A może inny z tych nowych odcieni bardziej przypadł Wam do gustu i już się skusiłyście?

wtorek, 2 sierpnia 2016

Denko - lipiec

Połowa wakacji już niestety za nami. Przez pierwsze tygodnie miałam przyjemność byczyć się niemiłosiernie, leżeć i czytać całymi dniami, robiąc jedynie krótkie przerwy na wrzucenie czegokolwiek na ruszt. Druga połowa minęła mi już nieco bardziej pracowicie, ponieważ byłam opiekunką grupy na półkoloniach - 10 dni poza domem aktualnym, spędzone tymczasem w domu rodzinnym nie sprzyjało zużywaniu kosmetyków (a napakowałam ich sobie na ten okres całą torbę i musiałam potem tłuc się z tym wszystkim busem).

W zasadzie ten czas nie sprzyjał żadnej aktywności z mojej strony, poza tą oczywistą, polegającą na pracy z dziećmi (no i zrobiłam kilka słoików ogórków kiszonych, codziennie poganiana przez mamę i brata-złośliwca :P). Czekałam na te dni od początku lipca mając ambitny plan wykorzystania ławeczki do brzuszków, która znajduje się w pokoju siostry - chciałam robić 100 brzuszków każdego dnia, ale niestety, będąc już na miejscu, przypomniałam sobie o tym dopiero po tygodniu... Nie wiem jak ja to wyparłam?! A czas z darmową ławeczką w zasięgu brzucha minął w mgnieniu oka... No trudno.

Ale przejdźmy już może do sedna

1. Bio IQ, szampon do włosów i ciała - produkt z JoyBoxa. Świetnie spisywał się i do mycia ciała (nie musiałam już stosować nawilżaczy) i do mycia włosów, choć zapach mnie nie przekonał. Wolę ładniej pachnące produkty.
Teraz: żel Dove
2. Avon, żel pod prysznic Orchard malina, jabłko, porzeczka - jest to chyba mój ulubiony zapach z tych nowych edycji. Idealnie współpracował również ze mną w formie mydła w piance.
Teraz: żel Revitalising
3. Avon, ziołowy scrub do ciała - byłam zachwycona jego zapachem! Działanie również mnie satysfakcjoowało, więc chętnie do niego wrócę.
Teraz: kawowy żel peelingujący Perfecta

4. Green Pharmacy, pianka do higieny intymnej Biała akacja i zielona herbata - ulubiona forma w ulubionej wersji zapachowej. Wrócę.
Teraz: żel do higieny intymnej Venus
5. Avon, pieniący żel do golenia - kupiłam mężowi, ale dopiero pod koniec opakowania zaczął jej używać i był tak samo zadowolony jak ja.

6. SheFoot, krem do stóp z komórkami macierzystymi - bardzo podobał mi się cynamonowy zapach i działanie a także opakowanie. Na zdjęciu widać, że coś tam jeszcze zostało, ale nie rozcinałam opakowania, bo po raz pierwszy spotkałam się z taką formą kremu do stóp i mam zamiar to wykorzystać do przelewania innych kremów.
Teraz: lawendowy krem Mariza
7. Soraya, balsam do ciała Wyszczuplanie i ujędrnianie - miałam już serum, teraz pora na balsam. Pod poprzednim opakowaniem w komentarzach miałam pytanie czy działa - chłodzi, wygładza i ujędrnia, ale w obwodzie nic mi się nie zmniejszyło (używałam obu bez ćwiczeń). Natychmiastowy efekt sprężystości i wygładzenia skóry najlepiej było widać na brzuchu, bo głównie stosowałam go na uda, które jakoś chyba zdążyły się do niego przyzwyczaić. Brzuch nie miał szans ;)
Teraz: balsam orzeźwiająco-energetyzujący Vianek

8. Jadwiga, papka do cery trądzikowej - świetny produkt, którego jedynym minusem okazało się zbyt szybkie zastygnięcie.
Dwa razy ją reanimowałam dolewając do środka wody różanej, ale (odpukać!) syfy nie wyskakują mi już tak często, więc nie było szans na zużycie do końca. Zastygniętą resztę przesypałam do opakowania po kremie pod oczy i w razie niespodzianki maczam palec w wodzie, potem w tym proszku i jeszcze działa.
Trochę zwykle mi się wysypuje przy odkręcaniu i wtedy pyli i brudzi, ale jakoś sobie z tym radzę. Chętnie wrócę, ale mam nadzieję, że już nie będę musiała.
Teraz: plasterki Beauty Formulas
9. Himalaya, krem przeciwtrądzikowy Clarina - nie wyrobiłam się z recenzją przed końcem. Krem do stosowania miejscowego, ale często smarowałam nim całą twarz (z naciskiem na miejsca problematyczne) i byłam zachwycona natychmiastowym efektem wygładzenie i ujednolicenia kolorytu a także pięknym, ziołowym zapachem. Przeważnie stosowałam na noc a kilka razy też na dzień i twarz wtedy przyprószałam już tylko pudrem e-naturalne do cery naczynkowej (zdenkowanym w czerwcu) i było mi tak dobrze. Wrócę, aby mieć go w nagłych wypadkach, bo faktycznie łagodzi wszelkie zmiany i przyspiesza ich gojenie.
Teraz: krem z kwasem 10% Pharmaceris
10. Pharmaceris, krem nawilżająco-kojący do twarzy - mini wersja, którą otrzymałam przy zakupie kremu z kwasem. Mam wrażenie, że moja twarz w końcu wychodzi na prostą! Nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, który produkt najbardziej się do tego przyczynił (mam zamiar napisać nieco o tym), ale i ten mi nie zaszkodził a bardzo ładnie nawilżał i chronił przed promieniowaniem - efekt jest taki, że twarz mam białą jak w zimie a dekolt opalony i mam teraz inny problem :)
Teraz: BB Gold Skin79 (nie stosuję nic więcej na dzień)
11. Avon, konturówka do oczu Storm - pisałam już o niej dwukrotnie tu i tu, niepochlebnie i w końcu ostatecznie się złamała, więc z ulga wyrzucam. Choć efekt na powiece bardzo mi się podobał to już nie wrócę.
Teraz: ponadczasowa, żelowa kredka Savage (która już mi się kończy i nie mam więcej w zapasie :/) na zmianę z wiecznie odbijającą się na powiece granatową Eveline...

12. Avon, woda perfumowana Attraction - bardzo ładny i trwały zapach, który nie wiem czemu tak szybko mi się skończył! Szkoda, że jak coś mi się nie podoba to tak szybko nie ubywa...
Teraz: woda perfumowana Little Lace Dress Avon
13. Mariza, mgiełka do ciała Fresh Citrus - dość ładny zapach, ale nie zdetronizował mojej ulubionej zielonej herbaty. Dobrze służy jako odświeżacz przy upałach, bo chłodzi a nie męczy zbyt intensywnym aromatem.
Teraz: wersja White Flowers

14. Natura Accessories, pumeks do stóp - słabo sobie radził z piętami a dodatkowo brudził je na czarno. Nie wiem skąd pomysł z takim kolorem pumeksu...
15. Yasumi, gąbka konjac Pure - służyła mi długo (po opiniach na KWC widzę, że nawet bardzo długo) i bardzo przyjemnie i używałabym jej jeszcze, ale coś ją zaatakowało z wilgoci... To moja wina, bo choć była zwykle dobrze wyciskana to suszyłam ją w łazience a tam wiadomo - wilgoć. Kupię ponownie i bardziej o nią zadbam, bo polubiłam wieczorne oczyszczanie z jej udziałem.
16. No name, sprężynka do włosów - chińska wersja za grosze, ale z tych wszystkich, które kupiłam podobała mi się najbardziej właśnie przez swoją grubość. Pękła jak bawiłam się nią w dłoniach :/
17. Carea, płatki kosmetyczne (i zielone na zdjęciu poniżej) - must have 4ever!

denko z 10-dniowego wyjazdu
18. Lush, mydło - zakup z SH. Pierwszy raz miałam do czynienia z marką i jestem totalnie zauroczona! Mydło jak plastelina o przecudownym zapachu i wspaniałym działaniu - oczyszczałam nim ciało a po wszystkim nie musiałam używać już żadnych nawilżaczy. Genialny produkt, choć za szybko się skończył ;)
19. Teatox, herbatka Egzotyczne odchudzanie - wypiłam razem z mamą i jej smakowała a ja nie lubię takich mieszanek.
20. Eveline, zabieg z algami do stóp 2 w 1 - peeling jak peeling, ale bardzo spodobało mi się działanie maski, które jeszcze spotęgowałam nakładając na noc skarpetki. Stopy rano były gładziutkie i mięciutkie, ale ze skarpetkami na noc mam tak niemal z każdym dobrym kremem do stóp, więc raczej nie wrócę.

Próbki.
Marion, kokosowy olejek do kąpieli - zapienił się i ładnie pachniał, ale szczególnych właściwości pielęgnacyjnych nie zauważyłam.

Duet Pantene to już moje ostatnie saszetki, ok jak na wyjazd. Krem Perfecta zużyłam z obojętnością na noc i jedyne co zapamietałam to bardzo przyjemny zapach, taki męski. Maska keratynowa Perfect.Me była ok, choć nie powiem, żeby jakoś spektakularnie wygładziła. Mimo to, może jeszcze kiedyś dam jej szansę. Plasterki BF lubię od dawna i zawsze mam w zapasie.


Wyrzucam
 po terminie a kredka już ładnie nie maluje, bo długo leżała w zapomnieniu...

pudło odżywek i lakierów, nieużywanych przeze mnie od ponad 3 lat...
Przy przeprowadzce zapakowałam je do pudełka po pościeli i tak przeleżało do dziś. Wszystko idzie do wyrzucenia (chyba, że komuś na coś by się przydały), ale za to znalazłam tam fajne naklejki i dziś już przyozdobiłam swoje mani :)




Już! Zostawiam Was z lekturą a sama lecę do kosmetyczki na wygrany zabieg :) Sa sa sa :D

wtorek, 19 lipca 2016

Fifteen Shades of Pink

Często wspominam, że lubię róże na paznokciach. I najczęściej właśnie ten odcień (lub jego warianty) ląduje w moim koszyku. Tak myślałam, że mam ich sporo, ale nie zdawałam sobie sprawy, że aż tyle :)
Zapraszam zatem na przegląd moich lakierów do paznokci w słodko-cukierkowej tonacji.

Tak prezentuje się cała kolekcja

Nie wszystkie z nich doczekały się prezentacji tutaj, ale jeśli im się poszczęściło to więcej zdjęć możecie zobaczyć po kliknięciu w link.

1. Avon, Radiant Rose - piaskowy brokatowy
2. Avon, Srawberry - szybkoschnący
3. Avon, Fabulous - jak żelowy
4. Avon, Seduce me Strawberry - podobny do Coral Reef, ale z brokatem

5. Molon Pro, nr 26 - raz mi się podoba a raz nie, nie wiem sama...
6. Wibo, Candy Shop nr 2 - idealny na paznokcie u stóp! ♥
7. Alemika, nr 184 - wydaje mi się, że jeszcze go nie użyłam...
8. Rimmel, 322 Neon Fest - rimmelowy ulubieniec! (z różowych)
9. Manhattan, Flamingo Pink - matowy z subtelnym brokatem

10. Rimmel, 405 Rose Libertine - jakościowo gorszy od tych od Rity
11. Rimmel, 009 Candyfloss Cutie - cudny, pastelowy piasek
12. Miss Sporty, 490 - udany i ładny
13. Mister Milano, Grapefruit Sorbet - trochę za dużo w nim pomarańczowego po pomalowaniu
14. Editt, 7 - ciemny, lekko matowy, ale śliczny (choć szybko się ściera)
15. Indigo, Romeo and Juliet - w butelce róż a na paznokciu jak czerwień


Kolory idealne na lato, na jesień czy zimę. Czasem aż się zmuszam do czegoś innego, żeby nie być monotematyczna, ale w tym odcieniu czuje się najlepiej. To w zasadzie najbardziej szalony i odważny element mojego stylu, który w dodatku ładnie prezentuje się z moimi szarościami i innymi odcieniami czerni ;).
I w większości te lakiery/odcienie nie przysparzają mi problemów - wiadomo, że brokatowe i piaskowe zmywa się dłużej, ale nie przebarwiają mi płytki, nawet bez bazy.
Pod względem ilości, na kolejnym miejscu prezentują się w mojej kolekcji nudziaki i szarości, ale z pewnością nie nazbieram ich fifty ani nawet fifteen ;)

Lubicie różowe paznokcie?

wtorek, 12 lipca 2016

Pierogi z malinami czyli Strawberry on Street Beige, Avon

To, co Wam dziś pokażę to żadna nowość, dlatego post miał mieć na początku tytuł "Odgrzewane kotlety". Wczorajszy obiad natchnął mnie jednak na zmianę, ale jak widzicie, dalej jesteśmy w tematyce kulinarnej :)

Z mojej przepastnej lakierowej półki wygrzebałam starocie i chciałam sprawdzić czy jeszcze do czegoś się nadadzą. Odkryłam przy tym po raz kolejny jeden z ulubionych nudziaków i ponadczasowy róż. Wyszedł taki oto mezalians


Jak pewnie zauważyliście, królują u mnie paznokcie w jednym kolorze. Czasem pojawi się duet, ale wzorki czy inne zabawy nie są w moim stylu. To nie tak, że nie lubię, bo owszem - chętnie pooglądam ładne pazurki, na których widać talent i mistrzostwo, ale na co dzień, z lenistwa i z braku czasu, wychodzi u mnie prostota. Mam naklejki wodne, pędzelki, gąbki itp. Ba! Nawet skusiłam się na zestaw do stemplowania, ale leży nieużywany od zakupu...

W roku szkolnym najchętniej chodziłam w samej mlecznej odżywce. Jak po którymś weekendzie przebarwiłam sobie płytkę to (chcąc nie chcąc) zaczęłam z nudziakami, szarościami czy innymi pastelami. Brak organizacji skutkował często tym, że paznokcie na szybko malowałam rano tuż przed wyjściem z domu... Teraz mi tak zostało i, mimo tego, że mam wakacje, więc teoretycznie więcej czasu dla siebie, to tyle się gramolę ze wszystkim, że znowu paznokcie maluję niemal w drzwiach. Dlatego najczęściej wracam do lakierów, które szybko wysychają, kryją przy jednej warstwie i są w miarę trwałe. Tak jak dzisiejsi bohaterowie.



Oba lakiery pochodzą z serii szybkoschnącej. Strawberry jest jeszcze dostępny w sprzedaży, Street Beige chyba już został wycofany, bo coś go nie widziałam ostatnio. Cena w zależności od promocji, ale ja nie kupuję jak są droższe niż 10 zł.





A tu już nałożyłam drugą warstwę i Insta Dri



Z lakierem Strawberry niedługo będę zmuszona się pożegnać, bo jest już dość stary i zauważyłam, że zgęstniał. Street Beige jeszcze mi posłuży.

A wczoraj naprawdę jadłam pierogi z malinami! I choć to danie gotowe, kupcze i z marketu to były pyszne!


A jak to jest u Was? Lubicie się bawić z paznokciami czy wybieracie szybkie i proste rozwiązania?

czwartek, 7 lipca 2016

Mydło w piance a'la Bath&Body Works

Jakiś czas temu pisałam Wam o cudownym mydle w piance firmy Bath&Body Works. Kto zna, ten wie, że łatwo się w nich zakochać i uzależnić - zarówno pod względem działania jak i zapachów. Mydło do tanich nie należy, więc postanowiłam wykorzystać puste opakowanie i sprawdzić czy uda mi się coś z tego uzyskać. Chcecie zobaczyć co z tego wyszło? Zapraszam



To już moja druga próba. Do pierwszej wykorzystałam żel pod prysznic z Avonu o zapachu Pure Oasis (trawa cytrynowa i mięta) i gotowe mydło miało kolor żółty a tym razem zapach Delightful Orchard (malina, jabłko, czarna porzeczka) a kolor same widzicie. Są to żele dość gęste i nie kremowe, więc świetnie nadają się do tej roli.


Połowę opakowania po mydle uzupełniłam żelem pod prysznic (tu na zdjęciu trochę mniej, bo akurat mi się skończył)

Resztę dopełniłam zimną wodą, porządnie wymieszałam...


i gotowe!

Byłam zdziwiona, ale po naciśnięciu pompki, na dłoni ukazała się niemal identyczna pianka jak ta B&BW! Poprzeczka jest postawiona bardzo wysoko, bo ichnie pianki charakteryzują się niebywałą gęstością - to nie jest pianka, która natychmiast znika z dłoni, o nie! (myślę, że to kwestia pompki, bo nie mam innego pomysłu) I właśnie dzięki tej gęstości, podczas mycia, dłonie są porządnie pokryte produktem a nie jakimiś rozwodnionymi popłuczynami.

Zapach to kwestia doboru żelu, ale użyte przeze mnie, z nowej oferty Avon, pasują do tej roli wyśmienicie, bo są równie wielowymiarowe jak zapachy B&BW (no może nie aż tak, ale prawie :))

Zagadką jest dla mnie jedynie ich wydajność. Mydło B&BW służyło mi bardzo długo a to robione w łazience kończy się już po 2 tygodniach. Nie wiem czy to przez to, że oryginalne mydło oszczędzałam a wersję self made używam do woli. Ale nawet przy tej kiepskiej wydajności wychodzi dużo taniej a niemal tak samo przyjemnie, więc będę dalej kombinowała z zapachami :) Oby tylko pompka działa jak najdłużej!


Próbowałyście kiedyś zrobić coś takiego w pustym opakowaniu po jakiejkolwiek piance? Czy wolicie raczej tradycyjne mydła w płynie bądź kostce?

sobota, 2 lipca 2016

Denko - czerwiec

No, nie poszczęściło nam się w karnych. Muszę Wam powiedzieć, ze choć nie jestem wielkim kibicem to nasze mecze oglądałam ostatnio bardzo chętnie i wyjątkowo uważnie (w sumie to nie tylko nasze). Super, że zaszliśmy tak wysoko, oby dobra passa trwała!

Oto kolejny początek miesiąca, więc pora na denko. Takie sobie, ale zawsze to coś. Zapraszam


1. Alterra, szampon nawilżający Granat i aloes - lubię ten szampon i często wracam do niego. Ładnie pachnie, dobrze myje włosy, nie plącze ich. Wrócę.
Teraz: szampon Alterra Biotyna i Kofeina na zmianę z innymi
2.  L'Occitane, odżywka do włosów suchych i zniszczonych z 5 olejkami - zakup z sh. Przepięknie pachnąca odżywka, która ładnie nawilżała moje włosy a zapach długo się na nich utrzymywał. Włosy były sypkie i miękkie, nie obciążone. Chętnie bym wróciła.
Teraz: maska Kallos Keratin


3. Nail Tek, Quicken top coat przyspieszający wysychanie - to mój pierwszy top coat tego typu i byłam z niego bardzo zadowolona. Oprócz faktycznego przyspieszania wysychania, przedłużał trwałość lakieru kolorowego, który dzięki niemu wolniej ścierał się czy odpryskiwał. Paznokcie bardzo ładnie błyszczały. Dopiero pod sam koniec zgęstniał mi, ale udało się go zużyć do końca.
Teraz: top coat Insta-Dri Sally Hansen
4. Eveline, odżywka 8 w 1 - miałam już diamentową, więc teraz chciałam wypróbować czegoś nowego. Lubię odżywki, które dają efekt mlecznych paznokci. Tej trochę się bałam i choć nie spotkało mnie najgorsze to odżywka nie poradziła sobie z problemem a dodatkowo trochę zniszczyła mi płytkę - w miejscach, gdzie paznokcie wyrastają ze skóry porobiły się brzydkie bruzdy i nierówności. Nie wrócę.
Teraz: mlecznoróżowa odżywka Sally Hansen
5. Avon, lakier do paznokci Coral Reef - to mój pierwszy zużyty niemal do końca lakier! Ulubiony odcień z Avonu, który przez kilka ostatnich letnich sezonów gościł na dłoniach i na stopach. Zostało już go bardzo mało, ale w końcu zgęstniał i nie dało się już nim malować. Choć mam sporo podobnych lakierów to myślę, że kupię go znowu.
Teraz: sama nie wiem co wybrać z zapasów ;)


6. Soap&Glory, masło do ciała Smoothie Star - zakup z sh. Cudowne masło o pistacjowo-migdałowo-waniliowym zapachu! Wersja 50 ml, więc w sam raz na wyjazdy i na kilka użyć. Masło niemal gumowe, tak fajnie nabierało się z opakowania a na ciele nie tłuściło tylko porządnie nawilżało. Zapach długo był wyczuwalny zarówno na skórze jak i w pomieszczeniu, w którym był aplikowany na ciało. Rewelka! Chętnie wrócę.
Teraz: masełko S&G Sugar Crush
7. Perfecta, mineralny żel myjący z mikrogranulkami - produkt chyba z Joyboxa albo z gazety. Stosowałam go wieczorem po przemyciu twarzy pianką oczyszczająca, niemal codziennie. Granulki faktycznie były mikro, więc nie bałam się tak często. Żel ładnie pachniał, domywał resztki makijażu, nie podrażniał. Może wrócę.
Teraz: peelingi z zapasów

Próbka - krem pod oczy Sylveco. Co zakupy wrzucają mi tę próbkę... Może i krem jest dobry, ale taka pojemność, w przypadku kremu pod oczy, starcza mi na kilkanaście użyć a wydobywanie go z małej saszetki jest bardzo niewygodne, choćby dlatego, że krem wchodzi mi pod paznokcie. Mam jeszcze jedną...


8. E-naturalne, puder średniokryjący do cery naczynkowej Baobab - sama go sobie zrobiłam :). Miał być post pokazujący wszystko, ale jest jak widzicie... Puder wyszedł mi w kolorze zielonkawym, co jest zrozumiałe w przypadku krycia czerwonych naczynek (a wybrałam go w związku z moimi problemami skórnymi, nie-naczynkowymi). Używałam go od stycznia, więc jest bardzo wydajny i mam wielką ochotę powtórzyć zakup. Stosowałam go na podkład jak i na skórę tylko z kremem do twarzy - wówczas ładnie matowił cerę i ukrywał mniejsze plamy po krostach (jestem na etapie ich "wywabiania"). Przy obecnym stanie twarzy nie bałam się z nim wychodzić solo, bez podkładu pod spodem. Nie zapychał, nie bielił, choć ostatnio, jak już trochę opaliłam dekolt, było widać różnicę. Wrócę, chyba, ze już nie będę musiała ;)

Teraz: puder bambusowy e-naturalne i perełki wyrównujące koloryt z Marizy
9. Revlon, podkład Colorstay 150 Buff - wyrzucam resztkę, bo już tyle czekała na zużycie, że pewnie jest po terminie a ja straciłam ochotę na coś, co nie spełniło moich oczekiwań. Może to kwestia odcienia, który pewnie mógłby być ciut ciemniejszy (choć 150 zimą nie był zły) a może mojego wyobrażenia, że to będzie podkład idealny skoro tyle osób go chwali, ale nie zachwycił mnie już od pierwszej chwili. Widać go było na twarzy, zbierał się w zmarszczkach, ścierał, głównie z wypukłych krost, jednym słowem rozczarowanie. Nie będę sprawdzać innych odcieni i nie wrócę.
Teraz: BB Skin 79 (o nich niebawem)

Próbka - Purple BB, Skin 79. Znalazłam już swój odcień i niedługo o nich napiszę coś więcej. Ten jest trochę ciemniejszy niż Gold czy Orange, ale to jednak nie to.


10. Avon, żel pod prysznic Oasis - zielona herbata i mięta. Zapach przyjemny, odświeżający i orzeźwiający, idealny na lato. Żel gęsty, więc zrobiłam sobie z niego pięknie pachnące mydło w piance (może Wam to niebawem pokażę, ale z innym żelem). Myślę, że wrócę, choć widziałam, że zaraz pojawią się kolejne nowe zapachy.
Teraz: pozostałe dwie nowości na zmianę - Delightful Orchard i Joyful Tropics
11. Avon, żel pod prysznic Winter Cocoon - drzewo sandałowe i wanilia, mój ukochany zapach ♥. Jak sama nazwa wskazuje, może nie bardzo pasuje na tę porę roku, ale mi to w niczym nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Mam w zapasie jeszcze dużą butlę.
Teraz: jw.
12. Avon, żel pod prysznic Kwiat wiśni - cieszę się, że to już ostatni żel Naturals z moich zapasów. Niektóre zapachy były bardzo ładne, ten akurat mniej, ale wolę linię Senses.
Teraz: jw.
13. Tso Moriri, malinowy mus pod prysznic Amore - Wow! Pisałam o nim już 2 lata temu! I w zasadzie nic się nie zmieniło od tego czasu, moja miłość stała się może bardziej dojrzała ;). Mus przepięknie pachnie, cudownie pielęgnuje skórę pod prysznicem, nie potrzeba już się dodatkowo nawilżać. W ostatnich dniach pomógł mi ochronić opalone ramiona przed schodzeniem skóry (kiedyś robił to też peeling cukrowy Amore). Wspaniała linia zapachowa, którą uwielbiam i będę stale do niej wracać - peeling i mus znowu mam na liście zakupowej.
Teraz: nie mam nic podobnego w zapasach, czekam na dostawę ;)
14. Sanex, żel pod prysznic DermoProtector - zapach świeży, dość przyjemny, choć powiedziałabym, że taki trochę sanitarny. Bardzo niewygodne opakowanie - mała wersja, więc w sam raz na wyjazdy, ale ciężko ściągnąć tę niebieską zatyczkę. Dodatkowo żel jest dość gęsty, więc żeby zużyć do końca musi stać do góry nogami a ciężko to otwierać i zamykać kilka razy pod prysznicem.
Teraz: patrz pkt. 10, 11, 12


No i tyle. A jak u Was?